Hehe znam to, robiłem tak, zanim zrobiło się modne. Prawda jest taka, że opierdol za spóźnienie i niepracowanie nadgodzin miałem jedynie w polskich firmach lub w korporacjach z polską betonową kadrą menedżerską. I to nie jest tak, że spóźniałem się celowo tylko od święta. Wiecie jak jest, autobus się może zepsuć, spóźnić, jest wypadek na drodze. Ale polski Janusz ma na to wyjebane, masz być zawsze na czas i harować po 14 godzin dziennie ku chwale firmy i prezesa. W każdym bądź razie nie robię nadgodzin, chyba że mi płacą za to ekstra albo staram się w niedalekiej przyszłości o awans. I tak jak generacja Z mam wywalone na to czy mnie zwolnią, czy nie. Praca się jakaś zawsze znajdzie więc z głodu nie umrę, a pis o nierobów teraz bardzo dobrze dba więc z głodu nie umierają gdyby co.
Złote rady dla przyszłych pracowników. Jak wam tego nikt nie uświadomi to i tak sami się nauczycie tylko w ten gorszy sposób.
1. Nigdy nie dawaj z siebie 100%. Nikt ci za to nie podziękuje, a wręcz przeciwnie dowalą ci więcej roboty albo współpracownicy cię znienawidzą, że muszą przez ciebie zapierdzielać. Najlepiej dawać z siebie tyle ile trzeba, żeby wypaść dobrze i zrobić to co do was należy i nic ponadto. Wyjątkiem są sytuacje kiedy staramy się o awans lub podwyżkę, ale nawet wtedy nie dajemy z siebie 100% tylko trochę ponad normę.
2. Nie bądź frajerem/frajerką i nie tyraj nadgodzin za darmo. Standard to 150%, ale można dostać nawet więcej. Tak więc zawsze się dogadajcie czy dostaniecie więcej hajsu, czy odbierzecie sobie ten czas wolny kiedy wam pasuje.
3. Zmieniajcie pracę co 3-5 lat jeżeli jesteście młodzi. Firma to nie rodzina i największe podwyżki dostaje się zmieniając miejsce pracy. Jest bardzo mało przypadków, w których pracodawca da wam bardzo dużą podwyżkę. 10-15% z mojego doświadczenia to maksimum. Chyba że ktoś jest niezastąpiony i firma nie może sobie pozwolić na utratę takiego pracownika.