Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#czytajzwujkiem

Lider

w Książki

28piorunów

Nowa zabawka - Xteink X4

Gruba ryba1piorunów

@WujekAlien spoko zabawka. Zastanawiałem się nad 3, ale ostatecznie uznałem, że to nie dla mnie 😅

Gruba ryba1piorunów

@WujekAlien zamysł był przypiąć to za telefon. Ale po przemyśleniu tego pomysłu, postanowiłem wgrać appke do czytania na telefon i tyle xD

Pokaż więcej komentarzy (19)

Lider

w Książki

17piorunów

1290 + 1 = 1291

Tytuł: Sprostowanie

Autor: Renee Knight

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Sonia Draga

Format: ebook

Liczba stron: 304

Ocena: 6/10

To jest bardzo dziwna książka. Do jej przeczytania zachęcił mnie serial na Apple TV+, ale nie wiem, czy lektura zachęca do obejrzenia serialu.

Mamy małżeństwo, w teorii szczęśliwe, które ma syna, w teorii zajętego podróżowaniem i cieszeniem się życiem. Problem polega na tym, że to wszystko jest fasadą, a gdy główna bohaterka znajduje w domu książkę, której fabuła do złudzenia przypomina jej życie i pewne wydarzenia z dawnych wakacji, fasada się rozbija w drobny mak, a małżeństwo przechodzi ogromny kryzys, a później kolejny i kolejny. Przeszłość wychodzi na jaw, ale nie cała, a historia ma mnóstwo luk i przemilczeń.

Książka nie daje nam polubić bohaterów, bo gdy ich poznajemy każde żyje w swojej bańce/strefie komfortu, a później oglądamy ich, gdy pod przymusem muszą je opuścić i wychodzi z nich prawdziwe oblicze.

Romas, śmierć, zagrożenie życia, a może coś jeszcze, bardzo wiele tych emocji, przemilczeń i kłótni na przestrzeni 300 stron. A do tego książka wolno się rozpędza, co sprawia, że w pewnym momencie leci na łeb na szyję, żeby się wyrobić ze wszystkim przed końcem. Bohaterowie ze sobą nie rozmawiają, książka prawie nie ma dialogów, większość informacji poznajemy ze wspomnień po latach i ze słyszenia.

Czuć, że jest to debiut i jeszcze brakuje autorce niezbędnego wyczucia tempa, które znacznie utrudnia odbiór lektury.

Raczej nie mogę polecić, na pewno nie jest to dobra książka dla kogoś, kto oczekuje thrillera, tym bardziej kryminału. Nie jest to literatura piękna, bliżej jej do obyczajowej, ale za dużo tu poplątania gatunków i prób ukrycia o czym ta książka jest.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 189/128

Fenomen1piorunów

@WujekAlien od siebie dodam że serial oparty na tej książce jest więcej niż poprawny i ogląda się go z przyjemnością.
Książki nie czytałem.

Lider1piorunów

@Astro właśnie datego się zastanawiam, bo książka ma zadatki na bycie świetnym serialem, czuć, że tu zabrakło stron na całą historię, a w serialu i kilku odcinkach powinna się lepiej prezentować.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

17piorunów

1289 + 1 = 1290

Tytuł: Zgodnie z planem

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 416

Ocena: 5/10

Dawno nie było Reachera, więc lecimy z kolejnym.

Tym razem jedna z najsłabszych książek serii, której nawet Zadura nie potrafił uratować w audiobooku.

Fabularnie: Reacher znowu wysiada z autobusu w małym miasteczku, ale tym razem nic go tu nie ściągnęło, a jedynym powodem, dla którego wysiadł na przystanku, był starszy pan, z grubym plikiem gotówki, którego śledził niedoszły przestępca również pasażer tego samego środka lokomocji. Wysiedli w trójkę: dziadek pierwszy, złodziej drugi, Reacher trzeci. Gdy doszli już na miejsce kradzieży Jackowi udało się ją udaremnić, ale starszy pan się przewrócił i zwichnął nogę, przez co nie może dalej iść sam.

