Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Wpis użytkownika NatenczasWojski w Hydepark

Gruba ryba

w Hydepark

80piorunów

Całe życie marzyłem żeby mieć duża firmę. Nie wiem skąd mi sie to wzięło ale zawsze jak zaczynałem jakiś biznes (kto pamięta ten wie ze miałem ich wiele) to kombinowałem jak go skalować, delegowac obowiązki i oczami wyobraźni juz widziałem wieżowiec z moim logo na dachu. Ale co dziwne nigdy nie marzyłem o wielkich pieniądzach, wręcz wstyd mi czasami było jak rodzina czy znajomi widzieli ze kupiłem sobie coś drogiego.

Bywało z tymi biznesami lepiej lub gorzej (w tym bankructwo), ale zawsze ten rozwój mnie jakos motywował. Nowe kursy, nowe kwalifikacje, nowe jeszcze większe kontrakty.

Od wkręcenia żarówki za 50zl (oh jak sie wtedy cieszyłem ze coś zarobiłem, pierwsza klientka w Polsce jak wróciłem z Anglii, bałem sie iść do obcej osoby do mieszkania) doszedlem w 7 lat do kontraktu gdzie sama robocizna była za prawie milion złotych.

Doszedłem, rozejrzałem sie i... tu nic nie ma. A właściwie jest ale sama ch⁎⁎⁎ia. Duże ryzyko, nerwy, problemy, wieczny stres a na końcu kasa... która tego w ogóle nie wynagradzala. Na tym kontrakcie zarobiłem jakieś 80 000zl. Ale trwał pół roku i stwierdziłem ze nie było warto, jak policzyć miesięczny zysk biorąc pod uwagę problemy i ryzyko.

Tyle mozna zarobić bez problemu sobie kręcąc małe robótki bez stresu, ryzyka i nieprzespanych nocy czy tygodnia sraczki nerwowej.

Kolejny kontrakt pod wodą. Jakieś 40-50 tys zł w plecy...

I coś we mnie pękło, może juz za stary jestem? Na ten stres i problemy. Marzylo mi sie tylko zeby wszyscy mi dali swiety spokoj. A może juz nie potrzebuje udowadniać swojej wartości co to ja nie osiągnąłem, jakie to kontrakty nie robiłem.

Zresztą juz widzę ze duży biznes to trzeba mieć do tego charakter. Trochę sie tego zacząłem uczyć ale nie wiem czy podobało mi sie w jakim kierunku to szło. Zawsze chciałem aby moje kontakty z ludźmi były mile, żeby obie strony były zadowolone i biznes był win-win. To się sprawdzało w małych prywatkach ale zupełnie nie jak pojawiała sie większa kasa i każdy każdego próbuje mniej lub bardziej wyruchac.

No i co dalej?

Zamykam spolki, rezygnuje z większości pracowników, zamykam biuro, zostawiam cześć biznesu która przynosi mi najwięcej zysku przy minimalnej pracy i postanowiłem iść na etat plus robić jakieś małe zlecenia...

Zawsze największy przeciwnik etatów a teraz sam idę. Chyba to życie zawsze chce udowodnić ze cokolwiek uważamy to będzie inaczej...

Idę na etat szeregowego pracownika technicznego, jak zobaczyli moje CV to pani aż sie jakala jakie to mają cudne benefity w tym korpo i jak wspaniale sie tam pracuje. Za 8000 zł brutto hehe. To ja swoim pracownikom lepiej place :smiley:

Ale zapłacą mi ZUS, odejdzie mi sporo kosztów a robota taka ze w nocy to sie śpi, a w dzień mozna jakieś prywatne rzeczy na kompie porobić.

W przyszłym tygodniu idę na rozmowę, oni to mnie chcą na pewno ale spróbuję przynajmniej na te 9000-9500 brutto wynegocjować.

Marnie ale co zrobić... życie... na starość w korpo skończę..

Komentarze (24)

GURU0piorunów

@NatenczasWojski Ja mam tak samo jak ty - co jakiś czas wymyślam jakiś biznes. Po czym w mojej głowie rozpisuję biznesplan, przeprowadzam symulację różnych scenariuszy, w tym oczywiście worst case w którym wszystko nie wypala i bankrutuję, po czym dochodzę do wniosku, że etat na którym jestem to jednak najlepsza opcja XD

Gruba ryba4piorunów

@NatenczasWojski pewne biznesy się po prostu słabo skalują. Generalnie jak robisz ludźmi, a nie maszynami lub technologią to szanse na skalowanie są niewielkie.

