Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bookmeter

GURU

w Książki

20piorunów

1004 + 1 = 1005

Tytuł: Dom Łańcuchów

Autor: Steven Erikson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: książka papierowa

Liczba stron: 986

Ocena: 7/10

Dawno nie wrzucałem nic ale w końcu się udało skończyć 4 tom Malazanu!

Co tom jest łatwiej, ale chyba już wszystko co miało kliknąć to kliknęło i teraz pozostaje się cieszyć z bogatego i świetnego świata. Mamy powrót do Siedmiu Miast i atak na Raraku, starcie dwóch sióstr. W międzyczasie Okaleczony Bóg miesza i wszystko się świetnie czyta. Poznałem kolejne zakątki świata, nowe rasy, no jest w pyte. Próg wejścia jest ogromny ale dla mnie, dalsza konsumpcja Malazanu rekompensuje początkowe trudy.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Sum

w Książki

20piorunów

1003 + 1 = 1004

Tytuł: Joy Division i Ian Curtis. Przejmujący z oddali

Autor: Deborah Curtis

Kategoria: biografia

Wydawnictwo: Iskry

Format: ebook

ISBN: 9788324400607

Liczba stron: 375

Ocena: 5/10

Wspomnienia żony Iana Curtisa, lidera działającego na przełomie lat 70. i 80. zespołu Joy Division.

Zawsze miałam pewien problem z biografiami sław pisanych przez ich bliskich/przyjaciół, głównie dlatego, że z oczywistych względów ciężko w nich o obiektywizm. W Przejmującym z oddali widać wyraźnie, że mimo upływu lat Deborah Curtis dalej jest pełna żalu do zmarłego męża – za apodyktyczność, za skupienie się na zespole, za flirty i romanse z innymi kobietami. Portret wokalisty wyszedł zbyt jednostronnie i negatywnie – niewiele tu drugiej strony Curtisa, którą odkrywał w swoich tekstach, czyli przenikliwego i nadwrażliwego erudyty. Odnoszę wrażenie, że Deborah Curtis prawdopodobnie nigdy nie rozumiała skomplikowanej osobowości  Iana ani ciężkiej walki, którą musiał toczyć, gdy jednocześnie posypało mu się zdrowie i życie osobiste.

Pod względem literackim, książka jest ogólnie kiepsko napisana – warsztat pani Curtis jest średni, a narracja zbyt często chaotyczna. Nie pomaga raczej mierne polskie tłumaczenie.

O wiele bardziej polecam nieformalną ekranizację Przejmującego z oddali, czyli Control Antona Corbijna ze świetną główną rolą Sama Rileya. W przeciwieństwie do książki, film przedstawia Curtisa w bardziej zniuansowany, pełniejszy sposób.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Sum

w Książki

18piorunów

1002 + 1 = 1003

Tytuł: Anna Boleyn. Obsesja króla

Autor: Alison Weir

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Astra

Format: książka papierowa

ISBN: 9788367276412

Liczba stron: 580

Ocena: 7/10

Zanim sięgnęłam po powieści Alison Weir, naczytałam się na anglojęzycznych subredditach historycznych, zwłaszcza na r/Tudorhistory, jaką to ona nie jest wybitną pisarką i rzetelną historyczką. Jednak po lekturze Obsesji króla mam wrażenie, że zachwyty nad twórczością pani Weir są lekko przesadzone.

Książka o Annie Boleyn była OK, i właściwie niewiele więcej. Nie czytało jej się źle, ale też szczególnie nie porywała, trochę lektura typu „przeczytać i zapomnieć”. Jak widać po bio autorki na anglojęzycznej Wikipedii, Weir rozwijała warsztat publikując książki popularnonaukowe i czuć to w tej powieści – zwłaszcza w pierwszych dwóch częściach, bardziej niż klasyczną powieść historyczną, czyta się ją jak fabularyzowany dokument, bardziej napisany zgodnie z zasadą „tell, don’t show” zamiast "show, don't tell". W kategorii „dramatyzm”, powieść Weir przegrywa z Kochanicami króla Philippy Gregory oraz większością filmów i seriali opowiadających o związku Henryka VIII i Anny Boleyn.

Druga kwestia to podejście do faktów historycznych. Weir wykonała solidny research i możliwie wiernie przedstawiła wydarzenia, ale w paru przypadkach jej licentia poetica wzbudza wątpliwości. Najbardziej zdziwiło mnie, że dwa wątki – przedstawienie Marii Boleyn (siostry Anny, kochanki zarówno Franciszka I Walezjusza, jak i Henryka VIII) jako niewinnej leliji, oraz sportretowanie Jane Boleyn (szwagierki królowej) jako ogarniętej chorobliwą zazdrością sekutnicy, która przyczyniła się do upadku rodu Boleynów – autorka zerżnęła od powszechnie krytykowanej za ahistoryczność Philippy Gregory, gdy spokojnie mogła je rozpisać inaczej. Wątpliwe wydały mi się również wątki szóstego paznokcia Anny (Piętno czarownicy? Może zaakceptowałabym ten plot device, gdyby autorka sama nie zapomniała o nim w kluczowym momencie) oraz zakazanego uczucia Boleynówny do dworzanina Henry’ego Norrisa, przy czym ów wątek uczuciowy był zwyczajnie idiotyczny – jak w XIX-wiecznych romansach dla pensjonarek, Anna i Norris wymienili parę powłóczystych spojrzeń i już, miłoźdź na wieki xD I żeby było jasne, wiem doskonale, że w powieści historycznej trudno obyć się bez pewnej dawki licentia poetica, jednak uważam za srogą hipokryzję ze strony wannabe redditowych historyków, że za ubarwianie faktów Philippę Gregory odsądzają od czci i wiary, a Alison Weir wynoszą na piedestał.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość

w Książki

22piorunów

1001 + 1 = 1002

Tytuł: Triumf chaosu

Autor: Robert Jordan

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788382023183

Liczba stron: 1264

Ocena: 7/10

Jakoś to czytanie leci, a ten tom był w sumie lepszy od poprzedniego, ale nie będę meandrował i przybliżał zawiłości fabuły, bo od tego specem jest właśnie Jordan, a raczej przejdę do omawiania elementów, które w jakiś sposób zwróciły na siebie moją uwagę.

