Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#dobrenawyki

Lider

w Hydepark

9piorunów

Odwiedziłem dziadka, zrobiłem PR na 10 km, to był spoko dzień.

* Zjedzone: 4 100 kcal (± 100 kcal bo mogłem jakiegoś paluszka u dziadka nie policzyć czy co, ale spokojnie powinienem dojeść jeszcze za wczoraj;) )

* Spalone: 3 700 kcal

* Kroki: 21 100

* Bieg: 10 km

* Spacer: 5.5 km

Idę spać, późno jest, a jutro pracowity dzień się zapowiada.

Osobistość1piorunów

@AdelbertVonBimberstein byczku masz dziadka, ja tez miałem, nawet dwóch. Jeden zawsze ugoscil kieliszeczkiem czegoś dobrego a drugi miał taką cierpliwość do ludzi że to się w pale nie mieści że tak można funkcjonować. A ja ich wtedy nie rozumiałem bo byli z innej epoki

Lider1piorunów

@mk-2 no ten dziadek robił najlepszą śliwowicę na świecie, ale ja już dwa lata nic nie piję a po tym jak alkohol jednej z jego córek wyłączył mózg, a zięciowi się od niego zmarło (a przed śmiercią skurwysyn był utrapieniem dla wszystkich) to dziadek rozumie moje podejście i ma rigcz i nie nalega.

A drugiego to pamiętam jak gęsi pasł - w ogóle to moje najwcześniejsze wspomnienie, miałem może max 3 lata- a potem następne 8 lat leżał sparaliżowany po wylewie i wziął i umarł więc go nawet nie poznałem.

Osobistość1piorunów

@AdelbertVonBimberstein mój nigdy nie nalegał, nigdy nie było presji. On musiał wiedzieć jak to działa i co robi z ludźmi, on nie nalegał a ja nie wołałem, w sensie nie gadałem ej dziadek co tam trzymasz w kredensie nalej pół szklanki bo szuszy

Lider1piorunów

@mk-2 no normalnie- Polska lat 90/00. Jakby był Niemcem w tamtym czasie to by go zrehabilitowali ale, że to chłop z polskiej wsi, to system pewnie liczył, że umrze tylko opieka ciotki zapewniła mu życie, bo dzięki jego emeryturze w ogóle mieli za co żyć.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Hydepark

8piorunów

Nie wiem, powinienem zjeść coś jeszcze się już mi się nie chce. Zostawię na jutro i wtedy dobiję.

* Zjedzone: 4 300 kcal

* Spalone: 4 350 kcal

* Kroki: 30 000

* Bieg: 21.37 km

* Spacer: 3.5 km

* Rozciąganie: już robię

* Norweski: też zrobię jeszcze

Jak mi znowu karzełki wstaną o 6⁰⁰ i będą darły jape jutro to po prostu zaduszę.

Już dostali ostrzeżenie- jak będzie za głośno to żadnych bajek i gier (a tylko w weekendy mają granie po pół godziny każde, albo mogą złączyć w godzinę, najmłodszy chce zawsze bajki) a rano jest okres próbny bo telewizor włączamy dopiero od 8⁰⁰.

Będę nieugięty.

Lider

w Hydepark

12piorunów

Myć, spać, wstać, jutro dłuższy bieg by się przydał.

* Zjedzone: 4 300 kcal

* Spalone: 4 000 kcal

* Kroki: 24 200

* Bieg: 12 km

* Trening: pull na siłowni+ cable crunch

* Norweski: był

Ech, następny tydzień też się zapowiada szalony- będę z dziećmi do 21 siedział, więc znowu tydzień nocnego biegania. Trzeba się przyzwyczaić, nie ma co narzekać na sprawy ode mnie nie zależne.

Lider

w Hydepark

12piorunów

* Zjedzone: 4 000 kcal

* Spalone: 3 550 kcal

* Kroki: 19 700

* Spacer: 7 km

* Trening: push na siłowni + machine press+ knee raises (bardzo dobry, mocny, intensywny trening)

* Rozciąganie: 30 minut

Dzisiaj nie biegam bo już za późno, jutro idę na siłownię- może walne z 5 km po siłowni, a jak nie to dopiero jutro po 21 będę miał czas...

