Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#czytajzwujkiem

Lider

w Książki

19piorunów

1008 + 1 = 1009

Tytuł: Szepty Ciemności

Autor: Andrzej Pupin

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Fabryka Słów

ISBN: 9788367949385

Liczba stron: 414

Ocena: 7/10

Szepty ciemności to książka, która bardzo szybko skojarzyła mi się z pierwszym tomem Materia Prima - „Adeptem” Adama Przechrzty. Nie dlatego, że autor kopiuje jego pomysły, ale dlatego, że ponownie trafiamy do świata, w którym pozornie zwyczajna rzeczywistość zaczyna przeciekać czymś nadnaturalnym. Granica między tym, co racjonalne, a tym, co niewytłumaczalne, staje się coraz cieńsza, a bohaterowie muszą nauczyć się funkcjonować w świecie, który okazuje się znacznie bardziej skomplikowany, niż przypuszczali.

Fabuła koncentruje się wokół tajemniczych zjawisk i zaginięć, które początkowo wydają się odosobnionymi przypadkami. Z czasem jednak bohater odkrywa, że za nimi kryje się znacznie większa i mroczniejsza układanka. To historia o świecie, do którego przenikają siły niepasujące do naszego wyobrażenia rzeczywistości – mroczne, trudne do zrozumienia i rządzące się własnymi zasadami. Śledztwo stopniowo odsłania kolejne elementy tej układanki, a wraz z nimi rośnie poczucie zagrożenia i zezwierzęcenia podejrzanych.

Najbardziej podobał mi się właśnie klimat. Lubię książki, w których współczesny świat zderza się z czymś niewytłumaczalnym, ale autor nie odkrywa wszystkich kart od razu. Tajemnica jest tutaj odpowiednio dawkowana, dzięki czemu czytelnik razem z bohaterem próbuje zrozumieć, jakie reguły rządzą tym nowym światem. To daje bardzo przyjemne uczucie odkrywania kolejnych warstw historii.

Nie sposób było mi nie porównywać tej książki do „Adepta”. Jeśli tam najbardziej podobało mi się stopniowe poznawanie magicznego świata funkcjonującego tuż obok naszego, to Szepty ciemności wywołały bardzo podobne odczucia. Oczywiście oba cykle idą w innych kierunkach, ale sam pomysł przenikania nadprzyrodzonych zjawisk do codzienności bardzo trafia w mój gust.

Mam jednak wrażenie, że autor nie wykorzystał jeszcze pełnego potencjału stworzonego uniwersum. Są momenty, w których chciałbym dowiedzieć się więcej o zasadach rządzących tym światem i głębiej poznać jego historię. To jeden z tych przypadków, gdy książka bardziej zachęca do sięgnięcia po kolejne tomy, niż daje pełną satysfakcję jako samodzielna opowieść.

Mimo to bawiłem się naprawdę dobrze. To udane połączenie thrillera, urban fantasy i horroru, z odpowiednią dawką tajemnicy oraz świata, który powoli odsłania swoje sekrety. Jeśli ktoś lubi historie, w których pod powierzchnią codzienności kryje się coś znacznie mroczniejszego, Szepty ciemności powinny przypaść mu do gustu.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Sum1piorunów

@WujekAlien tego nie pisał czasem jakiś wykopek?

Lider1piorunów

@Telezajaczek tego nie wiem, tematyka mi pasowała, dlatego ja wybrałem

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

29piorunów

992 + 1 = 993

Tytuł: Czerwony Świt

Autor: Pierce Brown

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Mag

Format: ebook

ISBN: 9788367793926

Liczba stron: 448

Ocena: 5/10

To jedna z tych książek, wobec których miałem ogromne oczekiwania. Przez lata słyszałem, że to jedna z najciekawszych współczesnych serii science fiction, pełna intryg, brutalnej walki o władzę i rozbudowanego świata przyszłości. Tym większe było moje rozczarowanie, gdy okazało się, że zamiast historii o kolonizacji Układu Słonecznego i zderzeniu klas społecznych, dostałem coś, co przez dużą część książki przypomina połączenie Igrzysk śmierci z młodzieżową powieścią o rywalizacji w mrocznej akademii.

Fabuła przedstawia świat przyszłości podzielony na kolory odpowiadające społecznym kastom. Darrow należy do najniższej z nich - Czerwonych i wierzy, że jego ciężka praca pomaga przygotować Marsa dla przyszłych pokoleń ludzi. Gdy odkrywa prawdę o świecie, w którym żyje, zostaje wciągnięty w plan obalenia istniejącego porządku. Punkt wyjścia jest naprawdę świetny. Konflikt klasowy, manipulacja społeczeństwem, kolonizacja planet i walka z systemem wydają się idealnymi składnikami historii, która powinna trafić w mój gust.

Problem polega na tym, że książka bardzo szybko porzuca najciekawsze elementy własnego świata. Zamiast eksplorować Marsa, strukturę społeczną czy funkcjonowanie międzyplanetarnej cywilizacji, autor zamyka bohaterów w specyficznej grze przypominającej szkolenie przyszłych elit. I właśnie wtedy moje zainteresowanie zaczęło stopniowo spadać.

Największym zawodem było dla mnie samo uniwersum. Nie dlatego, że jest źle wymyślone - wręcz przeciwnie. Jest pełne interesujących pomysłów. Problem w tym, że przez większość książki mam wrażenie, że oglądam je przez dziurkę od klucza. Chciałem dowiedzieć się więcej o tym świecie, jego historii, polityce i funkcjonowaniu społeczeństwa. Zamiast tego dostałem rywalizację grup nastolatków i kolejne konflikty między bohaterami. A trochę na to liczyłem sięgając po 1 tom serii. Może się ten świat przede mną lepiej otworzy w kolejnych tomach, tylko na ten moment nie mam ochoty po nie sięgać.

Nie pomogli mi również sami bohaterowie. Darrow jest skuteczny i zdeterminowany, ale trudno było mi się z nim emocjonalnie związać. Wiele postaci sprawiało wrażenie bardziej archetypów niż pełnoprawnych ludzi. Część relacji rozwija się bardzo szybko, a niektóre zwroty akcji wydają się podporządkowane tempu fabuły bardziej niż logice postaci. Dużo jest też ściemniania i podstępów, za którymi nie przepadam, bo gdy bohaterowie zaczynają grać kogoś innego (na potrzeby sytuacji), to trudno mi złapać, jacy na prawdę są.

Nie oznacza to jednak, że książka jest zła. Brown potrafi pisać dynamicznie. Tempo jest wysokie, rozdziały krótkie, a historia skutecznie zachęca do przeczytania kolejnego fragmentu. Jeśli ktoś szuka szybkiej, brutalnej i pełnej rywalizacji historii, prawdopodobnie będzie zadowolony.

Ale ja liczyłem na coś podobnego do Cosmere Sandersona - powolnej, rozwleczonej historii, która mnie pochłonie na długie wieczory. Chciałem bardziej science fiction niż młodzieżowej rywalizacji. Bardziej eksploracji świata niż walki o pozycję w grupie. Bardziej Marsa niż kolejnej wariacji na temat „grupy młodych ludzi wrzuconych do śmiertelnej gry”.

Miała wjechać piękna pełna seria, ale chyba odpuszczę sobie już po 1 tomie :(

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość1piorunów

@WujekAlien podobno tom pierwszy pisał właściwie pod dyktando wydawcy, dlatego tyle tam uproszczeń dla fanów pośledniej literatury. Dopiero od drugiego tomu dali mu wolną rękę i wtedy seria rozwija skrzydła. Ludzie twierdzą, że warto podjąć decyzję dopiero po drugim tomie. Ale ja to wszystko tylko słyszałem, seria jeszcze przede mną, więc ten komentarz potraktuj jako drogowskaz.

Lider0piorunów

@Cerber108 dzięki, poszukam więcej info i recenzji

Autorytet1piorunów

@WujekAlien ja na jutubie dużo o tej książce słyszałem to mówili dokładnie to samo - że pierwsza to jakieś genryczne ya typu igrzyska śmierci, a kolejne dużo lepsze.

GURU3piorunów

@WujekAlien w kolejnym tomie eksploruje to, czego ci brakowało, bo pośrednio lecimy w kosmos. Ogólnie co książkę świat będzie coraz bardziej rozbudowany i skomplikowany. Ogólnie siłą tej serii jest to, że im dalej, tym bardziej wszystko się komplikuje od strony moralnej.

Lider1piorunów

@Dziwen brzmi świetnie, dzięki :)

Lider0piorunów

@Hilalum właśnie mnie to mocno zniechęciło, może nie na tyle, żeby przerwać czytanie, ale na tyle, żeby olać serię już bliżej. Na pewno wciągnę drugi tom, żeby dowiedzieć się, co dalej :) dzięki ;)

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

20piorunów

991 + 1 = 992

Tytuł: Wyspa

Autor: Jędrzej Pasierski

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: audiobook

Liczba stron: 344

Ocena: 5/10

Po kryminałach Jędrzeja Pasierskiego spodziewałem się czegoś więcej. "Wyspa" ma ciekawy punkt wyjścia, zamkniętą przestrzeń, grupę ludzi z własnymi sekretami i atmosferę odcięcia od świata, która aż prosi się o wykorzystanie. Niestety w moim przypadku ten potencjał nie przełożył się na równie angażującą historię.

