Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#refleksjemacgajstra

Gruba ryba

w Hydepark

6piorunów

Może i sam strzelam sobie w stopę.

Naczytawszy się jaki tinder jest świetny dla psychiki staram się go unikać. Sympatię już miałem, niewiele z tego wyszło. No ale jest jeszcze to całe "boo"... Niby dopasowania nie tylko na bazie obrazków, ale jednak podobnie rakowe.

Bez wgrania swoich zdjęć nie można przeglądać więcej niż profil tekstowy i profilowe zdjęcie. W ten sposób spędziłem jakieś dwa tygodnie i odsiewałem. Nie robiłem tego codziennie, tylko jak sobie przypomniałem.

Ustawiłem proste filtry, zakres wieku 25-35, lokalna w promieniu 30 km (warszawa + obrzeża), kobieta, wolna, otwarta na związek, niewierząca (pewnie najgorszy wybór), niepaląca, opis dłuższy niż 50 znaków.

Efektem tego jest skończenie wszystkich dostępnych profili bardzo szybko. Statystycznie jest tam sporo kobiet "size+" (nie me gusta).

Ze wszystkich profili ostały mi się dwa. Tylko... boo stwierdziło coś swoim algorytmem i z tych dwóch "odłożonych" (nie lubię decydować w takich sprawach od razu, o tym niżej) ostał się jeden. Pomyślałem, że to z mojego powodu, nie mam zdjęć, rotuje mi profile i zostawia nic. Nawet poszukałem tego zagubionego i jednak cały czas jest dostępny.

Dodałem zdjęcia, wchodzę w miejsce ostatnio odwiedzone sądząc, że będzie tam ta ostatnia... a tu pustka. Wykosiło wszystkie opcje i zostawiło komunikat "na dziś to wszystko". Od tego czasu tak wyglądają moje "dopasowane" i "wyróżnione".

Czyli jest to kolejny niszowy portal, gdzie raczej próżno szukać.

Oglądałem również profile w społecznościach (wszechświaty po ichniemu). No i srogo mi się nie zgadza z poradnikami. Jedno zdjęcie i do tego połowy twarzy? Czemu nie. Zdjęcie kota, kostki brukowej, jakiegoś parku - cyk, jest. Są jeszcze takie, co wstawiają kilka zdjęć, ale wszystkie zrobione z tą samą miną i z tego samego kąta.

Ja rozumiem, że nie każdemu się chce robić zdjęcia, bo i mnie się nie chce, nie lubię. Tylko jednak można się postarać, wyciągnąć kilka z albumu i przedstawić siebie, zgodnie z hehe poradnikami. Nie przeglądam w końcu katalogu fotografa, a osoby.

Opisy zasługują na oddzielny facepalm, bo puste to raczej norma, są też wersje tylko życzeniowe, ewentualnie 100% po angielsku ale u polek (celują w inny target?).

A z tym moim decydowaniem na miejscu, natychmiast, to sprawa jest prosta. Obserwuję siebie i widzę, że wysłanie polubienia (po ichniemu "miłości"), to dla mnie robi się jakaś duża deklaracja. Do tego nie lubię presji, bo w końcu chcę wybrać kogoś na potencjalnie resztę życia, a czuję się jakbym miał zewnętrzny nacisk "teraz albo nigdy". W takiej sytuacji nie podejmuję decyzji, wolałbym przycisk "zapisz na później". Nie umiem chyba traktować ludzi jak artykułów spożywczych.

Gruba ryba1piorunów

Boo jest niszowy w Polsce. Bardzo mało tam osób. Miałem wieeele par z Indonezji, Pakistanu, jedną parę z Polski. I tak, też poprzesuwałem wszystko w okolicy 50km od miasta wojewódzkiego.

Spróbuj Bumble.

Fanatyk4piorunów

Ta, ja też nie lubię decydować. Dlatego przeszło mi kolo nosa sporo fajnych dziewczyn. Potem odkryłem, że to unikający styl przywiązania. Wieczne wahania między opcjami kończą się pozostaniem z niczym. Lepiej wybrać cokolwiek, zawsze to zmiana. Cokolwiek z opcji, które nam pasują. Nie że zupełnie cokolwiek. Tyle to nie.
Co do deklaracji - ostatnio koleżanka mówiła, że się rozstała z gościem, bo mimo że się kochają to nie mogliby być razem w przyszłości. Pomyślałem sobie, że przyszłość nie istnieje. Jest teraźniejszość. I jeśli kiedyś się okaże, że już nie mogą być ze sobą, to się rozstaną.
Tldr próbuj, a nie kalkuluj, bo nigdy nic nie trafisz.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Psychologia

69piorunów

Zmiany

Szukanie pracy jest łatwe: szukasz, dopasowujesz CV, aplikujesz, szukasz dalej, znowu dopasowujesz, znowu aplikujesz i tak do usranej. Dzień świstaka, tylko czas leci nieubłaganie.