Na sobotę planuję longasa w godzinach przedpołudniowych.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Hydepark

11piorunów

Prawie skończyłem wszystko w domu. Znowu ku po roboty, sprzątania i w ogóle a do tego dzieciaki na głowie.

* Zjedzone: 3 650 kcal

* Spalone: 3 150 kcal

* Kroki: 17 900

* Bieg: 5.25 km

* Norweski: zrobię w kąpieli

Jutro pewnie znajdę czas aby uderzyć na siłownię.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fanatyk

w Rozwój

16piorunów

Krótki wpis-podsumowanie dotyczący

Obrałem go w miarę możliwości ze skojarzeń związanych z i starałem się zostawić samo tak, żeby mogło się to przydać większej ilości osób.

Będzie to trochę o i trochę o i też trochę o

Punktem wyjścia było doświadczenie, które zrobiłem sam na sobie: mocno zwiększyłem dzienną ilość czasu poświęconą na medytację. Z 10-30 minut z niewielkimi odchyleniami w górę - do stabilnego ~90 minut dziennie, a często więcej. Dlaczego i po co? Ciekawość badawcza. Wiele moich decyzji życiowych dotyczących zmiany nawyków zaczęło się od "a spróbuję i zobaczę jak to zadziała". W tym wypadku zadziałało, zapraszam.

Struktura będzie następująca: krótkie, ogólne wprowadzenie, wnioski, a dopiero w kolejnych akapitach przejdę dopiero do tego jak to można ogarnąć czasowo (bo wiem, że samo jednorazowe półtorej godziny to dla wielu osób już ekstremum).

W ogólności samo mindfulness (tłumaczone, chociaż imho trochę koślawo, jako "uważność") polega - pozwolę sobie na uproszczenie - na byciu "tu i teraz". Wśród jego plusów wymienia się: poprawę koncentracji, uspokojenie, redukcję stresu, rozszerzenie percepcji, radzenie sobie z myślami (również natrętnymi), lepsze radzenie sobie z emocjami i poprawę ogólnego stanu psychicznego (tu ważne zastrzeżenie: sama praktyka medytacyjna nie zastąpi wizyty u terapeuty, ale może pomóc w trakcie i po terapii).

Nasze umysły ciągle sobie pracują, przeliczając i knując niezależnie od naszej woli. Sterują różnego rodzaju chemikaliami, które wpuszczają nam do krwi, włączają różnego rodzaju zwierzęce mechanizmy (z których bardziej znanym jest "walcz lub uciekaj") i ogólnie zachowują się jak małpa w pokoju sterowania, odrywając nasze myśli do rozpatrywania nierealnych scenariuszy zagrożenia lub ryzyka, analizowania przeszłych sytuacji albo np. tworzenia zmyślonych scenariuszy przyszłości. Nie wszystko z tego jest nam potrzebne, nie wszystko jest potrzebne codziennie, za to często przeszkadza albo wręcz przeciwnie, oszukuje nas swoją pomocnością (choćby strzały dopaminy po dobrym skrolowanku Hejto). Uważność pozwala nam m.in. na śledzenie tych procesów: złapanie momentu uciekania w oglądanie "filmu" z sobą samym w roli głównej podczas spaceru, zidentyfikowanie automatycznej reakcji na jakieś bodźce albo uchwycenie uciekania w jakieś myślowe - zbędne - labirynty. Nie jest to łatwe i wymaga cierpliwości, a w kontekście medytacji nie bez powodu używa się określenia "trening medytacyjny", bo liczba podobieństw jest zaskakująco duża: nasze możliwości zmieniają się na plus w miarę kolejnych sesji, regularność zawsze popłaca, a nawet można się "przetrenować", jeśli ktoś za bardzo pójdzie na żywioł.

Jakie zauważyłem u siebie zyski po miesiącu?