Największym problemem okazali się bohaterowie. Trudno było mi się z nimi związać, a jeszcze trudniej któregokolwiek polubić. Oczywiście nie każdy protagonista musi być sympatyczny, ale dobrze, gdy jest przynajmniej interesujący. Tutaj przez dużą część książki miałem wrażenie, że obserwuję ludzi, których losy nie budzą we mnie większych emocji. A kiedy w kryminale przestaje obchodzić nas, co stanie się z bohaterami, sama zagadka często nie wystarcza, by utrzymać pełne zaangażowanie.

Sama intryga również nie porwała mnie tak, jak liczyłem. Autor stara się budować napięcie wokół tajemnic, niedopowiedzeń i relacji między postaciami, ale finał nie daje satysfakcji proporcjonalnej do czasu poświęconego na budowanie atmosfery. Kilka razy miałem poczucie, że historia zmierza do czegoś naprawdę dużego, tylko po to, by ostatecznie otrzymać rozwiązanie, które można podsumować wzruszeniem ramion i krótkim „meh”. Akcja dzieje się na wyspie, we Wrocławiu, a autor próbuje budować atmosferę zamknięcia, jakby odcięcia pod całego świata. A mówimy tu o fragmencie ponad 500 000 miasta.

Paradoksalnie najwięcej przyjemności dostarczył mi audiobook. Aktorzy głosowi wykonali bardzo dobrą pracę i to głównie dzięki nim dotrwałem do końca z zainteresowaniem. Mam jednak pewien problem z warstwą muzyczną. Momentami była tak dramatyczna, jakby za chwilę miał nastąpić przełomowy zwrot akcji, wielka konfrontacja dobra ze złem, albo odkrycie zmieniające wszystko, co do tej pory wiedzieliśmy. Tymczasem po tych muzycznych zapowiedziach często następowały sceny znacznie spokojniejsze, a czasem wręcz rozczarowująco zwyczajne. Efekt był taki, że ścieżka dźwiękowa obiecywała więcej emocji niż sama fabuła była w stanie dowieźć.

Nie jest to książka zła. Warsztatowo wszystko działa poprawnie, a sam pomysł na miejsce akcji i zamkniętą społeczność, ma swoje zalety. Problem polega na tym, że po zakończeniu zostało mi w pamięci głównie wrażenie niewykorzystanego potencjału.

To kryminał, który przez większość czasu zapowiada coś większego, niż ostatecznie dostarcza. Być może gdybym czytał go zamiast słuchać, ocena byłaby jeszcze niższa. Audiobook uratował tę historię przed całkowitą obojętnością, ale nie zdołał sprawić, żebym naprawdę przejął się jej bohaterami czy finałem.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

58piorunów

974 + 1 = 975

Tytuł: Spotkanie z Ramą

Autor: Arthur C. Clarke

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

Format: ebook

ISBN: 9788383380131

Liczba stron: 280

Ocena: 8/10

„Spotkanie z Ramą” bardzo ładnie się zestarzało, a książka ma już ponad 50 lat. W większości książek science fiction kontakt z obcą cywilizacją oznacza spotkanie z kosmitami. Clarke zrobił coś znacznie ciekawszego. Nie pokazuje obcych. Pokazuje ich dzieło, które nagle trafia do naszego Układu Słonecznego.

Rama ma około 50 kilometrów długości i 20 kilometrów średnicy. Początkowo wygląda jak zwykła asteroida, ale gdy ludzie zbliżają się do niej, odkrywają, że jest idealnym cylindrem wykonanym z nieznanego materiału. Nie ma żadnych anten, okien, sygnałów radiowych ani oczywistych śladów załogi. Jest jak gigantyczny statek kosmiczny, który od realizuje swój własny cel.

Najbardziej fascynujące jest jednak jej wnętrze.

Po otwarciu śluzy okazuje się, że Rama jest pusta tylko pozornie. W rzeczywistości jej wnętrze stanowi cały świat. Obracając się wokół własnej osi, generuje sztuczną grawitację. Na wewnętrznej powierzchni cylindra znajdują się góry, równiny, zabudowania, a nawet morze. Ludzie, którzy wchodzą do środka, mają wrażenie, jakby znaleźli się na powierzchni nowej planety..

Jeszcze ciekawsze jest jednak to, że Rama sprawia wrażenie całkowicie obojętnej na obecność ludzi. Nie próbuje się z nimi komunikować. Nie atakuje ich. Nie pomaga im. Jest jak mechanizm działający według własnego planu, którego ludzie nie rozumieją.

W pewnym sensie Rama przypomina bardziej zjawisko naturalne niż statek kosmiczny. W środku znajdują się również tajemnicze konstrukcje i biomechaniczne istoty. Nie wiadomo jednak, czy są mieszkańcami Ramy, robotami, narzędziami czy czymś jeszcze innym. Im więcej odkrywają bohaterowie, tym bardziej zdają sobie sprawę, jak niewiele rozumieją. I właśnie to najbardziej mi się podobało.

Współczesne science fiction często stara się wszystko wyjaśnić. Clarke robi coś odwrotnego. To trochę jak wejście do piramidy zbudowanej przez cywilizację miliony lat bardziej zaawansowaną od naszej. Możemy mierzyć ściany, opisywać pomieszczenia i analizować mechanizmy, ale nie jesteśmy pewni, po co to wszystko powstało. I chyba dlatego Rama robi tak wielkie wrażenie. Jest tajemnicą. A Clarke doskonale rozumiał, że czasami największy zachwyt budzi nie odpowiedź, ale rodzące się pytanie.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba15piorunów

Part 2 spotkanie z Delmą

Lider8piorunów

@keborgan part 3, walka między Biedronką i Lidlem w promocjach na masło 😉

GURU5piorunów

@WujekAlien

Spotkanie z Ramą” bardzo ładnie się zestarzało

No właśnie wiele razy chciałem się za to wziąć bo znałem zajawkę ale bałem się że będzie zawód.

Wrzucę w wolnej chwili, dzięki

Lider2piorunów

@entropy_ Mi się podobało, bo lubię tematykę podróży kosmicznych, ale jednocześnie średnio lubię literaturę opisującą „pierwszy kontakt”, a ta książka idealnie się w te gusta wpisuje.

Pokaż więcej komentarzy (15)

Lider

w Książki

21piorunów

970 + 1 = 971

Tytuł: Sprawa osobista

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 448

Ocena: 6/10

Dziewiętnasty tom przygód Jacka Reachera jest jednocześnie jednym z najbardziej ambitnych i jednym z najmniej „reacherowych” w całej serii. Tym razem stawka jest znacznie większa niż zwykle. Zaczyna się od strzału oddanego do francuskiego prezydenta, a Reacher zostaje wciągnięty w międzynarodową operację z udziałem amerykańskich, brytyjskich i francuskich służb, próbujących namierzyć i wyeliminować potencjalnych snajperów. Pojawiają się agencje wywiadowcze, prywatne odrzutowce, podróże między kontynentami i krajami oraz zagrożenie o globalnym zasięgu.

I właśnie tutaj zaczynają się moje problemy z tą książką.

Doceniam próbę wyjścia poza utarty schemat. Po osiemnastu tomach trudno oczekiwać, że autor będzie wciąż pisał dokładnie tę samą historię. Lee Child postanowił więc zwiększyć skalę wydarzeń i wrzucić Reachera do świata wielkiej polityki, dyplomacji i międzynarodowego wywiadu. Tylko że dla mnie Reacher nigdy nie był bohaterem od ratowania świata, jeśli już to tego lokalnego, ale nie globalnego.

Najbardziej lubię go wtedy, gdy wysiada z autobusu w małym miasteczku, zauważa, że coś jest nie tak, i zaczyna rozwiązywać lokalny problem po swojemu. To właśnie ten małomiasteczkowy klimat, prowincjonalna Ameryka i poczucie, że pod spokojną powierzchnią kryje się zło, stanowiły o sile najlepszych tomów serii. W „Sprawie osobistej” tego po prostu nie ma.

Zamiast samotnego włóczęgi dostajemy Reachera współpracującego z największymi agencjami rządowymi świata i podróżującego prywatnym odrzutowcem. Oczywiście nadal pozostaje tym samym człowiekiem – analitycznym, brutalnie skutecznym i nieprzejmującym się procedurami – ale mam wrażenie, że ten ogromny rozmach trochę odbiera serii jej charakter. Im większa skala wydarzeń, tym mniej miejsca na to, co zawsze działało najlepiej: obserwację ludzi, lokalne konflikty i powolne odkrywanie tajemnicy.

Nie znaczy to, że książka jest zła. Wręcz przeciwnie – Child nadal potrafi budować napięcie, pisać świetne dialogi i sprawiać, że kolejne strony znikają błyskawicznie. Reacher pozostaje bardzo charyzmatycznym bohaterem, a sama intryga ma kilka naprawdę mocnych momentów. Problem polega na tym, że czytałem tę książkę bardziej z sympatii do bohatera niż z autentycznego zachwytu nad historią.

