Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Hydepark Domyślna

Kategoria: Hydepark

  • 5753 członków
  • 253053 wpisy

Lider

w Hydepark

5piorunów

GURU0piorunów

czema bieda?

Koneser1piorunów

@Opornik 60 to slangowe określenie na donosicieli. Bodaj od jakiegoś artykułu z kodeksu karnego, szczegółów nie znam, ja praworządny. No w każdym razie przekreślona 60 nie oznacza tu bynajmniej zakazu przekraczania określonej prędkości, a raczej zawoalowane "śmierć konfidentom". Jako naszywka dla dzieci może zostać kupiona tylko przez ludzi spod znaku "pozdrowienia do więzienia", "śmierć wiślanskiej pani lekkich obyczajów" i tym podobnych.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Tytan

w Hydepark

2piorunów

Drugie i trzecie pokolenie migrantów bawi się we Francji :smiley:

Poprzedni post średnio się przyjął.

@peposlav te źródło lepsze? XD

https://youtu.be/H_KQ5mkPYWw?is=g_yqaR2vygWxvgbi

GURU1piorunów

@SciBearMonky Masz zamieszki w calym kraju, znajdujesz jakies ktore konkretnie pasuja pod teze, kolejne wielkie zwyciestwo.

Tresc drugiego i trzeciego pokolenia chlopow malorolonych.

Gruba ryba1piorunów

@SciBearMonky nie, musisz znaleźć typa co ma więcej wyświetleń, wtedy będzie lepsze źródło.

Gruba ryba0piorunów

@SciBearMonky Ale ja nie napisałem przecież, że fejk. Napisałem, że wrzucasz brudasa i się dziwisz reakcjom. Jakbyś wrzucił obsranego hindusa to by też była podobna reakcja. XD

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gruba ryba

w Hydepark

6piorunów

Pytanie do kolegów, czy i jesli tak to jak bardzo zauważyliście zmianę swojego podejścia do kobiet?

Sięgając pamięcią do swojego wieku 16-20 lat i pprownujac teraz 25 lat później zauważam bardzo duża zmianę :smiley:

Jako nastolatek i młody mężczyzna mógłbym sie określić jako feminista, obecnie zagorzały meninista:)

W pierwszej myśli miałem idee ze to efekt wychowania przez sfeminizowane szkolnictwo i ideały gentlemana w mediach, ale teraz wydaje mi sie ze to jest duzo bardziej banalne.

Będąc młody otaczalem sie naturalnie w większości dziewcząt i kobiet w swoim wieku. Młode, atrakcyjne, jeszcze trochę zagubione w świecie. Otaczanie ich opieka, traktowanie jak księżniczki wydawało sie naturalne, a postawa feministyczna mogła być strategia pozyskania względów (niezbyt skuteczna z perspektywy czasu widzę, oszukałem sie).

A teraz? Jak patrzę wokół siebie to widzę w większości stare, grube, nie zadbane, wredne baby, ktore nie maja niczego ciekawego do powiedzenia, wykonują mało wartościowe prace biurowe i myślą że są nie wiadomo jakim cudem. Szczerze to jak idę ulica i idzie taka gruba baba to specjalnie patrze w inna stronę.

Cały swiat zbudowali mężczyźni, jakbyśmy zniknęli to w ciągu 3-4 tygodni kobiety by wróciły do średniowiecza.

Dochodzę do wniosku ze facet który do kobiety nie czuje pociągu seksualnego to właściwie nie ma powodu żeby spędzać z nią czas. O czym tu gadac?

Zauwazyles zmiane z wiekiem w podejsciu do kobiet?

  • Nie, traktuje je tak samo jak zawsze32% (9 głosów)
  • Tak, traktuje je lepiej niz kiedys11% (3 głosy)
  • Tak, traktuje je gorzej niz kiedys36% (10 głosów)
  • To skomplikowane/jestem kobieta/tylko patrze na wyniki/op to waginosceptyk21% (6 głosów)

28 głosów

Osobistość3piorunów

Jak byłem młody to uganialem się za kobietami - nawet nie tyle z popędu co bo "tak trzeba", jako kopiowanie zachowań innych.
Po 25 zrozumiałem że normikiem nie jestem, nie byłem i nie będę i nie ma co kopiować tych zachowań, bo nie mam "nagrod/benefitów" z bycia w związku/wyższej pozycji społecznej. Zacząłem więc szukać o wiele bardziej pasywnie, tylko tych z którymi relacja miałaby sens.