1. Lepsze wejście w medytację. Czasem potrzebowałem kilku minut, które poświęcałem na liczenie oddechów, by mieć "kotwicę", która mnie utrzyma pośród wody rwących myśli, dopóki one się nie uspokoją. Teraz praktycznie w każdym momencie z "hehe" do "not hehe" przechodzę dosłownie z sekundy na sekundę.

2. Identyfikacja natrętnych myśli dowolnego rodzaju. Zauważalnie szybciej (a w większości od razu) zauważam, że myśli gdzieś uciekają w bok (często zanim w ogóle uciekną) i mam chwilę na to, żeby każdą myśl obejrzeć i zastanowić się, czy należy jej poświęcić czas.

3. Brak "walki" umysłu, gdy zabieram mu "zabawkę": żadnego "no weź, chodź jeszcze chwilę sobie o tym pomyślimy, to było fajne" albo "nieee, ja chcę jeszcze chwilę, to było satysfakcjonujące, znowu będziemy się nudzić bez sensuuuu".

4. Identyfikacja różnego rodzaju automatycznych reakcji, w większości zanim poirytowanie lub cokolwiek innego wyjdzie na zewnątrz. Zauważam nietypowe zachowanie i analizuję. Na (uproszczonym) przykładzie poirytowania: czy konkretnie mam jakiś powód do bycia zirytowanym [czymś?] - Nie. Czy wobec tego coś, co się wydarzyło wyzwoliło jakąś automatyczną reakcję utrwaloną przez jakiś nawyk? - Ano nie. No dobrze, czy wobec tego w kupie mięsa, w której mieszkam, dzieją się jakieś chemiczne rzeczy i potrafimy je zidentyfikować? - O, coś się da, pomyślmy. No dobra, mamy wynik: jesteś głodny, zjedz coś i nie marudź.

5. Zmniejszenie czasu poświęcanego na internety. Nigdy nie było tego wyjątkowo dużo (chociaż nie wiem, nie porównywałem sobie długości z nikim), nie mam na telefonie apek społecznościowych, ale tak czy inaczej udało mi się zauważalnie ograniczyć czas, który poświęcałem na mniejsze lub większe "zombie scrolling" albo delikatne FOMO.

6. Więcej zadowolenia z prostych czynności. Użyję daleko idącej analogii "jeśli idę zdobyć dwa szczyty w górach, cieszę się dwa razy, jeśli idę przejść się po górach przez dwa szczyty - dobrze się bawię cały dzień". W codziennym życiu mówimy o prostych rzeczach takich jak chowanie naczyń, pranie, spacer do sklepu - gdzie punkty docelowe "powieszone pranie", "jestem w sklepie" przetykane są nudną "drogą do sukcesu", którą można (przecież) poświęcić na myślenie o "lepszych rzeczach". Nie oznacza to, że szczerzę się z radości jak idiota, bo los skierował mnie do wyrzucenia śmieci, bo to przecież kolejna przygoda życia, ale wyrzucenie śmieci to po prostu wyrzucenie śmieci: rzecz do zrobienia, jest, jaka jest (tutaj trochę rozrabia Zen wskazując, że wartościowanie dobry/zły nadajemy świadomie i nie jest ono zawsze potrzebne).

7. Mniej dni "życiowego idlowania" - takich, które się kończą i w sumie nie wiem co w nich robiłem, ale jestem zmęczony i nagle jest wieczór. Wiąże się to z punktem 6 powyżej: jeśli dzień składa się praktycznie wyłącznie z drobnych, "nieistotnych" czynności, to zauważając je po kolei mam świadomość tego, co się działo i dzień jest "zakończony" pozytywnie, bo wiem, co konkretnie robiłem i że to "coś" nie było nieistotne i pomijalne.

Jak to wszystko pogodzić z zegarkiem i życiem?