Choć zarówno Rand, jak i Mat niezmiennie nie chcą pogodzić się ze swoim losem wybrańca większego i mniejszego kalibru, obaj robią to, co nakazało im przeznaczenie; Smok z bólem serca dźwiga brzemię odpowiedzialności za losy świata, a Mat raz po raz przeklina swoje przewrotne szczęście i nieustępliwość, które każą mu pchać się w największe i jednocześnie najistotniejsze kabały. Rand - i poniekąd również Perrin - ma bardzo dziwny, niesprawiedliwy światopogląd: opłakuje każdą pojedynczą kobietę, która zginie w jego obronie lub po prostu obecności, natomiast w przypadku mężczyzn to po prostu naturalna kolej rzeczy. Kisi w sobie rozpacz po śmierci każdej wojowniczki, usiłuje zapamiętać imiona wszystkich, które zginęły pod jego sztandarem, nie jest w stanie nawet myśleć o odebraniu życia kobiecie bezpośrednio zagrażającej jego własnemu, ale faceci to po prostu statystyka.

Miało tu miejsce kilka epokowych wręcz wydarzeń, część z nich, chcąc, nie chcąc, wydaje się po prostu głupia i irracjonalna, ale jak zwykle trzeba zaznaczyć, że tak to się prezentuje w momencie czytania, a czy za 3000 stron coś z tego wyniknie i autor wszystko zgrabnie uzasadni - zobaczymy. Dziewczyny, pomimo swej krnąbrności, tkają coraz to drobniejsze układziki w układach oraz zajmują się ww. ważkimi sprawami, i nawet jeżeli przeważnie to zwykłe lanie wody, tak okazjonalnie trafiają się świetne fragmenty z akcją - jakby to powiedział Lambert - gęstą jak mleko. W jednej ze scen, która akcji gęstej nie miała, a i tak wywołała uśmieszek, Nyaneve stwierdza, że nie spocznie ze staraniami i badaniami, dopóki nie Uzdrowi kogoś nieżyjącego od trzech dni. Bo wiecie.

Dziewczyny naturalnie panoszą się, gdzie tylko postawią stopę, zjadają wszystkie rozumy i pomiatają starymi, dobrymi, bogu ducha winnymi towarzyszami. Na szczęście Mat we wspaniały sposób nie daje sobie w kaszę dmuchać i temperuje te bezczelne baby i ich wyniosły sposób bycia. Na nieszczęście do czasu, choć jestem dobrej myśli. Mamy jeszcze Min, stanowiącą ostoję normalności w morzu przebodźcowanych i przeświadczonych o własnej wyższości jędz.

Perrin wreszcie, choć w tak czy siak niewielkim stopniu, pokazuje swoją brodatą gębę po zerowej obecności w poprzedniej książce - ogólnie następuje sporo spotkań po długich miesiącach. A nawet jeżeli Loiala jest tu jeszcze mniej - nad czym niezmiernie ubolewam - tak co nieco się wokół niego zadziało - odrobina dynamiki wokół postaci niespiesznego wielkoluda. Faile natomiast pod żadnym pozorem nie zamierza podreperować swojego toksycznego obrazu - dąsa się na Perrina właściwie bez powodu, a zazdrość wprowadza na wyższy, małostkowy poziom. Absolutnie okropna postać i w sumie wolałbym, żeby taka została, a nie zamieniła się z czasem w anielicę.

Ostatnie rozdziały obrały nieoczekiwanie dosyć brutalne tory, zarówno pod względem eksploatacji psychiki bohaterów, jak i stanu fizycznego większości zaangażowanych. Jedna scena wielkiej bitwy pojechała zupełnie po bandzie i w sumie to mnie w tej serii fascynuje - przez dosłownie 99% książki mamy woalowanie i półśrodki, może raz na 10 stron wspomni się o rowku między piersiami, ale w tym 1% bezpośredniość wali obuchem w łeb.

Umiłowanie Jordana do wprowadzania nowych postaci w losowym akapicie w środku książki, następnie poświęcanie im fragmentu rozdziału 2000 stron później, by po 3 tomach coś z tego wyniknęło jest doprawdy irytujące. Za każdym razem, gdy coś takiego ma miejsce, często nie pamiętam, o kim właściwie czytam.

Gruba ryba0piorunów

muszę kiedyś do tego wrócić.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Autorytet

w Książki

22piorunów

1000 + 1 = 1001

Tytuł: Archaon Wszechwybraniec

Autor: Rob Sanders

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

ISBN: 978-83-8232-115-9

Liczba stron: 368

Ocena: 8/10
Ilość tekstu:
1 książka Cop Corp = 3 książki Fabryki słów !

Generalnie znam Świat tylko z WFRP ed.1

Więc

Ale to dobre, jeśli ktoś chce czytać ponad 350 stron o czystym żle, abominacjach i spaczeniach - polecam

Syf, zgnilizna, mięso, chciwość, wylewa się z książki

GURU

w Książki

38piorunów

999 + 1 = 1000

Tytuł: Chrobot. Życie najzwyklejszych ludzi świata

Autor: Tomek Michniewicz

Kategoria: reportaż

Format: ebook

Liczba stron: 450

Ocena: 9/10

Prywatny licznik: 18/10

"Siedem podróży w czasie. A ponieważ czas dany nam jest jako pamięć, będzie to siedem podróży przez siedem pamięci siedmiu zwykłych ludzi. Niby ten sam świat i te same czasy, ale widziane z różnych perspektyw – mieszkańca Ugandy, USA, Kolumbii, Indii, Finlandii, Zimbabwe i Japonii.

