@LaMo.zord Unikam typowo tasiemcowych serii więc najdłuższy będzie pewnie Harry Potter z niecałym 4 tysiącami stron.
Konkuruje z nim seria "Zwiadowcy", którą jakoś wymęczyłem gdzieś do 9-11 tomu (400stron na tom) mimo czytania jednocześnie ze znajomym.
No chyba że jako "serię" policzymy po prostu książki z bardzo konkretnego uniwersum, ale innych autorów. Wtedy "Zapomniane Krainy" mają u mnie 20-kilka pozycji czyli niemal 10 tysięcy stron, a nawet więcej jeśli doliczymy podręczniki RPG 😉
@Aramil Zależy jak liczyć. Teraz faktycznie jest coś jak Legenda Drizzta i to liczy 13 tomów. Ale kiedyś po prostu były serie i Trylogia Klingi Łowcy była traktowana jako część całości. Ja quadrylogie Dziedzictwo jeszcze przeczytałem, ale później to już jest tragedia. Z kolei taki mój guilty plesure są Wojny Pajęczej Królowej, którą czytałem już na tyle późno żeby zrozumieć jak słaba jest to literatura, ale swego czasu lubiłem drowy :smiley:
@brain 13 książek. I ta akurat saga była pierwszym (i dużym) kamykiem w mojej niechęci do tasiemców. Po siódmym tomiku uznałem, że dalej nie ma sensu 😉
@Aramil No książek Forgotten Realms też by się u mnie nazbierało. Samych książek z historią Drizzta (swego czasu były dość popularne) jest chyba 14 czy 15, ale to też objętościowo dość małe książki więc czyta się maszynowo.
@Aramil myślę, że uniwersum można jak najbardziej pod te kryteria podciągnąć :grinning:
@brain 13 książek. I ta akurat saga była pierwszym (i dużym) kamykiem w mojej niechęci do tasiemców. Po siódmym tomiku uznałem, że dalej nie ma sensu 😉