OpornikGURU
14piorunówLooo000ooooL
Zawsze się smuciłem że inne koty to albo marchewki jedzą albo kukurydzę, albo roszponkę, a moje nic, nudne są pod tym względem.
No to się dorobiłem, kota wpierniczającego makaron. 😛

Dołączył/a:
OpornikGURU
14piorunówLooo000ooooL
Zawsze się smuciłem że inne koty to albo marchewki jedzą albo kukurydzę, albo roszponkę, a moje nic, nudne są pod tym względem.
No to się dorobiłem, kota wpierniczającego makaron. 😛

BJXSTRKoneser
21piorunów#vesper przynajmniej ma dystans do siebie :Do #literatura #ksiazki #ebook

Cori01Osobistość
24piorunów1334 + 1 = 1335
Tytuł: Anna Karenina
Autor: Lew Tołstoj
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Hachette Livre
Format: książka papierowa
ISBN: 9788368068801
Liczba stron: 950
Ocena: 7/10
Życie szlachty to była bajka?
Pierwsze co bardzo zdziwlo w tej ksiazce to, to ze 19 wieczna rosysjka szlachta żyła jak w jakies bajce Disneya. Z jednej steony wiem, ze Tołstoj z wiekiem zaczal miec nagetywne nastawienie do zycia na bagoto kosztem ciezkiej pracy chłopów i na pewno widac jak miedzy slowami ta filozofia jest przemycana w postaci Lewina, ktory odbiegal od reszty szlachty wystepujacej w ksiazce. Tak mimo wszytko, az nienaturalnie brzmi to, ze glownie co robila szlachta to chodzila na rozne spotkania towarzyskie, albo podrozowala po swiecie i to na wypasie. Nawet jak nie bylo jej na to stac.
Z drugiej strony jest to historia kobiet, ktora miala zerowy wplyw na swoje decyzje zyciowe i byly calkowicie zalezne od tego jak decydowali za nie mezczyzni. Czesto musialy sie płaszczyc przed nimi, zeby prosic ich o ich "wspanialomyslnosc" albo ponosic konsekencje dlugow, ktore zaciagali.
Dodatkwo zdziwlo mnie, ze Karenina, średnio jest glowna bohaterką tej książki, malo jest Kareniny w Annie Kareninie, a to wlasnie jej irozdzialy czytało sie najlepiej.
Wracajac, nie mam zielonego pojecia jak ta powiesc jest interpretowana w swiecie kultry, ale dla mnie to przedewszystkim powiesc feministyczna, obraz uwiezienia i zaleznosci kobiet, ktora tak niedawno zostala obalona i latwo jest zapomniec o tym w jaki sposob czlowiek sie traktowal nazwajem, zreszta do dzis w wielu krajach kobieta jest mniej "wazna" od krowy. W Annie Kareninie jednak nie tyle "krowa" była wazniejsza, a męska duma, ktora byla duzo wyzej w hierarchii od tego czego pragnely w swoim życiu kobiety. Zresztą duma odgrywa glowna role w tej powieści, ta żeńska też, przez co mimo upluwu lat to pod tym wzgledem jest to bardzo aktualna ocena ludzkich schematow zachowań :smiley:

hellgihadAutorytet
24piorunów1328 + 1 = 1329
Tytuł: Atlas Chmur
Autor: David Mitchell
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Mag
Format: ebook
Liczba stron: 592
Ocena: 7/10
Dawno temu oglądałem film na podstawie tej książki, skuszony Tomem Hanskem wyzierającym z materiałów promocyjnych, ale niestety albo stety absolutnie nic z niego nie zapamiętałem, oprócz tego że był jakiś dziwny. Nie pomogło że z połowę filmu przedrzemałem xD Po książkę sięgnąłem więc z lekką rezerwą, no ale skoro warto było zrobić na jej podstawie film to chyba coś tam musi być ciekawego.
No i cóż, bawiłem się całkiem nieźle, ale niestety nie przez cały czas 😛 Największym bajerem całej książki jest jej niecodzienny format, cała historia rozpoczyna się bowiem w czasach agresywnej kolonizacji okolic Morza Karaibskiego i ciągnie się długo długo w przyszłość ludzkości. Tak naprawdę jest to 6 oddzielnych opowiadań osadzonych w coraz to późniejszych okresach historycznych i łączących się ze sobą czasem w dość subtelny a czasem całkiem bezpośredni sposób. Żeby jednak nie było za nudno każde z owych opowiadań jest jakby przerwane w połowie i kiedy docieramy do ostatniego, wiatr zaczyna wiać w drugą stronę i autor leci z zakończeniami każdego z nich, w odwrotnej kolejności.
Nie powiem jest to dość niecodzienny zabieg i trochę nie mogłem skumać co właściwie czytam bo pierwsze kilka historii zdaje się nie mieć ze sobą nic wspólnego, potem całość zaczyna nabierać rumieńców i sporo rzeczy wskakuje na miejsce. Niestety nie wszystkie historie trzymają równy poziom, wątek Cavendisha mnie strasznie wymęczył i nie jestem nawet pewien po co on się tam znalazł bo jest chyba najbardziej oderwany od reszty wydarzeń. Trzeba też zwrócić uwagę na bogactwo językowe bo Mitchell pisze albo stara się pisać w stylu w jakim pisano w danych okresach historycznych, no pod względem różnorodności nie da się tu niczego zarzucić. Jednocześnie format ten sprawia że brakuje jakiejś kulminacji całości, a raczej znajduje się ona no cóż, mniej więcej w połowie książki. Całą historię się przez to dość ciężko śledzi i mam wrażenie że potencjał tego ciekawego zabiegu nie został w pełni wykorzystany, bo wszystko powinno się przeplatać i łączyć ze sobą o wiele bardziej.
Ciężko też jednoznacznie przypisać gatunek tej pozycji, jest tu trochę powieści historycznej, trochę sensacji, szczypta dramatu i sporo sci-fi z posypką fantasy. Jeśli ktoś szuka niecodziennych pozycji no to tutaj raczej się nie zawiedzie.
Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

boogieLider
14piorunów1081 + 1 = 1082
Tytuł: Rzymskie wakacje
Rok produkcji: 1953
Kategoria: Komedia rom.
Reżyseria: William Wyler
Czas trwania: 1h 58m
Ocena: 8/10
Z Filmweb: Księżniczka Anna (Audrey Hepburn) podróżuje po Europie. Od zawsze towarzyszy jej sztab doradców, guwernantek i lokajów. W Rzymie znużona życiem według sztywnych reguł, Anna ucieka służbie, by zasmakować normalności. Spotyka dziennikarza, Joe Bradleya (Gregory Peck), który oferuje jej gościnę w swym skromnym mieszkaniu.
Ode mnie: uwielbiam Audrey Hepburn. Ta dziewczyna mogłaby malować pokój na biało i tak bym oglądał :slightly_smiling_face: Uwielbiam jak się porusza, uwielbiam jej mimikę, jak mówi, jej akcent powoduje, że dostaje rumieńców (chyba jestem psychofanem :P) Nie wiem dlaczego. Tak jest.
Sam film też jest mega przyjemny i ma w sobie to coś czego dzisiaj już nie da się dostrzec w komediach. Jest grzeczny, ale ciekawy. Jest romantyczny, ale nie wulgarny. To komedia romantyczna, a nie jest głupia :slightly_smiling_face:
A jak ktoś ma zajawkę historyczną to też warto oglądnąć: film nakręcony na początku lat 50tych, więc stroje i technologie z tamtych lat, które potrafią zaskoczyć i zaciekawić.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

PiechurGruba ryba
12piorunów1077 + 1 = 1078
Gówno owinięte w papier toaletowy. Zapraszam na #piechuroglada :popcorn:
---------
Tytuł: The Mummy
Rok produkcji: 2017
Reżyseria: Alex Kurtzman
Kategoria: #fantasy #przygodowy
Czas trwania: 110 min
Moja ocena: 4/10
Tom Cruise znajduje mumię, która chce go wyruchać kozikiem.
Taki tam gniot: ani śmieszny, ani straszny, ani trzymający w napięciu. Cringe się z tego wylewa okropny. Był chyba apetyt na stworzenie uniwersum, ale coś nie pykło i raczej na szczęście. Nie chce mi się więcej pisać. Nie polecam.