Siedem opowieści zwykłych ludzi o problemach, wyzwaniach, szansach i możliwościach. Ich zestawienie uświadamia, jak wiele zależy od tego, czy miało się szczęście urodzić się tu, a nie gdzieś indziej.

Siedem ludzkich historii i jedna próba odpowiedzi na pytanie, po co to wszystko."

Baardzo fajna pozycja. Co chwile przeplatanie historiami siedmiu "szarych" ludzi z różnych miejsc na świecie. Bardzo dobrze się czytało, ciekawie obserwuje się takie zestawienie.

Na mały minus wtrącenia autora odnośnie "złego" działania systemu. Nie pasowało mi to tutaj. W mojej opinii, samo czytanie tych różnych "żyć" skłania wystarczająco do refleksji.

Pokaż więcej komentarzy (5)

GURU

w Książki

25piorunów

998 + 1 = 999

Tytuł: Śmierć pięknych saren

Autor: Ota Pavel

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Stara Szkoła

Format: książka papierowa

ISBN: 9788366013599

Liczba stron: 256

Ocena: 3/10

Prywatny licznik: 17/10

Książka o łowieniu ryb

Nie wiem co mogę powiedzieć. Książka mnie turbo wynudziła.

Sięgnęłam po nią, gdyż wpadła na pierwszy wybór w nowo lokalnym klubie czytelniczym. Pierwsza połowa była całkiem okej - autor z perspektywy dzieciństwa opowiada dosyć zabawne historyjki z jego ojcem w roli głównej. Natomiast w drugiej części są głównie jego opowieści na których tak mi myśli uciekały z nudów że co chwilę łapałam się na tym że nie pamiętałam co czytam. Bardzo mało czytam literatury pięknej, więc może dlatego nie potrafiłam zauważyć w tej pozycji tego czegoś.

Osobiście nie polecam. Dawno tak nie męczyło mnie czytanie.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU

w Książki

23piorunów

997 + 1 = 998

Tytuł: The Norwegian Method Applied: Threshold Training and Intensity Control for Faster, More Durable Running at Every Level

Autor: Marius Bakken

Kategoria: inne

Format: książka papierowa

Liczba stron: 328

Ocena: 10/10

Prywatny licznik: 16/10

Co mogę powiedzieć - istne mięso treningowe pod bieganie. Norweska szkoła, która kładzie mocny nacisk na bieganie podprogowe. Multum konkretów i wiedzy - kupiło mnie to. Będę wracała do niej, nie raz.

Double threshold, nadchodzę

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU

w Książki

30piorunów

996 + 1 = 997

Ten nr to kłopoty

Tytuł: Bogaty ojciec, biedny ojciec

Autor: Robert T. Kiyosaki

Kategoria: biznes, finanse

Format: ebook

Ocena: 6/10

Prywatny licznik: 15/30

"Bogaty ojciec, biedny ojciec – czyli czego bogaci uczą swoje dzieci na temat pieniędzy i o czym nie wiedzą biedni i średnia klasa – od kilku lat utrzymuje się na szczycie światowych bestsellerów biznesu. Autor, Robert Kiyosaki, otwiera nam oczy na świat, jakiego nie poznamy w szkole czy na studiach. Współczesna edukacja przygotowuje dzieci i młodzież do życia w świecie, który tak naprawdę już nie istnieje."

Taka o pozycja dla osób które chcą zacząć bardziej się uświadamiać na temat finansów osobistych. Uważam, że nie wszystkie rady można przełożyć na dzisiejsze istnienie, widać że książka jest nastawiona do czytelnia z USA z lat 90-00. Natomiast do załapania niektórych wartości jak najbardziej spoko. Uważam, że każdy może z niej wyciągnąć coś dla siebie. Przyjemnie mi się czytało.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider6piorunów

@Trypsyna

Bogaty ojciec, biedny ojciec

ooo, to ten absolutny hit dosłownie każdego MLM i wciskania ściem i bajeczek, żeby naciągać ludzi

Gruba ryba0piorunów

To jest książka typu chcę się czegoś dowiedzieć o finansach ale z tej się nic nie dowiem poza ogólnymi frazesami jeśli dobrze pamiętam... Do tego sam autor zbankrutował chyba xd (no a mógł pożyczyć kasę od bogatego ojca hehe)

Czytałem ją dawno i nie ironicznie ale z biegiem jak zapoznałem się z tym co było dookola niej i porównałem z innymi entry to trochę stek banałów był, chociaż już tak dobrze nie pamiętam.

Pokaż więcej komentarzy (18)

Gruba ryba

w Książki

25piorunów

995 + 1 = 996

Tytuł: Garro

Autor: James Swallow

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 456

Ocena: 6/10

“Nazywam się Nathaniel Garro [...] i jestem jednoosobowym Legionem.”

XLII część cyklu Herezja Horusa

Po wydarzeniach kończących “Ucieczkę Eisensteina” Nathaniel Garro będąc zdrajcą swego legionu, a jednocześnie lojalnym sługą Imperium pozostaje w areszcie w Cytadeli Somnus. Pewnego dnia odwiedza go Malcador Pieczętnik z ofertą nie do odrzucenia.

Z jednej strony miałem frajdę. Nathaniel Garro był kluczową i jedną z lepszych postaci tomów III i IV, wiernym psem, którego nie sposób nie lubić. Podzielam sentyment, naprawdę, w końcu dlatego kupiłem tą książkę. Garro jest bardziej ludzki niż większość Astartes, ma wątpliwości, zadaje pytania. Ponadto w trochę niedorzeczny i przewidywalny, ale też wspaniale melodramatyczny sposób powrócił inny spośród najważniejszych bohaterów cyklu (Cerberus ).