Mam wrażenie, że Sprawa osobista jest trochę jak film akcji, który dostał zbyt duży budżet. Wszystko jest większe, szybsze i bardziej spektakularne, ale gdzieś po drodze ginie część uroku, który przyciągnął nas do serii na początku. Jest trochę jak seria o Bondzie, która straciła swój klimat na rzecz gadżetów, widowiskowych pościgów i wybuchów.

Doceniam próbę odświeżenia formuły i wyjścia poza dobrze znane schematy. Tylko że dla mnie Jack Reacher najlepiej działa wtedy, gdy ratuje małe miasteczko, a nie świat. Czekam na to jak wypadnie w tej kwestii kolejny tom.

Dobijam już powoli do celu na ten rok i po raz kolejny zaczynam czuć, że pisanie o książkach przestaje mnie kręcić, więc od lipca zrobię sobie trochę przerwy i wrócę z książkami za jakiś czas.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU3piorunów

@WujekAlien Twoja wytrwałość przy tej serii godna pochwały. 👍

Jak liczyłem kiedyś to całość miała 28 tomów i kilka półtomów.

Lider2piorunów

@Mr.Mars dla mnie to dobry odmóżdżacz, po ciężkim dniu. Zwykłych tomów jest 30, ale dodatkowych w tym opowiadań kolejne 15 :)

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

25piorunów

969 + 1 = 970

Tytuł: Gdzie są dorośli

Autor: Nina Lykke

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Pauza

Format: ebook

Liczba stron: 240

Ocena: 7/10

Po lekturze „Dobrze wychowanych” Ewy Kozy trudno nie dostrzec, że „Gdzie są dorośli” opowiada o podobnym problemie, ale z zupełnie innej perspektywy. Tam patrzyliśmy na świat oczami dzieci noszących w sobie dawne rany. Tutaj obserwujemy matkę, która nie rozumie, skąd te rany się wzięły i dlaczego jej dorosły syn nie chce już utrzymywać z nią relacji.

Główną bohaterką jest terapeutka – osoba zawodowo pomagająca innym porządkować emocje, odbudowywać więzi i leczyć rodzinne traumy. Paradoks polega na tym, że sama nie potrafi zrobić tego we własnym życiu. Gdy syn odsuwa się od niej i praktycznie zrywa kontakt, kobieta próbuje zrozumieć, co właściwie poszło nie tak. Problem w tym, że jej wersja wydarzeń nie zawsze pokrywa się z tym, jak mogły wyglądać one z perspektywy dziecka.

To właśnie najbardziej podobało mi się w tej książce. Nina Lykke nie tworzy prostego podziału na winnych i niewinnych. Nie ma tu potwornych rodziców ani idealnych dzieci. Są za to ludzie, którzy przez lata żyli obok siebie, mając zupełnie różne wspomnienia tych samych wydarzeń. I chyba każdy, kto ma rodzeństwo albo rozmawiał z rodzicami o dawnych czasach, wie, jak bardzo pamięć potrafi być wybiórcza.

Bardzo mocno wybrzmiewa tu pytanie: czy można kogoś skrzywdzić, nawet nie zdając sobie z tego sprawy? Bohaterka nie uważa się za złą matkę. Przeciwnie – przez całe życie starała się pomagać innym, wspierać bliskich i postępować właściwie. A jednak okazuje się, że dobre intencje nie zawsze oznaczają dobre skutki. I to jest chyba najtrudniejsza myśl, jaką niesie ta książka.

Szczególnie poruszający jest dla mnie fakt, że bohaterka jest terapeutką. W jej przypadku wiedza psychologiczna nie staje się narzędziem rozwiązania problemu, ale czasem wręcz dodatkową przeszkodą. Łatwiej analizować cudze relacje niż własne. Łatwiej dostrzegać schematy u innych niż u siebie. To bardzo ludzki i jednocześnie bardzo bolesny paradoks.

Lykke świetnie pokazuje też doświadczenie rodzica, który nagle słyszy od dorosłego dziecka: „skrzywdziłaś mnie”, choć sam tego nigdy tak nie postrzegał. Nie ma tu łatwych odpowiedzi ani prostego pojednania. Jest za to ogromna bezradność i pytanie, które zapewne zadaje sobie wielu rodziców: czy można naprawić relację, jeśli druga strona nie chce już jej odbudowywać?

To książka trudna i niewygodna, ale właśnie dlatego tak potrzebna. Bo przypomina, że rodzinne historie rzadko mają jednego narratora, a prawda bardzo często leży gdzieś pomiędzy wspomnieniami różnych osób, a i same wspomnienia jawią się inaczej każdej ze stron.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 120/128

Lider

w Książki

37piorunów

968 + 1 = 969

Tytuł: Dobrze wychowani. Jak wytresowana milenialsów

Autor: Ewa Koza

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: MANDO

Format: ebook

Liczba stron: 240

Ocena: 6/10

To jedna z tych książek, które czyta się nie tyle z przyjemnością, co z poczuciem niepokojącej znajomości. Bo choć opowiada o konkretnych bohaterach, ich rodzinach i dzieciństwie, bardzo szybko okazuje się, że wielu czytelników odnajdzie w niej fragmenty własnej historii. Ja również je odnalazłem. I nie wszystkie wspomnienia, które ta książka wyciągnęła na powierzchnię, były przyjemne.

Ewa Koza bardzo trafnie opisuje rzeczywistość wychowania sprzed kilku dekad – świata, w którym dziecko, jak ryba, głosu nie miało. Świata, w którym niemal każdy był „gówniarzem”, „gamoniem” albo „bachorem”, a klapsy, pas czy krzyk były uznawane za normalne i wręcz pożądane metody wychowawcze. Co ciekawe, książka nie próbuje demonizować pojedynczych rodziców czy opiekunów. Pokazuje raczej cały system społecznych przyzwyczajeń, w którym wiele zachowań uznawano za oczywiste i wychowawczo słuszne.

I chyba właśnie to uderzyło mnie najmocniej. Bo czytając Dobrze wychowanych, wracałem nie tylko do własnych wspomnień, ale też do historii kolegów i koleżanek z dzieciństwa. Nagle przypominają się rzeczy, które wtedy wydawały się normalne: wyśmiewanie dzieci przez dorosłych, zawstydzanie, porównywanie rodzeństwa, przemoc fizyczna czy emocjonalna. Dzisiaj wiele z tych zachowań nazwalibyśmy wprost krzywdą. Wtedy były po prostu „wychowaniem”.

Największą siłą tej książki jest to, że pokazuje długotrwałe skutki takich doświadczeń. Trauma nie kończy się wraz z dzieciństwem. Ona dojrzewa razem z człowiekiem, wpływa na relacje, poczucie własnej wartości i sposób budowania bliskości. Bohaterowie tej historii noszą swoje dzieciństwo w sobie jak niewidzialny bagaż – i bardzo wyraźnie widać, że ten bagaż nie zamierza szybko zniknąć.

Jednocześnie książka nie jest oskarżeniem ani aktem zemsty wobec starszych pokoleń. Raczej próbą zrozumienia mechanizmów, które przez lata były przekazywane z rodziców na dzieci. Bo przecież wielu dorosłych wychowywało tak, jak sami zostali wychowani. To nie usprawiedliwia przemocy, ale pomaga zrozumieć, dlaczego tak trudno przerwać ten łańcuch.

To trudna lektura. Nie dlatego, że jest formalnie skomplikowana, ale dlatego, że zmusza do konfrontacji z własną przeszłością. To trudna lektura również dlatego, że autorka spłyciła problem, pokazała go z perspektywy wywiadów, ale bez dodatkowego komentarza, a co za tym idzie trochę chaotycznie i bez stopowania rozmówców, gdy zbyt mocno skupiali się tylko na jednym z aspektów tematu. Dzięki temu książka jest bardziej rzeczywista, ale też dużo trudniej się ja czyta.

Nie powiem, że polecam, bo wyciąga na wierzch to, o czym raczej czytelnik chciałby zapomnieć, a najlepiej nigdy do tego tematu więcej nie wracać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen2piorunów

"Bo przecież wielu dorosłych wychowywało tak, jak sami zostali wychowani." Całkowicie się z tym nie zgadzam. Słaba wymówka. Mnie ojciec lał pasiorem, a mi przez myśl nie przeszło, żeby stosować taki "środek wychowawczy". I tutaj nie chodzi tylko o czasy, w których żyjemy, większą świadomość, ale po prostu zwykłą ludzką empatię. Nie trzeba być kuźwa mistrzem intelektu, aby pojąć, że w takich sposobach jest jednak coś nie tak. I nie wierzę, że takie metody stosowali wszyscy. Raczej ci słabsi psychicznie rodzice, którzy szli na łatwiznę i słuchali co im inny podpowiadali, często właśnie ich rodzice. Zamiast poszukać innych rozwiązań na wychowanie.

