Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#onkologia

GURU

w Medycyna

4piorunów

Testy na obecność HPV co osiem lat równie skuteczne, co regularna cytologia

Badanie pod kątem obecności wirusa HPV wykonywane co osiem lat (po wcześniejszym wyniku negatywnym) jest równie skuteczne we wczesnym wykrywaniu raka szyjki macicy co rekomendowana obecnie co trzy lata cytologia - ogłoszono w czasopiśmie wydawanym przez Amerykańskie Stowarzyszenie Badań nad

GURU

w Medycyna

0piorunów

Rak prostaty – rezonans magnetyczny połączony z badaniem PSA standardowym modelem skriningowym?

Badania przesiewowe z wykorzystaniem multiparametrycznego rezonansu magnetycznego i oceną stężenia swoistego antygenu sterczowego dają znacznie większe szanse na wykrycie raka prostaty istotnego klinicznie niż skrining oparty tylko na oznaczeniu poziomu PSA. Takie są konkluzje badania

Fanatyk

w Medycyna

0piorunów

Wychodzą ze szpitali, muszą zdobyć pieniądze na leczenie. "To jest koszt około od 12 do 15 tysięcy miesięcznie"

Trudno sobie wyobrazić bardziej rozpaczliwą sytuację - chorzy na nowotwory muszą toczyć jedną walkę z rakiem, a drugą, by zdobyć pieniądze na tę walkę. Bo są nowoczesne leki, których skuteczność jest potwierdzona, tyle że 30 procent z nich nie jest w Polsce refundowanych. onkologia

GURU

w Medycyna

32piorunów

Personalizowana szczepionka mRNA przeciwko czerniakowi

W Wielkiej Brytanii badacze rozpoczęli testy pierwszej spersonalizowanej szczepionki mRNA przeciwko złośliwemu nowotworowi skóry, czyli czerniakowi. Przygotowywany specjalnie dla każdego pacjenta preparat skutecznie pobudza komórki układu odpornościowego do walki z nowotworem. Eksperci

Gruba ryba

w Hydepark

79piorunów

Dzisiaj się dowiedziałem że brat mojego taty i mój dziadek a jego ojciec też mają raka. I wujek też na piersi ლ(ಠ_ಠ ლ). Tata już na finiszu a tu jeszcze życie dowala. Płakać się chce.  

Gruba ryba10piorunów

@DexterFromLab 12 lat temu pochowałem ostatnią bliską osobę z mojej strony rodziny. Mama walczyła z rakiem piersi 2 lata. Chirurgia potem chemia i naświetlania. Nic to nie dało, 7-8 lat chodziłem co tydzień na cmentarz. W końcu przeszło. Bardzo mi przykro, domyślam się co przeżywasz, najgorsze jest jak na bieżąco widzisz kiedy ten człowiek znika, marnieje, chudnie.
Najgorszą traumą był moment, kiedy lekarze na onkologii stwierdzili, że oni skończyli leczenie i mam sobie ją zabrać czy gdzieś załatwić oddział paliatywny.

Gruba ryba2piorunów

U mnie ciocia miesiąc temu zmarła na raka szyjki macicy. Dziadek narzeczonej 7 lat walczy z rakiem pęcherza i przerzutami. Tak się dzieje życia cud…

Pokaż więcej komentarzy (24)

GURU

w Medycyna

1piorunów

Nowa metoda leczenia zaburzeń układu krwiotwórczego powstaje na Uniwersytecie Jagiellońskim

Na Uniwersytecie Jagiellońskim powstaje metoda, która pozwala przyspieszyć produkcję granulocytów, białych krwinek pełniących ważną rolę w funkcjonowaniu układu odpornościowego. To istotna informacja szczególnie dla pacjentów z chorobami układu krwiotwórczego oraz w trakcie terapii

GURU

w Medycyna

8piorunów

Niezwykle obiecujący wyniki terapii CAR-T w leczeniu glejaka wielopostaciowego

Glejak wielopostaciowy jest jednym z najbardziej złośliwych nowotworów. Mediana przeżycia pacjentów wynosi około 14 miesięcy. Leczenie polega na usunięciu guza, radioterapii i podaniu chemioterapeutyku, ale nawet taka terapia przedłuża przeżywalność średnio od 3 do 6 miesięcy. Dlatego

