Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bapitankombaczyta

Fenomen

w Hydepark

30piorunów

371 + 1 = 372

Tytuł: Czas samotności. Ukraina w latach 1914-2022

Autor: Michał Klimecki, Zbigniew Karpus

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Bellona

Format: papierowa

ISBN: 9788311165649

Liczba stron: 360

Ocena: 6/10

Tytuł w zasadzie mówi wszystko. Książka stanowi coś w rodzaju podręcznika do historii współczesnej Ukrainy, raczej adresowanego do szerokiego grona czytelników. Rozpoczyna się ona od przedstawienia historii Ukraińców w przededniu I wojny światowej i nieudanej próby utworzenia stałego państwa na mapie Europy (zaznaczam stałego, bo mało kto pamięta, że tuż po I wojnie światowej powstały Ukraińska Republika Ludowa oraz Zachodnioukraińska Republika Ludowa, z którą toczyliśmy wojnę). Pierwsze wydanie książki ukazało się w 2018 roku, drugie, które właśnie opisuję, zatrzymuje się na pierwszych tygodniach inwazji Rosji na Ukrainę.

Książka w przystępny sposób prezentuje najważniejsze wydarzenia z historii Ukrainy. Sporym problemem jest jednak nierównomierny rozkład tematów. Zbrodnie UPA są rozłożone po rozdziałach "Pod niemiecką okupacją" i "Ponownie w granicach Ukrainy radzieckiej", chociaż temat ten powinien być opisany w oddzielnym podrozdziale. Temat ten bardzo potraktowano po łebkach. Historia Ukrainy w latach 1945-1991 została skondensowana do 32 stron, podczas gdy dwa razy więcej treści poświęcono pierwszym latom niepodległej Ukrainy (tj. lata 1991-2014). Taki był marazm, że autorzy uznali, że nie warto pisać o tym okresie więcej? O samej eksplozji bloku elektrowni jądrowej w Czarnobylu poświęcono raptem dwa akapity i jedną fotografię na całą stronę. Wydarzenie to miało tak duży wpływ na politykę i środowisko naturalne Ukrainy (lub szerzej ZSRR), że temat ten powinien być znacznie rozwinięty. Zarżnięto również tematy, które może nie odgrywają dużej roli w historii Ukrainy, ale które stanowiłyby ciekawe uzupełnienie. Jednym z takich tematów jest... udział Ukraińców w bitwie pod Monte Cassino. Nie wiedziałem, że walczyli w szeregach Armii Andersa, poczytałbym więcej, a taki samograj ograniczono do przypisu.

Z drugiej strony przeładowany jest ostatni rozdział, poświęcony przygotowaniom i atakowi Rosji na Ukrainę. Zbyt dużo miejsca zajmują informacje o uzbrojeniu obu sił i przygotowaniach NATO (informacje o przygotowaniach w Redzikowie zajmują w książce tyle miejsca co... opis katastrofy w Czarnobylu).

Autorzy dokonali starań, by zachować neutralny punkt widzenia. Neutralności nie zachowano jednak w ostatnim rozdziale, dopisanym na szybko do drugiego wydania książki. Ogólnie Rosję j⁎⁎ać po same kule, ale Ukraina jest pokazana jako kraj odpowiednio przygotowany do wojny, która zdołała zatrzymać Rosję. Życzę Ukrainie jak najlepiej, ale mam świadomość, że i tuż przed wojną i w jej trakcie kraj ledwo sobie radził ekonomicznie oraz był przeżarty korupcją. Mamy pełne opisy stanowisk państw europejskich wobec konfliktu, ale ze świecą szukać punktu widzenia Chin, Indii czy państw afrykańskich, które życzliwie odnoszą się do Rosji.

Jako podręcznik książka spełni swoje zadanie, ale jeżeli ktoś zna z grubsza historię współczesnej Ukrainy to niewiele znajdzie nowych informacji. Polecam, ale bez większego przekonania.

Prywatny licznik: 8/50

Gruba ryba3piorunów

:grinning: czasem nawiązuję do tematów historycznych z Ukraińcami, ale ciężko to idzie. Gotowym przyznać, że jestem przy nich ekspertem.

Fenomen

w Hydepark

24piorunów

281 + 1 = 282

Tytuł: Narodowy komunizm po polsku. Partyzanci Moczara

Autor: Paweł Machcewicz

Kategoria: naukowa

Wydawnictwo: Krytyka Polityczna

Format: papierowa

ISBN: 9788368267204

Liczba stron: 544

Ocena: 10/10

(poniższa recenzja w pewnym momencie przeplata się z prywatnymi poglądami autora)

Właśnie takie książki historyczne powinny być bestsellerami. Nie żadna pulpa masowa, bo na modzie jest herstoria i chłopomania, tylko rzetelna praca naukowa na konkretny temat, której rzetelność potwierdza bogata bibliografia.

Książka opisuje działalność ministra spraw wewnętrznych Mieczysława Moczara i jego zwolenników w latach 60. XX wieku, tu określanej mianem partyzantów. Praca bardzo dogłębnie wyjaśnia sukces tego ruchu, narzuconej przez partyzantów wizji patriotyzmu, która łączyła ze sobą martyrologię i tradycję historyczną, nacjonalizm i antysemityzm, gdzie patriotami byli już nie tylko żołnierze Gwardii Ludowej/Armii Ludowej, ale także szeregowi żołnierze Armii Krajowej, Batalionów Chłopskich czy też Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, którzy zaczęli być doceniani za walkę z Niemcami. Autor prezentuje zakorzenione społecznie wcześniejsze wzory mentalne i ideowe, które wykorzystali Moczarowcy, wyjaśnia, dlaczego pomimo ogromnego triumfu partyzantów w latach 60. ruch ten zapadł się, a jego cieniem był późniejszy Grunwald oraz porównuje ideologię partyzantów z jej odpowiednikami w bloku wschodnim (tu: z ZSRR, NRD i Rumunii) i Jugosławii, gdzie ruch partyzantki stanowił sens polityki Broz-Tity.

Wiele wniosków jest niestety aktualnych, a mechanizmy stosowane przez Moczara można podejrzeć również dziś. Zmieniły się tylko osoby, "zaczyn" i technologie. Z drugiej strony w przyszłości sukces zapewne odniesie książka porównująca Moczarowców z dzisiejszym antysemityzmem, gdzie dziś ta łatka jest instrumentalnie traktowana przez Izrael, którego władze (wybrane demokratycznie!) nazywają antysemitami wszystkich, którzy stają w obronę Palestyńczyków. Paradoks, książka, która poświęciła sporo uwagi na wyjaśnienie, dlaczego w Polsce niechęć wobec ludności żydowskiej była tak wielka i bardzo krytycznie odnosząca się do tego, do czego dopuścili się Polacy, została wydana w czasie, gdy z jednej strony skrajna prawica od Brauna tworzy nową odsłonę partyzantów/Grunwaldu, a z drugiej same władze Izraela cynicznie żongluje jednym słowem, by uciszyć krytyków ich polityki wewnętrznej. Przy takiej polityce nie mogę się dziwić, że znajdują się tacy, którzy potem łapią tępy antysemityzm, polegający na rzucaniu haseł o wypędzeniu Żydów, Polinie, wyprzedaży kamienic itp. Jakby nie patrzeć ta tępa propaganda w latach 60. też miała solidną podstawę, gdyż w MBP faktycznie był spory odsetek ludności żydowskiej.

Ciekawostka. Muszę powiedzieć jedno. W grudniu miałem dość wątpliwą przyjemność otrzymać w pracy gazetkę braci Karnowskich, gdzie ukazała się recenzja książki. Recenzent, choć negatywnie odnosił się do poglądów Machcewicza, pochwalił książkę i uznał ją za ważną. Jeżeli różne środowiska doceniają rzetelność autora i bogactwo treści, a różnice dotyczą wyłącznie wniosków, gdzie historia przechodzi w politykę, to możemy mówić o pracy wybitnej i potrzebnej.

Prywatny licznik: 7/50

Autorytet1piorunów

Dzięki za polecenie, zapowiada się dobrze

Fenomen

w Hydepark

22piorunów

266 + 1 = 267

Tytuł: Liczby nie kłamią. 71 rzeczy, które trzeba wiedzieć o świecie

Autor: Vaclav Smil

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Insignis

Format: papierowa

ISBN: 9788366874650

Liczba stron: 431

Ocena: 6/10

Książka stanowi zbiór 71 rozdziałów poświęconych różnym zagadnieniom ze świata statystyki, techniki, demografii i ekonomii. Zamierzeniem autora było przedstawienie pewnego problemu, wyjaśnienie jego wpływu na planetę i pokazanie, że wiele powszechnych opinii nie jest zgodnych ze statystyką. Wiele tekstów stanowi uargumentowanie stanowiska autora, który korzystając z danych statystyk jednoznacznie określa swoje stanowisko.

