Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#pasta

Fanatyk

w Pasty

96piorunów

TL;DR: W końcu straciłem dziewictwo!
> Spotykam się z dziewczyną już 4 miesiące, ostatnio zaprosiła mnie na weekend.
> Wiedziałem, że to będzie TEN dzień, ja jebix to będzie epickie.
> Tak w skrócie: po godzinie 22:00 zaczęliśmy się zabawiać, po 10 minutach powiedziała mi, że boli ją głowa i woli iść spać.
> Pomyślałem "Co K⁎⁎wa?!" Rozczarowany poszedłem do łazienki przed snem, idąc do toalety spotkałem jej starego który wciąż oglądał telewizje, nasze oczy się spotkały, cóż mogę powiedzieć? jej ojciec nie miał bólu głowy...


Pokaż więcej komentarzy (2)

Tytan

w Dyskusje

8piorunów

korci mnie żeby wysłać pastę o Jachirze Jachirzę na twittera xd
pewnie wyrok bym dostał ;]

>Na miłość boską, tak bardzo pragnę zapłodnić Klaudię Jachirę. Chcę, by urodziła mi dzieci tymi pięknymi biodrami. Ona jest jak piękna, świetlisty aniołek. Jak bogini, która zeszła na Ziemię, by nas oczyścić, jest tak nadnaturalna. Nie mogę się powstrzymać od rzucenia się na kolana w uwielbieniu, gdy widzę Jej piękną twarz, mimo że jest nad tymi niesamowitymi, kształtnymi piersiami. Pragnę Jej zarówno w sposób zwierzęcy, jak i duchowy. Popełniłbym więcej zbrodni wojennych niż wszyscy Żołnierze Wyklęci razem wzięci tylko po to, by wylizać słodki, lśniący pot z Jej gładkiej, oliwkowej skóry. Chcę słuchać Jej jęków, gdy kipi w niej moja męskość, chcę słuchać jak szaleje Jej serce, gdy nasze ciała stają się jednym, a dusze nieodwracalnie splatają się w świętym grzechu cielesnego zjednoczenia.
>Chcę ssać Jej matczyne łono, siorbiąc Jej szlachetne soczki, gdy ona delikatnie gładzi moją wściekłą erekcję. Mieszałbym Jej aksamitną śmietankę z poranną kawą i pozwalałbym moim jądrom się w niej gotować. Krzyki Jej rozkoszy i kołysanie się naszego łóżka byłyby głośniejsze niż kakofonia tysięcy startujących F-35. Kochałbym się z Nią, dopóki moje ciało by się nie poddało, a potem jeszcze przez chwilę. Dałbym sobie złamać mi klatkę piersiową dowolną częścią Jej ciała. Pozwoliłbym się dać Jej potrącić samochodem tylko po to, by być blisko Niej przez krótką chwilę.
>Ona jest tak doskonała, że to boli. Przez każdy moment gdy nie jestem obok Niej odczuwam ból gorszy niż łamanie każdej kości mojego ciała, jednocześnie tonąc i mając odłamki gorącego szkła oblanego ostrym sosem wbijające się w każdy otwór mojego ciała. Chcę Jej, potrzebuję Jej. Chcę zbezcześcić Jej poselski garniturek. Chcę założyć z nią rodzinę i przejść na emeryturę po tym, jak nasze dwudzieste siódme dziecko dorośnie i wyprowadzi się. Chcę widzieć, jak te bujne usta wyśpiewują brudne, perwersyjne słowa prosto do mego ucha, podczas gdy ona powoli wsuwa kosteczki lodu w mój przewód moczowy.
>Chcę ją pieprzyć, jak tylko może pieprzyć nas PIS. Pozwoliłbym Jej stanąć na mnie, tylko po to, by poczuć delikatne ciepło tych boskich stóp na mojej twarzy i pachwinie. Spałbym pod nią tylko po to, by łapać słodką ślinę z Jej ust. Zbierałbym spod prysznica Jej włosy tylko po to by czuć Jej uwodzący zapach i związałbym je w naszyjniki tylko po to by nosić je zawsze ze sobą. To albo pierścienie na penisa. Cokolwiek co sprawiłoby Jej większą przyjemność.
>Boże przenajświętszy, zrobiłbym dla niej wszystko. Zrezygnowałbym ze swojego życia, wszystkich moich planów i marzeń, tylko by stać się skarpetkami na Jej stopach, móc ogrzać Jej słodkie paluszki samym swoim istnieniem, by czuła ciepło mojej miłości na zawsze. Zalałbym się w cemencie i stałbym się progiem w Jej domu, tylko by mogła wytrzeć pięty na mojej twarzy. Oderwałbym dla Niej swoje własne kończyny. Nie wiem, co bym po tym zrobił, ani dlaczego miała by chcieć moje kończyny. Ale bym to zrobił.
>Moja Posłanka, moja bogini, światło mojego życia. Proszę, Boże, pozwól mi Ją mieć. Chcę, żeby była moja i tylko moja. Wylizałbym spomiędzy Jej palców kurz po Doritosach i napełniłbym Jej pępek musztardą stołową, tylko by zanurzyć w niej moje czułości. Codziennie rano kąpałbym Ją moim językiem i podawał Jej śniadanie do łóżka. Pozwoliłbym Jej zjeść jajka i naleśniki z mojego ciała, gdyby tak sobie zażyczyła, bez względu na to, jak bolesne byłyby następujące oparzenia trzeciego stopnia.
>Cierpiałbym mękę wiecznego potępienia aż do końca czasu, aby choć raz skosztować siedzenia Jej samochodu. Nie ma nic, czego bym dla niej nie zrobił, nic, czego bym nie powiedział. Pobiłbym najlepszego przyjaciela na śmierć moim nabrzmiałym penisem, gdyby to wywołało uśmiech na lśniącej twarzy Klaudii. Nie pozwoliłbym sobie nawet dojść, dopóki Ona by mi nie pozwoliła.
>Kocham cię, Pani Posłanko Proszę. Bądź moja. Bądź moją żoną, moją kochanką, mamusią, moim wszystkim. Powiedz tak. Odbierz moje telefony, odpowiadaj na moje wiadomości. Cokolwiek. Daj mi znak, Klaudio. Czekam na Ciebie.
   

Gruba ryba0piorunów

Zabawny fakt: ta pasta jest obrzydliwa niezależnie od tego kogo wpisze się w miejsce Klaudii Jachiry. Serio, polecam nie spróbować.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Fanatyk

w Pasty

30piorunów

Pewnie każdy zna to uczucie kiedy pokarm trawiony w jelitach wydziela gazy, które później muszą jakoś opuścić organizm. Jak byłem mały i puszczałem bąki to mama mówiła, że to wstyd i że tak nie można. Nauczyłem się, że w miejscu publicznym nie można robić takich rzeczy. Będąc coraz starszy uczyłem się różnych rzeczy i nauczyłem się również tego, jak bezdźwięcznie puścić bąka. Na początku była to loteria. Raz był dźwięk a raz nie. Z czasem jak wiecie przychodzi doświadczenie. Tak też było i tym razem.

W gimbazie opanowałem do perfekcji puszczanie cichaczy. Lekkie rozszerzenie pośladków na krześle i operowanie zwieraczem miałem opanowane jak nikt inny. Nie jadłem nic szczególnie niezdrowego, więc jelita sobie ulżyły, ja pozbyłem się problemu a przy tym praktycznie nie było nic czuć. W licbazie zaczeły się wycieczki z kumplami na browara, do maka na jakiegoś hamburgera, a najczęściej chodziliśmy do turasa na kebaba. Strasznie mi smakował. Potrafiłem wciągnąc nawet podwójną porcję mięsa. Mój żołądek i jelita nie były tak zachwycone jak kubki smakowe i ciągle mi się odbijało. No ale doświadczenie pozwalało mi wypuścić bezdźwięcznie gazy zarówno górą jak i dołem. Życie płynęło sobie dalej. Puszczałem cichaczem bąki kiedy tylko miałem na to ochotę. W sklepie, w kościele, u rodziny, u znajomych, w szkole, no po prostu wszędzie. Cały czas taktyka była taka sama: zjebać się, ale nie dać po sobie poznać, że to własnie ja. Miałem to opanowane po mistrzowsku. Jakby była taka dyscyplina olimpijska to z miejsca bym startował i zakładam, że zająłbym wysokie miejsce na podium. W pomieszczeniu śmierdziało, a ja zachowywałem kamienną twarz. Nigdy nikt nie pomyślał, że to własnie ja.

