Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#naopowiesci

Osobistość

w Kawiarnia "Za Firewallem"

23piorunów

Hej, właśnie dotarła do mnie paczuszka od @fonfi w związku z zeszłomiesięcznym konkursem. I celowo piszę paczuszka, nie książka.

Zastanawiałem się, co tak długo idzie. Może nie miał czasu, może po prostu akurat tak zamówił. No nic bardziej mylnego. Zamiast na cel obrać mój paczkomat, to wybrał swój. Dołożył kilka czekolad i wysłał ponownie :grinning:

Jest mi niezmiernie miło @fonfi choć sama książka to i tak było bardzo dużo. Szkoda tylko że czekolady nie pocięte. Ale nie można mieć wszystkiego 😛

A co sobie wybrałem zapytacie? Ano zdecydowałem się na drugą część Harry'ego Pottera. A czemu akurat drugą zapytacie? Nie pytacie? Nie szkodzi, i tak Wam powiem. A to dlatego że dawno temu zamówiłem sobie fajne wydanie zawierające zestaw wszystkich 7 książek w zbiorczym kartoniku. A jako że jestem trochę fajtłapa (niczym Hagrid), to tę właśnie książkę zgubiłem. A teraz znowu ładnie się cały pakiecik prezentuje (chociaż Komnata tajemnic najładniej).

Jeszcze raz dziękuję @fonfi i serdecznie polecam tego allegrowicza :grinning:

Pokaż więcej komentarzy (9)

Lider

w Kawiarnia "Za Firewallem"

31piorunów

Witajcie!

Z racji większej ilości czasu jesienią również postanowiłem wziąć udział w tej edycji , jednocześnie kontynuując historię rozpoczętą w poprzednim opowiadaniu i utrzymując się w konwencji . Mam nadzieję że opowiadanie przypadnie Wam do gustu.

ŻYWIOŁY

SCENA 1

HOTEL

Od kilku dni nieustannie padało. Niebo zakryte czarnymi jak smoła chmurami zdawało się wylewać wiadra wody na każdego nieszczęśnika, który był zmuszony choćby wyściubić nos z domu. Ulice spływały potokami wody, a kanalizacyjne wpusty nie były jej już w stanie odbierać. Przekroczenie jezdni suchą stopą stało się zdolnością dostępną tylko wybranym szczęśliwcom. Pozostali musieli zaciskać zęby maszerując z wodą chlupiącą w butach.

Przez hotelowy parking, przeskakując niezliczone kałuże, biegł Pingwin. Jak na złość jedyne wolne miejsce parkingowe znajdowało się na najbardziej oddalonym od wejścia do hotelu rogu placu. „To nie jest mój dzień” pomyślał.

Na recepcji, za wytartym przez lata drewnianym blatem siedział znudzony recepcjonista - pan Smutna Owca. Za nim stał duży regał z ogromem przegródek przyporządkowanych poszczególnym pokojom, zakurzonych i pustych. Nad regałem wisiały zegary, odmierzające aktualny czas w światowych stolicach, co, jak na tak obskurny przybytek, zakrawało na mało śmieszny żart.

Ta praca nigdy nie była marzeniem Owcy. Podjął ją dawno temu w wakacje „na chwilę”, pilnie potrzebując pieniędzy na wymarzony kurs kaligrafii, ale ani się obejrzał, a minęły niepostrzeżenie trzy lata, w trakcie których jego jedyną rozrywką w zasadzie było tylko obserwowanie powoli odłażącej od ściany tapety. Czasem zastanawiał się, czy jego życie nie mogło się potoczyć inaczej, a długimi wieczorami fantazjował o zostaniu gwiazdą międzynarodowej polityki.

Widząc wchodzącego, przemokniętego do suchej nitki gościa, Owca bez słowa rzucił mu klucz do pokoju i od niechcenia pokazał gestem dłoni dokąd ma się udać.

- Dużo dzisiaj jest gości? – Pingwin próbował zagaić rozmowę.

- Tylko pokoje 4, 8, 15, 16, 23 i 42 - wyrecytował od niechcenia pracownik, nie siląc się nawet na uprzejmość.

„9… 10…, 11…, 12…”- krocząc korytarzem Pingwin powoli odliczał numery pokoi. „13! Jest!”. Klucz zazgrzytał w zamku, a drzwi ustąpiły pod naporem jego dłoni przy akompaniamencie skrzypiących zawiasów. Szybki rzut oka na pokój pozbawił go złudzeń – to nie był pięciogwiazdowy hotel i noc nie będzie należała do najprzyjemniejszych. Szybko się rozpakował, obmył i położył do łóżka, chcąc odespać długą podróż.

Powoli już zasypiał, gdy po budynku rozniósł się nieludzki krzyk, który błyskawicznie postawił go na równe nogi.

SCENA 2

PLACÓWKA

Na targanym nieustannymi wichurami wzgórzu, wśród wiekowych drzew zaniedbanego parku, od dziesięcioleci stał stary, poniemiecki pałacyk, zaadaptowany na szpital dla umysłowo chorych. Wśród grubych murów hulały przeciągi, które w długie jesienne wieczory zdawały się przypominać bardziej jęki obłąkanych niż wycie wiatru.

W piwnicznej izolatce, na łóżku, okutany w kaftan bezpieczeństwa, siedziała Dziwna Sowa. Jej żółte oczy błądziły chaotycznie po białych ścianach, zdradzając, że pacjent tylko ciałem znajdował się w tym pomieszczeniu, podczas gdy jego duch podróżował gdzieś po abstrakcyjnych wymiarach poza granicami znanej ludzkości rzeczywistości.

- Doktorze Bożydarze Artas, jak minął dyżur? Czy było dużo problemów? - doktor habilitowany Edward Be recytował zestaw rutynowych pytań, jak zawsze przy obejmowaniu swojej zmiany.

- W przypadku większości pacjentów nic nowego, ale pod numerem 18 coś się zaczęło zmieniać… – usłyszał zaskakującą odpowiedź.

- Nasz pacjent z izolatki? Co z nim? – doktor Be żywo się zaciekawił.

- Od wczoraj zaczęły zachodzić jakieś dziwne zmiany. Już docent Krzysztof Ris na swoim dyżurze zauważył nowe objawy. Pacjent stał się wyraźnie poruszony, jakby toczył jakąś walkę w swojej zaburzonej psychice. Proszę dzisiaj uważnie obserwować i skrupulatnie wszystko notować! W razie potrzeby zawiadomić samego ordynatora! – Doktor Artas rzucił ostatnie informacje, założył amarantowy prochowiec i wyszedł w bezgwiezdną noc, spiesząc się na wieczorny odcinek ulubionego serialu „G jak Guru”.

SCENA 3

HOTEL

Błyskawicznie się ubrawszy Pingwin zbiegł po schodach w dół do hotelowego lobby. Stał tam już Owca, którego lico nabrało kredowobiałego koloru, nadbiegali również goście z pozostałych pokoi. „W końcu trochę wrażeń” – jak szybko ta myśl pojawiła się w jego głowie, tak szybko zniknęła. Szybki rekonesans ujawnił przed nim scenę jak z klasycznego kryminału: przed buzującym żywym ogniem kominkiem stał fotel klubowy, w którym ktoś siedział nieruchomo. Od oparcia, przez ścianę, aż po żyrandol ciągnęła się smuga krwi.

- CO TU SIĘ DZIEJE, DO LICHA CIĘŻKIEGO!? – zakrzyknął od progu Pingwin.

- Tttto… ttto, ttto jjjjest Paaająk, nasz gość z pokkkoju 5…4…5… – Wyjąkał Owca trzęsąc się z przerażenia, w emocjach nie potrafiąc nawet przypomnieć sobie poprawnego numeru pokoju gościa.

Pingwin powoli okrążył fotel. Jego oczom ukazał się siedzący w nim Pająk, z wbitym prosto w pierś stoikiem kawowym. Twarz denata zastygła w wyrazie szoku i zaskoczenia, a szeroko otwarte oczy patrzyły w nicość, co w ponury sposób korespondowało z przytaczanym przez niego jeszcze kilka godzin temu cytatem Nietschego.

Do pomieszczenia zaczęła napływać reszta hotelowych gości. Pojawił się Bażant z pokoju 8, Panda z pokoju 15, Smok spod 16, Suseł z 23 i Manat z pokoju 42.

- Trzeba natychmiast zadzwonić na 112! – zaordynował Pingwin.

- Już próbowałem. Niestety wskutek ulewy zerwało wszelką łączność ze światem – odrzekł blady jak śnieg portier – Gdy to się stało nie było prądu w budynku, na szczęście przywrócono już zasilanie.

- To co teraz zrobimy? – zapytał Suseł.

- Gdzieś tutaj ukrywa się morderca! Chowa się! Trzeba go znaleźć! – gorączkował się Panda.

- Bzdura, to był zwykły wypadek! – prychnął Manat.

- To na pewno nie był wypadek! – zaprotestował Smok.

- Zaczytał się, potknął, upadł na stoik kawowy i tyle, zdarza się. Nie należy oczekiwać za wiele, bowiem los bywa przewrotny… – stwierdził spokojnie Bażant.

- Na wszelki wypadek nie powinniśmy się rozdzielać! – rzucił pomysłem Panda – Trzeba zostać razem w jednym miejscu i pilnować się nawzajem!

- Nie ma mowy! W pokoju zostawiłem na widoku cenne tusze, a drzwi są otwarte! – stanowczo oprotestował pomysł Pandy Manat.

- Panowie, za bardzo panikujecie. Wracam do swojego łóżka! – skonkludował Bażant i nieśpiesznie zniknął w korytarzu.