Rzadko ktoś ma czas na to, żeby poświęcić na robienie "niczego" półtorej godziny i nie jestem tu wyjątkiem. Na szczęście nie ma obowiązku ogarniania tego w jednym rzucie, nikt tego nie sprawdza. Możemy sobie podzielić to na krótsze sesje w miarę możliwości i dostępnego czasu.

Poniżej przykład tego, jak zrobiłem to ja.

Podstawowe założenia takiej pojedynczej rundy praktyki mam trzy:

1. Określony czas: od-do. Nie ma "będę siedział aż się nasiedzę", tylko zawsze jest to określony z góry czas. Czasem na stoper, czasem pamiętam godzinę startu.

2. Zamiar i zdecydowanie: teraz, konkretnie teraz zaczynam. Nie "o, przypadkiem siedziałem bezmyślnie 20 minut".

3. Przynajmniej 10 minut. Wiem, że niektóre wprowadzenia do medytacji proponują "chociaż trzy minuty" albo "pięć minut dziennie" - i nie ma w tym nic złego - ale dla mnie te 10 minut to taki na tyle długi czas, żeby mieć formalną pewność, że nie zrobię niczego po łebkach.

Mając powyższe na uwadze zejdziemy sobie (ale tylko powierzchownie) do Zen, który wyodrębnia trzy podstawowe rodzaje praktyki: zazen (medytacja siedząca), kinshin (medytacja chodzona) i samu (medytacja poprzez pracę).

O ile dwa pierwsze są w miarę oczywiste, o tyle trzeci - praktyka poprzez pracę - wymaga zastrzeżeń z punktów 1 i 2, żeby nie była po prostu "uważnym" wypełnianiem obowiązków. Tutaj sam dokładam sobie jeszcze jedno obostrzenie: zajęcie musi być proste, powtarzalne, nie pochłaniające myśli i uwagi.

Jak to wygląda czasowo? Różnie. Najwięcej czasu poświęcam na medytację siedzącą i chodzoną (a jestem człowiekiem, który jak może gdzieś podjechać autem, to idzie z buta, bo tak do godziny to nadal "krótki spacer"). Pilnuję za to, żeby codziennie przynajmniej jedną rundę przesiedzieć, bo medytacja siedząca jest filarem, który wymusza pełnego uspokojenia umysłu; chodzona (nawet po sali albo pokoju) poprzez zmienność tego, co mamy przed oczami daje mózgowi jakiś bodziec, który go satysfakcjonuje w swej zmienności i uspokaja. Siedzenie wpatrzonym w podłogę lub - tak jak Bodhidharma - w ścianę, wymusza większe skupienie i czyni praktykę zarówno trudniejszą, jak i bardziej efektywną (i satysfakcjonującą).

Podsumowując: <głosem Walaszka> warto było.

Nie potrzebowałem szukać czasu kosztem innych aktywności (no, poza zyskami z mniejszego używania telefonu/laptopa), wystarczyło po prostu wykorzystać ten czas, który już poświęcam w ciągu dnia na proste zajęcia (lub który spędzam "bezczynnie").

Warto zacząć w ogóle, warto spróbować wydłużyć. Niestety, jest to trening, więc efekty są widoczne po jakimś czasie, ale zyski są zdecydowanie warte "cierpienia".

W komentarzu załączam (z krótkim omówieniem) film przygotowany przez szkołę Kwan Um, który troszeczkę omawia ten temat. Nie linkuję go tutaj, bo nie chcę, żeby "odstraszał" jako miniaturka.

Fanatyk11piorunów

Linkuję film, który na pierwszy rzut oka jest nie na temat, bo mówi o dwóch aspektach praktyki Zen: samadhi i pradżni. Sądzę, że na potrzeby moich wypocin z posta powyżej można go "ześwieczczyć" i wykorzystać jako omówienie narzędzia, którym jest medytacja.

O ile omówienia z punktu Zen i tak bym się nie podjął, o tyle na uproszczenie mogę sobie pozwolić (zawsze ceniłem sobie swoją ignorancję xD ).

