Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#lata90

Fanatyk

w Hydepark

11piorunów

W deszczowy dzień w wakacje ratował mnie tylko komodorek. Kto nigdy nie ustawiał głowicy ten nie zna życia.

Gwiazdor3piorunów

Stacja do Commodore to był praktycznie drugi Commodore. Ten sam procesor w środku, RAM i kilka scalaków do obsługi silnika i pozycjonowania głowicy. Koszt horrendalny. Ale doświadczenie zupełnie inne niż wgrywanie z kaset. Nie trzeba było chodzić na palcach i praktycznie nie oddychać "bo się nie wgra".

Gwiazdor1piorunów

Atarynki nie miałem, tylko u znajomych się grało, a z Commodore pamiętam pełne napięcia minuty czy się wgra i czy będzie działać. Miałem może ze dwie albo trzy "oryginalne" gry zajmujące całą kasetę. Reszta to składanki ze sklepu muzycznego czy kiosku na bazarze. Gierki poobcinane do granic możliwości. Często najciekawsze było samo demo grupy krakerskiej z zajefajną muzyczką i grafiką wywalającą w kosmos. A później gierka która wyglądała jak crap...

Pokaż więcej komentarzy (13)

Fanatyk

w Hydepark

36piorunów

Wczoraj ktoś zarzucił mi mitologizację lokomotyw EN57 😉 Porzućmy więc za porzućmy miły powiew klimatów, kiedy to siedzi się i wspomina, że "kiedyś, to było". Wejdźmy na pełnej k...wie w

Wakacje, wakacje? Gzie się wybierają Tosie i Tomki? Pewnie w góry i na Mazury, ale zapewne wielu z Was bierze żonę/męża czy też partnera/partnerkę względnie jeśli jesteście patologią to konkubinę i lecicie do Hiszpanii, Włoch, Grecji, Turcji a może i dalej a czy pamiętacie kogoś z Waszych znajomych kto w cudownych latach 90. śmigał ot tak sobie na zagraniczny urlop? Z mojego dzieciństwa nie pamiętam takich przypadków. Pokolenie dzieciaków urodzonych w pierwszej połowie lat 80., to ci którzy wakacje spędzali biegając po osiedlu, jadąc do babci na wieś albo na kolonię nad Solinę. Ewentualnie rodzice szarpnęli się na wyjazd nad Bałtyk albo na Mazury. Sam pamiętam, że pierwszą osobą z kręgu moich znajomych, która jeździła zagranicę na wakacje była Karolina, moja dziewczyna z czasów licealnych, która śmigała do Chorwacji czy Grecji albo rodzice fundowali jej i jej siostrze weekendowy wypad do Londynu. W końcówce lat 90., to było nie byle co. No ale ona miała bogatych rodziców prawników. Mój najlepszy kumpel z osiedla Marcin pojechał kiedyś na dwa tygodnie do Monachium, ale tylko dlatego, ze miał tam wujka. Generalnie dzieciaki i młodzież nie wystawiali nosa poza Polskę. Zresztą sam pamiętam jak pojechałem z rodzicami na dwa tygodnie nad jezioro. Nocowaliśmy w domkach w dawnym ośrodku wypoczynkowym MO jedząc w stołówce zupę mleczną na śniadanie. Sporo moich koleżanek i kolegów nad morzem zaliczało tzw. wczasy wagonowe. Kiedyś to było...

Osobistość5piorunów

@WatluszPierwszy Taaa, zagraniczne wyjazdy w tamtych czasach xD Na wakacje jeździłem na kolonie organizowane przez zakłady pracy rodziców. Zazwyczaj były to stare PRLowskie ośrodki wczasowe które najlepsze lata miały dawno za sobą. Miło wspominam ale jak teraz patrzę na zdjęcia (nieliczne, bo klisza droga!) to syf tam był okrutny i teraz już by takie coś nie przeszło żeby np. dzieciaki przez dwa tygodnie myły się w zagrzybionej po sufit łazience.

Ogólnie w okolicy w której się wychowałem większość wyjazdów wakacyjnych było organizowane przez zakłady pracy. Takie uroki przełom ustrojowego gdzie jakieś pozostałości PRL jeszcze funkcjonowały. Ojciec pracował w dużej hucie i całe rodziny jeździły autokarami do domków nad morzem. Takie indywidualne wyjazdy to była dla mnie jako dzieciaka totalna abstrakcja. Pamiętam, że egzotyką był kolega z podstawówki który miał dzianych starych i opowiadał o wyjazdach na narty w ferie. Wszyscy z niego cisnęli bekę, że ściamnia bo na narty to szwajcarzy albo niemcy jeżdżą a nie Polacy ze wsi xD

Autorytet1piorunów

@WatluszPierwszy w podstawówce była taka Monika, córka bogaczy. Na lekcji geografii Pani kazała mówić kto gdzie był. Wszyscy jakieś polskie miejscówki i okoliczne wioski. A Monika była w Nowym Jorku. Wszyscy uuuuuuuuu.

Przypominam, że to czasy kilometrowych kolejek pod ambasadą USA, by po godzinach upokorzeń nie dostać wizy.

Pokaż więcej komentarzy (29)

Fanatyk

w Hydepark

54piorunów

Wakacje, lato, słońce. Wspominajmy więc miło porzućmy malkontenctwo i realizm tagu zanurzmy się w

EN57 czyli popularny "kibel" na którego, z racji malowania, mówiło się u mnie "żółto-niebieski". Zawsze będę wspominał te wyjazdy z rodzicami, pierwsze samodzielne wypady z kumplami... nie byłoby tego gdyby nie EN57 😉 Latem zero klimy (to chyba oczywiste) a w zimie potrafił tak grzać, że można było jechać w samych majtkach. Dodatkowo później zaczęto w nich montować plastikowe siedzenia, które niemal parzyły w tyłek zimą a latem też potrafiły się nieźle nagrzać od słońca. Przejechałem EN57 tysiące kilometrów - nad pobliskie jezioro z kolegami, z rodzicami do pobliskich miast na jakieś weekendowe mini wycieczki, z tatą na Śląsk, gdy jechał coś załatwić z roboty i zabierał mnie ze sobą, na koncerty z ekipą, na studia...

Był syfiasty, śmierdział ale i tak mam do EN57 ogromny sentyment.

GURU4piorunów

Im byłem starszy, tym mniej je lubiłem. Jaki ja się czułem brudny po wyjściu z tego...

Przy dzisiejszych regio szynobusach, to nie ma co se nawet d⁎⁎y nostalgią zawracać.

Pokaż więcej komentarzy (28)

Fanatyk

w Hydepark

53piorunów

Z racji tego, że @Trypsyna pod tagiem przypomniała o tak ważnym słowie jak "nostalgia" a @BapitanKomba wywołał mnie niejako do tablicy w temacie chciałbym podjąć temat.

Pamiętacie te czasy, gdy telewizor był bogiem? Ja pamiętam chociaż było to dawno. W latach 90. Ale po kolei. W moim domu telewizor zawsze był jakoś z boku. Owszem był, oglądało się, ale "stary w fotelu", to raczej nie u mnie. Chyba, że z książką, albo gazetą. To, jak mawiał klasyk "można... jeszcze jak". Natomiast u wielu moich kolegów i koleżanek telewizor pełnił rolę ołtarza do którego rodzice, a przeważnie ojciec rodziny przykuty był niemal, jak bracia Daltonowie z kreskówki o pewnym kowboju do kuli u nogi. Powrót głowy rodziny do domu równał się odpaleniu telewizora i oglądaniu w zasadzie czegokolwiek. Język korpo i influencerek z Instagrama używa często pojęcia "game changer". Czymś takim była w świecie "typowego starego" kablówka. Połowa osiedli się okablowała. Oznaczało to zwykle plus 100 kanałów w telewizji. Raj. Ojciec na kanapie mógł teraz oglądać serial klasy B po niemiecku, albo włoskie wiadomości a w gozinach wieczornych ponętną pani zza zachodniej granicy szeptała mu do uszka "ruf mich an" oferując telefoniczne uciechy za kilka marek. Ponadto telewizor był ważnym punktem zbornym imprez rodzinnych. Familia przy stole a w tle telewizor podkręcony niemal na full nadaje wiadomości, informacje z rynku świń, którymi żyłby przez tydzień Piechociński, albo retransmituje mecz naszej kadry biorącej w tyłek 3:0 z Azerbejdżanem, na ekranie rozmnażają się gibony, żołnierze giną na Bałkanach a w Srebrenicy dokonano masakry ludności cywilnej. Nic to. Rodzina wsuwa obiad, jak włoski kot Makłowicza wsuwał ricottę. Sam pamiętam, jak przychodziłem do mojego kumpla Krzyśka, gdzie tzw. pan domu wydawał się niemal przyklejony do fotela przed ekranem. Sporym szokiem był dla mnie dom jednej z koleżanek, gdzie telewizor grał nawet, gdy nikogo nie było w pokoju a, gdy go ktoś wcisnął przycisk OFF na pilocie, to ojciec potrafił z kibla zawołać "kto wyłączył?". Dziś mam wrażenie, ze telewizor pełnił trochę rolę internetu. Po prostu był zawsze w domu, więc stale się z niego korzystało. Musiał być w centralnym punkcie, by dawać wszystkim domownikom łatwość dostępu.

Na koniec taka anegdotka od kogoś, kto wychował się w mało telewizjożernym domu. Przyszła do nas kiedyś sąsiadka i pierwszym pytaniem jakie zadała było "wy nie macie telewizora?". Bowiem u nas telewizor nie stał w punkcie centralnym tzw. salonu (salon w mieszkaniu w bloku, to też dobre swoją drogą), tylko z boku wciśnięty we wnękę w regale. Brak telewizora. Nie, tak nie można było żyć 😉

Gruba ryba1piorunów

@WatluszPierwszy no telewizor w centrum. Ja miałem tylko cztery kanały, bo na moje zadupie telewizja nie dochodziła, a dekodery i TV cyfrowa to dopiero później. Ojciec przyssany do ekranu, ku⁎⁎⁎⁎cy na widok Buzka czy tam innego Cimoszewicza to codzienność. Do tego obiady i wszystko inne przy TV, choćby to miały być TV Mango

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fanatyk

w Hydepark

30piorunów

Dzieci z żoną na wakacjach, więc mam czas na różne bzdury. Wczoraj czekjąc na mecz postanowiłem odświeżyć sobie po latach serial "Z Archiwum X". Oglądałem go w czasach licealnych, gdy prezentowała go TVP2 i stwierdziłem, że czasami fajnie jest skonfrontować się po latach z czymś, co niegdyś przykuwało mnie do ekranu telewizora na te 45-50 minut. Nie miałem jednak za bardzo ochoty na oglądanie od początku odpaliłem więc dwa randomowe odcinki z pierwszej serii. No i poległem. Nie potrafię już tego oglądać. Jawi mi się, to jak jakiś horror klasy B pomieszany z serialem typu " Czy boisz się ciemności". Jak agent Mulder odpowiada na zaczepkę jednego z bohaterów "używam damskich perfum, ale o męskim zapachu", to prychnąłem aż mi poszła kawa nosem. To jakieś mrugnięcie okiem i beka z konwencji filmów o twardzielach? Jeśli tak, to spoko. Rozbawiło mnie. Jeśli nie, to przepraszam, ale wyszło zabawnie. Same historie też mnie nie wciągnęły. W połowie odcinka w którym jakiś wilkopodobny koleś morduje ludzi stwierdziłem, że to co robię jest zwyczajną stratą czasu. Kolejny odcinek też o jakimś mordującym "kimś" znudził mnie już po kilkunastu minutach a "niepokojący" klimat raczej mnie bawił niż powodował gęsią skórkę. Dziękuję. Straciłem jakąś godzinę życia, by przekonać się, że czasami nostalgia i wspomnienia ze szkolnych lat nie wystarczają.

Pokaż więcej komentarzy (18)

Fenomen

w Hydepark

95piorunów

Jedną z najbardziej wpływowych produkcji telewizyjnych na młodzieżowe obyczaje wczesnych lat 90 był serial "Dzień za dniem".

Były to losy amerykańskiej rodziny, a głównym bohaterem był chłopak z zespołem Downa o imieniu Corky Thatcher. Czy serial ten miał pozytywny wpływ na młodzież i uczył empatii? Ależ skąd, jego oddziaływanie polegało na tym, że imię Korki stało się powszechnie stosowaną na szkolnych korytarzach obelgą. Każdy wiedział kim był Korki. Była to taka lajtowa obelga, o znacznie mniejszej sile rażenia niż wulgaryzmy. Do tego komiczna na tyle, że odbiorca owszem, wściekał się, ale także się trochę tego śmiał.

Były suchary typu:
> Jak nazywają się piłkarskie buty?
> Korki
> Kazik, miło cię poznać

Miało to miejsce zanim naczelnym przedstawicielem osób z Downem w naszym kraju stał się Maciuś z Klanu.

Tytan1piorunów

O cię, pamiętam, oprócz korki jeszcze się wyzywało że ktoś jest z probówki, lub był kołysany w betoniarce. Samego serialu nie kojarzę.

Pokaż więcej komentarzy (35)

Fanatyk

w Filmy

7piorunów

"Fan"

1996

Obejrzałem ten film, gdyż myślałem, że nigdy wcześniej go nie widziałem. Jednak już po pierwszych kilkunastu minutach uświadomiłem sobie, że sporo pamiętam, więc musiałem go wcześniej oglądać. Nie zmienia, to jednak faktu, że De Niro to De Niro i zawsze warto sobie odświeżyć jakiś film z jego udziałem. O czym jest ta historia? O fanie, a raczej świrze, który tak kocha baseball i swojego idola, że doprowadza tę miłość do szaleństwa. De Niro, jak zawsze doskonały w roli maniakalnego gościa. Sam film dobry, ale bez szału. Przy ekranie najbardziej trzymała mnie postać stworzona przez De Niro i klimat lat 90. Końcówka zbyt hollywoodzka.

Fanatyk

w Hydepark

12piorunów

Zafundowałem sobie taką nostalgię, że mi wywaliło skalę. Postanowiłem przy robocie odpalić radio. Takie tradycyjnie z antenką 😉 i włączyć Jedynkę i Lato z Radiem. No dobra ktoś powie, na hejto są starzy ludzie i każdy to pamięta. Ale, ale... poczekajcie. Otóż włączam sobie, leci "Polka Dziadek" i już jest nostalgicznie, ale raczej w skali normy. Po chwili pan Roman Czejarek zapowiada tę piosenkę... i rany... Milion wspomnień. To jedna z pierwszych jakichkolwiek melodii jakie pamiętam z dzieciństwa. Druga połowa lat 80., meble pokryte fornirem, mieszkanie w długim bloku w mieście powiatowym, magnetofon Grundig stojący w pokoju, na ścianie makatka do której przypięta była okładka "Abbey Road" Beatlesów. Mam może 5 lat i pamiętam tylko, że tata nauczył mnie obsługiwać magnetofon. Wkładam kasetę Stilon i wśród raczej rockowych rzeczy, których teraz nie jestem w stanie przywołać w pamięci jest Urszula i "Malinowy król". Nie wiem, kto nagrał ten kawałek z radia, bo gust mojego ojca raczej odbiegał od normy i nie pamiętam, by w domu słuchało się Urszuli, ale do dziś ta melodia włącza mi w głowie całe sekwencje obrazów z wczesnego dzieciństwa.

https://www.youtube.com/watch?v=C9SQcO3Zins

GURU

w Filmy

12piorunów

- zgadnij film.

Starsza pani lecąca samolotem rejsowym chwali się współpasażerce paralizatorem elektrycznym który przewozi w bagażu podręcznym.

Chwilę później w filmie jest wzmianka o niemieckim pistolecie porcelanowym który jest niewykrywalny dla radarów i kosztuje więcej niż roczna pensja kierownika ZOMO pobliskiego lotniska.

Gruba ryba1piorunów

@Opornik takie stare niemieckie filmy to tylko @TyGrySSek pewnie zna

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fanatyk

w Kolej

15piorunów

Kolej: "Żelazny Węzeł", reportaż z 1999 roku pokazujący pracę na stacji w Tarnowskich Górach

"Żelazny węzeł" to 45-minutowy reportaż telewizyjny z 1999 roku zrealizowany przez Canal+. Dokument w pigułce przedstawia 24 godziny z życia ważnej stacji węzłowej w Tarnowskich Górach. Materiał ukazuje specyfikę i trudy pracy kolejarzy oraz funkcjonowanie infrastruktury kolejowej. Czuć w nim klimat