Książka stanowi zbiór ciekawostek i powinniśmy ją traktować jako papierowe Galileo, ale merytorycznie stojące kilka stopni wyżej. Na pewno będzie dobra dla osób, które potrzebują zgrabnej odpowiedzi na pytania, czy np. elektrownie jądrowe są opłacalne, czy dla historii techniki przełomowy był XIX wiek czy jednak obecny, gdzie dokonuje się rewolucja AI czy też czy Chiny będą najpotężniejszym państwem na świecie. Jeśli ktoś szuka dogłębnego opisu danego problemu to musi szukać w innych miejscach.

Jako lektura przed snem lub podczas krótkiej podróży z pewnością się nada.

Prywatny licznik: 6/50

Fenomen0piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Fenomen

w Hydepark

28piorunów

197 + 1 = 198

Tytuł: Życie. Fascynująca podróż przez 4 miliardy lat

Autor: Juan Luis Arsuaga

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Znak

Format: papierowa

ISBN: 9788324060214

Liczba stron: 600

Ocena: 7/10

Przygodę z książkami Arsuagi rozpocząłem od tej książki i... tą książką skończyłem ten cykl, czytając ją na raty. No ale wczoraj późnym wieczorem się udało. Nie będę rozpisywać się za bardzo nad zaletami, książka pod względem merytorycznym niczym nie ustępuje "Ciału. Arcydzieło siedmiu milionów lat ewolucji" (recenzja) czy też "Życiu i śmierci. Wielkiej księdze pytań" (recenzja). W porównaniu do "Ciała" nie ma porównań anatomii ludzkiej do sztuki. Ot czysta książka popularnonaukowa o powstawaniu życia na Ziemi i człowieka, z dołączonymi opiniami światowych ewolucjonistów i komentarzami autora, po czyjej stronie się opowiada. Jeśli ktoś szuka tutaj całych rozdziałów o dinozaurach to się rozczaruje, autor większą część książki traktuje o człowieku. Książka warta polecenia osobom interesującym się biologią oraz wszystkim, którzy mają ochotę spalić na stosie wszystkich kreacjonistów i innych przeciwników nauki.

Jak poprzednio parę ciekawostek z notatek, które robiłem sobie podczas lektury:

* XX-wiecznym chadem wśród paleontologów był George Gaylord Simpson, który jednym tekstem zgasił tysiące naukowców zastanawiających się, jacy będą kosmici. Simpson stwierdził, że liczba czynników, które z pierwszej komórki ewoluowały do postaci człowieka jest tak wielka, że prawdopodobieństwo wystąpienia zielonych ludzików jest w zasadzie zerowa;

* mamy trzy typy ssaków: torbacze, łożyskowce i stekowce (znoszące jaja). Niby to wiedza na poziomie gimnazjum, ale zapomniałem o istnieniu dziobaków;

* badania potwierdziły, że człowiek jest w stanie znieść o wiele większy ból fizyczny dla kibiców swojej drużyny niż kibiców drużyny przeciwnej [tu autor ugryzł się w język i wyciąg dygresję o Karolu Nawrockim]

* biomasa ssaków rozkłada się z grubsza następująco: 36% ludzie, 60% zwierzęta domowe, w większości świnie i bydło, 4% pozostałe ssaki. Biomasa ptaków domowych (kury, gęsi, kaczki) stanowi trzykrotność biomasy ptaków dzikich. Spośród biomasy wszystkich zwierząt stawonogi stanowią jej połowę. Ludzie i zwierzęta hodowlane - 8%;

* przez lata uczono w szkołach, że lewa półkula mózgu odpowiada za nauki ścisłe, a prawa za artystyczne. Później ten pogląd wycofano. A według najnowszych badań podział na półkulę ścisłą i kreatywną w zasadzie istnieje tylko nie jest, nomen omen, ścisły i obie półkule mogą w pojedynczych polach wykonywać zadania domyśłnie przypisywane drugiej.

Prywatny licznik: 5/50

Fenomen

w Hydepark

21piorunów

187 + 1 = 188

Tytuł: W masce i bez maski. Wywiad polski na wychodźstwie w czasie II wojny światowej

Autor: Władysław Bułhak

Kategoria: historyczna, popularnonaukowa

Wydawnictwo: Instytut Pamięci Narodowej

Format: papierowa

ISBN: 978-83-8376-659-1

Liczba stron: 415

Ocena: 8/10

Zazwyczaj do książek wydawanych przez IPN podchodzę ostrożnie. Opracowania naukowe jeszcze dają radę, ale wydawnictwa popularnonaukowe to w dużej mierze publikacje, gdzie wyklęty na misiu Wojtku pogania drugiego wyklętego. IPN uczestnicząc w wojenkach politycznych i sprowadzając historię współczesnej do ściery bardzo zaszkodziło. Tym razem biorąc książkę do ręki byłem spokojny i z grusza domyślałem się, że dostanę do ręki rzetelne opracowanie, co do którego nie będę miał zastrzeżeń. Cóż, miałem przyjemność w zeszłym roku poznać autora książki, więc dodatkowej rekomendacji nie potrzebowałem.

To popularnonaukowe opracowanie stanowi syntezę dziejów wywiadu polskiego na wychodźstwie podczas II wojny światowej. Książka jest adresowana do szerokiego grona odbiorców, ale jej poziom jest na tyle wysoki, że w zasadzie dobrze sprawdzi się jako podręcznik akademicki. Autor wykonał sporą pracę, porządkując dotychczasowy stan i uzupełniając go o swoje własne badania (m.in. na temat Kazimierza Leskiego "Bradla", który w naszej popkulturze zapisał się jako szpieg w mundurze generała niemieckiego, podczas gdy faktycznie ubarwiał swoje historie). W pojedynczych miejscach autor pozwala sobie przedstawić swoje stanowisko wobec danej sprawy. Nie jest bezkrytyczny wobec polskiego wywiadu, gdy trzeba zwraca uwagę, że nasz wywiad był słabo dofinansowany, a część wywiadowców popełniała błędy.

Książka jest dobrze wydana, IPN przy wielu moich zastrzeżeniach ma tego plusa, że potrafi umieścić przypisy w prawidłowym miejscu, to jest na dole strony, a nie na sam koniec, by czytelnika nie przerażać.

Fenomen

w Hydepark

20piorunów

177 + 1 = 178

Tytuł: Białoruskie notatki. Czego się boi Łukaszenka

Autor: Jakub Łoginow

Kategoria: reportaż, książka historyczna

Wydawnictwo: self-publisher

Format: e-book

ISBN: 978-83-957-6651-0

Liczba stron: 127

Ocena: 5/10

(uwaga techniczna: trochę tu będzie nie tyle o książce co o samej Białorusi jako tło do tematu. Jako osoba, która od lat interesujące się tym państwem, rozgadałem się, przez co ta recenzja będzie zdecydowanie dłuższa od standardowych)

Krótki e-book poświęcony polityce Białorusi w latach 2005-2010. Tematem przewodnim książki są wybory prezydenckie w 2006 roku, przyczyny, jej przebieg i długoterminowe skutki. Autorem książki jest polski dziennikarz, który przez lata pracował jako dziennikarz na Ukrainie i stamtąd na bieżąco śledził wydarzenia na Białorusi, przy okazji porównując je do pomarańczowej rewolucji. W skład książki wchodzą artykuły, które pierwotnie były opublikowane na łamach Lvivskiej Hazety.

Największym plusem tego tytułu jest pokazanie sytuacji na Białorusi z punktu widzenia, który wyraźnie różnił się od dominującego punktu w Polsce. 20 lat temu Polska jednoznacznie opowiadała się za jednym konkretnym kandydatem (Milinkiewiczem), który miał największe szanse na wygranie wyborów oraz za wszelką cenę dążyła do obalenia dyktatury. Łoginow negatywnie odnosi się do czarno-białego przedstawiania polityki Białorusi i podkreśla, że Białoruś lawirowała pomiędzy Wschodem (2006) i Zachodem (2007) oraz że ludzie mają zróżnicowaną wizję kraju.

Moim zdaniem najciekawszy fragment tego e-booka to opis białoruskiego cudu gospodarczego za rządów Łukaszenki. Wszyscy pamiętają Tuska, który w 2009 roku stał przed mapą Europy, na której Polska była jedynym krajem europejskim zaznaczonym na zielono. Łatwo można było odnieść wrażenie, że to sukces na skalę Europy, bo na czerwono zaznaczono nie tylko państwa UE, ale również Ukrainę i Rosję, zaś Białoruś i niektóre państwa bałkańskie były zaznaczone na szaro. Cóż, Polska faktycznie była zieloną wyspą, ale wśród państw UE. Białoruś w 2009 roku miała wzrost 0,2%, a w 2010... już o 7,8%. Studząc jednak nastroje Jacka Wilka: w latach 1995-2015 Białoruś miała dobre wskaźniki, bo po prostu wychodziła z wielkiego dna, w jakim znalazła się w I poł. lat 90. Portal worldometers.info podaje, że w najgorszym dla Białorusi 1995 roku PKB na osobę wynosiło 1 035 USD. Portal nie podaje danych sprzed 1980, ale w fatalnym dla nas 1981 PKB na osobę wyniosło... 1 503 USD. Wiem, PKB to nie jest dobry wskaźnik, a jeszcze dochodzi do tego inflacja, ale daje pewien wgląd, jaka bieda tam była. No i łatwiej nakręcić wskaźniki PKB, jak się ma spore wsparcie od Rosji, która sprzedaje ropę i gaz, a jednocześnie skupuje towary przemysłowe. Przy okazji absolwentom Paróweczkowej Szkoły Ekonomicznej im. Korwin-Mikkego zwracam uwagę, że w światowym Wskaźniku wolności gospodarczej Białoruś zajęła 152 miejsce spośród 184. Polska zaś zajmuje 45. (choć i tak jako umiarkowanie wolny...).