Starszy pan i jego żona zapożyczyli się już gdzie mogli, a ostatnią deską ratunku był lichwiarz gangu. Gdy starszy pan opowiedział Reacherowi na co mu potrzebne te pieniądze, ten postanowił mu pomóc i dostarczyć ostatnią ratę długu. Niestety jak to Reacher spierdolił sytuację jescze bardziej, przez co starsze małżeństwo po za chorobą córki, ma na głowej również wojnę lokalnych gangów o wpływy w mieście.

I tu się pojawił pierwszy powód, dla którego książka jest tak słaba. Reacher z zimną prezycją eliminuje - uśmierca - kolejnych członków dwóch rywalizujących gangów ze wschodniej Europy. Oni myślą, że za eliminacją toważyszy stoi drugi gang, więc dodatkowo mordują kolejnych, aż w pewnym momencie licznik śmierci przekracza 20 i nie chce mi się więcej liczyć. Metody te są tez dość rzeźnickie, od postrzału w autcie, przez zgniatarke auto, po podpalenie ludzi żywcem.

Miałem wrażenie, że Childowi się trochę pomyliły serie, bo Reacher raczej zawsze kojarzył mi się z człowiekiem, który najpierw walczy wręcz, a jak absolutnie nie ma wyjścia, zabija. Tu lecimy z przykazaniem: nie zabijaj, jak z luźną sugestią w samouczku do pominięcia klikając spację.

Nie tak wyobrażałem sobie pomoc staruszkom w problemach finansowych. Wątek amerykańskiej służby zdrowia też średnio tu zagrał, bo zamiast bać sie o życie dziewczyny, widziałem lekarza z terminalem płatnczym przy szpitalnym łóżku.

Jeden z najsłabszych, o ile nie najsłabszy tom serii, a co gorsza, kolejny tom i następne są już napisane przez Lee, do spółki z jego bratem Andrew, co nie zwiastuje nic dobrego.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 187/128

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

16piorunów

1288 + 1 = 1289

Tytuł: Niecodzienne przypadki Denny’ego Vossa

Autor: Holly Kennedy

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Albatros

Format: ebook

Liczba stron: 416

Ocena: 8/10

Ciekawa odskocznia od cięższych tematów, fantasy i kryminałów.

Książka o chłopcu, choć powinienem powiedzieć mężczyźnie, bo bohater ma 30 lat, który popada w dziwne tarapaty głównie dlatego, że jest opóźniony w rozwoju i nie do końca rozumie otaczający go świat. Denny jest praktycznie samodzielny, ma pracę, znajomych, rodzinę, ale nie radzi sobie z pewnymi emocjami, co często kończy się ucieczką do własnego świata i śpiewaniem motywu z Toy story ("Ty druha we mnie masz"), jako formie uspokojenia.

Denny jest opóźniony od urodzenia, wychowywany przez swoją mamę, którą nazywa babcią ze zwględu na jej podeszły wiek. Jego wiernym kompanem jest głuchy i ślepy pies George, a zwierzęta nazywane ludzkimi imionami i nazwiskami wpędzą Denne'go w niejedne kłopoty.

Numerem, który często się przewija w książce jest 72 - IQ naszego protagonisty, które jest jednocześnie wadą, jak i zaletą, bo gdyby wynosiło 70 lub mniej, Denny mógłby być traktowany zupełnie inaczej, a tak za swoje zachowanie kilkukrotnie trafia do więzienia. W tym raz za morderstwo, którego nie popełnił, ale nie umie się z niego wytłumaczyć, a jego adwokatka broni go w swojej pierwszej w życiu sprawie sądowej.

Książka jest zabawna/humorystyczna, ale zostawia z pewną refleksą na temat życia osób niepełnosprawnych umysłowo i tego, jak społeczeństwo jest gotowe na ich odmienność.