Później okazało się że nawet z tymi z którymi relacja miałaby sens, to defacto sensu nie ma, po kilku miesiącach wchodzi rutyna, nuda a zostają obowiązki.
Więc z wybiciem 30stki stwierdziłem że relacje są nie dla mnie, jestem zbyt dużym piwniczakiem, a jeżeli psychika o coś woła to nie o partnerkę tylko o wyjście z nudy. To nuda jest problemem, partnerka byłaby plastrem który działałby na to tylko kilka miesięcy.

A na stopie koleżeńsko/przyjacielskiej - to słabe relacje z ojcem ciągnęły mnie bardziej ku znajomością z kobietami - nie przeszkadzała mi relacja w stylu "kolega gej" bo w sumie nie mam alternatyw - do typowo męskich środowisk nie pasuje a nie kojarzę męskich "nerdowskich" środowisk na żywo poza jakimiś planszowkami.

Z tym że z wiekiem zyskując większą świadomość pilnuje się by nie była to relacja z jednostronnymi korzyściami by nie być tamponem emocjonalnym i chłopcem na posyłki. "O czym tu gadać" - u mnie ciągnęło mnie podswiadomie do kobiet "specyficznych" z czasem okazało się że mozna to określić jako neuroatypowe - więc takie kobiety różnią się też w rozmowie od neurotypowych. Swojego czasu myślałem o nich jako o człowieku z ciałem kobiety i umysłem mężczyzny - ale niestety to tak do końca nie działa o ile nie jest to ciężka autystka.

Autorytet2piorunów

Zmieniłem na lepsze, ale to dlatego, że zmieniłem podejście do wszystkich - do każdego z osobna. Poddaję w wątpliwość moje oceny. Daję ludzim więcej życzliwości, bo każdy przeżył swoją historię, a jego zachowania są wynikiem doświadczeń. Każdy nosi w sobie jakieś mutacje genetyczne, choroby, traumy, spektra (dobrze odmieniam?) psychiczne.

Pokaż więcej komentarzy (14)

GURU

w Hydepark

15piorunów

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Hydepark

16piorunów

Idę przez parking pod supermarketem i stoi auto na dziwnych blachach.

Tablice węższe niż europejskie. Myślę USA - ale nie wygląda na wzór żadnego stanu, który bym kojarzył. Kanada? Kurde chyba kanada ale dziwne to jakieś. Kanada jak i USA mają blachy ciut wyższe a ta tak jakby pasuje w europejską ramkę tylko jest za wąska. WHAT THE FUCK. Poddaję się i w końcu sprawdzam w google - Wyspy Alandzkie.

Słyszeliście kiedykolwiek o Wyspach Alandzkich? Bo ja nigdy. A one leżą przy wybrzeżu Finlandii. Co ciekawe niby należą do Finlandii ale mają bardzo dużą i specyficzną autonomię.

Mieszka tam około 30 tysięcy ludzi. Mimo, że należą do Finlandii to większość mieszkańców mówi po szwedzku. Ich wyspy są terenem zdemilitaryzowanym. Wyspy nie należą do NATO mimo, że Finlandia jest członkiem NATO. Mimo, że wyspy też dołączyły do Unii Europejskiej to przepływ towarów z/do wyspy wymaga oclenia. Oficjalna waluta to euro ale też można płacić koronami szwedzkimi. Na wyspach mieszka około 64 polaków, 140 rosjan i 450 rumunów (uważajcie na portfele).