W poniedziałek zaliczyłem z tego powodu potężnego doła. Wszedł nie tylko temat bezrobocia, choć to duża baza, największa. Doszła samotność, brak perspektyw, poczucie zupełnego braku kontroli nad jakimkolwiek aspektem życia.

Tylko teraz już miałem broń w łapkach, broń przeciwko sobie, która nie zabija, a leczy.
Nie odrzuciłem doła, przeżyłem go, nawet momentami zmuszając się do większego poczucia tego bólu. Ot, pozwoliłem sobie cierpieć i mieć powód do cierpienia. Nie zamknąłem tego za zasłoną z kolejnego projektu czy jakiejkolwiek gry. Usiadłem po ciemku, pod kocem i czekałem.
Po jakimś czasie wszystko się uspokoiło i przyszła refleksja. Sam siebie maltretuję niepowodzeniami w rekrutacjach, a przecież dostaję jakieś zaproszenia na rozmowy, czasem zwrotki z brakami – CV działa. Problem nie musi być we mnie, a może być w firmach (co wiem logicznie, ale emocjonalnie byłem przetyrany). Dlaczego zatem wyrażam złość, frustrację i niezadowolenie na sobie, kiedy powinienem na firmach?  Czyżby dlatego, że robię te CV dla nich, a nie dla siebie? Czyżby dlatego, że podchodzę do tego jak do egzaminu (a robię tak…)?

I skończył się dzień świstaka, wróciła energia, powstał plan.

Musk jest gupi.

Inspirator1piorunów

Istnieją też branże, w których można znaleźć bez CV pracę jeszcze w drodze z pociągu do najbliższego hotelu.

Pokaż więcej komentarzy (33)

Gruba ryba

w Psychologia

35piorunów

Początek końca schematu

Nie wzięło mnie na pisanie, po prostu mam nowe osiągnięcie :smiley:

Przełamałem schemat układu rodzinnego. Nie będę go rozpisywał dokładnie, bo nie chcę, ale w skrócie:

wyraziłem, co mi się nie podobało w danej sytuacji, ale również ogólnie w relacji, bo wystąpiło to również tutaj. Sytuacja nadarzyła się spontanicznie, nie planowałem co konkretnie mam do powiedzenia w tej rozmowie post wydarzenium. Ja tam byłem, ale punktowanie i odbijanie argumentów szło luźniutko, bez żadnego stresu. Wykorzystałem broń, która była używana przeciwko mnie — odcięcie emocji. Wyszedłem z roli ganionego dziecka, wszedłem w rolę dorosłego oznajmiającego "TO mi się nie podoba, nie rób tak". Nie skupiałem się na emocjach narzucanych mnie, ale na tym, co ja sam czułem w sytuacji dzień wcześniej.

I... przyszło to naturalnie :exploding_head:

Twórca6piorunów

@macgajster Gratulacje. Bycie zakładnikiem własnych emocji, albo gorzej - cudzych jest ciężka do przewalczenia. Obrona przed tą bronią jest okropnie trudna. Super, że Tobie się udało!.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Psychologia

18piorunów

Żródło strachu

Muszę, niestety, zacząć od krótkiej teorii.
Jest coś takiego, jak przekonania kluczowe. Jest to taki najbardziej podstawowy, automatyczny, filtr w jaki postrzegamy świat i na niego reagujemy. Jednym z moich przekonań jest „świat jest niebezpieczny”.

Zauważyłem to podczas robienia astrucha. Chyba wbiłem jakiś wystarczająco wysoki psycho-poziom w tym RPG-u zwanym życiem, że wyłapałem to na bieżąco, w locie, automatycznie.