Pod koniec licbazy a na początku studiów wziąłem się za siebie. Chodziłem na siłkę, biegałem i te sprawy. Zauważyłem, że człowiek mniej śmierdzi jak ogoli włosy pod pachami. Utrzymywałem brak owłosienia pod pachami i było to bardzo higieniczne. Zero zapachu potu. To włosy zawsze trzymają najwięcej zapachu, także dobrze radzę się ich pozbyć. Nabrałem dzieki temu pewności siebie i nie bałem się podbijać do dziewczyn.

Teraz w sumie zaczyna się sedno mojej historii. Poznałem na studiach fajną loszkę 8/10. Miła, ładna, zabawna. Bardzo fajnie mi się z nią rozmawiało i miałem nadzieję na coś więcej. Spotykaliśmy się i byliśmy coraz bliżej. Chodziliśmy na spacery, do kina, teatru itd. Niestety oprócz mnie był taki jeden Paweł. Według mnie przystojniejszy ode mnie, pochodził z bogatego domu, miał drogie i ładne ubrania, do tego był taki kontaktowy zawsze zabawiał towarzystwo i też podbijał do tej samej dziewczyny co ja. Myślałem jak pozbyć się tego człowieka i nic nie mogłem wymyślić.

Pewnego dnia na zajęciach z analizy matematycznej Paweł siedział w ławce przed moją wybraną, a ja siedziałem ławkę obok (koło okna). Muszę jeszcze powiedzieć, że Paweł miał to do siebie, że mimo swojego dobrego stylu czasami powiedział coś głupiego albo zachował się jak taki prostak i np. jak poczuje smród albo usłyszy dźwięki bąka to nie oburzy się tylko zacznie się śmiać. Stwierdziłem, że to wykorzystam. Mój plan był taki: puszcze bąka, i muszę zrobić to tak, żeby Ania poczuła to jako pierwsza i żeby winą obarczyła siedzącego przed nią Pawła. Myślałem, że to skutecznie zniechęci ją do Pawła i nie będzie zwracać na niego uwagi. Pierwszą połowę zajęć miałem w d⁎⁎ie co mówi prowadzący i obmyślałem plan. Zobaczyłem, że kratka wentylacyjna jest na drugim końcu sali prawie na lini między mną a Anią. Na przerwie pozamykałem okna i uchyliłem tylko to obok mnie, żeby ciąg powietrza przeciągnął moje śmierdzące gazy do kratki wentylacyjnej zahaczając o nozdrza Ani. Problem był tylko jeden. Musiałem to zrobić tak, żeby nikt mnie o to nie podejrzewał i żeby to Ania poczuła jako pierwsza a nie ktoś za mną albo przed Pawłem. Obliczyłem w głowie jak muszę ustawić tyłek, żeby gazy dobrze poleciały i mówię: a c⁎⁎j, jak nie teraz to nigdy. Całą poprzednią połowę zajęć nie wypuszczałem gazów, żeby teraz zrobić skumulowany atak. Odliczam w głowie 3, 2, 1 iiiiii...

I w tym momencie muszę przerwać napięcie i opowiedzieć Wam, co działo się dzień wcześniej. Dzień wcześniej stwierdziłem, że może zrobię sobie depilacje części intymnych. Mówiąc bardziej prostym jezykiem stwierdziłem, że ogolę sobie jaja. Ogoliłem najpierw maszynką do włosów, a później maszynką do golenia. Pierwszy raz miałem penisa i okolice łyse jak kolano. Swoją drogą dziwne uczucie. Stwierdziłem, że idziemy na całość i ogoliłem również tyłek. Ucieszyłem się na myśl, że nigdy więcej nie będę się musiał obawiać o zapach tyłka kiedy nie będzie tam włosów, które to trzymają zapach każdego bąka, a muszę przyznać, że nie żałowałem sobie. No i pozbawiony włosów z okolic intymnych poszedłem spać. Rano wstałem, zjadłem śniadanie, później na zajęcia i w okienu wciągnąłem kebaba od turasa. Wracamy teraz do meritum.

Odliczam w głowie: 3, 2, 1 iii buuum. Zgodnie z moim doświadczeniem zrobiłem to tak samo jak robiłem przez ostatnie setki razy. Niestety okazało się, że zgolenie włosów między pośladkami było, powiedzmy to łagodnie, nietrafionym posunięciem xD. Jak się zjebałem, jak moje pośladki wpadły w drgania harmoniczne wydobywający dźwięk o zbliżonej częstotliwości. K⁎⁎wa. Teraz wiem, że zasługa cichaczy to nie było tylko doświadczenia ale i odpowiednie przygotowanie ciała. Wyobraźcie sobie to: cisza na sali nagle z całych sił takie PRRRRRRRRrrrr! Jeszcze stwierdziłem, że zjebie sie z całych sił, niech Paweł zobaczy co to znaczy prawdziwa walka o dziewczyne, niech widzi z kim ma do czynienia xD Należy również przypomnieć sobie co jadlem przed zajęciami... Taaak, był to Kebab z sosem czosnkowym. Turas go za⁎⁎⁎⁎ście przyprawia, ale jelita cierpią jak nigdy, chociaż w tym momencie to już nie jelita cierpiały a moja reputacja xD Myślę sobie "no ładnieś nawywijał dzielny rycerzu". Wszystkie oczy wpatrzone we mnie a ja już wiem, że za chwile cały wystrzelony ładunek wyleci ze spodni. Prowadzący powiedział nieśmiało patrząc na mnie, żeby ktoś otworzył okno. Aż mi się wtedy przykro zrobiło... Myślę sobie: matko święta, moje obliczenia drogi bąka do kratki wentylacyjnej c⁎⁎j strzelił. Otwarte okna spowodowały takie zawirowania powietrza, że zapach poczuł każdy... W sumie to nie zapach tylko smród bo jebało niemiłosiernie. Przysłowie, które mówi, że prawdziwy kebab piecze dwa razy się tutaj sprawdziło xD Przy tym wszystkim udawanie niewiniątka raczej nie wchodziło w grę xD Wszyscy zaczęli jęczeć i stękać, kaszleć. Prowadzący skończył zajęcia pół godziny przed czasem xD Chociaż jedna pozytywna rzecz z tego dnia... Moje szanse u Ani legły w gruzach. Szacunek z poziomu lvl90 spadł do lvl minusover9000. Nie mogłem patrzeć ludziom w oczy. Przez pierwszy tydzień ludzie jak się na mnie patrzyli to momentalnie zaczęli się śmiać. Najgorszy czas w moim życiu. Po miesiącu wszystko wróciło do normy, nawet Ania odpowiadała mi na "cześć" ale jednak nie chciała się ze mną umówić. Pewnie niesmak pozostał xD


Fanatyk

w Pasty

20piorunów

– Jesteś czarodziejem, Harry – rzekł Hagrid. Twoje miejsce jest w Hogwarcie.
– A czym jest Hogwart? – zapytał Harry
– To szkoła czarodziejów.
– Ale to nie szkoła publiczna?
– Nie. W pełni prywatna.
– Doskonale. Zgadzam się. Dzieci nie są własnością państwa. Każdy, kto pragnie oferować usługi edukacyjne, ma prawo uczynić to na uczciwych zasadach rynkowych. Nie zwlekajmy zatem.