Tyle zbędnej wiedzy zebrałem tylko przez to, że rozglądałem się po parkingu pod sklepem na wschodnim mazowszu ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (3)

Kompan

w Hydepark

11piorunów

Znalazłem pracę jako programista w dzisiejszych czasach xD
W porównaniu z poprzednią firma to co się teraz dzisiaj z AI to jest szok. Już dostałem info ze over engineering nie istnieje i mam spędzać 95% czasu na planowaniu i architekturze, bo implementacja teraz to 10 minut z AI

Dobrze ze się udało wyjść z tego automotive sucha stopa

Lider

w Hydepark

7piorunów

Parskniesz śmiechem, a przynajmniej wypuścisz powietrze nosem nieco szybciej :)

Lider

w Hydepark

10piorunów

To musi być AI... Takie kobiety nie istnieją xD

trochę xD

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fenomen

w Hydepark

16piorunów

Pewnie punkowe z wczesnych lat '90

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fenomen

w Hydepark

17piorunów

Poniedziałek

Noc minęła spokojnie - na tej polanie było chyba nawet cieplej niż wczoraj na kempingu. Powoli namioty się otwierają, kuchenki grzeją wodę na kawę i kto tam co ma. Zginął nam nasz hasiok, czyli reklamówka na śmieci - J. twierdzi, że słyszał w nocy jakiegoś liska. No cóż, dołożymy swoją cegiełkę do lokalnego krajobrazu, bo niestety śmieci wywala się tu bezwstydnie gdzie bądź, taka postkomunistyczna mentalność.

Po śniadaniu niektórzy idą w las za drogę, co jest o tyle zabawne, że po chwili przejeżdża ciężarówką ekipa po drewno - musieli mieć niezły ubaw :grinning: Ja podziwiam swojego palucha, który po wczorajszej wywrotce codziennie zmienia kolory pod paznokciem.

Ruszamy podobnie jak wczoraj. Zjeżdżamy do miasteczka Берковица (Berkovica) i robimy kilka kółek w poszukiwaniu sklepu. Okazuje się, że jest mały ryneczek, z którego podziwiamy nasz dzisiejszy cel - górę Kom, sięgającą delikatnie ponad 2000 m n.p.m.

Po zakupach wpadamy od razu na TET, który prowadzi coraz węższymi uliczkami i od razu robi się gruby podjazd - kamienie, wyrwy i do tego wściekłe psy. A jeszcze nie wyjechaliśmy z miasteczka xD. Po chwili, już ponad ostatnimi dachami robi się trial, wszystko rozjeżdżone, muldy, koleiny, przeskakujemy wąziutkie, ale głęboko wyryte w suchej ziemi, koryta po tymczasowych rzeczkach. Jest ostro. Stajemy po jakimś czasie - K. mówi, że kiepsko się dzisiaj czuje i faktycznie wygląda słabo. Chwila dyskusji i postanawiamy spotkać się na dole. P. wraca z nim do asfaltu, a my, chwilowo we dwóch, powoli wspinamy się w górę.

Okazuje się, że jak tylko wjeżdżamy do lasu, to jest całkiem przyzwoicie - czasem gorzej, czasem lepiej. Stajemy na elektrolity, dogania nas P., następnie bez większych niespodzianek docieramy na połoniny. Tych widoków po prostu nie da się mieć dość. Pogoda znów nas rozpieszcza, widoczność chyba z 100 km dookoła. Droga się wije, niby jest bardziej płasko, ale i tak trzeba się mieć na baczności, bo dookoła pełno luźnych kamoli, z których niektóre są naprawdę spore.

W końcu ostry podjazd pod sam szczyt Kom. P. zaczyna udzielać mi rad, więc wiem, że będzie srogo. Jadę ostatni, staram się nie myśleć za dużo, w głowie tylko jedno: "trzymaj gaz, jak puścisz, to po tobie, trzymaj, choćby to miało być ostatnie, co zrobisz...". Niestety w połowie drogi wybijam się z koleiny i ląduję na boku.