Bardzo powoli zbierałem się do wyjazdu, miałem do niego jeszcze przynajmniej sześć godzin. Wiecie, działka, niedziela, korki, a jednocześnie nie chce się wracać do mieszkania w bloku. Astra stoi na kobyłce z jednym kołem w górze, bez zderzaka i błotnika, ale pod wiatą. Teren jest ogrodzony, na samo auto patrzą dwie kamery, z czego jedna z podglądem przez neta, a wokół przynajmniej dwie działki z sąsiadami.
Ojciec już się zebrał, teraz jeszcze chwila pogadanki zanim odjedzie. Rzuca mi polecenio-poradę, w lekkiej parafrazie:
- „Ty lepiej złóż ten samochód, bo nie wiadomo jacy tu ludzie są, jeszcze ci go rozkradną”

Tu mnie olśniło. Złoty Graal, po prostu ostatni element układanki zrobił „hip", a potem „hop", 2137 Hz w tle mózgu itd. To nic innego jak strach mówiący „świat jest niebezpieczny”. Odmieniany przez wszystkie przypadki, czasy, tryby i przez ostatnie ponad trzydzieści lat.

Pojawiło się w ten sposób rozwiązanie tematów dwóch, prowadzących do jednego. Mój strach nie jest mój, został mi zaszczepiony i działa we mnie destrukcyjnie. Sztuczka jest jedynie taka, że teraz już wiem, już dziada widzę i jestem w stanie neutralizować.


Wieczny strach
Poczucie bezpieczeństwa

Fanatyk5piorunów

@macgajster Cóż, ja dopiero w wieku trzydziestuparu lat uświadomiłem sobie, że działanie w trybie maksymalnej uwagi, wyszukiwania zagrożeń i wiecznej gotowości bojowej nie jest domyślnym trybem funkcjonowania u ludzi. Nieraz zachowania ludzkie wydawały mi się ekstremalnie lekkomyślne, w czasie, kiedy oni po prostu byli normalni.

Dziwiło mnie np. jak można dać sobie coś ukraść - ja kiedy mam w pobliżu ludzi, to cały czas monitoruję swoje rzeczy, a na porfelu i telefonie po prostu trzymam ręce w kieszeniach. Kiedy jadę w miejsca z realnym ryzykiem rozboju, to czasem nawet mam fejkowy portfel z przeterminowanymi kartami i jakimiś drobnnymi. Kiedy idę do jakiegoś urzędu, i mam coś załatwić, to pilnuje, aby mieć wszystkie wzory pism we wszystkich możliwych wariantach wypełnione i sprawdzone - nawet jeśli to jakaś pierdoła. W autach kamery, trackery GPS, ehhh...

Trochę późno aby się tego oduczać, więc po prostu nauczyłem się z tym żyć.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Pracbaza

86piorunów

Dobija mnie szukanie pracy. W tamtym tygodniu miałem trzy albo cztery rozmowy. Dwie już zakończone, po pierwszej rozmowie z rekruterką. W jednej sam odmówiłem, w jednej (tej opisanej tutaj) rzuciłem większe (sensowne) widełki i teoretycznie powinienem mieć już odpowiedź.

Od poniedziałku przeszedłem przez bezsilność i brak perspektyw, we wtorek była już agresja i wrogość wobec rekrutera-pradesha (podejrzewałem scam albo testowanie na mnie ux), a teraz jest znowu bezsilność i beznadzieja.

Plan alternatywny wymaga czasu na rozwinięcie, a ja tego czasu nie mam. Drugi alternatywny plan to jakieś pół roku nauki. Maksymalnie mogę być 90 dni na L4 po zakończeniu umowy. To mało czasu...

Pokaż więcej komentarzy (35)

Gruba ryba

w Psychologia

18piorunów

Chowanie dziecka w szafie

Żeby nie było — mojego wewnętrznego dziecka 😉

Wpis spontaniczny, pisany teraz.

Miałem okazję poobserwować siebie w odmiennym środowisku (hehe, mikro [!?] hejtopiwo wiz @MuojemuKotu).

Po tych kilku dniach czuję się jakbym zrobił zwrot o 360 stopni ( ͡° ͜ʖ ͡°) Ba! Udało się wyciągnąć wnioski, że zamykam tytułowe wewnętrzne dziecko w szafie na cały rok, po czym daję mu wyjść na kilka dni i to tyle.

A po ludzku, to sam sobie zabieram możliwość cieszenia się, bycia pozytywnym, bycia sobą. Dlaczego daję wolność sobie tylko przez te kilka dni? Hm, otoczenie jest luźne, biorę przykład z ludzi. Tylko dlaczego dorosły chłop ma korzystać z zewnętrznego przyzwolenia i dostosowywać się, zamiast samodzielnie regulować? To schemat przetrwania z dzieciństwa.