Z drugiej strony, momentami czułem zażenowanie. To jest w znacznej części napisane po prostu źle. Książka jest niespójna, nie tworzy jednej całości, a składa się jakby z kilku oddzielnych opowiadań połączonych jedynie osobą Nathaniela. Niektóre z opowiadań są infantylne, a ton wypowiedzi jakby skierowany do dzieci. Na przykład w pewnym momencie Garro prowadzi coś na kształt śledztwa, a autor zamiast zbudować napięcie i potrzymać czytelnika w niepewności, to z jakiegoś powodu poczuł się zobowiązany wytłumaczyć każdy poczyniony przez bohaterów krok. Do tego dochodzą mikro-streszczenia przeszłych wydarzeń z innych książek oraz poprzednich rozdziałów. Zdarzają się też rażące dziury logiczne (np. nikogo nie dziwi, że zwykli ludzie przeżyli miesiące pod gruzami zbombardowanego miasta). W posłowiu autor wyjaśnia, że część opowieści powstała początkowo jako słuchowisko, co wyjaśnia poniekąd uproszczenia i dziury, ale mimo wszystko nie powinno to trafić do druku w takiej formie.

Finalnie jednak powieść ratuje ostatnia z trzech części na jakie ją podzielono. Ku mojemu zaskoczeniu pozbawiona jest ona większości wymienionych wad i stanowi osobistą podróż Nathaniela Garro w poszukiwaniu głębszego celu swojej dalszej egzystencji.

Gruba ryba

w Książki

22piorunów

994 + 1 = 995

Tytuł: Critical Role: Vox Machina Początek, tom 1

Autor: Matthew Mercer, Matthew Colville, Olivia Samson, Chris Northrop

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Kboom

Format: książka papierowa

ISBN: 9788396808226

Liczba stron: 168

Ocena: 4/10

Lubię serialową „Vox Machinę”, więc skuszony dobrymi ocenami postanowiłem na próbę kupić pierwszy tom komiksu. I niestety żałuję.

Zacznę od tego, że rysowniczka nie popisała się talentem. Kobiece twarze są tragiczne i przypominają męskie. W szczególności Keyleth została bardzo pokrzywdzona. Nie czepiam się za to, że bohaterowie niezbyt przypominają tych z animacji, ponieważ komiksy powstały przed serialem.

Jednakże nie ma co ukrywać, że na tle produkcji z Amazon Prime'a komiks wypada naprawdę blado. Także fabularnie.

Nie oczekiwałem epickiej przygody, zresztą nie za bardzo za takimi przepadam, tym bardziej, że to początki ekipy. Ale tak jak w sesjach RPG, w których brałem udział, nie lubiłem zbiegów okoliczności, że akurat postacie graczy trafili w to samo miejsce, tak nie spodobało mi się, że akurat większość ekipy znalazła się w tym samym czasie w tym samym mieście. Wiadomo, w komiksie w założeniach stanowiącym zamkniętą historię jest zbyt mało miejsca na taką fabułę, więc można powiedzieć, że czepiam się dla samego czepiania.

Jak zawsze doceniłem puszczanie oczka do czytelnika, że to tak naprawdę sesja RPG, podobnie kilkukrotnie zaśmiałem się z tekstów Scanlana. Problem w tym, że aktorzy głosowi w animacji robią sporo roboty grą głosem (99,9% zabawności Groga). Z wiadomych powodów nie da się oddać tego w komiksie, więc to kolejne pole, na którym zawiodłem się jak fan ekranizacji przygód Vox Machiny.

Może moja ocena byłaby wyższa, gdybym najpierw przeczytał komiks, a potem obejrzał animację, no ale cóż.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk4piorunów

No i pozamiatane. Właśnie jestem w trakcie oglądania serialu, i przeszło mi przez myśl, by ogarnąć komiks, ale już sama okłada (różnice postaci w animacji i w komiksie) mnie zniechęca

Osobistość1piorunów

@cyberpunkowy_neuromantyk już ciałem napisać
mi ta kreska siedzi bardziej niż serialowa :P

ale zgooglałem kilka kart z środka i no średnio to wygląda XD

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Książki

20piorunów

993 + 1 = 994

Tytuł: Królestwo

Autor: Szczepan Twardoch

Kategoria: literatura piękna

Ocena: 8/10

*

Spitfire to jest jednoosobowy myśliwiec – powiedział głucho.

Pierwszą i najwyraźniejszą myślą, jaka przyszła mi do głowy po drugiej lekturze Królestwa pana Twardocha było to, że autor (a bardzo jego twórczość sobie cenię i czytałem sporo) napisał przecież (choć kilka lat po Królestwie) taką książkę, świetną zresztą, pod tytułem Powiedzmy, że Piontek, która była pewnego rodzaju eksperymentem literackim, a wzięła się ponoć (jeśli nie tylko dobrze zapamiętałem, ale i prawidłowo zrozumiałem, co pan Twardoch mówił w wywiadach) z pomysłu, żeby tego samego bohatera umieścić w różnych okolicznościach i zobaczyć co z tego wyjdzie. Tyle że, tak mi się wydaje, pan |Twardoch coś takiego już wcześniej zrobił (choć może z mniejszym rozmachem), a takim bohaterem był właśnie Jakub Szapiro. Przecież Jakub Szapiro, który w Królu razem z Kumem Kaplicą trząsł w roku 1937 częścią Warszawy, to ten sam Jakub Szapiro, który w roku 1939 trafił do 21 Pułku Piechoty „Dzieci Warszawy”. Bohater więc ten sam, ale nie taki sam, bo okoliczności inne. Nie wspominając już o tym, co z Jakubem Szapiro stało się później.

Ale Królestwo to książka mniej o Jakubie Szapirze niż Król. Królestwo to książka właśnie o królestwie, którego królem miał być Jakub Szapiro i nawet był, tyle że niedługo, przez dwadzieścia trzy miesiące zaledwie, bo później przyszedł Führer (choć nieosobiście) i królowanie się skończyło, bo inne rządy się zaczęły.

