Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#odchudzanie

GURU

w Wiadomości Świat

22piorunów

Schudnięcie albo utrata pracy. Usłyszeli twarde ultimatum

Brytyjski sektor energetyki morskiej postawił pracownikom twarde ultimatum - mają rok na zrzucenie dodatkowych kilogramów, jeśli chcą zachować pracę. Ze względów bezpieczeństwa wprowadzono limit wagi wynoszący 124 kg. Ponad 2,5 tys. osób pracujących na Morzu Północnym przekracza dopuszczalną wagę.

Lider

w Hydepark

13piorunów

Mały protip.

Jeśli chcesz ograniczyć kalorie bo trudno zadozować z butelki małe ilości oleju to polecam zakup takiej butli z rozpylaczem.

Robi robotę- dwa tryby rozpylania (mgiełka, strumień) i otwierana klapka z klasycznym wylewem z góry.

13.99 zł na Amazon.

https://www.amazon.pl/gp/aw/d/B0DPDYGKGB?psc=1&ref=ppx_pop_mob_b_asin_title

Jedno uśrednione psiknięcie to 0.25 g (2kcal).

Kropla ze standardowej butli to około 1.5-2g (13-18 kcal). Wartości dla oliwy z oliwek.

Jednocześnie zachęcam do liczenia kalorii i jedzenia minimum 1.5-2g białka na kg masy ciała, około 30-40% zapotrzebowania kalorycznego dostarczać ze zdrowych tłuszczy (oliwa z oliwek, tłuste ryby, jaja, olej z awokado). Węglowodany traktować jako narzędzie i jeżeli nie uprawiasz sportu ograniczyć ja do minimum.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Fanatyk

w szalone wpisy zielonego żelka

6piorunów


A to wszystko pomimo 2 dni wbierdalania bez limitu w ramach testowania reakcji klinicznej na drożdże piekarskie.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Lider

w Hydepark

4piorunów

Sześciokrotny zwycięzca tytułu Mr. Olympia w kategorii Classic Physique- dzieli się swoimi wskazówkami, co do skutecznej, zdrowej redukcji.

Polecam gorąco.

https://youtu.be/tMxXl9yEa3E

Pokaż więcej komentarzy (28)

GURU

w Wiadomości Świat

8piorunów

Rekordowa akcja. Zamknięto fabrykę podrabianych leków na otyłość

Brytyjskie służby zamknęły nielegalną fabrykę i przejęły rekordową ilość podrabianych środków odchudzających. Według opisów na etykietach zawierały one tę samą substancję, co lek Mounjaro produkowany przez firmę Eli Lilly. Brytyjska Agencja Regulacji Leków i Produktów Ochrony Zdrowia (MHRA)

Fanatyk

w szalone wpisy zielonego żelka

5piorunów

Od rozpoczęcia odchudzania się zwężałem zegarek już jakieś 6 razy o około 7 oczek. Zostało mi tylko jedno oczko do zwężenia. :|

Pokaż więcej komentarzy (3)

Osobistość

w Hydepark

15piorunów

Zara bede piekł paszkiet.

Przy okazji zdradze Wam sekret. Przez ostatnie 14dni zrzucilem 10kg masy ciala, jedzac wlasciwie tylko takie rzeczy jakie znajduja sie w tym pasztecie no i co dwa-trzy dni jakiegos sledzia albo makrele.

Wyslij w wiadomosci prywatnej zdjecie swojego kotka lub pieska, a zdradze Ci przepis na ten pasztet i na turbo szybkie spalanie sadla. Jezeli nie masz kotka ani pieska, to moze byc mem kotkuem lub pieskiem.
Za uszczerbek na zdrowiu po zastosowaniu moich rad, nie odpowiadam.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Hydepark

121piorunów

Dłuższy czas zamierzałem się do napisania tego wpisu o tak zwanej diecie- dlatego, że czasami pytacie.