Książka została wydana własnym sumptem. Widać to zwłaszcza po okładce, która w dostępnym mi pdfie (pobranym bezpośrednio z księgarni) jest słabej jakości. Autor nieco pobłądził przy opisywaniu fenomenu kolorowych rewolucji, tj. pokojowych protestów społecznych, które przyczyniły się do zmian politycznych. Kolorowe rewolucje to luźny termin, raz obejmuje tylko przemiany w dawnym ZSRR, innym razem wszystko po 1989 i co medialnie dostało jakiś kolor. Generalnie chyba w każdym kraju kolorowe rewolucje nie przyczyniły się do trwałych zmian, a część z nich była zdecydowanie na wyrost, ot taka dygresja. W opisie rewolucji autor myli Serbię z Jugosławią (która istniała do 2003 i w jej skład wchodziła Serbia i Czarnogóra) i protesty po wyborach samorządowych w 1996 (w samej Serbii) z wyborami prezydenckimi w 2000 roku (w całej Jugosławii). Kolorowa rewolucja (nazywana... rewolucją buldożerów, bez koloru w nazwie, ale zaliczana w ten poczet) dotyczyła protestów w 2000. Była demokratyzacja? No przez trzy lata, ale po zastrzeleniu premiera zaczęło wracać stare, a dziś samodzielna Serbia jest państwem mafijnym, który nadal mizdrzy się do Rosji.

Autor nie kryje się ze swoimi poglądami i niespecjalnie próbuje być obiektywny. Świadczą o tym np. uwagi na temat Uładzimira Hanczaryka (konkurenta Łukaszenki w wyborach w 2001), który jest nazywany zdrajcą i kandydatem podstawionym przez Rosję. Faktem jest, że wyborach Hanczaryk wyjechał do Moskwy i wycofał się z polityki, ale po kilku latach wrócił na Białoruś i wspierał opozycję, choć nie odgrywał już większej roli w polityce (piszę w czasie przeszłym, bo po 2020 roku wszystko się zmieniło i nie wiem, co teraz robi i myśli Hanczaryk). Nie wyszło mu w polityce, zawalił kampanię i odszedł w cień, nie chcąc przeszkadzać innym. W innym miejscu zdumiała mnie sugestia, że do protestów w 2006 roku nie doszłoby, gdyby młodzież nie integrowała się na koncertach rockowych na festiwalu Basowiszcza na Podlasiu. Uwaga równie celna jak mówienie, że decydujący udział w upadku komuny miał Jarocin.

"Białoruskie notatki" są właściwie książką historyczną, opowiadająca o Białorusi autorytarnej, która jeszcze nie wiedziała, czy chce być bliżej Rosji czy Europy. Jest teraz 2026. Niecałe pięć lat temu Łukaszenka zmiażdżył wszystkich, którzy myśleli inaczej i dokręcił śrubę tak, by swój folwark uczynić totalitarnym. Do tego doszło przerzucanie migrantów do Europy (ciekawostka: to druga próba w historii, tylko tym razem o wiele bardziej zaawansowana niż w 2003) i wreszcie współudział w mordowaniu Ukraińców od 2022 roku. Wszystko wskazuje na to, że kolejny rozdział będzie opowieścią, jak Łukaszenka dostał ataku Czeczki. Tylko pytanie, czy Białoruś dalej będzie trwać jako dyktatura, zostanie wchłonięta przez Rosję (na skutek wojny lub lewego referendum) czy też dojdzie do cudu i dojdzie do przemian ustrojowych.

Generalnie e-boka można poczytać, ale uprzedzam, że książka nie przypadnie do gustu tym, którzy o Białorusi sprzed 15-20 lat mają dość mgliste powietrze i już niewiele pamiętają. Jest dobra, jeśli chcemy poznać inny punkt widzenia od tego, który dominował w Polsce lub po prostu pragną uzupełnić wiedzę na temat Białoruś. Wreszcie książka jest dość powierzchowna, jakby była adresowana do czytelnika, który już coś wie na temat Białorusi i pragnie uzupełnić swoją wiedzę.

Prywatny licznik: 3/50

Fenomen

w Hydepark

30piorunów

176 + 1 = 177

Tytuł: Ciało. Arcydzieło siedmiu milionów lat ewolucji

Autor: Juan Luis Arsuaga

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Znak

Format: papierowa

ISBN: 9788324069019

Liczba stron: 624

Ocena: 8/10

Miałem dokończyć "Życie. Fascynującą podróż (...)", ale biblioteka domagała się zwrotu tej książki, bo zrobiła się rezerwacja i trzeba było zmienić kolejność książek.

Książka stanowi opowieść o ewolucji i roli poszczególnych fragmentów naszego ciała, od stóp do głowy. Widać ogromną wiedzę i fascynację tematem przez autora, który bardzo ciekawie tłumaczy powstawanie i działanie poszczególnych elementów ciała, porównuje je z anatomią innych naczelnych. Takie "Było sobie życie", ale adresowane już dla dorosłych. Arsuaga interesuje się również sztuką. Często opisując dane zagadnienie stosuje porównanie do dzieł sztuk (głównie z bliskiego mu madryckiego Prado).

Szkoda tylko, że książkę musiałem czytać w pośpiechu, właśnie przez rezerwację. Starałem się robić notatki z co ważniejszymi i ciekawszymi informacjami, ale mając kilka dostępnych dni niezbyt dobrze to wyszło 😒 Książka zdecydowanie dobra, ale jak ma się ją na własność i czyta się ją w wolnym tempie, gdy się nie jest z zawodu medykiem lub nauczycielem biologii. Jako humaniście z Temu łatwiej o wiele łatwiej było mi zapamiętać tylko fragmenty, gdzie biologia zderzała się z rzeźbiarstwem lub malarstwem.

Parę ciekawostek, które sobie zanotowałem:

* naczelne wyróżniają się od ssaków m.in. tym, że zamiast pazurów mają paznokcie;

* najdłuższy mięsień w ciele to mięsień krawiecki;

* mózg noworodka jest większy od mózgu dorosłego szympansa;

* penis jest średnio dłuższy o jedną trzecią od wymiaru pochwy (nieironicznie takie informacje powinny być uczone na poziomie szkoły, bo potem dzieciaki uczą się o wymiarach z porno i mają kompleksy...);

* homo sapiens i neandertalczyk ważyli średnio tyle samo, ale neandertalczyk miał masywniejsze kości i był nieco niższy, przez co w oczach współczesnych może wydawać się wyraźnie grubszy, choć oba gatunki mogły mieć zbliżoną dietę;

* tu ciekawostka ode mnie: w renesansowym Rzymie sekcje zwłok były z trudem tolerowane. Nie karano za nie, ale Leonardo da Vinci i Michał Anioł mieli z tego powodu nieprzyjemności. Uzupełnienie od Arsuagi: w XVII-wiecznej Holandii sekcje zwłok były popularną rozrywką, która była dostępna dla każdego, kto wcześniej uiścił opłatę.

Prywatny licznik: 2/50

Fenomen0piorunów

Dobrze że autor nie czytał nigdy pasty o koniu.

Fenomen

w Hydepark

22piorunów

77 + 1 = 78

Tytuł: Życie i śmierć. Wielka księga pytań

Autor: Juan Luis Arsuaga, Juan José Millás

Kategoria: popularnonaukowa

Wydawnictwo: Znak

Format: papierowa

ISBN: 9788324066728

Liczba stron: 548

Ocena: 7/10

Zbiór rozmów między hiszpańskim pisarzem i dziennikarzem Juanem José Millásem a biologiem i paleontologiem Juanem Luisem Arsuagam o tym, jak powstaje życie i dlaczego życie sprowadza się do śmierci. Filozofii jest tutaj bardzo mało. W zasadzie 80% książki to rozmowa między Arsuagem i Millásem o biologicznych podstawach życia i śmierci - dlaczego one są, jakie pełnią funkcję, co jest prawda, a co plotką. Reszta to dialogi o życiu codziennym i refleksje Millása. Tu warto zaznaczyć, że choć książka ma dwóch autorów, to jednak głównym jest dziennikarz, który spisuje te wszystkie rozmowy i uzupełnia je swoimi uwagami.