Pokaż więcej komentarzy (17)

Lider

w Książki

17piorunów

963 + 1 = 964

Tytuł: Kiedy wilk wróci do domu

Autor: Nat Cassidy

Kategoria: horror

Wydawnictwo: Akurat

Format: ebook

Liczba stron: 416

Ocena: 9/10

To jeden z tych horrorów, które bardzo długo sprawiają wrażenie, że wiemy, dokąd zmierzają. Mamy bohaterkę z bagażem traum, mamy niepokój czający się na granicy rzeczywistości i wyobraźni, mamy pytanie, czy zagrożenie jest prawdziwe, czy może stanowi jedynie materializację lęków, których nie udało się przepracować. Przez większą część książki wydawało mi się, że czytam solidny, dobrze napisany horror psychologiczny. Dopiero końcówka pokazała mi, jak bardzo się myliłem.

Historia skupia się na kobiecie próbującej poradzić sobie z własną przeszłością, gdy nagle jej życie zostaje wywrócone do góry nogami przez wydarzenia, które nie powinny mieć miejsca. Musi zaopiekować się chłopcem, którego ściga przemocowy ojciec, pod postacią ogromnego wilka, niszczącego wszystko i zabijającego każdego na swojej drodze. Cassidy bardzo umiejętnie buduje atmosferę niepewności. Czytelnik przez długi czas nie wie, czy ma do czynienia z czymś nadprzyrodzonym, czy raczej z rozpadem psychiki bohaterki. I właśnie ta niejednoznaczność działa tutaj najlepiej.

Największą zaletą książki jest sposób, w jaki autor wykorzystuje motyw lęku. To nie jest horror oparty wyłącznie na potworach, krwi czy jumpscare'ach przeniesionych na papier. To historia o strachu, który rośnie, żywi się wspomnieniami i stopniowo przejmuje kontrolę nad życiem człowieka. Cassidy świetnie pokazuje, że najgorsze potwory często rodzą się z traum, które nosimy w sobie od lat.

Przez pierwsze 80% książki oceniałbym ją na mocne 7/10. Czytało się bardzo dobrze, klimat był gęsty, bohaterowie interesujący, ale nie miałem poczucia obcowania z czymś wyjątkowym. Autor sprawnie korzystał ze znanych motywów horroru psychologicznego i robił to lepiej niż większość współczesnych twórców, ale nadal wydawało się, że zmierza do dość standardowego finału.

A potem przychodzi końcówka. I to właśnie ona sprawiła, że będę tę książkę pamiętał jeszcze długo po zakończeniu lektury. Cassidy nie tylko podkręca tempo, ale całkowicie zmienia skalę wydarzeń. Horror staje się bardziej brutalny, bardziej emocjonalny i znacznie bardziej osobisty. To jeden z tych finałów, które sprawiają, że nagle zaczynamy patrzeć inaczej na to, co przeczytaliśmy wcześniej. Wszystkie elementy układanki zaczynają wskakiwać na swoje miejsce, a napięcie osiąga poziom, którego zupełnie się nie spodziewałem.

Szczególnie podobało mi się to, że autor nie poszedł na łatwiznę. Mógł zakończyć historię w sposób bezpieczny i przewidywalny, ale zamiast tego postawił na rozwiązania odważniejsze, bardziej emocjonalne i znacznie mocniej uderzające w czytelnika. To właśnie wtedy książka z dobrego horroru zamienia się w coś naprawdę nietypowego.

"Kiedy wilk wróci do domu" jest więc dla mnie trochę nierównym doświadczeniem. Większość czasu czytałem bardzo dobry horror psychologiczny, ale ostatnie kilkadziesiąt stron było już horrorem wybitnym. A że zakończenia mają dla mnie ogromne znaczenie, finalnie oceniam całość wyżej, niż wskazywałaby na to sama pierwsza część książki.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider5piorunów

Polska okładka jest niestety nijaka i brzydko narysowana, dużo bardziej przemawia do mnie wydanie niemieckie:

Lider

w Książki

25piorunów

959 + 1 = 960

Tytuł: Gliff

Autor: Ali Smith

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: W.A.B.

Format: ebook

Liczba stron: 272

Ocena: 8/10

Po lekturze Kwartetu Pór Roku (Jesień, Zima, Wiosna, Lato) można było odnieść wrażenie, że Ali Smith wyrobiła sobie już dość mocno swój unikalny styl. Jej książki zawsze były mniej zainteresowane samą fabułą, a bardziej językiem, skojarzeniami, znaczeniami i tym, jak opowieści wpływają na nasze postrzeganie świata. „Gliff” idzie dokładnie tą samą utartą ścieżką, ale robi to w znacznie bardziej dystopijnym wydaniu.

Fabuła skupia się na rodzeństwie o Bri i Rose o żyjących w niedalekiej przyszłości, w rzeczywistości przypominającej świat, który skręcił o kilka stopni za daleko w stronę kontroli, kategoryzowania ludzi i technologicznego nadzoru. Pewnego dnia wokół ich domu pojawia się tajemnicze oznaczenie (czerwona linia), które sprawia, że stają się wyrzutkami. Zmuszeni do ucieczki próbują odnaleźć się w świecie, który coraz częściej traktuje ludzi nie jak jednostki, ale jak dane do przetworzenia. Towarzyszy im koń o imieniu Gliff, który staje się jednym z najważniejszych symboli całej historii.

Najbardziej podobało mi się to, że Smith nie pisze klasycznej dystopii. Nie interesuje jej tworzenie szczegółowego świata przyszłości, ani tłumaczenie mechanizmów działania systemu. Tak jak w swoich wcześniejszych książkach bardziej skupia się na ludziach, języku i emocjach. Świat poznajemy fragmentarycznie, czasem wręcz przez przypadek, a wiele rzeczy pozostaje niedopowiedzianych i niewyjaśnionych. Dzięki temu książka ma bardzo specyficzny klimat niepewności, jakby wszystko znajdowało się lekko poza naszym zasięgiem.

To również kolejna książka Smith o znaczeniu słów. Autorka od lat pokazuje, że język nie tylko opisuje rzeczywistość, ale wręcz ją tworzy. W „Gliffie” ten motyw jest szczególnie mocny. Bohaterowie funkcjonują w świecie, gdzie odpowiednie nazwanie człowieka może decydować o jego losie. To książka o etykietach, definicjach i próbach zachowania własnej tożsamości w rzeczywistości, która chce wszystko uporządkować i skatalogować.

Jednocześnie mam wrażenie, że „Gliff” jest bardziej pomysłem niż historią. Podobnie jak w części wcześniejszych książek Smith, bardziej podziwiałem jej inteligencję i konstrukcję niż przeżywałem losy bohaterów. Niektóre fragmenty są świetne, inne celowo chaotyczne i wymagające dużej cierpliwości. To jedna z tych książek, które czasami bardziej się analizuje niż czyta.

Mimo tego bawiłem się bardzo dobrze. Smith nadal potrafi pisać w sposób, który zmusza do myślenia, a jednocześnie nie zamienia powieści w filozoficzny wykład. „Gliff” jest pełne ciekawych pomysłów, niepokojących wizji przyszłości i pytań o to, co właściwie czyni nas ludźmi. To może nie jest najlepsza książka Ali Smith, ale bardzo udana kontynuacja tematów, które rozwija od lat. Dystopia bardziej literacka niż fabularna, bardziej oparta na ideach niż akcji, ale zdecydowanie warta poznania.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz\

Lider

w Książki

24piorunów

956 + 1 = 957

Tytuł: Wyspa bijących serc

Autor: Laura Imai Messina

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Relacja

Format: ebook

Liczba stron: 320

Ocena: 8/10

Niektóre książki mają tak nietypowy punkt wyjścia, że trudno uwierzyć, iż powstały na bazie prawdziwego miejsca. Wyspa bijących serc jest właśnie taką historią. Inspiracją dla powieści stała się istniejąca w Japonii wyspa Teshima, na której znajduje się archiwum ludzkich głosów - miejsce, gdzie ludzie zostawiają wiadomości dla tych, których już nie ma. Brzmi niezwykle, a jednocześnie trochę nierealnie. I właśnie wokół tego pomysłu Laura Imai Messina buduje swoją opowieść.

Główni bohaterowie to ludzie naznaczeni stratą. Każde z nich próbuje poradzić sobie z pustką pozostawioną przez bliskich, choć robią to na zupełnie różne sposoby. Spotkanie ich losów prowadzi do historii bardziej o żałobie i pamięci niż o samych wydarzeniach. To książka bardzo spokojna, momentami wręcz kontemplacyjna, która nie próbuje szokować czytelnika ani przyspieszać tempa tam, gdzie nie jest to potrzebne.

Najbardziej podobało mi się to, że autorka nie traktuje straty wyłącznie jako źródła cierpienia. Owszem, jest tu dużo smutku, ale równie dużo miejsca poświęcono pamięci, wspomnieniom i temu, jak obecność zmarłych potrafi nadal wpływać na życie tych, którzy zostali. Telefon, do którego nie można się dodzwonić, a mimo to ludzie zostawiają w nim wiadomości, jest jednym z najpiękniejszych literackich symboli, jakie spotkałem w ostatnim czasie.