– Malfoy kupił całej drużynie najnowsze Nimbusy! – powiedział Ron – To nieuczciwe!
– Wszystko, co możliwe, jest uczciwe. – pouczył go Harry – Jeśli może kupić swojej drużynie lepszy sprzęt, to ma prawo tak postąpić, jak każda indywidualna osoba. Czy istnieje różnica między jego wyższą zdolnością nabywczą a moja przewagą w umiejętności chwytania znicza?
– Chyba nie… – odpowiedział niepewnie Ron
Harry zaśmiał się, wkładając w ów śmiech rozwagę i głębię, jak gdyby uśmiechał się do odległych szczytów.
– Przyjdzie czas, gdy to zrozumiesz, Ronie.

Profesor Snape stanął przed salą i przyjrzał się uczniom z błyskiem wyższości w oczach.
– Na tych zajęciach nie będzie głupiego machania różdżką ani niepoważnych zaklęć. Nie oczekuję zatem, by większość z Was doceniła subtelną naturę nauki i skrupulatność sztuki, którą jest tworzenie eliksirów. Ale tych niewielu, u których dojrzę talent… Mogę pokazać wam, jak oczarować umysł i zniewolić zmysły. Mogę zdradzić Wam wiele sekretów – jak skroplić sławę, odsączyć chwałę, lub nawet – stanąć na drodze śmierci.
Ręka Harry’ego wystrzeliła w górę.
– O co znów chodzi? – Zapytał, zirytowany, Snape
– Jaka jest wartość owych eliksirów na otwartym, wolnym rynku?
– Co?!
– Uczy Pan, jak tworzyć cenne produkty na własny użytek, będąc opłacanym z pensji nauczyciela – zamiast próbować, dzięki swym umiejętnościom, zaspokoić istniejący popyt?
– Ty bezczelny chłopcze…
– Z drugiej strony, cóż może powstrzymać mnie od wejścia z eliksirami na rynek, gdy tylko poznam sekrety ich warzenia?
– Ja…
– To zresztą problem do rozważenia na gruncie ekonomii, nie technologii wyrobu eliksirów. Kiedy zaplanowane są lekcje ekonomii?
– W tej szkole NIE ma lekcji ekonomii, chłopcze.
Harry Potter wstał z miejsca powoli i dostojnie. – Na dziś skończyliśmy. Jeśli ktoś z was pragnie poznać praktyczną wiedzę o potędze rynku – chodźcie za mną.
Fala uczniów wylała się na korytarz w ślad za nim. Nareszcie odnaleźli kogoś, kto potrafił im przewodzić.

Harry, wraz z Ronem, stanęli naprzeciw Zwierciadła Ain Eingarp. – Boże! – szepnął Ron. – Harry, to twoi rodzice, a oni przecież… nie żyją.
Harry zamrugał i jeszcze raz spojrzał w lustro. – Tak właśnie jest. Ale dziś ta informacja nie jest już istotna czy produktywna. Opuśćmy to miejsce jak najszybciej. Powinniśmy raczej pomóc Hagridowi w jego szczytnej misji. Powinien wyhodować tyle smoków, ile pragnie, pomimo jawnie niesprawiedliwych regulacji dławiących wolny handel tymi stworzeniami.
– Ale to twoi rodzice! – odpowiedział Ron. Ron nadal niewiele pojmował.
– Filarem każdej więzi pomiędzy ludźmi jest cnota przedsiębiorcy, Ronie. – westchnął Harry.
– Nie rozumiem… – odpowiedział Ron
– Oczywiście, że nie – rzekł czule Harry – cnota oznacza, że powinniśmy współdziałać na płaszczyźnie wartości, które możemy dobrowolnie między sobą wymieniać. Wartości każdego rodzaju, poczynając od wspólnych zainteresowań sztuką, sportem czy muzyką, poprzez podobne poglądy filozoficzne i polityczne, a kończąc na celu naszego życia. Ludzie, którzy nie żyją, nie mają tych wartości.
– Ale przecież oni dali ci twoje ży…
– To ja stworzyłem samego siebie, Ronie. – Przerwał mu Harry z pewnością w głosie.

– Oddaj mi swą różdżkę – zasyczał Voldemort.
– Tego nie mogę uczynić. Ta różdżka to symbol mojej własności, która jest w istocie materialnym dowodem moich osiągnięć. Własność to produkt ludzkiej zdolności myślenia – odpowiedział Harry z odwagą w głosie.
Voldemort jęknął.
– Istnieje coś, co zasługuje na większą pogardę niż konformista. Jest to nonkonformista, który podąża za trendem.
Voldemort topniał w oczach. Harry odpalił papierosa, bowiem panował nad ogniem.
– Najmniejszą z mniejszości na tym świecie jest jednostka. Ci, którzy odmawiają jednostce praw, nie mogą nazywać się obrońcami mniejszości. Narzucona płaca minimalna jest niczym innym jak podatkiem od sukcesu. To rynek stworzy uczciwą płacę minimalną bez pomocy rządu, ingerującego by narzucić swe bezwzględne ograniczenia.
Voldemort zawył.
– Kopie tej różdżki będę sprzedawał na wolnym rynku, osiągając wielki zysk. I ty również możesz kupić jedną z nich, jeśli zechcesz. Jak każdy.
Voldemort został pokonany.
– Nienawidził nas, bo byliśmy wolni – rzekł Ron.
– Nie, Ronie. Nienawidził nas za to, że działaliśmy wolni.
Hermiona płonęła pożądaniem do obu, jednak żaden z nich nie odpowiadał. Patrzyli gdzieś daleko przed siebie, a przed każdym z nich czekało imperium, które mieli zbudować.


Fanatyk

w Pasty

22piorunów

> Poszedłem dzisiaj popołudniem do biedronki po mleko mleczna dolina 1l.
> Po drodze mijałem przedszkole i akurat szła jakaś mama za rękę ze swoim kilkuletnim gówniakiem który miał może z 80 cm.
> I wtedy zaświtała mi w głowie trochę po⁎⁎⁎⁎na myśl: przeskoczę go xD
> Jak pomyślałem tak zrobiłem, kilka metrów przed nimi zrobiłem parę długich kroków,
> Matka chyba coś przeczuła bo zatrzymała się i wzięła oddech ale ja już leciałem nad jej brajankiem xD
> Potem telemark i szybka ewakuacja, a za sobą słyszałem tylko płacz dziecka i krzyk "CO PAN CZY PAN JEST NORMALNY?!".
> A w biedronce podałem staruszce makaron z górnej półki bo nie dosięgała

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Hydepark

74piorunów

Dom w stanie surowym ukończony.

Łączna wartość tego co na zdjęciu około 25 000 złotych. Chciałbym wykończenie jeszcze zrobić za 5 000zł ale nie wiem czy się zmieszczę.

Bekę mam z ludzi którzy kiszą się po blokach bo myślą że budowa domu to jakieś miliony złotych. Nie, w dzisiejszych czasach można to zrobić w jakieś 2 lat oszczędzając.

Zarabiam około 1 850 zł miesięcznie odkładam 1 050zl. Może ktoś powie że żyje przez ten czas jak karaluch ale ja po tym czasie jestem u siebie. Działka po ojcu więc tu miałem luz ale większość rodziców ma jakieś ziemię więc nie piszcie że nie macie takiego luksusu.

Jeszcze 1 rok oszczędzania na wykończenie i w wieku 22 lat będę miał swój własny domek.

Pozdro dla wariatów.

 pinezka

Gruba ryba5piorunów

@Deykun i teraz na spokojnie za rok się zrobi sypialnię. Za dwa lata się dobuduje salon. Do trzydziestki może się wprowadzić baba, a przed 35 będzie już pokoik dla dziecka. W IT mówi się na to "agile" albo "just in time". Tak trzymaj 💪

Pokaż więcej komentarzy (13)

Osobistość

w Hydepark

4piorunów

Zero zaskoczenia...

