Na dniach z naszego salonu wyjedzie 3 metrowa, czerwona kanapa. Nowa jest już dawno zamówiona i będzie na początku września.
Jestem dość sentymentalną osobą. Zmiana samochodu w zeszłym roku (poprzedni zwiedził z nami Bałkany, kawał Europy i zaliczył mnóstwo ciekawych misji), zmiana składu personalnego w domu, zmiana mojej podstawowej funkcji społecznej z córki/żony na matkę/matkę... Każdą z tych rzeczy wewnętrznie odchorowałam. Nie lubię zmian. Często kupuje na vinted to samo, co już miałam, tylko nowe. Albo kupuje w sklepie to samo w kilku egzemplarzach.
Kanapa przeżyła z nami 10 lat. Wypaliłam na niej bez mała kilogram zioła, była świadkiem mnóstwa imprez, to na niej podjęłam najważniejsze decyzje swojego życia, na niej karmiłam dziedzica. Dawno temu, pod koniec terapii terapeuta w ramach zadania domowego kazał zrobić plakat dotyczący mojego życia - czerwona kanapa była na samym środku tego plakatu. Jest cząstką dorosłej mnie.
Wiele rzeczy w ciągu ostatniego półtora roku zmieniałam, ale nad tą kanapą jakoś tak dumałam od dłuższego czasu. Jest zdecydowanie za duża na nasze obecne potrzeby, lata świetności ma już za sobą. Zaliczyłam już w życiu etap dużych zmian, 10 lat temu, czego wynikiem był właśnie zakup tej kanapy. Wtedy zmieniłam adres, samochód, pracę, własny wizerunek. Wyszło mi to na ogromny plus, no ale... Może raz na 10 lat potrzebuje takiego personalnego resetu?
To bardzo dobra kanapa była i będę za nią tęsknić, a pamięć o niej honoruje niniejszym wpisem.
#przemyslenia