Przyjemna krótka lektura, na około 3-4 godziny czytania, ale moim zdaniem warto. Polecam :)

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

12piorunów

1275 + 1 = 1276

Tytuł: Alchemik - Tom1: Miasto umarłych

Autor: Wasilij Machanienko

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Insignis

Format: ebook

Liczba stron: 352

Ocena: 8/10

Jeszcze jakiś czas temu LitRPG było dla mnie właściwie ciekawostką. Teraz coraz bardziej przekonuję się, że jest to jedna z ciekawszych czytelniczych odskoczni od kryminałów, thrillerów, literatury pięknej czy bardziej klasycznego fantasy. Po Dungeon Crawler Carl zdecydowanie mam ochotę poznawać kolejne wariacje tego gatunku i "Alchemik" Wasilija Machanienki bardzo dobrze wpisuje się w tę potrzebę.

Tym razem szczególnie spodobał mi się sam pomysł na świat. Nie obserwujemy momentu, w którym rzeczywistość nagle zamienia się w grę i ludzie muszą nauczyć się żyć według nowych zasad. Tutaj system istnieje od tysięcy lat. Kolejne pokolenia rodzą się w świecie poziomów, statystyk, umiejętności i konkretnych reguł, traktując je jako coś zupełnie naturalnego.

Głównym bohaterem jest Tajlin Właszyc, młody chłopak, którego początkowo zdecydowanie bardziej niż wielkie tajemnice świata interesuje po prostu przetrwanie. Szybko jednak zostaje wrzucony w wydarzenia, które zmuszają go do poznawania kolejnych zasad rządzących rzeczywistością i rozwijania własnych możliwości. Jest sierotą, więc jego "growy" start jest jeszcze trudniejszy niż moglibyśmy przypuszczać, bo choć jego ojciec oddał swoje życie, by start rozgrywki syna był lepszy, to zostawił go zupełnie samego w świecie, który nie tłumaczy żadnych reguł, a walka o przetrwanie zaczyna się od 1 dnia.

I właśnie tutaj zaczyna działać to, co ostatnio tak bardzo podoba mi się w LitRPG. Rozwój bohatera naprawdę widać.

Nowa umiejętność, przedmiot, poziom czy odkrycie kolejnej mechaniki świata daje tę charakterystyczną satysfakcję znaną z gier RPG. Człowiek zaczyna kombinować razem z bohaterem: co można z tym zrobić? Jak wykorzystać nową zdolność? W którą stronę można rozwinąć postać? Co jeszcze kryje system?

W normalnym fantasy autor może napisać, że bohater stał się silniejszy. Tutaj dostajemy niemal namacalny dowód jego progresu. I okazuje się, że obserwowanie rosnących cyferek potrafi być zaskakująco przyjemne.

Jednocześnie "Alchemik" nie jest dla mnie książką, którą czytam dla wybitnych dialogów, skomplikowanej psychologii postaci czy wielkich filozoficznych rozważań. To przede wszystkim bardzo konkretna rozrywka. Quest, nagroda, rozwój, odkrywanie świata, kolejny problem i następny krok do przodu.

I chyba właśnie dlatego LitRPG zaczyna mi się tak podobać. Po kilku cięższych albo bardziej wymagających książkach taka historia działa jak literacki reset. Nadal dostaję świat, który chcę poznawać, tajemnice do odkrycia i bohatera, którego rozwój mogę obserwować, ale jednocześnie nie muszę analizować każdego zdania. Mogę po prostu wejść do tego świata i dobrze się bawić.

"Alchemik" dodatkowo ma tę przewagę, że pierwszy tom pozostawia sporo miejsca na rozwinięcie całego konceptu. Najbardziej ciekawi mnie właśnie przeszłość tego świata i odpowiedź na pytanie, jak właściwie doszło do tego, że system stał się dla ludzi czymś równie naturalnym jak prawa fizyki.