Minęły trzy dni od powrotu do rzeczywistości, ale staram się utrzymać wajbik pozytywności ᕦ( ͡° ͜ʖ ͡°)ᕤ

Mata cios ze sprężynki: https://www.youtube.com/watch?v=I3zj0Rd28jw

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Psychologia

28piorunów

Postęp cz. 3

Jest wczoraj, a właściwie dzisiaj, bo właśnie minęła północ. Lekko ponad dwanaście godzin po rozmowie rekrutacyjnej. Poszedłbym spać, ale łapie mnie jakaś refleksja, tylko jeszcze nie wiem jaka. Zmęczenie czasem przyzywa różne takie przemyślenia, bo przestaję uparcie kontrolować siebie.

Kurdebele, mam!

Na samą rozmowę poszedłem z założeniem, że nie bardzo chcę tam pracować. Daleko (20 km), nie tak do końca co chciałbym robić, widełek w ogłoszeniu brak, jedynie hybryda trochę ratowała sytuację.
Przypomniałem sobie, jak wyglądała sama rozmowa, ich pytania, moje odpowiedzi, ale też odwrotnie. Przypomniałem sobie, że… nie czułem strachu. Tak, pojawiał się, ale momentami, w mikrodawce, z moją wiedzą o nim i to w trybie „teraz”.


Byłem, rozmawiałem, nawet śmieszki byli (już wiem, że kierownik umie w 2137 😆 ). Ba, nie widziałem ich jako lepszych ode mnie, byliśmy po prostu równi. Rozmawialiśmy 1,5 godziny, a mnie ten czas nie tylko minął szybko, ale również nie bardzo chciałem wychodzić.

Czy mnie przyjmą – nie wiem, mam dowiedzieć się w przyszłym tygodniu. Jeśli się uda, będzie bardzo fajnie. Wiem jednak, że ta jedna rozmowa już dała mi dużo, bo widzę swoją zmianę (zacząłem siódmy tydzień L4, do tego 13 miesiąc terapii). Wychodzę z ogólnego trybu przetrwania i zgnojenia.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Psychologia

19piorunów

Na plus

Żeby nie było, że smutas jestem i tylko same negatywy w życiu, opiszę coś, czego nie da się opisać :smiley:

Jechałem dobrych kilka lat temu, może nawet osiem, swoim samochodem (maluchem) za znajomymi, w kolumnie 3-4 aut.

Zjechaliśmy się na zlot i akurat objeżdżaliśmy Balaton od Siófoku do Tihany. Nie działo się nic szczególnego, ot jestem ostatni w kolumnie (mój wóz był obciążony tylko mną, a zawsze był jakoś dziwnie mocniejszy i nie miałem problemu z doganianiem). Jest ciepło, to w końcu lipiec, oba okna w dole, jadę w przeciągu, 50 km/h bo ciągle teren zabudowany z kempingami.

Nagle wyczułem, że pojawiła się jakaś bardzo pozytywna emocja. Coś, czego wcześniej nigdy nie doświadczyłem. Zupełnie obce, ale na tyle dobre, że do dziś chcę więcej.

Byłem świadomy w pełni i na tyle, żeby to zapamiętać.

To był błogostan, uczucie jakby przynależności do czegoś dużego, jednocześnie do wszystkiego. Brak presji, brak zobowiązań, brak stresu. Objęło mnie mentalne ciepło, nie miałem w tamtej chwili problemów, po prostu byłem i to było wystarczające.

Dziś mogę przypomnieć sobie jedynie cień tego uczucia.

Według aji jest to zachwyt (ang. awe) z plusem wynikającym z poczucia przynależności. Awe of belonging.

https://www.youtube.com/watch?v=CFe7qaJ22jA

Lider1piorunów

@macgajster ahh nocowałem w Siofok, jadąc tam Jeepem z wyjącym mostem. Niezapomniane przeżycie. xd

Stan, o którym napisałeś to radość z bycia tu i teraz. Uczucie znane i pożądane przez wszystkich praktykujących medytację. Zdarza mi się doświadczać jakichś jego zalążków dosyć regularnie, a takiej pełnej błogości, o której napisałeś udało mi się zaznać kilkukrotnie. O tej przynależności do czegoś dużego pisał m.in. Marek Aureliusz:

Jest jedno świa­tło słoń­ca, cho­ciaż je dzie­lą mury, góry i inne ty­sią­cz­ne rze­czy, i jeden wspól­ny byt, cho­ciaż jest roz­dzie­lo­ny na ty­sią­ce ciał o wła­ści­wych sobie przy­mio­tach. I dusza jedna, cho­ciaż dzie­li się na ty­sią­cz­ne osob­ni­ki o wła­ści­wych sobie ce­chach. I jedna dusza ro­zum­na, cho­ciaż po­zor­nie zdaje się roz­dzie­lo­ną.