P. wraca do mnie na piechotę, pomaga postawić moto na koła i proponuje, że wprowadzi je za mnie. Ok, trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść... On wsiada, ja pcham. Sprzęgło na ostatnich nogach, ale idzie - wściekle gryzie kamienie, nabiera prędkości i udaje się, staje na wypłaszczeniu. Idę do niego na piechotę jakieś 50 metrów i łapię potężną zadyszkę - tu nawet wejść jest ciężko! :grinning:

Zostały jeszcze dwa odcinki ostrego podjazdu. Chłopaki cisną pod górę, ja też wsiadam, czyszczę głowę ze zbędnych myśli, wzrokiem planuję trasę i ruszam. Motocykl na kamieniach tańczy jak narowisty koń, śmierć w oczach, ale trzymam gaz równo. Niestety w połowie tracę panowanie - wyrzuca mnie w bok, poza drogę, tam gdzie zbocze robi się naprawdę strome i skaliste, by po kilku metrach zamienić się w urwisko. Łapię sprzęgło, hamulec i leżę - na szczęście miękko, w jagodach.

Chłopaki zbiegają i na mój widok oddychają z ulgą. Myśleli, że już po mnie...

Co teraz? Pada propozycja, żeby zawrócić sprzęt i spróbować jeszcze raz z poprzedniego checkpointu, ale wiem, że nie jestem jeszcze na poziomie tej ścieżki, margines błędu wydaje mi się zbyt mały, więc oddaję kierownicę. Znów P. zjeżdża (a w zasadzie zsuwa się z małą lawiną kamieni) na dół, gdzie może nabrać prędkości, zawraca i ogień. Jak się stoi z boku, to wygląda na banalne, a nie jak walka o życie :neutral_face:

No cóż, kolejny spacer o kilka metrów w górę i obserwuję, jak P. na swoim Kove znów drapie się na sam szczyt. Ok, kamieni jakby mniej, widziałem przed chwilą, jak to się robi, więc teraz pójdzie łatwo, PRAWDA?

No to jazda, raz matka rodziła!

Rozbieg, dwója i gazu od.... Poszło! Tym razem, na sam szczyt, wjechałem o własnych (i kozy) siłach! Staję na płaskim, J. dociera zaraz za mną. Widzę bułgarską flagę na czubku przede mną i rozglądam się. Widoki są NIE-SA-MO-WI-TE. Nawet gdybym miał już teraz wracać do domu, to warto było przyjechać choćby dla tej jednej góry.

Oprócz konstrukcji z flagą jest też marmurowy kamień z jakimiś inskrypcjami i podobizną gościa, który wygląda dokładnie jak Stalin...

Jakieś 10 metrów poniżej szczytu stoi stół z ławeczkami. No to w tak pięknych okolicznościach przyrody robimy dłuższy popas: jemy, pijemy, dzwonimy, filmujemy, a J. puszcza drona. Musi uważać, bo gdy tylko słońce przykryją chmury, od razu zaczyna mocno dąć zimny wiatr.

No dobra, czas się zbierać, ale zauważamy flaka w Kovadle. No trudno, przynajmniej trafiło dzisiaj na J. - on ma opony bezdętkowe (tubeless), więc nie trzeba zdejmować koła. Pudełko, sznurki-makarony, klej, pompeczka - 20 minut i ruszamy w dół.

Ale skoro wjechało się grubo, to zjazd też jest srogi. Technicznie łatwiejszy, bo grawitacja pomaga - wystarczy się nie bać 😆 Ustalonym wcześniej szykiem - oni przodem, ja z tyłu, żeby ich nie spowalniać, a co jakiś czas czekają na mnie, żeby upewnić się, że żyję :grinning:

Połoniny przejeżdżamy elegancko, zaczyna się las i w pewnym momencie doganiam J. Pytam:

-Co jest?

-Pana.

Ech, znów stoimy.

Oglądamy gumę - ta sama dziura! Naszych sznurków nie widać, musiał trafić na kamień, który je po prostu wyrwał. Wyciągam zestaw, w międzyczasie wraca P., który nie mógł się nas doczekać z przodu. Kolejne łatanie, klejenie, pompowanie. Moja CFka, z racji gniazda zapalniczki, robi za elektrownię dla pompki :smiley: Nabieramy wprawy - 20 minut i po krzyku.

