Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

kiwikiwiKompan

Dołączył/a:

  • 1 wpisów
  • 51 komentarzy
  • 0 obserwujących

Lider

w Ekonomia

52piorunów

Alez mam zlodziejski kredyt na mieszkanie w aliorze.

Place rate ok 650€, z czego na ten moment 120€ to kapital, reszta odsetki xD kredyt jeszcze 27 lat.

Jako ze minely 3 lata, to postanowilem co miesiac nadplacac po 500€ i skracac okres kredytowania. Po pierwszej wplacie okres skrocil sie o 6 miesiecy i jeszcze 16€ zwrotu prowizji. Czyli jesli uda mi sie tak kontynuowac to w niecale 5 lat splace cale to gowno. Dramat.

Autorytet9piorunów

@bartek555 Pfff, ja aktualnie mam 300zł kapitału i 4500zł odsetek ( ͡° ͜ʖ ͡°)

GURU7piorunów

@bartek555 z ciekawości: czemu zdecydowałeś się na skracanie okresu kredytowania zamiast zmniejszyć ratę? Jeśli faktycznie planujesz nadpłacać co miesiąc, to kredyt i tak spłacisz mocno przed czasem, odsetki zapłacisz identyczne w obydwu przypadkach (bo przecież odsetki płacisz od niespłaconego kapitału, a kapitał zbijasz co miesiąc nadpłatami), ale zmniejszając ratę zwiększasz swoje bezpieczeństwo gdyby się noga "powinęła", bo będziesz miał co miesiąc mniejszą wymaganą do zapłacenia ratę.

Pokaż więcej komentarzy (71)

Lider

w NajlepszeSpolecznosciNaHejtopl

21piorunów

Kolejny po⁎⁎⁎⁎ny przykład, co należy sprawdzić przed podpisaniem umowy xD
Kolega lubi pociągi ( ͡° ͜ʖ ͡°)
A na poważnie to ten kolega miał kiedyś marzenie żeby zamieszkać w wieży ciśnień. W sumie spoko plan. Jak zobaczę jakieś ogłoszenie to mu podrzucam. No i podobnie było dzisiaj, nawet niedrogo jak za działkę 680m2 + budynek 150m2:
https://www.pkp.pl/pl/sprzedaz?menu=2&show=21409
Niestety przeczytałem pobieżnie i zobaczyłem, że jest prawo własności zabudowy, ale już nie przeczytałem, że na grunt nie dostaje się prawa własności tylko wieczyste użytkowanie. Dopiero kolega mi pokazał xd

Jakie to ma konsekwencje prawne nie będę pisał, bo i tak bym źle wytłumaczył. Nie znam się na tym.

Gruba ryba1piorunów

Restauracje robią w niektórych miastach z tych budynków

Pokaż więcej komentarzy (11)

Fenomen

w Sztafeta

23piorunów

25 809,58 + 5,55 = 25 815,13

Drugi bieg, nieco dłuższe bieganie. Popatrzyłem na tętno i dużo za wysokie ale chyba muszę przestać to robić przez najbliższy miesiąc. Przede wszystkim do przodu.

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/sztafeta/

Kompan1piorunów

Jakie srednie przy jakim tempie? Ja mam ogromny problem z tetnem, walczę z nim od 3 miesięcy i konca nie widać. Z tego co wiem to tetno w 3 strefie to dla poczatkujacego glowny cel - nie tempo ani dystans. Tetno i czas cwiczenia to klucz....

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Hydepark

41piorunów

dzis też chlebowy debiut. Przepis od rozkosznego, chleb z garnka żeliwnego.

mialem tylko mąkę tortową i caputo pizzeria. Użyłem tej drugiej bo taki miałem kaprys.

wyszło cudnie :smiley:
zjadłem z samym masłem. Oczywiści gdy był jeszcze ciepły.

  

GURU2piorunów
Zjadłem z samym masłem. Oczywiści gdy był jeszcze ciepły.

@GordonLameman no a jak?

GURU3piorunów

@GordonLameman Na pewno to nie będzie ostatni raz. 👍

Pieczenie chleba uzależnia. :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Sztafeta

33piorunów

31 373,59 + 8,55 = 31 382,14

Dzisiejsze bieganko z @Trypsyna (。◕‿‿◕。) W końcu się trochę bydlak wiatr uspokoił.

A po bieganku graliśmy w planszówki.