Gruba ryba

w Psychologia

28piorunów

Ucieczka

Jest taka część mnie, którą ukrywam nawet przed sobą. To ta "smutna" część, której pokazanie komukolwiek, a przede wszystkim sobie, maskuję żartem, teatralnym zachowaniem, przerysowaniem reakcji, komizmem, sarkazmem, ironią.

Boję się, że pokazanie tej części odebrałoby mi przynajmniej w jakimś stopniu człowieczeństwo, na pewno nie zasługiwałbym na empatię (głównie swoją).

To jest pierwotna, jeszcze niedawno nieświadoma, przyczyna, dla której nie piję alkoholu, nie wciągam żadnych używek. Po prostu wiem, że alkohol luzuje hamulce, uwydatnia śmieszka, agresora albo smutasa. Nie wiem skąd, ale skądś wiem, że okazałbym się tym ostatnim. Co mógłbym sam sobie okazać, skoro tego nie akceptuję? Pogardę? Obrzydzenie?

Na pewno zapamiętałbym zbyt dużo, a następnie sam siebie gnoił, rozpamiętywał, tworzył wyrzuty. Nie jest wielkim problemem to, że stałoby się to przed ludźmi. Głównym byłaby moja świadomość tego, co zrobiłem, że pokazałem swoją słabość. Upadłbym we własnych oczach.

Wiem, że nie wszyscy widzowie mieliby takie zdanie o mnie, że to projekcja. Boli jednak jak prawdziwe zdarzenie, które niemalże miało miejsce.

Ta część to chyba emocje i uczucia. Niby nie jest "smutna" jako zestaw cech, ale jest przeze mnie odtrącona, niezaspokojona.

Nie mogę okazać słabości, muszę trzymać gardę. Zawsze musiałem.

Rechot losu. Przez łącznie dziewięć (!) lat chodziłem do klas integracyjnych. Może i klasa nie była zintegrowana, ale nikt też nie zauważył, że ja nie jestem zintegrowany ze sobą. [Sarkazm w swojej naturalnej formie, maskujący cierpienie]

Gruba ryba2piorunów

@macgajster mam bardzo podobnie, choc chyba nie az tak skrajnie:

odebrałoby mi przynajmniej w jakimś stopniu człowieczeństwo

U mnie to raczej po prostu smutek i zlosc na samego siebie.

Mi pomoglo kilka sesji z psychologiem. Przede wszystkim trzeba te swoja "smutna" strone poznac i... polubic sie z nia, albo chociaz zaakceptowac, ze jest. Jakbys chcial czasem o tym pogadac z anonem z neta, to smialo wal priv.

PS. Dokladnie taki byl Chandler w "Friendsach" :grinning: i raz go nawet tak psycholog podsumowal :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Psychologia

13piorunów

Biologia wychowania

Właściwie nie wiem, jak nazwać ten wpis, żeby sam tytuł stanowił skrót ¯\\(ツ)/¯ Na pewno będzie trochę do poczytania teorii i mojej historii.

Grzebię w swojej pamięci, czytam „mądrą” książkę, słucham opowieści jak to drzewiej było i staram się wyłapać jakieś zależności, strzępki informacji, cokolwiek znaczącego dla przeszłego, obecnego i przyszłego mnie.


Poradnik „Powrót do swego wewnętrznego domu. Jak odzyskać i otoczyć opieką swoje wewnętrzne dziecko” poleca zagłębienie się nawet w etap niemowlęcy, jakieś medytacje, nawet hipnozy. Dla mnie to trochę głupie więc nie robię, ale trochę tym tropem, przypadkiem, poszedłem.

Otóż jednostka rodzicielska żaliła się „gdy byliście mali, ciągle opiekowałam się wami sama”. W sumie dość popularny schemat, ale nieoczywiste jest, co to robi.