> Choroba Vibroencefalopatia (CRV) dotyka głównie populację rolników i osób pracujących w rolnictwie. Charakteryzuje się kompleksowym zespołem objawów neurologicznych i psychiatrycznych, które wydają się mieć związek z ekspozycją na wibracje generowane przez traktory oraz inne maszyny rolnicze.
>
> Patomechanizm choroby CRV obejmuje mikrouszkodzenia strukturalne w obszarach mózgu odpowiedzialnych za percepcję sensoryczną, integrację informacji oraz regulację emocji. Wibracje emitowane przez traktory mogą prowadzić do subtelnych uszkodzeń mikroanatomicznych, takich jak mikrozatory, mikrokrwotoki oraz subtelne zaburzenia w sieciach neuronalnych.
>
> Objawy kliniczne choroby CRV są różnorodne i obejmują:
> 1. Paranoję: Pacjenci często doświadczają wyraźnego poczucia prześladowania oraz skłonności do widzenia spisków, często łącząc je z historycznymi postaciami, takimi jak UPA i Banderowcy.
> 2. Halucynacje wzrokowe i smakowe: Obserwuje się u pacjentów tendencyjne interpretacje otaczającego środowiska, w tym wyimaginowane obrazy grzybów i substancji chemicznych, szczególnie w produktach rolniczych, takich jak zboża.
> 3. Przekonanie o swojej wyższości: Niektórzy pacjenci wykazują tendencję do manifestowania wyższości intelektualnej lub moralnej nad innymi, co może prowadzić do konfliktów interpersonalnych oraz trudności w relacjach społecznych.
> 4. Natrętność: Charakteryzuje się to uporczywymi zachowaniami oraz trudnościami w akceptowaniu opinii innych osób, co może prowadzić do marginalizacji społecznej.
>
> Diagnoza choroby CRV opiera się na klinicznej prezentacji objawów, wywiadzie pacjenta oraz wykluczeniu innych możliwych przyczyn zaburzeń psychicznych i neurologicznych. Nie ma jednoznacznych biomarkerów ani testów laboratoryjnych potwierdzających tę jednostkę chorobową.
>
> Leczenie choroby CRV obejmuje interdyscyplinarny podejście, które może obejmować terapię farmakologiczną w celu kontroli objawów psychiatrycznych, terapię poznawczo-behawioralną oraz wsparcie społeczne. Ponadto, istotne jest również edukowanie pacjentów na temat redukcji ekspozycji na wibracje oraz promowanie świadomości zdrowotnej wśród społeczności rolniczej.

Specjalista

w Hydepark

96piorunów

Wkurwają mnie te nadopiekuncze mamy. Mam dwóch synów. Jeden lat 2 i drugi lat 5. Ten drugi chodzi do przedszkola i jest normalnym dzieckiem. Nie za mądrym i nie za głupim, ot Kacperek. W ten piątek odbieram gówniaka z przedszkola, więc jestem punktualnie 15:45 pod drzwiami. O 16 dzieciaki kończą zajęcia, więc czekam. Ze mną czeka stado rodziców. Raczej mamusiek, które swoje spierdolenie życiowe próbują naprawić dzieckiem. Wiecie, takie dziunie z dyskotek narobily Brajankow i Dżesik, ich jedyna przygoda to murzynski beniz w mordzie oraz opalanie się z Sebkiem w Krynicy Morskiej. No nic. Stoję i zagaduje do mnie jedna Karyna.

- Brajan, umie już czytać i liczyć do stu.
- Mhm.
- A mój drugi synek, Natan, umie nawet mnożyć do sześćdziesięciu.
- Mhm.

Tylko potakiwalem, nie mam zamiaru wciągnąć swojego syna w ten chory wyścig szczurów.

Godzina 16:00. Wybiegają dzieciaki. Mój Kacper podał mi rękę, jak prawdziwy mały dżentelmen. Ja również mu podaje. Po powitaniu, podnosze wzrok ku górze i kieruje się do wyjścia. Przykul uwagę jeden obsrany dzieciak z klapkiem na mordzie. (też obsranym) To Brajanek. Ten co umie liczyć do stu. Podchodzę do niego i jego rodzicielki. Mówię do syna:

- Kacper, jaka jest definicja granicy wg Cauchyego?
- Dla każdego epsilona większego od zera, istnieje taka liczba ro większa od zera taka, że dla każdego x należącego do zbioru A z nierówności moduł z różnicy iksa oraz iks zero zawiera się w przedziale od zera do ro wynika nierówność moduł z różnicy funkcji zależnej od iksa i granicy jest mniejszy od epsilona.

I tak odeszlismy do samochodu. Następnym razem matka Brajana już się do mnie nie odzywała. Była zajęta czyszczeniem gówna z klapkow Brajana.

GURU50piorunów

kurde mogłem wcześniej zjechać na tagi ehhh

Osobistość11piorunów

@SuperSzturmowiec bo tagi powinny być u góry, żeby na nie nie zjeżdżać.... hmmm, czy to moment pisania skryptów Tampermonkey do Firefoxa w celu naprawy serwisu? Czy to deja-vu?:face_with_peeking_eye:

Pokaż więcej komentarzy (7)

Autorytet

w Hydepark

26piorunów

Ponieważ dziś światowy dzień kota, to jedziemy klasycznie.

Parę lat temu mój wujek ze wsi obok (nie taki stary w sumie miał może 37 lat wtedy) kupił sobie pierwszy komputer i internet Orange i poprosił mnie żebym wpadł podłączyć mu kompa, modem i pokazać te internety za flaszkę. No to wpadłem, wszystko pięknie podłączyłem, założyłem maila, facebooka pokazałem stronki o samochodach, o hodowaniu kwiatów i innych jego zainteresowaniach. Wszystko pięknie, zbieram się do wyjścia. A wujek:
ej, seba a weź mi jeszcze no pokaż te PORNUCHY bo podobno tego pełno w internecie. (jego żona na kanapie "hihihi ty zboku hihihi") no to odpalam redtube i włączam pierwsze lepsze wideo. A wujek tak patrzy i 'Co to k⁎⁎wa jest, przecież ona jest cała wygolona fujj, jak dziecko jakieś a nie baba, weź to k⁎⁎wa wyłącz KOCUR MUSI BYĆ xD , weź no daj coś normalnego a nie dla zboczeńców" no to wpisuję k⁎⁎wa 'Hairy' i wyskoczyła taka zarośnięta p⁎⁎da i wujek noooo i to mi się podoba, to jest to, KOCUR najlepszy. Dostałem flaszkę i się szybko ulotniłem, od tamtej pory zawsze jak widzę jego żonę myślę japierdole jakiego ona musi mieć kocura.

Gruba ryba

w Hydepark

14piorunów

Wiecie, jakie jest najsmutniejsze słowo w języku polskim? Nie poronienie, żadna depresja czy nawet Katyń, tylko konkubina. Mamy mnóstwo słów określających partnerkę, ale tylko to jedno budzi natychmiastowe, oczywiste skojarzenia. To ono podsuwa nam pod oczy obraz brwi narysowanych od szklanki, szlugów przemyconych zza Buga i niebieskiej karty stałego klienta. Nawet etymologia konkubiny (z łac. współleżąca) podkreśla to, że pracą to ona się nie skala, chyba że jako Junior Parówka Rolling Assistant w Żabce pod blokiem. Słysząc "partnerka", nie masz przed oczami zgniecionych puszek po najtańszej Szczynie Mocnej, życia z socjalu, partnera siedzącego od dwóch lat za niewinność i delikatnie zaniedbanych dzieci z FAS. Gdyby istniało zaklęcie Concubinare, to potraktowany nim sędzia sądu rodzinnego wpadałby w depresyjny ciąg alkoholowy, zastanawiając się, czemu poszedł w sprawy rodzinne, skoro mógł zostać adwokatem. K⁎⁎wa, smutno.