- Tylko zamknij drzwi na klucz! – przezornie rzucił za nim Panda.

- Nie trzeba dwa razy powtarzać! – skwitował z przekąsem Pingwin.

Owca przykrył nieboszczyka prześcieradłem i wszyscy rozeszli się do swoich pokoi przy akompaniamencie

przekręcanych kluczy w zamkach.

SCENA 4

PLACÓWKA

Doktor habilitowany Edward Be uważnie obserwował na monitorze pacjenta z pokoju numer 18. Na czarno-białym ekranie telewizji przemysłowej śledził niespokojną, nerwowo krążącą po izolatce postać. Wyraźnie coś działo się w jej psychice, coś bardzo dziwenego, a zarazem mocno niepokojącego.

Relatywnie spokojny do tej pory wieczór wraz z upływem czasem robił się dla niego coraz bardziej nerwowy. Mimo ciasno opasającego Sowę kaftanu nie był do końca pewien, czy w swym poplątaniu zmysłów pacjent nie zrobi sobie fizycznej krzywdy. Każdy kolejny ruch na monitorze powodował u obserwatora tej całej sytuacji skoki ciśnienia.

Z niepokojem spojrzał na zegar, przeliczając godziny do przyjścia porannej zmiany, obawiając się dalszego rozwoju sytuacji. Na podstawie własnych doświadczeń czuł w kościach, że sprawy przybierają niepokojący obrót.

SCENA 5

HOTEL

Pingwin spał całą noc niespokojnie, ciągle przewracając się z jednego boku na drugi i obudził się jeszcze przed świtem, bardziej zmęczony niż był wieczorem. Wciąż mając przed oczami makabryczny widok z poprzedniego wieczoru obawiał się opuszczania swojego pokoju, ale nagląca potrzeba wypicia porannego espresso okazała się silniejsza i po długich wahaniach bezszelestnie opuścił bezpieczny pokój.

Powoli posuwał się korytarzem, ostrożnie zaglądając za każdy róg i w każdy zakamarek. Postanowił zejść tylnymi schodami, by ominąć lobby w którym wciąż znajdowało się, teraz już zimne, ciało Pająka, i w ten sposób bezpiecznie dotarł do hotelowej kuchni. Odnalazł ekspres do kawy i go uruchomił. Sprawdził jaka kawa jest w zasobniku. „Hmm, niebieska Prima, moja ulubiona”. Nacisnął guzik i przy akompaniamencie młynka aromatyczna ciecz wypełniła filiżankę. Wziął ją w dłoń i wszedł do sąsiadującej z kuchnią stołówki. Na tle okna zauważył odcinającą się ludzką sylwetkę.

- Kolega widzę też nie może spać – zagadnął przyjaźnie.

Odpowiedziała mu cisza.

- Halo, halo, słychać mnie? – kontynuował niezrażony.

Dalej nic.

Zaniepokojony sięgnął do włącznika prądu, a całe pomieszczenie w ułamku sekundy zostało zalane światłem. W pierwszej chwili Pingwin nie zrozumiał tego, na co patrzą jego oczy. Ale szybko pojął. I jeszcze szybciej pożałował tego, że włączył światło.

Na krześle siedział Smok. A właściwie leżało na nim jego bezwładne ciało. Twarz  była cała sina, a z ust wystawała wbita w gardło bagietka czosnkowa. Jego niewidzące oczy skierowane były na sufit. Raczej nie można było mówić o nieszczęśliwym zadławieniu.

Filiżanka kawy z brzękiem rozbiła się na podłodze. Zresztą kofeina i tak nie była już Pingwinowi potrzebna. Przerażony pobiegł budzić innych gości. Gardło miał tak ściśnięte, że nie był w stanie krzyczeć.

Długo walił w drzwi o numerze 23. Wcześniej, pod numerem 42, nikt mu nie otworzył. Gdy chciał już zrezygnować i iść dalej, otworzył mu zaspany Suseł.

- Co tak długo!? – zakrzyknął Pingwin.

- Spałem jak suseł, czemu mnie budzisz? – odpowiedział rozespany lokator.

- Smok! Smok nie żyje! Znalazłem go w stołówce! – krzyczał w progu Pingwin.

- Zakładam szlafrok i biegnę, a Ty budź pozostałych! – polecił Suseł.

Pingwin pobiegł do kolejnego pokoju. Za plecami słyszał jak Suseł wybiegł do stołówki sadząc długie susy na korytarzu. Już chciał zapukać w drzwi z numerem 15, ale w ostatniej chwili jego ręka zawisła w powietrzu.

Drzwi były lekko uchylone.

Pełen najgorszych obaw, powoli otworzył je na całą szerokość. W środku czekał na niego dantejski widok. W mig pojął tylko, że Pandy na pewno nie ma już po co próbować budzić. Poczuł ostre skurcze w brzuchu, a jego żołądek zafundował mu pełen przegląd ostatnich posiłków.

Gdy torsje minęły, spanikowany pobiegł do stołówki po Susła, powiedzieć mu straszną nowinę.

- Niech to dunder świśnie! - po całym hotelu niosły się jego głośno krzyczane przekleństwa - Motyla noga!

- Suseł, Suseł, gdzie jesteś!? – po dotarciu do celu próbował zlokalizować znajomego.

Niestety zabójca był szybszy. Suseł leżał zaraz na wejściu do pomieszczenia. Głowę miał rozbitą za pomocą wielkiej, niebieskiej puszki szynki konserwowej z żółtym napisem „SPAM”. Najwidoczniej morderca zaczaił się na niego zaraz za drzwiami.

SCENA

PLACÓWKA

Chory leżał na łóżku w konwulsjach, cały dygocząc. Od dobrej godziny nie było z nim żadnego kontaktu. Przy łóżku stał, cały w napięciu, doktor Be, a krople potu perliły się na jego czole. Stracił rachubę czasu, próbując bezskutecznie opanować sytuację. Dla ustabilizowania pacjenta podał mu istny koktajl leków, niebezpiecznie balansując na granicy przedawkowania. Niestety nic nie pomagało. Spazmy chorego trwały nadal, a serce jego waliło jak oszalałe, a życiowe parametry oscylowały w groźnych dla zdrowia przedziałach.

Doktorowi skończyły się już pomysły. Jego wieloletnie doświadczenie było tu niewystarczające, a z takim przypadkiem znana mu medycyna jeszcze się nie spotkała. Rozpaczliwie próbował dodzwonić się do profesora E. N. Tropy, gotów nawet prosić o przyjazd, ale ten nie odbierał. Dawniej zaryzykowałby kurację elektrowstrząsami, ale niestety maszyna od dłuższego czasu stała niesprawna. „Pierdolony NFZ!” przeklinał w myślach zaistniałą sytuację pełen goryczy.

Nie pozostało mu nic innego, jak pokornie czekać na dalszy rozwój sytuacji, godząc się z powoli wzbierające poczucie bezradności.

SCENA

HOTEL

Pingwin postanowił już nie ryzykować i dłużej nie czekać na dalszy rozwój wypadków. Nie udało mu się zlokalizować Bażanta i Manata – zniknęli bez śladu. Przerwał dalsze poszukiwania by nie kusić losu. „Pewnie ich też dopadł” pomyślał nerwowo. Pospiesznie się spakował, wrzucając ciuchy na oślep do walizki, przytomnie jednak nie zapominając o zabraniu hotelowych ręczników. Zbiegł po schodach do recepcji, rzucając niedbale klucze od pokoju na blat. Nie zamierzał nawet się wymeldowywać, ale zbierając się do wyjścia kątem oka zauważył, że stopy recepcjonisty wystają zza drzwi kantorka. Na drżących nogach podszedł powoli i uchylił drzwi.

Na podłodze, w kałuży krwi, leżał martwy Owca. Z jego oka wystawał wbity po samą końcówkę żółty długopis, którym goście byli wpisywani do książki meldunkowej. Reszta jego ciała była zmasakrowana - wyglądała, jakby ktoś przed zadaniem śmiertelnego ciosu, z dziką furią, wielokrotnie wbijał w nie narzędzie zbrodni. W tym momencie na ścianie Pingwin zauważył starannie wykaligrafowano krwią ofiary słowa „NIKT NIE ZOSTANIE POMINIĘTY”. W tym momencie ręce mu zwiotczały, a walizka mimowolnie wysunęła się Pingwinowi z dłoni i upadła z hukiem na podłogę. Krzyknął rozdzierająco i wybiegł z budynku tratując wszystko co tylko stanęło mu na drodze, jakby gonił go sam diabeł.

Na dworze zaczęło się przejaśniać, a nisko zawieszone jesienne słońce raziło w oczy. Uciekinier dopadł auta, szarpiąc w panice klamkę prawie wyrwał drzwi, wsiadł do pojazdu i przekręcił kluczyki w stacyjce. Silnik na szczęście odpalił od razu. Ruszył z miejsca z piskiem opon.

Obserwujący to wszystko z krzaków Bażant zerwał się gwałtownie, chcąc przeciąć tor jazdy ruszającego samochodu. Niestety nie zwrócił uwagi na fakt, że pojazd jedzie pod słońce, które odbijając się od ogromnych kałuż niemal całkowicie oślepia prowadzącego. Nawet żywiołowe machanie rękami nie pomogło – kierowca samochodu zauważył go dopiero w ostatniej chwili, kiedy nie było już szans na jakąkolwiek reakcję. Uderzenie wybiło jego ciało wysoko w powietrze, gruchocząc wszystkie kości. Stracił przytomność zanim jeszcze wylądował w błocie.