Człowiek jest zwierzęciem stadnym. Dziecko biologicznie wie, że musi być więcej niż ~jedno zwierzę~ (hyhy, ) jeden stabilny opiekun, bo strata jedynego opiekuna to dla niemowlęcia wprost zagłada. Tylko co, jeśli tego drugiego opiekuna (dziecko nie rozróżnia płci) nie ma?

Rodzi się strach, który jest zakodowany w najbardziej pierwotnej części mózgu. Ta część to mózg „pnia” / rdzeniowy (reptilian brain). Coś jak BIOS w komputerze. Jeśli tutaj coś się zakoduje, to jest to bazą danej osoby. Zmiana jest możliwa, ale to nie takie hop-siup.


Druga część to układ limbiczny / emocjonalny, rozwijany trochę później, też jest bazą osobowości. Tutaj strach może się utrwalić, jak w moim przypadku.

Wspomnień z tego okresu niestety mam niewiele, jako niemowlę nie mam wspomnień wcale :smiley: Patrząc jednak na historię, przeżycia, problemy i logikę, brzmi to jak pewien mocny trop.

Lider2piorunów

@macgajster to jak działa ludzka psychika jest fascynujące. Czasem mnie to wkurza, że to jak się czujemy jest zależne od tego typu rzeczy. A czasem mi się to podoba, bo tam zawsze będzie coś do pogrzebania i żeby coś usprawnić, a potem się okaże, że jest tam drugie dno i trzecie. No nie ma nudy jak ktoś sobie lubi dłubać w głowie. xd

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Hydepark

29piorunów

Przepraszamy nauczycieli i uczniów za przerwanie zajęć. Uwaga, komunikat:

W nawiązaniu do tego wpisu, witam z czterotygodniowego L4.

Jeszcze z dobrych wieści, weszło moje cv do potencjalnie fajnej firmy i będzie rozmowa. Bidkojn rośnie, dzięki czemu wczoraj w końcu zobaczyłem tę pozycję na plusie. Jeszcze żeby dino odbiło na moment, to byłoby super :smiley:

Dziękuję, koniec komunikatu.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Psychologia

16piorunów

Wieczny strach

Rozwiązania przychodzą niespodziewanie. Choć na razie znam jedynie jakiś zarys przyczyny.

Napisałem dziś jednemu takiemu smsa podsumowującego naszą wczorajszą rozmowę. W skrócie było to:

Od zawsze się boję.

Dalej postąpiłem trochę automatycznie, zacząłem szukać w swej pamięci sytuacji pod tę tezę. Znalazłem. Znalazłem bardzo dużo jak na zbyt małe, ówczesne, siły.

Jeśli coś zrobiłem nie tak, zwracano mi uwagę z irytacją, wyrzutem, pretensjami i podobnymi rzeczami. Nauczyłem się, że muszę robić dobrze, ale też, że nie wolno mi dyskutować. Nie mogę też mieć wsparcia, muszę radzić sobie sam.

Tu przyszło oświecenie. Dokładnie tak samo komunikuje się ze mną kierownik. Jeśli zrobię dobrze - mam spokój. Jeśli zrobię źle - świat się wali, przeze mnie.

Wtrąca mnie to w schemat przetrwania z dzieciństwa, występuje regres, a ja jestem zamrożony w strachu.

Dlatego nie podejmuję wyzwań, boję się zmian (zmiana = ryzyko błędu = ryzyko opuszczenia [emocjonalnego] przez rodziców = śmierć dziecka).

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Hydepark

116piorunów

Nieśmieszny żart ten nf, pfu, zet.

Zadzwoniłem na początek do przychodni, do której chodzę. Tak, mamy psychiatrę, najpierw jednak wizyta kwalifikacyjno-wspierająca u psychologa, termin na początek czerwca. Po kwalifikacji wizyta u psychiatry na luty 2027.

Dotychczas hasło "ochrona zdrowia psychicznego w polsce nie istnieje" miałem jako niepotwierdzony slogan. Teraz widzę, że jest nawet gorzej.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Hydepark

45piorunów

Kontynuując ten temat.

Podjąłem decyzję, pójdę do psychiatry, nie po L4, bo to lekarz decyduje. Jeśli da, to super, będę bardzo wdzięczny. Jeśli nie da, to w sumie nie wiem. Nie będę zastanawiał się nad tym teraz żeby się nie zamartwiać.

Na początek spróbuję na NFZ, ale jeśli terminy będą odległe, to mam lekarza z polecenia. Nie będzie tanio, ale oby było skytecznie.