Niesamowicie podobały mi się w tej książce dwie rzeczy – po pierwsze znów nieoczywisty wybór narratora (narratorów), choć wybór zupełnie inny niż w Królu, tam chyba jednak był lepszy, po drugie te „poboczne” opowieści, szczególnie historie Jorga Konopki i Mirona Maslanczuka, zresztą ja zawsze jestem pod wrażeniem tego, jak szerokie jest spojrzenie na to samo nie tylko w różnych książkach autora, ale nawet w obrębie jednej.

Królestwo jest zupełnie inne niż Król, napisane jest zupełnie inaczej. Nie ma w nim aż tak porywającej fabuły, w zasadzie główna linia fabularna to tylko kilka wydarzeń, a większość tego, co w tej książce ważne, dzieje się jakby obok tej fabuły. Choć niezmiernie urzeka mnie to, jak ta książka napisana jest w kwestiach językowych, choć są w niej elementy, które mnie zachwycają literacko, jak choćby powracające jak refren twierdzenie o nieistnieniu Boga, choć wreszcie immersyjność tej książki jest, mimo tego, że przeczytałem ją przecież osobiście, dla mnie wręcz niewiarygodna, to jednak tym razem to Król podobał mi się dużo bardziej niż Królestwo, a za pierwszym razem było zupełnie odwrotnie. Z czego to wynika – nie mam pojęcia, tak po prostu było. Może nie ma w tym żadnego sensu?

Lider

w Książki

29piorunów

992 + 1 = 993

Tytuł: Czerwony Świt

Autor: Pierce Brown

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: ebook

ISBN: 9788367793926

Liczba stron: 448

Ocena: 5/10

To jedna z tych książek, wobec których miałem ogromne oczekiwania. Przez lata słyszałem, że to jedna z najciekawszych współczesnych serii science fiction, pełna intryg, brutalnej walki o władzę i rozbudowanego świata przyszłości. Tym większe było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że zamiast historii o kolonizacji Układu Słonecznego i zderzeniu klas społecznych, dostałem coś, co przez dużą część książki przypomina połączenie Igrzysk śmierci z młodzieżową powieścią o rywalizacji w mrocznej akademii.

Fabuła przedstawia świat przyszłości podzielony na kolory odpowiadające społecznym kastom. Darrow należy do najniższej z nich - Czerwonych i wierzy, że jego ciężka praca pomaga przygotować Marsa dla przyszłych pokoleń ludzi. Gdy odkrywa prawdę o świecie, w którym żyje, zostaje wciągnięty w plan obalenia istniejącego porządku. Punkt wyjścia jest naprawdę świetny. Konflikt klasowy, manipulacja społeczeństwem, kolonizacja planet i walka z systemem wydają się idealnymi składnikami historii, która powinna trafić w mój gust.

Problem polega na tym, że książka bardzo szybko porzuca najciekawsze elementy własnego świata. Zamiast eksplorować Marsa, strukturę społeczną czy funkcjonowanie międzyplanetarnej cywilizacji, autor zamyka bohaterów w specyficznej grze przypominającej szkolenie przyszłych elit. I właśnie wtedy moje zainteresowanie zaczęło stopniowo spadać.

Największym zawodem było dla mnie samo uniwersum. Nie dlatego, że jest źle wymyślone - wręcz przeciwnie. Jest pełne interesujących pomysłów. Problem w tym, że przez większość książki mam wrażenie, że oglądam je przez dziurkę od klucza. Chciałem dowiedzieć się więcej o tym świecie, jego historii, polityce i funkcjonowaniu społeczeństwa. Zamiast tego dostałem rywalizację grup nastolatków i kolejne konflikty między bohaterami. A trochę na to liczyłem sięgając po 1 tom serii. Może się ten świat przede mną lepiej otworzy w kolejnych tomach, tylko na ten moment nie mam ochoty po nie sięgać.

Nie pomogli mi również sami bohaterowie. Darrow jest skuteczny i zdeterminowany, ale trudno było mi się z nim emocjonalnie związać. Wiele postaci sprawiało wrażenie bardziej archetypów niż pełnoprawnych ludzi. Część relacji rozwija się bardzo szybko, a niektóre zwroty akcji wydają się podporządkowane tempu fabuły bardziej niż logice postaci. Dużo jest też ściemniania i podstępów, za którymi nie przepadam, bo gdy bohaterowie zaczynają grać kogoś innego (na potrzeby sytuacji), to trudno mi złapać, jacy na prawdę są.

Nie oznacza to jednak, że książka jest zła. Brown potrafi pisać dynamicznie. Tempo jest wysokie, rozdziały krótkie, a historia skutecznie zachęca do przeczytania kolejnego fragmentu. Jeśli ktoś szuka szybkiej, brutalnej i pełnej rywalizacji historii, prawdopodobnie będzie zadowolony.

Ale ja liczyłem na coś podobnego do Cosmere Sandersona - powolnej, rozwleczonej historii, która mnie pochłonie na długie wieczory. Chciałem bardziej science fiction niż młodzieżowej rywalizacji. Bardziej eksploracji świata niż walki o pozycję w grupie. Bardziej Marsa niż kolejnej wariacji na temat „grupy młodych ludzi wrzuconych do śmiertelnej gry”.

Miała wjechać piękna pełna seria, ale chyba odpuszczę sobie już po 1 tomie :(

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość1piorunów

@WujekAlien podobno tom pierwszy pisał właściwie pod dyktando wydawcy, dlatego tyle tam uproszczeń dla fanów pośledniej literatury. Dopiero od drugiego tomu dali mu wolną rękę i wtedy seria rozwija skrzydła. Ludzie twierdzą, że warto podjąć decyzję dopiero po drugim tomie. Ale ja to wszystko tylko słyszałem, seria jeszcze przede mną, więc ten komentarz potraktuj jako drogowskaz.