Nie wiem jeszcze, gdzie "Miasto Umarłych" znajdzie się na mojej prywatnej skali LitRPG, szczególnie że poprzeczka po Dungeon Crawler Carl i poprzednich seriach autora, wisi bardzo wysoko. Ale wiem jedno - ten gatunek zdecydowanie zostaje ze mną na dłużej.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 185/128

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

17piorunów

1274 + 1 = 1275

Tytuł: Czas przeszły

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 448

Ocena: 7/10

Reacher numer 23. Niestety kolejny czytany przez Sobczaka, ale w 24 już wraca Zadura, czego bardzo się nie mogę doczekać. Celem na ten rok jest skończenie wszystkich pełnych tomów serii. A na początku przyszłego, zabranie się za opowiadania.

Fabularnie: po raz kolejny Jack Reacher zmierza właściwie donikąd, aż przypadek podsuwa mu powód, żeby się na chwilę zatrzymać. Tym razem jest nim Laconia - miasteczko, z którym związana jest przeszłość jego ojca. Reacher postanawia więc zrobić sobie małą wycieczkę genealogiczną i sprawdzić, czego może dowiedzieć się o swojej rodzinie. Jest to też jeden z niewielu tomów, które to faktycznie robią, dlatego tym bardziej go doceniam.

Oczywiście jest Reacherem, więc mała wycieczka, szybko przestaje być taka mała. Równolegle poznajemy młodą parę kanadyjczyków, Shorty’ego i Patty, których samochód odmawia posłuszeństwa w zdecydowanie niewłaściwym miejscu. Trafiają do położonego na odludziu motelu, którego właściciele od początku wydają się trochę zbyt mili i trochę dziwni. Dość szybko można się domyślić, że za tym miejscem kryje się coś więcej.

I właśnie połączenie tych dwóch historii jest dla mnie najmocniejszą stroną "Czasu przeszłego". Z jednej strony dostajemy Reachera grzebiącego we własnej przeszłości, z drugiej historię, która coraz mocniej skręca w stronę thrillera, a może nawet horroru. Przez sporą część książki wątki rozwijają się niezależnie, a ja czekałem na moment, w którym w końcu się ze sobą przetną.

To również zdecydowanie ten rodzaj Reachera, którego lubię najbardziej. Nie międzynarodowe operacje, wielkie spiski i zabawa w agenta, ale małe miasteczko, kilka podejrzanych osób i Reacher, który miał tylko przejechać autobusem przez okolicę, ale oczywiście zaraz okazuje się, że ktoś potrzebuje jego pomocy i czas wyciągnąć z garażu walec.

Do tego dochodzi osobisty wątek dotyczący jego ojca. Reacher zwykle nie jest bohaterem szczególnie zainteresowanym własną przeszłością. Żyje tu i teraz, nie posiada prawie niczego i niespecjalnie przejmuje się tym, co zostawił za sobą. Dlatego obserwowanie go w sytuacji, w której próbuje dowiedzieć się czegoś o własnych korzeniach, jest ciekawą odmianą od standardowego schematu serii.

Nie znaczy to jednak, że Child nagle napisał psychologiczną analizę Jacka Reachera. Bez przesady. Nadal dostajemy dokładnie to, czego można się spodziewać: Reacher analizuje sytuację, ktoś go lekceważy, ktoś podejmuje bardzo złą decyzję dotyczącą wyboru przeciwnika, wynajmuje zbira, żeby mu pokazać, kto tu rządzi, a później dostaje rachunek za przejażdżkę karetką do szpitala.

Po 23 tomach trudno oczekiwać rewolucji. I chyba właśnie dlatego nadal dobrze mi się tę serię czyta. Wiem, co dostanę, Child wie, czego od niego oczekuję, a Reacher pozostaje Reacherem. Czasami ten schemat działa lepiej, czasami gorzej, ale "Czas przeszły" znajduje się dla mnie zdecydowanie po tej lepszej stronie serii.