Druga rzecz - wiele osób nie dostrzega, że duży musi być droższy. Jak masz firmę powiedzmy na 50 fachowców/wykonawców i ona działa, bo ty wszystkiego perfekt pilnujesz, a pracownicy to widzą, to możesz robić zlecenia po X. Ale jak już to rośnie 10x i zamiast masz 500 fachowców/wykonawców to sam tego nie dopilnujesz na perfekt i efekt jest taki, że musisz zatrudnić ekstra 200 osób do administracji, żeby to działało perfekt i niestety nie masz gwarancji, że będzie działać perfekt. No i przy takiej strukturze ta cena nie może być X - tylko musi być 2X. A żeby to sprzedać za 2X to potrzebujesz kolejnych 200 osób do sprzedaży, marketingu, obsługi klienta i innych pierdół, więc ostatecznie powinieneś kalkulować 3X. Taki skok skali ma tylko sens, jeśli przy wzroście skali możesz wiele rzeczy zautomatyzować, zastąpić ludzi maszynami itp - bo bez tego koszty wyjdą w kosmos.

Klucz do sukcesu w SME to powściągnięcie apetytu - bo skala może być pułapką jak robisz usługi. Inna opcja nie przywiązywać się do działalności - zbić kapitał na tym co masz i iść w coś innego, co się skaluje.

Fenomen1piorunów

@NatenczasWojski

a robota taka ze w nocy to sie śpi, a w dzień mozna jakieś prywatne rzeczy na kompie porobić.

I 8 tysiaków to mało tak? Jak to nie bait to jesteś dziwny

Gruba ryba1piorunów

@jedzczarnekoty brutto? Przecież to niecałe 6000 netto. To bardzo mało. Ja swoim ludziom starałem sie tak prace zorganizować aby mieli możliwość zarobienia tych 8-10 tys netto

Chyba ze mówisz ze to ok za mało męcząca prace, to tak, dlatego właśnie tam idę.

Gruba ryba2piorunów

Mimo wszystko to chyba fajnie, że tego spróbowałeś. Jakies plany zrealizowałeś, niektóre kontrakty były udane inne nie ale to były twoje wielkie czyny. Może za bardzo wierzyłeś w ludzi i to nie pomogło ale ostatecznie nie kończysz jako właściciel bezdusznego korpo, które zjada malutkich.

Jakbym był twoją mamą kaczką to bym był z ciebie dumny.

Gruba ryba0piorunów

@NatenczasWojski pewnie pozostaje jakiś niedosyt ale przecież przed Tobą jeszcze pewnie kilka lat, może pod mniejszą presją coś fajnego wymyślisz.

Piszesz, że zaczynałeś od wkręcenia żarówki za 50zł i miałeś starcha tam jechać a jednak doszedłeś do kontraktów za miliony. No przyznam, że dla mnie brzmi to jak bardzo duży powód do dumy.

Zapewne dałeś wielu ludziom pracę, pozwoliłeś spełnić lub chociaż przybliżyć się im do ich własnych celów. Wg mnie to bardzo duże osiągnięcie. Szczerze wierzę, że spotka Cię jeszcze sporo dobrego.

Lider14piorunów

ja też kiedyś marzyłem o byciu biznesmenem

firmy, pracownicy, zlecenia, dobra kasa, fury i domy

a później u prywaciarzy zobaczyłem ile to kosztuje i nawet z moją słabą matematyką od razu wyszło że nie warto (a szczególnie w PL)

lepiej iść do korpo na dobry etat, dziobać swoje i wspinać się po drabince

:upside_down_face:

Fanatyk8piorunów

@NatenczasWojski naoglądałeś się może za dużo amerykańskich filmów, na których życie biznesmena to właśnie biurowiec, zebrania, narady, skórzane fotele, firmowy odrzutowiec itd. itp.

Ale do czegoś takiego nie dochodzi się ciężką pracą własną, tylko koneksjami i wspinaniem się po trupach do celu.

Gruba ryba3piorunów

@MostlyRenegade no właśnie chyba sie zorientowałem. Łatwiej zarobic 100 tys zł kogoś wyjebujac w białych rękawiczkach niż uczciwa praca za dobrą robotę.

Tyle latwiej ze jak juz obracasz duza kasa to zwykle nawet nigdy nie poznajesz tego co stracił. Papiery, Umowy, pozwy, przelewy. Człowiek znika a z nim moralność.

Lider6piorunów

@NatenczasWojski gratuluję znalezienia własnej ścieżki :smiley:

Ja dokładnie coś podobnego zrobiłem 2,5 roku temu, z tą różnicą że zamieniłem B2B na spokojny etat plus zlecenia. I dobrze mi z tym

Gruba ryba2piorunów

@Yes_Man no i to chyba jest jakiś kompromis żeby miec sensowna kasę i spokojne życie. Czas na urlop czy hobby

Bo teraz to tylko karuzela kosztow: za biuro, magazyn, leasingi, zus, VAT, raty kredytów, pensje i kolejny miesiąc od początku...