Autorytet1piorunów

@WujekAlien ja na jutubie dużo o tej książce słyszałem to mówili dokładnie to samo - że pierwsza to jakieś genryczne ya typu igrzyska śmierci, a kolejne dużo lepsze.

GURU3piorunów

@WujekAlien w kolejnym tomie eksploruje to, czego ci brakowało, bo pośrednio lecimy w kosmos. Ogólnie co książkę świat będzie coraz bardziej rozbudowany i skomplikowany. Ogólnie siłą tej serii jest to, że im dalej, tym bardziej wszystko się komplikuje od strony moralnej.

Lider0piorunów

@Hilalum właśnie mnie to mocno zniechęciło, może nie na tyle, żeby przerwać czytanie, ale na tyle, żeby olać serię już bliżej. Na pewno wciągnę drugi tom, żeby dowiedzieć się, co dalej :) dzięki ;)

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

20piorunów

991 + 1 = 992

Tytuł: Wyspa

Autor: Jędrzej Pasierski

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: audiobook

Liczba stron: 344

Ocena: 5/10

Po kryminałach Jędrzeja Pasierskiego spodziewałem się czegoś więcej. "Wyspa" ma ciekawy punkt wyjścia, zamkniętą przestrzeń, grupę ludzi z własnymi sekretami i atmosferę odcięcia od świata, która aż prosi się o wykorzystanie. Niestety w moim przypadku ten potencjał nie przełożył się na równie angażującą historię.

Największym problemem okazali się bohaterowie. Trudno było mi się z nimi związać, a jeszcze trudniej któregokolwiek polubić. Oczywiście nie każdy protagonista musi być sympatyczny, ale dobrze, gdy jest przynajmniej interesujący. Tutaj przez dużą część książki miałem wrażenie, że obserwuję ludzi, których losy nie budzą we mnie większych emocji. A kiedy w kryminale przestaje obchodzić nas, co stanie się z bohaterami, sama zagadka często nie wystarcza, by utrzymać pełne zaangażowanie.

Sama intryga również nie porwała mnie tak, jak liczyłem. Autor stara się budować napięcie wokół tajemnic, niedopowiedzeń i relacji między postaciami, ale finał nie daje satysfakcji proporcjonalnej do czasu poświęconego na budowanie atmosfery. Kilka razy miałem poczucie, że historia zmierza do czegoś naprawdę dużego, tylko po to, by ostatecznie otrzymać rozwiązanie, które można podsumować wzruszeniem ramion i krótkim „meh”. Akcja dzieje się na wyspie, we Wrocławiu, a autor próbuje budować atmosferę zamknięcia, jakby odcięcia pod całego świata. A mówimy tu o fragmencie ponad 500 000 miasta.

Paradoksalnie najwięcej przyjemności dostarczył mi audiobook. Aktorzy głosowi wykonali bardzo dobrą pracę i to głównie dzięki nim dotrwałem do końca z zainteresowaniem. Mam jednak pewien problem z warstwą muzyczną. Momentami była tak dramatyczna, jakby za chwilę miał nastąpić przełomowy zwrot akcji, wielka konfrontacja dobra ze złem, albo odkrycie zmieniające wszystko, co do tej pory wiedzieliśmy. Tymczasem po tych muzycznych zapowiedziach często następowały sceny znacznie spokojniejsze, a czasem wręcz rozczarowująco zwyczajne. Efekt był taki, że ścieżka dźwiękowa obiecywała więcej emocji niż sama fabuła była w stanie dowieźć.

Nie jest to książka zła. Warsztatowo wszystko działa poprawnie, a sam pomysł na miejsce akcji i zamkniętą społeczność, ma swoje zalety. Problem polega na tym, że po zakończeniu zostało mi w pamięci głównie wrażenie niewykorzystanego potencjału.

To kryminał, który przez większość czasu zapowiada coś większego, niż ostatecznie dostarcza. Być może gdybym czytał go zamiast słuchać, ocena byłaby jeszcze niższa. Audiobook uratował tę historię przed całkowitą obojętnością, ale nie zdołał sprawić, żebym naprawdę przejął się jej bohaterami czy finałem.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Autorytet

w Książki

15piorunów

990 + 1 = 991

Tytuł: Księżniczka Marsa

Autor: Edgar Rice Burroughs

Tłumacz: Robert Fraś/AI xd

Kategoria: science fiction

Ocena 1/10

Przesłuchałem bo mi wyskoczyło na jutubie i cóż to była za przygoda.

https://www.youtube.com/watch?v=2FbojNtCVFs

Sam koncept jest fajny - chłop zasypia w jaskini na Ziemi, budzi się na Marsie i wplątuje w walki między wielkimi, brzydkimi zielonymi Marsjanami i wyglądającymi jak ludzie czerwonymi. Ale to koniec zalet.

Główny bohater John Carter jest wspaniały, idealny, najmoralniejszy, najmądrzejszy i najodważniejszy bo jest prawdziwym amerykańskim patriotą z Południa. Gdybyście zapomnieli to przypomni wam o tym średnio co pół strony, bo książkę czytamy z jego perspektywy, w formie dziennika. Co pół strony przypomni wam także, że każdy kto się od niego różni, czy to Indianin czy zielony kosmita, jest niemoralnym barbarzyńcą, dzikusem i śmieciem, którego on jeszcze nie ucywilizował, albo nie zabił. Irytujący megaloman przekonany o swojej zajebistości, będący tak naprawdę kompletną gnidą i bezmózgim, rasistowskim tępakiem. I to ma być według autora pozytywna postać, z którą się utożsamimy. xd A tytułowa księżniczka istnieje tylko po to żeby ganiała z gołym cycem i była ratowana przez naszego bohatera, w którym od razu się zakochała, bo to przecież baba.

