FurtoGruba ryba
7piorunówAutor: Serafin Pęzioł na fb
Kolejny raz będzie o Naszym cudownym Bałtyku, no ale… Słuchajcie, ostatnio z moją dziewczyną chcieliśmy pojechać sobie nad morze, problem jednak polega na tym, że nie do końca wiem gdzie można sprzedać nerkę.
Odpaliłem Booking. Patrzę na tę mapę i przez chwilę byłem przekonany, że przypadkiem przełączyło mi się na rynek nieruchomości i to są ceny za metr kwadratowy.
1067 zł, 1299 zł, 1086 zł, 974 zł, 845 zł.
Ja pi⁎⁎⁎⁎lę…
To jest Mielno czy Monako?
Przecież człowiek chce wynająć pokój na jedną noc. Tak, podkreślam, że to jest cena za jedną pierdoloną dobę w pokoju wielkości pudełka od zapałek, gdzie lodówka z kolei jest wielkości pudełka na buty, a czasami to musisz przywieźć nawet swoje ręczniki i jajka na śniadanie.
Ja nie chcę tego pokoju wynająć na miesiąc.
Ja chcę pójść tam spać o 22:00, wstać o 8:00 i wyjść. 1000 zł.
Przepraszam najmocniej, czy ten pokój jest w cenie z jakąś nadmorską kurtyzaną w pakiecie? Ja podziękuję, bo nie do końca wiem co na to moja dziewczyna.
Najgorsze jest jednak to, że potem czytasz…
Hotelarze alarmują. Turystów jest mniej.
Branża przeżywa trudny sezon.
Polacy wybierają zagranicę.
Naprawdę? Niemożliwe!
Trzeba się koniecznie przyjrzeć dlaczego!
Zróbmy konferencję naukową i powołajmy komisję śledczą, to Nam zawsze wychodzi idealnie.
No bo wyobraź sobie przeciętną rodzinę.
Mama, Tata, dziecko.
Siedzą wieczorem przy stole i nagle pada pomysł, żeby pojechać sobie na weekend nad morze! Jasne, odpalaj Booking!
Patrzą pierwszy nocleg. 1064 zł.
Drugi nocleg. 1299 zł.
Trzeci nocleg. 1086 zł.
Po pięciu minutach ojciec zamyka laptopa i mówi, że dobra… jednak Włochy. Przepraszam Was, ale jesteśmy zmuszeni pojechać do Toskanii gdzie żar leje się z nieba, pizza jest cieniutka jak papier, a aperol zimny jak lodowiec. Niestety. Smażalnia u Staśka musi poczekać na lepsze czasy.
Za podobne pieniądze możesz polecieć do Grecji, Turcji lub Hiszpanii.
Masz hotel, basen, słońce, ciepłe morze, śniadanie, a jak się dobrze postarasz to znajdziesz nawet all inclusive.
A nad Bałtykiem? Masz szansę na pogodę.
Szansę.
Fascynuje mnie jednak filozofia niektórych właścicieli takich nadmorskich przybytków.
Lepiej mieć pusty pokój… niż sprzedać go taniej. To jest biznes prowadzony według zasad kasyna.
Może ktoś się trafi. A jak się nie trafi?
No trudno. A potem to pierdolenie.
Sezon ciężki. Ludzi mało. Branża kona.
Nie. Branża nie kona.
Branża czasami sama sobie wykopuje dół, wskakuje do niego i jeszcze pyta, kto zabrał łopatę.
I zanim ktoś napisze, że taki biznes to są koszty. Tak, są, i to ogromne!
Prąd, gaz, śmieci, sprzątanie, pracownicy, pranie, kredyty - ja to wszystko rozumiem.
Ale między uczciwą ceną, a tysiącem złotych za dobę istnieje jeszcze kilka przystanków.
Bo mam wrażenie, że niektórzy właściciele pomylili Bałtyk z Bora Bora.
Za takie pieniądze, 8000 zł za tydzień, po przyjeździe powinniśmy chyba usłyszeć, że mewy zostały poinformowane, żeby dziś nie srały w promieniu pięciu metrów od pana, albo, że na Pański przyjazd podgrzaliśmy Bałtyk do 26 stopni, a najlepiej, że jeśli będzie padało to deszcz zostanie przekierowany na Kołobrzeg.
Bo inaczej trochę ciężko uzasadnić czterocyfrowe kwoty.
Polska turystyka coraz częściej zachowuje się jak facet, który wystawia dwudziestoletniego Passata za 40 tysięcy.
Telefon milczy, Nikt nie dzwoni.
Po czym mówi, że ludzie nie chcą kupować samochodów.
I dokładnie to samo zaczyna dziać się z noclegami.
I nie zrozumcie mnie źle, bo ja kocham polskie morze. Pomimo całej tej patologii, która się tam wydarza, uwielbiam tam jeździć i spędzać czas w tym spędzie szajsu i banału. Ale chyba ktoś odleciał z tymi cenami tak wysoko, że Elon Musk zaczął machać mu z okna rakiety.
I żeby była jasność.
To nie jest jeden luksusowy hotel.
To jest cała mapa.
Chociaż pewnie większość właścicieli uważa, że ich hotel jest najlepszy i najbardziej luksusowy.
@Furto 6 dni we Włoszech, za 2800, dwa pokoje z kuchnią. I to kupowane na ostatnią chwilę, bo da się taniej.