DIETA- CZYLI "NIE-DIETA"
Wielu ludzi pyta mnie: „Na jakiej jesteś diecie? Jaki rodzaj diety masz? Przyślij mi jakąś rozpisaną.” Generalnie- nie jestem na żadnej diecie w takim pospolitym, powszechnych ale błędnym ujęciu. Dieta to ogólnie rzecz mówiąc pewien sposób żywienia. Może być dieta dobra, zła, niskowęglowodanowa, niskotłuszczowa, wysokotłuszczowa, może być keto, paleo- różne są diety.
Jeżeli myślisz o diecie jako o czymś tutaj, na teraz, aby schudnąć, nabrać może lepszej sylwetki i skończyć z nią, to takim myśleniem skazujesz się na porażkę. Skoro dieta to sposób żywienia, to musisz traktować ją holistycznie, jako całość. Musisz zbudować swoje nawyki i dietę tak, aby móc trzymać się jej całe życie. To, że dzisiaj przejdziesz na przykład na żywienie, w którym są tylko warzywa, obetniesz 1000 kalorii, może 1500, schudniesz- super. Ale przy okazji stracisz też masę mięśniową. Pytanie brzmi- czy będziesz trzymać się tej diety całe życie? Odpowiedź jest prosta- nie.
PIERWSZE ZMIANY
Ja wyszedłem z założenia, żeby obciąć węglowodany- ale nie całkiem. I to był u mnie największy problem- słodkie i słone przekąski, pełne cukrów. Dodałem za to białko i zdrowe tłuszcze. Nowe zalecenia Polskiego Towarzystwa Żywieniowego mówią o tym, aby do 40% zapotrzebowania kalorycznego pochodziło ze zdrowych tłuszczów. Takich jak oliwa, awokado, tłuste ryby, tłuszcze z mięsa, nabiału, jajek.
Oczywiście- wszystko to, co piszę, dotyczy osób zdrowych. Ty możesz mieć chore nerki, wątrobę, cukrzycę. Możesz potrzebować więcej lub mniej tłuszczów, węglowodanów. Jedno moje zdanie zostaje- większość populacji spożywa zbyt dużo węglowodanów względem trybu życia. Duża ich ilość w pewnym stopniu prowadzi do insulinooporności i finalnie cukrzycy, magazynowania tkanki tłuszczowej otrzewnej, mgły mózgowej (nadpodaż węglowonów zwiększa poziom homocysteiny, której wysokie stężenia korelują z pogorszeniem funkcji poznawczych, demencją, chorobą Alzheimera, zwiększa ryzyko depresji!). To nie dotyczy sportowców, bo skoro jesteś w stanie spalić węglowodany tu i teraz, nie stanowią one dla ciebie problemu.

KALORIE- CAŁA TAJEMNICA
Przypuśćmy, że masz taki cel jak ja miałem- schudnąć. Co musisz zrobić? Czy musisz jeść więcej ciemnego pieczywa? Więcej twarogu? Więcej mięsa, białka?
Nie.
Tak naprawdę musisz jeść mniej kalorii.
Nie ma tu magii. Nie ma magicznego środka, magicznego dania, które nagle zrobi robotę. Po prostu musi zgadzać się bilans kaloryczny. Jesz za dużo kalorii- tyjesz. Jesz mniej kalorii niż spalasz- chudniesz. Proste. Pierwsza zasada termodynamiki musi być zachowana.
Oprócz ilości kalorii ważna jest też ich jakość. Można zjeść 300 kalorii mniej niż potrzebujesz i mogą to być tylko produkty z McDonalda- czyli głównie węglowodany i tłuszcze trans, czyli nic wartościowego; ale możesz też zjeść posiłek o tej samej kaloryczności, a bogaty w warzywa i objętościowo duży. Da ci sytość na długo, a jednocześnie nie „zapycha” organizmu pustą energią.
Bo chudnąć chcesz być zdrowy, a nie tylko chudy.
Nie chcesz tylko tracić tłuszczu. Z tłuszczem schodzi woda, więc spadają kilogramy, ale nie tylko o to chodzi. To przyjemny efekt psychologiczny- spadające cyferki, pierwsze dwucyfrowe wskazanie; pierwsze 8xkg, 7xkg, ale kiedyś trzeba będzie zmienić podejście i z tej redukcji wyjść.
Dlatego też, musisz też chronić masę mięśniową, bo to właśnie ona sprawia, że twoja przemiana metaboliczna wzrasta. Im więcej mięśni, tym więcej kalorii możesz zjeść, a i tak utrzymasz wagę. Dlatego zdrowy deficyt kaloryczny to 300–500 kalorii dziennie. Więcej- i tracisz mięśnie, niezależnie od tego, czy jesteś mężczyzną, czy kobietą.
Dlatego też trening siłowy, sport ma sens nie tylko jako spalacz- ale jako budulec dobrych nawyków, masy mięśniowej dla estetycznej sylwetki i zmian metabolicznych, które pomogą wyrwać się z błędnego koła: mam dużo tłuszczu -> nabieram tłuszczu (w przypadku mężczyzn, bo ten temat zbadałem, jest w organizmie mechanizm biochemiczny, który sprawia, że po przekroczeniu pewnej bariery ilości zbędnej tkanki tłuszczowej, wymaga to dużo pracy aby się z niego wydostać).
Być może będzie taki moment, w którym dojdziesz do limitu i ludzie zaczną mówić: „Stary, jedz więcej, zaczynasz słabo wyglądać”. I to może być sygnał, że straciłeś zbyt dużo mięśni względem tłuszczu i wody. Zaczynasz wyglądać na chorego. Wtedy warto pomyśleć o dodaniu białka, jeśli jeszcze tego nie zrobiłeś, i poprawie treningu.
Jeżeli jednak uczciwie będziesz się stosował do rozsądnych założeń: sport, odpowiedni ilość białka i tłuszczy, powoli acz sukcesywnie spadająca waga, objętość talii, pojawiający się zarys mięśni- to ich nie słuchaj. Grubasy wokół ciebie będą starały za wszelką cenę ciągnąć cię w dół, abyś pozostał w ich bagnie.