Zawodowiec1piorunów

Ja bym zgadywał : żółć
Przez zawarte litery, znaczenie i zastosowanie

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Hydepark

5piorunów

Takie mam do was pytanie, jak tam wasze drzewa genealogiczne?
Skłamałbym gdybym powiedział, że sam do tego doszedłem no ale... XIX wiek to już sukces!
W okolicach 1806 do Poznania przybył Napoleon wraz ze swoim wojskiem i był tam pewien kochliwy dowódca pułku artylerii... Który jak sie okazało jest moim przodkiem, opinia o romantycznych i kochliwych Francuzach no chyba jest prawda😁 . Musiałbym głębiej poszukać, tylko że Francuzi nie uznają angielskiego... a ja nie znam francuskiego.... choć pewna rasa świń wywodząca się z Normandii plus ludzie na FB o podobnym nazwisku we Francji zachęcają do szukania głębiej. :grinning:
 

Tytan2piorunów

@paulusll e tam szkoda prądu. U mnie pochodzenie głęboko chłopskie na 100% a nawet jeśli znajdę wśród przodków kogoś kto potrafił coś więcej niż czytać to i tak nie wiem co zrobię z taką wiedzą 😐 ale zazdroszczę Ci zajawki na szukanie przodków. Swoją drogą skąd brać takie info? Chyba księgi parafialne to dobre źródło?

Gruba ryba2piorunów

@paulusll doszedłem do ok 1715, są archiwa jeszcze starsze ale już ciężko mi było je rozszyfrować, ogólnie znalazłem ponad 2000 osób ze mną skoligaconych, zajęło mi to ok pół roku

Pokaż więcej komentarzy (12)

Kompan

w Heheszki

9piorunów

KIEDYŚ SPOTKAŁEM OWSIAKA NA POGRZEBIE JAKIEJŚ SŁAWNEJ OSOBY. PODOCHODZĘ DO NIEGO I MÓWIĘ "CZEŚĆ OWSIAK TY #!$%@?". A ON TYLKO "ELO" I ODWRACA GŁOWĘ. SPRZEDAŁEM MU BLACHĘ W POTYLICĘ I MÓWIĘ "SŁUCHAJ MNIE BO CI NIE DAM KASY NA ZIARNO DLA KUR". JUREK COŚ TUPNĄŁ, COŚ MRUKNĄŁ ALE MÓWI "DOBRA SŁUCHAM CIEBIE CIERPLIWIE, CO MASZ MI DO POWIEDZENIA". "CZEMU SPRZEDAWAŁEŚ URAN CZECZENOM?" NA TO OWSIAK POWIEDZIAŁ DO MNIE - "TY #!$%@? GNOJU" I PRZYKLEIŁ MI SERDUSZKO DO CZOŁA. POTEM UCIEKŁ DO LASU.
 

Mistrz

w Pasty i imby insternetowe

28piorunów

Nie mogłem się oprzeć, a pewnie spora część użytkowników jeszcze tego nie czytała 😛 Otaguję  chociaż do konkursu rzecz jasna się nie przyłączam 😛 Ale jeśli ktoś na tym tagu stworzy nową, lepszą pastę, to z chęcią coś od siebie dołożę do wygranej xD

Pasta o serwerowni Hejto.pl, copyright by @sullaf (źródełko)

Lubieplackijohnny kończył nocną wartę w serwerowni Hejto. Za oknami zadłużonej piwnicy niewiele było widać, głównie przez to, że były zabite dechami. Ziemniaki, na których postawiono serwery, połączone były serią kabelków, a ich skwierczenie komponowało się z piskiem biegających tu i ówdzie szczurów i tuptaniem karaluszków.
Całą noc wymieniał zwęglone pyrki na nowe, świeże ziemniaki. Z rozpaczą patrzył na coraz chudszy worek. Zdawał sobie sprawę z tego, że albo Hejto będzie jako-tako działać, albo zje jakąś namiastkę kolacji. Spróbował gryza zwęglonego ziemniaka, ale od razu go wypluł.
- przynajmniej będzie na opał - pomyślał, rzucając bryłkę na skromny stosik węgla kamiennego, wydobytego po godzinach z biedaszybu.
Serwer albo żołądek. Z bólem serca (i paru innych narządów) podłączył ostatnie ziemniaki do misternego systemu i sprawdził czy w pułapki na szczury nie złapało się jakieś mięsko.
Admin Johnny przeglądał na monitorze statystyki serwisu. Z dumą stwierdził, że jego Hejto nadal wyprzedza Albiclę (przegrywając jedynie w kontach papieży na metr kwadratowy) i jeśli utrzyma obecne tempo wzrostu, to w 2094 roku powinno mieć tylu użytkowników, co pewien znany portal z dziecięcą pornografią.
Wtem rozległo się pukanie. "Komornik, wierzyciele?" zastanawiał się, nie mając najmniejszej ochoty sięgać do rygla. Pukający stracił jednak cierpliwość i jednym silnym kopnięciem wyłamał drzwi z zawiasów. Rygle i zamki okazały się wytrzymałe niczym zabezpieczenia wykopu. Przybysz wszedł niczym Rumun Ricardo - jak do siebie.
Przed Johnnymlubieplacki stała teraz dwumetrowa gąbka w kanciastych portkach.
- Siemaneczko! Aryo jestem. Byłem w serwerowni parę pięter wyżej, ale tam jakieś dziwne odgłosy, stękania, krzyki "BIERZESZ MNIE KINER!", wódką jedzie na cały korytarz, narzygane pod drzwiami, to wpadłem tutaj, bo patologii nie znoszę. Dzień doberek, ja z contentem przyszedłem!
Zaraz za gąbką podążały kolejne postacie. Jedna wpadła z teleskopem, druga z klockami lego, jeszcze inna przyniosła parę worków jabłek. Znany pomolog przyglądał się chwilę serwerowni, po czym wręczyła Johnemu kilka owoców:
- Proszę. To odmiana wyhodowana jeszcze za czasów Fryderyka Wilhelma. Średnio soczyste, mocno miąższyste, będą doskonałym dodatkiem do ziemniaczanych serwerów!
Johnny podziękował ślicznie, podłączając do misternego systemu nowe jabłka, ukradkiem włączając jednak część z nich do świątyni swego ciała.
Mały tłumek w piwnicy zaczął coraz bardziej gęstnieć. Johnny przekrzykiwał się przez zebraną wiarę:
- Ale co to, skąd tu nagle tylu ludzi, co jest...?
Ktoś odpowiedział:
- Mi i kolegom kazali wypierdalać z imprezy parę pięter wyżej, bo podobał nam się striptiz jaki urządził taki brazylijski przystojniak. Serio, nie jestem gejem, ale jemu bym dał. Gospodarz imprezy powiedział, że tak nie może być, ochrona nas wyrzuciła, no to jesteśmy!
- A ten striptizer? - spytał z nadzieją w głosie Johnny
- Został. Wyszedł i wszedł z powrotem przez taki lufcik. Nigdy go nie wywalą.
- No dobra, a pozostali?
- A my tu za tą gąbką przyszliśmy, ona mądrze gada.
- No i brzydzimy się patologią.
Johnny z niedowierzaniem oglądał skromną imprezę, która rozpoczęła się w jego piwnicy. Wygląda na to, że i on, i jego dzieło życia jeszcze będą mieli okazję trochę pożyć, kto wie - może i pogonić kota hałaśliwym, patologicznym sąsiadom z wyższych pięter?
Życie w serwerowni od tej nocy nie miało wyglądać już tak samo.