Użyte w filmie terminy (przyda się mieć pod ręką):

- samadhi: stan świadomości i głębokiej koncentracji podczas medytacji

- pradżnia: mądrość, która jest efektem regularnego treningu medytacyjnego.

Wykład wskazuje, jak te dwa byty zależą od siebie i jak potrafią wpłynąć na nasze życie. A także jak poprawny trening medytacyjny i życie poza nim pozostają (lub mogą pozostawać) w równowadze.

Na koniec cytat (wymieniony w filmie) z mistrza Zen Bojo Chinula, który wskazuje, jak wykorzystać trening medytacyjny w codzienności:

N_iespokojny umysł pokonaj samadhi [treningiem-praktyką]_

_Otępiały umysł pokonaj pradżnią [świadomością i mądrością wynikającą z praktyki]_

Czy spokój to jedyna mądrość, jaką proponuje zen?Auf YouTube findest du die angesagtesten Videos und Tracks. Außerdem kannst du eigene Inhalte hochladen und mit Freunden oder gleich der ganzen Welt teilen.YouTube
Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Hydepark

15piorunów

Trudny dzień, narobiłem się w domu i jeszcze nie skończyłem. Tylko na łażeniu z dużego pokoju na przedpokój nabiłem z 5 000 kroków. 😉

* Zjedzone: 4 250 kcal

* Spalone: 3 900 kcal

* Kroki: 21 500

* Bieg: 15.01 km

Jutro córka w domu więc nie wiem kiedy co zrobię, no i robota do skończenia.

GURU2piorunów

@AdelbertVonBimberstein Dobranoc synu.

Gruba ryba0piorunów

@Opornik Ty żeby Ci nie wpierdolił młody

widziałeś co 0n trenuje?

Tu niby wąsaty Marek Kondrat hoho, a to jest Tomek Oświęcimski XD Pokażę Ci co mi wysłał to z szoku nie wyjdziesz

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Hydepark

12piorunów

Pieruńsko ślisko. Babcie uwięzione w domach (serio, znowu dzisiaj jedną odprowadziłem), ja ostrożność level 1000 i spacer z raczkami na butach bo bym sanek nie uciągnął.

* Zjedzone: 4 300 kcal

* Spalone: 4 000 kcal

* Kroki: 21 100

* Spacer: 2.69 km (z obciążeniem 😉 )

* Bieg: 14.15 km

* Rozciąganie: zrobię jak dzieci będą w łóżkach

* Norweski: zaraz też zrobię

Jutro będę miał tyle na głowie, że ja nie wiem czy, jak i kiedy znajdę chociaż godzinę na jakąś aktywność... :neutral_face:

Lider

w Hydepark

17piorunów

Byłem na jarmarku. Pobiegałem rano. To był udany dzień.

Pojechałem z synem kupić mu trochę ubrań bo rośnie jak szalony.

* Zjedzone: 4 050 kcal

* Spalone: 3 800 kcal

* Kroki: 27 600 kcal

* Bieg: 12 km

* Spacer: 5 km

Chodzenie i bieganie dzisiaj to było wyzwanie. Po prostu lodowisko.

Zbierałem babcie z chodnika i odprowadziłem pod dom. W sumie dałem d⁎⁎y bo nie doszła do sklepu a mogłem jej te zakupy zrobić. No nie pomyślał człowiek- następnym razem będę już pamiętał.

Kupiłem Twarogu Hajnowskiego dwa ostatnie klinki.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Lider

w Hydepark

18piorunów

Podejrzewam, zobaczymy w domu na wadze, że chyba jednak ostatnio... Niedojadam. Możliwe, że w pracy spalam więcej niż zakładam. Stąd ten gorszy nastrój.

Dzisiaj wpadło więcej kcal przez tę czekoladę. Trudno.

* Zjedzone: 5 500 kcal

* Spalone: 4 500 kcal

* Kroki: 18 600

* Rower: 12 km po zakładzie w pracy

* Trening: push na siłowni+ ab wheel

Miałem najcięższy, pod względem pracy, dzień tej rotacji. Nie zawsze buduję, dzisiaj wypadło mi noszenie, podawanie i wciąganie materiału liną (z kołowrotkiem) do góry, a do tego deszczowa pogoda więc z góry do dołu ubrany w sztormiaki- pod spodem sauna.

