AlawarFanatyk
6piorunów#alkoholizm #alawar #ciekawostki Macie jakiś pomysł jak się tego pozbyć lub stłumić. Praca nie wchodzi w grę. Bo pracuję nawet na kacu.
Ziomek żeby przestać robił sobie zabieg(wszywka) żeby nie pić przez rok. Już 3 raz sobie ten zabieg robi. Ja też tak muszę? Bo jestem przegrany w innych oczach.
To jest tak rozjebany system że nie wiem co napisać co dobre co złe.
#hejto J⁎⁎ać po mnie .
ps
Myślałem o słoneczniku nie pomaga.

@Alawar Wielokrotnie się o tym wypowiadałem, z tobą też o tym gadałem.
Długo byłem funkcjonalnym alkoholikiem, ale w końcu przestawałem nim być i się zaczynałem topić. Prób wyjścia z problemu było mnóstwo, wiem jak to jest.
Niemniej po pierwsze potrzeba czasu, a po drugie absolutnego przekonania.
Więc jak wyglądała moja droga do trzeźwości? Poszedłem po wszywkę. Dała mi spokój na rok i wystarczyło. Mimo silnego przekonania o chęci rzucenia, to jeszcze mniej więcej w 5 miesiący "odliczałem sobie" i googlowałem, kiedy najwcześniej da radę się napić, żeby było okej. To jest właśnie łeb alkusa. To jest uzależnienie.
Głowa zaczęła mi puszczać dopiero gdzieś tak po 8 miesiącach i wtedy dopiero ten mój rozsądek zaczął działać powyżej nałogu, który zszedł na dalszy plan. I później to już kwestia przyzwyczajenia i wyrobiona niechęć.
Minęły 4 lata bez niczego i co ciekawe, zdarzyło mi się napić. Na samym Hejtopiwie walnąłem 4 piwa. Okazuje się, że nie do końca jest się takim alkusem śmieciem całe życie, bo nie mając "ciśnienia" od organizmu na wypicie, nie piłem i nie piję nadal xd Nawet mi to uświadomiło, że nic fajnego i lepiej bez.
Niemniej wszywka jest tylko wszywką. Bo jak widzisz, mi łeb puścił dopiero po ośmiu miesiącach, pimimo SKRAJNEGO nastawienia na zmiany i antyalkoholową krucjatę. Nadal mnie kusiło, nadal gdybym jej nie miał - poszedłbym i kupił. Pozwoliła więc przetrwać po prostu przyzwyczajenia i to zwykłe ciśnienie organizmu, które wygrywa ze zdrowym rozsądkiem, jak to nałóg.
Niemniej później do głosu dochodzi już rozsądek i własna głowa. Potem jesteś z tym już sam i to jak na to patrzysz. Jak nie pożegnałeś się z tematem to pomimo wszywki wrócisz, jak większość ludzi, po kolejną i kolejną. Niemniej jeśli masz silne przekonanie zerwania i będziesz w nim trwał, a nie tylko na kacu sobie roisz - to jest całkiem proste.
Wszywka jest stygmatyzowana, bo brzmi źle i wydaje się zarezerwowana dla żuli. Nie jest tak. W poczekalni spotkałem tylko jednego gościa którego telepało, bo w robocie dali mu wymóg, wszywka albo zwolnienie. Reszta wyglądała na zadbanych i normalnych ludzi, którzy się pogubili, albo po prostu walą wszywkę, żeby nie mieć wyboru i się nie zastanawiać.
Osobiście bez niej - nie zerwałbym z nałogiem i mówię to z pełnym przekonaniem.
@Alawar słuchaj! I zapisz sobie tę widomość, bo jutro zapomnisz, a musisz ją odtworzyć, aby zrozumieć co trzeba zrobić, aby przestać pić na samym początku. Przestać pić jutro. Od razu. Bez zastanawiania. Bez oszukiwania siebie. Bez wymówek. Musisz być głodny, żeby zrozumieć, że źle robisz. Nie rób tak zwanego "klina" jutro. Wytrzynaj. Będzie boleć. Nie wychodź z domu, jeśli możesz. Walcz...
@Eber większość alkusów potrafi w dzień, potrafi w tydzień, nieraz i dwa, po których mówi sobie, że "zobacz, 14 dni nie piłem, nie mam problemu" i idzie w długą 😉 Oczyszczenie głowy to przynajmniej rok. To długa i przewlekła walka, aby jedyne co osiągnąć, to trzeźwość umysłu, którą można zatopić jednorazowym wyskokiem i kolejnym ciągiem, zaprzepaszczającym cały trud.
Dlatego właśnie osoby bez nałogu nie zrozumieją. Alkoholizm to nie kac. To nie klin. Alkoholizm to ciągłe "zdrowienie" i gdy już poczujesz się dobrze, bo się podleczyłeś, to pierwsza myśl w głowie "co by tu dzisiaj".
Działanie tego jest dziwne i nieintuicyjne. A prawdziwa walka to wcale nie jest kac, to nie jest przerwanie ciągu. To się zdarza każdemu. Prawdziwym wyzwaniem jest o tym chociaż na chwilę zapomnieć. Dopiero jak przeżyjesz dzień, w którym ani razu nie wpadła myśl o alko, a półki w sklepie z piwem omijasz tak naturalnie jak te z psim żarciem, bo nie masz psa - to pierwsza oznaka, że coś się zmieniło. Pojedyncze stopy nie robią absolutnie nic, bo zdecydowana większość alkoholików żyje od ciągu do ciągu. Więc potrafią przestać. Nieraz samo życie czy zdrowie wymusi. Pozostaje pytanie tylko na jak długo i z czasem te okresy są coraz krótsze. Są oczywiście też alkoholicy codzienni, czy wieczorowi, ale ci bardzo szybko lądują na aucie, bo nie są w stanie funkcjonować na dłuższą metę. Upomną się najprędzej finanse 😉
















