Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#praca

GURU

w Wiadomości Polska

9piorunów

PPK jak skarbonka? Liczby przeczą popularnym tezom

W mediach pojawiają się tezy, że uczestnicy PPK masowo wycofują środki, traktując program jak „skarbonkę”. Według danych PFR Portal PPK jest odwrotnie: rosną wpłaty, aktywa i liczba uczestników, a udział zwrotów maleje. Jak podkreśla PFR Portal PPK, dane dotyczące przepływów

GURU

w Wiadomości Polska

4piorunów

Polacy znaleźli sprytny sposób na płacenie mniejszych podatków od pensji. Stosują prosty manewr zgodny z prawem

Coraz grubszy portfel może przyprawiać o ból głowy tych, którzy na etacie zarabiają coraz więcej? Tak, jeśli wpada się w drugi próg podatkowy. W takiej sytuacji, niektórzy decydują się na zastopowanie prostego manewru zgodnego z prawem. Żeby uniknąć płacenia fiskusowi wyższej

Fanatyk

w Hydepark

107piorunów

Moja żona z dzieciakami i teściami lecą w weekend na Cypr i jak słyszę, jak ustalają co będą robić, kiedy, gdzie, jak. Co komu pasuje, co nie pasuje, to już się cieszę, że się wykręciłem od tego wyjazdu.

Lider4piorunów

@WatluszPierwszy u mnie jest jasny podział ról – ja ogarniam wszystko i ja decyduje o wszystkim. Już nie wyobrażam sobie urlopu, w którym bym miał z kimś negocjować gdzie jechać czy co robić.

Bardzo dobrze, że się wykręciłeś. 😉

Pokaż więcej komentarzy (24)

Osobistość

w Hydepark

98piorunów

Part 16 - praca w laboratorium diagnostycznym

2019

Idąc na studia Mikrobiologiczne wiedziałam, że po tym kierunku będzie bardzo ciężko dostać praca w zawodzie no ale byłam młoda i naiwna i myślałam że ja sobie sam radę. Pierwsza taka pracę dostałam przez polecenie mojej znajomej do labu w którym już pracowało kilka osób z moich studiów.

One jednak pracowały w dziale do których były studia potrzebne ja trafiłam na dział, przyjęć materialow biologicznych do badań. Nazwałbym to takim hubem w którym rozdzieliliśmy materialy do odpowiednich działów, a probówki, które tego wymagały przygotowywaliśmy pod odpowiednie badania i wprowadzaliśmy je do systemu. No i to w zasadzie tyle jeżeli chodzi o obowiązki.

Do tej pory jestem w szoku że na takie stanowisko wymagali ludzi z odpowiednim wykształceniem, a praca była zbliżona do pracy w Amazonie i rozdzielni paczek, jedynie bardziej odpowiedzialna i niebezpieczna, dzięki czemu była odpowiednio wynagradzana najniższą krajową xd

Nie będę ukrywać niecierpialam tej pracy i w tamtym momencie również wysyłałam CV żeby tylko się stamtąd wyrwać, ale na tamten moment jeszcze liczyłam na pracę w zawodzie więc ofert było tyle co kot napłakał. Codziennie też jadąc do tej pracy uczyłam się niemieckiego z nadzieją, że uda mi się prace znaleźć u sąsiada no i też lubiłam ten język więc nie było to dla mnie jakieś wyrzeczenie. Też w wolnej chwili w pracy, których było tyle co nic zaglądałam do kieszeni gdzie trzymałam fiszki i sobie w tej monotonnej charówce powtarzałam słówka w głowie.

Zacznę może od plusów, z nimi szybko się uwine. Pracowałam wtedy na zleceniowce dzięki czemu mogłam sobie dobierać godziny pracy do zajęć na studiach. No i w zasadzie to koniec plusów.

Minusów była cała masa. Najbardziej irytował mnie hałas wirówek i separatorów probówek. Głowa od tego bolała za każdym razem jak kończyłam zmianę. Uważam, że ilość decybeli przekraczała dopuszczalna normę, bez ochrony słuchu, no ale kto tam się będzie BHP przejmował. Dowodem na to było to, że kierowniczka mimo młodego wieku była już przygłucha jak i inne osoby pracujące tam od lat.

Kolejna sprawa to nigdy nie wiesz o której wyjdziesz xd ilość probówek była zdecydowanie za duża jak na ten lab i często trzeba było siedziec po godzinach. Zwłaszcza jak parę minut przed końcem przychodziło kilka skrzynek z probówkami bo korki na mieście i kurier nie dojechał na czas.

Ludzie tam to była jakaś masakra, a przynajmniej mój dział. W sensie mogło być gorzej, ale to było środowisko w które kompletnie nie potrafiłam się dopasować i też czułam że mnie ci ludzie nie lubią jak każda nową osobę co było widać jak w trakcie zatrudnili jeszcze stażystki to też były gorzej traktowane. Był jeden typ, który ciągle miał minę pełną wkurwu, powiedziałam mu kiedyś, że rezygnuje z zawodu bo jeżeli tak ma wyglądać moja praca resztę życia to już wolę próbować czegoś innego. On powiedział, że lubi pracę w labie i się stara dostać gdzie indziej i do innego miasta ale ciągle słyszy odmowy lub brak ofert, a ma masę kursów pokonczonych... Z jednej strony mogła odstraszac jego aparycja, a z drugiej tak po prostu wygląda rynek pracy dla chemików / biologów.

Raz też byłam w szoku jak jedna z dziewczyn powiedziała, że pracuje tam 5 lat i lubi tą pracę. Ciężko mi do tej pory jest zrozumieć jak można lubić stać na nogach cały dzień i wkładać probówki do wirówki 8 godzin dziennie.