Myślę, że mogłem spalić nawet te 2k kcal, a może więcej bo miałem takie ssanie w żołądku, nawet po kolacji, że opędzlowałem całą czekoladę.

Nie ukrywam- jestem wykończony. Zrobiłem ten trening najlepiej jak mogłem ale z bieżni zszedłem po dwóch minutach bo to nie miałoby sensu. Pobiegam jutro jak się wyśpię.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Hydepark

17piorunów

Dobrze, że mam już w miarę opanowaną self-awareness to wiem, kiedy nadchodzi to wstrętne anxiety (polskie słowo- lęki, nie bardzo oddaje sens problemu), bo gdzieś podskórnie czuję wewnętrzny niepokój... To wynikowa braku/małej ilości słońca, średniej pogody i niecierpliwości (adhd ty łajzo) bo zaaplikowałem do Norwega bezpośrednio. Kurde, byłaby to fajna szansa na stałe zatrudnienie i rozwój, ale jak się nie uda to trudno. Będę dziobał to co sobie zaplanowałem dalej.

Na razie zrobiłem ze swojej strony wszystko, co mogłem- pogadałem z przyjacielem u góry i jak chcecie możecie też potrzymać za mnie kciuki.

* Zjedzone: 4 200 kcal

* Spalone: 4 400 kcal

* Kroki: 25 800

* Rower: 10 km po zakładzie w pracy

* Bieg: 12 km na bieżni

* Norweski: był i włączam słuchanie

Założenia na 2026: dalej pracować nad norweskim (Jeg snakker norsk bedre hver dag.), trochę podszlifować angielski w konwersacji, ruszyć temat z norweskim fagbrev, tj. takie jakby uprawnienia czeladnicze.

Napisałem - więc teraz musi się stać.

Osobistość3piorunów
anxiety (polskie słowo- lęki, nie bardzo oddaje sens problemu, bo gdzieś podskórnie czuję wewnętrzny niepokój

Doskonale znam to uczucie:upside_down_face: tak wyglądała moja epilepsy aura

Trzymam kciuki za aplikacje!

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Hydepark

15piorunów

Dzisiaj jestem naprawdę zmęczony. Wracając z siłowni trochę wolno mi się szło. Dosyć aktywny dzień w pracy.

* Zjedzone: 4 400 kcal

* Spalone: 4 600 kcal

* Kroki: 21 600

* Rower: 10 km po zakładzie w pracy

* Trening: pull na siłowni+ weighted crunch + seated leg press

* Bieg: 5 km

Trochę mi brak tych longasów na świeżym powietrzu, a jutro ma padać więc nic tu nie zdziałam. Odbiję sobie w domu.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Hydepark

13piorunów

Dużo dzisiaj ogarnąłem, odpocząłem, chyba choróbsko się odczepiło, ale kolejnego dzisiaj na zwolnieniu widziałem, to już będzie... szósty. :neutral_face:

* Zjedzone: 4 700 kcal

* Spalone: 4 600 kcal

* Kroki: 37 200

* Spacer: 24.68 km

* Trening: push + cable crunch (spokojnie, nie przemęczać po marszu)

* Norweski: zrobię za chwilę

Jutro do roboty, jeszcze 3 dni pracy i do domu.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Hydepark

17piorunów

Robię ten wpis, obejrzę odcinek The Office i idę spać. Mam nadzieję jutro czuć się dobrze i ruszyć już do pracy.