Gruba ryba

w Hydepark

124piorunów

Byłem wczoraj w narodowym instytucie onkologii. Pierwsze wrażenie jest takie, że to jest po prostu straszne miejsce. Jest tam po prostu zbyt wielu chorych. Przerazilo mnie to jak wielu ludzi, często w naprawdę złym stanie szukało tam pomocy. Ludzie którzy są tam pierwszy raz, snują się i szukają informacji. Nie wiedzą gdzie mają się udać, gdzie poszukać informacji. My przyjechaliśmy godzinę wcześniej i ledwo znaleźliśmy miejsce gdzie byliśmy umówieni. Brak możliwości skopiowania dokumentacji na miejscu. W cały szpitalu ani jednego ksera. W gabinecie lekarz pokopiowal sobie co potrzebował ale przed wejściem tam to był wielki problem. I są tam ludzie w naprawdę kiepskim stanie, jeden człowiek wyglądał upiornie i widać było że strasznie cierpiał. Siedział w kapturze, trzymał się za głowe a skóre miał blado czarną. Nigdy nie widziałem czegoś takiego. I Ci wszyscy ludzie muszą stać w kolejkach do rejestracji, wypełniać jakieś strasznie skomplikowane ankiety, tułać się od drzwi do drzwi i jakoś dawać sobie radę. Serio bez wsparcia kogoś bliskiego, jakiegoś przyjaciela czy rodziny to nie ma szans żeby chora osoba poradziła sobie z czymś takim. Wtedy to tylko położyć się na ziemi i czekać na śmierć. Serio służba zdrowia w tym kraju jest przeciążona, mam wrażenie że to jest nie do opanowania. I to byli ludzie którzy akurat tego dnia byli umowieni na wizyty a wiadomo że nie codziennie się przychodzi na wizytę do lekarza. To jakiś horror.   

Specjalista7piorunów

Każda placówka ma dyrektora, kierownika, wydziały i administracje. Wszystkich zwolnić z miejsca i na ich miejsce zatrudnić kogoś kompetentnego. Nie po znajomości, nie bo już pracuje tam 100 lat i się zasiedział. Menadżera. Wszystko może działać, ale wtedy gdy ktoś zarządza kompetentnie. Bierze pieniądze za to co NALEŻY do jego obowiązków. Służy pacjentowi w publicznej ŚŁUŻBIE zdrowia.

Praktykant6piorunów

Jak mój tata leżał na onkologii to w jego sali na 4 albo 5 dorosłych mężczyzn (wszyscy po poważnych operacjach przewodu pokarmowego) przypadał tylko jeden mobilny stojak na kroplówkę. Każdy z panów miał żywienie dojelitowe, które strasznie długo trwa, zalecenie spacerowania, a ruszyć się z łóżka mógł tak naprawdę tylko ten jeden, który akurat miał przy sobie ten stojak... Nie dość, że człowiek walczy ze śmiertelną chorobą to jest niewolnikiem łóżka szpitalnego i ofiarą systemu (brak takich rzeczy to wyłącznie efekt niedofinansowania lub niegospodarności), gdzie nie może z godnością nawet samodzielnie pójść do łazienki.

Pokaż więcej komentarzy (26)

Gruba ryba

w Hydepark

50piorunów

Miałem wczoraj mały kryzys. Znowu musiałem porozmawiać z lekarzem. Oni mają potrzebę, żeby za każdym razem podkreślać, jak beznadziejna jest sytuacja. Za każdym razem, kiedy to słyszę, skręca mnie w kiszkach. Znowu się nasłuchałem, że w zasadzie to wyrok, że ozdrowienia praktycznie się nie zdarzają, a nawet jak ustabilizują ten nowotwór, to i tak tylko na chwilę itd... Ja to rozumiem, ale słuchanie tego tyle razy strasznie boli. Chociaż nie tak jak za pierwszym razem. Jest grupa lekarzy, którzy podają pacjentom przy chemioterapii lek przeciwbólowy metadon. Ponoć czasami mocno wspomaga on chemioterapię i potrafią mieć świetne wyniki, w sensie że przedłużenie życia z kilku miesięcy do kilku lat. Już jest dwóch, którzy mnie do tego namawiali. Nie ma jakichś super prac naukowych na ten temat, przynajmniej ja nie znalazłem. Badań nie ma i nikt ich raczej nigdy nie sfinansuje. Jest za to masa filmów na YouTube, dowodów w formie anegdotycznej i sporo osób, które mocno polecają ten lek z chemią. Boję się, bo to jednak opioid, który uzależnia. Nie wiem, co to będzie. Wstępnie umówiłem się na środę do Berlina na konsultacje z tym lekarzem, który to poleca. A w poniedziałek z lekarzem ojca. Przez to wszystko nie mogłem wczoraj spać, dzisiaj po pracy byłem zmęczony jak pies i spałem 4 godziny. Zaraz idę znowu w kime. Wczoraj zdałem sobie sprawę, że od 2 lat nie miałem normalnego beztroskiego dnia, bo ciągle siedzi mi to na głowie.   