Przysługiwała nam też 20 minutowa przerwa, z której czasem ciężko było skorzystać bo nie można było iść na przerwę jak było dużo roboty, a ciągle było dużo roboty. Najbardziej mnie ubodło jak poszłam na przerwę właśnie w momencie przestoju kiedy nie było czego wkładać do wirówki. Jem sobie spokojnie kanapkę a tu nagle przychodzi jedna laska i się na mnie drze, że czemu ja jestem na przerwie jak jest dużo pracy, ja do niej, że mam jeszcze 10 minut i mam to gdzieś czy jest dużo pracy. Potem mnie przeprosiła ale to już dla mnie dużo mówiło o jej osobie i podejście pracowników do tego kołchozu, sami siebie pozwalali tak przeciążać obowiązkami.

Z personelu najbardziej obrzydzała mnie szefowa całego labu, która parzyła na ludzi jak na gówno, czasami szanowana Pani nawet nie raczyła odpowiedzieć dzień dobry, więc też przestałam się z nią widać.

Opus magnum absurdu tej pracy był moment w którym kierowniczce całego piętra zgłosiłam brak przestrzegania BHP i czy dałoby radę zrobić coś z tym, żeby pielęgniarki nie zszywaly probówek w foliowych opakowaniach dodatkowo metalowymi zszywkami, które raniły nas podczas ich odpakowywania. Można było użyć innych woreczków albo taśmy klejącej żeby się probówki niemieszaly. Te zgłoszenie zrobiłam w momencie gdy sama po raz pierwszy mocno się nimi skaleczyłam widząc obok probówki z napisem HIV. Oczywiście to chodziło o sam test ale raczej nie robi się go profilaktycznie... I było duże prawdopodobieństwo, że jest to probówka z wirusem.

Kierowniczka działowa się tym przejęła, a przynajmniej wyglądała na osobę która pierwszy raz o tym słyszy. Jednak okazało się że na mnie nakablowala do mojej bezpośredniej przełożonej, która jak wróciła z urlopu powiedziała mi że z takimi sprawami mam przychodzić do niej. Podsumowała, to tylko tym że i tak tego nie zmienią bo od taśmy klejącej rękawiczki się częściej rwą i psują xd także powodzenia...

Z tego co też zauważyłam w dziale badań histopatologicznych, babki codziennie siedziały w oparach formaldehydu bez wyciągów czy maseczek ochronnych więc raczej średnio się tam przejmowano zdrowiem pracowników jak wszędzie w kołchozach zresztą....

Czasami ludzie się zastanawiają czy takie labu są rzetelne, na moje oko tak. Mimo dużej ilości materiałów do badań, to maszyny wszystko prawie wykonywały (oprócz morfologii i histologii ale może to się już zmieniło ) wystarczy włożyć probówkę do maszyny i już się miało wynik, a jak wychodził dziwnie wysoki lub niski to kalibrowano maszyne. Bardzo dbano też o małe probówki z krwią niemowlaków, bo o ile u dorosłego jeszcze można powtórzyć badanie jak probówka się stlucze tak u niemowlaka bardzo trudno pobrać krew i lepiej tego nie powtarzać.

Podsumowując to praca mocno mnie zmotywowała do tego żeby się przebranżowić i iść w inne dziedziny zawodowe, dzięki niej mam aktualnie pracę, która lubię bo złe warunki w tej pracy utwierdziły mnie w tym że muszę uciekać z tej branży.

Pomyslicie sobie co człowiek pierwsze myśli po tym jak złamał kość udową od zwykłego potknięcia? Ja pomyślałam " nie będę musiała już więcej iść do tego labu"

Autorytet2piorunów

2019 to przecież całkiem niedawno... Brzmi jak jakiś 2005

Osobistość1piorunów

@Cori01 to laboratorium przyszpitalne czy prywatne typu diagnostyka?

Pokaż więcej komentarzy (10)

Inspirator

w Hydepark

79piorunów

Nienawidzę wszelkiej maści projekt menadżerów. W trakcie swojej 20 letniej kariery zawodowej spotkałem jednego, naprawdę jednego, który swoimi działaniami ułatwiał pracę zespołowi i zamiast tworzyć zamieszanie to je zmniejszał.

Za większość PM-ów można by podstawić małpy pytające jak idzie projekt i ustawiające spotkania w losowych momentach i z losowymi ludźmi i byłoby lepiej niż te k⁎⁎wy po szkoleniach z zarządzania.

A specjalny sort to ludzie którzy chcą żeby wszystko przez nich przechodziło przez co wydłuża się ścieżka zrobienia/zamówienia/zlecenia czegokolwiek ale finalnie oczywiście sprawa dalej wisi na pracowniku, to ja muszę dzwonić i pytać kiedy coś dostarczą czy za ile, pm po prostu jest od wystawienia wniosku w systemie żeby mógł się pochwalić "już wniosek wystawiony".

Oczywiście nazwijcie mnie szownistą, ale z chłopem to się idzie jeszcze dogadać żeby se chłopina odpuścił, ale z babą to zapomnij. K⁎⁎WA MAĆ.

---

Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo

ID:

Wpis dodany za pomocą hejtoanonim.pl. Zaakceptowany przez @bojowonastawionaowca

Lider3piorunów

@hejtoanonim u mnie akurat PM za⁎⁎⁎⁎sty ale za to biznes analityczna to kaszana.

Osobowościowo bardzo super osoba ale kompetencje to masakra.

Brak samkdziksnosci, pyta nas o coś co może dogadać z biznesem. Bardziej to sekretarka niż analityk.

Schemat pracy wygląda następująco;

1. Zapytam o coś biznes tworząc spotkanie

2. Następnie pójdę z tym do dewelopera zapytam czy dobrze

3. Następnie znowu do dewelopera czy dobrze napisała i czy biznes zrozumie

4. Historia się powtarza

Gruba ryba0piorunów

To zarządzanie typu wszystko przez niego to mikrozarzadzanie i stosuje się je po to żeby maskować fakt że nic nie robisz 😁

Ja mam odwrotne doświadczenie, kobiety były bardzo dokładne ale bez przesady i zwracały uwagę na rzeczy na które my jako sami faceci nie, natomiast faceci z reguły mieli tak wywalone że żeby coś załatwić to tragedia była.