LICZENIE KALORII
Jak osiągnąć deficyt kaloryczny? Są dwie szkoły. Jedna- mniej jeść. Druga- więcej się ruszać. Złoty środek to znaleźć SWÓJ balans.
Żeby mniej jeść, musisz chociaż na tydzień, dwa zacząć ważyć swoje posiłki. TO MOJA DROGA I WG NIEJ MUSISZ.
Brzmi to okropnie? Na początku może, ale da się do tego przyzwyczaić. Z czasem zaczyna to przypominać grę.
Czy będziesz musiał ważyć jedzenie całe życie? Prawdopodobnie nie. Wystarczy jakiś czas, potem złapiesz metodę. Nauczysz się, ile mniej więcej waży porcja ziemniaków, mięsa, ile mają kalorii. Nauczysz się też jeść takie posiłki, które cię sycą, ale nie sprawiają, że jesteś przejedzony.

GŁÓD
Dopóki uczysz się kontrolować jedzenie, zaprzyjaźnij się z uczuciem głodu- to normalny stan człowieka.
Żyjemy w świecie nadpodaży jedzenia, pierwszy raz homo sapiens ma go więcej niż potrzebuje, a nasze ciało i mózg nie są do tego przystosowane ewolucyjnie. Głowa zawsze będzie ci podpowiadać: „Zjedz teraz, na zapas, później nie będzie”. Musisz więc polubić to uczucie głodu. Zrozumieć, że przez większość doby będzie ono z tobą. Polecam przespać ten moment, wypij szklankę albo dwie wody- nawodnienie to kluczowa sprawa!- i zadbaj o sen- również główny bohater odchudzania. Oszukaj mózg czymś, co ma objętość, a mało kalorii: gotowany kalafior, ogórki kiszone, skyr, twaróg. Słodkie przekąski i sosy zamień na ich wersje fit. Totalnie zrezygnuj ze słodzonych napojów- nie pij soków owocowych! To zagęszczony cukier z owoców. Lepiej zjeść owoc bogaty w błonnik- przyjaciel twojego zdrowia jelit.
Naucz się delektować jedzeniem- nagle warzywa zaczną mieć smak, słodycz i teksturę.

RUCH I DROBNE ZMIANY
Więcej się ruszać- nie oznacza od razu czterogodzinnej wyprawy rowerowej czy zarzynania się na siłowni. Królem spalania kalorii jest CHODZENIE.
Codzienne decyzje- nie jadę 800 metrów do sklepu samochodem, tylko idę pieszo. Takie wybory sprawiają, że twoja pula kalorii rośnie, a początek redukcji jest łatwiejszy, bo możesz zjeść więcej.
Teraz robię około 10–12 godzin kardio w tygodniu, a z siłownią to około 15 godzin. Czy tak było od początku? Nie. Zaczynałem od roweru, bo przez kontuzję pięty nie mogłem biegać. To był strzał w dziesiątkę.
Raz, dwa razy w tygodniu, pełne zaangażowanie, spalanie po 1500–2000 kalorii- nawet w posiłki po treningu, nie uzupełnisz wszystkich brakujących kalorii (zakładając pewną, minimalną uwagę). W połączeniu z kontrolą jedzenia- miesiąc po miesiącu spadała waga.
Z czasem kondycja rosła, więc mogłem dokładać ruchu. I przychodzi taki moment, że kiedy chcesz budować mięśnie i masz więcej kalorii do zjedzenia- czasami nie wiesz, co jeszcze położyć na talerzu.
To fajne uczucie, ale wymaga ogromu pracy.