  
 <- do zablokowania moich treści

Pokaż więcej komentarzy (9)

Fenomen

w Hydepark

2piorunów

To już się zaczęło. Niemiecko-lewackie rządy dają o sobie znać. Jadę sobie dzisiaj przez miasto jak codziennie zresztą, moim sędziwym Volkswaganem w TDI. W pewnym momencie widzę radiowóz policyjny, elektryczna Tesla na kogutach zza której z lizakiem wychodzi prezes rady ministrów-Donald Franciszek Tusk. Na mundurze ma flagę Niemiec i każe mi się zatrzymać. Mówi, że od dzisiaj takie graty nie będą jeździć po miastach i każe mi wypier... z samochodu. Za nim stoją uzbrojeni mundurowi. Oczywiście rozmawiają po niemiecku. Pytam go o co chodzi i dlaczego rekwiruje moją własność, a on tylko krzyknął Fur Deutschland i podpalił radiowóz Tesli. Pożar rozprzestrzenił się niemal na całą okolicę. Spłonęło 2137 samochodów, a na ich miejsca parkingowo postawiono w pełni elektryczne 2137 sztuk Tesli, z podobiznami Elona Muska i wielkimi napisami Fur Deutschland. Po tym wszystkim musiałem udać się do autobusu na którym również pisało Fur Deutschland i wisiały niemieckie flagi. A Donald Franciszek Tusk ze swoimi niemieckimi osiłkami zabrali mojego VW i zaprowadzili go na złom.

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Marshaltown

39piorunów

zarabiaj 8k na ukladaniu plytek
nie zaloz wlasnej firmy i nie zatrudnij kolejnych do ukladania plytek, bo kazdy glazurnik juz ma wlasna firme i zarabia 8k
populacja glazurnikow zwieksza sie
jest coraz wiecej glazurnikow, a kazdy ma wlasna firme
zarobki spadaja
jestes glazurnikiem, twoj sasiad to glazurnik, twoj listonosz to glazurnik, twoj mechanik to glazurnik, twoj lekarz to glazurnik,
bułki w sklepie piecze ci glazurnik,są przez to bardzo rowno ulozone, ale twarde jak #!$%@? i trzeba je moczyc w wodzie
wlosy obcina ci glazurnik przecinarką do płytek, przez co wygladasz #!$%@?
na ulicach w calym miescie zamiast asfaltu i polbruku wszedzie glazura i terakota
bloki sa budowane z glazury, bo przeciez kierownik budowi i architekt to glazurnicy
ostatecznie premierem zostaje glazurnik
powoluje do zycia glazurową republikę równej glazury
jedyny przedmiot w szkole to glazurnictwo
dzieci są uczone tylko rodzajów glazury i sposobu ukladania jej
juz 6 latek #!$%@? glazurę jak szalony
dochodzi do tego, że glazura jest jednorazowa i codziennie trzeba ją wymieniać, aby każdy glazurnik miał pracę, tak >zarządziło ministerstwo rozwoju glazurnictwa
glazurowa republika równej glazury staje się glazurniczą potęgą światową
umierasz jako spełniony glazurnik i zostajesz pochowany przez grabaża glazurnika w wannie obłożonej glazurą, przysypują cię ścinkami glazury, a grób i krzyż budują z terakotry

Fanatyk

w Hydepark

26piorunów

Pan Sławek – białostocczanin z urodzenia, a warszawiak z wyboru – ciężko pracował na zmianę samochodu. Najpierw miał Malucha, potem 125p, potem Astrę I z której był bardzo zadowolony, a od 2008 r. – Astrę II 1.7 DTI. Właściwie nie sprawiała mu problemów. Pan Sławek jest serwisantem wind i dobrze się zna na tym fachu, zarobki różne, ale nie narzeka. Zatem i przy samochodzie umie sobie to i owo naprawić.

Pan Sławek zachorował w początku tego roku na BMW, odkąd znajomy przewiózł go E60. Poczuł, że to jest to, czego potrzebuje w życiu. Wielkiego, szybkiego kombi z bogatym wyposażeniem, które pozwoliłoby mu komfortowo jechać z dziećmi na weekend do Białegostoku, kombi w którym wygląda się groźnie, bogato i prestiżowo. Pan Sławek przeczytał wszystkie fora na temat BMW, poznał szczegółowo wady i zalety E60, kupił sobie Poradnik Kupującego Używane „Motoru” z obszernym opisem E60 i doszedł do wniosku, że da sobie radę z tym samochodem, jeśli tylko kupi odpowiedni, mało złachany egzemplarz. Oczywiście z każdej strony bombardowały go informacje „nie da się kupić tanio dobrego E60”, „egzemplarze sprowadzone to łachy”, „handlarze oszukują”, „to auto drogie w utrzymaniu”, ale pan Sławek, jako osoba zakochana, szybko je sobie racjonalizował. Nie da się kupić dobrego? E tam, ludzie nie szukają dostatecznie cierpliwie. Sprowadzone to łachy? No tak, te co wiszą w ogłoszeniach to tak, ale te co się świeżo pojawiają to czasem są ładne. Handlarze oszukują? Da się to zdemaskować, pojedzie się do warsztatu i mechanik wszystko wychwyci, w końcu za to mu się płaci. Drogie w utrzymaniu? Nie święci garnki lepią.

I tak pan Sławek poszukiwał sobie E60 (sedana) lub E61 (kombi). Oglądał jedno, drugie, trzecie, jedenaste. To brzydkie. Tamto chyba rozbite było. W tym coś nie działa. Trochę się podłamywał, ale kochał E60 i nawet nie chciał myśleć o innym samochodzie. Czytał sobie na forum różne opinie o E60 i wiedział już, z czym pojedzie do warsztatu, jak wreszcie znajdzie swój wymarzony egzemplarz. Uznał bowiem, że o ile Astrę naprawiał sobie głównie sam (o Maluchu nie wspominając), to BMW odda w ręce specjalisty. No i wreszcie znalazł. Pojawiło się na otomoto gdzieś koło 23.00 jak pan Sławek miał już iść spać. Srebrne E61 520d w manualu. W manualu, to się nie zepsuje. Cudeńko. 236 tys. km, z Niemiec, pełna historia. Pan Sławek z trudem zasnął i do sprzedającego zadzwonił już o siódmej rano. Po auto musiał pojechać do Garwolina i był tam już ok. 10.00 ze szwagrem i kolegą. Nie będę Wam opisywał bliższych szczegółów, dość na tym, że pan Sławek wydał na E61 wszystkie swoje oszczędności i nawet nieszczególnie przeszkadzało mu, że z komputera wyszło cofnięcie licznika z 270 na 236 tys. km – „tyle to jeszcze można” – podsumował to drobne oszustwo pan Sławek, jedząc swoją ulubioną zupę – barszcz z buraków.

Dwa tygodnie trwały formalności rejestracyjne. Dzień, w którym pan Sławek założył nowe blachy na swoje E60 (WA xxxxx) był najszczęśliwszym w jego życiu. Puszył się z dumy, zabrał rodzinę do centrum handlowego na lody, a następnego dnia pojechał do pracy specjalnie dłuższą drogą, żeby móc się nacieszyć tym wspaniałym samochodem.
Minęły jednak dwa tygodnie i pan Sławek uznał, że wypadałoby zrobić jakiś serwis. Udał się do warsztatu, który polecali wszyscy forumowicze i tonem znawcy BMW zażądał usunięcia klapek z kolektora (przesłon zmieniających długość dolotu).