Fanatyk8piorunów

@DexterFromLab Ja w końcowej fazie to chyba bym ćpał co dają żeby tak nie cierpieć.

Osobistość4piorunów

Wiem, że rodzina ważna, ale o sobie nie zapominaj kolego serdeczny. Zadbaj trochę o siebie. Zrób coś dla siebie. Odpocznij choć chwilę.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Hydepark

92piorunów

Przepraszam za spam, ale mam mały update dla osób, które śledzą mój wątek. Udało nam się umówić na konsultacje online z renomowanym lekarzem onkologiem, co będzie dzisiaj wieczorem o 21. Uważam to za osiągnięcie, bo umówienie się na takie spotkanie graniczy z cudem. Zadzwoniłem też do swojego zaufanego lekarza z pytaniem, co jeszcze mogę zrobić, i zaproponował, że da mi kontakt do szpitala Charité w Berlinie. Nie mam zamiaru patrzeć bezczynnie, jak Tata odchodzi. Jeśli powiedzą mi, że spróbowali wszystkiego i już nic nie da się zrobić, to będę go nakłuwał igłami i zatrudnię szamana, żeby skakał nad ogniem i wymachiwał grzechotką.    

Gruba ryba9piorunów

@DexterFromLab czasem nierobienie niczego jest najcięższą i najlepszą decyzją jaką możesz podjąć. Jednak trzymam kciuki, że do tego nie dojdzie i z tatą będzie lepiej.

Gruba ryba0piorunów

@l__p na taki luksus można pozwolić sobie kiedy wszystko zostało zrobione

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Hydepark

33piorunów

Nie wiem, co mogę zrobić. Jak mogę pomóc tacie? Chciałbym jeszcze skonsultować leczenie z jakimś dobrym onkologiem. Jestem załamany. Już usłyszałem od jednego z lekarzy, z którym to konsultowałem, że to już tylko kwestia czasu. Pani doktor Paulina chyba też już straciła nadzieję. Dzisiaj zadzwoniła do mnie mama z prośbą o pomoc i z pytaniem, czy już zrobiliśmy wszystko, co mogliśmy zrobić. Konsultowałem to we Włoszech kilka miesięcy temu. Nawet jeśli to skonsultuję i oni zaproponują lek, który kosztuje tyle, że nas na to nie stać, to i tak pewnie niewiele da. Co mogę zrobić, jak dać rodzicom nadzieję? Przecież nie będę czekał na śmierć ojca i płakał w poduszkę.   

Gruba ryba22piorunów

@DexterFromLab spedzcie razem czas w przyjemny sposob. Chyba tyle. Odchodzenie jest mega ciezkie i nie ma na to nic co mogloby czlowieka przygotowac. Duzo sily i oby tata byl z wami jak najdluzej, bez cierpienia. Powodzenia, trzymaj sie cieplutko!

Fenomen1piorunów

@DexterFromLab podobno trawka uśmierza ból i też ma jakieś właściwości lecznicze. Jak chcesz dobrego onkologa to polecam szpital w Inowrocławiu. Sam przerabiałem temat i ojciec długo jeszcze pożył.

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Hydepark

136piorunów

Dziaiaj tata był na podanie chemii. Nie podali mu leczenia. Wyniki z krwii dopuszczające ale z tomografu wynika że guzy na czaszce rosną a na wątrobie zmniejszają się ale zbyt wolno. W piątek planują podać Paklitaksel, to jest jakaś torpeda. Z jednej strony nienpoddają się, można podawać leczenie ale jest coraz gorzej. Tata na sparaliżowaną połowę strun głosowych od jakiegoś miesiąca. Mówi bardzo cicho. Lekko nie domyka mu się oko. Chodzimy na krótkie spacery w okół domu. Chcą go potrzymać w szpitalu 2 tygodnie. Ale szczerze nie wiem jak to będzie. Jeśli planują podanie tak silnego leku że chcą mieć go pod kontrolą całą dobę i chcą go trzymać 2 tygodnie to żeby wypuścili go to leczenie musiało by zadziałać. A to będzie już 7 lek który przyjmuje. Rozumiecie jak wygląda sytuacja. Wesoło nie jest 😒  

Lider33piorunów

@DexterFromLab skoro chcą dać mu ten lek to nadal o niego walczą. Jest nadzieja i tego się trzymajcie

Gruba ryba1piorunów

@moll najgorzej jest usłyszeć że nie ma już dla człowieka leku. A oni próbują.