Pułapki i konsekwencja
Najgorszą rzeczą na redukcji jest głodzenie się. Deficyt 300–500 kalorii dziennie i konsekwencja to klucz.
Potknięcia będą- to wojna. Możesz przegrać bitwę, ale jutro poprawić się i iść dalej. Uczciwość wobec siebie jest tu najważniejsza.
Mimo wszystko- i tak dopadnie cię głód.
Dlatego "diety" zakładające jedzenie 800–1000 kalorii dziennie (u mężczyźny) to droga donikąd. To dramat dla organizmu. Lepiej policzyć swoje zapotrzebowanie w kalkulatorze ( https://legionathletics.com/calorie-calculator/ polecam ten i wybrać cel slow, maksymalnie wstrzelić się gdzieś pomiędzy slow/moderate) i trzymać się rozsądnych liczb.
Głodzenie się to najprostsza droga do efektu jojo. 80–90% ludzi, którzy stosują krótkoterminowe diety, wraca do wyjściowej wagi albo jeszcze ją przebija. Dlaczego? Bo nie budują nawyków, a głodzenie niszczy homeostazę hormonalną, zwiększa apetyt, spowalnia podstawę metaboliczną i kończy się na jojo.
Sukces to zmiana krok po kroku- mniej kalorii, duże objętościowo posiłki, sycące, niskokaloryczne, dużo warzyw. Chodzi nie tylko o to, żeby schudnąć, ale żeby schudnąć zdrowo.

PRO TIPY
Nie mogę więc nikomu rozpisać gotowej diety, posiłek po posiłku. Każdy musi znaleźć własne rozwiązania. Co mogę polecić?
* ograniczenie pieczywa
* kontrolę dodawanych tłuszczów (kupiłem dozownik typu spray na olej, jedno, dwa, trzy psiknięcia to 20-40 kcal; porównywalnie nalanie "kropli" z butelki na patelnię to już łyżka- około 80-100 kcal.
* mniej smażenia, więcej pieczenia (frytki z piekarnika-nie z oleju, pieczeń zamiast kotletów)
* rezygnację z masła na kanapki i z sosów, majonezów- poszukaj wersji fit, albo takiego sosu, który będzie miał 150-180 kcal i używaj go z ROZWAGĄ
* CZYTANIE ETYKIET i to uważne
* najlepszy tłuszcz według mnie- oliwa z oliwek
* zrezygnuj z jedzenia na mieście i zamawianych potraw na rzecz gotowania w domu- podziękuje ci zarówno zdrowie jak i portfel.
* nie KUPUJ przekąsek. Decyzję, czy będziesz gruby, szczupły, zdrowy czy nie, podejmujesz W SKLEPIE (nie idź na zakupy głodny). Łatwiej jest raz wykazać się siłą woli- nie sięgając po coś na półkę sklepową- niż potem dziesiątki razy walczyć z pokusami w domu- wiedząc, że na stole, w szafce w kuchni albo w lodówce czeka coś, co cię w końcu pokona. Ludzie z najsilniejszą wolą, wcale nie mają jej najsilniejszej, ale dokonują takich wyborów, aby nie musieć jej testować.
* ZREZYGNUJ z płynnych kalorii: cole z cukrem zamień na wariant bez cukru, soki to zagęszczony cukier z owoców- nie ma w nich nic zdrowego- zjedz po prostu owoc.
* psychologicznie ważne: nazwij swój problem. Stań przed lustrem i wyartykułuj: JESTEM GRUBASEM, ZJEBAŁEM, ALE ZAWALCZĘ O SIEBIE, NIE BĘDĘ GRUBASEM.
Dzisiaj już tak o sobie nie myślę. Teraz wiem i mówię: jestem sportowcem, jestem zdrowy, jestem samiec T (twaroży)!
Narzędzia- zainstaluj Fitatu albo inną aplikację do liczenia kalorii. Kup wagę kuchenną. Waż każdy posiłek. Skanuj kody kreskowe produktów. Dodawaj własne przepisy. Dopiero z czasem, gdy się nauczysz, możesz przejść na szacowanie „na oko”.
Dodaj do wszystkiego ruch, ale taki, który lubisz.
Spacery, rower, siłownia- nie ma znaczenia. Ważne, żebyś mógł robić to całe życie. I nie słuchaj influencerów, że musisz wstać o piątej rano i ćwiczyć na czczo. Jeśli lubisz biec z pełnym brzuchem- proszę bardzo. Jeśli wolisz spacer wieczorem- proszę bardzo.

Zrób sobie zdjęcie- dzisiaj. Gdy czujesz, że wyglądasz najgorzej. Dokumentowanie swojej drogi jest ważne- dla monitoringu postępów i obiektywnej oceny zmian. Bo, gdy zaczniesz, obiecuję ci, że może przyjść taki moment, że waga nie będzie odpowiednim wyznacznikiem- a ja dzisiaj żałuję, że nie mam porównania, gdy byłem największym tucznikiem. Na zdjęciu poniżej ważę już 99kg (zaczynałem od ok. 108kg).