Jest w książce jakaś fabuła, ale jest prowadzona chaotycznie. Raz autor rozwodzi się długo nad jakimiś bzdurnymi szczegółami, żeby potem urwać po chwili ciekawie zapowiadający się wątek. Po czym kilka stron przed końcem pojawia się z d⁎⁎y zupełnie nowy problem i zakończenie. xd

Napisane jest to prostackim stylem i nie sprawdza się nawet w kategorii 'tak głupie, że aż śmieszne'.

Co do tłumaczenia to dopiero po przesłuchaniu dowiedziałem się, że chłop tłumaczy AI i potem poprawia. Przy tym gniocie raczej to nie ma znaczenia, ale zniechęciło mnie to do reszty jego kanału.

Sum1piorunów

@Hilalum opis fabuły brzmi jak schemat typowego amerykańskiego heroic fantasy

Tytan1piorunów

@Telezajaczek Coś w tym jest. Aczkolwiek - trzeba pamiętać że to zostało napisane w 1911 roku, a nadal czyta się nieźle. A taki Howard ze swoimi Kane'ami i Conanami to wystartował dopiero w latach '50.

Sum0piorunów

@Xavy w latach '30, Howard popełnił samobójstwo w '36.

Ale faktem jest, że tak do lat 80-90, SF i fantastyka dość często (zdecydowanie zbyt często) korzystały ze schematów Księżniczki Marsa i Conanów, że przybywa Gary Stu, robi rozpierdol jako one man army, a główna żeńska postać jest typową damulką w opałach.

Potem ten schemat przeszedł do kina akcji.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Autorytet

w Hydepark

18piorunów

989 + 1 = 990

Tytuł: Fat City

Autor: Leonard Gardner

Tłumacz: Tomasz Antosiewicz

Kategoria: powieść sportowo-menelska

Ocena 3/10

Książka o dwóch amatorskich bokserach i amerykańskiej biedzie w smutnym jak p⁎⁎da, prowincjonalnym mieście. Billy miał żonę i nieźle zapowiadającą się karierę, ale dostał parę razy z rzędu po mordzie i teraz ma 29 lat, flaszkę i depresję. Kiedy po długiej przerwie idzie na siłownię spotyka tam młodego Erniego. Dostaje od niego po mordzie, mówi mu jaki to ma potencjał i Ernie zaczyna boksować żeby uciec od swojego smętnego życia. Skończy jak Billy? Może tak a może nie.

Jest tu parę bardzo dobrych opisów walk bokserskich, parę dobrych, naturalnych dialogów, ale reszta książki to jedno wielkie nic. Nudna, szczątkowa fabuła sklecona z wtórnych, zużytych motywów i prowadząca donikąd, plus nieciekawi, jednowymiarowi bohaterowie, którzy całą książkę smęcą i nie doświadczają żadnego rozwoju. I standardowa amerykańska bieda - picie w spelunach, mieszkanie w tanim motelu, ruchanie menelicy, praca dorywcza na farmach itd.

Podobno to jakieś wielkie arcydzieło, ale ja jakoś tego nie zauważyłem.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Dyskusje

32piorunów

988 + 1 = 989

Tytuł: Rycerz Siedmiu Królestw

Autor: George R.R. Martin

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Format: książka papierowa

ISBN: 9788383357768

Liczba stron: 412

Ocena: 9/10

A CHCESZ W UCHO?

Ach jak ten Martin potrafi tworzyć postaci! Miałam do czynienia z trzema jego dziełami z świata Westeros. Saga była pisana bardzo szczegółowo, mocno się skupiała na przemyśleniach i emocjach bohaterow, bo jakby nie patrzeć to właśnie emocje były głównym kołem napędowym wydarzeń tej powieści. Ród smoka, był pisany w formie kroniki, co dawało odbiorcy dodatkowa zabawę w interpretacje wydarzeń, które były pisane przez kronikarzy na usługach różnych króli, a wiadomo jak to jest z kronikarzami;)

No i w końcu rycerz siedmiu królestw, który styl prowadzenia historii bardzo przypominał mi bajkę, a śmiem się nawet posunąć do tego, że czułam się trochę jakby pisał to nasz kochany Sapek xd Bardzo szybko pochlanelam ta książka, często czytałam ją aż do bólu oczu, tak wciągające są to opowiadania. Wielokrotnie zaśmiałam się nagłos, zwłaszcza czytając docinki między Dankiem, a Jajem. Chemia między tymi bohaterami jest niesamowita(swoją drogą serial bardzo dobrze to ujął). Sama zaczęłam mówić do swojego lubego "a chcesz w ucho?" jak mnie zdenerwuje xd

Można by rzec, że fabuła jest trochę nawina bo coby nie było wiemy, że głównemu bohaterowi nic się nie stanie, a przynajmniej do momentu aż zostanie lordem dowódcą - ale to właśnie jest jedną z głównych zalet tej książki, pewna forma bajkowości, gdzie główny bohater zawsze przetrwa największe trudny.

Bardzo podoba mi się to jak główny bohater sam o sobie w myślach mówi, że jest głupi. Jednak morałem tej "bajki" jest to, ze to nie głupota, a dobro nim kieruje co poniekąd jest pewnym rodzajem ułomności - bycie dobrym w świecie pełnym zła. Pozornie wzrost wyróżnia głównego bohatera na tyle, że gdzie się nie pojawi tam ktoś zwraca na niego uwagę, ale to nie chodzi o wzrot tylko o jego szlachetność, która jest na tyle dziwna i niespotykaną w świecie przedstawionym, że przykuwa uwagę niczym spotkanie białego Jelenia w lesie - piękny i majestatyczny widok, ale co z tego skoro to właśnie wyjątkowe umaszczenie jest zgubą zwierzęcia, które je posiada, gdyż ciężko mi się wtopić w otoczenie. To samo tyczy się Danka, jego dobre i czyste podejście do życia niepozwala mu się wtopić w otoczenie, przez co ciągle wpada kłopoty, o które nigdy sam nie prosi.