FAJNIE. (⌐ ͡■ ͜ʖ ͡■)

Wpis dodany za pomocą https://hejto.sztafetastats.pl/sztafeta/

Kosmonauta2piorunów

@scorp O cholera, mam takie same meble i myślalem że ktoś u mnie grał w arnaka XD

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Hydepark

1piorunów

Wok na indukcję! Ma sens? Używacie? Polecacie coś konkretnego?

Fenomen3piorunów

@moll nie używałem i nie wiem jak miałoby to działać. Chyba wcale. Podobnie jest z wokiem na gaz. Owszem ma to kształt. Owszem można coś usmażyć ale nie tak jak na woku który jest na wielkim palniku. Korzystałem z woka na takim palniku dwa razy (okazjonalnie) i smażenie w porównaniu z tym co jest na kuchni gazowej (nawet na takim palniku z dwoma okręgami gazu) to jakaś kpina.
Ja bym odpuścił.

GURU2piorunów

@moll 
Indukcja, to zaprzeczenie woka.
Ma być szybko i gorąco czytaj cienkie ścianki i wielki płomień, na indukcji seneda.

Pokaż więcej komentarzy (20)

Fenomen

w Komiksy

3piorunów

Święta za pasem, a więc czas na polowanie na prezenty.

Jeśli ktoś ma problem i szuka prezentowych inspiracji, poniżej lista komiksów, które wg mnie są dość pewnym wyborem jako upominek dla osoby, która nie jest kolekcjonerem (bo maniacy to pewnie już te pozycje posiadają).

Lista w oparciu o moje subiektywne odczucia i założenie, że powinien to być samodzielny album a nie część dłuższej fabuły. Wg mnie każda z tych produkcji jest dość uniwersalna i może powinna zainteresować osobę, która z komiksami ma niewiele wspólnego.

Zemsta Hrabiego Skarbka - Yves Sente i Grzegorz Rosiński
Piękna grafika + interesująca i trzymająca w napięciu historia (realistyczna, bez magii i potworów)
https://www.empik.com/zemsta-hrabiego-skarbka-sente-yves-rosinski-grzegorz,p1239667260,ksiazka-p

Cromwell Stone - Andreas
Piękna grafika + wymagająca i skomplikowana historia (jest magia)
https://www.gildia.pl/komiksy/297384-cromwell-stone-wyd-ii

Maus - Art Spiegelman
Bardzo uproszczona grafika + wzruszająca historia (wspomnienia Żydów z czasów okupacji, do tego kontrowersje związane z formą przedstawienia Polaków)
https://www.taniaksiazka.pl/maus-opowiesc-ocalalego-p-1451561.html

Uwodzicielskie Chimery - Milo Manara
Piękna grafika bez fabuły (erotyczne rysunki kobiet + krótkie i proste historyjki)
https://www.gildia.pl/komiksy/365301-uwodzicielskie-chimery

Gucek i Roch - Janusz Christa
Kreskówkowa grafika + kryminalna historia (gratka dla osoby raczej 35+ która mogła mieć styk z komiksami za młodu - np. czytując magazyn Relax lub Świat Młodych). Dobra pozycja dla dzieciaka - historie na poziomie Kajka i Kokosza.
https://www.gildia.pl/komiksy/549995-gucek-i-roch-wyd-2023

Jaronizmy - Jaroński
Coś z pogranicza komiksu - seria śmiesznych i kreatywnych rebusów.
https://jaronski.pl/sklep/albumy/albumy-jaronizmy/jaronizmy1/

Szninkiel - Jean Van Hamme i Grzegorz Rosiński
Magia, klimaty fantasy, trochę erotyki. Bajkowa grafika i dość ciekawa historia.
https://www.empik.com/szninkiel-van-hamme-jean-rosinski-grzegorz,p1248373479,ksiazka-p

Osobistość0piorunów

@Spleen nie jestem fanatykiem, a nie mam tylko pozycji jarońskiego.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Autorytet

w Gry

5piorunów

Liczba dedów: 138 (wiekszosc przez spadanie w przepasc szukajac jakiegos przejscia)

K⁎⁎wa zgubiłem się w tym je⁎⁎⁎ym blightown.
Najpierw zszedlem na dol, ale tam nie znalazlem zadnego przejscia, wszedlem na inna platforme, znalazłem drugie ognisko ale stad juz obszedlem wszystko i doszedlem do bramy, której nie mozna otworzyc z tej strony ( ͡° ʖ̯ ͡°)