Gruba ryba5piorunów

@DexterFromLab  Przechodziłem podobną sytuacje gdy miałem 17/18 lat nie jest to łatwe, ale wiem jedno. Musisz być silny i wlewać nadzieje do serca ojcu i mamie. Wypłakać się jak najbardziej tutaj lub do poduszki, ale ogólnie masz emanować nadzieją !

Gruba ryba4piorunów

@paulusll tak masz rację. Zastanawiałem się co powinienem zrobić. Jakie zachowanie jest najlepsze w tej sytuacji. Trzeba być pełnym nadziei i wbrew pozorom... radosnym. Przy chorym trzeba okazywać serdeczność, nie widzieć w nim tylko choroby. Jest ciężko, ale tylko to nas ratuje że jest jakaś tam nadzieja. Całe życie to walka, a jak przyjdzie koniec to przyjdzie i nic nie da się z tym zrobić.

Gruba ryba0piorunów

@paulusll chciało mi się płakać, ale co to zmieni? Po co robić łzy, kiedy to na próżno. Trzeba wziąć się w garść i żyć.

Gruba ryba1piorunów

@DexterFromLab płakać i tak będziesz, grunt to się nie załamywać i okazywać nadzieje i radośc wszystkim dookoła. Wbrew pozorom może to nie być dobre dla ciebie ale innym może pomóc 😉

Pokaż więcej komentarzy (12)

GURU

w Medycyna

4piorunów

Zgłaszalność na badania przesiewowe szoruje po dnie. "Rezygnacja z zaproszeń była błędem"

Jeśli chodzi o zgłaszalność na badania przesiewowe w kierunku nowotworów, trend w naszym kraju jest dołujący. Dane NFZ od 2016 r., tj. od momentu, gdy zaprzestano wysyłania zaproszeń do skriningu, pokazują, że liczba zainteresowanych udziałem stale spada – mówi dr Paweł Koczkodaj.

Gruba ryba

w Hydepark

40piorunów

Czego naucza ciężka choroba? Wbrew pozorom wiele, jeżeli umiemy czerpać z niej nauki. Jasne jest, że choroba taka jak rak to nic dobrego. Przynosi mnóstwo stresu, strachu, a często i depresję. Ale zawsze jest "łyżka miodu w beczce dziegciu". Trudno znaleźć w tym coś dobrego i absolutnie nikomu tego nie życzę. Jednak taka choroba może być cennym nauczycielem życia. Co w tym dobrego? Człowiek zaczyna doceniać życie. Serio, każdy z nas myśli, że będzie żył wiecznie i problem końca życia nie dotyczy go, aż do momentu, kiedy nie wydarzy się coś strasznego. Wtedy, jak mawiał Ajahn Chah, buddyjski nauczyciel, pojawia się rysa, która sprawi, że niebawem szkło pęknie. Życie rozsypie się w pył, a po nas nie zostanie nic więcej niż garść prochu i kupka kości. Wtedy, jeśli znajdziemy w sobie odrobinę mądrości i odwagi, wiele się zmienia. Człowiek zaczyna doceniać każdy dzień. Piękne chwile stają się jeszcze piękniejsze, a każda wspólna chwila nabiera wartości jak złoto. Nigdy nie miałem z rodzicami tak dobrego kontaktu jak teraz. Nigdy nie byliśmy bliżej, bardziej się nie wspieraliśmy i nie byliśmy bardziej rodziną niż teraz. Ojciec mówi mądre rzeczy o miłości, oddaniu i spokoju. Matka, która zawsze bała się wszystkiego, jest teraz wojownikiem o życie, załatwia sprawy i stawia czoła trudnościom losu. To są karty, które odkrywa choroba. Oczywiście, nie musiało tak być, mogliśmy pogrążyć się w żalu i poddać, ale jest inaczej. W każdej złej sytuacji znajdzie się odrobina dobrego. To chyba Marek Aureliusz powiedział, że lepiej jest przeżyć jeden dzień prawdziwie i uważnie niż całe życie przechodzić obok życia, nie żyjąc jego pełnią. I tak właśnie może się stać, jeśli wyciągniemy wnioski z cierpienia, które nas spotyka.