Książka bardzo mocno korzysta też z japońskiej wrażliwości. Nie ma tu wielkich dramatycznych scen ani emocjonalnych eksplozji. Zamiast tego dostajemy ciszę, niedopowiedzenia i małe gesty, które znaczą więcej niż długie monologi. Dla jednych będzie to ogromna zaleta, dla innych wada, ale mnie ten sposób opowiadania historii bardzo odpowiadał.

Co ciekawe, mimo że centralny motyw jest tak niezwykły, książka ani przez chwilę nie wydaje się sztuczna. Wręcz przeciwnie - im dłużej ją czytałem, tym bardziej myślałem o tym, że każdy człowiek nosi w sobie rozmowy, których nigdy nie odbył albo nie zdążył dokończyć. Autorka wykorzystuje niezwykły pomysł, by opowiedzieć o czymś bardzo uniwersalnym.

To jedna z tych powieści, które nie opierają się na zwrotach akcji ani tajemnicach. Jej siłą są emocje, atmosfera i refleksja nad tym, jak radzimy sobie z nieobecnością tych, których kochaliśmy. Może nie jest to książka dla każdego, ale jeśli ktoś lubi spokojne, melancholijne historie o ludziach i uczuciach, to trudno przejść obok niej obojętnie.

Nietypowy pomysł, piękne wykonanie i dużo więcej ciepła, niż sugerowałby temat żałoby.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

18piorunów

954 + 1 = 955

Tytuł: Deszcz

Autor: Michael McDowell

Kategoria: literatura obyczajowa, romans

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 268

Ocena: 7/10

Po pięciu tomach trudno już traktować Blackwater jak zwykłą serię książek. To bardziej wielopokoleniowa kronika rodziny Caskeyów, która przy okazji okazuje się jedną z najbardziej nietypowych mieszanek sagi rodzinnej, southern gothic i horroru, jakie miałem okazję przeczytać. "Deszcz" jest finałem tej historii i w moim odczuciu bardzo dobrze pokazuje, czym tak naprawdę Blackwater było od samego początku.

Przede wszystkim nie jest to horror w klasycznym rozumieniu. Wiele osób sięga po tę serię z takim nastawieniem i może poczuć się rozczarowanych. Sam miałem podobne odczucia przy pierwszych tomach. Najwięcej grozy dostałem w "Domu", gdzie nadprzyrodzona warstwa wreszcie wysunęła się na pierwszy plan. Później seria ponownie skupiła się bardziej na rodzinie niż "potworach". "Deszcz" kontynuuje ten kierunek, ale robi to już ze świadomością, że wszystkie najważniejsze pytania zostały zadane i trzeba zacząć na nie odpowiadać.

Najbardziej podobało mi się to, że McDowell nie próbuje na siłę zaskakiwać czytelnika. Nie dostajemy nagłego zwrotu akcji wywracającego cały świat do góry nogami ani finału, który miałby szokować. Zamiast tego autor konsekwentnie domyka wątki, które budował przez ponad dwa tysiące stron. Wiele tajemnic związanych z Elinor, jej naturą i wpływem na rodzinę znajduje swoje wyjaśnienie. Nie wszystkie odpowiedzi są podane wprost, ale po raz pierwszy od początku serii miałem poczucie, że puzzle zaczynają pokazywać pełny obraz.

Bardzo dobrze wypada też sam motyw przemijania. W poprzednich tomach obserwowaliśmy kolejne pokolenia Caskeyów walczące o władzę, majątek i wpływy. W "Deszczu" coraz mocniej czuć, że czas jest przeciwnikiem, którego nie da się pokonać. Bohaterowie starzeją się, umierają, a rodzinne konflikty, które kiedyś wydawały się najważniejsze na świecie, zaczynają tracić znaczenie. To chyba najbardziej melancholijny tom całej serii. Właśnie dlatego tak dobrze działa finał. Nie dlatego, że jest spektakularny, ale dlatego, że wydaje się nieunikniony. Od pierwszego tomu miałem wrażenie, że rzeka Blackwater i związane z nią tajemnice są czymś większym od wszystkich bohaterów. W ostatnim tomie autor wreszcie pozwala temu motywowi wybrzmieć do końca. Jest w tym coś bardzo eleganckiego i jednocześnie smutnego.

Co ciekawe, po lekturze całego cyklu mam wrażenie, że Blackwater jest odwrotnością wielu współczesnych serii. Zwykle autorzy zaczynają od mocnego pomysłu i stopniowo tracą kontrolę nad historią. McDowell zrobił coś odwrotnego. Pierwsze tomy były dla mnie bardziej obyczajowe niż horrorowe i momentami zastanawiałem się, dokąd to wszystko zmierza. Dopiero końcówka pokazuje, że autor od początku wiedział, jaką historię chce opowiedzieć. To też jest ogromnym plusem serii, czuć, że tu nie ma przypadków i niezrozumiałych decyzji.

Jeśli miałbym wskazać najlepszy tom, nadal byłby to dla mnie "Dom". Jeśli miałbym wskazać najważniejszy, byłby to właśnie "Deszcz". To książka, która sprawia, że cała saga nabiera właściwego sensu. Nie jest najbardziej widowiskowa, nie jest najbardziej przerażająca, ale jest dokładnie takim zakończeniem, jakiego ta historia potrzebowała.

Blackwater zaczęło się od powodzi i kobiety wychodzącej z zalanego hotelu. Kończy się deszczem i poczuciem, że przez sześć tomów obserwowaliśmy nie tylko losy rodziny, ale również nieuchronny cykl życia, śmierci i przemijania. Bardzo satysfakcjonujące zakończenie jednej z najbardziej nietypowych sag rodzinnych, jakie czytałem.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Sum2piorunów

@WujekAlien

Wiele osób sięga po tę serię z takim nastawieniem i może poczuć się rozczarowanych.

Trochę trudno inaczej patrzeć na tę sagę, skoro Albatros reklamuje ją jako arcydzieło horroru, nawet ostatnio na LC wrzucili artykuł sponsorowany który był jedną wielką masturbacją do tego, jakim ta książka nie jest świetnym horrorem. Gdyby opisywali to uczciwie jak Ty, jako obyczajówkę z nurtu realizmu magicznego, może średnia ocen całej serii byłaby wyższa, bo grupa docelowa czytelników byłaby inna, bo wykruszona o czytelników szukających klasycznych horrorów.

Lider1piorunów

@Telezajaczek ja dostałem bana za pisanie uczciwie na Lubimy czytać i miałem sporą spinę z jedną z autorek na portalu, dlatego nie traktuje już ich poważnie ;) kradnę im tylko okładki xD

Ja sięgałem po serię po recenzji na TikToku, która mówiła, że to świetnie domknięta saga rodzinna, a ja tego właśnie potrzebowałem. Dodatkowym plusem jest długość tomów, bo można je wciągnąć w 1-2 wieczory.

Sum2piorunów

@WujekAlien oo, to co się odjebało? Chyba coś więcej, niż zwykła niepochlebna recenzja (jakby za to banowali, mnie już dawno by wywalili xD). Wiesz, ja mam w znajomych typa, który swoje recenzje lubi zaczynać od "autor, Żyd i komunista", bajki recenzuje w stylu "wolne od LEWACKICH zboczeń" i mu nie zdejmują recek, a konto działa bez zakłóceń, to musiała być naprawdę potężna inba, że bana masz.

No i taki opis tej serii jest zgodny z prawdą, a marketingowcy Albatrosa robią z całej sagi współczesnego Lovecrafta, no to taki typowy bait i w sumie nie wiadomo po co, zastosowany, bo fani horrorów czy to w stylu klasycznym, czy Kinga, odbiją się od Blackwater.

Lider2piorunów

@Telezajaczek pod pierwszą książką autorki napisałem, że dawno nie widziałem tak spierdolonego pomysłu na fabułę, która sama się narzuca, przy tym, co robi bohaterka. Tylko trochę grzeczniej i dając ocenę 3/10, byłem jedną z pierwszych osób, które ją przeczytały i zrecenzowały, więc wisiała przez kilka dni w widoku ogólnym. Pozostałe recenzje były opłacone, więc 8-9/10. Moja recenzja powisiała kilka dni i zniknęła bez żadnego powiadomienia. Autorka mi wysłała wiadomość, że bardzo jej się nie podobało co jej napisałem i jest dotknięta, bo to jej debiut i próbuje swoich sił po raz pierwszy. Trochę popisaliśmy, wyjaśniłem o co mi chodziło i ostatecznie przyznała mi rację, mówiąc, że o tym nie pomyślała ;) Oczywiście każde z nas uznało, że wygrało tę kłótnię.

Pod kolejną ksiązką autorki napisałem, że się myliłem przy ocenie jej pierwszej książki i spierdolony pomysł to był dopiero przy drugiej (również grzeczniej) i cyk BAN xD

Sum2piorunów

@WujekAlien o kurde, szkoda, że nie zrobiłeś inby na wykopie. Taka cenzura w stylu GoWork mogłaby im się nieźle odbić czkawką, gdyby to wrzucić na sociale, do artykułów i recenzji sponsorowanych tam to już wszyscy przywykli, ale recenzje lecące za krytykę współpracujących z LC autorów to już grubo.