W zasadzie nie jest to pierwsza książka Arsuagi, którą czytam. Zacząłem czytać "Życie. Fascynującą podróż przez 4 miliardy lat", ale liczba szczegółów wartych uważnego przeczytania i zapamiętania jest tak duża, że czytam na raty, robiąc podczas lektury notatki. W "Życiu i śmierci" odpuściłem przygotowywanie notatek zakładając, że książka będzie lżejsza. O ja naiwny. Rozmowy te były także interesujące, ale jednocześnie pełne szczegółów, przez co część informacji zapewne upłynie. Losowe ciekawostki z książki:

* bambus rozrasta się dlatego, że korzeń wypuszcza coraz to nowe pędy i może rosnąć na dowolnym kontynencie, zajmując duże połacie bez należytej kontroli;

* jest hipoteza, zgodnie z którą menopauza istnieje przede wszystkim po to, by kobieta przejęła bezpośrednio rolę babci. Samo rodzenie dzieci w wieku 50 czy 60 lat miałoby być po prostu absurdalne, bo przez setki lat niewiele kobiet dożywało takiego wieku, wobec czego rodzenie dzieci po 50 czy 60 znacząco podnosiło ryzyko, że dzieci skończy jako sierota;

* wytrysk konia liczy od 40 do stu kilkudziesięciu mm (wiem, bezużyteczna wiedza).

Nie będę jednak ukrywać, że do tej książki... nie będę wracać. Arsuaga ma bardzo dużą wiedzę na temat biologii, ale w tych wywiadach jawił mi się jako wywyższający się arogant, który czerpie przyjemność z tego, by pokazać Millásowi, że ten prawie nic nie wie. Jeśli to jest jakiś rodzaj hiszpańskiego poczucia humoru to do mnie nie trafia. W książce był fragment, gdzie Millás przyznaje Arsuadze, że nie są przyjaciółmi. Nie jestem zaskoczony, nie było żadnej chemii między tą dwójką.

Osobisty licznik: 1/50 (w zeszłym roku się nie udało, w październiku i listopadzie miałem kryzys i nie dodawałem wpisów, a w grudniu nie chciałem zasypywać, mając i tak ok. 35 pozycji w ogóle)

Fenomen

w Hydepark

21piorunów

1294 + 1 = 1295

Tytuł: Generał Grot. Kulisy zdrady i śmierci
Autor: Witold Pronobis
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Editions Spotkania
Format: papierowa
ISBN: 978-8-37965-000-2
Liczba stron: 296
Ocena: 7/10

Prywatny licznik: 17/50

Książka jest reportażem dokumentującym starającym się jak najpełniej odtworzyć ostatnie miesiące z życia gen. Stefana "Grota" Roweckiego (Komendanta Głównego ZWZ-AK) oraz losy Ludwika Kalksteina, Eugeniusza Świerczewskiego i Blanki Kaczorowskiej, którzy zdecydowali się kolaborować z Niemcami. Trójka ta zdekonspirowała wiele struktur podziemia, w tym wydała w ręce Niemców gen. Roweckiego.

Książki tej nie należy jednak wyłącznie jako kolejnego reportażu historycznego. Autor tej książki nie tylko jest historykiem i byłym dziennikarzem Radia Wolna Europa, ale również krewnym gen. Roweckiego. Jako dziennikarz RWE w 1990 roku spotkał się z niejakim Edwardem Ciesielskim, który rzekomo miał chronić żołnierzy AK przed komunistycznym podziemiem, przez co później musiał uciec z Polski. Po chwili rozmowy Pronobis poznał, że przykuty do łóżka starszy schorowany człowiek to Kalkstein, ten sam, który wydał Niemcom Komendanta Głównego AK. Wywiad nie został przeprowadzony, ale dziennikarzowi udało się wynieść teczkę z dokumentami potwierdzającymi prawdziwą tożsamość Kalksteina oraz dowody jego współpracy z komunistyczną bezpieką.

"Kulisy zdrady" czyta się dobrze. Niewątpliwie największą siłą tego reportażu jest przedstawiona konfrontacja z Kalksteinem/Ciesielskim. Książka może wzbudzić pewne trudności osobom niezorientowanym w historii II wojny światowej (pełno w niej szczegółów). Nie ułatwia fakt, że w swoich relacjach Kalkstein i Kaczorowska kłamali jak z nut, przez co czasami nawet ja w kilku momentach musiałem się zatrzymywać i porządkować to, co przeczytałem. Cennym uzupełnieniem jest Aneks z relacjami świadków - m.in. gen. Pełczyńskiego, dotyczące znajomości, okoliczności aresztowania i poznania dalszych losów gen. Roweckiego, czy protokołu Harro Thomsena (Referata D 2 w Wydziale IV Głównego Urzędu Bezpieczeństwa Rzeszy) który w 1948 roku złożył zeznanie dotyczące gen. Roweckiego.

Po lekturze człowieka tylko szlag trafia, że z trojga zdrajców odpowiedni los spotkał wyłącznie Świerczewskiego. Kalkstein i Kaczorowska dożyli sędziwego wieku. Niewielka namiastka, że w historii Polski na zawsze pozostaną zdrajcami.

GURU1piorunów

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ludwik_Kalkstein

Bilans działalności Kalksteina w okresie 1942–1943 to ponad 500[9] aresztowanych dowódców i współpracowników wywiadu Armii Krajowej.
Ludwik KalksteinLudwik Kalkstein, pseudonimy Hanka, Granica (ur. 13 marca 1920 w Warszawie, zm. 26 października 1994 w Monachium) – polski literat, żołnierz konspiracji, agent Gestapo w Armii Krajowej, następnie członek SS. Życiorys Urodzony 13 marca 1920 w Warszawie jako syn Edwarda Kalksteina i Ludwiki z Kucińskich, właścicieli sklepu z tekstyliami. Ludwik Kalkstein utrzymywał, że jest potomkiem pułkownika Krystiana Kalksteina, który żył w XVII wieku, lecz nie ma na to potwierdzenia w dokumentach, według genealogii był potomkiem Kalksteinów z ziemi Brodnickiej, pierwszym Kalksteinem osiadłym w okolicy Brodnicy był Jan Kalkstein, któremu Ludwig von Erlichshausen w 1450 roku nadał 11 łanów ziemi na prawie magdeburskim w Świeciu koło Brodnicy, w okolicy Brodnicy mieszkała też gałąź Kalksteinów wywodząca się z Polaszek W 1939 roku Ludwik Kalkstein ukończył gimnazjum, we wrześniu wyjechał do…Wikipedia
Fanatyk1piorunów

> Kalkstein zmarł 26 października 1994 (...) zaś w 2005 jego grób został zlikwidowany po upływie 20 lat...
@Opornik eee:thinking_face:

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Hydepark

27piorunów

1260 + 1 = 1261

Tytuł: Wojenne herstorie. Wspomnienia kobiet z lat 1939-1945
Autor: Alicja Balcerzak
Kategoria: książka popularnonaukowa
Wydawnictwo: Kaszubskie Forum Kultury
Format: papierowa
ISBN: 978-83-8365-087-6
Liczba stron: 291
Ocena: 8/10

Prywatny licznik 16/50

W skrócie mogę napisać, że jest to po prostu zbiór relacji kobiet, które przeżyły II wojnę światową. Takie postawienie sprawy byłoby jednak zbyt proste. Autorka zdecydowała się przedstawić historie kobiet, które przeżyły II wojnę światową, z wielu różnych perspektyw. Jak jest część poświęcona powstaniu warszawskiemu, to głos oddano zarówno powstańczyni jak i cywilowi (cywilce?). Wprowadzone było tylko jedno kryterium: bohaterka rozdziału musiała mieć spisane wspomnienia (bez różnicy, czy były to relacje spisywane na bieżąco czy po wojnie), bo właśnie to źródło stanowiło podstawę do przedstawienia danej postaci. Autorka podjęła się analizy pamiętnika wdowy z wykształceniem podstawowym, która spisała swoje wrażenia po upadku powstania, pamiętnik nastolatki, która mieszkając w Warszawie przez długi czas nie rozumiała wojny, wspomnienia Anieli Dębskiej (matki muzyka Krzesimira Dębskiego) z ataku Ukraińców w Kisielinie jak i również perspektywę Niemki z Gdańska po zakończeniu wojny. Bardzo szeroki wybór przedstawiający kobiet różnych narodowości, stanów czy wykształcenia, pokazujący złożoność problemu z jak największej perspektywy.