   

Gruba ryba3piorunów

@DexterFromLab Napisałeś, że bardzo się wszyscy w rodzinie zbliżyliście do siebie od czasu choroby. Nie zrozum mnie źle, ale Ci zazdroszczę....w moim przypadku jak 15 lat temu zdiagnozowano u mnie epilepsje jedyny kto z rodziny utrzymuje ze mną kontakt jest moja przyrodnia siostra - reszta ma kompletnie wyjebane. Tzn. Jak jeszcze miałem ataki to się mną opiekowali, ale jak teraz o tym myślę, to było bardziej ze względu "co ludzie powiedza", a nie z właściwej troski. Teraz jak już funkcjonuje normalnie nagle się kontakt urwał. Tak jak napisałeś- to są karty, które odkrywa choroba...ludzie wokół Ciebie pokazuja prawdziwa twarz 😉 . fajny wpis, trzymaj się tam!

Gruba ryba3piorunów

@HolQ kurcze jak czytam te komentarze to chyba jak raz powiedziałem coś mądrego. Dzięki, ty też się trzymaj :smiley:

Fanatyk3piorunów

@DexterFromLab Jedna rzecz mi się w tobie bardzo nie podoba.
Nie doceniasz się i blokujesz swój potencjał, a wierz mi lub nie, ja mam nochala do ludzi i nawet przez neta jestem w stanie wyczuć twój wewnętrzny ogień.
Przestań przepraszać świat za to że żyjesz, bądź dla siebie dobry, wręcz pobłażliwy i wierz w swoje możliwości.

Sorki jeśli poczułeś się urażony, ale widziałem jak przepraszasz w poprzednich postach i tutaj w komentarzu też nie masz dla siebie litości.
Nie możesz siebie tak traktować. Kochaj siebie jak osobę z która masz zamiar spędzić resztę życia😉

Gruba ryba1piorunów

@Gepard_z_Libii ale ja mam szacunek do siebie. To co napisałem na początku wynika raczej ze współczucia do osób które mogły sobie pomyśleć że "kurcze znowu ten koleś pisze te ckliwe rzeczy". Mam dla siebie wyrozumiałość. Szanuję się i stawiam siebie na równi z innymi osobami o które dbam w życiu. No wiadomo o tatę teraz najbardziej dbamy, bo taka sytuacja. Z resztą nie mówmy o mnie bo ze mną na ogół wszystko dobrze :smiley: No i dzięki że tak starasz się wczuć w moją sytuację. To bardzo miłe. Generalnie to bardzo doceniam w ludziach, że się starają i wkładają wysiłek w to co robią, tak jak ty teraz w podejściu do mojego problemu. O to właśnie chodzi, jak coś robić to nie pobierznie tylko z zainteresowaniem.

Fanatyk1piorunów

@DexterFromLab Napiszę inaczej:
sprawiasz wrażenie jakbyś zbytnio przejmował się reakcją innych osób i całkiem możliwe że przez to nie wykorzystałeś albo nie wykorzystasz w przyszłości jakichś dobrych okazji.
Byłem taki i wiem ile przez to straciłem dlatego nic mnie tak nie wkurza jak widok tego samego u innych, bo na tym tracisz nie tylko ty, ale cały świat.

Nawet teraz przychodzą myśli że może sobie pomyślisz że truje ci dupe czy coś, ale mam świadomość że myśli są warte tyle co zeszłoroczny śnieg, recykling pamięci, nic więcej.

Miło że doceniasz moje starania

Lider5piorunów

@DexterFromLab Nie chcialbym Ci zaburzac swiata ale wiele w zyciu zmienia obserwowanie jak chory na raka powoli umiera, a Ty nawet nie jestes w stanie usmiezyc mu bolu bo zadne leki nie dzialaja. Tak na prawde wspolnie czekacie na jego smierc. Nie zycze tego nikomu. Sam przechodzilem i to bylo najgorsze przezycie w jakim uczestniczylem, a uczestniczylem w kilku wydarzeniach po ktorych inni musieli zaczynac leczenie u psychologa. Pozdrawiam i zycze szczescia i wytrwalosci.
PS. Trzeba byc ch. zeby ludziom odmawiac eutanazji.

Gruba ryba2piorunów

@100mph nie czekamy na śmierć. Śmierć przyjdzie i nie trzeba jej wyczekiwać. Chwytamy każdy dzień, i robimy co w naszej mocy żeby tych dni było jak najwięcej. Każdego dnia aniołowi śmierci mówimy "nie dziś". A co będzie to będzie, kijem rzeki nie zawrócisz.