Nie jest to jeden z najlepszych tomów i raczej nie zostanie ze mną na dłużej, ale po słabszych częściach ponownie dostałem historię przypominającą mi, dlaczego tak lubię wracać do tego bohatera.

Małe miasteczko, tajemnica, trochę rodzinnej przeszłości, ludzie podejmujący fatalną decyzję o wejściu Reacherowi w drogę i on sam, który miał przecież tylko wpaść tu na chwilkę, wypić kawkę i spadać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

30piorunów

1273 + 1 = 1274

Tytuł: Neuromancer

Autor: William Gibson

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Książnica

Format: ebook

Liczba stron: 280

Ocena: 5/10

Są książki, które trzeba oceniać w dwóch różnych kategoriach:

Pierwszej - ich znaczenie dla literatury i wpływ na wszystko, co pojawiło się później. Drugiej - znacznie brutalniejszej - to odpowiedź na pytanie: jak właściwie czyta się je dzisiaj?

I "Neuromancer" Williama Gibsona jest dla mnie idealnym przykładem książki, w której odpowiedzi na te dwa pytania są kompletnie różne.

Case jest hakerem, który po konflikcie z poprzednimi pracodawcami zostaje pozbawiony możliwości podłączania się do cyberprzestrzeni. Dla kogoś, kto właściwie żył w wirtualnym świecie, jest to wyrok. Wszystko zmienia się, gdy dostaje propozycję odzyskania swoich zdolności w zamian za wykonanie pewnego zadania. Wraz z ulepszoną technologicznie Molly zostaje wciągnięty w operację, której prawdziwy cel okazuje się znacznie większy, niż początkowo przypuszczał.

Brzmi świetnie. I zapewne w 1984 roku musiało robić piorunujące wrażenie. Cyberprzestrzeń, hakerzy, sztuczna inteligencja, korporacje potężniejsze od państw, cybernetyczne modyfikacje ludzi, przestępczość wykorzystująca nowe technologie i wszechobecne poczucie, że człowiek zaczyna przegrywać z systemem, który sam stworzył. Dzisiaj są to fundamenty cyberpunku, ale Gibson pisał o nich, zanim większość z nas zaczęła kojarzyć je z Matrixem, grami, anime czy kolejnymi książkami science fiction.

I za to należy mu się ogromny szacunek.

Problem w tym, że czytanie Neuromancera dzisiaj było dla mnie zwyczajnie męczące. Mam wrażenie, że ta książka bardzo źle się zestarzała. Nie tyle nawet pod względem samych pomysłów - bo wiele z nich nadal jest interesujących - ile sposobu ich przedstawienia. Gibson wrzuca czytelnika do swojego świata i praktycznie nie daje mu czasu na złapanie oddechu. Pojęcia, miejsca, technologie i postacie pojawiają się jedno za drugim, często bez większego wyjaśnienia. Teoretycznie powinno to budować poczucie obcowania z obcym, zaawansowanym technologicznie światem. U mnie znacznie częściej powodowało pytanie: co właściwie teraz się dzieje?

Paradoksalnie największy problem Neuromancera może wynikać właśnie z jego sukcesu. Tak wiele późniejszych dzieł korzystało z pomysłów Gibsona, rozwijało je i przedstawiało w bardziej przystępny sposób, że powrót do jednego z pierwowzorów gatunku nie daje już tego samego efektu. Zamiast odkrywać coś nowego, rozpoznawałem elementy, które znam z dziesiątek późniejszych historii - tyle, że tutaj podane w znacznie mniej przystępnej formie.

To trochę jak zwiedzanie fundamentów budynku, w którym wcześniej widziało się już wszystkie piętra.

Najbardziej zabrakło mi jednak mocniejszego przywiązania do bohaterów i samej historii. Świat jest ważniejszy od ludzi, którzy się po nim poruszają, a ja zdecydowanie bardziej interesowałem się tym, co Gibson wymyślił, niż tym, co stanie się z Case’em. Doceniałem kolejne idee, ale emocjonalnie pozostawałem gdzieś obok.

