@Oczk W tym, że modernizacja myśliwca daje rząd wielkości wyższą zdolność bojową. Dzisiejsza walka w powietrzu nie ma nic wspólnego z tą z 2WŚ czy wojny w Korei. Ginie ten, kto wszelkie dodatki, weźmy sam radar. Samolot myśliwski z radarem mechanicznym ma ograniczone możliwości śledzenia celów (choćby przez sam fakt, że radar skanuje poprzez poruszającą się antenę). Wczesne wersje F-16 wykrywały na odległość do powiedzmy koło 150 km (w super idealnych warunkach). Nowsze radary zwiększały ten zasięg dwukrotnie. A radary AESA nie dość że sięgają daleko, jest nieruchomy, to jeszcze powierzchnię radaru można zaprogramować na wiele możliwych sposobów. Każda "komórka" radaru może działać na innej częstotliwości i wykonywać inne zadania. Samolot dzięki temu może nie tylko śledzić cele powietrzne (a tych może śledzić na raz 3-4 razy więcej), a także w tym samym czasie może prowadzić mapowanie terenu a nawet prowadzić walkę radioelektroniczną. Dla myśliwca to jest prawdziwy gej czendżer.
A co do BRDM-a, który jest pojazdem rozpoznawczym. Wdrożone modyfikacje ułatwiają pracę załogi i tylko nieco poprawiają możliwości rozpoznania i świadomości sytuacyjnej załogi. Są przestarzałe, pasywne, niezautomatyzowane i niepełne. I owszem, można napakować do niego system zarządzania walką, najnowsze możliwe głowice elektrooptyczne z noktowizją, dalmierzem laserowym, termowizją, radar pola walki etc. (na tyle, na ile pozwoli pozostała przestrzeń w wozie). Tylko że wtedy wracamy do kolejnej rzeczy jaką jest relacja koszt-efekt. Zastosowanie powyższych stanowi finansowy kosmos w stosunku do wartości pojazdu to raz, a dwa nie eliminuje jego podstawowych wad wynikających z przestarzałej konstrukcji jak nikła odporność przeciwminowa/IED, słaba odporność balistyczna) czy brak przedziału desantu załogi. O dostępności części zamiennych nie wspominając. Lepiej jest już zbudować coś nowego od zera, co zresztą czynimy. Pierwsze seryjne Bobery trafiają już właśnie do jednostek.