Przy książkach poświęconych herstorii jestem dość ostrożny, bo trwająca od kilku lat moda na tę dziedzinę historii sprawia, że rynek jest zalewany książkami, które będąc pisane pod tezę lub wyłącznie pod wpływem mody marnują ważny temat (tu patrz np. wszystko, co łączy herstorię z chłopomanią, z "Chłopkami" na czele). "Wojenne herstorie" pozytywnie się wyróżniają. Przede wszystkim doceniam koncepcję, by pokazać historie kobiet z II wojny światowej w tak szerokim zakresie. Książkę czyta się sprawnie, jest napisana dobrym językiem, nie znalazłem w niej żadnych wpadek redakcyjnych.

GURU0piorunów

Ostatnio modne jest wyłuskiwanie historii kobiet. W podobnym duchu jest książka Wypędzone Helene Plüschke, która zawiera kilka historii kobiet ze Śląska. Jedynie opowieść hrabiny jest pisana i redagowana po latach, co powoduje że jest najsłabsza z całego zbioru. Ale pozycja warta uwagi

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fenomen

w Hydepark

28piorunów

1230 + 1 = 1231

Tytuł: Władca much
Autor: William Golding
Kategoria: powieść
Wydawnictwo: Mediasat Poland
Format: papierowa
ISBN: 83-89651-78-5
Liczba stron: 181
Ocena: 9/10

Prywatny licznik 15/50

Na skutek katastrofy lotniczej grupa chłopców trafia na bezludną wyspę. Nie mając nad sobą dorosłych przez pierwsze dni żyje beztrosko. Budowa własnej małej społeczności spełza jednak na niczym. Przez pierwsze dni kontrolę nad grupą sprawuje Ralf, ale z czasem jego konkurent Jack tworzy grupę myśliwych, która wprowadza dziki terror. Dochodzi do upadku mikrospołeczeństwa.

Książkę po raz pierwszy czytałem w wieku trzynastu lat, gdy w gimnazjum po raz pierwszy pojawiło się hasło antyutopia i zainteresowałem się tym gatunkiem literackim. No, jakiś udział w sięgnięciu po tytuł miał również... serial Włatcy móch, który był wówczas produkowany. Po kilkunastu latach pamiętałem tylko konchę jako symbol demokracji, Prosiaczka i Simona. Gdzieś przewijały mi się również kadry z ekranizacji z 1990 roku, którą po raz pierwszy obejrzałem... w momencie pisania tejże recenzji. Książkę po raz drugi przeczytałem w ten weekend, już z zdecydowanie większym zrozumieniem.

Mam świadomość, że ludzi darzę głęboką nieufnością i w każdym obcym widzę wroga. Historia, którą napisał Golding, nie wzbudza we mnie zaskoczenia. Człowiek z natury jest zły i bez kontroli z zewnątrz doprowadzi do krzywdy swojej i innych. Powieść jest uniwersalną historią o upadku człowieka. Tylko pojedyncze elementy (wspomnienia o istnieniu telewizji i wojny nuklearnej na świecie) wskazują, że książka powstała nie wcześniej niż po 1945, a nie np. w XIX wieku. Bohaterowie są bardzo dobrze nakreśleni. O ile Jack od samego początku jest przedstawiany jako ten zły, czytając ma się mieszane odczucia co do Ralfa i Prosiaczka. Dopiero z czasem zaczyna się ich dostrzegać inaczej. Nie jestem zaskoczony, że książka uchodzi za kanon XX-wiecznej literatury.

Ekranizacja z 1990 roku jest luźną adaptacją książki. Jak mi ktoś podpowie, jak tu zrobić spoiler, to wymienię różnice w komentarzu. Jest jeszcze wersja z 1963 roku. Jak znajdę kiedyś wolny czas i pirat... znaczy film to również obejrzę.

Na zakończenie pozostaje mi dodać, że ilekroć pojawiał się w książce Prosiaczek, to wyobrażał go sobie jako... A'Tomka z komiksów Papcio Chmiela. Ot biedak trafił na Sentinel Północny.

GURU7piorunów

Wspaniala ksiazka, nie dosc ze tresc top, to napisana pieknym jezykiem ;
“Przykucnął z twarzą o kilka cali od tropu A potem wpatrzył się w półmrok poszycia Jego ruda czupryna, znacznie dłuższa niż w dniu przybycia na wyspę, była teraz jaśniejsza a nagie plecy pokrywała masa ciemnych piegów i płatki łuszczącej się skóry. W ręku trzymał długi zaostrzony kij. Oprócz wyświechtanych przepasanych paskiem szortów - nie miał na sobie nic Zamknął oczy, zadarł głowę i powoli wciągnął w rozszerzone nozdrza ciepły prąd powietrza pragnac znaleźć w nim jakąś wskazówkę I on, i las... trwali w zupełnym bezruchu.”

Fenomen

w Hydepark

27piorunów

1205 + 1 = 1206

Tytuł: Kronika polska
Autor: Gall Anonim
Kategoria: kronika
Wydawnictwo: Ossolineum / DeAgostini
Format: papierowa
ISBN: 83-7316-258-5
Liczba stron: 267
Ocena: 8/10

Prywatny licznik 14/50

Kronika Galla Anonima jest w zasadzie wszystkim znana jako pierwsza polska kronika, ale zapewne bardzo mało z nas ją czytało. W zeszłym roku udało mi się kupić egzemplarz za złotówkę z tłumaczeniem Romana Grodeckiego i opracowaniem Mariana Plezi, w tym obiecałem, że przeczytał ją z okazji 1000. rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego na króla Polski. No troszkę się zasiedziałem, ale zdążyłem w tym roku.

Oceniając tę książkę nie oceniam na tyle samej kroniki, co przekład i opracowanie. To jest bardzo dobrze wykonana praca. Jak zacząłem czytać dzisiaj rano to jeszcze dzisiaj skończyłem. Wstęp w sposób przystępny przedstawia sylwetkę nieznanego nam dobrze Galla Anonima, opisuje wartość historyczną i literacką kroniki oraz jej historię w ciągu wieków. Sama kronika składa się z trzech części. Jako, że ta była spisywana za panowania Bolesława Krzywoustego, nie ma co się dziwić, że najwięcej miejsca poświęcono mecenatu. Jak wiele? A no księgę drugą i trzecią, historia Piastów została ograniczona do księgi pierwszej. Samo tłumaczenie czyta się dobrze, treść - no Bolesław Krzywousty i jego przodkowie Bolesławowie są po prostu najlepsi. Kronika miała przede wszystkim chwalić władcę, który zlecił napisanie księgi, stąd należy mieć na uwadze pominięcie paru wątków, np. o oślepieniu brata, z którym Bolesław był skonfliktowany. Przesadne poświęcenie uwagi na sukcesy Krzywoustego stanowią jedyny poważny minus tej książki. No chciałoby się poczytać więcej o poprzednikach. Gall nie napisał, to potem przyszły Bieszki i nabazgrały swoje uzupełnienia... Przypisy umieszczone pod tekstem (uczcie się wydawcy! Co to za głupia moda z wyrzucaniem przypisów na koniec książki?!) wyjaśniają trudniejsze rzeczy i detale.

Jeśli chodzi o wartość naukową to opracowanie jest cenne, ale muszę zaznaczyć, że w zeszłym roku ukazało się nowe tłumaczenie, wydane przez Wydział Nauk Historycznych i Bibliotekę Uniwersytecką Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Mam to na uwadze, gdyż posiadane przeze mnie opracowanie wydało De Agostini w 2003 roku, ale na podstawie wydania z Zakładu Narodowego im. Ossolińskich z 1996 roku.

Polecam przeczytać "Kronikę" choćby dlatego, że jest to najstarsza polska kronika i stanowi po prostu kanon naszej historii i literatury.

Fenomen

w Hydepark

37piorunów

1202 + 1 = 1203

Tytuł: My
Autor: Jewgienij Zamiatin
Kategoria: dystopia
Wydawnictwo: Alfa
Format: papierowa
ISBN: 83-7001-293-0
Liczba stron: 183
Ocena: 9/10

Prywatny licznik 13/50

Podobno pierwowzór "Nowego wspaniałego świata" Huxleya i "Roku 1984" Orwella. W Państwie Jedynym obywatele są poddani nieustannej inwigilacji. Wszyscy żyją w domach ze szklanymi ścianami (spełniony sen Żeromskiego!), poddani wiecznej kontroli. Największą chorobą jest wyobraźnia. Główny bohater Δ-503 cieszy się, że nie istnieje wolność i indywidualizm, które prowadzą tylko do chaosu i anarchii. Jako narrator powiada o tym, jak zaczął chorować na posiadanie duszy i zacząć odczuwać miłość. Nie ukrywam, że jest to jedna z moich ulubionych powieści, do której wracam raz w roku.