Śmiertelnie przerażony Pingwin nawet nie zwolnił sprawdzić co się stało oraz w kogo tak właściwie przed chwilą uderzył. Skręcając ostro wyjechał na ulicę, i nie oglądając się ze siebie pognał jak najdalej od tego przeklętego miejsca.

SCENA

PLACÓWKA

Za oknami placówki świeciło słońce. Zapowiadał się piękny i leniwy dzień. Tylko w dyżurce lekarzy panowało ożywienie.

- Profesorze! Profesorze! Musi Pan niezwłocznie przyjechać! – rozentuzjazmowany doktor E. Be krzyczał do słuchawki telefonu.

- Mam nadzieję że nie chodzi o zwłoki? – zażartował w swój specyficzny sposób profesor E. N. Tropy.

- Proszę przyjechać! Wsiadać w samochód! To musi Pan zobaczyć osobiście! – doktor nie tracił zapału.

- Ale niech Pan w końcu powie, co się dzieje, do diaska! – profesor był już wyraźnie zniecierpliwiony.

- Nasz pacjent! Nasz pacjent z izolatki! Wyzdrowiał! Dziwenność zniknęła bez śladu! – Be nie krył radości.

- Ale Doktorze, to trzeba na spokojnie. Nie ma co się spieszyć! – studził entuzjazm profesor.

- Wszystkie objawy ustąpiły! Nastąpiła pełna remisja choroby! Strigiformes Proiectura zniknęła! – nie tracił entuzjazmu doktor Be.

- Doktorze Rehabilitowany! Nigdy nie można w pełni ufać pacjentom z tak poważnymi schorzeniami psychiatrycznymi! – Profesor starał się tonować coraz bardziej tracącego rozsądek kolegę.

- Ale już dzwoniłem do NFZ. Kazali zwolnić łóżko. Muszę go wypisać! – oponował doktor.

- No dobrze Panie Kolego, ale bierze Pan za to pełną odpowiedzialność! – zakończył rozmowę profesor i odłożył słuchawkę.

Niezrażony nie do końca pomyślnym dla siebie przebiegiem rozmowy, doktor habilitowany Edward Be usiadł do biurka przygotowywać wypis ze szpitala.

EPILOG

Był piękny, słoneczny i ciepły dzień. Po ulewnych opadach deszczu nie zostały już nawet kałuże. W swoim ogrodzie, wśród roślin, klęczał Pingwin, pracowicie pieląc grządki i przycinając wyhodowane przez siebie róże „Manatki”. Od czasu traumatycznych zajść lubił pracować fizycznie, pozwalało mu to odreagować stresy i jednocześnie wyciszało jego stany lękowe.

Zmęczony i spocony, zrobił sobie przerwę, sięgając po butelkę Muszynianki, którą zawsze miał przy sobie. Nagle spostrzegł na ziemi obok siebie cień o znajomym kształcie. Gwałtownie odwrócił się, pełen najgorszych przeczuć.

- Pingwiny nigdy nie dostają drugiej szansy! – usłyszał złowróżbne słowa – Nielot pierdolony, w d⁎⁎ę j⁎⁎⁎ny!

Pada pełen zwierzęcej furii cios. Spokój leniwego popołudnia przerywa odgłos głuchego łupnięcia bezwładnego ciała o ziemię. Na grządce, między różami, pojawia się szybko rosnąca kałuża w kolorze szkarłatu. Ostatnimi słowami, które dochodzą do uszu nieuchronnie odpływającego w niezbadane Pingwina, są:

- Hmm, kolor przypomina trochę atrament Red Dragon, ale jednocześnie powoli przechodzi w Diamine Oxblood”.

KONIEC

Ilość słów: 2446

Żywioły: są wszystkie cztery

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych użytkowników Hejto i zdarzeń jest w pełni przypadkowe i niezamierzone.

Jeśli komuś się wydaje, że podobną historię gdzieś, kiedyś już widział, to mu się dobrze wydaje xD

Pokaż więcej komentarzy (16)

Fenomen

w Hydepark

12piorunów

Wywiad:

Dżejms jak widzisz świat za 100 lat?

No cóż, to trudne pytanie...

Wiesz, nie pytam jak będzie wyglądał świat, tylko jak Ty go widzisz...

Jasne, nadal mam problem, bo widzę...

To znaczy?

Czasami widzę jasny obraz naszej przyszłości, ale częściej bardziej nieokreślony...

Brzmisz zagadkowo...

No właśnie, sam nie wiem, co o tym myśleć...

Teraz, to już w ogóle zrobiło się dość tajemniczo i niezręczcznie Dżejms...

Widzisz, nie wszystko wygląda tak jak to widzimy, nauczył mnie tego film...

Ale, że co? Świat, to film? A może za dużo filmu w naszym świecie?

I, to i to. Zaciera się granica prawdy i fałszu. Przestajemy odróżniać. Gubimy się. Nie rozumiemy...

Świata? Nas w świecie? Nie rozumiem, zaczynam gubić się sam w tym o czym mówisz...

Chodzi o to, że dotykamy dna...

Dna?

Tak. Dna. Opadamy z sił. Nie umiemy już być.

Być?

Tak. Być. Przestajemy być ludźmi...

No teraz to już w ogóle zabrzmiałeś tak złowrogo, że aż tylko się bać...

O to chodzi, mamy się bać!

Czego, kogo?

...

Edward Munk

Autorytet2piorunów

@Eber Mam nadzieję, że gdzieś istnieje jakaś skarbnica poza granicami poznania, która przechowuje archetypy tych wszystkich dzieł sztuki. Być może Krzyk Muncha to tylko kolejny odcisk tego archetypu w Bóg jeden wie którym już z kolei wszechświecie...

Mistrz

w Kawiarnia "Za Firewallem"

23piorunów

Rok 2037 لَنْدَن (Londyn)

Deszczowy październik, Alan Polec stoi w kolejce do punktu kontrolnego przy autostradzie m25, robi to od 7 lat 2x w tygodniu mimo to za każdym razem odczuwa wewnętrzny niepokój...

Pod podłogą przerobionego forda Transita wiezie wyroby z wieprzowiny. Niegdyś transport mięsa wieprzowego nie był niczym dziwnym, jednak wszystko zmieniło się 7 lat temu gdy jak on to zwykł mawiać Londyn został podbity przez okupanta.

Rok 2030 Londyn

Nastroje w mieście są napięte, Alan Polec od dobrych 25 lat pracuje w przetwórni mięsa we wschodnio Londyńskiej dzielnicy Leyton. Od dłuższego czasu było wiadomo, że coś się szykuje, niegdyś mniejszość dzisiaj zdecydowana większość arabska podburzana przez swoich imamów opłacanych petrodolarami, coraz śmielej wychodziła na ulicę organizując się w bojówki. feralnego dnia Alan miał w pracy dniówkę, po godzinie 3PM jak zwykle miał w zwyczaju pożegnał się z kolegami z pracy i poszedł do pobliskiego pubu napić się pinty piwa.

Los jednak miał dla niego inne plany.

5 kroków za bramą zakładu do Alana podeszła grupa zamaskowanych mężczyzn, nie znał arabskiego, nie wiedział co od niego chcą, jednak Alan miał w sobie ułańską fantazje w końcu jego dziadek Mieczysław Połeć był żołnierzem AK podczas 2wś, jego ojciec Sławomir Połeć w czasach młodości był w związkach antykomunistycznych więc i Alan miał w sobie "gorąca Polską krew" która nie pozwoliła mu uciekać, wręcz przeciwnie, napastnicy nie musieli długo czekać aż Alan wyciągnie z rękawa nóż masarski z którym od pół roku się nie rozstaje gdy tylko opuszcza swoje mieszkanie.

3 szybkie pchnięcia i 2 z 5 napastników leży, sytuacja była na prawdę dynamiczna, 2 leży, 3 się patrzy i nie wie co robić, jednak na nieszczęście Alana dał się podejść, nie zauważył że jeden z przeciwników podszedł go od tyłu i wymierzył mu cios rozbitą butelka prosto w szyję...

Alan padł, dookoła było pełno krwi, zaczął padać deszcz, Alanowi zrobiło się ciepło, czuł jakby ktoś rozpalił obok niego ognisko, jakby iskierki ognia strzelały mu prosto w twarz... Przed oczami zrobiło się ciemno...

2 miesiace później لَنْدَن (Londyn).

Pik... Pik... Pik...

Pikanie było pierwszym co usłyszał Alan Polec po wybudzeniu się ze śpiączki, nikogo obok nie było, zresztą kto miał być skoro Alan był typem samotnika, nie miał rodziny ani przyjaciół.

Leży bez ruchu patrzy się w sufit, 2 miesiące w śpiączce doprowadziły do takich przykurczów, że nie może nawet ruszyć głową by dokładnie rozejrzeć się po sali, jedyne co rzuca mu się w oczy to arabski półksiężyc wiszący na ścianie...

Siostro Emma! Pacjent się wybudził!

Usłyszał, jednak nie mógł nawet przekręcić głowy by zobaczyć kto to krzyczy.

Nagle nad nim pojawiły się dwie osoby raczej kobiety, ale ciężko stwierdzić co tak naprawdę kryło się pod burką...

Co... Coo... Co się stało? Wybełkotał Alan

Proszę się nie martwić, był Pan ofiarą napaści, przypadkowy przechodzień Pana znalazł ledwo żywego na chodniku i przetransportował Pana do naszego szpitala moorefields hospital. Pozszywalismy Pana ale stracił Pan sporo krwi, był Pan w śpiączce 2 miesiące niestety wiele się przez ten czas zmieniło...