Zjeżdżamy w końcu na przełęcz Petrochan, która leży na wysokości bitwy pod Grunwaldem (1410 m n.p.m.). Jest tam już cywilizacja i jakiś zbiornik wodny - całkiem jak ten na górze Żar, tylko że betonowa niecka jest pusta, a panowie zamiatają dno :thinking_face:

Podjeżdżamy pod elegancki lokal o szumnej nazwie "Bistro", gdzie czeka na nas K. rozwalony jak panisko. Chyba dobrze mu zrobił odpoczynek. Zamawiamy obiadek, a po nim odkrywam wspaniały porcelanowy cud cywilizacji w eleganckiej komnacie dumania, jakiej wciąż nie doświadczyło dwóch na trzech mieszkańców Federacji Rosyjskiej. Spośród licznych zalet tego miejsca największą jest to, że nie oglądają cię pracownicy jadący po drewno do lasu, więc przez kilka chwil podziwiam sztukę glazurniczą w pełnym spokoju 😉

Pojedli, popili, czas się zbierać.

Jedziemy koło wspomnianego zbiornika, potem w górę. Nie ma ostrych podjazdów, ale ciągle utrzymujemy się powyżej 1500 m n.p.m. Teren miejscami mocno wymagający: głazy, progi, muldy, trochę lasu, aż nagle wypadamy na coś, co wygląda jak preria. Dookoła pagórki pokryte tylko wrzosami, ale w oddali widać, że jesteśmy na płaskowyżu - to wciąż Stara Płanina.

Jedzie się fantastycznie, czasem można nawet usiąść na parę sekund i dać odpocząć kręgosłupowi, ale miejscami zabawa przypomina czyste enduro :smiley: W jednym miejscu wyłania się kapitalny widok na miasteczka poniżej - postanawiamy zrobić foto grupowe.

Czasem gubimy drogę, ale zjeżdżamy w końcu do miasta Лакатник (Lakatnik). Wypadamy na równiutki, szeroki asfalt, ale nasz wzrok natychmiast przyciągają pionowe skały pnące się tuż obok drogi. Wyglądają obłędnie - jakbyśmy jechali w Wielkim Kanionie, tyle że z drzewami.

W miasteczku robimy zakupy na wieczór i poranek, po czym wywiązuje się dyskusja: tankować dzisiaj czy rano? Niestety najbliższa stacja jest 20 km stąd, w miejscowości Своге (Svoge), ale decydujemy się załatwić sprawę od razu.

Jazda asfaltem jest odświeżająca: nic nie skacze, przyczepność 100%, prędkość w zakrętach cieszy - aż przypomniały mi się stare wypady w Alpy.

Niestety dzwoni J. ... hat-trick, trzecia guma tego dnia, jeeeez! Kolejne 20 minut na poboczu - powoli myślę, że oni chyba po prostu nie umieją dobrze łatać xD

W końcu dojeżdżamy do Svoge. To miasto powiatowe, bloki, ruch, młodzież na chodnikach, jest stacja, paliwo zalane, po czym szybko wracamy (na kolanku 😉) w poszukiwaniu spokoju pod Lakatnickie Skały.

Odbijamy gdzieś w pole. Dróżka robi się coraz węższa, pozarastana, z dwóch śladów robi się jeden, drzewa i krzewy zwisają tak, że muszę się garbić za szybką, jakbym przejeżdżał przez zieloną bramę, by za chwilę skończyć się wspaniałą łąką z widokiem na skały. Tu się rozbijamy.

Wsuwamy kolację w resztkach światła, po czym rozpalamy małe ognisko i siedzimy przy nim, popijając kto co lubi i dłubiąc słonecznik.

Dzisiaj ekipa szybko się wykrusza. Przez dwa dni zrobiliśmy "tylko" 250 km, ale terenu nie da się porównać z asfaltem. Wszyscy solidnie dostali w kość, ale cali i zdrowi zbieramy się do spania.

Do jutra! :slightly_smiling_face:

Pokaż więcej komentarzy (7)