Pokaż więcej komentarzy (23)

Osobistość

w Dyskusje

57piorunów

PREZENT DLA SZEFA BEZ OKAZJI

Nigdy nie sądziłam, że doczekam się takiej pracy w której pracownicy sami bez okazji chcą dać prezent dla swojego przełożonego bez okazji, tak po prostu w podzięce za bycie normalnym i ludzkim czlowiekiem, który nie dojeżdża pracowników a ich wspiera i rozumie. Dzisiaj wpadła taka propozycja od jednej z koleżanek żeby zrobić taką zbiórkę i pierwsza moja myśl nie była "o niech już nie przesadzają" tylko "o kurcze czemu ja na to wcześniej nie wpadłam" . Niestety tak nas życie kształtuje że gdzie nie była to przełożony zawsze miał niezła odklejke, byli oczywiście w porządku, których nawet lubiłam, ale jakaś odklejka zawsze była, która sprawiała, że nie było tego połączenia i zrozumienia na linii pracodawca - pracownik.

Gruba ryba6piorunów

Też takiego miałem. Teraz planujemy slub, więc uważaj xDDD

Fanatyk0piorunów

Oj. Dziękujemy ci panie że jestes normalny.

Pokaż więcej komentarzy (13)

GURU

w Wiadomości Polska

8piorunów

Darmowe napoje i pokój do schłodzenia. Pracownik ma do tego prawo w upał

Ministra pracy Agnieszka Dziemianowicz-Bąk poprosiła Głównego Inspektora Pracy o wzmożone kontrole przed falą upałów. Inspektorzy sprawdzą, czy firmy właściwie chronią pracowników przy wysokich temperaturach. [...] Ministerstwo przypomniało, że pracodawca jest zobowiązany do

Kosmonauta

w Rozkminy

69piorunów

Siedzę sobie właśnie i rozmyślam nad przeszłością. Dużo teraz w internecie jest hejtu na Hindusów, przypomniała mi sie sytuacja. Pracowałem kiedys z dwoma Hindusami Premium TM. Jeden byl hindusem typu Vishvatana hindu toniki z wątroby łosia na dolegliwości, a drugi był hindusem typu skrytobójca Sikh z nożem rytualnym skitranym w turbanie.

No i przez wzgląd na to, ze obydwoje posługiwał się szlaczkami w komunikacji między sobą, to nasz dział HR w postaci ksiegowej nie bardzo ogarniał co do siebie wypisują na komunikatorach lub w ogole co mówią miedzy sobą podczas plotkowania.

Pewnego dnia przyszli oboje do pracy i nie zauważyli mnie w fotelu masującym, bo sobie siedziałem i grałem w giereczkę, odwrócony tak bokiem do wejścia.

Gdy obaj byli już w pomieszczeniu, to cos tam sie sprzeczali w swoim języku, pokrzykując cos w stylu czad czad czad, fra czad, gra czad cośtam. W pewnym momencie doszlo do rękoczynów. Kontekst: Jest 7 rano biuro małej firmy softwarehouse zajmującej sie cybersec i dostsrczaniem SaaSów rolnikom. Brak kamer. Cisza, spokoj, zanim zaczęła sie bitwa.

Po chwili Hindusi sie juz łomotali konkretnie. Porwana koszula i te sprawy. Czady na lewo i na prawo. Niczym ostry seks, ying i yang, hinduskie yaoi, zakazana miłość i dyszenie w tle. Zwalone rzeczy z biurka.

Oczywiście przypomniały mi sie z nimi wcześniejsze rozmowy, gdy to jeden zapewniał mnie, ze nie wolno zabijać zwierząt, bo tez czują (byl oczywiscie wegetarianinem i jadl kulki vege z IKEA). A ten drugi mówił, że ten nóż co go nosi w turbanie to jest do wlasnie dobijanie miłosierne juz konających zwierząt.

Kolidowało mi to z ich aktualnym zachowaniem i to bardzo, najwyraźniej nie rozumiem nadal ich religii. Niby pokój, a jednak wojna.

Siedziałem sobie w fotelu masującym i nie przeszło mi przez mysl, zeby to nagrać. Obserwowałem rozwoj sytuacji.

Wszystko natomiast wyszlo na jaw, gdy w biurze pojawił sie szef, człowiek kochający jeść wołowinę (żarł tatary przed kompem), czym pewnie wkurzał jednego z Hindusow tak w ogole ( nie dość, ze mieso, to jeszcze krowa święta ).

Przyszedł do biura i zobaczył porwaną koszulę jednego i zwisające włosy drugiego, ktory probowal niczym Roszpunka skręcić je z powrotem w turban z tym małym nożykiem.

Zaczął z nimi gadkę, ze czy cos sie stało? Jeden mowi, ze go obcokrajowiec w tramwaju go poturbował, ale dzielnie przyszedł i ma koszule zapasową w plecaku. A drugi mowi, ze go włosy swędzą, więc przewija i pokazuje drut do szycia taki co babcie kiedys szyły na nich swetry.

Przytaknął ze wzrokiem aprobaty i współczucia i poszedł do swojego boksu.

Ukradkiem wstałem z fotela masujacego, gdy dwóch Hindusow bylo w różnych miejscach. Jeden w toalecie, a drugi chyba w kuchni (odgrzewał jakies swoje curry, pachniało to genialnie, raz z nim poszedłem nawet to zjeść do jakiejś knajpy jego znajomego, potem żałowałem). Spytałem sie szefa o to co się stalo.

No i szef mi powiedzial, ze hindusi robią sobie w pracy spory religijne jak są w podobnych kastach i kłamią, że niby nic się nie stalo. On o tym wie, ale trzyma ich, bo jeden z hindusow napisal któryś tam moduł do IOS w daleko wschodniej praktyce programowania i nikt oprócz niego nie chce sie tego podjąć, a hindus i tak tani.