- wie pan – rzekł do mechanika – te klapki to tylko problemy. Pan wstawi zaślepki i już.
Mechanik zasępił się. „Rozumie pan, każdy układ czemuś służy. To że po wywaleniu klapek samochód jedzie, to nie znaczy, że to był dobry pomysł” – tłumaczył mechanik i szef warsztatu w jednej osobie, który okazał się zadziwiająco mało rasowy.
- eee tam. Pan wyrzuca i już. Nie ma klapek, nie ma awarii.
- ale wtedy będzie panu słabo szedł z samego dołu, a nawet może poszarpywać.
- a gdzie tam. Na forum nic o tym nie pisało. Pan usuwa.
No cóż. Nasz klient, nasz per pan. Mechanik usunął.
Pan Sławek szybko przyzwyczaił się do nieco mniej płynnego ruszania i lekkiego zduszania samochodu na wolnych obrotach. Po 4 miesiącach w ogóle już o tym nie pamiętał, tylko czasem się denerwował, że tak trochę nie idzie. Ale wszystko było dobrze, a co najważniejsze – myśli pana Sławka nie krążyły już obsesyjnie wokół klapki z kolektora zasysanej do cylindra i wywołującej mega spustoszenie. Dość nasłuchał się historii o tym, jak to jeden gość jechał 200 km/h, wdusił gaz i wessało mu klapki do cylindra. A za nowy kolektór z wymianą warsztat żądał 2500 zł! Poszaleli z tymi cenami. Jak to dobrze, że jest forum i internet, jak to dobrze że jestem taki mądry i to usunąłem, a ci durni inżynierowie z BMW to sami chyba nie wiedzą po co to wsadzili – tak pan Sławek opowiadał swoim znajomym, również tym, którzy wcale nie mieli ochoty tego słuchać.

No ale przyszedł czas przeglądu i pan Sławek pojechał do tego samego mechanika. Wcześniej sprytnie zaopatrzył się w filtr oleju Filtron (po co przepłacać, one są wszystkie takie same) i olej Castrol do diesli. Mechanik wymienił olej, do wymiany zakwalifikował też klocki hamulcowe z przodu (pan Sławek kupił je sam – dobre, Valeo) i niestety poduszkę silnika. Poduszki te są wypełnione specjalnym płynem i z czasem ten płyn zaczyna z nich wyciekać. Nie ma co czekać aż wycieknie cały – trzeba wymienić. Tu pan Sławek wykazał się po raz kolejny ogarnięciem i znawstwem tematu – dowiedział się bowiem z forum, że te hydrauliczne to przesada i można wsadzić normalne, gumowe. Tylko że głupki napisali, że trzeba wymienić obydwie. Po co, pomyślał sobie pan Sławek, skoro jedna się wyrzygała? Nie róbmy scen, dobre części będziemy wyrzucać. Bez sensu. Wymieniamy jedną i po sprawie. Po naprawie samochód zaczął dygotać na wolnych obrotach, ale jak był ciepły, to trochę mu przechodziło. Szło się do tego przyzwyczaić. Pan Sławek i tak go kochał.

Kochał go do momentu, kiedy 8 miesięcy później, czyli rok po zakupie, pan Sławek zaczął słyszeć grzechotanie, którego do tej pory nie słyszał, a biegi zaczęły wchodzić zauważalnie trudniej. Wiedział od razu, że poddało się dwumasowe koło zamachowe – takie umiejętności diagnostyczne to kaszka z bułeczką dla każdego uświadomionego właściciela BMW. Chwilowo jednak nie dysponował gotówką na naprawę, starał się więc po prostu jeździć ostrożnie i delikatnie, zmieniając biegi zawsze przy 2000-2500 obr./min. A kiedy zebrał trochę grosza – oddał auto do warsztatu, gdzie koło dwumasowe zostało wymontowane i wysłane do regeneracji. Nie ma bowiem zestawu Valeo ze sztywnym kołem do E60, a przynajmniej pan Sławek go nie znalazł. Do tego nowa tarcza sprzęgłowa i można śmigać dalej.

Z tym śmiganiem nie do końca wyszło tak jak pan Sławek planował, ponieważ kilka tygodni typowo miejskiej eksploatacji spowodowało zatkanie DPF-u. Prawdopodobnie był to już drugi DPF w tym samochodzie – pierwszy wymieniono jeszcze w Niemczech. Pan Sławek długo nie musiał się zastanawiać – DPF to element służący tylko do tego, żeby go wyciąć i przy okazji zaczipować silnik z nędznych 163 KM na tłuste 190. Jak się bawić, to się bawić, filtr wyxxxxać, czipa wstawić – rzekł z przekonaniem pan Sławek, który w celu wykonania tej operacji udał się na znany w owym czasie w Warszawie zakład mieszczący się niedaleko Al. Krakowskiej. Pan Sławek zaczipował na bogato – na hamowni wyszły 192 KM! To jest BMW!
Nadeszła wiosna, a wraz z nią roztopy. A wraz z roztopami dziury w drodze. I w taką dziurę wpadło E60 pana Sławka. Hurgot z przedniego koła podczas szybszej jazdy zdawał się układać w słowa „napraw mnie, cebulaku”. Pan Sławek pojechał znów do warsztatu, a z jego właścicielem zdążył się już trochę zaziomować. „Co teraz?” – zapytał spec. „Ano ani chybi przednie wahacze” – westchnął pan Sławek. „A jakie montujemy? Bo tu fabrycznie szły aluminiowe”. „E, to nie. Aluminiowe to drogie są. Normalne, stalowe. Przecież to bez różnicy” – pan Sławek głupi nie był, wiedział że i aluminium to metal, i stal to metal. Pojęcie „masy nieresorowanej” coś mu mówiło, ale przecież jego samochód żadnych resorów nie miał, tylko sprężyny, więc wszystko było w porządku. Naprawione, wymienione, alles fertig.

No i jeszcze letnie opony. Tu pan Sławek zasięgnął opinii na znanym portalu motoryzacyjnym z ocenami i po długich rozmyślaniach nad szerokim wyborem opon (Sunny, West Lake, Wanli, Goodride), wybrał West Lake 225/50 R17. „Lepsze tańsze nowe jak drogie stare” – spuentował swój słuszny wybór pan Sławek.

Po pół roku pan Sławek pojawia się w znanym nam warsztacie na wymianę oleju. I zaczyna się żalić mechanikowi.
„Wie pan co… ja to nie wiem jak to jest. Znajomy mnie kiedyś przewiózł swoim E60 i się zakochałem. Takie było cudowne, płynęło po drodze, cichutkie, jakbym statkiem kosmicznym płynął. A to moje to jakieś felerne jest chyba. Dymi na czarno, szarpie z dołu, głośne jest, opony wyją, coś się tłucze, turkocze, wibruje, no i na dziurach dobija… w ogóle już teraz przyjemności nie czuję. A jeszcze żebym ja, proszę pana, je zaniedbywał. A ja stale wszystko serwisowałem i wymieniałem na czas. Kiepskie te BMW robią, powiem panu. Myślałem, że to lepsze będzie.”
Zamiast kurtyny, na scenę spada tona cebuli, przygniatając pana Sławka i jego BMW.
Koniec.

 

Autorytet5piorunów

Byłoby śmieszne gdyby nie było prawdziwe.

Co ja gadam, nadal jest śmieszne. Uwielbiam patrzeć jak ludzie kupują auta premium żeby potem z braku pieniędzy albo skąpstwa zdrutować je do poziomu złomu.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Twórca

w Hydepark

1piorunów

Czy zauważyliście, że istnieje coś takiego jak dojrzałość seksualna? Rozpocząłem życie seksualne tuż przed 20 i po prawie dziesięciu latach nadal miałbym opory np. przed seksem grupowym, albo trójkątami. Bardzo chciałbym ale coś mnie powstrzymuje. A znałem takie dziewczyny, które w liceum już jeździły na seks zabawy do dużych miast, jakieś gangbangi, po prostu hedonizm na całego. Kolesie tak samo, dymanie w grupie nie ma problemu, laska na dwa baty. Dojrzałem do pewnych rzeczy, ale taka otwartość nadal jest dla mnie obca. I znam osoby, które jednak preferują waniliowy seks, bez udziwnień i twierdzą, że nigdy absolutnie jakichś swingersów. To ma podłoże genetyczne czy temperamentu? Jestem bardzo ciekawy.

