100mphLider
98piorunówW zwiazku z przymrozkami i skrobankiem przypomniala mi sie historia kumpla, ktory kilka lat temu w sniezycy jechal z Warszawy na ojcowizne zeby opony letnie zmienic na zimowe. W srodku grudnia ... w sniezycy ... na letnich oponach ... zeby zimowe zalozyc xD
Przypomniało mi się jak na studiach dostałem telefon od kumpla: szybka akcja, jedziemy (z Wrocławia) do Krakowa na imprezę. Wyjazd za godzinę, o 20. Dobra lecimy. Wsiadam do jego fury, wyjeżdżamy. Pytam czy wszystko ok, bo mu się check engine świeci. Mówi, że tak, ale jest coś jeszcze, ale powie mi jak już wjedziemy na A4. Ja już wkurwiony, a ten się śmieje. Wjeżdżamy na totalnie zaśnieżoną autostradę, ale to bialutką! A ten mówi, że ma letnie opony.
Kurtyna.
@100mph raz tak zrobiłem, aby pojechać nie cały kilometr przez miasto. Nigdy więcej. Co do śniegu: dwa lata temu z ciągu jednej nocy z soboty na niedziele na południu i wschodzie nawaliło pół metra. Wstajesz rano prądu brak, odsłaniasz okna a tam inna rzeczywistość jak wieczorem. Pod odkopaniu, opróżnieniu lodówki jakoś trzeba wrócić do miasta (czytać stolica). Miejscami byłem jedynym na drodze w osobówce, wioski traktorami odśnieżali, główne drogi białe, eska biała. Prawy pas 20 km/h, lewy pusty, jako jedyny jechałem 40. Lepiej jechać po świeżym śniegu jak po rozjeżdżonym, ale u nas kierowcy mam wrażenie mają coraz większe problemy z myśleniem.





