To nie jest wyłącznie klasyczna dystopia, ale o tym nieco później. Powieść Zamiatina jest osadzona w bardzo dalekiej przyszłości, gdzie starożytnością oznacza się epokę, w której ludzie grali na fortepianie i jedli chleb. Nie wiadomo, gdzie Państwo się mieściło, wiemy tylko, że jest to duże uporządkowane miasto otoczone wielkim lasem. To nie jest stalinizm, który Zamiatin poczuł na własnej skórze. To nie jest żaden ze współczesnych modeli totalitaryzmów, choć Chińczycy systematycznie dążą do modelu opisanego przez Zamiatina.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą warto przedstawić, opowiadając o książce, a którą pomija się przy rozmowach o niej. Samotność. Wszyscy żyją zgodnie z harmonogramem (Godzinami Osobistymi). Miłość nie istnieje. Główny bohater opowiada, że jego ukochanym utworem z czasów starożytnych jest... "Rozkład jazdy kolei", ponieważ ma wiele liczb. Ogólnie narrator jako matematyk stara się wszystko sprowadzić do równań. Jakiekolwiek odejście od Godzin Osobistych (jak udanie się z I-330, w której się zakochał, do Domu Starożytnych) powoduje ogromny dyskomfort. Główny bohater zostaje przedstawiony jako - stereotypowy mimo wszystko - autysta, który czuje się bardzo bezpiecznie, mając zaplanowane całe życie i mieszkając w mieście zaprojektowanym od linijki. Zupełnie inna postać od Dzikusa z "Nowego wspaniałego świata", który wpojoną miał niezależność czy też od Winstona Smitha z "Roku 1984", który miał swoje emocje, ale tłumił je ze strachu przed ewaporacją.

Czytane przeze mnie wydanie pochodzi z 1989 i jest pierwszym oficjalnym wydaniem w Polsce. Nie wiem czy tytuł ten krążył w Polsce w drugim obiegu. W ZSRR jeszcze w latach 30. książka została wydana jako samizdat, a oficjalnie ukazało się w 1988 roku.

(kolejny wpis dodany ręcznie - nie wiem dlaczego aplikacja Bookmeter u mnie nie działa. Trochę szkoda, bo moje wpisy nie są odnotowywane w statystykach, ale chrzanić to)

GURU2piorunów

@BapitanKomba zabieram się i zabieram do tej książki. muszę się w końcu zabrać!

Gruba ryba1piorunów

@BapitanKomba o jest nawet audio na storytel, dodane do przesłuchania.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fenomen

w Hydepark

39piorunów

1133 + 1 = 1134

Tytuł: Imię róży
Autor: Umbert Eco
Kategoria: powieść kryminalna
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Format: papierowa
ISBN: 83-7392-133-8
Liczba stron: 605
Ocena: 9/10

Prywatny licznik 12/50

Jest rok 1327. Bo opactwa benedyktynów w północnych Włoszech przybywa uczony franciszkanin Wilhelm z Baskerville wraz ze swoim uczniem i sekretarzem Adso z Melku. W klasztorze jest problem - za kilka dni ma tam odbyć się debata teologiczna, a tu nagle w tajemniczych okolicznościach ginie mnich. Z kolejnym dniem giną kolejni zakonnicy. Wilhelm z Baskerville orientuje się, że wyjaśnienie tajemniczych zgonów kryje się w klasztornej bibliotece, gdzie w salach tworzących labirynt zgromadzono tysiące tytułów, w tym te uważane za niebezpieczne.

Raptem trzy lata książka czekała na półce do przeczytania. W sobotę zabrałem się do jej czytania, by mieć co robić w drodze do Krakowa. Poszło pierwsze 250 stron i obiecałem sobie, że szybko dokończę, bo historia bardzo wciągnęła. No i dzisiaj udało się ukończyć.

Nie była to łatwa książka, część pobocznych wątków mi umknęła. Książka jest obfita w różne motywy z historii, sztuki, religii i pełna zwrotów w języku łacińskim, co nieco przytłaczało. No... momentami czułem się jak ignorant.

Na pewno w przyszłości wrócę do tej książki. W weekend zaś biorę się za ekranizację.

Osobistość1piorunów

Film widziałam kilka razy, pewnie dlatego za książkę nie mogę się zabrać.

Mocarz1piorunów

Czy Sean Connery również gra w książce?

Fenomen1piorunów

@John_polack Tak. Choć filmu nie oglądałem to widział fotosy i momentami wyobrażałem sobie Wilhelma jako Seana Connery'ego. Ale zawsze ilekroć pojawiał się Salwator to przed oczami miałem Rona Perlmana.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fenomen

w Hydepark

18piorunów

1113 + 1 = 1114

Tytuł: Sztuka Syrii
Autor: Michał Gawlikowski
Kategoria: album, książka popularnonaukowa
Wydawnictwo: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe
Liczba stron: 302
Ocena: 7/10

Prywatny licznik 11/50

Tytuł mówi prawie wszystko. Album jest poświęcony sztuce Syrii od czasów najdawniejszych po Syrię chrześcijańską. Książeczkę kupiłem na wyprzedaży taniej książki za 2 zł. Ciekawe się to czytało, ale że nie jestem aż tak dobrze zorientowany to stosunkowo niewiele zapamiętałem. Na pewno będę w przyszłości wracać do jakichś fragmentów, np. o Palmyrze (j⁎⁎ać ISIS za zniszczenie Palmyry). Książka została wydana w 1976 roku, przez co muszę nieco ostrożnie podchodzić do informacji w niej zawartych, bo szczegóły dotyczące dat, władców, zabytków mogły się zmienić wraz z kolejnymi badaniami archeologicznymi.

Fenomen

w Hydepark

24piorunów

1052 + 1 = 1053

Tytuł: Diabelska alternatywa
Autor: Frederick Forsyth
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Amber
ISBN: 83-85779-17-3
Liczba stron: 400
Ocena: 6/10

Prywatny licznik 10/50

Na skutek bardzo słabych plonów ZSRR grozi klęska głodu na niespotykaną skalę. Świat staje w obliczu kryzysu, ZSRR chcąc za wszelką cenę zapobiec katastrofę u siebie jest gotowy na wszystko, łącznie na taktyczne uderzenie bronią nuklearną. W tym samym czasie dochodzi do morderstwa szefa KGB. Po tym jak mordercy zostają ujęci, ich mocodawca Andrew Drake, fanatyczny Ukrainiec nienawidzący ZSRR za wszystkie krzywdy, porywa norweski tankowiec wiozący miliony ton ropy naftowej. Grożąc skażeniem Morza Północnego domaga się uwolnienia swoich towarzyszy. Kryzys może rozwiązać brytyjski agent zainstalowany w Moskwie, Adam Munro.

To jest druga, po "Dniu Szakala" powieść Forsytha, którą przeczytałem. Książkę kupiłem na kiermaszu za 2 złote. Używana i brzydko wydana książka czekała wiele miesięcy, aż w końcu po nią sięgnę. W końcu się zmobilizowałem w połowie czerwca, gdy świat obiegła informacja o śmierci pisarza.

"Diabelską alternatywę" czytało się dobrze, ale muszę przyznać, że w decydującym dla opowieści momencie tempo wyraźnie siadło. Czytając łatwo można było dostrzec podobieństwa do rzeczywistych postaci (premier Joan Carpenter to oczywiście Margaret Thatcher, a Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Stanislaw Poklewski to nikt inny jak Zbigniew Brzezinski. Radzieccy generałowie to stereotypowi radzieccy generałowie. Szpiedzy jak to u Forsytha, wykonują swoją pracę, wdają się w intrygi, ale nie wzbudzają oni takiej niechęci jak błaznujący Bond. Można przeczytać, choć nie jest to powieść dorównująca "Dniu Szakala".

Fenomen

w Hydepark

28piorunów

994 + 1 = 995

Tytuł: UFO, Däniken i zdrowy rozsądek
Autor: Janusz Gil
Kategoria: popularnonaukowa
Wydawnictwo: Wiedza i Życie
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-86805-12-9
Liczba stron: 222
Ocena: 7/10

Prywatny licznik 9/50

Zacznę od dygresji. Wyobrażacie sobie, że w tych nieszczęsnych latach 90., gdy zniesiono cenzurę, a Polskę zalała fala nieznanych wcześniej przeciętnemu Kowalskiemu ruchów religijnych, pseudonauki, kontrowersyjnych ideologii i innych dziwactw ktoś w Ministerstwie Edukacji Narodowej wpadł na pomysł, by do listy zalecanych lektur na poziomie szkoły średniej dać podręcznik profesora nauk fizycznych, który wyjaśnia błędy w książkach Dänikena, będącego ikoną pseudonauki. Co k⁎⁎wa poszło nie tak, że dzisiaj polska edukacja jest gówno warta, skoro ma głęboko w nosie nauczanie fizyki i innych nauk ścisłych i przyrodniczych, ograniczając program do absolutnego minimum?