Brak czasu na ruch? Znaczy, że musisz z czegoś zrezygnować. Z seriali, filmów, scrollowania social mediów. To rozwala ci system dopaminowy, odbiera energię i siłę na rzeczy naprawdę istotne- zadbanie o jedyną sprawę pozostającą z tobą od początku do końca- o własne ciało.

Pokaż więcej komentarzy (84)

GURU

w Hydepark

8piorunów

Zachciało mi się do jakiegoś dodatku smakowego, coś w stylu tych syropów z sieciówek. Jakieś smaki typu karmel, czekolada czy wanilia ale jednocześnie nie chcę dowalać kalorii. Czy znacie jakieś produkty nadające się do spożycia z kawą, baz kcal (lub z minimalną ilością kalorii) godne uwagi, nie smakujące "chemią"?

Zawołam też , bo ogarniacie produkty niskokaloryczne jak nikt inny 😉

Zdjęcie przykładowe.

GURU1piorunów

@Lubiepatrzec Do czarnej kawy, tak? Moim zdaniem jak dodasz 5-10ml syropu nawet karmelowego, np. Monin, który będzie miał 15-30kcal w jednej kawie to przecież nie ma to aż takiego znaczenia. Monin robi też syropy bez cukru, tam już wgl masz prawie bez kalorii (20kcal / 100ml)

Pokaż więcej komentarzy (11)

Mistrz

w Hydepark

36piorunów

K⁎⁎wa to nie w tą stronę miało iść xD

3 tygodnie temu było 87,0kg

GURU1piorunów

Zrzuciłem na urlopie (5 tygodni) do 77.5, czyli 5 kilo. Wczoraj był grill z rodzicami i kładłem się ważąc 78.5 xDD
Zapomniałem się rano zważyć.

Pokaż więcej komentarzy (22)

Fanatyk

w szalone wpisy zielonego żelka

14piorunów

Starość nie radość, za niecałe półtora miesiąca 30.
W końcu przemiana materii zaczęła spowalniać, więc trzeba zrzucić parę kg.
Przez ostatnie 2 tygodnie zrzuciłem 3 kg i spadłem poniżej 70. Jeszcze ze dwa i można wrócić do wbierdalania.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Twórca

w Hydepark

104piorunów

Pierwszy raz od chyba 20 lat zszedłem poniżej 100kg, nie mam już otyłości tylko nadwagę 😛
Na początku 2024 ważyłem 132kg i wtedy stwierdziłem że to już przesada, stopniowo zacząłem ćwiczyć i zmieniać dietę. Jeszcze trochę zostało ale cieszę się że do tego etapu doszedłem :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gruba ryba

w Hydepark

3piorunów


Jedna z ciekawostek o odchudzaniu w 2025 roku to fakt, że coraz więcej osób korzysta z analizy DNA, by personalizować swoją dietę i dowiedzieć się, jak ich organizm reaguje na różne składniki pokarmowe.

W praktyce oznacza to, że za pomocą prostego testu genetycznego można sprawdzić, czy lepiej trawisz tłuszcze czy węglowodany, czy masz większe ryzyko nadwagi przy określonych składnikach. Dzięki temu personalizacja diety może zwiększać skuteczność odchudzania i zmniejszać ryzyko efektu jo-jo.

Dodatkowo, coraz więcej dietetyków zaleca elastyczny model żywienia 80/20: przez 80% czasu wybierasz zdrowe produkty, a 20% zostawiasz na ulubione słodycze czy przekąski, nie popadając w skrajną restrykcję.

Natomiast jeśli regularnie się nie wysypiasz (mniej niż 7 godzin), spalasz nawet kilkaset kalorii mniej i odchudzanie staje się prawie niemożliwe – sen jest kluczowym „spalaczem” kalorii, a chroniczne niedospanie bardzo utrudnia redukcję masy ciała.

Lider5piorunów

@Dzban3Waza to wszystko fajne ale jednak: bilans kaloryczny na końcu się musi zgadzać. Coraz więcej ludzi także jest otyłych lub w sporej nadwadze i jednak dyscyplina w diecie to podstawa. Najlepiej jednak: znajdź sobie taki zdrowy sposób żywienia, który możesz kontynuować do końca życia. To nie jest etap na rok, dwa. To zmiana stylu odżywiania i świadomości żywieniowej.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Mocarz

w Hejtokoksy

86piorunów

Podsumowanie 8 tygodni treningu od 16.06 do 9.08.
Zmiany statów z analizatora składu ciała:
Masa ciała 78,7 kg -> 75.5 kg
% tkanki tłuszczowej 25.9% -> 23,0%
LBM 56,5 kg -> 56,5 kg (brak zmiany, ale przy redukcji przez 90% okresu treningowego to super wynik bo oznacza, ze cały spadek masy ciała był uzyskany z tłuszczu, przypis autora)