* Zjedzone: 3 980 kcal (jak będę czuł głód to dobiję jeszcze ze 300 z bananów)

* Spalone: 3 900 kcal (myślę realne)

* Kroki: 26 200

* Spacer: 15.86 km (po górkach)

* Trening: leg + cable crunch

* Rozciąganie: 30 minut

* Norweski: zaraz zrobię

Jakbym leżał w łóżku cały dzień to by mnie rozłożyło, bo był już taki moment, w którym czułem, że jak się nie ruszę to już tak zostanę... Ubrałem termo z merino, na to gruby sweter wełniany, kurtkę przeciwdeszczową bo dobrze od wiatru chroni i poszedłem na spacer. Chciałem jeszcze z 5km i wejść tam gdzie jeszcze nie byłem ale zrobiło się już ciężko. Spociłem się jak diaboł, trochę na powrocie bolały mnie mięśnie w udach i stawy- ale to efekt zmęczenia i infekcji.

Wypiłem kawę, mocną, dwie w sumie, umyłem się ładnie i walnąłem bardzo fajny trening nóg i rozciąganie po tym. Z siłowni wyszedłem jak młody Twaróg. Jednak aktywność pomaga w początkowym stadium infekcji.

Generalnie to był piękny dzień.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Hydepark

10piorunów

Dzisiaj szybciej bo coś mnie rano trzymało, jakieś wirusy czy czort wie. Pewnie Łotysz co chory do roboty chodził - biały jak duch i głos stracił (ratowałem go octeanginem i jakby co to dla siebie nie mam 😉 ) coś roznosił- koledze pół wargi zimno wyskoczyło (tak to nazywa xd).

Więc dzisiaj zrobiłem chorobowe, wyspałem się fest, zjadłem potem, a jak mi przeszło trochę to poszedłem zrobić boost systemu odpornościowego: spokojnie 5 km na bieżni w ciepłym, przy zamkniętych oknach a potem rozciąganie. Pogoda jest do d⁎⁎y bo bym poszedł nad fiord na spacer...

* Zjedzone: 3 300 kcal

* Spalone: 3 000 kcal

* Kroki: 10 000

* Bieg: 5.22 km

* Rozciąganie: 30 minut

Zobaczymy jak rano będę się czuł, jak spoko to idę do roboty bo można jajo znieść w pokoju.

Surplus kaloryczny w mało aktywny dzień i wpadnie jeszcze kilka kcal z herbaty z miodem, bo nie trzymam się tak mocno założeń jak choroba krąży. Trzeba dać organizmowi energię dla tego nakręconego układu immunologicznego.

Zjadłbym twarogu ale dwie ostatnie kostki mi zostały na jutro... Ech...

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Hydepark

17piorunów

Chce mi się teraz spać, ale dojeść Twaróg trzeba jeszcze.

* Zjedzone: 4 340 kcal

* Spalone: 4 300 kcal

* Kroki: 23 400

* Rower: 15 km po zakładzie w pracy

* Trening: push na siłowni (wszystko mocno)+ ab wheel (dwie serie, w opór, z mega wyciągnięciem i przytrzymaniem)

* Bieg: 11 km

Porozciągam się jutro. Cały czas mam psychiczny "dyskomfort" przed jedzeniem takich ilości kalorii. Tak długi czas w redukcji mówi mi "utnij" ale nie zrobię tego. Trzymam się planu. Do wakacji (jak będzie później- też dobrze) lean 85 kg i tam zostaję.

Gruba ryba6piorunów

@AdelbertVonBimberstein widac tesciu dobrze wjezdza

Lider4piorunów

@ostrynacienkim ee tam teściu. Pewnie robi swoje ale moje dawki to są symboliczne- tyle aby utrzymać się w fizjologicznych widełkach (ostatnio miałem 590 ng/dl).

Myślę, że pomaga bo w końcu mam anaboliczna odpowiedź mięśni na bodziec bo jak jechałem przy 230ng/dl (poziom teścia jak u 65 latka) to nic się nie działo, poza tym, że miałem epizody depresyjne i chciałem umrzeć.

Obecnie najlepszą robotę robi surplus kaloryczny i 500-600 g węglowodanów w diecie bo po samym ich dodaniu widzę jak mięsień zrobił - puch!

Dodatkowo- ja naprawdę robię ciężkie treningi.