Książka Janusza Gila to popularnonaukowa rozprawka wyjaśniająca błędy i przeinaczenia w publikacjach Dänikena. "UFO, Däniken i zdrowy rozsądek" składają się z sześciu rozdziałów, przy czym trzeba wyraźnie zaznaczyć, że tylko jeden z nich (stanowiący co prawda jedną trzecią książki, ale jednak nie większość) dotyczy stricte Dänikena. Pozostałe rozdziały poświęcone są odpowiednio: fenomenowi UFO, teorii względności i paradoksowi bliźniąt, "czym jest teoria" (o roli zdrowego rozsądku i prawidłowym stawianiu pytań w badaniach naukowych), historii Wszechświata i poszukiwaniu cywilizacji pozaziemskich. Rozdziały są tak napisane, że można je czytać w dowolnej kolejności.

Janusz Gil pisze przystępnie. Nie ukrywa, że niektóre rzeczy wymagają dokładniejszej lektury. Gdyby ktoś liczył na ostrzejsze pióro, np. w stylu Dawkinsa walczącego z kreacjonizmem religijnym, to już studzę nadzieję: Gil podchodzi do tematu na spokojnie, gdzie trzeba gani Dänikena, ale w jakiś sposób tłumaczy jego zachowanie i jest taktowny.

Książka ma trochę fajnych ciekawostek, które można byłoby wrzucić na hejto w krótkiej serii wpisów wyjaśniających błędy wokół Dänikena i jemu podobnych zwolenników paleoastronautyki. Moją ulubioną jest opis rzekomego odnalezienia UFO w górach Kaukazu, który miał wzbudzić zainteresowanie czytelników jednego ze światowych bestsellerów poświęconych pojazdom pozaziemskim. UFO okazało się być makietą zbudowaną na potrzeby filmu "Na srebrnym globie" Andrzeja Żuławskiego. Cieszy mnie polski wkład w obalanie fałszywek.

Recenzowaną książkę należy dzisiaj czytać ostrożnie. Przyczyna jest prozaiczna: książkę wydano trzydzieści lat temu i część informacji (zwłaszcza te o historii Wszechświata) są nieaktualne. Według dzisiejszej nauki wiek Wszechświata to 13,7 lub 13,8 mld lat, a nie 15 mld. Nadmienione odkrycia planet pozasłonecznych przez Wolszczana są traktowane jako coś, co znacznie wzmacnia hipotezę o istnieniu planet wokół innych "słońc". W 2022 roku znano ok. 5 tys. planet pozasłonecznych. Na pewno przez ostatnie trzy lata liczba ta wzrosła. No i Plutona zdegradowano do planety karłowatej 😒 Główne mięsko, jakim jest analiza poglądów Dänikena broni się nadal.

Lider5piorunów

@BapitanKomba o panie, ja "odziedziczyłem" chyba z 15 książek tego mitomana. I tak, byłem już w tamtym momencie świadom tego, że Daniken tworzy sobie te wszystkie opowieści dziwnych treści i próbuje to cisnąć jako literaturę faktu (xD) i miałem to po prostu wy⁎⁎⁎ać z miejsca do śmieci, ale jakoś tak ciekawość mnie wzięła i stwierdziłem "c⁎⁎j, muszę to sprawdzić, najwyżej będzie zabawnie".

... to może tak. Gdyby poprawić warsztat pisarski, trochę zmienić styl i rozszerzyć kontekst, to spokojnie możnaby z tego zrobić jakiś nie wiem... spinoff Pana Lodowego Ogrodu, albo coś w tym stylu. Ale jeśli chcesz to czytać na poważnie to ja naprawdę nie byłem przygotowany na to. Bardzo nie byłem. Scrollowanie przez materiały na sadolu przez godzinę było mniej drenujące, niż czytanie tego... czegoś. I im dłużej to czytałem tym bardziej miałem takie uczucie, że jestem szambonurkiem w jednym z tych magicznych kostiumów, w które się ubierają jak wchodzą do pełnego szamba... tylko że będąc w środku okazuje się, że w tym kostiumie jest malutka dziurka, przez którą sączy się gówno.

Fenomen

w Hydepark

23piorunów

977 + 1 = 978

Tytuł: Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną
Autor: Dorota Masłowska
Kategoria: pastisz
Wydawnictwo: Lampa i Iskra Boża
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-89603-63-0
Liczba stron: 207
Ocena: 6/10

Prywatny licznik 8/50

(wpis dodany ręcznie, Bookmeter coś nie działa)

Miałem zacząć jakimś przemówieniem, że każdy słysz... dobra, dobra, Lewy, oddaję Ci głos:

CO K⁎⁎WA, LEJ TĄ WODĘ I STRESZCZAJ SIĘ Z [#codziennepiciu](/tag/codziennepiciu) PRZEZ TAGI, BO [@Wrzoo](/uzytkownik/Wrzoo) CHCE SIĘ PIĆ, K⁎⁎WA, A JA NIE, TO JA TAM WEJDĘ I CI NALEJĘ, LECZ TEGO BYŚ NIE CHCIAŁ(A).

Dziękuję Lewemu za komentarz, który idealnie oddaje to, co mamy w książkę. Każdy słyszał, ale zapewne niewielu czytało, jak to z każdym przebojem bestsellerem literackim w Polsce. Książka ukazała się w 2002 roku, gdy miałem sześć lat. Przez lata słyszałem o tej książce, ale zawsze w kontekście "Co ta Masłowska pisze, to upadek języka polskiego, tania prowokacja". Pierwszy raz czytałem "Wojnę" pięć lat temu, lecz niewiele z niej rozumiałem. Eksperyment językowy mi się nawet spodobał, ale brak fabuły sprawił, że gdzieś od połowy książkę zacząłem kartkować książkę bez większego zrozumienia, byle ją "zaliczyć". Po raz drugi podszedłem do tej książki w tym tygodniu za sprawą nowego odcinka Podcastexu o Dorocie Masłowskiej.

Język, którymi posługują się bohaterowie, nadal mnie ciekawi. Nie zgodzę się jednak z opinią, że była to pierwsza powieść dresiarska, ponieważ po stereotypowych dresach nie spodziewałbym się takiego słownictwa. Niby bogatego, a faktycznie będącego literaturoznawczym odpowiednikiem zimbabwejskiej hiperinflacji. Trzeba jednak mieć głowę, by wymyślić np. takie coś: "Iż Zachód śmierdzi, ma zniszczone środowisko, które zaśmieca różnymi związkami nienaturalnymi, PCV, CHVDP. Iż panują tam żydobójcy, robotnikobójcy, mordercy, którzy utrzymują się i swe nieślubne dzieci z ucisku, z tego, że sprzedają ludziom firmowe gówna w firmowym papierku sprzedawane przez firmę Mc Donald's". Po stereotypowym dresie spodziewałbym się zdecydowanie uboższych zdań i brak jakiekolwiek własnego zdania.

Fabułę zrozumiałem, ale jest ona niezwykłe uboga. Ot Silny ma problemy z kobietami, zdycha jego pies, idzie z Lewym do baru, bije się z Lewym i trafia na komisariat. W końcu z grubsza wiem, o co chodzi w tej książce, ale sama historia kompletnie mnie nie interesuje, jest po prostu nudna. Powiedzmy jednak, że fabuła stanowi dodatek do dresiarskiego pidżynu.

Wydanie, które mam teraz na biurku, pochodzi z 2009 roku i trafiło do księgarń za sprawą zbliżającej się wówczas ekranizacji powieści. Książkę zdobią kadry lub zdjęcia promocyjne filmu (nie wiem dokładnie, nie oglądałem ekranizacji). Na stronach 110-111 jest zdjęcie grilla. Na ruszcie kiełbaski, inne mięso i ludzka głowa. Na drugim planie, za grillem, załamane małżeństwo, na około 60-latków. Ta obcięta głowa to mój stan wyjściowy po przeczytaniu książki.

Oj polska kultura pop wiele by zyskała, gdyby Walaszek nakręciłby crossover Blok Ekipy z Silnym i jego znajomymi.

Kosmonauta0piorunów

Nie znam się to się wypowiem. Na temat książki to się nie wypowiem nie czytałem, ekranizacja za to zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie, jest to jeden z niewielu filmów które mogę oglądać co jakiś czas i zawsze będzie ciekawy. Kolejna ciekawostka to rola Soni Bohosiewicz bardzo mi się spodobała i dobrze to zagrała. To co później że sobą zrobiła to jakaś pomyłka, nie rozumiem dlaczego kobiety dąrzą do jakiegoś swojego wyimaginowanego ideału. Nie rozumieją że to właśnie jakieś niedociągnięcia są ich mocną stroną. Ale odjechałem 😁
Pozdrawiam Serdecznie

Osobistość0piorunów

Jeżeli chodzi o film to jest jedyny którego nie trawię mając jednocześnie odruchy wymiotne. Aktorzy perfekcyjnie zagrali postacie których się nie nienawidzi ale którymi się brzydzi bo tu wszystko jest obrzydliwe.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Książki

41piorunów

968 + 1 = 969

Tytuł: Bohaterowie upodleni
Autor: Dariusz Rozwadowski
Wydawnictwo: Fortium Verb
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-953663-0-7
Liczba stron: 206
Ocena: 1/10

(sorry, ale Bookmeter nie przewiduje oceny 0/10, więc podniosłem do jedynki)

Prywatny licznik 7/50

Początkowo obiecywałem sobie, że będę wrzucać tutaj recenzje książek czytanych na bieżąco. Poniższy tytuł przeczytałem miesiąc przed dołączeniem do akcji. Obiecywałem sobie również, że nie będę uwzględniać książek, które czytam z racji pełnienia swojego zawodu. Ale kurczę, ta książka jest tak zła i dzisiaj znowu przewinęła mi się przez ręce, że uznałem dla dobra sprawy, by jednak coś o niej napisać.