Pokaż więcej komentarzy (14)

Gruba ryba

w Hydepark

111piorunów

Ja znowu o tym. Od razu przepraszam tych którzy mają już dość mojej historii, nie obrażę się za czarnoliste. Chciałem zrobić mały update. Generalnie tata dostał dzisiaj chemie. Czuje się ok. Niestety czekaliśmy 4 i pół tygodnia aż się zregeneruje. Niestety nie był na tyle silny aby włączyć drugi lek. Ale dostał mniejsza dawkę tego co ostatnio zadziałał. Lekarze bardzo dobrze go traktują. Wyraźnie lepiej niż innych pacjentów niestety. Jest kilka powodów, na lekarza prowadzącego leczenie mojego taty patrzy chyba całe szanowne grono onkologów w Polsce z uwagi na żadki przypadek. Ale pani doktor to dobry lekarz i człowiek. Jeden z lekarzy stwierdził że nie jedna praca doktorska powstanie na jego bazie, tyle dobrego w całej tej złej sytuacji. Pani doktor bardzo się stara, rodzice czują się bardzo zaopiekowani. Tata nigdy nie zostaje sam, zawsze ktoś z nim jest. Leczenie starają się dobrać delikatne, tata mówi że to nie jest taka chemia jak dostał pierwszy raz po której zwijał się w konwulsjach. W zasadzie twierdzi że psychicznie cierpi bardziej niż fizycznie. Jest cień szansy, i chociaż to tylko cień a przeciwnik jest zajadły my się nie poddajemy. Nikt nie powiedział że nie ma szans na pokonanie tej choroby, więc nie pozostaje nic innego niż próba pokonania jej. Te 10% szansy to dalej więcej niż 0. Dziękuję za wsparcie emocjonalne, duchowe i ostatnio nawet finansowe. Teraz rodzice nie muszą już martwić się o koszty leczenia za co szczerze dziękuję. Chcę myśleć że życie ma sens, że ludzie są dobrzy a każdą chorobę jest szansa pokonać.   

Gruba ryba5piorunów

Wiem, że zabrzmi to banalnie ale na onkologii zdarzają się beznadziejne przypadki, a wbrew wszystkiemu pokonują chorobę. Śledzę Twój wątek od jakiegoś czasu i kibicuję, żeby to był taki przypadek.

Gruba ryba1piorunów

@konto_na_wykop_pl też się tego trzymam. Bo powiedz co innego zostaje. Można się poddać i powiedzieć że w sumie to i tak jest koniec i nie walczyć. Ale wtedy niechybnie czeka śmierć. Można też próbować walczyć. Są leki, o ile starczy sił można próbować. Podejmując walkę, przynajmniej jest szansa. Bo co jest do stracenia? Kierunek jest znany, ale walcząc o życie można pokonać przeznaczenie. I długo o tym myślałem, co można zrobić. I wniosek jest jeden, wszyscy o tym wiemy. Decyzja jest jedna, walczymy. Od kiedy podjęliśmy walkę i wyszliśmy z dołka jest lepiej. Cieszymy się życiem, jest nadzieja. Życie stało się lepsze. Poddanie się oznaczało by smutek i czekanie na koniec.

Fenomen0piorunów

@DexterFromLab jak wyżej - póki jest walka, to jest szansa na wygraną, nawet jeśli szanse wydają się marne, to nie takie bitwy zna historia <Sabaton music intensifies xD>. Trzymam mocno kciuki!

Pokaż więcej komentarzy (8)

Gruba ryba

w Hydepark

124piorunów

Jutro chemia dla ojca. Już się martwię, czy wszystko pójdzie dobrze. To już czwarty tydzień przerwy. Trzymajcie za nas kciuki, aby zdrowie pozwoliło. Chciałbym też podziękować wszystkim, którzy zdecydowali się wpłacić na zbiórkę. Myśleliśmy, że wystarczy odpis podatku, ale ludzie wpłacają mimo to. Znajomi, rodzina, ludzie z internetu i z pracy - każdy chce dać coś od siebie, aby pomóc. To bardzo mnie wzrusza. W tej chorobie najpiękniejsze jest to, jak ludzie chcą pomóc, otwierają serca i dają dobro. Ciepłe słowa, poklepanie po plecach - to wszystko ma znaczenie. Gdy patrzę na to z mojej perspektywy, jakby z oka cyklonu, to widzę piękno. Wy jesteście wspaniali, ludzie są dobrzy. Mimo smutku, warto żyć, by móc was wszystkich spotkać.

Jutro porozmawiamy z lekarzem, czy zezwoli na podanie płatnego leku. Jeśli się zgodzi, zwiększymy zbiórkę i ustalimy cel na cały cykl leczenia. Mam nadzieję, że dzięki temu mama zobaczy, że nie musi sama dźwigać tego ciężaru. Może teraz odłożyć pracę na bok i skupić się na tacie, bo dzięki Waszym wpłatom na leczenie nie zabraknie. Jeszcze raz dziękuję.  