Oczywiście w czasie COVIDu byla idealna sytuacja by ich zwolnić. Co tez sie stalo, projekt z modułem został zabity, bo nie przynosił zysku. Firma zmutowała w "kadego inżyniera da sie zastapic skończoną liczbą studentów" i tak o niej zapomniałem.

Mam w znajomych na fb obu tych hindusow xD

Cieszę sie bardzo z pracy zdalnej. A wy?

Fenomen9piorunów

Bardzo fajna historia. Obecnie pracuje z całym zespołem z Indii. Rużne som hindusy, musisz innych spróbować. Jeden z tych z mojego zespołu, deweloper ABAP, prawie nie potrafi się sam komunikować w trakcie spotkań online. Kiedy coś testujemy z innym zespołem to zawsze musi być ktoś kto nim kieruje co ma kliknąć, co zrobić bo sam w jakąś katatonię wpada czy coś, nie wiem, wstydzi się czy co. A to dorodny Hindus z czarnym wąsem. No w każdym razie kodować umie sprawnie ale robi to tak niechlujnie, że już kilka eskalacji na niego było i pomimo tego, że to zespół consultinowy offshore to dalej się trzyma na projekcie. I tak to jest, zaraz pora monsunowa zleci, potem Diwali i znowu lato w Bangalore.

Fanatyk2piorunów

Pracowałem w globalnym korpo. Oddziały rozsiane po całym świecie. Przy covid wyszło że trzeba trochę oddziałów zamknąć. Jak dostaliśmy syf od zjadaczy curry to jedynym rozwiązaniem bylo zaoranie produktów. Zostało paru i nigdy nie byłem tak zmęczonym współpracą z kimkolwiek.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Autorytet

w Dyskusje

19piorunów

Wiecie czy gdzieś jest jakaś praca do roboty?

Jedyne moje wymaganie, to by była na umowę o pracę.

Autorytet1piorunów

A jak wygląda sprawa ze zbieraniem owoców w niemczech? Wiem, że to sezonówka, ale mam przez członka rodziny długi i muszę jakoś wyjść po dwóch latach marazmu na prostą.

Autorytet0piorunów

Przecież na strefie na bank coś znajdziesz. Tam cały czas rotacja, w każdej firmie niemal. Ball albo Aliplast na pewno kogoś szuka. Jak nie tam to np. Perła też ma sezon i jakieś wakaty na pewno.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Inspirator

w Hydepark

45piorunów

Hejka

Czy tylko mnie wkurwia tak niesamowicie HR z organizacją imprez firmowych? Mówię o imprezach typu grill albo piknik które odbywają się latem i udział jest obowiązkowy bo impreza zaczyna się na przykład o 13, a więc w godzinach pracy.

Oczywiście nie może być tak że se przyjdzie chłop, usiądzie i zje kiełbe i pogada na luzie że wspoltowarzyszami niedoli, wymęczony tygodniem pracy, tylko k⁎⁎wa są oczywiście zaplanowane atrakcje.

Atrakcje w których przeważnie nikt nie chce brać udziału, więc zaczyna się szukanie "chętnych" do konkursu plastycznego czy innego budowania jego czy co tam dziewczyny se nawymyślały.

Dla takiego spierdoksa jak ja, który po prostu robi swoje i nie ma potrzeby się specjalnie integrować mam po prostu dosyć, a wykręcić się z tego za bardzo nie ma jak bez robienia sobie lekkiego kwasu u przełożonego.

Oczywiście impreza jest wrzucana na wszystkie socjale żeby się nie pochwalić jak to za⁎⁎⁎⁎ście ta firma nie działa i jakich benefitow to pracownicy nie mają mimo że podwyżek nie ma od 3 lat, jak ja gardzę HRem ehhhh....

---

Kliknij tutaj, aby odpowiedzieć w tym wątku anonimowo

ID:

Wpis dodany za pomocą hejtoanonim.pl. Zaakceptowany przez @bojowonastawionaowca

Gruba ryba0piorunów

@hejtoanonim byłem na kilku. Z mojej obserwacji ch⁎⁎⁎we imprezy = ch⁎⁎⁎wa firma. Zawsze też jak imprezy przestawały być fajne (np nie robili open baru) to był dobry znak żeby zmienić firmę.

Gruba ryba0piorunów

Ja nie wiem w jakich wy korpo robicie 😛 Ja w swoim juz ponad 9 lat pracuję, w tym pierwsze 7 w HR i imprezy firmowe byly wieczorem i nie były wymagane, tak samo branie udzialu w zabawach i konkursach. Mało tego, nigdy nie trzeba bylo szukać chętnych, bo sami się chętnie zgłaszali ¯\\( ͡° ͜ʖ ͡°)/¯ nie raz, nie dwa przychodziło tyle ludzi, że ciężko się było pomieścić.

Pokaż więcej komentarzy (17)

Gruba ryba

w Hydepark

11piorunów

Wróciłem z urlopu i w nocy przed dniem, gdy powinienem był pójść do pracy, zawładnęła jelitami przeokrutna sraczka, że aż wziąłem dzień L4. Jutro już teoretycznie mogę pracować, ale tak mi się niebywale nie chce, że nigdy chyba takiego lenia nie miałem. Czy przedłużenie L4 będzie grzechem ciężkim?

Czy przedłużać L4 o dzień bez powodu, tylko dlatego że jestem leniwy?