Podsumowując bardzo polecam, podejrzewam że kiedyś jeszcze wrócę do tej książki ponieważ tak dobrze mi się ja czytało, dzięki czemu dała mi ona bardzo dużo relaksu i eskapizmu, którego w ostatnim czasie mi brakowało.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Gruba ryba

w Książki

24piorunów

987 + 1 = 988

Tytuł: Szramy

Autor: Chris Wraight

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Copernicus Corporation

Format: książka papierowa

Liczba stron: 456

Ocena: 8/10

“Bogowie domagają się rozrywki. Domagają się rywalizacji i próby. Nie wolno nam pozwolić na pokonanie naszych własnych demonów, bo wtedy zrobiłoby się nudno, zaś nuda jest jedynym, czego lękają się wieczni.”

XXVIII część cyklu Herezja Horusa

W końcu coś o legionie, którego nie było dotąd wcale. Białe Szramy są bliskie ukończenia kampanii w odległym systemie Chondax. Odcięty od reszty Imperium przez burze osnowy V Legion nie jest świadom wydarzeń, które wstrząsnęły galaktyką. Jak zareagują na wieści o Isstvanie i Prospero? Po której ze stron opowie się Jaghatai Khan?

Tak właśnie powinno się pisać o legionie, a nie jak te wypociny o Coraxie. Autor przedstawił wszystkie kluczowe elementy: czym wyróżniają się Szramy na tle pozostałych legionów, jakie mają zwyczaje, jakie panują stosunki wewnątrz organizacji, co myślą o swoim prymarsze, jak postrzegają innych i jak sami są postrzegani.

Książka zawiera wszystko w odpowiednich proporcjach: dobrze napisane postaci (najbardziej spodobał mi się Yesugei), umiejętnie podtrzymywane poczucie niepewności, podstęp (ciekawe zagrywki Legionu Alpha), intrygi mające na celu stworzenie wewnętrznych podziałów. Takiej typowej akcji w gruncie rzeczy jest niewiele, a sceny walk są dynamiczne lecz krótkie i wcale nie musiały dominować, bo opowieść była po prostu dobra i nie stanowiła tylko tła do ‘bolter porna‘. Po raz pierwszy (pomijając jedno opowiadanie) pokazana została potęga wojny informacyjnej.

To co tą pozycję szczególnie wyróżnia na tle serii, to znakomicie przedstawione nastroje i reakcje wielu grup i osób: reakcje lordów Terry na wydarzenia Isstvana, podłe samopoczucie Kosmicznych Wilków po Prospero, niepewność i niedowierzanie Khana na docierające sprzeczne wieści z Imperium.

Bardzo dobra książka, jedna z mocniejszych części cyklu.

Gruba ryba0piorunów

Po "Szramach" -> "Ścieżka niebios"

Po "Niezapamiętane Imperium" -> "Pharos"

Dodałem na następną listę zakupów.

Warto?

Bo to całkiem ciekawe wątki mi się wydały.

A teraz mam dylemat "Garro" czy "Mściwy Duch"

Pokaż więcej komentarzy (4)

Osobistość

w Komiksy

14piorunów

986 + 1 = 987

Tytuł: Trolle z Troy

Autor: Christophe’a Arleston

Kategoria: Komiks

Wydawnictwo: Egmont

Format: książka papierowa

Ocena: 9/10

Trolle z Troy (tytuł oryginału:Trolls de Troy) – francuska seria komiksowa z gatunku fantasy autorstwa Christophe’a Arlestona (scenariusz) i Jeana-Louisa Mouriera (rysunki), ukazująca się od 1997 nakładem wydawnictwa Soleil Production. Po polsku publikuje ją wydawnictwo Egmont Polska[1][2]. Seria Trolle z Troy jest powiązana fabularnie z seriami Lanfeust z Troy i Lanfeust w kosmosie.

Fabuła

Trolle są stworzeniami, które obok ludzi są głównymi istotami zamieszkującymi świat Troy. Są one największymi wrogami ludzi, ale jednocześnie odznaczają się dużym poczuciem humoru. Polują na smoki i ludzi i przyrządzają ich na różne sposoby. Jednak ludzie postanawiają wytępić trolle. Ytoll Tetram ze swoją przyrodnią córką Wahą, która jest człowiekiem sposobami próbują uratować swój gatunek.

Uwielbiam ten humor :smiley: Stanowczo nie dla dzieci, bardzo dużo ester eggów.

Gruba ryba

w Książki

20piorunów

985 + 1 = 986

Tytuł: Pustynia Tatarów

Autor: Dino Buzzati

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie

Format: ebook

Liczba stron: 170

Ocena: 7/10

“Wszyscy, moje dziecko, przyjechali tutaj przez pomyłkę [...] Większą czy mniejszą. Nawet ci, którzy zostali.”

Świeżo upieczony porucznik trafia na swój pierwszy posterunek - do odciętej od świata przygranicznej fortecy na obrzeżach pustyni. Szybko dostrzega pewien rodzaj odrętwienia i melancholii u stacjonujących w fortecy żołnierzy, których życie ogranicza się w znacznej mierze do monotonnej służby wartowniczej. Sam również zaczyna odczuwać samotność i wygnanie.

Z jednej strony jest to smutna refleksja o samotności, porzuconych ambicjach, wyrastaniu z młodzieńczego przekonania o byciu pępkiem wszechświata. Z drugiej strony koncepcja jest nieco kuriozalna - chłopiec przyzwyczajony do rozrywek i beztroski, użala się nad rutyną codzienności. Nie wiem, może trzeba było dołączyć do cyrku zamiast szkoły oficerskiej.

Początkowo chciałem napisać, że naiwna i nudna, ale kiedy już dałem się ponieść tej atmosferze oczekiwania, to nie mogłem się oderwać.