Sama wrzucam na LC recki i jestem aktywna na forum w coweekendowych wątkach, mam w znajomych sporo ciekawych ludzi, których wpisy i recki aż miło poczytać, ale generalnie uważam, że temu portalowi przydałaby się albo poważna, polskojęzyczna konkurencja, gdzie byłaby większa przestrzeń na rozmowy o książkach, niż sekcje forów łaskawie podczepione pod artykuły sponsorowane, albo poważne zmiany, gdzie to użytkownicy byliby na 1 miejscu, a nie słup reklamowy.

Lider1piorunów

@Telezajaczek to nic by nie zmieniło, bo LC to portal, z którym się nie da wygrać. Mają monopol na książki i żadnej konkurencji. Sam używam Goodreads, ale on nie jest alternatywą dla LC dla polaków.

Sum1piorunów

@WujekAlien ze smrodem w necie by tak prosto nie wygrali, a co do ewentualnej konkurencji - nie takie giganty polskiego neta już upadły. Zgadzam się, że Goodreads to kiepska alternatywa dla Polaków (wgl dla wszystkich spoza kręgu anglojęzycznego), ale już polski booktok jest nieźle rozwinięty i na pewno więcej Julek licealistek zasugeruje się przy wyborze książki booktokiem albo booktube, niż LC.

Lider1piorunów

@Telezajaczek Julki z booktoka też dostają pieniążki za pochlebne opinie, obserwowałem kilka z nich, dopóki nie zaczęły opisywać tanich romansideł jako 9/10 :( dlatego polecajek szukam na Hejto lub na zagranicznym booktubie/booktoku.

Sum1piorunów

@WujekAlien ale z drugiej strony masz laski, które content robią na nabijaniu się ze złych książek, jak Prostracja, i mają z tego spore wyświetlenia, więc jakoś się równoważy 😉

Lider1piorunów

@Telezajaczek a to one mi się nie rzuciły w oczy, ale chętnie poszukam, dzięki

Pokaż więcej komentarzy (10)

Lider

w Książki

18piorunów

943 + 1 = 944

Tytuł: 100 procent

Autor: Anders Roslund

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 448

Ocena: 5/10

To kryminał, który od samego początku próbuje wyróżnić się na tle gatunku. Zamiast klasycznego wprowadzenia do śledztwa dostajemy protagonistę, który ledwo wrócił do świata żywych. Próba samobójcza kończy się dla niego utratą oka i bliznami na twarzy, a po powrocie do pracy zostaje rzucony od razu w sam środek śledztwa dotyczącego morderstwa, na którego rozwikłanie dostanie tylko 7 dni, bo tyle wynosi jego okres próbny. W dodatku nie jest to byle jaki morderca - według autora pierwszy seryjny morderca w historii Szwecji, co jest podkreślane tak często, jakby wcześniej w całym kraju nikt nigdy nie słyszał o takim zjawisku.

Muszę przyznać, że książka ma w sobie coś, co sprawia, że czyta się ją bardzo sprawnie. Roslund potrafi budować napięcie, a sama sprawa jest wystarczająco brutalna i niepokojąca, by utrzymać zainteresowanie. Seria morderstw, okaleczone ciała i śledztwo prowadzące w coraz bardziej mroczne rejony ludzkiej psychiki tworzą całkiem solidny fundament dla kryminału.

Problem pojawia się wtedy, gdy zaczynamy przyglądać się fabule bliżej. Książka jest pełna rozwiązań, które wymagają od czytelnika naprawdę dużego kredytu zaufania. Policjant wracający po traumatycznej próbie samobójczej dostaje tydzień na udowodnienie swojej wartości i od razu zostaje przydzielony do najtrudniejszej sprawy w karierze? Jeszcze jestem w stanie to kupić. Ale później robi się coraz trudniej. Najbardziej raziły mnie momenty związane z samym protagonistą. Bohater wielokrotnie podejmuje decyzje, które bardziej pasują do horroru niż kryminału. Gdy pojawia się szansa na schwytanie sprawcy, potrafi działać samotnie, bez wsparcia, bez zabezpieczenia, bez informowania innych. W pewnym momencie wręcz daje się złapać seryjnemu mordercy, a później wydostaje się z sytuacji, która dla większości ludzi oznaczałaby koniec historii. Takich momentów jest tu po prostu za dużo.

Mam też pewną słabość do okładki tej książki. To jeden z tych rzadkich przypadków, gdy grafika rzeczywiście ma bezpośredni związek z fabułą. Oko widniejące na okładce nie jest przypadkowym symbolem - protagonistę przez całą historię definiuje właśnie fakt, że po nieudanej próbie samobójczej zostało mu tylko jedno.

Mimo wszystkich tych niedorzeczności książka nadal działa jako thriller. Roslund potrafi utrzymać tempo i sprawić, że chce się poznać rozwiązanie zagadki. Po prostu im dłużej o niej myślę po lekturze, tym więcej dostrzegam fabularnych skrótów i decyzji, które nie mają większego sensu. Do tego jest to 12 tom serii, a ja lubię czasem sprawdzić jak serie się mają pod koniec, bez czytania tego, co było wcześniej i na tym polu, jako osobny tom, też ta książka się niestety nie broni.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

15piorunów

940 + 1 = 941

Tytuł: Kontrakt z Bogiem

Autor: Juan Gomez-Jurado

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Sine Qua Non

Format: audiobook

Liczba stron: 496

Ocena: 5/10

Jako fan Juana Gomeza-Jurado podchodziłem do tej książki z dużymi oczekiwaniami. Niestety, "Kontrakt z Bogiem" okazał się dla mnie najsłabszą pozycją w jego dorobku. Być może częściowo wynika to z faktu, że po kilku książkach byłem już trochę zmęczony zarówno uniwersum Reina Roja, jak i przewijającym się u autora motywem obrzydliwie bogatych, bezwzględnych ludzi, którzy traktują resztę świata jak pionki. Paradoksalnie jednak każda próba ucieczki od tych tematów wypada u autora gorzej niż pozostanie przy tym, co wychodzi mu najlepiej.

To drugi tom przygód Anthony'ego Fowlera i właśnie tutaj pojawia się moje pierwsze rozczarowanie. Gdybym nie wiedział, że czytam kontynuację, prawdopodobnie nawet bym tego nie zauważył. Powiązania z pierwszym tomem są minimalne, a rozwój bohatera praktycznie nie istnieje. Owszem, Gomez-Jurado stosował podobne podejście w serii Reina Roja, gdzie poszczególne sprawy mogły funkcjonować samodzielnie, ale tam działało to dzięki bardzo wyrazistym bohaterom i rozbudowanemu uniwersum. Tutaj mam wrażenie, że autor, tworząc nową serię, wrócił do bardziej sztampowego modelu budowania cyklu, gdzie kolejne tomy są ze sobą połączone głównie nazwiskiem protagonisty.

Fabuła kręci się wokół poszukiwań Arki Przymierza, co już samo w sobie brzmi jak przepis na świetną sensacyjną przygodę. Problem polega na tym, że autor odbiera sobie największy atut tego typu historii. Zamiast podróży przez świat, odkrywania kolejnych tropów, zagadek historycznych i stopniowego dochodzenia do celu, bohaterowie praktycznie od początku znajdują się tam, gdzie w większości podobnych książek dopiero zmierzaliby przez kilkaset stron. A przecież właśnie ta droga jest zwykle najciekawszą częścią takich opowieści.

Przez sporą część lektury miałem wrażenie, że czytam dorosłą wersję Amandy Black skrzyżowaną z historiami Jacka Ryana i "I nie było już nikogo". Są tajemnice, organizacje działające w cieniu, wielkie stawki i historyczne sekrety. Do tego bohaterowie znikają z planszy, jak w kultowej książce Christie. Brakuje jednak tego, co zwykle wyróżnia Jurado - sensacyjnego polotu, tempa, błyskotliwości i umiejętności budowania napięcia. Wszystko wydaje się dziwnie statyczne i pozbawione energii.

Nie znaczy to, że książka jest całkowicie nieudana. Nadal widać sprawność autora w prowadzeniu narracji. Strony przewracają się niemal same, a koncepcja oparta na religijnych i historycznych tajemnicach ma potencjał. Problem polega na tym, że potencjał ten w dużej mierze pozostaje niewykorzystany.

To jedna z tych książek, które czyta się bez większego bólu, ale po zakończeniu trudno znaleźć powód, by do nich wracać, czy żeby sięgać po kolejny tom. Dla nowych czytelników może być przyzwoitą sensacyjną przygodą, ale dla fanów Gomeza-Jurado jest raczej dowodem na to, że najlepiej czuje się on wtedy, gdy wraca do swoich najmocniejszych stron - psychologicznych gier, wyrazistych bohaterów i świata, który sam stworzył i niebywale rozdmuchał.