A jeżeli chodzi o fetysze to mam bzika na punkcie kobiecego rowa i lizanie tyłka kobiecie mnie tak podnieca, że mogę dojść w każdej chwili nawet jak musnę ręką siusiaka. Każdej poznanej różowej jak zdecydujemy się pójść do łóżka to natychmiast muszę rozciągnąć pośladki i ordynarnie wylizać d⁎⁎ę. Ale też zauważyłem, że rimming stał się bardzo popularny i dziewczyny nie mają oporu. Lubią czuć się jak świnki, jest to fajne no i jak laska ci wymuska kuper językiem to raczej masz pewność, że jakimś brzydalem nie jesteś. Albo jesteś i twoja d⁎⁎a jest ładniejsza od twarzy, ale to też jest coś. O dupsko dbam tak jak o pysk, zawsze wyczyszczony i wygolony, wybalsamowany. Może ktoś powiedzieć, że to pedalstwo. Swoją gwiazdkę dam tylko kobiecie. Odbyt jest miejscem czystym i zadbana osoba biorąca codziennie prysznic tam nie śmierdzi raczej, a jest to na maksa przyjemne. Miałem dawno takich kumpli co jak im powiedziałem, że praktykujemy rimming z partnerką to mnie wyśmiali i stwierdzili, że to jest jakaś k⁎⁎wa i zero, szlauf i nikt tak nie robi. No trochę im współczuję, jeden z nich kiedyś się skarżył, że mu laska powiedziała jaki to jest beznadziejny w łóżku i go zdradzała. Myślę, że arscha chlapała kochankowi tak jak trzeba, a potem jej chłopiec całował ją prosto w d⁎⁎ę. Tego gościa.

Wypychanie kobiecego odbytu różnymi rzeczami czy kulkami czy dildosami czy wreszcie swoim harpaganem. Jak kobiecy odbyt pulsuje i wypycha z siebie różne rzeczy, gaping ass. Prawdziwa intymność i akceptacja partnerki. Lubię jak sobie różowa leży i drzemie a rów taki napęczniały i dziura ogromna od zabaw, urocze to jest.

Moje dziewczyny nie chciały mi nigdy naszczać do gęby, a bardzo chętnie bym wypił siki pod prysznicem. Tyłek lizały, ale żeby kucnąć nad moją facjatą i na nią naszczać to już nie, polskim dziewczynom brakuje luzu. Siadanie na ryju też było poprzedzone takim "serioo chcesz?". Nie, nie chcę, dawaj mi tę d⁎⁎ę siadaj i mnie ją duś tym rowem. ja jebe. Po co te kompleksy.

Kolejna sprawa to stopy. Rozumiem, że to nie jest najpiękniejsza część ciała. Ale jest niezwykle intymna bo śmierdzi a zarazem wystawiona na światło dzienne nawet na ulicy. Każda moja partnerka miała piękne stopy i uwielbiałem je lizać, a nawet takie spocone po całym dniu i śmierdzące. Śmiały się ze mnie bo nic nie pobudzało tak mojego towarzysza jak właśnie złapanie za racice i wąchanie ich podczas stosunku. Inicjowałem zbliżenie wieczorem i podkręcałem je specjalnie właśnie żeby przegapiły wieczór na igraszkach i nie brały prysznica po całym dniu i stopy waliły jak fabryka sera szwajcarskiego. Potem mnie rozgryzły i mówiły, że seksy wieczorem to dlatego, że do tych moich przeszczepów chcesz się dorwać a ja cały dzień chodziłam i walą jak masdamer, wybij to sobie z głowy. Oczywiście potwierdzałem ale też mówiłem, że z głowy to sobie mogą wybić mnie jak mi nie dadzą tych serów bo pakuję zaraz cały swój dobytek warty 21zł 37 groszy i wychodzę z tego burdlu, a jak je dymałem to i tak wąchałem, piękna sprawa. Jest to obrzydliwe, ale co poradzić jak mnie ta intymność i zapach kobiecych racić podnieca, są gorsze zboczenia. Cały seks jest śmierdzący, tylko przez feromony nie czujemy często tych wspaniałości tak jak naprawdę pachną. Wielkie mi rzeczy, trochę spocone st0pki.

Lubię bobra. Ostatnia moja różowa goliła się zawsze do łóżka i biedna nawet trochę nawalona się gimnastykowała, żeby zgolić to. Wszedłem do łazienki na chama i jak widziałem jak koziołkuje to ją od razu wziąłem za łeb z tym pół przyciętym bobrem i wylizałem jej kasztaniaka. Mówiłem, że może być bober ale nie chciała słuchać, bo "wszystkie się golą i to mało higieniczne". Wcale nie wszystkie, to jakiś wymysł porno o gładkiej pusi. Na dłuższą metę taka gładka jest nudna i dziewczęca, a nie kobieca.
"Nie musisz mi robić dobrze ustami bo nie zdążyłam się podgolić". Tak mnie to podnieciło, że się wytarzałem twarzą w tym boberze tyle razy i od tamtego czasu uwielbiam. Mówiłem, prosiłem, dawaj mi tego koczkodana! I co? I się przyzwyczaiła, chodziła zadowolona bo nie musi się turlać pod prysznicem, żeby zgolić ten cały grajdoł. Pod takim mchem pusiolina ma dodatkowe walory węchowe. Nie, że kuter rybacki, śluz zwyczajnie osiada na dźungli i powstaje intymny zapach, mężczyźni to świnie i lubią to. Dawajcie swoim lubym bobra, cała wasza piękna miłość odżyje tak jak knieja na kroczu.

W odwrotną stronę to uważam, że walenie w japę jest wspaniałą techniką seksualistyczną. Bo tak jak szanujemy swoje partnerki(chociaż czasami kłapią dziobem za dużo). To złapać za ten dziub, zatkać i wydymać jak w pieroga to jest coś w tym tabu. Bo buzią się mówi to część bardzo ludzka, której używamy na co dzień. A dymanie w papę tworzy taki obraz lekko obrazoburczy japy i jej właścicielki, jest wtedy "błebłebłe"I te przekrwione białka i ślina na całej szyi i cycach, plucie w buźkę, jest w tym coś pięknego. I zadowolona gęba jak się udało zmieścić całego milusińskiego. A wiecie, że taka technika wzięła się od gejów? Homoseksualiści się ruchali w japy aż huczało i to właśnie z męskich sypialni przyszło.

Teraz będzie już po bandzie, nigdy żadna dziewczyna nie chciała się zgodzić. Gdyby tak kucnęła mi nad twarzą jak "usiądź mi na mordzie" i lizałbym oczywiście grotę nestlę, wkładał tam jęzor i by mi walnęła takiego mocnego, soczystego bąką ( ͡° ͜ʖ ͡°) No i co w tym złego? Perwersje są różne, farting jest całkiem popularny na portalach pornograficznych. Pary to kultywują tak jak i facefuck. Zauważyłem, że dziewczyny nie mają oporów przed poniżającymi dla nich technikami, a już w drugą stonę to nie kucnie i ci bonczura nie walnie w japsko. Kompleksy, czas z tym skończyć.

Byłem w wielu miejscach na świecie i najgorsze jest, że nasze rodaczki jakoś się boją mówić o tym, co je podnieca. Niby wyzwolenie, seksik a dużo kobiet jest jeszcze zamkniętych, nawet w związkach słyszałem, że mają pewne problemy otwarcie rozmawiać, w akcji biorą czynny udział ale jak już porozmawiać o tym, to NOOOO COOO TYYYY EEEAAAEEEAAAEEE ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Gruba ryba

w Hydepark

77piorunów

Onet opublikował pastę jako list do redakcji, kisnę xD
https://kobieta.onet.pl/wiadomosci/tvp-zniszczylo-nasze-swieta-ojciec-przestal-sie-do-nas-odzywac-list/809ptv8?utm_source=onetsg_fb&utm_medium=social&utm_campaign=onetsg_fb_48h&utm_term=autor_11&fbclid=IwAR2MQcqYvsqcNh1s7IbUe5qymhnwqClOBtauoHZ9fu9bGvYg5fG-3TUbO0I

Pokaż więcej komentarzy (20)