Jeszcze mi sie halabarda popsuła xD

Mam wrażenie, że niepotrzebnie tu wlazłem i jestem po prostu przy wejściu z innej strony. Ale zszedłem jeszcze raz na dół obszedłem wszystko dookoła i dalej nic tu nie znalazłem ( ͡° ʖ̯ ͡°)

GURU5piorunów

@wewerwe-sdfsdfsdf to na skrinie to polowa drogi, to czego szukasz jest ba bagnie, sa dwa przejścia, w dol i jedno w gore, wiecej nie mowie co ci bede przyjemność odbierac

Kompan1piorunów

Od drugiego ogniska wychodzisz w prawo, przelazisz przez trujaca wode wprost w strone olbrzymow z kamieniami, tam jest platforma opleciona pajeczynami i wejście do bossa - Queelag

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Hydepark

22piorunów

Sledz w smietanie podany na pierniku.
Dla niektorych moze to byc kontrowersyjny zestaw, ale jest naprawde dobry. :slightly_smiling_face:
Zapraszam na moj tag 
 

Kompan1piorunów

@Mielonkazdzika czego tu nie lubic? Piernik dobry, sledz dobry, smietana dobra...

Gruba ryba0piorunów

Piernik zawsze można wy⁎⁎⁎⁎⁎olić.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Inspirator

w Gry Planszowe

31piorunów

Miałem dać znać, gdy dojadą. Daję znać!
Upłynie trochę wody zanim to ogram, ale jestem dobrej myśli.

Kosmonauta1piorunów

@pawel-l-1 ulala, same dobre rzeczy

Gruba ryba1piorunów

@pawel-l-1 te wirusy to strasznie głupia i przypadkowa gra no ale dzieci to lubią czemuś :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (30)

Gruba ryba

w Hydepark

277piorunów

Osobistość3piorunów

@Bajo-Jajo przynajmniej wybudują fajną fabrykę Chińczykom aby mogli wejść na rynek europejski, mamy ten łeb do interesów xD

Autorytet5piorunów

Nie mamy Knowhow, nie mamy zaplecza. Budowa samochodów to nie tylko jedna fabryka to całe zaplecze fabryk budujących poszczególne komponenty. W ostatnich dekadach całe te zaplecze zostało przeniesione do chin.

Pokaż więcej komentarzy (29)

Specjalista

w Gry Planszowe

3piorunów

Czy jest tu jakiś grający w small world? a dokładniej small world of warcraft? chociaż pewnie zasady są te same.
Mamy problem z interpretacją kilku zasad:
1) czy jesli mamy token wymarłej rasy to możemy postawić rasę aktywną w rejonie obok bez czy z karą za koszt podróży?
2) czy jeśli ork który ma perk, że za podbicie alliance dostaje 2x żeton zwycięstwa, podbija region gdzie alliance jest wymarłą rasą to dalej się liczy?
3) kiedy dokładnie mozemy zdecydowac sie na wymarcie rasy? na początku tury (odwracamy wszystko, zdobywamy punkty bez bonusowych) i dopiero w następnym ruchu kupujemy nową?
4) jak dokładnie działają wieże strażnicze? no ni c⁎⁎ja, 20 minut rozmyślaliśmy jak to interpretować i nie byliśmy pewni

Kompan0piorunów

@SmollJoe ja planszowki zawsze badam z przykladowa rozgrywka na youtube. Duza szansa ze znajdziesz tam odpowiedz.

Lider2piorunów

@SmollJoe ja mam, ale dawno już nie grałem i niestety nie pamiętam, a w domu będę dopiero za tydzień. Jak się przypomnisz to wtedy poszukam. Ale sama gra nie bardzo mi się podoba. Lepiej się bawię w zwykłego smallworld.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Debiutant

w Hydepark

1piorunów

Zastanawiam się nad prezentem dla 6 latka. Jakie  polecacie? Nie jestem w temacie klocków, ale chciałbym żeby młodzian miał frajdę

Fenomen0piorunów

@czasnaplacki a co lubi? Kosmos, dinozaury, piratów, samochody?