  • Tak62%
  • Nie38%

125 głosów

Fenomen3piorunów

@cweliat kurła, to twoje pytanie to chyba test IQ, tak tez kliknelam "nie" odpowiadajac na pytanie o grzech ciężki. Bier to l4

Kosmonauta1piorunów

Nawiązując do avatara: "jeszcze jak"

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fenomen

w Hydepark

3piorunów

Propo zarobków lekarzy wyobraźcie sobie, że to gówno wypływało bardzo powoli i wiele z tych patologii było tolerowanych latami, natomiast sami lekarze zachowali się na tyle kumato, że nikt na lewo i prawo nie chodził i nie chwalił się ile zarabia na waleniu w c⁎⁎ja, a do tego pilnowali, ile osób może dostać się do koryta.

Tej umiejętności nie nabyli programiści, którzy swego czasu dookoła puszczali w eter info, że w sumie to oni pracują 2h, walą klientów w c⁎⁎ja, płacą im za to 15-20k i jest sielanka, eldorado i każdego zapraszają do zawodu, dając tysiąc wskazówek jak się nauczyć ich fachu xD W efekcie jest płacz, że skomplikowane rekrutacje, brak miejsc pracy, ogromna konkurencja i tak dalej.


Fenomen3piorunów

@Lopez_ no nie no, kolego, lekarze mieli co najmniej 150 lat na urzadzenie sie na swojej grzedzie, taki system, przywileje itp jaki sobie stworzyli to nie powstaje z roku na rok 😉

Kosmonauta3piorunów

@Lopez_

Tej umiejętności nie nabyli programiści
Walenie w h⁎⁎a na pieniądzach publicznych jako umiejętność i cnota.

No nieźle tam widze dobrze weszło, ostry przekaz leci.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Dyskusje

40piorunów

BEZ PRACY NIE MA KOŁACZY

part 15 - tworzenie scenariuszy do eksperymentów do materiałów edukacyjnych dla uczniów

2019

Chciałabym zacząć od tego, że te wspomnienie wywołuje we mnie dużo negatywnych emocji - o ile w przypadku poprzednich prac, do tych złych czy dobrych doświadczeń podchodzę z dystansem i śmiechem tak ta historia jest dla mnie bardziej osobista, ponieważ pierwszy raz na własnej skórze przekonałam się do znaczy powiedzenie "w biznesie nie ma przyjaciół" do dziś pamiętam te słowa kumpla, który mi je powiedział bo usłyszeniu mojego doświadczenia.

Jak pisałam w poprzednim wpisie w planach miałam wyjazd na Erasmusa i to się ziściło. Po powrocie do Polski, wróciłam powiedzmy, że na ostatni semestr na studia.

Będąc w Niemczech dostałam wiadomość od dobrej znajomej z poprzedniego kierunku. Okazało się, że po roku przerwy również poszła na Politechnikę i ten sam kierunek co ja wybrałam (zrobilo tak jeszcze kilka innych osób które znałam z poprzedniej uczelni). Zapytała mnie czy mam jakieś materiały, którymi mogę się podzielić, a odwdzięczy się mi jak wrócę - no i za⁎⁎⁎⁎ście się odwdzięczyła 😉

Wysłałam jej wszystko co miałam. A było tego dużo i były to cholernie dobre materiały bo jak już wspomniałam bardzo zależało mi na dobrych ocenach na pierwszym roku, żeby dostać się na Erasmusa. Najcenniejsze były tam sprawozdania, które były przygotowane z ogromnym poświęceniem czasu i energii, co prawda dużo bardziej w nich wykazał się mój partner od sprawozdań, lepiej mu szło liczenie i kombinowanie ale dzięki temu, że nie musiał się przejmować całą reszta(estetyka i merytoryczna części), która była równie ważna dla Pani profesor to też mógł się właśnie na tych wyliczeniach bardziej skupić(mieliśmy też duża pomoc Pani doktorantki). Sama uważam, że praca była jego 55% moje 45% - mówię to bardzo uczciwie. mieliśmy jakieś tam sprawozdania z poprzednich lat, na których mogliśmy się opierać, ale nie były one jakieś dobre a niektórych przekładów wgl brakowało. Dodam też, że Pani profesor miała obsesję na punkcie plagiatu, jak tylko zobaczyła, że jakieś sprawko przypomina te z poprzednich lat od razu dawała 2 na koniec semestru xd - brzmi jak zbędne informacje, ale jest pewien drobny plot twist z tym związany :smirk:

Reszta notatek z innych przedmiotów i przykłady sprawozdań z innych przedmiotów też dostała, plus przykładowe pytania jakie mieliśmy na egzaminach - podsumowując masa cennej pomocy, której ja nie miałam gdyż byłam zupełnie nowa i bez znajomości na uczelni.

Ogólnie ja miałam taki charakter, że dla mnie notatki nie były niczym cennym, ani żadna karta przetargową jak ktoś mnie o nie prosił go po prostu je dostawał(na poprzednim kierunku ludzie traktowali notatki jak walutę, co zawsze było dla mnie jednym wielkim XD). Napisałam tej koleżance, że nie musi mi się niczym odwdzięczyć i życzyłam jej powodzenia i że jak będzie miała jakieś pytania to niech śmiało pisze.

Kiedy wróciłam, zaprosiła mnie do siebie na obiad (jadłam już jej jedzonko wcześniej więc wiedziałam, że dobrze i orginalnie gotuje więc zgodziłam się z pełnym entuzjazmem).

Nakreślając trochę tą postać, powiedziałam jej przy obiedzie, że staram się rezygnować z mięsa bo mam wyrzuty sumienia jedząc zwierzęta, które są źle traktowane. Ona wyśmiała to i powiedziała, że rośliny też zaraz zaczną mieć uczucia i że czego to ludzie nie wymyślą. Zdziwiłam się że tak "oczytana" osoba powiedziała coś na poziomie chłopa z 19 wieku xd Jej facet tylko jej przytakiwał, jakby podsmiechujac się z moich przemyśleń.