Fun fact: Gdybym tego nie oglądał, to poszedłbym do łóżka dwie godziny wcześniej i może w końcu bym się wyspał.
PiechurGruba ryba
16piorunów1076 + 1 = 1077
Najnowsze ekranizacja powieści Bolesława Prusa w #piechuroglada :popcorn:
---------
Tytuł: Lalka
Rok produkcji: 2026
Reżyseria: Maciej Kawalski
Kategoria: #dramat #dramatobyczajowy #kostiumowy
Czas trwania: 162 min
Moja ocena: 7/10
Pochodzący z biednej warstwy społecznej bogaty kupiec zakochuje się bez pamięci w zubożałej, ale wyniosłej pannie z arystokracji.
Tytułem wstępu: nie oglądałem poprzednich ekranizacji, ani serialu od Netflixa, a z samej książki pamiętałem mniej więcej zarys fabularny. Zdjęcia, scenografia i kostiumy są zdecydowanie najmocniejszą stroną tej ekranizacji - nic nie raziło taniością ani tandetą, praktycznie każdy kadr wyglądał bardzo dobrze i ciężko tu się do czegoś przyczepić. Aktorsko było ok. Według mnie wyróżniała się świetna, niezwykle naturalna Maria Dębska grająca Kazimierę Wąsowską, natomiast Dorociński i Urzędowska, wcielający się w głównych bohaterów, byli po prostu w porządku. Nie podobali mi się Szyc ani Ostaszewska (której osobiście w ogóle nie trawię), wcielający się w baronostwo Krzeszowskich. Kondrat fajnie grał twarzą, szkoda tylko, że nie miał bardziej "zdziadziałego", niepewnego głosu, który, wydaje mi się, pasowałby lepiej do postaci Rzeckiego. Ogólnie oglądało się to dobrze, choć czasem czuć było w prowadzeniu dialogów nieco serialowy klimat, nie pasujący do dużego ekranu; było jakoś za szybko i z taką dziwną intonacją, charakterystyczną dla polskiej szkoły aktorskiej. Sceny z panią Meliton, graną przez Kuleszę, były ewidentnie nakręcone pod ludzi oglądających polskie kabarety i stand upy, co mnie osobiście mierziło. Najmniej podobał mi się fragment . Wydaje mi się też, że mogło być bardziej emocjonalnie, introspektywnie, ale to już moje osobiste preferencje. Zastanawiałem się mocno, czy jednak nie dać 6, ale zostawiam 7, bo to na prawdę jedna z lepszych polskich produkcji kinowych ostatnich lat i warto to docenić. Polecam tym, którzy zastanawiają się, czy warto iść.