To teraz zmiany w ciężarach w poszczególnych treningach:
Przysiad bułgarski 10 powtórzeń 2x14 hantle -> 10 powtórzeń 2x20 hantle
Hip trust 10 powtórzeń 40 kg -> 10 powtórzeń 77,5 kg
Wiosłowanie w opadzie tułowia 10 powtórzeń hantle 9 kg -> 10 powtórzeń hantle 16 kg
Pompki 9 negatywów-> 10 na podwyższeniu na boxie wysokość ścianki żółtej
Narciarz 10 powtórzeń 10 kg -> 10 powtórzeń 20 kg
Odwodzenie na wyciągu 10 powtórzeń 5 kg -> 10 powtórzeń 15 kg
Bicycle crunch 0:45 -> 1:05

Przysiad z sztangą na plecech 8 powtórzeń 45 kg -> 8 powtórzeń 55 kg
RDL z hantlami 6 powtórzeń 2 hantlami 28 kg -> 8 powtórzeń 2 hantlami 32 kg
Glute bridge jednonóż 10 powtórzeń 10 kg -> 10 powtórzeń 24 kg
Swiss Ball leg curl 7 -> 15 powtórzeń
Kickback na wyciągu 10 powtórzeń 10 kg -> 10 powtórzeń 25 kg
Przywodzenie na wyciągu 10 powtórzeń 10 kg -> 10 powtórzeń 17,5 kg
Przejście bearhold-plank-downdog 7 powtórzeń po 5 sekund między przejściami-> 7 powtórzeń po 10 sekund między przejściami

Wyciskanie hantli na skosie dodatnim 8 razy hantlami 9 kg -> 8 razy hantlami 14 kg
Ściąganie drążka V 8 x 30 kg -> 8 x 45 kg
Podciąganie negatywy 5x na odciążeniu 30 kg -> 5 razy bez maszyny odciążającej
Kettlebell OHP 8 x 6 kg -> 8 x 10 kg
Hammer 8 x 14 kg -> 8 x 32 kg
Modlitewnik 10 x 9 kg -> 10 x 20 kg
Dumbbell pullover 10 x 7 kg -> 10 x 20 kg
Mountain climbers 0:45 -> 1:05
Palloff Press 10 x 10 kg -> 10 x 17,5 kg

Jak ktoś przez to przebrnął to gratuluję. Dodatkowo jeszcze dzisiaj udało mi się pierwszy raz biec ciągiem 30 minut. Pewnie dzięki super mocy okresu, ale i tak się cieszę.

Ogółem jestem turbozadowolona, zaczynam mój tydzień odpoczynku z samym cardio i jogą. Na dole macie jeszcze porównanie zdjęciowe :>

Pokaż więcej komentarzy (22)

Lider

w Hydepark

21piorunów

Powiem coś co wszyscy wiemy. :melting_face:

Decyzję o tym czy będziesz gruby i niezdrowy :hot_face: czy szczupły i zdrowy 💪 podejmujesz w tym momencie...:shopping_trolley:

Ostatecznie wpadły jeszcze:
-jaja
-seler (będą frytki z selera z piekarnika)
- pomidory w puszce do sakszuki na weekend dla żony
-serki wiejskie na pizzę (ale was zachwycę)
-mięso mielone z szynki na kotlety dla dzieci bo chciały

Z Twarogiem! (Mam zapas :P).

Pokaż więcej komentarzy (21)

Fanatyk

w Hydepark

31piorunów

tl;dr
Schudłem sobie, ale w moim przypadku to bardziej fanaberia, a nie konieczność - nie trzeba gratulować, w ogóle nie trzeba czytać. Nie wiem dokąd mnie ten wpis zaniesie i czy komukolwiek do czegoś się przyda.
Jeśli szukasz czegoś na pewno pożytecznego - sprawdź jedzonkowy kontent od @GazelkaFarelka

Odchudzanie jest proste, robiłem to wiele razy

W moim przypadku powyższe zdanie jest prawdą. Najczęściej był to pewien cykl typu "zrzucam masę bo wiosna i rower -> lato -> zaczynam jeść ciastka i pitce -> jesień -> no i o". Dlaczego tak? Bo, proszę państwa: ciastka są dobre, pitca jest dobra, w ogóle jedzonko jest dobre, a jak będzie trzeba, to sobie zrzucę nadmiar, nie musiałem się tym stresować. Dodatkowo nic na mnie nie wymuszało zmiany: dla roweru zrzucałem tyle, żeby nie wystawał mi brzuszek jak niektórym kolegom i by na urlopach było mi trochę lżej jadąc pod górkę. Bądźmy uczciwi: w przypadku amatorskiego kolarstwa kilogram albo nawet dwa nie mają znaczenia: ani nie brałem udziału w zawodach, ani to, że grupa mnie zerwie pod górkę to nie jest powód do cieniowania - gdybym chciał oszczędzać wagę, to zacząłbym od zabierania jednego (i mniejszego) bidonu lub zabierał łatki zamiast dętki i lżejszą torebkę podsiodłową. Dodatkowo... dla ustalenia uwagi: przy BMI 23 w wersji "po zimie" nie mam raczej konieczności pilnowania niczego.