Gruba ryba0piorunów

@czasnaplacki zależy jaki budżet, nasz syn na urodziny dostał pociąg towarowy 60198, mega dużo zabawy. Nawet ja lubię się tym bawić

Pokaż więcej komentarzy (7)

Gruba ryba

w Hydepark

3piorunów

Wrzuciłam znalezisko o wypadku w Krakowie: https://www.hejto.pl/wpis/wypadek-w-krakowie-4-mlodych-mezczyzn-nie-zyje

Przykre, bo życie straciło 4 młodych ludzi, którzy mieli całe życie przed sobą. Jeden z nich był synem Pani Sylwii Peretti, która występowała w "Królowych Życia" - osobiście jej nie znam/nie oglądałam.

Sama mieszkam przy dosyć dużej ulicy w Krakowie i takie ściganie się po mieście i palenie gumy/silnika jest nagminne. Nawet teraz, w tej chwili jak to piszę słyszę jak ktoś po raz kolejny żyłuje silnik i jedzie powyżej limitu, który wynosi 70km/h na tej drodze.
Zawsze wiem kiedy policja stoi na tym odcinku obok mnie bo widzę, że auta jadą z przepisową prędkością. W tym miejscu gdzie mieszkam również co jakiś czas zdarzają się wypadki śmiertelne spowodowane wyłącznie niedostosowaniem prędkości do warunków drogowych/jezdni.

Prośba do was wszystkich - noga z gazu na co dzień. Podróż potrwa chwilę dłużej, ale dojedziesz do domu. Więcej zrozumienia i bezpiecznej jazdy.

Wirtuoz3piorunów

Brak zdrowego rozsądku. Dobrze, że nie ma ofiar postronnych.

Zawodowiec0piorunów

> 4 młodych ludzi
>  palenie gumy/silnika jest nagminne

Przecież jedno z drugiego wynika. Ja bym się tam cieszył.

Pokaż więcej komentarzy (18)

Osobistość

w Dyskusje

53piorunów

Serdecznie pozdrawiam środkowym palcem miłośników kotletów, którzy koniecznie muszą dawać znać o swojej pasji w niedzielę przed godziną 8. Ch wam w d.

Osobistość1piorunów

@Curumo Wolnoć Tomku w swoim domku

Lider3piorunów

Najfajniejsze jest to, ze duzs czesc ludzi robi kotlety z piersi z kurczaka i dalej je napierdala mlotkiem xD

Pokaż więcej komentarzy (28)

Lider

w Historia

129piorunów

1934 r. w jednym z berlińskich parków. Weszły właśnie w życie nowe przepisy nakazujące segregację ławek: te dla Żydów pomalowane zostały na jaskrawo żółto, na pozostałych zaś pojawiły się napisy "Tylko dla Aryjczyków".

Pewien Żyd miał zwyczaj po przerwie obiadowej siadać w parku, zawsze na tej samej ławce, i karmić gołębie. Pozostał wierny swemu nawykowi nawet wtedy, gdy na mocy nowych przepisów rasowych został jako żyd usunięty ze swego urzędniczego stanowiska. Karmił więc ze swej ławki gołębie, gdy podeszła doń starsza pani, którą znał pobieżnie z urzędu i która wiedziała, w jakich okolicznościach stracił pracę.

- Pan się pomylił powiedziała mu życzliwie, wskazując na napis „Tylko dla Aryjczyków" na oparciu ławki. - Wasza ławka jest tam - pokazała ręką kanarkowożółtą ławeczkę w sąsiedniej alejce.

Starsza pani ni słowem, ni tonem nie zdradziła żadnych wrogich uczuć pod adresem siedzącego na niewłaściwej ławce i być może ich nie czuła: antysemityzm, choć dość w Niemczech wówczas rozpowszechniony, nie był jeszcze postawą większości. Zwróciła mu po prostu uwagę, że naruszył, zapewne przez niewiedzę lub nieuwagę, i niechcący, przepisy tak jak zwróciłaby mu uwagę, gdyby usiłował wejść do budynku przez drzwi oznaczone tabliczką "Wyjście". Zapewne spodziewała się, że w odpowiedzi mężczyzna z zakłopotanym uśmiechem uchyli kapelusza, podziękuje i się przesiądzie na odpowiednią ławkę. Żyd wstał i opuścił park; nigdy tam już nie wrócił; zresztą kolejne przepisy i tak zabroniły mu wstępu.

Gdyby ktoś powiedział wówczas starszej pani, że właśnie uruchomiła pociągi do Auschwitz, to zapewne najpierw by się zdziwiła: o tej małopolskiej miejscowości nikt wszak jeszcze w świecie nie słyszał, następnie by nie uwierzyła, a wreszcie pewnie zapłonęłaby oburzeniem: jej chodziło tylko o przestrzeganie przepisów, a nie o mordowanie ludzi. To, że mogą być przepisy, których celem jest mordowanie ludzi, nie mogło jej przyjść do głowy. O Auschwitz jeszcze wtedy oczywiście usłyszeć nie mogła, ale nie słyszała też zapewne i o Waterbergu czy Dajr az-Zaur*.

*niemieckie ludobójstwo w Namibii 1904
tureckie ludobójstwo Ormian 1915

Z książki Ostateczne rozwiązania.

Gruba ryba53piorunów

Oni tylko wykonywali rozkazy, obierali warzywa w kuchni, grali w orkiestrze i może owszem, rozbijali główki noworodków o parapety, ale się nie cieszyli.

A jeśli ktoś się nadal zastanawia, jak to w ogóle było możliwe, to niech sobie odświeży pamięć o latach 2020-2021 i zastanawiać się przestanie. Już bardzo niewiele brakowało, by wielka mandala dziejowego spierdolenia ludzkości zatoczyła kolejny krąg i historia się powtórzyła.

Kompan31piorunów

@smierdakow tam jest napisane "Nie dla Żydów" a nie "Tylko dla Aryjczyków". Jest pewna różnica.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Osobistość

w Podróże

115piorunów

Jak opisywałem tydzień temu, moja druga wyprawa pod Fitz Roy nie zakończyła się sukcesem. Zamiast wschodu słońca była śnieżyca i dopiero pod wieczór widziałem z oddali majestatyczny szczyt najsłynniejszej góry argentyńskiej Patagonii.

W relacji z zeszłego tygodnia zapomniałem dodać, że między powrotem ze wschodu słońca i wieczornym spacerem zupełnie przypadkiem wpadłem w kawiarni w El Chalten na 2 Polki. Trochę pogadaliśmy, podzieliliśmy się historiami z podróży oraz planami, a na końcu jeszcze pożyczyłem im gotówkę, bo już im się kończyła 😆 A tak jak wspominałem wcześniej kilkukrotnie - płacąc gotówką oszczędzało się prawie połowę tego, co wydałoby się płacąc kartą.

Wróćmy jednak do głównego wątku. Prognoza na kolejny dzień zapowiadała się znakomicie - miało być całkowicie bezchmurnie. Korciło, by znów spróbować pójść pod Fitz Roy na wschód słońca, ale mój argentyński kolega musiał tego dnia popracować, a zresztą nie chciałem iść trzeci raz w to samo miejsce w tak krótkim czasie, gdy jeszcze 2 inne bardzo obiecujące szlaki czekały nieodkryte. Zdecydowałem, że kolejnego dnia pójdę na Loma del Pliegue Tumbado.

Jeśli myślicie, że nazwa ta brzmi dziwnie, to wiedzcie, że Argentyńczycy czują podobnie. Gdy spytałem kilkoro z nich o wytłumaczenie nazwy stwierdzili, że nie wiedzą, bo każde ze słów z osobna coś oznacza, ale gdy połączy się je razem - nie mają najmniejszego sensu. W każdym razie Google translate tłumaczy to jako Wzgórze Kłamliwej Fałdy 🤷 W sumie spoko nazwa dla jakiejś punkowej kapeli 😆

Wyruszyłem z hostelu jakoś koło 8 rano. Na niebie nie było ani jednej chmurki i trochę plułem sobie w brodę, że oto może jedyny dzień w trakcie mojego pobytu, w którym wschód słońca na Fitz Roy będzie idealny, a ja szlajam się gdzieś indziej. No i gdy zrobiła się 8:45, zza zakrętu wyłonił się majaczący w oddali Fitz Roy, skąpany w złotym świetle wschodu słońca. Nawet z tak daleka wyglądało to cholernie imponująco. Zacząłem zazdrościć tym, którzy właśnie siedzieli pod Laguna de Los Tres i podziwiali ten spektakl z bliska. Postanowiłem, że choćby skały srały, kolejnego dnia znów wyruszę nocą w tamtym kierunku.

Tymczasem kontynuowałem swój marsz. Na szlaku było bardzo mało osób. W trakcie pierwszej godziny wyprzedziłem trójkę ludzi i wówczas na śniegu wskazywały, że przede mną już chyba tylko szła jakaś para. No bo właśnie - obfite opady śniegu z zeszłego dnia sprawiły, że jesienna aura ustąpiła całkowicie tej zimowej.

Po jakimś czasie dostrzegłem dwójkę ludzi idących w stronę miasteczka. Zdziwiło mnie to trochę, bo z wyliczeń wynikało, że na pewno nie dali rady dojść do końcowego punktu widokowego, skoro już wracali. Minęliśmy się, przyglądając się sobie nieco. Po kilku krokach spojrzałem za siebie i widziałem, że też wciąż zerkają w moim kierunku. Po raptem 3 minutach zrozumiałem dlaczego - ślady w śniegu kończyły się tuż przed rozległą polaną - najwyraźniej zwątpili, czy warto iść samotnie dalej i zawrócili. Ja nie miałem takich rozterek - po chwili moje stopy zaczęły zanurzać się pod kołderkę dziewiczego śniegu, a znaczony przeze mnie ślad rozciął nieskazitelną dotąd polanę na pół. Stałem się pionierem na tym szlaku. W połowie polany obejrzałem się za siebie - parka zdecydowała się ponownie zmienić kierunek i podążała za mną podbudowana zdalnym towarzystwem.

Padało niby tylko jeden dzień, ale śniegu leżało jakieś kilkanaście centymetrów. Niby niedużo, ale w niektórych miejscach tworzyły się poduchy śnieżne, w które nogi wpadały po kolana. Nie było też widać kamieni pod śniegiem - widziałem w oddali słupki znaczące szlak, ale sama ścieżka najwyraźniej meandrowała nieco, więc raz po raz nieoczekiwanie potykałem się o nierówności. Trzeba było uważać, żeby nie skręcić nogi. Musiałem też trochę pokminić przy strumieniach, które należało sforsować. Najkrótsze drogi na wprost okazywały się zdradliwe, więc trzeba było ostrożnie stąpając szukać najlepszego miejsca na przeskoczenie na drugą stronę.

Mimo tych lekkich trudności i wpadającego do wewnątrz butów śniegu, szło się wspaniale. Świeciło piękne słońce, a widoki były nieziemskie. Dodatkowo to uczucie, że jestem pierwszą osobą idącą tym szlakiem tego dnia dodawało jakiejś takiej magii tej przygodzie.

Po 12 kilometrach marszu dotarłem do punktu widokowego. Widziałem w oddali zarówno Fitz Roya, jak i Cerro Torre - drugi ikoniczny szczyt, będący jednym z marzeń najwybitniejszych wspinaczy. Nie wiem, ciężko opisać ten widok. Myślę też, że zdjęcia nie oddają w pełni magii tego miejsca. A może to magia chwil tam spędzonych? Ciężko stwierdzić. W każdym razie siedziałem tam przez kilka godzin, zmieniając miejsce obserwacji raz po raz, by siedzieć sobie i podziwiać widoki całkowicie samotnie. Ostatecznie bowiem do końca szlaku dotarło chyba z kilkanaście osób tego dnia, a ja nie chciałem wdawać się w rozmowy i słuchać cudzych głosów.

Napisałem "do końca szlaku" choć tak właściwie szlak wiódł jeszcze na wzgórze - na Loma del Pliegue Tumbado właśnie. Problem w tym, że wzgórze to było dość stromawe i pokryte śniegiem oraz nie widać było żadnych oznaczeń szlaku - nie sposób było dostrzec, którędy prowadzi droga na szczyt. A nie było to oczywiste - tuż pod szczytem widniała taka "koronka" z pionowej ściany i z dołu nie było widać jak się przez nią bezpiecznie przebić.

Chciałem już w sumie zawracać do miasteczka, ale w oddali dostrzegłem, że jakichś dwóch śmiałków podjęło próbę wejścia na szczyt. Oznaczało to tylko jedno - również idę. Gdy już pokonałem kilkaset metrów, zauważyłem, że śmiałkowie tkwiący od dłuższego czasu w tym samym miejscu, nieopodal skalnej koronki, rozpoczęli zejście. A niech to!