I dlatego mam z Neuromancerem spory problem. Rozumiem jego znaczenie. Widzę jego wpływ na cyberpunka jako gatunek. Potrafię sobie wyobrazić, jak świeża i wręcz rewolucyjna musiała być ta książka czterdzieści lat temu. Bez Gibsona wiele późniejszych światów science fiction prawdopodobnie wyglądałoby zupełnie inaczej.

Tylko że znaczenie historyczne książki i przyjemność z jej czytania to dla mnie dwie różne rzeczy. Trochę szkoda, bo liczyłem na lepszą zabawę. Czytając tę książkę czuć inspiracje innych książek czy gier, z Cyberpubkiem 2077 na czele. Od straconych zdolności i budowania siebie na nowo, po misję, która nie idzie zgodnie ze scenariuszem i ma dużo większe znaczenia dla świata, niż bohaterowi to początkowo nakreślono.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Gruba ryba3piorunów

@WujekAlien

Gibson wrzuca czytelnika do swojego świata i praktycznie nie daje mu czasu na złapanie oddechu

Może jestem sadomaso, ale akurat lubię taki sposób pisania. Podobnie zaczynał się choćby Hyperion, czy nawet Wywyższenie Horusa, które wrzuciło mnie w najdłuższy ciąg literacki w życiu.

Nie lubie kiedy autor na siłę usiłuje prowadzić mnie za rękę jak małe dziecko albo jak debila.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Lider

w Książki

15piorunów

1267 + 1 = 1268

Tytuł: Nocna runda

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 432

Ocena: 7/10

22 Tom serii z Jackiem Reacherem. Trudno napisać o tej książce coś, czego już o poprzednich tomach nie napisałem.

Fabularnie - w dużym skrócie:

Reacher wysiada z autobusu pośrodku niczego, idzie się odlać i mija lombard, jego wzrok zatrzymuje się na witrynie, gdzie widzi sygnet amerykańskiej armii. Potrzeba fizjologiczna schodzi na dalszy plan, podróż autobusem zostaje odwleczona o dni, bo zagadka pierścienia staje się w tym momencie najważniejsza.

Okazuje się, że byłej właścicielki pierścienia szuka nie tylko Reacher, ale też jej siostra, łączą siły, bo odnaleźć „zgubę”.

Co tu dużo mówić, jest to najbardziej typowy Reacher z typowych Reacherów. Bohater wysiada pośrodku niczego i wplątuje się w sam środem akcji, której jest więcej niż ludzi w tym, zapomnianym przez boga i świat, miasteczku. Nie ma tu pościgów, wybuchów (no dobra jest jeden, ale on się wydarzył zanim Reacher przyjechał), międzynarodowych spisków, ani niczego, do czego przyzwyczaiły nas tomy z gatunku tych, w których mają rozmach sk⁎⁎⁎⁎syny. Tu jest powolnie, jeszcze wolniej, przegadanie i może momentami nudno. Ale gdybym miał podać jeden przykładowy tom, który zobrazowałby to, czym ta seria dla mnie jest i w jakich realiach Reacher wypada najlepiej, to byłby to właśnie ten.

To też jeden z tych tomów, który nie nawiązuje do poprzednich, więc można go czytać bez ich znajomości.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz\

Osobisty licznik: 183/128

Gruba ryba3piorunów

@WujekAlien nie nudzi się tyle książek z jednej serii? 😉

Widzę, że już 30 części jest

Lider2piorunów

@saradonin_redux albo odpowiem tak - są tomy, w których Reacher:

* Sam przyjeżdza do pipidówy i wpada na kogoś, komu trzeba pomóc + nikt nie ginie

* Sam przyjeżdza do pipidówy i wpada na kogoś, komu trzeba pomóc + niezłe bagno, w którym ginie kilka osób

* Sam przyjeżdza do pipidówy i wpada na spisek o ogólnokrajowym znaczeniu, który za wszelką cenę musi rozwiązać