Więc w ogóle po co mi to? Zmieniłem sport na wspinanko i nagle masa stała się istotna, bo nie ma ze mną ani roweru, ani bagażu, za to jestem sam ja. A jeśli ktoś chciałby się dowiedzieć co dla wspinacza może znaczyć waga - proszę sobie podnieść na jednym palcu pusty plecak, a potem włożyć doń butelkę wody i sprawdzić ponownie. I wyobrazić sobie, że takie obciążenie bywa robione dynamicznie i w różnych kierunkach. Stąd też silna motywacja nie tylko po to, żeby zrzucić masę, ale by pozostać w tym miejscu na dłużej: nie mam problemu z silną wolą, tylko muszę mieć jakiś cel, żeby ją utrzymywać. Ale masa to nie wszystko, ważne są i mięśnie: to, że po odchudzaniu stracę trochę siły i będę miał może trochę gorszy czas na segmencie na Stravie... - to nie jest coś motywującego. Ale już wspinanie daje bardziej realne wyzwania, a postępy (lub ich brak) można zobaczyć bez zapierdzielania jak pies z jęzorem na wierzchu przez kilkanaście minut.

Teraz trochę bliżej konkretów, czyli coś, co może komuś jakimś cudem się przyda (albo przynajmniej da pożywkę do pojechania po mnie): co zrobiłem, czego nie zrobiłem i w ogóle jaki był w tym plan.

Zaczniemy od dietetyka. Mój pierwszy kontakt z tym zawodem miał miejsce kilkanaście lat temu, gdy uznałem, że już wystarczająco naoddychałem się samodzielnością i tym, że mogę jeść co mi się podoba, bo sam za siebie płacę - i że warto sprawdzić, co zrobić lepiej. Pani dietetyk jeszcze zanim zdążyłem powiedzieć z czym przychodzę, wykrzyknęła: no chyba pan nie chce się odchudzać, pan tak dobrze wygląda! Miałem wtedy kilka ładnych kilogramów wyraźnej nadwagi, więc już po tym wstępie wiedziałem, że usłyszę dobre rady tonem cioci, u której każdy musi wyjść najedzony: nie zawiodłem się. Dostałem kilka zdań, kilka kartek gotowych przepisów z cyklu "gotowanie dla ambitnych" i polecenie pojawienia się na "kontrolę" za trzy miesiące. Podobnych historii o "dietetykach", którzy traktują pacjenta jak cielątko u weterynarza, dając po prostu losowe przepisy ze swojego excela, kilka uniwersalnych rad i do widzenia, pora na CS-a - słyszałem na tyle wiele, żeby wiedzieć, że ciężko trafić na kogoś dobrego. Trafić mi się udało. Na wizytę czekałem ze dwa miesiące, ale dostałem naprawdę dobry wykład o tym jak wygląda proces zrzucania masy, co będzie się działo po kolei, dostałem dzienniczek przepisów w formie "na miesiąc" z możliwością dowolnego mieszania posiłków między dniami i dopasowany do moich preferencji (potrafię gotować, ale skrajnie nie znoszę marnowania na nie czasu - cenię sobie proste posiłki. Bardzo proste.). Efekt był wtedy wyraźny: lepsze samopoczucie, szybka utrata masy, minusów nie stwierdzono.

Później nastąpił kilkuletni cykl jak we wstępie: dopóki pilnowałem chudnięcia, było ok, ale nie miałem ustalonej rutyny na "jedzenie na zero", więc tutaj wszystko się rozjeżdżało. Ale bez bólu, bez stresu, wkrótce wiosna, się zrzuci xD