, a z samej książki pamiętałem mniej więcej zarys fabularny
Jak ja, ze Izabella Ł. To zwykła ladacznica byla.
rainGruba ryba
38piorunówHeh.. "zawsze" mi się marzyło mieć czarny pas w jakiejś sztuce walki. No i w wakacje postanowiłam, że ok - stara d⁎⁎a ze mnie, ale nawet emeryci trenują i zdobywają czarne pasy. Nawet Ed Bundy ma czarny pas w #bjj. Oczywiście nie lubię tarzania się po ziemi z jakimiś ludźmi, więc bjj odpadło w przedbiegach. Myślałam nad #karate albo #taekwondo. Los jednak sprawił, że poszłam na jedne zajęcia z #aikido. Było nawet fajnie, okazało się też że trening jest jednak dość wymagający fizycznie. Choć... nie od wszystkich - byli tam faceci z czarnymi pasami na grubych brzuchach. I przez krótki moment pomyślałam sobie, że może po prostu zacznę trenować aikido. Ale potem odezwała się we mnie polska cebulowa dusza i kazała mi prześledzić koszty. I - może się mylę, może nie - sztuki walki nagle zaczęły mi przypominać jakąś piramidę finansową. Płacisz za treningi, płacisz za egzaminy na pasy (im wyższy tym więcej), musisz jeździć na jakieś seminaria itd. Miałam trochę inne wyobrażenie - że ćwiczysz sobie w jakimś klubie i gdy twój nauczyciel stwierdza, że umiesz wystarczająco dużo wręcza ci odpowiedni pas. No i trochę zapał mi opadł. Zresztą - jak ze wszystkim - zawsze jest "słomiany". Z drugiej też strony - jak muszę gdzieś chodzić 2-3 razy w tygodniu na tę samą godzinę to przestaje to przypominać hobby, a zaczyna obowiązek.
Myślałam też o powrocie do rekreacyjnego trenowania muay thai (ale tam pasów nie dają, jedyne co możesz dostać to w gębę, albo low kicka w udo), bo mam ochraniacze i rękawice. Ale nie wiem. Jakaś leniwa rozlazła buła jestem. Mam tylko tyle ochoty by łazić 2-3 razy w tygodniu na siłownię i raz w tygodniu na boulder. A co jak będę 80-letnią babcią i zaatakuje mnie jakiś wyrostek chcący ukraść moją rentę? Przecież nie przyłożę mu tym, że umiem wspiąć się na jakąś trasę o wycenie V. XD
No więc takie tam pierdololo. Podobno napisanie o swoich rozkminach pozwala oczyścić głowę. #przemyslenia #przemysleniazdupy
@rain do samoobrony to krav maga, bo tam się ćwiczy różne scenariusze i też są egzaminy. By być bezpiecznym to w szalonej większości wystarczy uważność i nie pakowanie się w kłopoty.
W SW pasy pokazują też dojrzałość, nie tylko siłę fizyczną. Myślę, że dziadek z 5 danem nie pokona późnego nastolatka z solidnymi podstawawmi w podobnej wadze, ale ten sam nastolatek mógłby się wiele nauczyć.
Jeśli chodzi o regularność, to myślę, że każdy ma na to swoją drogę. Stałe pory są motywacyjne, żeby się zebrać i poćwiczyć. Gdy się ćwiczy tylko wtedy, gdy ma się ochotę, to nadchodzi czas, że się wcale nie ćwiczy. Jeśli chcesz chodzić na sztuki walki to proponuję popatrzeć co masz blisko, bo tak wygodniej. Połowe terningu i tak jest motoryka, a druga to techniki.
@rain
Myślę, że źle do tego podchodzisz. Nie należy stawiać celu "czarny pas", bo sam czarny pas nic nie znaczy. Liczy się droga, nie cel. Możesz trenować lata i mieć z tego masę frajdy z pierwszym pasem, a możesz właśnie traktować to jak obowiązek, by zdobyć czarny.
Nikt nie zmusza Cię do uczestnictwa i płacenia za egzaminy. Tak samo seminaria są czymś ekstra, czasami właśnie seminaria oferowały zdanie egzaminu na miejscu, przez co obniżały się koszta, bo alternatywą był lot do Japonii i tam zdawanie egzaminu, na te wyższe pasy.
Były czarne pasy na grubych chłopach, bo tak wygląda "male performance peak" i jak nie ogranicza Cię kategoria wagowa, to trochę dodatkowego ciałka sporo pomaga w walce.
sadboy_seekerOsobistość
85piorunów"Uczestnicy wycieczki organizowanej przez Oddział PTTK w Rzeszowie usłyszeli głośny krzyk i płacz dzieci (14 i 8 lat) w pobliżu skrzyżowania tras niebieskiej i żółtej (prowadzącej w kierunku Mucznego). Po chwili zobaczyli dwóch chłopców pozostawionych bez opieki. Jak relacjonowali, wyszli w góry z

boogieLider
13piorunów1065 + 1 = 1066
Tytuł: Michael
Rok produkcji: 2026
Kategoria: Biograficzny
Reżyseria: Antoine Fuqua
Czas trwania: 2h 7m
Ocena: 8/10
Jestem na tyle stary, aby lubić MJ za jego muzykę, a nie nie lubić za kontrowersje z nim związane.
Film delikatny i skupiony na jego muzyce (ogląda się nieco jak 2h teledysk) oraz jego relacji z ojcem. czy jakoś tak i nie pokazali upadku króla popu i jego śmierci. Słyszałem, że mają kręcić "part 2", mam nadzieję, że się uda.
Ciekawostka, aktorem grającym MJ jest jego bratanek (Jaafar Jackson, syn Jermaine Jacksona). Chłopak jest mało podobny (poza tym, że jest czarny), ale głos i jej barwę "identyczną" do MJ. Zamykało się oczy i słyszałeś MJ. Nie wiem ile w tym sztuczek komputerowych, a ile to jego prawdziwy głos, ale robiło wrażenie.
Lubisz muzykę MJ? Oglądnij. Lubisz musicale? Oglądnij. Chcesz oglądać męczącą biografię? Nie oglądaj. To lekki film, który ogląda się z przyjemnością i nie porusza ciężkich tematów z kresów jego życia.

@boogie jestem ciekawa, czy rzeczywiście nakręcą drugą część, film powstaje z błogosławieństwem i udziałem Jacksonów i wydaje mi się wątpliwe, aby chcieli rozgrzebywać kontrowersje wokół Michaela.
GARN_Fanatyk
8piorunów
@GARN_ o co chodzi z Herą i gruszą?
trixx.420Gruba ryba
28piorunów1295 + 1 = 1296
Tytuł: Diuna
Autor: Frank Herbert
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Iskry
Format: książka papierowa
Liczba stron: 445
Ocena: 6/10
Uff, wreszcie udało mi się zmęczyć...
Wydanie z serii "Fantastyka-Przygoda" Iskier podzielone jest na dwa tomy. Pierwszy to głównie przedstawienie planety Arrakis i status-quo w 24 tysiącleciu. Fabularnie bardzo mnie wynudził, składa się głównie z dworskich intryg, spiskowania i zastanawiania się co ktoś powiedział czy zrobił i co to mogło znaczyć. Tom drugi rozpoczynający się wydaje się być dużo ciekawszy. Mamy w końcu pustynię, Fremenów z ich arcyciekawym wyposażeniem, no i w końcu pojawia się jakaś akcja, choć bardzo rozwleczona. Całość zamykają sążniste dodatki opisujące szczegółowo ekologię czy religię Diuny a także terminologia Imperium, w której znajdziemy odpowiedzi w razie niejasności.
Niestety, nie podeszła mi ta książka. Doceniam stworzenie niesamowicie rozbudowanego uniwersum, z własną religią, polityką i ekonomią, ale, no kurczę, jakoś ciężko mi się to czytało. Nie mogłem zupełnie się na niej skupić, myśli odpływały co chwilę. Postacie irytujące, sztuczne i pompatyczne, akcja rozwleczona i prowadzona jakoś tak maksymalnie zawile. Masa słów ale mało treści. Wkurzała mnie też ta cała pseudo-arabska otoczka i przeskoki fabularne (np. ) A gdy po raz tysięczny autor wstawiał te cytaty z zapisków księżniczki Irulan czy innych mądrych ksiąg miałem ochotę zgrzytać zębami. Moim zdaniem nic nie wnoszą do fabuły a tylko wybijają z rytmu. Poza tym, całe te dworskie intrygi, królowie i książęta czy walki na noże gryzą mi się ze światem przyszłości, ale czuję klimat, taki mariaż SF i fantasy. Cóż, może #niepopularnaopinia, ale mit Diuny upadł w moich oczach. Jak dla mnie Herbert stworzył genialny świat ale jak to mówią w korpo "nie dowiózł projektu" xD. Męczyłem ją ponad miesiąc i nie zamierzam raczej do niej wracać, a już tym bardziej nie sięgnę po kolejne tomy sądząc po recenzjach na tagu :smiley:
Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Wolnościanie
^_^
@trixx.420 W punkt! To samo znudzenie i uczucie, że cała para w gwizdek, a był potencjał.
Akcja - on spojrzał. Opis - 4 strony co to mogło znaczyć i co ona przez to czuła.
TelezajaczekTytan
22piorunów1051 + 1 = 1052
Tytuł: Siedem
Rok produkcji: 1995
Kategoria: Thriller
Reżyseria: David Fincher
Czas trwania: 2h 7m
Ocena: 7/10
Dwóch detektywów tropi seryjnego mordercę dobierającego ofiary wg siedmiu grzechów głównych.
Świetny wizualny klimat, fabularnie ciut gorzej, bo finał trochę dziurawy - w późniejszych thrillerach Finchera intrygi były bardziej dopracowane.
Dostępny na CDA.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Komentarz usunięty
@Telezajaczek Nie podobała Ci się scena unboxingu?
TelezajaczekTytan
23piorunów1049 + 1 = 1050
Tytuł: Underworld
Rok produkcji: 2003
Kategoria: Akcja / Horror
Reżyseria: Len Wiseman
Czas trwania: 2h 1m
Ocena: 7/10
Fabuła miejscami dziurawa, wątki na ogół grubymi nićmi szyte, ale za⁎⁎⁎⁎sta stylówa Kate Beckinsale i matrixowy klimat rekompensują niedostatki scenariusza.
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