* Sam przyjeżdza do pipidówy i od wjazdu do niej jest wrogiem numer jeden + naciska na odcisk lokalnym gangusom

* Sam przyjeżdza do pipidówy, żeby kogoś odnaleźć + przenika pod przykrywką do lokalnych gangusów

* Przyjeżdza do pipidówy z kimś i od wjazdu do niej są wrogami numer jeden + naciskają na odcisk 3 literowym służbom (FBI, CIA, …)

* Coś się dzieje w dużym mieście, a Reacher pomaga 3 literowym służbom (FBI, CIA, …) + globalne światowe akcje, latanie prywatnymi odrzutowcami po całym świecie + zagrożenie światowe (np. kilkanaście bomb atomowych)

* Coś się dzieje w dużym mieście, a Reachera ścigają 3 literowe służby (FBI, CIA, …) myśląc, że jest sprawcą lub chociaż zamieszanym w akcję + zagrożenie minimum na poziomie stanu (np. broń biologiczna)

* Akcja w przeszłości, w czasach gdy był w jednostce 110 + głównie przemyty, gruba kasa, polityczne-korupcyjne wałki

* Akcja w teraźniejszości z ludźmi z jednostki 110 + głównie przemyty, gruba kasa, polityczne-korupcyjne wałki

* Ktoś z przeszłości (głównie wojskowej) ściąga/prosi Reachera, żeby mu pomógł wyjśc z bagna, z którego nikt inny go nie wydostanie

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

21piorunów

1266 + 1 = 1267

Tytuł: Buckeye. Tajemnica małego miasteczka

Autor: Patrick Ryan

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Filia

Format: ebook

Liczba stron: 480

Ocena: 9/10

Są książki, w których właściwie niewiele potrzeba, żeby opowiedzieć świetną historię. Nie potrzeba wielkich tajemnic, morderstw, końca świata czy zwrotów akcji co kilkadziesiąt stron. Wystarczą ludzie, ich wybory, konsekwencje tych wyborów i czas, który nieubłaganie płynie do przodu. „Buckeye” Patricka Ryana jest właśnie taką książką. I niemal idealnie trafiła w mój gust.

Historia rozpoczyna się w niewielkim amerykańskim miasteczku w Ohio, w trakcie II wojny światowej. Wojna jest tutaj jednak bardziej tłem niż głównym tematem. Najważniejsze są dwie rodziny, których losy splatają się ze sobą za sprawą jednego wydarzenia. Czegoś, co początkowo może wydawać się tylko chwilą słabości, przypadkiem czy niewłaściwą decyzją, ale z czasem zaczyna wpływać na życie kolejnych pokoleń.

I właśnie to podobało mi się najbardziej.

Ryan nie spieszy się z opowiadaniem swojej historii. Pozwala bohaterom żyć. Zakładać rodziny, wychowywać dzieci, popełniać błędy, ukrywać sekrety, kochać niewłaściwe osoby i zastanawiać się nad tym, jak wyglądałoby ich życie, gdyby kiedyś podjęli inną decyzję. Kolejne lata mijają, świat się zmienia, wojna się kończy, dzieci dorastają, a wydarzenia z przeszłości nadal gdzieś tam są - czasami głęboko schowane, ale nie w pełni zapomniane.

To przede wszystkim saga o zwyczajnych ludziach. Nie ma tutaj bohaterów jednoznacznie dobrych, ani złych. Są ludzie, którzy nawet gdy przez większość czasu zachowują się dobrze, czasami popełnią fatalny błąd, a później przez lata muszą żyć z jego konsekwencjami. I właśnie dlatego tak łatwo było mi w tę historię uwierzyć.

Bardzo podobało mi się również obserwowanie zmian zachodzących na przestrzeni kolejnych dekad. Buckeye opowiada nie tylko o swoich bohaterach, ale gdzieś w tle również o zmieniającej się Ameryce. Wielkie wydarzenia historyczne docierają do małego miasteczka, wpływają na życie mieszkańców, ale nigdy nie odbierają im pierwszego planu. Historia świata dzieje się gdzieś obok, podczas gdy dla bohaterów najważniejsze pozostają ich własne małe tragedie, miłości i rodzinne problemy.