Zdziwiłam się też jak podała adres, ponieważ była to kamienica tuż przy samej uczelni. Jak weszłam szczena mi opadła. Mieszkanie picus glancus, zwłaszcza dla fanów kamienic. No piękne co by tu mówić(laska może nie pochodziła z biedniej rodziny, ale żyła dość skromnie, zawsze starała się bardzo oszczędzać). Wspomniała mi przed moją wizytą, że po rozstaniu z poprzednim chłopakiem przypadkiem w swoim ulubionym pubie poznała obecnego faceta - 20 lat starszego. Zdziwiło mnie to bo jednak moim zdaniem jest to dość kontrowersyjną różnica wieku, ale powiedziałam, że zawsze była dojrzalsza od reszty rówieśników (tak na prawdę miałam na myśli, bardziej sztywna - np kpiła z ludzi co oglądali filmy Marvela).

Okazało się, że typ ma własną firmę (mieszkanie oczywiście należało do niego xd)w której zatrudnił ją i dzieki jej ciężkiej pracy i ambicji, awansował ja na swojego zastępcę xd -Nepotyzm, kolesiostwo, a gdzie tam xd No dobra, nie ujmuje jej ciężkiej pracy, widać było, że jej bardzo zależało na tym co robiła i sam projekt też był super bo to w końcu było tworzenie e- materiałów edukacyjnych dla dzieci na bardzo szeroką skalę. Dofinansowanie było z Uni więc też ciążyła na nich odpowiedzialność dowiezienia projektu - szczerze nie wiem jak to się potoczyło bo mam bardzo duże obrzydzenie do tego w jaki sposób mnie potraktowano, mój szacunek do tych ludzi jest zerowy, zarówno jak zainteresowanie ich losem.

No ale w ramach odwdzięczenia się za notatki. Owa koleżanka zaproponowała mi pracę, gdzie będę tworzyć coś kreatywnego (totalnie moja bajka) w dziedzinie chemii i fizyki (już mniej moja bajka ale do tego też przejdziemy). Oczywiście zgodziłam się. Była to umowa o dzieło więc nie musiałam pracować w określonych godzinach, a to mi bardzo odpowiadało. Co mi nie odpowiadało to to że nikt mnie nie kontrolował wysłałam przykład pierwszego scenariusza, który zrobiłam i zapytałam czy może być, czy może chodzi o coś innego. Nie dostałam odpowiedzi jedynie "rób więcej" to zrobiłam więcej i jak skończyły się przykłady na których miałam się opierać to wysłałam cały pakiet i również zdawkowe i mało konkretne odpowiedzi czy dobrze się spisałam czy nie.

Po jakiś czasie dostałam propozycję tworzenia już bezposrednich materiałów do kursów/lekcji w dziale chemii. Pomimo tego, że studiowałam na wydziale chemii to nie była to moja działka. Moją pasją była biologia. Tak wiem bez chemii nie ma biologii, więc uczyłam się jej ale moja wiedza w tej dziennie kulała i musiałam nadrabiać braki. Dużo lepiej szło mi nadrabianie fizyki ale to swoją drogą.

Na początku kilka innych osób wraz ze mną przeszło szkolenie programu w którym był obsługiwane e-lekcje i trzeba było ogarnąć wrzucanie tam tego co się samemu przygotowało. Śmieszne było to, że ta koleżanka, zatrudniła połowę swojego roku do tego projektu xd więc zatrudnienie mnie tam nie było tak na prawdę żadnym odwdzieczniem się xd

Samo szkolenie poszło mi tak sobie, delikatnie mówiąc - nie miałam do niego głowy i to mnie poniekąd zgubiło.

Pierwsze zadanie jakie wszyscy z grupy dostaliśmy było zrobienie jakieś tam przykładowej lekcji. Ja dostałam za zadanie poprawienie źle zrobionego tematu już przez innego typa, który zrobił to po macoszemu i zostawił. Ten typ to był przyjaciel, przyjaciółki mojej "dobrej" koleżanki aka Pani szefowej(a to przyjaciółka była kierowniczką działu chemii xd) Znałam go z poprzedniego kierunku, ale nigdy nie miałam z nim nic do czynienia, powiedzmy że bardziej z widzenia wiedziałam kim on jest no i z plotek. Może raz na piwie z nim coś tam gadałam po pijacku na jednej ze spotkań studenckich ale nic konkretnego. Jedyne co on nim wiedziałam na pewno to to, że jest ciepły.

Robiąc to zadanie okazało się, że trochę za wysoko postawiłam oczekiwania wobec siebie z tego też powodu nie wyrobiłam się tym co chciałam zrobić, chciałam zrobić to mega za⁎⁎⁎⁎ście, a wyszło jak wyszło. Porozmawiałam o tym z moja kierowniczką, powiedziałam jej, że się nie wyrobie bo pomysł jest zbyt rozbudowany. Ona mówiła że pomysł jest super, dlatego da mi do pomocy typa, który pierwotnie spieprzył ten materiał robiąc go bylejak.

Ja się z nim z dzwoniłam, uzgodniłam, że ja zrobię całą merytoryczną część, a on ją wrzuci w system bo ja go dużo mniej znam niż on, miał z nim doświadczenie więc to mu szybko pójdzie. Dałam mu dostęp do materiałów w excelu na chmurze itp. Zgodził się też na moją propozycję podziału obowiązków. Przygotowywałam dane mu materiały parę dni i pamiętam jak poczułam ulgę, że moja działka się skończyła przy tym zadaniu. Zrobiłam więc przerwę licząc na to, że on je wrzuca do systemu.

Po paru dniach dzwoni do mnie kierowniczka i się pyta jak mi idzie powiedziałam co i jak, ona że jej przyjaciel powiedział jej, że nic nie zrobiłam i nic nie ma w tych materialach. Ja mówię że jak to, że wszystko mu pokazałam na Skype i wszystko widział. Weszłam w te materiały a tam nic nie ma. Koleś wszystko usunął (bo kto inny?). Laska powiedziała, że nie ma na to dowodów i musi mnie zwolnić bo tylko mi nie poszło zrobienie tego zadania. Powiedziałam swoją wersję, a ta tylko powiedziała, że no jej przyjaciel co prawda sam spieprzył na początku te zadanie ale on już dłużej z nami pracuje więc wiesz jak jest ...