Pod nieobecność Alana Londyn został wywrócony do góry nogami... Arabskie bojówki terrorem przejęły miasto, Król uciekł do Liverpoolu zostawiając miasto na pastwę losu nie widząc już dla niego ratunku, zresztą kto miał je ratować jak 3/4 policji dołączyło do bojówek. Można powiedzieć, że miasto zostało podbite bez wojny...

Na mocy umowy między rządem brytyjskim a nowopowstalym rządem Londonistanu granice zostały wyznaczone na obwodnicy m25 a rząd brytyjski uznaje enklawę jako niepodległe terytorium. Co ciekawe za Londynem podobne aspiracje ma Birmingham ale to już temat na inną opowieść...

Alan obudziwszy się w nowej rzeczywistości szybko się dostosował, można by powiedzieć, że nawet wyczuł okazję do dobrego zarobku, widać opowiadania ojca jak to szmuglował fanty z Berlina Zachodniego nie poszły na marne. Dość szybko zaistniał w podziemiu, otworzył nielegalny bar na tyłach swojego domu przy Abdul (niegdyś essex) road, gdzie serwował wszelkiej maści alkohole robione w piwnicy, był też chyba jedynym we wschodnim Londonistanie który oferował wieprzowinę.

Dosyć szybko rozbudował sobie siatkę kontaktów, tuż za obwodnica m25 w miejscowości Cuffley otworzył mała masarnie skąd pozyskiwał mięso do swojego pubu. Miał ugadanych strażników granicznych, za odpowiednią opłatą jego ford transit zawsze był czyściutki. Jednak nie wszystko trwa wiecznie...

Feralnego jesiennego dnia roku 2037 Alan Polec tak jakby coś przeczuwał, nie wiedział czy ten wewnętrzny niepokój spowodowany był deszczem i wichurą która nawiedziła wyspy czy czymś innym. Ciężko mu się było opanować stojąc w kolejce do przejścia granicznego...

Co to tak długo trwa do cholery?! Nigdy to tyle nie trwało! Mruczał pod nosem...

Wieprzowiny miał tyle, że aż resory w wysłużonym transicie się uginały, miał spore zamówienie bo szykował się na Halloween które miał zorganizować w swoim nielegalnym pubie, co jak co jak człowiek wypije to chce mu się jeść, a co jest lepszego pod bimberek niż marynowana słonina, boczek, pasztetowa czy bodaj i zwykła szynka...

Kolejka się trochę ruszyła, kolejne 30 minut i przyszła kolej na Alana, podjeżdża do budki strażniczej przy której miał być umówiony człowiek któremu zapłacił odpowiednią ilość szterlingów... Jednak coś jest nie tak pomyślał! To nie jest Mohamed, to ktoś inny do cholery jasnej!

Pot spływał po ciele Alana niczym woda z wodospadu Niagara, ciężko było mu ukryć zdenerwowanie, Mohamed szybko złapał haczyk i zaczął węszyć dokładniej... Nie zajęło mu dużo czasu by odkryć ślepa podłogę na pace Transita, mimo próżniowego pakowania wyroby wędliniarskie nadal pachniały i serio trzeba było być głupim by wierzyć, że bez łapówki da się od tak przejechać z takim towarem przez granicę... Alan próbował się ratować, oferował całą gotówkę co miał by tylko ten pościł go wolno, jednak nie wiedział, że Mohamed był młodym aspirującym strażnikiem granicznym i wolał awans niż łapówkę...

5 minut później Alan Polec leżał na asfalcie skuty kajdankami i z wycelowana w jego stronę bronią. Jednak jak już wiecie w ciele Alana płynęła słowiańska krew, nie pozwoliło mu to leżeć bezczynnie, szybki kop w krocze, obrót, ucieczka... Strach spowodował, że nie myślał o niczym, po prostu biegł bo biegł, nie wiedział dlaczego, nie wiedział gdzie po prostu biegł...

Nagle bah! Seria z karabinu bez trudu go dosięgnęła, Alan upadł na ziemię, strażnikowi nawet się nie spieszyło, mówił tylko "niech ten niewierny pies zdechnie"...

*

Jest ogień, jest ziemia, jest wiatr i jest woda, jest też Halloween :smiley:

Jeżeli ktoś dotrwał do końca to się cieszę, jest to mój debiut, przepraszam za babole językowe, stylistyczne i wszystkie inne :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (10)

GURU

w Kawiarnia "Za Firewallem"

30piorunów

Dzień dobry!

~Wszyscy~ Niektórzy mają filiżanki, mam i ja! :smiley:

Dziękuję bardzo @onpanopticon, bo mimo lekkiej odsuwy to "OP delivered" xD

Z racji, że nie należę jeszcze do starszego grona, to nie dostałem jak koledzy @fonfi czy @George_Stark tabletek, a kolorowankę dla małych pingwinków! No może już nie taki mały, ale młodszy wiekiem ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Kolorowanka to nie byle jaka, bowiem jest na niej Lady @Dziwen wraz z małymi Dziwenkami i podobno jeden z nich nawet nie jest Dziwenkiem (Dziwen, mówię Ci, że to dziecko wyglądające jak kot to może nie być Twoje ( ͡° ʖ̯ ͡°)).

Oczywiście zwierzątek dalej jest więcej, ale ważna jest wielka kolorowa kredka! Pewnie przy odrobinie chęci da się nią stworzyć kolor Gejuru!

Do tego 4 kolory i rozmiary śliniaczków w sztukach - dużo. Przyda się do... jeszcze nie wiem czego, ale czegoś na pewno! Może do czytania o jedzeniu podczas lurkowania hejto? Czas pokaże, czas pokaże ( ͡° ͜ʖ ͡°)

No i oczywiście filiżanka! W końcu sprawdziłem co znajduje się za tym Firewallem! To tajemnica, która mnie zszokowała, więc wygrywajcie , to może sami doświadczycie tego zaszczytu!

Pozdrawiam i jeszcze raz dziękuję @onpanopticon! :relaxed:

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

26piorunów

Proszę Państwa,

nie zwlekając otwieramy kolejną już, XXI edycję zabawy w naszej ukochanej Kawiarence !

Temat: żywioły (ogień, woda, ziemia, powietrze)

Forma: dowolna

Termin: 31 października

Myśl o takim temacie narodziła się na gorzowskim kawiarenkopiwie, gdzie uznaliśmy, że z tymi żywiołami to nie ma żartów, w Gorzowie wszystko może spłonąć, a w Grudziądzu utonąć.

A co z pozostałymi żywiołami?

Doszliśmy do pewnych wniosków, jednak może Wy dołożycie cegiełkę do tej dyskusji.

Życzę miłej zabawy :grinning:

PS Dodatkowe punkty przewidziane będą za motywy halloweenowe, uwielbiam :jack_o_lantern:Halloween:ghost: , a to już niedługo :grinning:

Fanatyk6piorunów

Zasady:

Tworzymy opowiadanie na zadany w tej edycji temat (żywioły). Może to być opowiadanie przygodowe, fantastyczne, romantyczne, dla dzieci, obojętnie.

Umieszczamy je w osobnym wpisie, oznaczamy tagami i do 31 października 2025 r.

Wygrywa osoba wybrana przez organizatora, czyli w tym wypadku mnie. Lubię Halloween, przypominam jeszcze raz :grinning:

Dla zwycięzcy przewidziana jest nagroda i zaszczyt poprowadzenia następnej edycji zabawy.

Pokaż więcej komentarzy (21)

Lider

w Kawiarnia "Za Firewallem"

25piorunów

Drodzy Kawiarenkowicze,

właśnie wybiła godzina 12, a więc najwyższy czas na ogłoszenie wyników wrześniowej, XX edycji konkursy !

W obecnej edycji obrodziło wybitnymi opowiadaniami. Wzięły w niej udział udział następujące dzieła (w kolejności chronologicznej):

1. @Felonious_Gru ze swoją **pastą** - 21 :zap: (dyskwalifacja za plagiat)

2. @bori ze swoim **PLOT-TWIST** - 21 :zap:

3. @fonfi ze swoim **Pacjent Dziwen** - 19:zap:

4. @fonfi ze swoim **Głęboka przestrzeń kosmiczna** - 16:zap:

5. @bori ze swoim **Howard Boris Lovecraft** - 21 :zap:

6. @MJB ze swoim **Obcy są wśród nas** - 12:zap:

7. @KatieWee ze swoim **Do wszystkiego** - 19:zap:

8. @onpanopticon ze swoim **Pałac** - 17:zap:

Zwycięzcą został @bori - serdecznie gratuluję! Drugie miejsce zajął @bori - również serdecznie gratuluję! Do zwycięzców odezwę się w wiadomości prywatnej.

Dla kolegi @Felonious_Gru przygotowałem nagrodę pocieszenia - 40 godzin prac społecznych! Proszę zgłosić się jutro o 4 rano w schronisku dla zwierząt w Śremie.

Osobistość8piorunów
Zwycięzcą został @bori - serdecznie gratuluję! Drugie miejsce zajął @bori - również serdecznie gratuluję!

Nie mówię, że @bori pisze jakieś wybitne opowiadania. Ale jakbym miał wytypować najlepsze, to @bori by zajął 2 pierwsze miejsca

Pokaż więcej komentarzy (11)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

19piorunów

Ze specjalną dedykacją dla kolegi @bori :kissing_heart:

Do wszystkiego

30 września 1925

-No i rozumiesz, ten złodziej niemyty wlazł na dach, wziął wędkę i skorzystał z tego, że Antosia od Sługockiego wywiesiła palto i futro i złapał je haczyk, fruuu, wciągnął na dach i chodu! Wyobrażasz sobie Hanka? I najpierw Antośkę oskarżyli, że do Żydówki zaniosła i sprzedała te palto, niesłychana sprawa - oburzona Wiktoryna spojrzała na Hankę, z którą razem stały w bramie i wyglądały za Józkową, która miała przynieść nowy numer gazety od zytek. Hanka niby patrzyła w perspektywę ulicy, ale tak naprawdę przeglądała się w swoim wnętrzu.

-Hanka, ale ty mnie nie słuchasz!

-Słucham, słucham - odparła Hanka flegmatycznie i spojrzała w ten kawałeczek zachmurzonego i ściemniającego się już nieba widoczny między kamienicami. Para wróbli bijących się na kalenicy robiła hałas większy niż wydawało to się możliwe.

-No właśnie nie słuchasz! Ja ci tu o takiej sprawie, co to nawet w Kurierze pisali, a ty nic! Ech, z tobą…

A co tam u ciebie w domu? Stara dalej się czepia?

-A co ma się nie czepiać, czepia się, czepia, najwięcej to o te lustra co to je sama tymi frymuśnymi mazidłami paćka - zirytowała się Hanka - no wyimaginuj sobie, że wczoraj na lustrze przy gotowalni namazała mi tłustym paluchem moje imię, że niby powinnam je lepiej umyć - zapłonęła gniewem, Wiktoryna zaś zaśmiewała się do rozpuku z bojowej miny Hanki, której mała, trochę płaska twarz o guziczkowatym nosie rozkwitła czerwienią.

-Umyłaś?

-No umyłam, a miałam ja wybór? Ech, beznadziejne to życie, szoruj od rana do wieczora, oskarżają o jakieś kradzieże a jeszcze wieczorem spać nie dają…

-Znowu?

-No znowu, ech…

I Hanka nie czekając na nikogo ruszyłą w stronę tylnych schodów. Zaraz stara będzie się czepiać, że tyle czasu stała w bramie i że to nie wypada, żeby służba z porządnego domu wystawała tyle prawie że na ulicy.

W kuchni było przyjemnie ciepło, przy rozgrzanej kuchence leżał rozciągnięty na całą długość kot, jasny blask wydobywający się spomiędzy fajerek rozjaśniał pomieszczenie, którego jedyne okno wychodziło na studnię podwórka.

-Hanka, a tobie to nie jest zimno, jak ty bez chusty na dworze wystajesz - rzuciła pani Szymańska wchodząc do kuchni - przecież już koniec września.

-Nie, proszę pani - rzuciła Hanka i schowała zgrabiałe ręce w kieszenie fartucha.

-Dzisiaj pan będzie później, podaj kolację tylko dla mnie i dla Rafałka. Rafałkowi dosmaż kilka naleśników, może z mózgiem? No nieważne, obojętnie, chłopiec rośnie, musi jeść. Reszta tak jak rano rozmawiałyśmy - tu pani Szymańska spojrzała krzywo na rondel wiszący na ścianie, a niewystarczająco wyszorowany, przejechała po nim palcem i spojrzała na palec, później na Hankę i wyszła z kuchni, zostawiając tam dziewczynę, która zaciskała pięści w kieszeniach fartucha.

-Proszę pani! - zdecydowała się i szybkim krokiem ruszyła do saloniku, gdzie pani zdążyła już rozłożyć się z pasjansem - Proszę pani! Bo ja muszę coś powiedzieć!

-Słucham cię.

Miękkie światło lampy stołowej obejmowało nieduży pokój zastawiony drogimi, choć nieco już wysłużonymi meblami i załamywało się w fałdach sukni pani Szymańskiej.

-Bo pan…

-Pan Rafał czy mój mąż - uściśliła ostro Szymańska.

-Pan Rafał - przełknęła wielką gulę w gardle Hanka międląc w ręku rąbek fartucha - bo pan Rafał, bo on…

- No mówże! - krzyknęła coraz bardziej zdenerwowana Szymańska - co się stało?!

- Bo mi się spóżniaaa! - rozpłakała się Hanka padając na kolana i ukrywając głowę w ramionach złożonych na wyściełanym wytartym aksamitem krześle. Rozszlochała się, a czepeczek jeszcze chwilę temu tkwiący na jej lokach, opadł smętnie na prawe ucho.

Pani Szymańska potrzebowała jedynie chwili, żeby wrócić do siebie.

-No już, to nie tragedia. Przestań płakać. Oczywiście nie możesz tu zostać, to porządny dom. Dostaniesz pewną kwotę i odejdziesz. Najlepiej dzisiaj, żeby Rafał nie widział. No już, pakuj się - rzuciła ostro, a Hanka ocierając twarz ruszyła do kuchni, aby zebrać swój skromny dobytek - niedzielną sukienkę, zapasowy fartuch i kilka świętych obrazków, które wędrowały z nią od jednej do drugiej kuchni po całym mieście.

- A nie mogę zostać choć dzisiaj? Gdzie ja się o tej godzinie podzieję?! Nikt mnie nie przyjmie w takim stanie!

- Odejdź. Przyjdź jutro w południe, gdy Rafał będzie w szkole, dam ci pieniądze. I nigdy więcej nie chcę cię tu widzieć, flądro! Takie rzeczy w porządnym chrześcijańskim domu, och - i pani Szymańska trzasnęła ciężkimi drzwiami od sypialni, jedynie w ten sposób uzewnętrzniając swoje uczucia.

W trzy miesiące później Wiktoryna spotkała Hankę na rynku, gdzie pomimo mrozu rozpromieniona dziewczyna sprzedawała na stoisku wstążki i kołnierzyki do sukienek.

-O, Hanka, ty nawet nie wiesz jak po tym jak zniknęłaś kamienica huczała! - Wiktoryna nie mogła wyjść z podziwu jak ta upadła dziewczyna dobrze wyglądała i jak wielki uśmiech miała na twarzy.

-I dobrze - roześmiała się Hanka - dobrze mi tu, jak widzisz - roztoczyła ręką nad swoim stoiskiem, a koleżanka mogła podziwiać lekkie koronki i atłaski.

Wiktoryna po chwili namysłu przecisnęła się do Hanki, żeby szeptem zapytać co zrobiła z dzieckiem - oddała rodzicom, na wieś, czy też może…

-Z jakim dzieckiem - Hanka śmiała się w głos - czyś ty oczadziała? Żadnego dziecka nie było, ja dzieci mieć nie będę, powiedział mi to jeden doktur, po tym jak krwawiłam za mocno jak mi jedna baba za mocno szydłem popsowała. Zresztą ten Rafałek to mi tylko wierszydła swoje czytał, gdzie ja bym go do łóżka wpuściła, takiego niezgułę. Za pieniądze od Szymańskiej kupiłam sobie to stoisko i teraz to ja jestem wielką pani. Dobrze sobie wymyśliłam, prawda? - roześmiała się.

Wiktoryna odeszła zamyślona.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Kawiarnia "Za Firewallem"

12piorunów

Hej, postanowiłem wziąć udział w konkursie

Patrząc na ostatnie wpisy, zastanawiam się ten konkurs, lub społeczność jest sygnowana laurem Dziwena, w związku z czym jeśli jego obecność jest wymagana w tych opowiadaniach, to zamieńcie "Karol" na "Dziwen" i powinno być ok :grinning:

A więc do rzeczy

Obcy są wśród nas

Karol ziewając, wyciągnął się w fotelu. Dochodziła 5 rano. Jeszcze tylko godzina bezsensownego wpatrywania się w monitory i będzie mógł iść do domu.

Minęły setki lat odkąd rozpoczęto program SETI i jak do tej pory wszystkie wykresy pokazywało to samo - czyli nic. Wciąż jednak było wielu zapaleńców, którzy wierzyli że to właśnie oni dokonają wielkiego odkrycia. Reagowali zachwytem na każdą anomalię, chociaż wiedzieli, że oznacza ona pewnie zarejestrowany wybuch odległej supernowej, czy też odkrycie kolejnego kwazara.

Karol do nich nie należał. Dla niego była to łatwa kasa i mało wymagająca praca, podczas której mógł oglądać filmiki ze śmiesznymi kotkami.

Kończył dopijać zimną już kawę, kiedy na wykresie pojawiło się trwające sekundę zakłócenie. Zwykle nie zwróciłby uwagi, ale było w nim coś zastanawiającego. Cofnął radar i sygnał powrócił. Ta sama, zapętlona sekwencja.

Walczył ze sobą. Zgłosić sygnał, czy wrócić do domu i się wyspać. Wygrał obowiązek i… ciekawość. Uruchomił więc procedurę zgłaszania anomalii.

Jeszcze nie wiedział, że właśnie trafił na coś, co zmieni ludzkość.

*

Kilka tygodni później Karol udzielał wywiadu za wywiadem. Świat oszalał na punkcie “obcych”. W międzyczasie wysłano sondy, które potwierdziły, że jest to planeta wielkości Ziemi z ogromnymi połaciami wody i bogatą w tlen atmosferą.

Jednak nadzieje na spotkanie obcej cywilizacji ucichły tak szybko jak się pojawiły. Przesłane przez sondy zdjęcia ukazywały wielkie, lecz opuszczone metropolie. Porośnięte roślinnością i nadgryzione przez ząb czasu wieżowce, w których już dawno zgasły ostatnie światła.

Po każdym wywiadzie Karol spacerował ulicami miasta. Spoglądał na rozświetlone na pomarańczowo nocne niebo. Gdzieś tam za tą łuną były gwiazdy, które do tej pory widział tylko na zdjęciach. Teraz na nowo zaczęła rozpalać się w nim pasja, która pchnęła go kiedyś w stronę astronomii.

Miesiąc później Karol wyruszył w misję załogową mającą na celu dokładnie zbadać planetę. Każdego dnia podróży wyglądał przez okno kajuty, wpatrując się w gwiazdy, które w końcu mógł zobaczyć na własne oczy.

*

Zatrzymali się na orbicie planety. Drony wysłane na pobliskie stacje kosmiczne odkryły kości istot, które musiały na nich przebywać. Ich szkielety wyglądały podobnie do ludzkich, tylko wyższe. Zostały zabrane do analizy.

W międzyczasie kolejne drony dotarły na planetę. Przesłane przez nie obrazy potwierdziły, że nie ma na niej żadnych inteligentnych istot, tylko ruiny jakiejś dawnej cywilizacji. Kiedy znalazły zdatne do lądowania miejsce, kapitan polecił wysłanie tam załogi.

Po wylądowaniu zaczęli przeczesywać opuszczone budynki. Po kilku chwilach trafili na zamknięte pancerne drzwi. Nie mogli się przez nie przedrzeć, jednak z pomocą przyszedł palnik.

Kiedy dostali się do środka ich oczom ukazało się duże pomieszczenie z wieloma ustawionymi w rzędy komputerami. Udało im się uruchomić jeden z nich. Znaki na ekranie wyglądały dziwnie znajomo. Przypominały jeden ze starożytnych ziemskich alfabetów.

Zabrali znalezione sprzęty, żeby przekazać je później do analizy.

– Jeszcze nie wracamy na orbitę – powiedział dowódca – Dostaliśmy nowe rozkazy. Znaleziono duże lądowisko kilkadziesiąt kilometrów od nas. Mamy polecieć je zbadać. I jeszcze jedno – dodał po chwili zawahania – Są już wstępne wyniki badań odnalezionych kości. Analiza ich DNA pokazuje ponad 98% zgodności z Homo Sapiens.

Wylądowali przed ogromnym hangarem. W środku znaleźli kilka dużych statków transportowych.

Weszli do kokpitu. Jeden z pilotów zasiadł za sterami i zaczął naciskać kolejno przyciski. Na jednym z ekranów pojawiły się koordynaty.

– Wygląda na miejsce docelowe – mruknął pilot.

– Sprawdźmy to – powiedział dowódca.

Wysłali dane do nawigatorów znajdujących się na orbicie. Cisza w słuchawkach trwała zbyt długo, żeby była przypadkowa.

– Otrzymaliśmy odpowiedź – odezwał się głośnik – Współrzędne prowadzą na miejsce, gdzie jeszcze 50 tysięcy lat temu znajdowała się Ziemia.

*

Karol patrzył przez okno kajuty na znikającą w oddali błękitną planetę. Nagle wszystko nabrało sensu: opuszczone miasta, znajomy alfabet, niezwykła zgodność DNA. To nie była planeta obcych. To był ich dom sprzed tysięcy lat. Dom, który jego przodkowie musieli opuścić.

W jego głowie pulsowało jedno pytanie: jeśli to my byliśmy „obcymi”, to czy w ogóle istnieje ktoś inny? Czy też cały kosmos jest tylko śladem po dawnej wędrówce człowieka?

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Kawiarnia "Za Firewallem"

23piorunów

Czytając ostatnie opowiadania @fonfi, mój wewnętrzny Howard Boris Lovecraft postanowił zaserwować coś małego na umilenie wieczoru:

Na pokładzie statku kosmicznego "Santa Maria di Graudentum" panowała cisza tak ciężka, że zdawała się dławić oddech. Za otwartym zgodnie z harmonogramem na 15 minut oknem rozciągała się pustka - absolutna czerń, jakby cały wszechświat został wchłonięty przez coś nienazwanego, coś co czai się w najgłębszych trzewiach czasoprzestrzeni. Gwiazdy zniknęły bez śladu, nawet oświetlenie statku zdawało się być zduszone przez nicość.

@Dziwen i @Umypaszka nie rozmawiali już od długich godzin. Każde z nich słyszało nieustanny szept, który wydawał się pochodzić z zewnątrz. Wwiercał się im powoli w umysł tak głęboko, że powoli tracili rozeznanie co jest prawdziwe, a co tylko wytworem ich oszalałych zmysłów. Szept wzywał ich po imieniu, obiecując wiedzę, której żaden śmiertelnik nigdy nie powinien posiąść.

Na jednym z najniższych pokładów technicznych odkryli przedmiot, który nie powinien nigdy opuścić Ziemi. Ładunek o oznaczeniu systemowym 85-790. Tajemniczy, idealnie biały Monolit. Zdawał się on przeczyć euklidesowskiej geometrii, swym bluźnierczym kształtem przywodząc na myśl coś o wiele starszego i złowrogiego niż znany im wszechświat. Coś, co samym swym wyglądem budziło obezwładniającą grozę.

Głos wciąż szeptał:

TWAAARÓÓÓG

Osobistość5piorunów

@bori Ja wiem, to jest "Ofcy, ostateczne żarcie" Oni się będą szczelać po statku w milczeniu tak cienżkiem, że wzrośnie masa rakiety i spadną na marsjańską agendę Pontnicy. Układ słoneczny zastygnie w tym, no, przestrachu.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

16piorunów

Dzień dobry się z Państwem,

Obudziłem się, wsiadłem na rower i przez całą drogę do pracy coś nie dawało mi spokoju. Przeczytałem jeszcze raz to moje nocne opowiadanie i stwierdziłem, że tam na końcu jeszcze czegoś brakuje. Czegoś co strasznie uwiera. No do dopisałem ostatnią scenkę

Głęboka przestrzeń kosmiczna
Mesa Santa Marii, kilka godzin później

@Dziwen z Pachą siedzieli sami w mesie międzygalaktycznej arki Santa Maria. Antropomorfizacja okrętu niedawno się zdematerializowała i pewnie nie pojawi się aż do rana, przez co mieli trochę spokoju. Spożywali właśnie wieczorny posiłek. Dzisiaj dla odmiany - jak co dzień - był ryż z curry i kawałkami syntetycznego kurczaka. Dziwen pałaszował zawzięcie, głośno przy tym mlaskając.

– Słyszę, że ci smakuje. – zwróciła mu uwagę Pacha

– Owszem – chłopak nie zrozumiał aluzji

– A powiedz mi, bo ciągle mi to nie daje spokoju, te kable od monitora i klawiatury na biurku w symulacji, to naprawdę nie są do niczego podłączone? I do tej pory nie zorientowali się, że one pod blatem tak sobie dyndają?

– Wyobraź sobie, że nie! Oni są tak zafascynowani sobą nawzajem, że żadnemu nie przyszło nigdy do głowy, żeby sprawdzić.

– No dobrze, to zdradź mi jeszcze dlaczego zaprogramowałeś im takie twarde i niewygodne krzesła. Przecież mógłbyś umieścić tam cokolwiek z katalogu – drążyła Pacha

– A słyszałaś te fajne stuknięcia jak na nich siadają? A jak się przy tym śmiesznie krzywią. No może poza @entropy_ , on zawsze się wtedy błogo uśmiecha...

– To przez te ich odznaki “naukowe”, które sobie sami przyznali?

– Chyba tak. Ma to jakiś związek z tą fazą G.U.R.U w którą wprowadzają wyimaginowanych pacjentów w tej swojej symulacji portalu. Za każdym razem gdy to robią, ładuje się plik `butt.plug.py`. Próbowałem to zmienić w kodzie, ale za każdym razem jak zapiszę i otworzę ten plik ponownie, to wszystkie moje zmiany znikają. Doszedłem do wniosku, że może to jednak nie jest bug a feature.

:stuck_out_tongue_winking_eye:

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

19piorunów

Dzień dobry wieczór się z Państwem,

Zainspirowany opowiadaniem kolegi @bori, organizatora bieżącej edycji zabawy postanowiłem dopisać ciąg dalszy jego historii. Historii, która w sposób bezpośredni nawiązuje też do dwóch moich poprzednich opowiadań (tego i tego) i jeśli ktoś ich nie czytał to zachęcam do wcześniejszego zapoznania się z nimi.

A teraz zapraszam do lektury. Miłego czytania.

Pacjent Dziwen


Grudziądz, czasy współczesne

Sterylne, wyłożone pastelowymi płytkami pomieszczenie tonęło w mroku, który raz na kilka sekund rozświetlała mrugnięciem czerwona dioda kamery systemu monitoringu. Kamera umieszczona była nad drzwiami, na jednej z czterech identycznych ścian. W pomieszczeniu nie było okien, a jedyny jego wystrój stanowiło masywne biurko i cztery metalowe krzesła z twardymi, drewnianymi siedziskami, od samego patrzenia na które można było dostać hemoroidów.

Na środku biurka stał ciężki monitor, stara, powycierana klawiatura i mysz komputerowa, których kable ginęły gdzieś za krawędzią biurka. Czarny jak reszta pomieszczenia ekran ożył z wyraźnym wysiłkiem zmęczonej elektroniki i rozjarzył się bladą zielenią. W ślad za nim zamrugały pod sufitem jarzeniówki, a chwilę potem w drzwiach kliknęła blokada kontroli dostępu i do pomieszczenia weszło czterech mężczyzn w białych kitlach.

– Z kim, do cholery, trzeba się tutaj przespać, żeby dostać kawę?! - rzucił zdenerwowany docent Krzysztof Ris, na co wszyscy czterej obejrzeli się i z pożądliwym brakiem profesjonalizmu spojrzeli na stojącą w drzwiach siostrę Olgę Wiec.

– Pewnie! Nie dość, że przygotowuję Panom codzienne raporty z aktywności pacjentów w symulowanym portalu, to jeszcze kawę mam teraz parzyć?! Ja mam stopień naukowy z orientalnych patologii ze specjalizacją z Kimdzongunizmu do cholery!

– Tak - dwie czarne i dwie z mlekiem – docent Krzysztof Ris podsumował CV siostry Olgi Wiec

– Dla mnie bez laktozy - dodał profesor Eryk Norbert Tropy

Siostra Olga Wiec otworzyła usta jakby chciała coś jeszcze powiedzieć, ale machnęła ręką, odwróciła się na pięcie aż jej loki zafalowały i zniknęła w korytarzu.

Z głośnym stęknięciem naukowcy zajęli miejsca na twardych krzesłach, a doktor Edward Be zalogował się do portalu. Wspólnie zaczęli przeglądać nowe logi, jednocześnie zerkając na obraz z kamery w apartamencie pacjenta, który w dolnej części ekranu pokazywał Dziwną Sowę, gotującą parówki w elektrycznym czajniku i smarującą masło chlebem.

– Panowie, zobaczcie! Znikają kolejne osobowości! Nie ma tej oznaczonej kodem 4ndz3L4B0mB4 – doktor Bożydar Artas aż podskoczył z podniecenia.

– Eee, tej to szkoda, ją to akurat… lubiłem – wtrącił rumieniąc się doktor Edward Be.

– Racja, ale najważniejsze, że nasza terapia działa. To pewnie zasługa mojego pomysłu na wprowadzenie różowego markera do organizmu pacjenta, kiedy wszedł w fazę G.U.R.U. – próbował przypisać sobie zasługi profesor Eryk Norbert Tropy.

– Tak, tak. Na pewno panie profesorze, na pewno – rozbawieni naukowcy spojrzeli porozumiewawczo po sobie.

– Panowie, to nie koniec! Brakuje też f3L0n!0u5/9ru i p4u1u511 – emocjonował się coraz bardziej doktor Bożydar.

– Faktycznie! W tym tempie pacjent wyzdrowieje do końca tygodnia i będzie można wyłączyć symulację portalu. Obejdzie się nawet bez wlewów per rectum – rzeczowo skwitował docent Krzysztof Ris.

– Szkoda… – zasmucił się profesor Eryk Norbert Tropy, który na te wlewy czekał od kilku tygodni.

– Ale jak to wyłączyć? Tak całkiem? Trochę szkoda tych botów z Kawiarni za firewallem. Ten model językowy, w który ich wyposażyliśmy to zaczął nawet fajne rymowanki generować – próbował oponować doktor Edward Be

– Doktorze, mam wrażenie, że pan zbyt emocjonalnie do tego podchodzi. To tylko urojenia pacjenta i kawałki oprogramowania. Zestaw zer i jedynek. Proszę o tym nie zapominać – zganił kolegę docent Krzysztof Ris.

Dyskusję przerwały kroki siostry Olgi Wiec i intensywny zapach świeżo parzonej kawy.

– Proszę panowie, wasza kawa! - siostra postawiła tacę na biurku z takim impetem, że gorący napój rozchlapał się na boki, plamiąc białe kitle naukowców.

Panowie niemal równocześnie poderwali się z krzeseł jak poparzeni - i poniekąd tak właśnie było, bo wrzątek wylądował nie tylko na czystych kitlach ale i na odsłoniętych kawałkach skóry. Ucierpiała też stara klawiatura. W całym zamieszaniu nikt nie zauważył, że coś w niej zaiskrzyło, a obraz z kamery w dolnej części ekranu zamigotał i przez chwilę poza sylwetką pacjenta widać było kobietę bawiącą się z kilkuletnią dziewczynką, a okienko z logami pokazało czarny ekran z kosmonautą i komunikatem “o cholerka, ale wieje...”. Po kilku sekundach wszystko wróciło do normy.

Jedynie doktor Edward Be miał nieodparte wrażenie, że już kiedyś patrzył na ten sam obraz. Deja vu?

Głęboka przestrzeń kosmiczna, dzień 1503 Nowego Kalendarza

Od czasu poprzedniej usterki w oprogramowaniu kontrolującym zahibernowanych ocalałych za pomocą symulacji oraz awaryjnego wybudzenia Pachy, minęło już kilka tygodni. Kobieta na dobre już pogodziła się z tym faktem i pozwoliła nawet chłopakowi wprowadzić swój awatar na powrót do oprogramowania ale ze zmienioną nazwą kodową. Z sobie nawet nie znanych przyczyn nie chciała, żeby - kiedy nie brała już bezpośredniego udziału w symulacji - jej stary kod funkcjonował. Teraz jej awatar działał pod nazwą @Umypaszka .

Często siedzieli razem i obserwowali jak ta zmiana wpływa na warunki brzegowe oprogramowania, które w pierwotnej wersji nie przewidywało w ogóle takiej opcji.

Teraz Dziwen siedział przed pulpitem sam, a jego palce jak zwykle gorączkowo poruszały się po dotykowej klawiaturze. Płaskie monitory przed nim pokazywały statusy kriokapsuł, symulacji i raporty kontrolne systemów międzygwiezdnej arki Santa Maria. Na jednym z ekranów obserwował fragment symulacji: cztery postacie w białych kitlach wpatrzone w archaiczny monitor. Odczytał nazwy kodowe: @entropy_ , @ebe , @kris , @bartas , które odpowiadały odpowiednio kapsułom kriogenicznym o numerach: 21.35, 21.36, 21.38 i 21.39.

Po tym, jak usterka spowodowała awarię kapsuły Pachy, oznaczonej numerem 21.37, Dziwen zwiększył kontrolę sąsiednich kapsuł i ich symulacji. Z niewiadomych powodów podprogram sugerujący, że sami tworzą oprogramowanie symulacyjne działał na nich uspokajająco, co wyraźnie widać było na wykresach encefalogramów.

W tle Pacha bawiła się i dokazywała z trzecim towarzyszem ich podróży w nieznane - z antropomorfizacją statku, która po uruchomieniu napędu skokowego przybrała postać małej dziewczynki - Santa Marii. Zabawa ewidentnie była przednia. Kobieta właśnie złapała małą i zaczęła ją łaskotać. Dziecko zareagowało gwałtownym śmiechem i wierzganiem. W tym samym momencie postacie na ekranie Dziwena podskoczyły jak poparzone, a w logach symulacji wpadło kilka wpisów WARNING i ERROR oznaczonych kolorem czerwonym.

– Uważaj Pacho! Pamiętaj, że jej emocje są ściśle związane z systemami statku. Chodźcie lepiej tutaj, zobaczymy co się stanie jak na powrót uruchomię podprogramy Felonious-Gru i Paulusll.

– A ciocia moll? – zapytała dziewczynka

– Nad nią, jeszcze muszę popracować słonko…


942 słowa


GURU3piorunów

@fonfi może kiedyś faktycznie wybudzicie się w kapsułach, patrząc na nowy świat, który umożliwi przetrwanie naszego gatunku i ta cała gadka o projekcjach okaże się tylko sposobem by oszukać podświadomość, która się czegoś domyśla. XD

Przekonamy się czy to prawda za jakiś czas, gdy będziemy bliżej K2-18b. XD

Swoją drogą uwielbiam takie zwroty akcji, gdzie to co widzimy z oczu bohatera okazuje się kłamstwem nawet dla niego samego. XD

Pokaż więcej komentarzy (8)

Lider

w Kawiarnia "Za Firewallem"

25piorunów

Szanowni Kawiarenkowicze,

uprzejmie przypominam że do końca obecnej edycji pozostało 7 dni, więc powoli trzeba się już spinać i finalizować swoje opowiadania.

Od razu uspokajam, że fakt że mój jedyny dotychczasowy konkurent, kolega @Felonious_Gru, usunął konto, to czysty przypadek i nie ma związku z konkursem. Nic a nic. Serio. Naprawdę. Jesteście bezpieczni. Przysięgam.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Lider

w Kawiarnia "Za Firewallem"

25piorunów

Drogie Koleżanki, Drodzy Koledzy,

dobiegła końca druga dekada września, zegar tyka nieubłaganie a nie widzę jeszcze żadnych konkursowych opowiadań. Ufam, iż to tylko przez to, że kawiarenkowicze pieczołowicie nad nimi pracują. Żeby bardziej Was zachęcić do działania wrzucam, oczywiście poza konkursem, swoje opowiadanie.

Koleżanki i Koledzy, do boju!

Tempus fugit, gloria manet!

PLOT-TWIST

To był zaiste owocny tydzień dla Dziwnej Sowy.

W pracy układało mu się coraz lepiej. Bez problemu opanował swoje obowiązki tak sprawnie, że w ciągu dnia miał 2-3 godziny wolnego czasu, które mógł poświęcić na przeglądanie Hejto. Nawet obsługując suwnicę z pięciotonowymi zasobnika zerkał co chwilę jednym okiem co tam nowego. Rozpoczął też częściowo refundowany przez PFRON kurs na obsługę maszyny do rozdrabniania azbestu, która drgając, powoli oddzielała mu mięśnie od kości. W myślach witał się już z awansem, szczególnie że jego przełożony miał ostatnio jakieś wyraźne problemy z płucami. Chodził więc tam codziennie rano ze szczerą chęcią, z pogardą obserwując w porannym autobusie zgonujących spitusów próbujących wrócić do domu po całonocnych libacjach.

Oprócz rzeczywistości miał również swoje małe, prywatne Idaho w Internecie, któremu oddawał się bez reszty w swoim czasie wolnym. Na portalu, na którym był już niekwestionowanym guru, spędzał codziennie bardzo dużo czasu. Hasło do logowania wpisywał jednym palcem – zapewne dlatego że tak często go wylogowywało. FCKGW-RHQQ2-YXRKT-8TG6W-287Q8. Mógłby je wyrecytować jednym tchem nawet obudzony o 6 rano przez policję. Po zalogowaniu od razu przechodził do powiadomień, których dostawał mnóstwo. Uwielbiał je przeglądać i patrzeć co tam znowu się wydarzyło.

Miał tam wielu znajomych. Można było pogadać i pośmieszkować. Z niektórymi rozumiał się bez słów, zupełnie jakby byli zaginionymi przed laty braćmi-bliźniakami. Stanowili nieustanną inspirację dla niego do kolejnych rysunków i żartów. Czasem tylko któryś z dnia na dzień znikał bez ostrzeżenia, ale cóż zrobić, tak już bywa. „C'est la vie!” pomyślał światowo.

Niespodziewanym wyzwaniem okazało się opanowanie ostatnich zmian na portalu. Dodano nowy edytor tekstu, przez co automatyczne dodawanie wpisów przestało prawidłowo działać. Próbował z tym walczyć edytując swój skrypt, ale za nic nie mógł sobie przypomnieć jak go napisał. Kod wydawał mu się całkowicie obcy. Zupełnie jakby pisał go ktoś inny. „Najwyraźniej jestem już przemęczony”.

Zerknął na zegarek – była godzina 21:37. „No nic, późno już się zrobiło, a jutro trzeba wstać na poranną zmianę w spalarni”. Zadowolony wyłączył komputer i poszedł do kuchni zrobić sobie kanapkę. Jeszcze niedawno miał dużo pomysłów na nowe dania i uwielbiał gotować, ale ostatnio coś stracił do tego wenę. W kwestii przepisów miał wręcz czarną dziurę w głowie, zupełnie jakby mały kucharz siedzący w nim nagle zniknął. Kolejny dzień z rzędu ratował się kanapką z chlebem.

Jedząc w łóżku myślał już o nowym rysunku, w zawoalowany sposób wyśmiewającym nielubianych użytkowników. „Na pewno będzie na nim por i pilotka”. Nawet nie zauważył jak zaczął odpływać w objęcia Morfeusza.

EPILOG

W wyłożonym pastelowymi płytkami pomieszczeniu siedziało czterech mężczyzn w białych kitlach. Przed nimi na biurku stał komputer.

- Muszę przyznać docencie Krzysztofie Ris, że gdy usłyszałem pierwszy raz o tym pomyśle, to powiedzieć że byłem sceptyczny, to powiedzieć za mało.

- Zadanie z początku wydawało się karkołomne doktorze Bożydarze Artas, ale udało się w jeden weekend stworzyć atrapę portalu dla eksperymentalnej terapii pacjenta.

- Jego przypadłość była dla nas prawdziwym wyzwaniem, ale dzięki opisaniu nowej jednostki chorobowej Strigiformes Proiectura doktor Edward Be zdobył habilitację.

- Zauważyliście Panowie, że odkąd pacjent zaczął korzystać z portalu to się uspokoił?

- Siostra Olga Wiec zgłasza, że poszczególne osobowości systematycznie znikają.

- Zgadza się Profesorze Eryku Norbercie Tropy, ostatnio z listy wykreśliliśmy kolejną projekcję, oznaczoną symbolem M/O-11.

- Jeszcze trochę i będzie można zawiesić suplementację bromu doktorze, zostawiając tylko wlewy per rectum.

- Panowie, teraz tylko trzymać kciuki żeby nic się nie zepsuło.

KONIEC

Ilość słów: 557

Wszelkie podobieństwo do prawdziwych osób i zdarzeń jest w pełni przypadkowe i niezamierzone.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Wybierz Społeczność

23piorunów

Jeszcze gdy chodziłem do podstawówki, to był tam taki Paweł, i ja jechałem na rowerze, i go spotkałem, i potem jeszcze pojechałem do biedronki na lody, i po drodze do domu wtedy jeszcze, już do domu pojechałem.

Pokaż więcej komentarzy (11)

Gruba ryba

w Kawiarnia "Za Firewallem"

33piorunów

Uwaga! Będzie chwalone!

Chciałem Was, moi drodzy poinformować, że kolega @onpanopticon jest człowiekiem słownym. Otóż dotarła do mnie dziś paczka, w której znalazłem nagrodę za wygraną w jednej z edycji naszej zabawy . Dziękuję serdecznie, filiżaneczka jest piękna. :smiley:

Chciałem też nadmienić, że kolega @onpanopticon jest też człowiekiem empatycznym i wyrozumiałym. Ponieważ jest to "najnowocześniejszy portal dla starych ludzi", zakładam więc, że mamy podobne problemy i że rozumiemy się nawzajem chociaż po części. Bo jak inaczej wytłumaczyć tę nagrodę pocieszenia (bo zakładam, że ku pocieszeniu kolega mi ją tam dorzucił), którą znalazłem w paczce? Dziękuję również i za to! Pierwszą tabletkę już wziąłem, zobaczymy czy konar zapłonie. Więcej info po 16. 😉

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Kawiarnia "Za Firewallem"

48piorunów

Niniejszym wpisem chciałbym gorąco pochwalić i podziękować koledze @fonfi. Nie tylko sumiennie wywiązał się z obietnicy nagrody książkowej za wygranie sierpniowej edycji , ale do tego uczynił ją zupełnie wyjątkową - na wieść o tym że wybrałem "Drogę Królów" Sandersona, sugerując się gorącym poleceniem przez kolegę @Dziwen (wpis), stworzył do niej jedyną i niepowtarzalną obwolutę, dzięki której za kilka lat na rynku kolekcjonerskim będzie warta zawrotną sumę!

Jeszcze raz dziękuję! :smiley:

Fanatyk7piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (33)

Fanatyk

w Kawiarnia "Za Firewallem"

21piorunów

Dzień dobry wieczór się z Państwem,
Ogłoszenie parafialne: jakiś czas temu zobowiązałem się, do fundowania nagród (książkowych) kolejnym zwycięzcom . Pierwszym, który się nawinął został @George_Stark , który postawił przede mną trudne zadanie, pisząc:

Jak dla mnie możesz wpłacić cenę książki na jakąś fundację(na przykład Rak'n'roll , jeśli ja miałbym wybrać), no chyba że masz niemieckie wydanie _Cierpień młodego Wertera_ z roku 1832, to tego nie odmówię.

Okazuje się, że znalezienie wydania "Cierpień młodego Wertera" z 1832 roku - roku śmierci Wolfganga Goethego (przyp. red.) -graniczy z niemożliwością. Przez chwilę myślałem nawet, że takie wydanie istnieje tylko w teorii albo wyobraźni kolegi. Ale jednak nie. Wydanie to (w formie elektronicznej) można znaleźć - o tutaj , a stronę tytułową zamieszam poniżej. Niemniej możliwość nabycia jej jest chwilowo niedostępna. Pewnie musimy poczekać na dodruk.

W związku z powyższym pozostała mi druga opcja, czyli zasilenie wskazanej przez kolegę fundacji. Jako, że na powyższej stronie nie znalazłem ceny wydania z 1832 roku, a w Empiku "Cierpienia..." kosztują obecnie niecałe 10PLN, co wydaje się kwotą - delikatnie mówiąc - symboliczną, pozwoliłem sobie zasilić konto fundacji okrągłą kwotą 100PLN, czego dowód również załączam.

To w kwestii edycji poprzedniej.

W ostatni weekend jednak zakończyła się już edycja kolejna, której zwycięzcą został kolega @bori . Kolega, którego w przeciwieństwie do jaśnie nam panującego moderatora @bojowonastawionaowca , postanowiłem jednak nie pomijać. Zatem zapraszam kolegę @bori do wybrania sobie nagrody książkowej w kwocie nie przekraczającej 100PLN. Szczegóły przekazania ustalimy sobie już pewnie za kulisami.

Fanatyk4piorunów

O panie, a to trzeba wygrać, żeby coś wygrać

Lider5piorunów

@Gepard_z_Libii Kwestia sensu to rzecz względna. Ale to dobry pomysł na kolejną edycję: w oparach absurdu. Ciekawe co by niektórzy wymyślili

Pokaż więcej komentarzy (24)

Lider

w Kawiarnia "Za Firewallem"

24piorunów

Witajcie,

niezmiernie miło jest mi ogłosić okrągłą XX edycję konkursu

W tej edycji chciałbym aby pojawiło się to co najbardziej lubię w literaturze, czyli plot twist. Opowiadania będą miały za zadanie zrobić w konia czytelnika, zwieść go, zaskoczyć i zszokować. Gatunek i ilość słów dowolna.

Termin publikacji prac do końca września, wyniki ogłoszę 1 października. Decyduje największa ilość piorunów. Mam nadzieję że taki długi termin wpłynie pozytywnie na ilość prac i będzie łatwy do zapamiętania.

A na większą zachętę do tworzenia deklaruję, że zwycięzca tej edycji otrzyma wybraną przez siebie i ufundowaną przeze mnie nagrodę książkową o wartości do 100 zł!*

Lider9piorunów

* - Dotyczy osób których imię zaczyna się na literę "ó", urodzonych 29 lutego.

Pokaż więcej komentarzy (6)