Trochę nie mam ostatnio weny do pisania o książkach, więc pewnie zrobię sobe przerwy, żebyście nie musieli czytać naciąganych na siłę wpisów.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

16piorunów

939 + 1 = 940

Tytuł: Pedro Paramo

Autor: Juan Rulfo

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Znak

Format: ebook

Liczba stron: 228

Ocena: 7/10

Są książki, które zachwycają samą historią, i są takie, które bardziej imponują tym, co zrobiły dla literatury. "Pedro Paramo" zdecydowanie należy do tej drugiej grupy. To krótka historia, która opowiada o Juanie Preciado wyruszającym do miasteczka Comala, aby odnaleźć swojego ojca - tytułowego Pedra Paramo. Problem w tym, że Comala nie jest zwykłym miejscem. Im dalej zagłębiamy się w historię, tym bardziej zaciera się granica między żywymi i umarłymi, wspomnieniami i teraźniejszością, rzeczywistością i snem/jawą.

Muszę przyznać, że podobała mi się mniej niż wiele późniejszych książek czerpiących z realizmu magicznego. Być może dlatego, że czytałem już Marqueza, Allende, Borgesa i wielu innych autorów rozwijających ten nurt. W ich powieściach często znajdowałem więcej emocji, bardziej rozbudowany świat i bohaterów, z którymi łatwiej było mi się związać. "Pedro Paramo" jest znacznie bardziej surowe, oszczędne i momentami wręcz nieprzystępne.

Nie zmienia to jednak faktu, że trudno nie docenić tego, jak ta książka została napisana. Rulfo stworzył coś, co w momencie publikacji (1955) musiało robić ogromne wrażenie. Fragmentaryczna narracja, przeskoki między postaciami i czasem, rozmowy z duchami traktowane jak coś zupełnie naturalnego - wszystko to później stanie się jednym z fundamentów realizmu magicznego. Czytając "Pedro Paramo", ma się świadomość obcowania z książką, która wytyczyła ścieżkę dla całego pokolenia pisarzy i swojego własnego gatunku.

Najbardziej podobał mi się klimat. Comala jest miejscem martwym, dusznym i na swój sposób przeklętym. Każda kolejna historia odsłania następny fragment upadku miasta i wpływu, jaki Pedro Paramo wywarł na życie jego mieszkańców. To bardziej opowieść o pamięci, winie, degeneracji i konsekwencjach władzy niż klasyczna fabuła prowadząca z punktu A do punktu B.

Momentami jednak gubiłem się w tej konstrukcji. Powieść wymaga od czytelnika skupienia i cierpliwości, a niektóre przejścia między bohaterami czy perspektywami, bywają bardzo nagłe. Rozumiem, dlaczego dla wielu osób jest to arcydzieło, ale dla mnie bardziej imponujące było jej znaczenie dla historii literatury niż sama przyjemność płynąca z lektury.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

23piorunów

938 + 1 = 939

Tytuł: Białe noce

Autor: Fiodor Dostojewski

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Filia

Format: ebook

Liczba stron: 80

Ocena: 8/10

To jedna z tych książek, które pozornie opowiadają bardzo prostą historię, a jednak zostawiają po sobie znacznie więcej emocji, niż sugerowałaby ich objętość. Narrator, samotny marzyciel przemierzający nocny Petersburg, przypadkowo poznaje Nastieńkę. Między dwojgiem ludzi rodzi się niezwykła relacja - pełna szczerości, nadziei, marzeń i uczuć, które pojawiają się szybciej, niż rozsądek podpowiadałby, że powinny.

Bardzo lubię takie historie. Powolne, skupione na emocjach, rozmowach i stopniowym zatracaniu się w uczuciach. Dostojewski świetnie pokazuje ten moment, kiedy człowiek zaczyna budować w głowie przyszłość, choć tak naprawdę zna drugą osobę zaledwie od kilku dni. Każda rozmowa urasta do rangi wydarzenia, każde spotkanie nabiera znaczenia większego, niż powinno. I właśnie ta mieszanka nadziei, naiwności i romantyzmu działa tutaj znakomicie.

Szczególnie podobało mi się to, jak autor przedstawia głównego bohatera. To człowiek, który przez większość życia funkcjonował bardziej w świecie marzeń niż rzeczywistości. Gdy w jego życiu pojawia się szansa na miłość, nie zostawia sobie żadnej drogi odwrotu. Stawia wszystko na jedną kartę. Nie ma planu B, nie zabezpiecza się emocjonalnie, nie próbuje zachować dystansu. Całkowicie zatraca się w uczuciu i wizji przyszłości, którą sam sobie stworzył. Dzięki temu jego historia jest jednocześnie piękna i bolesna, bo od początku czujemy, jak wiele ryzykuje.

Największą siłą książki jest jednak jej zakończenie. Przez większość lektury wydaje się, że zmierzamy w bardzo konkretnym kierunku. Dostojewski umiejętnie buduje oczekiwania czytelnika, pozwalając mu uwierzyć w określony finał. A potem robi coś zupełnie innego. Nie jest to zwrot akcji w dzisiejszym rozumieniu tego słowa, ale raczej emocjonalne przewartościowanie całej historii. I właśnie dzięki temu „Białe noce” zostają w pamięci na długo po zakończeniu lektury.

Podoba mi się również to, że Dostojewski nie wyśmiewa swojego bohatera. Marzyciel jest naiwny, czasem wręcz boleśnie naiwny, ale autor traktuje go z ogromną czułością. Nie pokazuje go jako głupca, tylko jako człowieka, który odważył się przeżyć swoje uczucia w pełni, bez kalkulacji i zabezpieczeń. Nawet jeśli miało to trwać tylko kilka nocy.

To książka krótka, ale niezwykle intensywna emocjonalnie. Historia o miłości, która mogła się wydarzyć, o marzeniach, które przez chwilę wydawały się rzeczywistością, i o tym, że czasem jedno szczęśliwe wspomnienie potrafi znaczyć więcej niż całe lata przeciętnego życia.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Inspirator2piorunów

Ale mi przypomniałeś:) Była to jedna z książek, którą w dzieciństwie znalazłam gdzieś na strychu i pamiętam, że uznałam ją za zwyczajne romansidło.

Docenić Dostojewskiego przyszło mi dopiero później :smiley:

Jeśli lubisz takie romantyczne klimaty, to serdecznie polecam krótką opowieść Wiosna w Fialcie autorstwa Nabokova.

Tak w ogóle bardzo lubię rosyjską literaturę tamtego okresu, bo ma w sobie ten do bólu emocjonalny sznyt.

Kiedyś uświadomiono mi, że cała literatura rosyjska XIX wieku opiera się na dwóch archetypach: mały człowiek i zbędny człowiek - i faktycznie coś w tym jest.

Ma%C5%82y_cz%C5%82owiekWikipedia
Lider1piorunów

@Lubiejeze ja też ją odkryłem z czasem, mam większość rosyjskich klasyków za sobą, ale zostały mi niemal wszystkie krótsze pozycje Dostojewskiego i cały Tołstoj.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

18piorunów

914 + 1 = 915

Tytuł: Rewers

Autor: Adam Widerski

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Novae Res

Format: ebook

Liczba stron: 400

Ocena: 5/10

Punkt wyjścia jest całkiem obiecujący. Mamy policyjny romans zakończony śmiercią kobiety, śledztwo, w którym policjanci szukają swojego kolegi i chcą pomścić śmierć koleżanki i bohaterów próbujących połączyć rozsypane fragmenty historii w jedną całość. To jeden z tych kryminałów, które od początku sugerują, że prawda jest ukryta gdzieś pod powierzchnią i że to, co widzimy, jest jedynie tytułowym rewersem wydarzeń. Problem w tym, że sama droga do odkrycia tej prawdy okazała się dla mnie znacznie mniej interesująca, niż się spodziewałem. To trzeci tom serii i trochę wiedziałem czego się mogę spodziewać, ale dalej mam spory niedosyt.

Największym problemem książki było dla mnie tempo. Historia ciągnęła się momentami bardziej, niż powinna, a kolejne tropy nie zawsze dawały poczucie, że faktycznie zbliżamy się do rozwiązania. Zamiast napięcia częściej odczuwałem znużenie. To jeden z tych przypadków, gdy książka nie jest zła sama w sobie, ale wymaga od czytelnika znacznie więcej cierpliwości, niż oferuje w zamian satysfakcji. A to nie jest zbyt dobra rekomendacja.

Nie pomaga też fakt, że bohaterowie nie zostali mi w pamięci na dłużej. Po zakończeniu lektury łatwiej przypomnieć sobie samą konstrukcję intrygi niż osoby, które ją napędzały. A w kryminale to zwykle zły znak. Lubię, gdy śledczy, podejrzani czy ofiary mają własny charakter i potrafią zainteresować czytelnika niezależnie od samej zagadki. Tutaj tego mocno brakowało.