Moja teoria jest taka, że typ to jeden wielki cwaniak, który leciał ciągle na tym że wszyscy mu pobłażali bo "ooo jak fajnie mieć przyjaciela geja". Należał na studiach do grupy w której byly same osoby jego pokroju, które by dojść do celu, wbili by nóż w plecy każdemu nawet rodzinie. (Była to najbardziej nielubiana grupa na roku i jak ktoś musiał odrabiać zajęcia, to zawsze robił wszystko byle nie musieć odrabiać właśnie w tej grupie) Mogłam się tylko domyślać, że on był taki sam. Uważam, że specjalnie usunął moje materiały żeby nie wyjść na kogoś kto sam znów nie dowiozl. Wiadomo pewnie dało się sprawdzić historię excela na tamten moment, nie wiem nie chciało mi się już bawić w detektywa, wolałam jak najszybciej uciąć jakiekolwiek powiązania z tymi szczurkami, pogryzjacymi sobie ogony nawzajem.

Moja "dobra" koleżanka nawet nie raczyła się do mnie odezwać żeby zapytać co się stało, ale co sobie będzie Pani szefowa, ręce mną brudzić xd Ja tym samym straciłam całkowity do niej szacunek i nie ma ta osoba dla mnie żadnej wartości i cech godnych podziwu, wszystko prysło wraz z jej ego, które wyjebało w kosmos po związaniu się z bogatym typem.

Pamiętam jak powiedziałam, do znajomych ze Pani X bardzo się zmieniła i że ego jej wywaliło. Oni tylko odpowiedzieli, że przecież zawsze miała duże mniemanie o sobie. Ja tego tak nie widziałam to znaczy widziałam, że jest trochę sztywna i uważa siebie za kogoś lepszego skoro czyta Lwa Tołstoja i pisze wiersze, ale ja to bardziej odbierałam jako pewien rodzaj dziwactwa artystycznego, że każdy ma jakieś swoje upodobania i każdy też myśli że jest w nich wyjątkowy.

Po tym jak dostała stanowisko, które miała to była zupełnie inna forma patrzenia na ludzi z góry. Nie powiem jeszcze przed tą chorą akcja, ją unikałam na uczelni bo mnie męczyło to jej spojrzenie "co tam chcesz robaku" ukryte pod uprzejmym uśmiechem, nawet profesorzy nie mieli tego spojrzenia jak ona, przez co była totalnie odpychająca.

Żeby pokazać co mam na myśli to opowiem o dziwnej sytuacji, która do dziś pamiętam. Kiedyś na jakies imprezie graliśmy w grę, która trochę polegała na znajomości i wiedzy w różnych dziedzinach. Ta okazała niemały szok jak się okazało, że całkiem nieźle mi idzie, jak nienajlepiej, a zwłaszcza jak była zdziwiona, że wiem kim jest profesor Miodek czy Gustav Klimt.

Dodatkowo to, że dobrze jej szło w firmie jej gacha(typa ciężko mi ocenić, wydawał się w miarę normalny), to to, że zaczęła od działu Biologii, tworzyła materiały do dziedziny, która dla Mikrobiologów jest banalnie prosta. Do dziś się zastanawiam jak dumna by się z siebie czuła jakby zaczęła od chemii i czy taka ochoczo by ją awansował jej facet. Do mnie były pretensje o błędy merytoryczne, a ta laska była jeszcze większą nogą z przedmiotów ścisłych niż ja xd Co dowodziła sytuacja, której się doprosila przez swoje nadmierną pewność siebie.

Jak już wspomniałam najtrudniejsze sprawozdania były u profesor, która miała obsesję na punkcie plagiatów. No i ta pani profesor postawiła jej 2. Dlaczego? Otóż dlatego, że na sprawozdaniach pisała bzdury. Myślała, że jest mądrzejsza od wszystkich naukowców i odkryła nowy sposób na liczenie. Co oczywiście było nonsensem xd żebyście mnie źle nie zrozumieli, nie uważam, że powinno się blokować studentów za to, że myślą inaczej, ale to nie był taki przypadek znając ją i jej sposób myślenia.

Skończyło się to podobno komisją bo laska nie potrafiła się pogodzić z porażką, jeszcze wyzywała do wszystkich znajomych, tą profesor od dinozaurów i że już dawno nie powinno być jej na uczelni xd no była to ciężka kobieta ale przynosiła uczelni dużo zysków ponieważ jest bardzo uzdolnionym naukowcem(ale wciąż nie patrzy z góry na ludzi tak jak Koleżanka X), więc można się domyśleć po której stronie stanęły władze uczelni.

A i swoją drogą, ta moja koleżanka była już kiedyś po części bohaterka jednego z moich wpisów o nazwie "broń płci". Laska odjebala się jak szczur na otwarcie kanału na zaliczenie ustne u profesora, który z tego co wiem był kobieciarzem choć ostrożnym - zostawiał otwarte drzwi od gabinetu jak siedział że studentkami. Otwarcie chwaliła się, że celowo się tak ubrała bo wie jak to działa na facetów(była piękną kobietą więc w sumie nie musiała się odjebywac xd). Także kolejny dowód na, to jak sobie pomaga w sukcesach xd co zabawne laska była bardzo feministyczna w poglądach politycznych i nasz znajomy odgryzał się jej żartobliwie, że jest jak Kazimiera Szczuka xd Więc też widać jak fajnie się głosi poglądy o prawach kobiet i równouprawnieniu jak są wygodne xd

Jak się potoczyły losy tej firmy? Nie wiem, jedynie słyszałam, że mieli problem, ze do tej pracy zatrudniano studentów na dodatek, którzy nie byli specjalistami w swojej dziedzinie. Tzn do pracy nad działem chemii pracowali mikrobiolodzy i to samo dotyczyło innych działów... Co się stało z tą koleżanką? Też nie wiem i nie chce wiedzieć, gardzę takimi ludźmi jak stąd do Chicago xd