W trakcie opowiadania ludziom co dzieje się u mnie w pracy zaczyna mnie telepać, dosłownie. Czuję, że emocjonalnie wędruję rok do tyłu, gdy byłem po epizodzie depresyjnym spowodowanym lekiem i mobbingiem. Tyle dobrze, że teraz widzę to wcześniej.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Hydepark

50piorunów

Ta robota niszczy mnie psychicznie, a jednocześnie boję się pójść do psychiatry, bo pewnie będzie dłuższe L4. L4, którego potrzebuję i wiem, ze byłoby mi dużo lepiej (tak jak było w ubiegłym tygodniu, gdy byłem na chorobowym z powodu przeziębienia).

Pokaż więcej komentarzy (21)

Gruba ryba

w Psychologia

23piorunów

Dwa mózgi, jedno ciało

Trudno mi to jakoś opisać, nie mam porównania, ale spróbuję. Teraz udało mi się to jakoś usystematyzować i zrozumieć.

Od dość dawna zdaję sobie sprawę, że mój proces myślowy dzieli się na dwa „strumienie”.
Pierwszy, logiczny, jest dostępny na bieżąco, korzystam z niego ciągle. On odbiera, filtruje, nadaje, czasem powie coś logicznego, ale emocjonalnie lub moralnie dyskusyjnego.
Ten drugi za to pokazuje się od czasu do czasu, bo zazwyczaj jest tłumiony przez mózg logiczny. Daje znać o sobie kiedy jest źle, czasem podsunie jakiś pomysł <scenka myślenia z „Pomysłowy Dobromir” 😉 >. Taka intuicja, którą nauczyłem się wykorzystywać tak jak mogłem.

Jeśli mam jakiś problem i nie jestem w stanie sensownie rozwiązać go szybko, logiką, po prostu go zostawiam. Wiem, że za jakiś czas (nieznany, czasem dzień, czasem rok :smiley: ) rozwiązanie przyjdzie samo.

Widzę teraz co to mówi. Ta intuicja to umysł emocjonalny, który żyje jakby oddzielnie, którego nie słucham, bo tak się wykształcił / ja go wykształciłem. Na bazie doświadczeń musiałem chować emocje, tłumić je zamiast wyrażać.


Wiem też i mam przykłady, że ten umysł emocjonalny ratuje mnie w trudnych sytuacjach. Robi ze mnie takiego wytrwałego twardziela jak karaluch, co go zdepczesz, a on wstanie :grinning: Nie będę  szczęśliwy, ale przeżyję na podstawowych funkcjach życiowych.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Psychologia

40piorunów

Nie wiem jak ludzie wyobrażają sobie proces terapii, ale z zewnątrz wygląda jak nudna pogadanka, a pod kopułą (po dobrej sesji) neurony robią brrr :smiley:

Jeszcze @knoor wziął zarzucił dobrym hasłem na temat stresu w pracy, to już w ogóle odpalił się zalew myślowy.

Myśl i wspomnienia, które pojawiły się dziś datuję na anno domini 2002 albo 2003. 4 klasa podstawówki, tu smaczek - szkoła i klasa integracyjna. Na pokładzie klasy nauczyciel "wspomagający".

Przyszedłem do szkoły dowiedziawszy się rano, że nie ma już z nami psa, z którym byłem mocno zżyty. Pierwsza bliska styczność ze śmiercią tak blisko.

Emocje dotarły do mnie dopiero pod klasą, tuż przed otwarciem drzwi. Osunąłem się na podłogę, zakryłem twarz plecakiem. Nie płakałem, ryczałem.

Jedyną osobą, która cokolwiek zrobiła, była koleżanka. Zapytała czy wszystko w porządku. Dałem radę powiedzieć jej w trzech słowach co się stało.

Od nauczyciela wspomagającego otrzymałem zaproszenie do sali na lekcję.

Moje emocje się nie liczą. Ważne jest wykonanie zadania.

I was blind, but now I see.

:droplet:

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Psychologia

56piorunów

Ponad miesiąc temu dostałem od internistki prikaz mierzenia ciśnienia i spisywania go w tabeli, bo wyszło wysokie na wizycie. Przez cały ten czas miewałem raz dobre, raz wysokie, mniej więcej zgodne z odczuwanym stresem.

Zauważyłem, że spinam się w trakcie pomiaru, twarzą, nogami, czasem ręką z rękawem.