Fenomen2piorunów

@DexterFromLab heh, właśnie wróciłem po robocie, odpaliłem Hejto i tak mnie coś tknęło, że przecież Dexter miał robić zbiórkę, wchodzę a akurat napisałeś tego posta :smiley: dużo nie pomogę ale coś dorzuciłem, o odpisie też pamiętam jak będę składał PIT - jeśli mi pozwolą, bo rok temu nie mogłem odpisać, wiszę im jeszcze parę groszy xD

Widzę że u Ciebie to trochę rollercoaster emocjonalny, ale ciężko żeby tak nie było. Ja też, mimo że przez lata się wzbraniałem, podczas choroby mamy poszedłem do psychiatry (o tyle może źle, że chyba w moim przypadku lepszy byłby psycholog), trochę farmakologia mi pomogła, a na pewno nie zaszkodziła. Cóż, jesteśmy tylko ludźmi, dzisiaj problemy natury psychicznej to przykra norma, a co dopiero w takiej ekstremalnej sytuacji.
Cieszę się że tatę dopuścili do chemii, oby organizm reagował dobrze, musi być dobrze! I trzymajcie się mocno, dobrze postępujesz i oby tak dalej.

Gruba ryba1piorunów

@Odczuwam_Dysonans w zasadzie to ja jestem bardzo emocjonalną osobą. Ciężko mi się pozbierać cały czas. Nie jest lekko. Prawdę mówiąc to siada mi na głowę.

Gruba ryba1piorunów

@Odczuwam_Dysonans a i dzięki za wpłatę :smiley: te rzeczy które nie są refundowane to wydatek. Teraz się rodzice nie będą zastanawiać czy jechać na badanie gdzie taniej, tylko po prostu wybiorą najbliżej i najszybciej. To samo z lekarzami prywatnie.

Fenomen1piorunów

@DexterFromLab nie ma za co 😉 sam wiem jak wypłukaliśmy się z kasy podczas leczenia. Myślę że nawet dla samego komfortu psychicznego rodziców warto, jedno zmartwienie mniej (no, wiadomo że nie do końca, ale zawsze to odciąży).

Wierzę że psychika siada, nikt z nas nie powinien przechodzić przez coś takiego, i nie da się do tego przygotować. Nas wszystkich w domu bardzo to dotknęło, nikt z pewnością nie jest taki sam ale cóż, takie już to życie. Bardzo dobrze że chcesz iść do specjalisty, jak mocny byś nie był, to to musi się odbić na najbliższych. Z resztą to nie tak że to jedyna trauma, każdy z nas dźwiga swoje brzemię doświadczeń, i na przykład mojej siostrze terapia rozjaśniła bardzo jej problemy, gdzie dawno wyparła traumatyczny związek z przemocowcem sprzed nastu lat, a należało to przepracować - cóż, lepiej późno niż wcale, ale dało jej to dużą ulgę. A też poszła bo nie dawała sobie rady z tą sytuacją, szczególnie że przez opiekę nad mamą straciła większość klientów więc nie dość że musiała patrzeć jak z mamy uchodzi życie, to jeszcze została bez kasy, dobrze że jej dziewczyna na etacie w miarę dobrze zarabia, to w dwójkę dały sobie radę.
Nie ma nic złego ani słabego w zgłoszeniu się po pomoc, wręcz przeciwnie, uważam że trzeba mieć jaja żeby iść na terapię, szczególnie jako facet, gdzie jesteśmy nauczeni że przecież facet to ma być twardy i sobie dawać radę sam. Chuja prawda. Dlatego dobrze robisz, to normalne że pewne emocje są nie do uniesienia przez taki okres. Ale jeszcze walczycie więc tym bardziej warto, jesteś oparciem rodziców i to też jest spora presja, bo na pewno starasz się być przy nich silny, a nie ma nic za darmo...

Gruba ryba1piorunów

@Odczuwam_Dysonans hej, ty to mnie rozumiesz 😉 tak czasami jak od nich wychodzę z tata jest akurat słaby to płakać się chce. Ale na miejscu się trzymam. Ale z drugiej strony rozmowa z nimi momentami bardzo mi pomaga. Różnie to bywa.