Po paru minutach spotkaliśmy się w połowie drogi na szczyt. Parą śmiałków okazała się dwójka raczej wysportowanych dwudziestoparolatków.

- Jak tam panowie na górze? Czemu zarządziliście odwrót?

- Ciężko nam było ocenić którędy iść dalej. A dodatkowo jest tam już dosyć stromo i trochę jednak strasznie.

- Ajajaj, no nic. Podejdę jeszcze kawałek do góry i zobaczę.

- Powodzenia!

I tak oto ruszyłem w górę sam. Po co, skoro oni polegli, a byli młodsi i we dwójkę? No chyba właśnie dlatego - żeby zrobić to, czego im się nie udało. No takie mam dziwne pragnienia rywalizacji 🤷

Jeszcze zanim się minęliśmy postanowiłem wybrać inny wariant wejścia niż oni - zamiast pionowo w górę, zakosami wzdłuż cienkiej linii wystających spod białego puchu kamieni. Najwyraźniej tam śniegu było najmniej, więc podejście wydawało się najoptymalniejsze .

Po jakimś czasie wszedłem dość łatwo prawie pod samą skalną koronkę, a więc wyżej niż wspomniana dwójka. Już wtedy wjechała mała satysfakcja, że wybrałem lepszą drogę, ale ta jednak urywała się - dalej musiałem brnąć po stoku przez śnieg.

Było dość stromo. Nachylenie stoku na pewno przekraczało 30 stopni. Zalegał świeży śnieg, na który padało bardzo intensywne słońce. Nie jestem ekspertem od turystyki zimowej, ale jednak kojarzę, że teoretycznie były to warunki sprzyjające lawinom. Ok, śniegu było relatywnie niewiele (padało tylko jeden dzień), ale teoretycznie nawet taka ilość mogła mnie łatwo zmieść z nóg tak, że przewracając się walnąłbym tym głupim łbem o kamień (a w sumie spora część ofiar lawin ginie właśnie od uderzenia w przeszkody po drodze, zanim lawina się zatrzyma). Nie wiem na ile realne było zagrożenie w tym terenie i w tych warunkach - dopuszczałem jednak myśl, że istnieje i że powinienem je traktować poważnie. Czemu więc po prostu nie zawróciłem? A bo jakoś tak w tych dniach mimo wszystko dość nisko wyceniałem wartość mojego życia. Było mi trochę wszystko jedno. Choć jednocześnie adrenalina pomagała mi zachowywać maksymalną czujność przy każdym kroku.

Dotarłem w końcu do pionowego fragmentu wzgórza. Zrobiłem krótki trawers, nie widząc jednak nigdzie optymalnej drogi dalej. Odwróciłem się ku dołowi - było stromo. Zdałem sobie sprawę, że ryzykuję w głupi sposób. Że nie wiem nawet jak teraz stąd bezpiecznie zejść. Oparłem się o ścianę i zamknąłem oczy by uspokoić myśli i oddech. Pomogło.

Wyciągnąłem moje gopro i nagrałem krótki filmik. Filmik, w którym opisywałem swój pomysł wejścia na to wzgórze, podjętą właśnie decyzję o odwrocie i zawierający słowa pożegnania na wypadek gdyby coś mi się stało podczas zejścia.

Jak patrzę teraz na zdjęcia stamtąd (filmiku w sumie nigdy nie obejrzałem), to myślę sobie - eeee, przecież to jest łatwy teren, czemu ja panikowałem. Ale wtedy czułem inaczej. I być może słusznie czułem. Ciężko teraz stwierdzić. W każdym razie czułem realne ryzyko ulegnięcia wypadkowi.

Gdy już zbierałem się do ruszenia w dół, do głosu doszedł jeszcze raz ten jebnięty "ja", który nie akceptuje porażek.

- Jeszcze 10 metrów trawersu - tam powinno się dać wspiąć.

No i w istocie - po chwili znalazłem sensowny fragment, po którym można było wleźć używając wszystkich 4 kończyn. A więc w górę!

Końcówka drogi na szczyt była już raczej łatwa, a przynajmniej taka się zdawała po pokonaniu głównej trudności w postaci tej skalnej ścianki. Na szczycie nagrałem jeszcze jeden filmik (dając aktualizację ewentualnym znalazcom mojego truchła, że jednak polazłem w górę, bo jestem jebnięty) i postanowiłem wracać inną drogą, jako że droga wejścia wydawała mi się zbyt trudna. Brzmi jak wyjątkowo debilny pomysł? A i owszem.