@Telezajaczek Muszę sobie odświeżyć. Widziałam tylko raz ponad dekadę temu i nic nie pamiętam.
EberFenomen
9piorunówHejka wszystkim, naszła mnie luźna rozkmina dotycząca pewnej książki i myśli, które chyba coraz bardziej wpisują się w naszą mega szybką, przebodźcowaną i zwariowaną rzeczywistość, otóż w 1970 roku Alvin Toffler w „Szoku przyszłości” ostrzegał, że człowiek może w pewnym momencie niewytrzymać tempa zmian, które sam stworzył. Nie chodziło tylko o ilość informacji. Chodziło o życie w świecie, w którym wszystko zmienia się coraz szybciej: technologie, wiadomości, poglądy, praca, relacje, wymagania i rzeczy, na które mamy reagować. Człowiek nie dostaje już chwili, żeby jedną rzecz przemyśleć, zanim pojawi się dziesięć kolejnych. Zanim zdążymy oswoić jedną zmianę, musimy już przystosowywać się do następnej. Toffler nazywał to „szokiem przyszłości” — stanem przeciążenia, w którym tempo zmian zaczyna przekraczać nasze możliwości psychicznego przystosowania. I chyba najbardziej niepokojące jest to, że jego książka powstała ponad 50 lat temu. Czy dzisiaj problemem jest jeszcze to, że mamy za mało czasu, czy może już to, że nie potrafimy znaleźć chwili, w której niczego nie musimy przetwarzać?
#rozkminy #szokprzyszlosci #alvintoffler #ksiazki #informacje #technologia
Czy dzisiaj problemem jest jeszcze to, że mamy za mało czasu, czy może już to, że nie potrafimy znaleźć chwili, w której niczego nie musimy przetwarzać?
@Eber Wrzucę tylko w odpowiedzi odrobinę szacunków (z użyciem chata GPT ale ogólnie sprawdzone, w wypadku widełek brałem dolną wartość):
Dziennie pojawia się około:
* 7000 nowych książek
* 720000 godzin nowego video na youtube
* 200 nowych odcinków seriali
* 25 nowych pełnometrażowych filmów
* 10000 nowych artykułów naukowych
* 100 milinów nowych shortów na TikToku
* 350 nowych gier wideo
Wraz z rozwojem AI, te wartości będą tylko rosnąć (choć mam nadzieję, że TikTok upadnie rychło).
¯\\(ツ)/¯
bojowonastawionaowcaMistrz
156piorunówPrawicowy publicysta Tucker Carlson stwierdził podczas wywiadu z brytyjskim politykiem Jacobem Rees-Moggiem, że podczas II wojny światowej "obrona Polski przed nazistowskimi Niemcami przez Wielką Brytanię" była błędem. Jego zdaniem atak Adolfa Hitlera na Polskę był uzasadniony. Podczas piątkowego