Patrząc na opinie innych czytelników, widać, że książka mocno dzieli odbiorców. Część ją chwali za jej atmosferę, inni - podobnie jak ja - zwracają uwagę na nierówne tempo i trudność w pełnym zaangażowaniu się w historię. To nie jest książka pozbawiona pomysłów, ale w moim przypadku nie potrafiła przekuć ich w naprawdę angażującą historię.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Sum1piorunów

@WujekAlien to teraz czas na ekranizację ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Lider1piorunów

@Telezajaczek o kurde, to mnie zaskoczyłeś, nie wiedziałem, że jest

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

18piorunów

899 + 1 = 900

Tytuł: Czynnik alchemiczny

Autor: Tomasz Stawiszyński

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wielka Litera

Format: ebook

Liczba stron: 192

Ocena: 6/10

Mam z tą książką dokładnie ten sam problem, co z wieloma eksperymentami literackimi: przez większość czasu nie byłem pewien, czym ona właściwie jest. Powieścią? Esejem filozoficznym? Zbiorem intelektualnych ćwiczeń myślowych? A może wszystkim po trochu? I paradoksalnie właśnie ta niejednoznaczność jest jednocześnie jej największą siłą i największą słabością.

Punktem wyjścia są wydarzenia rozgrywające się na Korfu, ale bardzo szybko okazuje się, że fabuła nie jest tutaj najważniejsza. Stawiszyński tworzy kolejne historie, warianty historii, a czasem nawet hipotetyczne sytuacje osadzone wewnątrz innych hipotetycznych sytuacji. W pewnym momencie trudno już rozstrzygnąć, co jest opowieścią, co komentarzem do opowieści, a co jedynie eksperymentem autora. Dla jednych będzie to fascynujące, dla innych irytujące.

A jednak książka ma w sobie coś, co nie pozwala jej odłożyć. Mimo że wielokrotnie łapałem się na myślach "dokąd to właściwie zmierza?", "jak się zakończy?" cały czas chciałem czytać dalej. Jest w tym jakaś przewrotna umiejętność autora - nawet jeśli czytelnik nie do końca rozumie reguły gry, to nadal chce uczestniczyć w kolejnych rozdaniach/partiach.

Najciekawsze są oczywiście filozoficzne rozważania. Tytułowy "czynnik alchemiczny" staje się próbą uchwycenia tego, co wymyka się racjonalnym opisom świata. Stawiszyński nieustannie pyta o sens, przypadek, przeznaczenie, znaczenie zbiegów okoliczności i o to, czy w otaczającej rzeczywistości istnieje coś więcej niż tylko suma zdarzeń. Problem w tym, że często bardziej interesują go same pytania niż poszukiwanie odpowiedzi. To książka, która nie prowadzi czytelnika za rękę i nie daje mu komfortu domknięcia większości wątków.

Momentami miałem też wrażenie, że autor celowo zaciera granicę między opowieścią a filozoficzną dygresją. Niektóre fragmenty przypominają klasyczną powieść, inne niemal wykład lub rozmowę prowadzoną przy stole przez ludzi próbujących zrozumieć świat. Efekt jest interesujący, ale również sprawia, że książka bywa nierówna i trudna do uchwycenia jako całość. Mnóstwo tu też powtórzeń, nie zliczę ile razy słyszymy, jakby w tle, głos sprzedawcy owoców, którego studium zajmuje się autor. Jakby tylko on, a właściwie oni, on i członkowie wycieczki, którą odbywa, jako jedyni go widzieli i słyszeli. Ale nawet raz nie spróbował czegoś od niego kupić, żeby rozwiać te wątpliwości, co ostatecznie robią za niego inni turyści - brytyjczycy siedzący przy stole obok, którzy zaczynają przedrzeźniać jego owocowe nawoływania.

Ostatecznie bardziej doceniam "Czynnik alchemiczny", niż go lubię. To książka inteligentna, pełna ciekawych tropów i pytań, ale jednocześnie momentami zbyt zagubiona we własnych konstrukcjach. Czytałem ją z zainteresowaniem, lecz po zakończeniu bardziej zostałem z poczuciem obcowania z eksperymentem niż z pełnoprawną powieścią. To jedna z tych książek, które bardziej prowokują do myślenia niż dostarczają satysfakcji z samej historii. I być może właśnie taki był jej cel.


2222 wpis ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Programowanie

18piorunów

W ramach zabawy z ClaudeCode stworzyłem sobie wyszukiwarkę ebooków i audiobooków w Legimi, EmpikGo, Storytel i Audiotece.

Empik jak zwykle był problematyczny, bo nie może mieć normalnego searcha, ale ostatecznie wyszło całkiem spoko :)

Fanatyk10piorunów

Moja: "Tu wstaw tytuł" chomikuj.pl

Lider5piorunów

@Ravm dodanie chomika I Anna’s archive to też dobry pomysł :)

Gruba ryba3piorunów

@WujekAlien miałem pisać, żebyś Annas archive dodał bo tam można znaleźć perełki, których nigdzie nie ma.

Lider2piorunów

@FoxtrotLima to pierwsza wersja pod abo, które opłacam, w kolejnej dorzucę też inne źródła ;)

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

14piorunów

895 + 1 = 896

Tytuł: Krucyfiks

Autor: Chris Carter

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: audiobook

Liczba stron: 424

Ocena: 8/10

Pierwszy tom serii z Robertem Hunterem jest dla mnie jednocześnie jednym z najlepszych i jednym z najsłabszych przykładów tego, czym później stanie się cała seria. Najlepszych, bo już tutaj widać wszystkie elementy, które przyciągnęły mnie do niej jako czytelnika: brutalne zbrodnie, mroczny klimat, szybkie tempo i śledztwo prowadzone przez niezwykle inteligentnego detektywa. Najsłabszych, bo patrząc z perspektywy kolejnych tomów, Carter dopiero się rozkręca.

W Los Angeles pojawia się seryjny morderca pozostawiający na ofiarach charakterystyczny podpis w postaci krucyfiksu. Robert Hunter i jego nowy partner Carlos Garcia szybko odkrywają, że mają do czynienia nie tylko z wyjątkowo brutalnym sprawcą, ale również kimś, kto doskonale zna policyjne procedury i wydaje się zawsze być o krok przed śledczymi. Hunter już wcześniej tropił zabójcę o identycznym modus operandi, ale przez aresztowanie podejrzanego obciążonego masą dowodów i śmierć partnera, śledztwo zostało zakończone, a "sprawca" skazany. Niestety okazuje się, że albo wrócił zza grobu, albo ma naśladowcę, albo to nie jego aresztowano. Im dalej w historię, tym bardziej osobisty staje się ten pojedynek detektywów z mordercą.

Już tutaj widać, że Carter nie zamierza oszczędzać czytelnika. Opisy zbrodni są mocne, momentami wręcz szokujące. Autor potrafi wykorzystać brutalność do budowania atmosfery zagrożenia. Nie jest to jeszcze poziom późniejszych tomów i ich brutalnośći, ale fundament pod całą serię został położony bardzo solidnie.

Największym problemem "Krucyfiksu" jest chyba to, że późniejsze części są po prostu lepsze. Carter z książki na książkę coraz sprawniej budował intrygi, tworzył bardziej niepokojących antagonistów i mocniej rozwijał samego Huntera. W efekcie debiut serii trochę traci przy bezpośrednim porównaniu. Widać też kilka typowych dla pierwszego tomu uproszczeń i schematów, które później autor będzie potrafił lepiej maskować.

Mimo tego książkę czyta się znakomicie. Tempo jest wysokie, napięcie utrzymuje się niemal przez cały czas, a sam Robert Hunter od początku wyróżnia się na tle wielu innych policyjnych bohaterów. Nie jest kolejnym zgorzkniałym detektywem z problemem alkoholowym, tylko człowiekiem, którego największą bronią jest umysł. Jest też jedna scena, w której olewa policyjne procedury i zostawia gangsterów sam na sam z pedofilami, dając im wymierzyć sprawiedliwość po za systemem.

To bardzo dobry początek jednej z moich ulubionych serii o seryjnych mordercach. Paradoksalnie fakt, że uważam go za najsłabszy tom, mówi więcej o jakości późniejszych części niż o samym Krucyfiksie. Gdyby nie to, co Carter napisał później, pewnie oceniłbym tę książkę jeszcze wyżej. Choć dalej jest to wybitny kryminał.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

6piorunów

Dzień dobry,
Dziś przychodzę do Was z promocją Świata Książki związaną z Targami Ksiązki w Warszawie.

Promocja _"Targi Książki | 2 książki za 30, 40, 50, 60 lub 80"_ obowiązuje od 28.05.2026 do 03.06.2026 lub do wyczerpania stanów magazynowych:

[Targi Książki | 2 książki za 30 zł*](https://www.swiatksiazki.pl/targi-ksiazki-2-ksiazki-za-30-zl-1108220197.html)

[Targi Książki | 2 książki za 40 zł*](https://www.swiatksiazki.pl/targi-ksiazki-2-ksiazki-za-40-zl-1108220198.html)

[Targi Książki | 2 książki za 50 zł*](https://www.swiatksiazki.pl/targi-ksiazki-2-ksiazki-za-50-zl-1108220200.html)

[Targi Książki | 2 książki za 60 zł*](https://www.swiatksiazki.pl/targi-ksiazki-2-ksiazki-za-60-zl-1108220201.html)

[Targi Książki | 2 książki za 80 zł*](https://www.swiatksiazki.pl/targi-ksiazki-2-ksiazki-za-80-zl-1108220218.html)


Nie są to może najlepsze zniżki, ale przy niższych progach, procentowo wychodzą najkorzystniej.

Darmowa dostawa od 149zł