Lopez_Fenomen
4piorunówDziś mi szef napisał, że jest bardzo zadowolony z początku naszej współpracy, bo w pierwszym miesiącu wdrożenia się niczego nie spodziewał, a bardzo fajny prognostyk widać od początku - wynik na start i zaangażowanie z mojej strony.
No ja nie jestem z siebie zadowolony tradycyjnie, choć źle nie jest, to z obawą tradycyjnie patrzę w przód, choć wkładam w to 100 % serducha i widzę, że zaczyna to przynosić efekty, ale mimo to jestem nauczony niepewności.
Dodatkowo nie lubię jak mnie ktoś komplementuje, mam tak chyba większość dorosłego życia i nie wiem czemu. Dużo od siebie wymagam i rzadko jestem zadowolony z siebie. Momentami nakładam na siebie wręcz presję - nie tylko w pracy, ale i życiu. Ogólnie to też brzydzę się słabościami, najbardziej swoimi, ale miewam też tak u kogoś. Jestem bardzo empatyczny, ale jak wyłapię u kogoś jakąś słabość/strach to wewnętrznie czuję jakąś pogardliwość.
No i do tego nienawidzę jak mi ktoś współczuje albo powie mi coś w stylu "żal mi cię" czy "przykro mi", jest to dla mnie sygnał, że ktoś mnie przejrzał i się za bardzo odsłoniłem.
Koleżanki mówią mi głównie komplementy, ale potrafią powiedzieć coś takiego, że potrafię mieć chłodne i przeszywające na wylot spojrzenie, być srogi albo turbo wymagający dla siebie i innych. Jak się spotykałem z niektórymi to były wkręcone do pewnego momentu aż się wystraszyły XD
Mam ogólnie duże poczucie humoru, jestem gadatliwy, dobry social skill, ale mam w sobie taką część mega mroczną i chłodną i wyrzucam ją na wierzch właśnie w takich momentach, gdzie jest dobrze w życiu albo zaczyna coś kiełkować w jakiejś relacji z drugą osobą lub nie o tyle co zaczynam odnosić sukcesy, co ktoś to widzi i mi gratuluje lub mi prawi komplementy.
C⁎⁎j wie co mi dolega. Ja to chyba taki typowy Polun jestem co jak jest za dobrze to musi powiedzieć, że nie jest i hamujmy się.
#gownowpis #przemyslenia #psychologia #zycie #rozwojosobisty
mam w sobie taką część mega mroczną i chłodną i wyrzucam ją na wierzch właśnie w takich momentach, gdzie jest dobrze w życiu albo zaczyna coś kiełkować
Słuchaj, ja ekspertem nie jestem, ba! Nawet amatorem nie jestem, ale to brzmi jak coś czego źródła nie zdajesz sobie sprawy. Ja przechodziłem ostatnio coś podobnego i miałem w sobie dokładnie taki "wstręt i pogardę" jak ty do pewnych spraw, aż te sprawy nie zaczęły dotyczyć mnie personalnie. Wystarczyły mi dwa spotkania z panią psycholog, zadała mi pytanie "czy potrafisz powiedzieć, w jakim momencie życia taka ciężka zasada się w tobie wykreowała?". Jak to przegadaliśmy, to się okazało, że sam sobie zacząłem zaprzeczać, później analiza i okazuje się że wszystko dało się poukładać we łbie - dzisiaj mi łatwiej, chociaż nadal mnie to męczy okrutnie. Znam już mechanizmy działania mojej głowy i potrafię sobie z tym radzić.
Byłeś kiedyś i próbowałeś to wszystko powiedzieć w 4 oczy z psychologiem? Ja nie będę nic ściemniał, pierwsze o co zapytałem na pierwszej wizycie to: "Jak mnie Pani przekona, że wszystko co się tutaj wydarzy i co powiem pozostanie razem z nami w tym pokoju i już nigdy nikt do tego nie wróci, ani też nikomu nie opowie" - udało jej się xD.
Trzymaj się stary, dobrze że dajesz radę z nową robotą, mam życzę dużo szczęścia 😉