No dobrze, to co teraz zrobiłem inaczej?
1. Zadałem sobie trud zrozumienia procesu. Przy wykorzystaniu GPT (oczywiście weryfikując jego opowieści - ale przynajmniej podrzucał mi słowa kluczowe) zrozumiałem jak wygląda cały proces zrzucania masy: jak organizm przechodzi w tryb spalania tłuszczu, z czym to się wiąże, jak wygląda powrót, jak wygląda wejście na zero itd.
2. Kalorie w apce. Zawsze uważałem to za bezsens i nie do końca miałem rację. Gdybym miał to liczyć w zeszycie lub excelu, to na pewno bym nie robił, ale pobrałem jedną z apek, które to liczą: jeśli mogę kopiować niektóre pozycje, skanować kody kreskowe (to jest gamechanger!) albo wpisywać ilości typu "łyżka [czegoś]" - to wypełnienie i sprawdzenie makroskładników za dzień jest banalne.
3. Białko. Nie korzystam od dawna z przepisów pani dietetyk, zmodyfikowałem je nieco - i wychodzi na to, że zrobiłem to nieco do d⁎⁎y. Wspomniałem już o priorytecie niespartolenia mięśni? Więc tak, mamy teraz akcję "mój stary to fanatyk skyra, pól lodówki nim zajebane". 
4. Białko, ale inaczej: gdy zwiększyłem jego ilość (pewnie do tej poprawnej), to zmniejszyło mi się uczucie głodu po posiłku. Gdy zjem (już) dobrze zbilansowany posiłek, to mogę po nim te 2-3 godziny przetrwać nawet nie myśląc o jedzeniu, wręcz przeciwnie, muszę się sam przypilnować żeby pamiętać.
5. GPT z innej strony: niektóre rzeczy w apce mają predefiniowaną wagę, ale nie wszystkie - żeby oszczędzić sobie ważenia, zadaję pytania typu "ile waży jajecznica z X jajek" czy "ile waży łyżka pestek z dyni". Może i gdzieś się tam chłopina pierdzielnie o kilka gramów, ale to nie apteka.
6. Rutyna wyjścia na zero kaloryczne. Zanim to nastąpiło, miałem przygotowany plan kaloryczny na okres przejściowy (ładowanie z powrotem glikogenu) i okres docelowy, z uwzględnieniem dni treningowych i rodzajów aktywności.

Pierwszym sprawdzeniem moich planów i wytrwałości był wyjazd na Słowenię sprzed półtora miesiąca: przypilnowałem się bardzo, w szczególności zwracając uwagę na porządne śniadanie i rozplanowane posiłki podczas aktywności. Plus: obiadokolacja... no, kolacja, nie udawajmy że wracałem przed zmrokiem: na zmęczeniu, ale pilnowałem przygotowania i bilansu. Efekt: bez straty radości z jazdy, chodzenia głodnym, wieczorów w stylu zombie "coś jeszcze bym zjadł" udało mi się utrzymać dobrą wydajność i mimo to utrzymać utratę wagi.

Drugie sprawdzenie tychże planów właśnie trwa. Po wejściu na zero wróciłem w górę zakładany kilogram i od dwóch tygodni trzymam się w miejscu. Fun fact: to, co pani dietetyk (ta lepsza) przegapiła, to wyjaśnienie mi, że "utrata wody" na początku to glikogen, a wychodzenie na zero polega na tym, że on sobie powróci. Oszczędziłoby mi to swego czasu solidnej frustracji. ;D

Z rzeczy których żałuję: szkoda że jakoś miesiąc po czytaniu, edukowaniu się i szukaniu w necie odkryłem wspomniane na wstępie wpisy @GazelkaFarelka Pewnie oszczędziłoby mi to szukania, skoro pożyteczna wiedza jest pod ręką.

A, na koniec cyferki: czas zrzucania - ok 2 miesiące, masa zrzucona 6-7 kg.

Lider3piorunów

@Statyczny_Stefek a było pod razu wejść na twaróg. 😉
to podstawa. Pizza? Sorry, nie jem takich rzeczy a jak już to sporadycznie. Po prostu normalne jedzenie, mało przetworzone po tym roku czy tam więcej, smakuje mi lepiej niż pizze, słodycze i inne fanaberie.

Lider0piorunów

@Statyczny_Stefek taki plus, że nie smakują mi w Polsce. Są lujowe. Czekolady to nieśmieszny żart.
Oddając jednak polskim produktom sprawiedliwość wafelki są top: teatralny, familijne, Prince polo itd. Nigdzie na zachodzie nie potrafią zrobić takich wafelków.

GURU1piorunów

@Statyczny_Stefek polecam moje ostatnie odkrycie, miniserniczki, czyli sposób na twaróg w innym wydaniu. Szybko się robi bo cztery składniki blenduje się w jednej misce i potem do foremek na muffiny. Upiekłam ostatnio jako przekąskę do auta na kilka godzin drogi. Zdrowa wysokobiałkowa przekąska dla całej rodziny.

Pokaż więcej komentarzy (10)