Fenomen1piorunów

@DexterFromLab ech, taki mam zapierdziel że nawet nie miałem kiedy odpisać przez weekend.
Niestety sam to przeżyłem, plus parę innych nieciekawych epizodów w życiu. Dobrze że się przy nich trzymasz, ktoś musi być ostoją w tej całej sytuacji. Dla mnie chyba najgorsze były wyjścia gdzieś, fuchy - zawsze jak oderwałem się od tego myślami na jakąś chwilę, to później jak myśli wracały to przybijały podwójnie, aż się potrafiłem roztrząść tak po prostu siedząc. Ale przy mamie zawsze byłem spokojny, mimo że w środku umierałem razem z nią :< z resztą parę lat wcześniej, jak pierwszy raz szła pod nóż, to ze mną się już pożegnała "jakby co" i zobowiązała mnie do zajęcia się ojcem, bo wiedziała że ja najprędzej będę się jakoś trzymać. Minęło kolejnych parę lat, ja też swoje przeżyłem, ale wiem że wciąż na mnie liczyła. I tak zawsze jak przychodzę do domu i nie lecę gdzieś dalej, to jem z tatą obiad, czasem on coś zrobi, czasem ja, i przynajmniej nie siedzi sam, u mnie jest o tyle łatwiej, że mieszkamy w jednym domu. No ale samotność kiepska sprawa, ja to jestem przyzwyczajony, ale tatko większość życia spędził z matką, przez ten rok okropnie się postarzał, niestety :confused: no ale tak to już działa, nie znamy dnia ani godziny.

Gruba ryba1piorunów

@Odczuwam_Dysonans smutna historia. No ja mam rodzinę, córke i żone. Mieszkamy miasto obok. Dzisiaj tata był na badaniach. Dostał chemie. Spadają mu parametry. 4 i pół tygodnia przerwy od ostatniej chemii. Wygląda na to że nie jest dobrze. Nie wiem czy jest jakiś inny lek który można podać. Ten już chyba jest ostatni. Nie wiem co zrobić. Chciałbym pomóc, i jakoś to powstrzymać. Przychodzi mi do głowy żeby skontaktować się jeszcze z panią profesor która jest soecjalistką najlepsza w Polsce. Ale to tygodniami będziemy czekać. Zmniejszyli dawkę. Tak bardzo się martwię i nie wiem co mogę zrobić. Czuje się bezsilny.

Fenomen0piorunów

@DexterFromLab niestety, nowotwory to najgorsze kurestwo. Pewnie, nie zaszkodzi się skontaktować z Panią profesor, chociaż oczywiście nie ma co liczyć na cud... Ale jak już Ci chyba pisałem, na wiosnę jednego roku lekarze nie dawali mojej mamie szans na dożycie do świąt, a dożyła jeszcze niemal do kolejnych. I też miała przerwy w podawaniu chemii, i też sobie myśleliśmy że kurwa, jakby jednak ich nie przerywali to może by się jeszcze poprawiło, może by się tak nie męczyła i w ogóle byłoby lepiej. Smutna prawda jest jednak taka, że to są schorzenia których już nie da się wyleczyć, a to czy komuś się akurat poprawi jest nie do przewidzenia. No i czasem jest też tak że pozorna poprawa przychodzi na parę dni przed śmiercią. Nasze organizmy wciąż są dla nas dużą zagadką. Co nie znaczy oczywiście że nie warto próbować. I że Twojemu tatce jeszcze nie odbije się w drugą stronę i chemia nie zadziała. Pomyśl o tym w ten sposób, że to nie zależy od was i wy możecie, tylko i aż, robić to, co w waszej mocy - a że medycyna daje nam tylko takie narzędzia, to więcej zdziałać się nie da. Ale dalej trzymam kciuki, to jeszcze nie jest żaden wyrok, chociaż, niestety, musicie się oswajać z tą nieznośną myślą. Wiem że ciężko, kiedy on przecież żyje, jest normalnym facetem tylko trochę słabszym. Nie da się oswoić z taką myślą. I szczerze wierzę że jeszcze trochę tutaj pobędzie i odbędziecie niejedną ciekawą rozmowę, że będziecie się razem śmiać. Dużo już przetrwał i jeszcze przetrwa, na pewno. Ale to jest ciężkie i szczerze współczuję. Musisz nieść to brzemię :< ale kibicuję mocno, tak samo jak reszta Hejto! Ciężko zachować się lepiej niż Ty w takiej sytuacji, dajecie radę, oczywiście że boli. Powtarzam się, ale dobry syn z Ciebie, i na pewno dobry ojciec, nawet jeśli teraz to za dużo na jedną głowę :smiley: kiedyś na każdego z nas przyjdzie czas i jest to chyba największym dramatem, w tym naszym kruchym człowieczym życiu.

Pokaż więcej komentarzy (10)