Lider1piorunów

@ostrynacienkim wejdź na tag, poszukaj i zobacz od czego zaczynałem. Jak skończyłem przygodę z pompkami, jakoś w styczniu albo lutym, to pamiętam bo byłem akurat na Hammerfest, robiłem po 500-600 pompek na trening. I nie byłem wtedy na teściu.

Teść nie zrobi za ciebie pompek, nie zrobi podwójnego treningu po 12 godzinach pracy fizycznej. Nie zrezygnuje za ciebie z deseru, z kolejnej porcji ryby, majonezu, pysznych sosów i bułeczek. A tego wszystkiego mam w opór tutaj.

Nie pobiegnie za ciebie godziny na bieżni, dwóch w lesie albo nie pojedzie rowerem dalej i szybciej niż kiedykolwiek.

Możesz bić teścia i być ulaną bułą, a możesz brać lek po to aby Twój organizm nie torpedował fizycznie i psychicznie wszystkich twoich wysiłków. Bo też to robiłem- cisnąłem z dodatkowym balastem na plecach- ciężarem niskiego testosteronu i wszystkiego co się z tym wiąże.

Teść nie zabierze mi tego, że od półtora roku nie ma dnia abym się nie obudził ze zmęczonymi mięśniami, z tym, że pierwsze poruszenie rano ręki, nogi, dupy to uczucie ciężkości, które jednak rekompensuje pierwsze położenie ręki na zmęczonym udzie i uczucie twardego ciała pod nią.

Pokaż więcej komentarzy (18)

Lider

w Hydepark

12piorunów

Aaa a wstawiłem jeszcze pranie. Rano wrzucę w suszarkę co trzeba resztę, której nie suszę rozwieszę po pokoju.

* Zjedzone: 4 250 kcal

* Spalone: 4 200 kcal

* Kroki: 20 700

* Trening: pull na siłowni (obcinam wszystko do dwóch serii ale takich fest do upadku wszystko, bez oszustwa w głowie) + cable crunch (naprawdę do odcinki)

* Bieg: 6 km na bieżni

* Rower: 15 km po zakładzie w pracy

Byłem jako kierowca z kolegą z pracy w aptece bo mu coś od zimna wywaliło na całą wargę, a sam w Meny kupiłem całkiem nieźle wyglądający Pinnekjøtt. Będzie na święta.

Po treningu pyszny Twaróg krajanka Krasnystaw z bananami i miodem. Zanim zrobiłem zdjęcie dobre to siem prawie zjadł. 😉

Pokaż więcej komentarzy (11)

Lider

w Hydepark

10piorunów

Trochę luźniejszy wieczór, zrobiłem 36 minut regeneracji na bieżni i rozciąganie, z którego jestem zadowolony bo moja mobilność powoli wzrasta... a było bardzo źle. To już będąc grubasem byłem bardziej gibki. Jednak regularność i ciągłe doskonalenie umiejętności w tym zakresie, cały czas popychanie się ku rozwojowi, popłaca.

* Zjedzone: 4 000 kcal

* Spalone: 4 000 kcal (zakładam, że w pracy wyszło ciut mniej niż wczoraj tak w ogóle)

* Kroki: 19 700

* Bieg: 5.28 km

* Rower: 15 km po zakładzie w pracy

* Rozciąganie: 30 minut

* Norweski: rozmowa z Norwegiem i zaraz zrobię, krótko ćwiczenia

Chciałem dzisiaj zostawić deficyt ale- nie. Nie mogę psychicznie nadal w nim być. Jem dużo, nie za dużo, zgodnie z szacunkami. Makro ogarnięte, bardzo dużo warzyw, staram się wybrać jak najmniej przetworzone posiłki. Myślę, że nie zabije mnie i nie uleje mały surplus (w ujęciu tygodniowym), a na pewno da głębi i pełni sylwetce.

Najgorsze jest jednak to, że trudno cyknać sobie satysfakcjonujące zdjęcie, bo o ile góra- super, to kicha zawsze wypchana. :smiley:

Idę spać, rano trzeba wstać.