Właściwie to zrobiłem mały rekonesans - obejrzałem zdjęcia zrobione z dołu i wytyczyłem teoretyczną drogę zejścia. Znacznie dłuższą i idącą naokoło, ale na oko znacznie łatwiejszą. Co prawda na zdjęciu nie widziałem jednego fragmentu tej drogi (wyszła poza kadr), ale pomyślałem, że jakoś to będzie. C⁎⁎ja tam.

Po kilku minutach schodzenia i łatwego trawersu wciąż nie mogłem znaleźć drogi przez skalną koronkę. Trawersowalem więc dalej. I dalej. I dalej. Byłem już całkiem daleko od pierwotnej drogi wejścia. W dole widziałem już naprawdę dobrą potencjalną trasę prowadzą do oznakowanego szlaku, ale dzieliło mnie od niej kilkadziesiąt metrów przewyższenia, w tym z 5-10 metrów całkowicie pionowej ściany. Za cholerę nie widziałem gdzie iść dalej. Postanowiłem dojść przynajmniej do szczytu tej ściany, bo wiedziałem że musi się tam znaleźć w końcu miejsce relatywnie łatwego zejścia. Rzecz w tym, że od szczytu ściany dzieliło mnie z 50 metrów względnej stromizny po śniegu. Głupio byłoby się poślizgnąć i pojechać na d⁎⁎ie na krawędź przepaści (a najgorzej za nią).

W końcu postanowiłem ostrożnie złazić na czworaka po tym zboczu, aż dotarłem na skraj ściany. Było wysoko i zdecydowanie bez opcji zejścia. Poszedłem parę metrów w jedną i drugą stronę - dalej kicha. Ogarnęło mnie zwątpienie. No k⁎⁎wa, czy powinienem wracać teraz na szczyt i próbować drogą wejścia? Zejdzie mi dodatkowe pół godziny.

Ostatecznie próbuję przespacerować się krawędzią ściany w poszukiwaniu lepszego fragmentu i znajduję obiecujące zacięcie z dużymi chwytami i stopniami. Wysokość do pokonania to jakieś 5-7 metrów, czyli źle nie jest, choć oczywiście odpadnięcie może skończyć się źle. W dole widzę ostatnich turystów opuszczających punkt widokowy, bo dzień powoli się kończy. Ciekawe czy mnie widzą. Ciekawe, czy jeśli spadnę, to czy ktokolwiek zauważy i wezwie pomoc. Choć zasięgu i tak tu nie ma.

Chwila na uspokojenie oddechu oraz osuszenie spoconych ze stresu dłoni i zaczynam "wspinaczkę w dół" bez rękawiczek, dla lepszego czucia skały. Ta jest zimna jak sk⁎⁎⁎⁎syn, ale wyjątkowo mi to nie przeszkadza. W sumie idzie bardzo zgrabnie - doświadczenie we wspinaczce coś tam się przydaje.

Jestem na dole! To znaczy nie zupełnie na dole przy szlaku, ale stąd droga wygląda dość bezpiecznie. Trochę się jeszcze zsuwam w kucki na bardziej stromych fragmentach, ale po chwili mogę już iść w pełni wyprostowany. Pełen emocji i poczucia spełnienia docieram do szlaku, który już zdążył opustoszeć.

W drodze powrotnej piję łapczywie wodę ze strumienia. Od rana wypiłem może z pół litra płynów - stanowczo za mało jak na poniesiony wysiłek tego dnia. Chciałem uzupełnić butelkę tuż przed wejściem na to cholerne wzgórze, ale pomyślałem, że "przecież zaraz zawrócę, więc po co". Ostatecznie ta nieco nierozsądna przygoda zajęła mi z 1,5 godziny.

Droga powrotna do El Chalten minęła mi bardzo szybko. Szedłem bardzo energicznie, ale wciąż chłonąłem cudne widoki naookoło. To był za⁎⁎⁎⁎ście piękny dzień. A i kolejny również zapowiadał się ekscytująco - w planach była przecież trzecia już wyprawa pod Fitz Roy. Ale o tym już w kolejnym wpisie.

    

Fenomen1piorunów

@Sniffer Kiedyś wspiąłem się na stół i to bez asekuracji!
Wariat jesteś. :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (25)