cyberpunkowy_neuromantykGruba ryba
9piorunówRecenzje barterowe to niezły żart. Przecież taką opinię można napisać bez przeczytania książki. xD Opinię zanonimizowałem, żeby nie szkalować osoby, tylko podejście, które często widzę w mediach społecznościowych.
„Dziękuję Wydawnictwu za egzemplarz, który otrzymałam do zrecenzowania. Wywiązując się z umowy, z przyjemnością przedstawiam recenzję książki – wyjątkowego zbioru opowiadań napisanych przez autorów.
Lubię sięgać po antologie, ponieważ dają mi one wspaniałą okazję do poznania pisarzy, z których twórczością nie miałam jeszcze do czynienia. Ten zbiór jest niezwykle różnorodny: tematyka i gatunki literackie mocno się między sobą różnią, przez co jedne teksty przypadły mi do gustu bardziej, inne nieco mniej.
Całość wypada jednak zdecydowanie świetnie! Sam tytułowy motyw został rozpracowany w tak fascynujący sposób, że niejednokrotnie zaskoczyło mnie to, na jak wiele pomysłowych sposobów ludzki umysł może zinterpretować to pojęcie.
A ja się martwiłem, że mój tekst będzie słaby. xD
@cyberpunkowy_neuromantyk dla mnie takie recenzje z automatu mają zero wartości i jak widzę je w newsfeedzie na LC, od razu przewijam dalej. Problem w tym, że większość współprac recenzenckich na LC jest nieoznaczona, konta takich recenzentów idzie poznać tylko po tym, że w przeczytanych są nowości tylko z obyczajowego i kryminalnego pulpu z ocenami 9-10/10.
@cyberpunkowy_neuromantyk przynajmniej ktoś nie poszedł na łatwiznę i napisał, a nie że ejajem... a w sumie czekaj 😆
Herr_TygrysekAutorytet
16piorunów1032 + 1 = 1033
Tytuł: W cieniu dobrego drzewa
Rok produkcji: 1965
Kategoria: Dramat / Romans
Reżyseria: Guy Green
Obsada: Sidney Poitier, Shelley Winters, Elizabeth Hartman - debiut
Czas trwania: 1h 45min
Ocena: 9/10
Życie niewidomej Seleny zmienia się, gdy przypadkiem spotkany w parku mężczyzna pokazuje jej świat z zupełnie innej, lepszej strony.
Nominowany w 5 kategoriach do Oskara.
Zdobył 1 statuetkę
Bardzo życiowy film - słodko gorzki. Jak zawsze świetna rola Sindeja.
Na cda w kiepskiej jakości, ja co to link na priv w dużo lepszej
Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

@Herr_Tygrysek priv
WujekAlienLider
20piorunów
Na sam widok mi się podniosło. Za mocno kojarzy się ze szkołą.
@WujekAlien Łęcka niezmiennie k⁎⁎wą jest
100mphLider
148piorunówArend Feinstra był niezadowolony z życia w Kanadzie. Nie podobały mu się liberalne wartości, promowane za oceanem. Jako ojciec w wielodzietnej rodzinie chciał wychować potomstwo w bardziej tradycyjnym, konserwatywnym środowisku. Rosja jawiła mu się jako idealne miejsce, ale jak to często w Rosji