Z tej historii moge jedynie wyciągnąć tyle, że wyjabane ego u ludzi jest dla mnie straszakiem na kilometr. Od razu wyczuwam osoby, ktore mają się za kogoś lepszego i od razu ich unikam, albo nie chce z nimi wchodzić w żadne relacje. Trochę mnie bawi generalnie ta postać mojej koleżanki, jest to pewien rodzaj archetypu literackiego, sama nie wiem jak to ująć ale coś na zasadzie laska myślała, że jest wyjątkową silną kobietą sukcesu, sama o sobie mówiła że jest pracocholikem, no i była ale jak stereotyp "kobiety sukcesu" z opery mydlanej. Co do przyjaciół w biznesie, są to prawda, ale dopóki ktoś jest użyteczny...

Fenomen3piorunów

@Cori01 chciałbym żyć jak ta koleżanka. Z facetami najgorzej pracować, nic nie robią jeszcze usuną materiały xD Jebnięta typiara, z tym liczeniem i chciała komisję. @Cori01

warcie chwaliła się, że celowo się tak ubrała bo wie jak to działa na facetów(była piękną kobietą więc w sumie nie musiała się odjebywac xd). Także kolejny dowód na, to jak sobie pomaga w sukcesach

wkurwia mnie coś takiego bo jestem brzydkim mężczyzną. @Cori01

bardzo feministyczna w poglądach politycznych

na zajęciach raz tak miałem, że moja koleżanka mówiła, że w IT jest za mało kobiet, ale sama nie pójdzie tylko do HR a tam już mężczyzn nie jest za mało...

Gruba ryba

w Pracbaza

51piorunów

Ostatni mój anons rzuciłem rok temu, a w międzyczasie pojawiło się sporo nowych kont. Może tym razem się uda :grinning:

Doświadczony w szukaniu pracy, z dwuletnim ciągłym doświadczeniem... AJAJAJ, czekaj, nie ta wklejka : >

*

Jeśli komuś mignęła sensowna oferta albo u Was w firmie szukają kogoś takiego jak ja — to chętnie pogadam.
A teraz szybko szybko tl;dr mojego CV:

Kim jestem?

One-man-army!

Hardware/Embedded Engineer z 9+ lat doświadczenia.
Robię rzeczy od schematu i PCB, przez low‑level firmware w C, aż po testy, pomiary i uruchamianie sprzętu.
Lubię pracę blisko hardware, lubię jak coś działa, a jak nie działa — to lubię znaleźć dlaczego. Nie boję się uczyć, a wręcz chciałbym tego.

Co potrafię?

Elektronika / hardware:* schematy, PCB (KiCAD, Eagle), prototypy, debug, pomiary, lutowanie SMD/THT.

Firmware:* bare‑metal C, STM32, przerwania, timingi, ADC, UART/SPI/I2C, HAL, CubeIDE.

Testy i diagnostyka:* test benches, narzędzia diagnostyczne, automatyzacja pomiarów.

Integracja systemów:* czujniki, aktuatory, sygnały, wiązki, uruchamianie urządzeń.

R&D:* ostatnio dłubię przy integracji ECU (Speeduino) z silnikiem prestiżowego gruza — czujniki, wiązka, mechanika, adaptacje (będzie pewnie wersja pod kaszlaka);
tworzę dla @LaMo.zord dzwonek bezprzewodowy z dużym zasięgiem do jego posiadłości (będzie osobny wpis);
w kolejce mam dwie wersje elektronicznego zapłonu samochodowego.

Czego szukam?

praca na zachodnim brzegu Warszawy* lub okolice (do ~10 km od Woli) jeśli stacjonarnie,

do 20 km* jeśli hybrydowo,

zdalnie* też może być (ale wtedy muszę pilnować budzika 😅),

hardware, embedded, firmware — wszystko wchodzi w grę*, byle techniczne i sensowne.

* alternatywnie mogę wykonać urządzie, którego potrzebujesz i brzmi ono sprzedawalnie na rynku. Coś przemysłowego? Nie ma problemu, w tym też mam doświadczenie.

Co lubię w pracy?

Spokój, jasne cele, możliwość skupienia się na projekcie.
Lubię tworzyć, ale też optymalizować.
I fajnie mieć kogoś bardziej doświadczonego obok — bo rozwój to dla mnie ważna rzecz.

A po pracy?


Trochę mechaniki, trochę elektroniki, a jak potrzeba wychodzę także poza to.

Jeśli coś, gdzieś, byście usłyszeli, to chętnie przygarnę informację.

*

Autorytet0piorunów

@macgajster na wschodnim brzegu co prawda jest etronika, na wapiennej, a jest jeszcze minimalnie bliżej radwar. Czemu tam nie zajrzysz? Nie będziesz miał pod domem firmy elektronicznej. Wgl jest ich tyle co kot napłakał. I unikaj tych osranych hr-ówek tylko proś o jakąś rozmowę z kierownictwem szukaj numerów. Nie aplikuj za mocno przez internet bo się tylko wkurwisz.

Fenomen1piorunów

@Fox Najlepiej mieć wtyki w postaci znajomych z branży.

Gruba ryba1piorunów

@Fox radwar? To jest właśnie państwowa zbrojeniówka. Układy, układziki, pomiatanie, brak sensu.

Jak mam dojeżdżać i tracić życie godzinę w jedną stronę, to ta praca skończy się szybciej niż się zacznie.

Autorytet0piorunów

@macgajster całkiem zrozumiałe z tymi dojazdami. Też się zwolniłem z jednej roboty bo 600 na paliwo do tego codziennie godzina psu w dupe.

Autorytet1piorunów

Polecam tego Tomeczka

Pokaż więcej komentarzy (25)