Starałem się wymuszać na sobie konkretne ciśnienia, niczym jakimś zadajnikiem narzucać co ma wyjść. Co wychodziło - wiadomo 😉

Kontrola bowiem, choć czasem (lub często) nieskuteczna, daje mi poczucie bezpieczeństwa. To kolejna moja przypadłość z dzieciństwa, która robi mi źle.

Interesowanie się moim zdrowiem daje mi od roku poczucie, że coś z automatu jest ze mną źle, że czas na leczenie i ogólnie zbieranie za chwilę zabawek z piaskownicy zwanej życiem. To jest strach, lęk.

No i teraz

Opanowałem skubańca. Ostatnie cztery pomiary z rzędu są w normie, choć wciąż momentami spinam się fizycznie. Różnica jest w tym, że nie kontroluję na siłę, a obserwuję i odpuszczam.

Fanatyk4piorunów

@macgajster mam podobnie - w gabinecie wywalone na 160, w domu normalne :grinning: i weź tu lekarzowi wytłumacz żeby uwierzył. Pomogła mi dopiero apka, w której zapisywałem wyniki każdego dnia.

Gruba ryba1piorunów

@macgajster Od czasu do czasu łapie mnie w losowych momentach skurcz po lewej stronie klatki piersiowej. Mrowienie przenosi się na plecy, czasem pod ramię, czasem w stronę szyi.

Pierwsze kilka razy byłem przerażony ze może to już ten moment na wczesny zawał, a potem sobie uświadomiłem ze ostatnio odpuszczam trening a nawet poranna rozgrzewkę, mimo tego ze dalej siedzę zwinięty jak precel przez 6-14 godzin dziennie przed komputerem. W szczegolnosci - główny monitor mam po lewej, czyli tam gdzie przykurcz występuje powinienem się go spodziewać.

Inspirator0piorunów

@wombatDaiquiri Wystarczy jeden monitor, a na nim można mieć dowolną macierz wirtualnych pulpitów (u mnie 4×4) – przecież i tak wzrokiem ogarnie się tylko jeden monitor, a siedzi się wtedy prosto.

Inspirator1piorunów

@wombatDaiquiri to też da się ogarnąć na jednym monitorze (niektóre mają kilka wejść, a można też to zrobić oprogramowaniem) i wciąż korzystać jak z wirtualnych pulpitów

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gruba ryba

w Psychologia

12piorunów

Idealizacja, dewaluacja, ambiwalencja

Pierwsze dwa hasła najczęściej można znaleźć w temacie narcyzmu. Mnie jednak gniecie to w inny sposób.

Idealizuję bliskich, nawet jeśli robią coś przeciwko mnie. Nie mam tego problemu wobec obcych, choć ich często traktuję z większym poważaniem i zaufaniem niż powinienem.

Jeśli ktoś mi podpadnie – demonizuję (dewaluuję). Czasem jedna sytuacja, odpowiednio silna, potrafi skreślić bardzo dużo pozytywów z relacji. Automatycznie tworzę w głowie jakieś scenariusze, przeżuwam, maltretuję się tym i w ten sposób zwiększam stopień, w jakim ta osoba jest „zła”.

Tu właśnie wchodzi środowa terapia, na której usłyszałem, że to nie jest normalne. To utknięcie w rozwoju emocjonalnym na poziomie dziecka, brak widzenia człowieka całościowo, ambiwalentnie. Logicznie wiem, że człowiek składa się z cech pozytywnych i negatywnych. Emocjonalnie… nigdy nie wytworzyłem takiego podejścia.

Utrudnia mi to życie. Raz „skreślona” osoba ma bardzo małe szanse na powrót w to samo miejsce. Nie mówię, że zerowe, bo raz albo dwa udało mi się to cofnąć. Tylko wymagało to bardzo dużego wysiłku z mojej strony. Wysiłku, którego nie chcę już ponosić, bo dużo lepszym rozwiązaniem jest dla mnie emocjonalnie dorosnąć, wykształcić ambiwalencję.

Nie spodziewałem się, że mogę nosić w sobie tyle „dobra” :smiley:

Gruba ryba

w Psychologia

12piorunów

Czasem po wyjściu z sesji pojawiają mi się nawiązania do filmów. Lepiej niż emocje widzę właśnie obrazy.

Na dziś mam jedną scenę, choć podzieloną na jutubie na dwie.

Jeden: https://www.youtube.com/watch?v=IFDkcvrSaYU

Dwa: https://www.youtube.com/watch?v=RU24VItAmWk