Będą spoilery.

"Bohaterowie upodleni" Dariusza Rozwadowskiego to zbiór czterech opowiadań, których akcja toczy się z grubsza w I połowie XX wieku. Pierwsze opowiadanie ma miejsce podczas powstania warszawskiego i później. Młody chłopak bierze udział w powstaniu, widzi jak oddział Dirlewangera gwałci jego ukochaną (tak, powieść zaczynami od takich wątków). Jednocześnie próbuje uporządkować sobie życie po utracie ojca, którego zamordowano w Katyniu. Po wojnie chłopak dołącza do partyzantki. Ginie, jest chowany w bezimiennym grobie, jedyny ślad po nim to teczka (domyślnie w IPN), w której jest list od ojca.

Druga historia skupia się na losach trzech pilotów, którzy walczą na Zachodzie. Oczywiście piloci są niezłomni, ale Zachód ich zdradza. Tu strzelanie, tam romans, tam źli Anglicy, ogólnie chaos na papierze, który ciężko streścić. Wszyscy piloci umierają w przykrych okolicznościach, ostatni z nich w zapomnieniu jak Skalski, podczas gdy "komunistyczni oprawcy cieszyli się jesienią swojego życia w dostatku" (cytat z książki). Taka dygresja: Skalski miał przykre ostatnie lata życia, został okradziony i dożywał w domu pomocy społecznej, ale totalnie zapomniany nie został, skoro na jego pogrzebie stawili się Ryszard Kaczorowski i Andrzej Lepper. Inna sprawa, że Skalski na stare lata okazał się być nacjonalistą z krwi i kości, czym mógł zrazić wielu.

Trzecie opowiadanie jest poświęcone młodemu małżeństwu. Ona została wywieziona do robót przemysłowych, on trafił do Auschwitz. W Polsce stalinowskiej ona nie rozumie, dlaczego on podjął pracę w więzieniu mokotowskim jako strażnik. Tłem do opowieści jest historia rotmistrza Pileckiego (w powieści tylko rotmistrzem), który został zakatowany przez komunistę (też bezimienna postać, o kim nowa, akapit niżej), który handlując walutą i złotem zrabowanym przez Niemców więźniom miał bać się, że Pilecki ujawni prawdę o jego występkach. Małżeństwo popełnia samobójstwo - ona odbiera sobie życie nie mogąc pogodzić się z pracą jej męża, który biernie przyglądał się egzekucji rotmistrza. On zaś wiesza się z rozpaczy po utracie żony.

Zatrzymajmy się tutaj, bo od razu wychodzi największy problem z tą książką. Tak, wszystko jest pisane pod tezę, byle pokazać Polaków jako świętych, którzy są ofiarami Niemców, Sowietów/Rosjan, Zachodu, Ukraińców. Wszyscy patrioci kończą marnie. Ale nie, to nie jest główny problem z tą powieścią. Autor wykazał się wyjątkowym skurwysyństwem, oszukując czytelników fałszywym obrazem historii. Wróćmy do wątku rotmistrz-komunista. Na stronie 129 można przeczytać o więźniu nr 62933, który handlował złotem i miał podejrzane kontakty z gestapo. Nie wzbudzał zaufania, ale zdołał wkręcić się w ruch oporu organizowany przez rotmistrza. Po wojnie więzień nr 62933 został premierem. Bojąc się ujawnienia haniebnej przeszłości obozowej zdecydował się wydać wyrok śmierci na Pileckim. Po wpisaniu w Google "więzień + 62933 + Auschwitz" od razu dowiemy się, że autor pił do Cyrankiewicza. Skąd ta historia o jego haniebnej roli w Auschwitz? Plotkę stworzyli w 2007 roku Wprost i parę innych mediów prawicowych. Źródłem miały być jakieś nieznane wcześniej relacje więźniów oraz krewnych Pileckiego. Muzeum Auschwitz-Birkenau badając sprawę orzekło, że z zachowanych dokumentów wynika jednak, że Cyrankiewicz i Pilecki nie mieli okazji spotkać się w obozie, zaś gdyby Cyrankiewicz faktycznie należał do kolaborantów to Pilecki napisałby o tym w raporcie lub w którymś z meldunków. Sam Cyrankiewicz być może nawet nie wiedział, że Pilecki to nikt inny jak Tomasz Serafiński, pod którym to nazwiskiem rotmistrz był zarejestrowany w obozie. Cyrankiewicz to oczywiście menda zasługująca na potępienie chociażby za 1956, ale nie trzeba zmyślać dodatkowych historii, które mają go pokazać w jeszcze gorszym świetle. Zwłaszcza, że w Auschwitz faktycznie pomagał więźniom. Na tylnej okładce książki wydawca zapewnia, że cztery opowiadania sprawnie łączą fikcję literacką z prawdą historyczną. Nie chce pytać, co tutaj jest fikcją, a co prawdą. Fałszowanie historii pod płaszczem powieści, ohyda.

Czwarte opowiadanie czytałem po łebkach, oburzony tym, co przeczytałem wcześniej. Mamy historię dowódców Wojska Polskiego II RP z perspektywy orląt lwowskich. W skrócie: dzieci wykazują się odwagą, najwyżsi wojskowi tchórzą. Bzdurne i szkodliwe.

Autor tej książki jest... nauczycielem historii. Po przeczytaniu tejże książki poszukałem dodatkowych informacji o autorze. Przed "Bohaterami upodlonymi" Rozwadowski napisał książkę "Marksizm kulturowy. 50 lat walki z cywilizacją Zachodu". Jako historyk facet jest wyjątkowym szkodnikiem pokazującym czarno-biały i miejscami sfałszowany obraz historii Polski. Nie wiem do kogo adresowana jest ta książka, ale mając na uwadze wykonywany zawód podejrzewam, że dla młodzieży. Pod względem literackim czyta to się jak harlequin. Kiepskie pióro, postacie kartonowe i jednowymiarowe, dla przeciętnego czytelnika niezbyt wciągające. Historyk może się zainteresuje, ale w ramach ćwiczenia intelektualnego, by wynotować jak najwięcej absurdów i kłamstw historycznych.

Nie napiszę, że książka nadaje się do pieca, bo jeszcze autor zacznie porównywać się z niemieckimi intelektualistami, którzy po narażeniu się Hitlerowi musieli oglądać, jak ich książki są publicznie palone. Ale odradzić mogę z całego serca. Glejak intelektualny.

Fenomen3piorunów

Najbardziej lubię recenzje książek których czytać nie warto. Dzięki. Teraz jeszcze bardziej jej nie kupię 👍

Fenomen

w Książki

35piorunów

961 + 1 = 962

Tytuł: Kosmos Einsteina
Autor: Michio Kaku
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-8352-112-1
Liczba stron: 207
Ocena: 7/10

Prywatny licznik 6/50

Zgrabnie napisana biografia Alberta Einsteina i opis jego odkryć na polu fizyki. Odkrycia Einsteina zostały opisane przystępnym językiem, na tyle, by osoby niezwiązane z fizyką (np. ja) wiedziały, o co w tym wszystkim chodzi. Choć autor jest zafascynowany Einsteinem, jest na tyle uczciwy, by wskazywać gdzie konieczne, gdzie ów geniusz popełniał błędy zarówno w świecie naukowym jak i prywatnym. Książka składa się z kilku rozdziałów, każdy z nich jest poświęcony innemu zagadnieniu z życia Einsteina. Ostatni rozdział opisuje rolę odkryć Einsteina w badaniach prowadzonych po jego śmierci przez kolejne pokolenia fizyków.

Muszę docenić, że pisząc książkę Kaku przeprowadził głęboką kwerendę i korzystał z licznych materiałów archiwalnych, tu głównie kopii dokumentów o Einsteinie zgromadzonych w Uniwersytecie Princeton i Uniwersytecie Bostońskim. Możecie być pewni, że nie przeczytacie bredni o słabo uczącym się Einsteinie czy też wyssanych z palca późniejszych anegdot.

Książka jest stosunkowo krótka i stanowi wprawkę do kolejnych lektur o Einsteinie. Fizycy na pewno dostrzegą, że książka w zbyt małym stopniu stanowi analizę Einsteinowskich teorii. Jest tak, ale książka jest adresowana do szerokiego grona odbiorców, chcących po prostu przeczytać zwięzłą biografię i książkę popularnonaukową w jednym.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz