Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#izrael

Fanatyk

w Wojna wna Ukrainie

24piorunów

Kto kogo straszy wojną nuklearną? Polityczna tragikomedia, czyli wojna informacyjna wszystkich przeciwko wszystkim*

Podczas gdy politycy w Jerozolimie dzielą między siebie mandaty, na arenę międzynarodową trafił przerażający scenariusz, który wiąże przyszłość stanowiska premiera z globalną...

* Od mitów do placówek: dlaczego Flota Północna wysłała okręty do strefy „Ziemi Sannikowa”

* Tunç Akkoç: „Ambicji jest wiele, pieniędzy mało”

* Trump ożywił ideę złotej floty: w planach są pancerniki i setki małych bezzałogowych jednostek

* Koniec spokojnego golfa: rezydencja Trumpa zamienia się w obiekt wojskowy

* Samolot rozbił się na kamiennej powierzchni na Florydzie, niedaleko twierdzy Trumpa. Gubernator podsycił intrygę

* Iran uznał MI6 za wroga numer jeden. Dlaczego Kreml nadal pozostawia otwarte drzwi do Londynu

* Wybory do Kongresu mogą okazać się ciosem dla Europy: Trump wie, na co należy naciskać w pierwszej kolejności

Do przetlumaczenia wybralem ten pozycjonowany najwyzej - glowny - dlugie, nie czytalem dokladnie analizujac ale jak zwykle czerwony raj kreuje sie na gołompka pokoju:

Kto kogo straszy wojną nuklearną? Polityczna tragikomedia, czyli wojna informacyjna wszystkich przeciwko wszystkim

SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA » WIADOMOŚCI WOJSKOWE

Jeszcze całkiem niedawno straszono Izraelczyków wojną. Nie jakąkolwiek zwykłą, do której ludność naszego wielce cierpiącego kraju niestety zdążyła już przyzwyczaić się, ale zupełnie wyjątkową – wojną mającą na celu uratowanie Binjamina Netanjahu przed nieuchronną porażką polityczną.



Wszystko zostało zaplanowane niemal co do godziny. Netanjahu lada chwila rozpocznie masowe bombardowania Strefy Gazy. Albo Libanu. Albo Iranu. W skrajnym przypadku – wszystkich naraz. I wtedy, oczywiście, nikt nie będzie miał głowy do wyborów. Lokale wyborcze zostaną zamknięte, demokracja dobiegnie końca, a Netanjahu będzie rządził wiecznie.



Obraz sytuacji wydawał się naprawdę apokaliptyczny. Prawda, pojawił się jeden mały problem prawny. W Izraelu sama wojna nie stanowi podstawy do odwołania wyborów parlamentarnych.

Przypominali o tym prawnicy, specjaliści od prawa wyborczego oraz osoby choćby w niewielkim stopniu zaznajomione z funkcjonowaniem izraelskiego systemu politycznego. Zgodnie z art. 9A Ustawy zasadniczej o Knesecie przesunięcie terminu wyborów wymaga uchwalenia specjalnej ustawy, popartej przez co najmniej 80 spośród 120 posłów. Ponadto muszą zaistnieć nadzwyczajne okoliczności, które rzeczywiście uniemożliwiają przeprowadzenie głosowania, a przesunięcie terminu jest dopuszczalne jedynie na okres niezbędny do przezwyciężenia tych okoliczności.

Innymi słowy, Netanjahu nie wystarczy zadzwonić do szefa Sztabu Generalnego, rozkazać wystrzelenie kilku rakiet i ogłosić: „Panowie, wybory odwołuję, zostaję”. Ale kogo interesują nudne szczegóły prawne, skoro można nakreślić tak piękną polityczną katastrofę?

I oto nadszedł 27 października. Wybory się odbyły. Wyborcy przyszli do lokali wyborczych. Karty do głosowania zostały policzone. Demokracja, ku pewnemu zdziwieniu jej najbardziej zaniepokojonych obrońców, przetrwała kolejny dzień. Wydawałoby się, że teraz można się uspokoić. Ale nie. W wojnie informacyjnej znacznie trudniej jest odwołać alarm niż go ogłosić.



Wybory się zakończyły. Czy to początek zwycięstwa?

Wyniki okazały się niezwykle interesujące i praktycznie dla nikogo nieprzewidywalne. Prawicowy blok religijny Netanjahu zdobył 53 mandaty. Żydowskie partie opozycyjne – 48. Partie arabskie – kolejne 19.

Matematyka jest tu naprawdę fascynująca. Jeśli zsumujemy 48 i 19, otrzymamy 67. A 67, jak wiadomo, jest większe od 61. W związku z tym na papierze przeciwnicy Netanjahu dysponują większością.

Pozostała tylko drobnostka: przekonać wszystkie te partie, by doszły do porozumienia między sobą. Przy czym pożądane jest, aby uzgodniły nie tylko kwestię odejścia Netanjahu, ale także to, kto ma go zastąpić, kto zostanie premierem, kto obejmie kluczowe resorty i jaką politykę zamierza prowadzić nowy rząd.

Problem polega na tym, że hasło „Rak lo Bibi” – „Tylko nie Bibi” – rzeczywiście jednoczy bardzo różnych polityków. Jednak gdy tylko przejdzie się od tej wspaniałej formuły do kwestii bezpieczeństwa narodowego, stosunków z Palestyńczykami, relacji między religią a państwem, gospodarki czy struktury przyszłego rządu, ujawniają się dość istotne rozbieżności.

Pisaliśmy już, że programy partii różnią się od siebie na tyle, że utworzenie wspólnego rządu wymagałoby poważnego zrewidowania wielu obietnic wyborczych. Myślę, że jeszcze nie raz nasi wyborcy będą zaskoczeni tym, jak przywódcy partii, aby osiągnąć choćby jakiś kompromis między sobą, będą rezygnować z większości złożonych przez siebie obietnic wyborczych.



Ale to nie jest największy problem – chodzi o to, że praktycznie każdy znaczący przywódca opozycji uważa się za godnego objęcia stanowiska premiera. Na tym polega swego rodzaju paradoks izraelskiej opozycji. Dopóki mowa jest o dymisji Netanjahu – wszyscy są zgodni. Gdy tylko pojawia się kwestia tego, kto zajmie jego miejsce, zaczyna się zupełnie inna historia polityczna.

Gdyby opozycja rzeczywiście dysponowała gotową większością 67 posłów, zjednoczonych nie tylko przez arytmetykę, ale i wspólny program polityczny, kwestia zmiany rządu byłaby znacznie łatwiejsza do rozwiązania. Jednak nawet możliwość współpracy z partiami arabskimi wywołuje poważne sprzeczności wewnątrz samego obozu opozycyjnego.

Niemniej jednak oświadczenia polityczne brzmią uroczyście: lada chwila zostanie zmieniony przewodniczący Knesetu, lada chwila powstanie nowa koalicja, lada chwila władza przejdzie w inne ręce. To wspaniałe izraelskie „już wkrótce” stopniowo przekształca się w samodzielny program polityczny.

Okazuje się jednak, że na drodze do świetlanej przyszłości ponownie stoi przebiegły Bibi. I teraz, jak się wydaje, jest gotów nie tylko rozpocząć wojnę. Teraz, aby utrzymać władzę, potrzebuje koniecznie wojny nuklearnej.



Zwykła wojna już nie przeraża. Przechodzimy do wojny nuklearnej

Rzeczywiście, czym dziś można przestraszyć izraelskiego wyborcę? Ostrzałami rakietowymi? To już za nami. Wojną z Iranem? To też nic nowego. Bombardowaniami Libanu? Tym już dawno trudno wywołać polityczną sensację.

W pewnym sensie Izrael znalazł się w paradoksalnej sytuacji: tak bardzo przyzwyczaił się do życia w warunkach zagrożeń wojskowych, że aby wywołać kolejną polityczną apokalipsę, trzeba nieustannie podnosić poprzeczkę.

I tu na międzynarodowej scenie informacyjnej pojawia się amerykański dziennikarz Tucker Carlson. Carlson – były prezenter stacji Fox News, znany amerykański komentator konserwatywny, sprzeciwiający się zakrojonej na szeroką skalę interwencji wojskowej USA za granicą i krytycznie oceniający amerykańskie poparcie dla działań wojennych Izraela.

2 listopada przedstawił on naprawdę imponujący obraz sytuacji. Według niego Netanjahu desperacko próbuje przekonać Trumpa do przeprowadzenia ataku nuklearnego na irański podziemny obiekt Pickaxe Mountain, ponieważ konwencjonalna broń amerykańska rzekomo nie jest w stanie zniszczyć infrastruktury położonej głęboko w górach. A co najważniejsze – wszystko to jest Netanjahu niezbędne do utrzymania własnej władzy.



Innymi słowy, powstaje tu znakomita konstrukcja polityczna. Aby utrzymać stanowisko premiera w Izraelu, Netanjahu musi przekonać prezydenta USA do użycia broni jądrowej przeciwko Iranowi, narazić na niebezpieczeństwo cały Bliski Wschód, zburzyć istniejące od dziesięcioleci ograniczenia dotyczące stosowania broni jądrowej i postawić świat na krawędzi globalnej katastrofy. A wszystko to dla kilku dodatkowych głosów w Knesecie.

Trzeba przyznać, że ta historia zasługuje nie tyle na analizę polityczną, co na hollywoodzki film katastroficzny. Jest jednak jeden istotny szczegół: Carlson nie przedstawił żadnych publicznych dowodów na przygotowywanie amerykańskiego ataku nuklearnego.

Istnieją doniesienia, że Netanjahu rzeczywiście opowiada się za wznowieniem amerykańskich ataków na Iran. Jednak między dyskusją na temat zwykłej operacji wojskowej a decyzją o użyciu broni jądrowej leży przepaść, której nie da się pokonać jednym dziennikarskim przypuszczeniem. Można ją jednak pokonać w przestrzeni informacyjnej.

I tu zaczyna się najciekawsza część.



A teraz spójrzmy na amerykański zegar

Podczas gdy izraelscy politycy ustalają, kto dokładnie zwyciężył 27 października, w Stanach Zjednoczonych obowiązuje inna data – 3 listopada. Dzisiaj odbywają się wybory uzupełniające do Kongresu USA.



I nagle agenda informacyjna nabiera uderzającej synchronizacji. Amerykańskiemu wyborcy przedstawia się następujący scenariusz: Trump do wyborów powstrzymuje eskalację militarną, a po zamknięciu lokali wyborczych może ponownie rozpocząć bombardowania Iranu. Co więcej, nie chodzi tu już tylko o kolejną operację na odległym Bliskim Wschodzie, ale o możliwe użycie broni jądrowej.

Wychodzi na to, że mamy do czynienia z bardzo wymownym motywem przedwyborczym. Dzisiaj głosowanie. Jutro wojna. Pojutrze – nie wiadomo co.

Trump, który stara się przedstawiać siebie jako polityka zdolnego do zawierania korzystnych porozumień i kończenia wojen, nagle znajduje się w centrum zupełnie przeciwnego wizerunku: prezydenta, za którym rzekomo kryje się zagrożenie nową globalną katastrofą. I tu należy zadać pytanie: komu opłaca się rozpowszechnianie właśnie takiego scenariusza na dobę przed amerykańskimi wyborami?

Oczywiście prymitywne byłoby twierdzenie, że wszyscy krytycy Trumpa działają według jednego planu lub że Carlson realizuje czyjeś przedwyborcze zlecenie. Co więcej, sam Carlson należy do amerykańskiego obozu konserwatywnego, a jego stanowisko odzwierciedla rzeczywiste sprzeczności wewnątrz prawicowych sił w USA w kwestii wojny z Iranem.



Jednak wpływ informacyjny takich ostrzeżeń obiektywnie wykracza daleko poza ramy polityki izraelskiej. Strach przed nową wojną staje się częścią amerykańskiej debaty politycznej. Wpływa on na stosunek wyborców do Trumpa, jego administracji oraz kandydatów związanych z Partią Republikańską.

W ten sposób ten sam wątek informacyjny działa jednocześnie na dwóch scenach politycznych: w Izraelu – wokół przyszłości Netanjahu, w USA – wokół przyszłego wpływu politycznego Trumpa.

I jeśli dla izraelskiej publiczności wystarczy obraz wojny prowadzonej w celu utrzymania władzy, to dla amerykańskiej publiczności stawka wzrasta do groźby katastrofy nuklearnej. Dobrze wymyślone. Tylko kto powiedział, że na tym kończy się wojna informacyjna?

Iran, świat arabski i turystyka radioaktywna

Przyjrzyjmy się teraz trzeciej stronie – Iranowi. W ciągu ostatnich tygodni trwają złożone kontakty dyplomatyczne między Waszyngtonem a Teheranem z udziałem regionalnych pośredników. Omawiane są różne warianty rozwiązania konfliktu, warunki wznowienia negocjacji, kwestie programu jądrowego oraz bezpieczeństwa żeglugi. I właśnie w tym momencie przestrzeń informacyjna wypełnia się ostrzeżeniami o możliwym ataku jądrowym.

Dla Teheranu takie doniesienia mogą służyć jednocześnie jako argument za zaostrzeniem stanowiska obronnego oraz dodatkowa zachęta do poszukiwania gwarancji dyplomatycznych.



Są jednak też inni adresaci — arabskie monarchie Zatoki Perskiej. Dzisiaj proponuje się im w praktyce następującą perspektywę. Załóżmy, że Amerykanie rzeczywiście przeprowadzą atak nuklearny na irański obiekt podziemny. Co dalej?

Skażenie radioaktywne, zakłócenia w międzynarodowej żegludze, panika na rynkach energetycznych, nowe fale uchodźców, zagrożenia dla zaopatrzenia w wodę, transportu i turystyki.

Oczywiście rzeczywista skala takich konsekwencji zależy od wielu czynników technicznych. Jednak wojna informacyjna nie lubi szczegółów.

Zamiast skomplikowanych obliczeń pojawia się prosty i zrozumiały obraz: jeszcze wczoraj zapraszaliście turystów na wypoczynek na pięknych plażach Zatoki Perskiej, a jutro będziecie musieli wyjaśniać, dlaczego w sąsiedztwie waszego pięciogwiazdkowego hotelu pojawiło się zagrożenie skażeniem radioaktywnym.

Ropa naftowa prawdopodobnie nigdzie nie zniknie. Ale spróbujcie sprzedać pakiet turystyczny z widokiem na potencjalny poligon jądrowy. Oto nowa bliskowschodnia reklama turystyczna: słońce, morze, luksusowe hotele i geopolityczna niepewność w prezencie.

Oczywiście to groteska. Jednak za tym kryją się całkiem realne interesy gospodarcze państw regionu, którym nowa wielka wojna, zwłaszcza z elementem jądrowym, jest zupełnie niepotrzebna.

W związku z tym oświadczenia o możliwym ataku jądrowym wywierają presję nie tylko na Izrael, Iran czy Stany Zjednoczone, ale także na regionalnych pośredników zainteresowanych jak najszybszym dyplomatycznym rozwiązaniem konfliktu.



Tymczasem w Moskwie proponuje się rozmowy

I w tym miejscu nie sposób nie wspomnieć o kolejnym graczu w niezwykle skomplikowanej grze politycznej na Bliskim Wschodzie — Rosji. 29 października Moskwa potwierdziła gotowość do pełnienia roli pośrednika między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, a także do przejęcia części irańskich zapasów wzbogaconego uranu, o ile strony uzgodnią takie rozwiązanie. Oczywiście na razie jest to jedynie propozycja dyplomatyczna, a nie gotowe porozumienie.

Zwróćmy jednak uwagę na pewien paradoks. Podczas gdy niektórzy komentatorzy polityczni praktycznie wyznaczają datę wybuchu wojny nuklearnej, inni uczestnicy międzynarodowej sceny politycznej nadal omawiają warunki kompromisu.

Z jednej strony – groźby nowych bombardowań. Z drugiej – negocjacje, mediacje, propozycje dotyczące kontroli nad materiałami jądrowymi oraz poszukiwanie rozwiązań akceptowalnych dla obu stron.

Co więcej, żadna z tych ścieżek nie wyklucza drugiej. Przygotowania wojskowe mogą służyć jako narzędzie presji dyplomatycznej, a kontakty dyplomatyczne mogą trwać nawet w sytuacji wysokiego prawdopodobieństwa wznowienia działań wojennych.

Właśnie dlatego tak ważne jest odróżnianie rzeczywistych decyzji przywódców państwowych od scenariuszy informacyjnych rozpowszechnianych w przestrzeni publicznej.

W końcu negocjacje to nudna sprawa. Wymagają kompromisów, dokumentów technicznych, gwarancji, weryfikacji i cierpliwości. A wojna nuklearna to zupełnie inna sprawa. Wystarczy jeden krzykliwy nagłówek, a cały świat już dyskutuje o końcu cywilizacji.



Wojna informacyjna wszystkich przeciwko wszystkim

I tak doszliśmy do sedna sprawy. We współczesnej wojnie informacyjnej istnienie jednolitego sztabu, jednego zleceniodawcy czy jednego centrum dowodzenia nie jest wcale konieczne. Wystarczy, by różni uczestnicy procesu politycznego dostrzegli własną korzyść w rozpowszechnianiu tego samego tematu informacyjnego.

Izraelscy przeciwnicy Netanjahu postrzegają ewentualną wojnę przez pryzmat walki o władzę.

Zwolennicy twardej polityki wobec Iranu mogą wykorzystać groźbę operacji wojskowej jako środek nacisku na Teheran.

Amerykańscy przeciwnicy nowej interwencji na Bliskim Wschodzie zyskują argument do walki przeciwko rozszerzaniu zobowiązań wojskowych USA.

Polityczni przeciwnicy Trumpa zyskują dodatkowy pretekst do podważania skutków jego kursu polityki zagranicznej.

Iran może wykorzystać groźbę ataku do wzmocnienia własnej pozycji negocjacyjnej i mobilizacji opinii publicznej.

Państwa arabskie zyskują nowe podstawy do domagania się przyspieszenia procesu dyplomatycznego.

Rosja wykazuje gotowość do zaproponowania alternatywnych mechanizmów rozwiązania konfliktu.

Każdy z uczestników działa w oparciu o własne interesy. Jednocześnie identyczne komunikaty mogą być rozpowszechniane przez osoby, które w codziennym życiu politycznym nie zgadzają się ze sobą praktycznie w żadnej kwestii.



Na tym polega jeden z najbardziej charakterystycznych mechanizmów współczesnej wojny informacyjnej: zbieżność rozpowszechnianych tez wcale nie oznacza zbieżności celów politycznych.

Jedni chcą osłabić Netanjahu. Inni – ograniczyć wpływ Trumpa. Trzeci – zwiększyć presję na Iran. Czwarty – zmusić Waszyngton i Teheran do szybszego osiągnięcia porozumienia.

Jednak środek informacyjny okazuje się wspólny. Strach. Przy czym strach ten powinien stopniowo narastać. Najpierw społeczeństwo straszyło się kolejnym atakiem rakietowym. Potem – wielką wojną regionalną. Teraz – katastrofą nuklearną. Jaki będzie następny argument informacyjny, jeśli ta prognoza również się nie sprawdzi? Koniec świata zgodnie z ustalonym harmonogramem?

Zamiast podsumowania. Wojna nuklearna zgodnie z harmonogramem

Najbardziej tragikomiczne w obecnej sytuacji jest to, że realne zagrożenie nową wojną rzeczywiście istnieje. Według doniesień amerykańskich mediów Waszyngton rozważa możliwość wznowienia ataków wojskowych na Iran, choć Trump jednocześnie kontynuuje wysiłki dyplomatyczne. Netanjahu jest zainteresowany bardziej zdecydowanymi działaniami, a Teheran ostrzega przed możliwą odpowiedzią.



W związku z tym sytuacja międzynarodowa pozostaje niebezpieczna i nieprzewidywalna. Jednak zagrożenie wojną a twierdzenie o jej nieuchronności to nie to samo.

Tym bardziej, gdy zaczynają pojawiać się konkretne daty, niemal teatralnie powiązane z kalendarzem wyborczym. W Izraelu obiecano nam, że wojna przeszkodzi w przeprowadzeniu wyborów 27 października. Nie przeszkodziła. Teraz dyskutuje się o możliwości wybuchu nowej wojny zaraz po amerykańskich wyborach 3 listopada.

A żeby nikt nie wątpił w powagę ostrzeżenia, zwykła wojna już nie wystarcza. Koniecznie musi to być wojna nuklearna.

I tu pojawia się uzasadnione podejrzenie: nie tyle wyznacza się wojnę na dogodny termin, co wykorzystuje się datę wyborów do wywołania kolejnej informacyjnej apokalipsy.

Ostatecznie nie chodzi tylko o to, czy ktoś zamierza uderzyć na Iran. Chodzi o to, kto, w jakim celu i dla jakiej grupy odbiorców codziennie ogłasza, że ta wojna jest praktycznie nieunikniona.

Ponieważ współczesna wojna informacyjna – to nie zawsze walka dwóch stron. To wojna wszystkich przeciwko wszystkim, w której każdy dąży do własnych celów, wykorzystuje cudze lęki i próbuje czerpać korzyści polityczne z ogólnego chaosu.



A najniebezpieczniejsze jest to, że w tej grze prawdziwa wojna może czasem stać się kontynuacją wojny informacyjnej. Wtedy wszyscy naprawdę przestaną myśleć o wyborach. I już zupełnie nie będzie miało znaczenia, kto najgłośniej krzyczał: „Tylko nie Bibi!” albo „Tylko nie Trump!”. W końcu wojna nuklearna to jedyne polityczne przedstawienie, w którym widzowie ryzykują śmierć razem z aktorami.

Osobistość3piorunów

Sam widzę w tym normalizację straszenia atomem -w tym artykule straszy nim Izrael, straszy Trump. Więc skoro oni mogą, to my też będziemy mogli i jest to absolutnie normalna praktyka.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Wiadomości Świat

0piorunów

Polecam poświęcić te 10 minut od 40 minuty wywiadu:

https://www.youtube.com/live/-8HFBCt-ZMU

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Wiadomości Świat

47piorunów

Mają dość, nie chcą u siebie Izraelczyków. Protest na rajskiej wyspie

Setki demonstrantów z tajlandzkiej wyspy Phuket domagały się zamknięcia ośrodków żydowskiego ruchu Chabad - donoszą zagraniczne media. To kolejna demonstracja w trwającej od kilku miesięcy fali napięć wokół obecności Izraelczyków w kraju. Mieszkańcy wyspy żądają także ograniczenia napływu

Kompan

w Wiadomości Polska

4piorunów

### Protest w Tel Awiwie: apele o koalicję żydowsko-arabską i odsunięcie Netanjahu

W Tel Awiwie tysiące osób wzięły udział w zgromadzeniu, podczas którego zaapelowano do izraelskiej opozycji o utworzenie koalicji żydowsko-arabskiej. Według relacji Al Jazeery uczestnicy domagali się odsunięcia Benjamina Netanjahu od władzy.

Protestujący wskazują, że współpraca partii żydowskich i arabskich miałaby stworzyć alternatywę dla obecnego rządu. Postulat ten wpisuje się w trwające w Izraelu debaty o przyszłości koalicji rządzącej i roli Netanjahu.

Zgromadzenie w Tel Awiwie było kolejnym wyrazem społecznych napięć wokół kierunku polityki izraelskiej. Nie podano szacunków organizatorów ani reakcji biura premiera.

🔗 Źródło: Protest w Tel Awiwie: apele o koalicję żydowsko-arabską i odsunięcie Netanjahu
Więcej wiadomości i pełne archiwum: www.infoskrót.pl

Fanatyk

w Izrael

20piorunów

Nie wiem czy wiecie, ale Czesi stali sie strasznymi antysemitami. (tak twierdzi Jerusalem Post):

Antysemityzm w Czechach wzrósł o ponad 400% od 2020 r. – wynika z europejskiego raportu dotyczącego praw człowieka

Liczba incydentów antysemickich w Czechach wzrosła z 874 w 2020 r. do 4 694 w 2024 r., a europejski raport dotyczący praw człowieka podkreśla eskalację nienawiści po 7 października.



Autor: ALEX CARSON

28 PAŹDZIERNIKA 2026 r., godz. 18:50

Aktualizacja: 28 PAŹDZIERNIKA 2026 r., godz. 19:01

Opublikowany niedawno raport z monitoringu sytuacji w zakresie praw człowieka oficjalnie potwierdził ogromny, bezprecedensowy wzrost antysemityzmu w całej Czechii po wybuchu wojny między Izraelem a Hamasem w październiku 2023 r.

Ocenę przeprowadziła Europejska Komisja przeciwko Rasizmowi i Nietolerancji, niezależny organ monitorujący przestrzeganie praw człowieka przy Radzie Europy, specjalizujący się w kwestiach związanych z rasizmem, nietolerancją i dyskryminacją w państwach członkowskich kontynentu.



Raport przedstawia wyniki siódmego cyklu monitoringu w Czechach, opierając się na wizycie w tym kraju przeprowadzonej w listopadzie 2025 r. oraz analizie dokumentacji z okresu do marca 2026 r. Rada Europy jest międzynarodową organizacją zajmującą się prawami człowieka, zrzeszającą 46 państw członkowskich, a jej komisja ds. zwalczania rasizmu ocenia sytuację w każdym kraju mniej więcej co pięć lat, aby formułować propozycje polityczne i zalecenia.

Zgodnie z raportem nienawiść skierowana wobec osób pochodzenia żydowskiego i Ukraińców stanowi wyraźną zmianę w porównaniu z poprzednim cyklem monitorowania komisji w 2019 r., kiedy to żadna z tych grup nie doświadczała tak wysokiego poziomu nienawiści.

Chociaż wroga retoryka wobec muzułmanów spadła poniżej wcześniej odnotowanych poziomów, w dyskursie publicznym utrzymuje się ogólna ksenofobia i nastroje antyimigranckie, choć społeczność wietnamska w Czechach pozostaje w dużej mierze nietknięta taką publiczną wrogością.



Powołując się na dane zebrane przez Federację Gmin Żydowskich w Czechach, w raporcie odnotowano, że liczba incydentów antysemickich gwałtownie wzrosła z 874 przypadków w 2020 r. i 1 128 w 2021 r. do 2 277 w 2022 r.

Liczba ta wzrosła do 4 328 w 2023 r. i osiągnęła 4 694 w 2024 r. Raport podkreśla znaczną eskalację incydentów po atakach terrorystycznych z 7 października 2023 r.

Zdecydowana większość tych incydentów dotyczyła mowy nienawiści w internecie, w której często obarczano lokalną społeczność żydowską zbiorową odpowiedzialnością za działania rządu izraelskiego. Ponadto w 2024 r. liczba przypadków negowania i fałszowania historii Holokaustu wzrosła o 47% w porównaniu z rokiem poprzednim.

W Czechach gwałtownie wzrosła liczba antysemickich napaści i ataków na mienie żydowskie

Przemoc fizyczna pozostawała stosunkowo rzadka – w latach 2020–2023 odnotowano dwa antysemickie ataki. Jednak w 2024 r. w kontekście konfliktu na Bliskim Wschodzie udokumentowano cztery przypadki napaści fizycznej na osoby postrzegane jako Żydzi, a także 12 odnotowanych przypadków ataków i profanacji mienia żydowskiego.



Liczba incydentów ukierunkowanych przeciwko konkretnym osobom, mieniu lub instytucjom wzrosła z 24 w 2022 r. do 32 w krótkim okresie od 7 października do końca 2023 r., osiągając szczytową liczbę 118 takich incydentów w 2024 r.

Komisja zwróciła uwagę na nowy, poważny wymiar przestępstw z nienawiści, związany z próbą podpalenia synagogi w Brnie w styczniu 2024 r., podczas której urządzenie wybuchowe nie zadziałało.

Prowadzone następnie międzynarodowe śledztwa doprowadziły do aresztowania pięciu osób w wieku od 13 do 18 lat, które uległy radykalizacji w Internecie i propagowały terroryzm dżihadystyczny. Dwóch podejrzanych zostało oskarżonych o podżeganie do nienawiści oraz usiłowanie przeprowadzenia ataku terrorystycznego wymierzonego w ludność żydowską i mienie żydowskie.

Republika Czeska przyjmuje nową strategię zwalczania antysemityzmu i ochrony praw mniejszości

W raporcie nakreślono również szersze wyzwania w zakresie praw człowieka ocenione w kraju, w tym utrzymujące się problemy związane z faktyczną segregacją i znęcaniem się nad dziećmi romskimi w szkołach, systemowe przeszkody, z jakimi borykają się Romowie w zakresie mieszkalnictwa i opieki zdrowotnej, a także utrzymujące się wypowiedzi nawołujące do nienawiści skierowane przeciwko osobom LGBT+ i ukraińskim uchodźcom.



Aby rozwiązać te problemy, w raporcie komisji wezwano władze czeskie do wdrożenia ukierunkowanych strategii przeciwdziałania znęcaniu się w szkołach, zapewnienia odpowiedniej liczby romskich asystentów nauczycieli i mediatorów ds. opieki zdrowotnej, udoskonalenia metodologii doradztwa szkolnego, wyeliminowania dyskryminacji na prywatnym rynku mieszkaniowym oraz rozszerzenia strategicznego podejścia państwa do przestępstw z nienawiści o specjalistyczne wsparcie dla ofiar.

W sprawozdaniu odnotowano pozytywne działania podjęte przez rząd od czasu poprzedniej oceny, w tym utworzenie w 2022 r. Urzędu Rządowego Komisarza ds. Mniejszości Romskiej oraz przyjęcie w październiku 2025 r. uchwałą rządu Strategii zwalczania antysemityzmu w Republice Czeskiej na lata 2025–2030.

Strategia ta, opracowana zgodnie z wytycznymi Unii Europejskiej, wyznacza cele mające na celu zapewnienie bezpieczeństwa społeczności żydowskiej, zwalczanie nienawiści antysemickiej oraz pogłębienie edukacji na temat Holokaustu, jednocześnie formalnie uwzględniając roboczą definicję antysemityzmu ustaloną przez Międzynarodowy Sojusz na rzecz Pamięci o Holokauście (IHRA), którą czeski parlament przyjął w styczniu 2019 r.

Zebyscie mnie nie podejrzewali o manipulacje to wklejam osobno sam obrazek, ktory tam JP zamiescil: jako wytlumaczenie dodanego tagu Holandia.

Mocarz0piorunów

Tylko, że to nie jest dobrze. Nienawiść napędza nienawiść.

Odpowiedzialność zbiorowa jeszcze nigdy dobrze się nie skończyła.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Polityka

4piorunów


za FB/KalbarczykArtur
Wybory w Izraelu.

Netanjahu i jego partia Likud są naprowadzeniu, koalicja która obecnie wspiera Likud, brakuje im jednak kilku miejsc w parlamencie, żeby ogłosić się zwycięzcą i utworzyć rząd. Bardzo dobry wynik uzyskała koalicja partii arabskich (19 miejsc w parlamencie), czym skutecznie zablokuje szybkie utworzenie rządu z Bibi Netanyahu na czele. Ogólnie Jednak muszę napisać, że Netanyahu zdobył przyzwoity wynik i dostał 27 miejsc w Kneset, a Gadi Eisenkot i jego partia Yashar zdobyła 21. Blok wspierający Netanyahu razem zdobył 54 miejsca, czyli brakuje im 7 miejsc do większości w parlamencie.

Co się teraz będzie działo, to Netanyahu będzie próbował utworzyć rząd i zajmie mu to kilka miesięcy. Gada Eisenkot jeśli zdecyduje się na poparcie od partii arabskich, może utworzyć rząd bardzo szybko, jednak to wiąże się z ryzykiem, że partie arabskie będą miały dużo do powiedzenia, czytaj poparcie dla jego rządu od Żydów będzie minimalne. Jedno jest jednak pewne, czeka nas kilka tygodni, jeśli nie miesięcy chaosu tworzenia rządu w Izraelu.

Prezydent Finlandii Alex Stubb, wraz z premierem Norwegii Jonas Gahr Støre rozmawiali wczoraj z Putinem przez telefon!

Tego jeszcze nie było, tylko Wiktor Orban, ewentualnie Robert Fico odważyli się na takie kontakty wcześniej, koalicja chętnych nigdy takich kontaktów nie miała. Świadczy to o tym jak sprawy na Ukrainie daleko są posunięte, czytaj Ukraina upada, światła nie ma, ludzie uciekają.

Inicjatorami rozmowy mieli być Stubb i Støre, rozmowa z Putinem miała trwać 20 min, a trwała 1.5 godziny, co zapewne trzeba odnotować jako sukces. Pierwsze reakcje po rozmowie nie są jednak pozytywne, nic nie zostało ustalone, nie padła żadna nowa propozycja zakończenia wojny z Ukrainą. Słyszę, że Putin udzielił im lekcji historii, trudno jest mi napisać, czy ci panowie interesują się historią. Trump wczoraj wieczorem powiedział, że nastąpił duży postęp w rozmowach z Putinem i że ma dojść do spotkania Żeleńskiego z Putinem. Zastępca rosyjskiego MSZ Ryabkov powiedział, że Rosja szykuje się do rozpoczęcia nowych rozmów z Ukrainą.

Na uwagę zasługuje też wizyta prezydenta Iranu Masoud Pezeshkiana w Moskwie i spotkanie z Putinem. Wcześniej, Ławrow był w Teheranie, to są naprawdę bardzo bliskie kontakty pomiędzy Rosją a Iranem, czytaj, ani Iran, ani Hutis w Jemenie nie robią nic na własną rękę. To jest jedna wielka koalicja, do której należą też Chiny! Zachód tej wojny nie wygra!

Mistrz

w Wiadomości Świat

49piorunów

Wybory w Izraelu. Policzono ponad 80 proc. głosów, blok Beniamina Netanjahu prowadzi, ale bez większości

Po przeliczeniu ponad 84 proc. głosów oddanych w wyborach do Knesetu blok partii prawicowych Beniamina Netanjahu może liczyć na 54 mandaty - podają izraelskie media. Po wtorkowych wyborach do Knesetu podliczono, według danych z godziny 12.34 czasu lokalnego 84,5 proc. głosów oddanych w wyborach.

Mistrz

w Wiadomości Świat

77piorunów

USA rozważają atak na Iran. Jeden sygnał Trumpa i wojsko gotowe w 96 godzin, jednak raczej nie przed wyborami w USA

USA są gotowe do przeprowadzenia ataków w Iranie, znacznie przewyższających te, które miały miejsce w ciągu ostatnich miesięcy - informuje CNN, powołując się na słowa amerykańskich urzędników. Operacja mogłaby odbyć się w ciągu kilku dni, jednak wszystko wskazuje na to, że nie przed zbliżającymi się

Autorytet

w Hydepark

91piorunów

Cóż za absolutny przypadek, że pożyteczny zięć przypadkowo dysponował dwoma miliardami dolarów płynącymi z tajnych kont szejków, a wszystko pod okiem GRU. Miliony od saudyjskiej rodziny królewskiej to wyłącznie wyraz bezinteresownej przyjaźni i głębokiego uznania dla wybitnego talentu biznesowego Jareda. Podobnie jak samolot dla Trumpa XD

https://wiadomosci.wp.pl/goraco-wokol-kushnera-ziec-trumpa-moze-miec-problemy-7343105488230496a

Autorytet5piorunów

@Ciuplowski Prawo antykorupcyjne jest zdecydowanie zbyt łagodne, zarówno w USA jak i Unii. Dlatego kasta polityków czuje się zupełnie bezkarnie. Może to okrutne, ale podziwiam chińskie prawo antykorupcyjne.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Wojna wna Ukrainie

20piorunów

Zacznijmy od combo, na ktore zwrocil uwage @sireplama (ale sie wkopalem - zobacz jakie dlugie wyszlo... niemal zasnalem klikajac tlumaczenia w deeplu) :

Netanjahu ujawnił swoje zamiary przed całym światem: dlaczego Izrael przez 35 lat z rzędu grał na rękę Putinowi

ŚWIAT » AZJA » BLISKI WSCHÓD

18 października 2026 r. minęło 35 lat od dnia pełnego przywrócenia stosunków dyplomatycznych między Izraelem a Związkiem Radzieckim, którego następcą prawnym stała się Federacja Rosyjska. Przez te dziesięciolecia stosunki dwustronne przechodziły okresy zbliżenia, poważnych sporów politycznych i kryzysów międzynarodowych. Jednak kontakty dyplomatyczne, więzi gospodarcze i współpraca w kwestiach bezpieczeństwa utrzymywały się nawet wtedy, gdy stanowiska obu państw znacznie się rozchodziły.



Ta rocznica stanowi okazję nie tylko do przypomnienia sobie historii współpracy, ale także do zastanowienia się nad pytaniem: dlaczego praktycznie wszystkie izraelskie rządy, niezależnie od przynależności partyjnej premiera, dążyły do utrzymywania stosunków roboczych z Moskwą?

Historyczne korzenie: od uznania Izraela do przywrócenia stosunków

Historia tych stosunków rozpoczęła się jeszcze przed ogłoszeniem niepodległości Izraela. W listopadzie 1947 roku Związek Radziecki poparł rezolucję Zgromadzenia Ogólnego ONZ nr 181 w sprawie podziału Palestyny podmandatowej i utworzenia dwóch państw – żydowskiego i arabskiego. Dyplomacja radziecka, w tym jej przedstawiciel przy ONZ Andriej Gromyko, odegrała znaczącą rolę w dyskusjach nad tą decyzją.

Po ogłoszeniu niepodległości Izraela 14 maja 1948 roku Stany Zjednoczone jako pierwsze uznały jego rząd de facto. Związek Radziecki wkrótce stał się pierwszym państwem, które udzieliło Izraelowi pełnego uznania dyplomatycznego de iure.

Pierwszą izraelską przedstawicielką dyplomatyczną w Moskwie została Golda Meir, późniejsza premier Izraela. Pierwszym radzieckim przedstawicielem w Izraelu był Paweł Erszow.

Jednak początkowe zbliżenie okazało się krótkotrwałe. W lutym 1953 roku ZSRR tymczasowo zerwał stosunki po wybuchu na terenie radzieckiej misji dyplomatycznej w Tel Awiwie. W lipcu tego samego roku stosunki zostały przywrócone.



W późniejszym okresie Moskwa coraz aktywniej wspierała państwa arabskie. Po wojnie sześciodniowej w czerwcu 1967 roku ZSRR ponownie zerwał stosunki dyplomatyczne z Izraelem, tym razem na ponad dwie dekady.

Pierwsze kroki w kierunku normalizacji stosunków podjęto pod koniec lat 80. 18 października 1991 roku ministrowie spraw zagranicznych ZSRR Borys Pankin i Izraela David Levi podpisali w Jerozolimie wspólne oświadczenie o pełnym przywróceniu stosunków dyplomatycznych.

Po rozpadzie Związku Radzieckiego współpracę kontynuowała Federacja Rosyjska. W grudniu 1991 roku Aleksander Bovin, mianowany ambasadorem ZSRR, został pierwszym ambasadorem Rosji w Izraelu.

Trzydzieści pięć lat współpracy: główne osiągnięcia

Po 1991 roku stosunki stopniowo nabrały praktycznego charakteru. Już w latach 90. strony przystąpiły do tworzenia podstaw umownych, rozwoju handlu, współpracy naukowo-technicznej, wymiany kulturalnej i turystyki. W 1995 roku rozpoczęła działalność wspólna międzyrządowa komisja ds. współpracy handlowo-gospodarczej.

W kwietniu 2005 roku Władimir Putin złożył pierwszą w historii wizytę głowy państwa rosyjskiego w Izraelu. Przeprowadził rozmowy z prezydentem Mosze Katsawem i premierem Arielem Sharonem, a także odwiedził kompleks pamięci Yad Vashem w Jerozolimie.



Szczególne znaczenie miała kolejna wizyta Władimira Putina w Izraelu w czerwcu 2012 roku. 25 czerwca w Netanii odbyło się uroczyste otwarcie pomnika „Skrzydła Zwycięstwa”, poświęconego zwycięstwu Armii Czerwonej nad nazistowskimi Niemcami. W uroczystości wzięli udział prezydent Rosji Władimir Putin, prezydent Izraela Szymon Peres, przedstawiciele rządów obu krajów oraz weterani Wielkiej Wojny Ojczyźnianej.

Warto zauważyć, że inicjatywa budowy tego pomnika wyszła od premiera Izraela Binjamina Netanjahu, który zaproponował jego wzniesienie podczas wizyty w Moskwie w 2010 roku. Strona rosyjska poparła tę propozycję, a dwa lata później pomnik został odsłonięty. Ten wspólny projekt stał się symbolem wspólnej pamięci historycznej obu narodów oraz uznania wkładu żołnierzy radzieckich, wśród których znajdowały się setki tysięcy Żydów, w pokonanie nazizmu.

Ważnym kierunkiem współpracy stała się również współpraca w dziedzinie bezpieczeństwa. Po rozpoczęciu rosyjskiej operacji wojskowej w Syrii w 2015 roku Benjamin Netanjahu i Władimir Putin uzgodnili utworzenie mechanizmu koordynacji działań wojskowych, mającego na celu zapobieganie przypadkowym starciom sił rosyjskich i izraelskich.



W 2020 roku Putin ponownie odwiedził Izrael, aby wziąć udział w międzynarodowym forum poświęconym pamięci o Holokauście. W ten sposób współpraca wykroczyła daleko poza ramy zwykłych wizyt dyplomatycznych.

Wielka alija: jak imigranci z ZSRR zmienili Izrael

Mówiąc o stosunkach rosyjsko-izraelskich, nie można zapominać o jednym z najważniejszych czynników ich rozwoju – masowej repatriacji Żydów ze Związku Radzieckiego i państw powstałych po jego rozpadzie.

Od końca lat 80. do Izraela przybyło około miliona repatriantów z ZSRR i krajów WNP. Wnieśli oni ogromny wkład w rozwój izraelskiej nauki, medycyny, przemysłu, edukacji, kultury i polityki.

Jednak ich wpływ nie ograniczał się wyłącznie do gospodarki. Nowi obywatele przywieźli ze sobą pamięć historyczną, tradycje rodzinne i święta, które stopniowo stały się częścią życia społecznego Izraela.

Najbardziej charakterystycznym przykładem jest Dzień Zwycięstwa 9 maja. Przez wiele lat święto to obchodzili przede wszystkim weterani Wielkiej Wojny Ojczyźnianej oraz imigranci z byłego Związku Radzieckiego. Stopniowo uroczyste pochody, spotkania weteranów i uroczystości upamiętniające zaczęto organizować w wielu izraelskich miastach.



W 2017 roku Kneset uchwalił specjalną ustawę, która ustanowiła 9 maja oficjalnym świętem państwowym upamiętniającym zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami. Ustawa przewiduje uroczystości państwowe oraz wydarzenia w placówkach edukacyjnych, w armii i w Knesecie. Co więcej, Izrael wybrał właśnie 9 maja, podążając za tradycją krajów byłego Związku Radzieckiego, podczas gdy większość państw zachodnioeuropejskich świętuje zwycięstwo 8 maja.

Jest to jeden z najbardziej namacalnych przykładów tego, jak pamięć historyczna repatriantów zyskała uznanie na szczeblu ogólnokrajowym.

Innym przykładem stał się Nowy Rok według kalendarza gregoriańskiego, czyli „Novi God”, który tradycyjnie obchodzi się w nocy z 31 grudnia na 1 stycznia. W Izraelu głównym żydowskim Nowym Rokiem pozostaje Rosz ha-Szana, przypadający na wrzesień lub październik. Jednak dzięki repatriantom z ZSRR i krajów WNP tradycja noworoczna z 31 grudnia upowszechniła się i stopniowo stała się naturalną częścią izraelskiego życia społecznego.

Dzisiaj „Nowy Rok” obchodzą nie tylko rodziny rosyjskojęzyczne. Jego znaczenie kulturowe uznają instytucje państwowe, w tym Ministerstwo Edukacji. Od 2011 roku 1 stycznia zalicza się do dni urlopu, z których pracownik może skorzystać według własnego wyboru, chociaż samo święto nie jest ogólnokrajowym dniem wolnym od pracy.



Życzenia z okazji cywilnego Nowego Roku stały się tradycją również na najwyższym szczeblu państwowym. Prezydent i premier Izraela kierują świąteczne życzenia do rosyjskojęzycznych obywateli. W szczególności z takim przesłaniem wystąpił Benjamin Netanjahu w przeddzień roku 2026.

W ten sposób w ciągu ostatnich dziesięcioleci wpływ osób pochodzących z byłego ZSRR przejawiał się nie tylko w zachowaniu języka i tradycji kulturowych. Przyczynił się on do poszerzenia samej przestrzeni kulturowej Izraela, w której pojawiły się nowe, rozpoznawalne w całym kraju daty pamiętne i święta.

Ważna jest też inna kwestia. Nie chodzi tu wyłącznie o osoby pochodzące z Rosji, ale o repatriantów z Białorusi, Mołdawii, Ukrainy, państw Kaukazu, Azji Środkowej i innych byłych republik radzieckich. Ich pamięć historyczna i tradycje kulturowe stały się częścią współczesnej tożsamości izraelskiej.



Podstawa umowna: co łączy oba państwa

W ciągu lat współpracy Rosja i Izrael zawarły dziesiątki umów międzypaństwowych i międzyrządowych. Do najważniejszych należą umowy o ruchu lotniczym (1993 r.), współpracy handlowo-gospodarczej oraz naukowo-technicznej (1994 r.), a także współpracy w dziedzinie kultury, edukacji, turystyki, opieki zdrowotnej i rolnictwa.

Szczególne znaczenie miały dwa dokumenty:

Pierwszy to umowa o ruchu bezwizowym, podpisana w marcu 2008 roku i która weszła w życie we wrześniu tego samego roku.

Drugi — umowa o współpracy w dziedzinie zabezpieczenia społecznego, podpisana w czerwcu 2016 roku i która weszła w życie w październiku 2017 roku. Stworzyła ona podstawę prawną dla wzajemnego uznawania stażu ubezpieczeniowego i świadczeń emerytalnych odpowiednich kategorii obywateli.

Dokumenty te pokazują, że stosunki rosyjsko-izraelskie opierają się nie tylko na osobistych kontaktach przywódców, ale także na długoterminowych zobowiązaniach prawnych.

Stosunki gospodarcze: handel trwa

Na koniec 2025 r. obroty handlowe między Rosją a Izraelem wynosiły około 3 mld dolarów, choć konkretne szacunki różnią się w zależności od źródła statystycznego. Według danych UN Comtrade, przedstawionych przez serwis Trading Economics, Izrael importował z Rosji towary o wartości około 2,36 mld dolarów, a eksportował do Rosji towary o wartości 489 mln dolarów. Łączna wartość wyniosła około 2,85 mld dolarów.



Rosyjskie dostawy obejmowały wyroby hutnicze, zboże, produkty naftowe i inne surowce przemysłowe. Izraelski eksport obejmował sprzęt medyczny i optyczny, wyroby przemysłu chemicznego i farmaceutycznego oraz niektóre rodzaje produktów przemysłowych i konsumpcyjnych.

Jednocześnie handel pozostaje niezrównoważony: wielkość dostaw z Rosji znacznie przewyższa eksport izraelski. Po 2022 roku pojawiły się dodatkowe problemy związane z sankcjami międzynarodowymi, rozliczeniami bankowymi i logistyką transportową. Nie doszło jednak do całkowitego zerwania stosunków handlowych.

Rozbieżności: stosunki nie zawsze były przyjazne

Istnienie kontaktów dyplomatycznych nie oznacza zbieżności interesów politycznych. Rosja tradycyjnie utrzymuje stosunki z Iranem i organizacjami palestyńskimi, a także zajmuje własne stanowisko w kwestiach uregulowania konfliktu na Bliskim Wschodzie. Wielokrotnie stawało się to przyczyną rozbieżności z Izraelem.



Poważnym wyzwaniem dla stosunków rosyjsko-izraelskich stał się incydent z września 2018 roku, kiedy to syryjskie siły obrony powietrznej omyłkowo zestrzeliły rosyjski samolot Il-20, w wyniku czego zginęło 15 rosyjskich żołnierzy. Moskwa obarczyła odpowiedzialnością za to, co się stało, działania izraelskiego lotnictwa, jednak ten tragiczny incydent nie doprowadził do zaprzestania współpracy wojskowej między obydwoma krajami.

Należy przy tym zauważyć, że rosyjska obecność wojskowa w Syrii miała również pozytywny wpływ na bezpieczeństwo północnych granic Izraela. Przez wiele lat kierunek syryjski pozostawał jednym ze stosunkowo spokojnych odcinków izraelskiej granicy, choć zdarzały się tu również pojedyncze incydenty zbrojne.

Po rozmieszczeniu rosyjskich sił zbrojnych w Syrii w 2015 roku, a zwłaszcza po wysłaniu rosyjskiej policji wojskowej w rejon Wzgórz Golan w 2018 roku, Moskwa stała się jednym z uczestników mechanizmu utrzymania stabilności w strefie przygranicznej. Rosyjscy żołnierze przyczynili się do wznowienia patrolowania przez siły ONZ oraz do przestrzegania porozumień dotyczących rozdzielenia wojsk izraelskich i syryjskich.



Sytuacja ta utrzymywała się zasadniczo do grudnia 2024 roku, kiedy to zbrojna opozycja obaliła rząd Baszara al-Asada. Następujące po tym zmiany w Syrii, ograniczenie rosyjskiej obecności wojskowej oraz osłabienie dotychczasowych mechanizmów kontroli stworzyły dla Izraela nową sytuację w zakresie bezpieczeństwa, wymagającą podjęcia dodatkowych środków w celu ochrony północnej granicy. To doświadczenie po raz kolejny pokazało, że praktyczna współpraca z Rosją miała dla Izraela nie tylko znaczenie dyplomatyczne, ale także bezpośrednie znaczenie wojskowo-strategiczne.

Nowy okres napięć rozpoczął się po rozpoczęciu operacji wojskowej w lutym 2022 roku. Izrael potępił inwazję i udzielił Ukrainie pomocy humanitarnej, starając się jednocześnie utrzymać dyplomatyczne kanały komunikacji z Moskwą.

Należy przy tym szczególnie podkreślić, że pomimo usilnych apeli ze strony Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i szeregu państw NATO o rozszerzenie wsparcia wojskowego dla Kijowa, Izrael konsekwentnie powstrzymywał się od bezpośrednich dostaw uzbrojenia, w tym systemów obrony przeciwlotniczej, ograniczając oficjalną pomoc głównie do środków humanitarnych, medycznych i środków ochrony ludności cywilnej.



Stanowisko to utrzymywało się za rządów różnych izraelskich rządów i wynikało przede wszystkim z względów bezpieczeństwa narodowego oraz konieczności utrzymywania stosunków roboczych z Moskwą. Również dzisiaj Izrael nadal prowadzi politykę nieangażowania się w rosyjsko-ukraiński konflikt, dążąc do zachowania niezależności swoich decyzji w zakresie polityki zagranicznej oraz utrzymywania kanałów dyplomatycznych z obiema stronami konfliktu.

Po ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 r. stosunki uległy dodatkowemu skomplikowaniu. Izrael złożył oficjalny protest przeciwko przyjęciu przedstawicieli Hamasu w Moskwie. Niemniej jednak stosunki dyplomatyczne nie zostały zerwane. Obie strony nadal utrzymywały kontakty, uznając istnienie kwestii wymagających bezpośredniej dyskusji.

Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że nawet w okresach najostrzejszych kryzysów wojskowo-politycznych na Bliskim Wschodzie Benjamin Netanjahu nadal utrzymywał bezpośrednie kontakty z Władimirem Putinem. Było to szczególnie widoczne podczas izraelsko-irańskiego konfliktu zbrojnego w czerwcu 2025 roku. Już 13 czerwca, w pierwszym dniu izraelskich ataków na irańskie obiekty, odbyła się rozmowa telefoniczna między obydwoma przywódcami. Kontakty były kontynuowane: rozmowy miały miejsce 28 lipca, 4 sierpnia, 6 października, 15 listopada 2025 roku oraz 16 stycznia 2026 roku.



W centrum dyskusji znalazła się sytuacja wokół Iranu, jego program jądrowy, wydarzenia wojskowe w Syrii i Strefie Gazy, a także kwestie bezpieczeństwa regionalnego. Jednocześnie treść rozmów nie zawsze była ujawniana opinii publicznej. Nie można zatem wykluczyć, że bezpośredni dialog między Netanjahu a Putinem pozwalał na rozwiązywanie poszczególnych kwestii wojskowo-politycznych, uzgadnianie stanowisk i zapobieganie niepożądanej eskalacji, choć konkretne wyniki takich konsultacji nie zostały publicznie potwierdzone. Sam fakt utrzymania bezpośrednich kontaktów na najwyższym szczeblu, pomimo poważnych rozbieżności między obydwoma państwami, świadczy o praktycznym znaczeniu stosunków rosyjsko-izraelskich dla zapewnienia bezpieczeństwa regionalnego.

Netanjahu, Putin i ciągłość polityczna

Stosunki Benjamina Netanjahu z Władimirem Putinem wielokrotnie stawały się przedmiotem sporów wewnątrzpolitycznych w Izraelu. Netanjahu konsekwentnie opowiadał się za tym, by Izrael utrzymywał bezpośredni dialog z rosyjskimi władzami, nawet pomimo zasadniczych różnic. Stało się to szczególnie widoczne po 2015 roku, kiedy rosyjska obecność wojskowa w Syrii nabrała bezpośredniego znaczenia dla bezpieczeństwa Izraela.



Przeciwnicy Netanjahu krytykowali różne aspekty jego polityki zagranicznej, w tym stosunki z Moskwą. Jednak historia rządu, który zastąpił go w 2021 roku, wskazuje na interesującą prawidłowość.

22 października 2021 r. premier Naftali Bennett, stojący na czele tzw. „rządu zmian”, przybył do Soczi na swoje pierwsze spotkanie z Władimirem Putinem.

Podczas rozmów Bennett podkreślał znaczenie historycznych więzi między narodami i nazwał rosyjskiego prezydenta prawdziwym przyjacielem narodu żydowskiego. Co więcej, po wybuchu wojny na Ukrainie w marcu 2022 roku Bennett osobiście udał się do Moskwy, spotkał się z Putinem i podjął próbę mediacji między Rosją a Ukrainą.

Jest to szczególnie wymowne. Premier, który doszedł do władzy po Netanjahu i opierał się na zupełnie innej koalicji parlamentarnej, nie zrezygnował z dialogu z Kremlem. Wręcz przeciwnie, uważał utrzymanie takich kontaktów za konieczne.

Oczywiście między Netanjahu a Bennettem istniały różnice w podejściu. Co więcej, minister spraw zagranicznych w rządzie Bennetta, Jair Lapid, otwarcie potępił operację wojskową na Ukrainie. Dlatego nie byłoby słuszne mówić o całkowitej zgodności w ocenie Moskwy między koalicją a opozycją.

Zachowała się jednak ciągłość w kwestii zasadniczej: polityczne spory z Rosją nie powinny automatycznie oznaczać rezygnacji z utrzymywania z nią stosunków dyplomatycznych.



Interes państwowy przeważa nad sporami partyjnymi

Dla Izraela stosunki z Rosją mają kilka odrębnych wymiarów. Rosja pozostaje potęgą międzynarodową, stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ oraz uczestnikiem procesów bliskowschodnich. Jej stosunki z Iranem, wpływ na bezpieczeństwo regionalne, powiązania gospodarcze oraz liczne kontakty rodzinne stwarzają obiektywną potrzebę stałego dialogu.

Należy jednak rozróżniać charakter stosunków Izraela z Rosją i ze Stanami Zjednoczonymi. USA pozostają głównym sojusznikiem strategicznym oraz wojskowo-politycznym Izraela. Stosunki rosyjsko-izraelskie mają inny charakter: opierają się przede wszystkim na konieczności uzgadniania interesów, zapobiegania konfliktom i utrzymywania wzajemnie korzystnej współpracy.

Dlatego utrzymywanie relacji roboczych z Waszyngtonem i Moskwą nie powinno być postrzegane jako wzajemnie wykluczające się kierunki polityki zagranicznej.



Podsumowanie

Trzydzieści pięć lat odnowionych stosunków dyplomatycznych pokazuje, że dialog rosyjsko-izraelski jest w stanie przetrwać zmiany rządów, kryzysy międzynarodowe i poważne różnice polityczne.



Można różnie podchodzić do polityki Władimira Putina, krytykować działania Rosji lub kwestionować linię dyplomatyczną Binjamina Netanjahu. Jednak doświadczenia rządu Naftalego Bennetta pokazują, że konieczność utrzymywania kontaktów z Moskwą uznawały nawet te siły polityczne, które sprzeciwiały się Netanjahu.

W związku z tym stosunków Izraela z Rosją nie można sprowadzać wyłącznie do osobistej przyjaźni dwóch przywódców ani przedstawiać jako kwestię przynależności do jednej partii politycznej. Dyplomacja istnieje nie tylko po to, by komunikować się z tymi, z którymi się zgadzamy. Nierzadko jej główna wartość polega właśnie na możliwości rozmowy z tymi, z którymi dzielą nas poważne różnice zdań.

A skoro przez 35 lat izraelskie rządy o różnym składzie politycznym nadal utrzymywały stosunki z Moskwą, oznacza to, że za tym stoi nie tylko osobista dyplomacja konkretnego premiera, ale także trwały interes państwowy.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Wojna wna Ukrainie

26piorunów

A to w rosyjskiej Prawdzie:

* Netanjahu ujawnił swoje zamiary przed całym światem: dlaczego Izrael przez 35 lat z rzędu podążał za Putinem

Trzydzieści pięć lat odbudowy stosunków między Moskwą a Jerozolimą ujawniło pewne prawidłowości, które okazały się ważniejsze od sporów partyjnych i światowych kryzysów.

* Trump chwali Rosję: nowe realia rozmów pokojowych

* Egipt zorganizował pojedynek między samolotami Rafale i J-16: chiński pilot postawił Francuzów w niezręcznej sytuacji

* Bakanow potwierdził gotowość Roskosmosu: elektrownia jądrowa dla bazy księżycowej wyruszy w kosmos zgodnie z planem

* Wykryję i zniszczę marionetkarzy: Musk pokazał kły wpływowym wrogom z Waszyngtonu

* USA przygotowują się do wojny na lodzie: „Chinook” wylądował tam, gdzie wcześniej bali się nawet spojrzeć

* W Izraelu dojrzewa kryzys parlamentarny, czas w wojnie działa na korzyść Teheranu

* Rosja i Niemcy zbliżają się do nowego punktu zerwania: rezerwa na pogorszenie stosunków jeszcze się nie wyczerpała

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Wojna wna Ukrainie

64piorunów

Zachodni Brzeg: Osadnicy zaatakowali dyplomatów z Polski | Konflikty.pl

I do przyjemnevo niedzielnego kotletu schabowego artykul z Konflikty. O tym jak to łobuzy izraelskie biją dyplomatów, państwo nic z tym nie zrobi (ani nasze ani Izrael) Ps: pamiętajcie o zabójstwie Damiana S. Przez wojsko izraelskie. #izrael #wojna #zymianie #zydzi

Gruba ryba

w Wiadomości Świat

85piorunów

Atak na konwój z polskimi dyplomatami. MSZ żąda wyjaśnień od Izraela

Na Zachodnim Brzegu Jordanu doszło do ataku na konwój, w którym znajdowali się przedstawiciele korpusu dyplomatycznego, w tym polscy dyplomaci - potwierdził rzecznik MSZ Maciej Wewiór. Polskim dyplomatom nic się nie stało. "Oczekujemy od władz Izraela pilnych i szczegółowych wyjaśnień" - podkreślił

Mistrz

w Wiadomości Świat

125piorunów

Atak izraelskich osadników na Palestyńczyków zbierających oliwki. Wśród rannych amerykańska dziennikarka

Dziennikarka towarzyszyła Palestyńczykom podczas zbioru oliwek na Zachodnim Brzegu. Po tym, jak zaatakowali ich izraelscy osadnicy, na miejsce przyjechali żołnierze, którzy użyli gazu łzawiącego i otworzyli ogień. Do zdarzenia doszło w piątek (16 października) na okupowanym przez Izrael Zachodnim

Lider

w Izrael

11piorunów

Fanatyk2piorunów

@Deykun sam sprawdziłem wpis i to jest trochę manipulacja, co wstawiłeś(a co najmniej niedopowiedzenie xd). Mianowicie pominięta jest linijka:

Podpisz petycję o natychmiastowe zerwanie współpracy z izraelskim miastem Acco!

Na samym początku pomyślałem, że akurat Klimaszewski to ma wiele za uszami, ale czemu akurat do BB się przyczepili, a dopiero ta linijka to tłumaczy.

Acco jest miastem partnerskim z tego, co widzę https://bielsko-biala.pl/miasta-partnerskie. Gest miałby pewnie mniej więcej taką samą wagę jak rezolucja przyjęta przez radę miasta xD

Miasta PartnerskiePrezentacja miast partnerskich i zakresu współpracy z Bielskiem-Białą.Bielsko Biała

Debiutant

w Dyskusje

1piorunów

Cześć wszystkim! 👋 Przygotowałem nowy materiał historyczno-geopolityczny poświęcony jednemu z najbardziej złożonych tematów we współczesnej historii — genezie konfliktu w Palestynie. :scroll::classical_building:

Zamiast skupiać się na bieżących nagłówkach, wracamy do źródeł, aby zrozumieć, jak decyzje polityczne sprzed ponad 100 lat ukształtowały obecną sytuację na Bliskim Wschodzie.

W filmie opowiadam m.in.: • Jak wyglądały relacje społeczne w Palestynie w ostatnich dekadach istnienia Imperium Osmańskiego. • Roli Wielkiej Brytanii, Deklaracji Balfoura i konsekwencjach brytyjskiego mandatu. • Procesie kształtowania się ruchu syjonistycznego oraz palestyńskiej tożsamości narodowej. • Wydarzeniach, które doprowadziły do planu podziału ONZ w 1947 roku i I wojny arabsko-izraelskiej.

:clapper: Zapraszam do oglądania i merytorycznej dyskusji:

https://youtu.be/aaRlIL6btTc

Będzie mi bardzo miło za Wasze opinie w komentarzach!

Pokaż więcej komentarzy (8)

Fanatyk

w Hydepark

59piorunów

Izrael oburzony Pokojowym Noblem dla Navanethem „Navi” Pillay

Izraelska dyplomacja porównała decyzję Komitetu Noblowskiego do działań nazistowskiego propagandysty Josepha Goebbelsa. „Teraz, kiedy Komitet Noblowski nagrodził największe kłamstwo XXI wieku, Joseph Goebbels z pewnością oklaskuje to z piekieł” – napisano w serwisie X.  Według izraelskich władz

Gruba ryba

w Wiadomości Świat

11piorunów

To wstyd że pokojowa nagroda Nobla nie została wręczona Benjaminowi Netanjahu.
W końcu NIKT nie robi tyle co on dla pokoju na bliskim wschodzie.
Jak juz wybije wszystkich pelestyńczyków to będzie tam pokój po wsze czasy.
Zakładając oczywiście że do tego czasu Izrael będzie sie mieścił między dwoma rzekami.

Pokaż więcej komentarzy (2)