To dokładnie ten rodzaj literatury obyczajowej, który lubię najbardziej. Powolny, ale nie nudny. Wielowątkowy, ale nieprzekombinowany. Emocjonalny, ale bez ciągłego wymuszania emocji na czytelniku. Zamiast wielkich dramatycznych deklaracji często rozmowa, gest albo przemilczenie.

Jedyny większy zgrzyt pojawił się u mnie pod koniec. Ryan postanawia wtedy trochę za mocno namieszać i dorzuca zawirowania, których ta historia moim zdaniem zwyczajnie nie potrzebowała. Przez większość książki jej siłą była naturalność – poczucie, że po prostu obserwuję kawałek czyjegoś życia. Gdyby autor zaufał temu do samego końca, być może byłaby to dla mnie książka 10/10.

Nie zmienia to faktu, że „Buckeye” jest jedną z tych powieści, przy których po kilkuset stronach orientuję się, że właściwie nie potrzebowałem żadnej wielkiej fabularnej nagrody. Chciałem po prostu jeszcze trochę pobyć z tymi ludźmi. Zobaczyć, co wydarzy się za pięć, dziesięć czy dwadzieścia lat. Kto zostanie, kto odejdzie i jakie konsekwencje będą miały decyzje podjęte dawno temu.

To saga wielopokoleniowa, spokojna, skupiona na bohaterach i pokazująca, jak jedno wydarzenie może rzucać cień na całe życie. „Buckeye” idealnie trafiło w mój obecny gust czytelniczy.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 182/128

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

9piorunów

Właśnie skrócono długą listę nagrody Bookera 2026, eliminując z niej 7 książek.

Na krótkiej liście znalazło się 6 książek napisanych po angielsku z datą publikacji między 1 października 2025, a 30 września 2026.

Zwycięska książka zostanie ogłoszona 9 listopada 2026.

Książki z krótkiej listy:

* Elizabeth Strout - “The Things We Never Say” (laureatka Pulitzera z 2009 roku)

* Marlon James - “The Disappearers” (zwycięzca z 2015 roku za “Krótką historię siedmiu zabójstw”)

* M. John Harrison - “The End of Everything”

* Douglas Stuart - “John of John” (zwycięzca z 2020 roku za “Shuggie Bain”)

* Luke Kennard - “Black Bag”

* Rebecca Perry - “May We Feed the King”

Ja jeszcze nie mam swojego faworyta, ale wszystkie 3 książki z długiej listy, które przeczytałem do tej porty, znalazły się na krótkiej liście ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

21piorunów

1251 + 1 = 1252

Tytuł: Ostatni policjant

Autor: Ben H. Winters

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Wydawnictwo RM

Liczba stron: 360

Ocena: 6/10

Wyobraźmy sobie, że za kilka miesięcy w Ziemię uderzy ogromna asteroida. Nie ma sposobu, żeby ją zatrzymać. Nie ma ratunku. Data końca świata jest znana i pozostaje tylko jedno pytanie: co zrobisz z czasem, który ci pozostał?

Świetny pomysł na książkę. Tym większa szkoda, że "Ostatni policjant" wykorzystuje go tylko częściowo.

Hank Palace jest policjantem i jednym z niewielu ludzi, którzy w obliczu nadchodzącej zagłady nadal traktują swoją pracę śmiertelnie poważnie. Kiedy trafia na ciało mężczyzny, którego śmierć wygląda na samobójstwo - w świecie, w którym samobójstwa stały się właściwie codziennością - coś mu się nie zgadza. Zaczyna prowadzić śledztwo w sprawie potencjalnego morderstwa.

I właśnie ten kontrast jest najlepszym elementem książki. Po co szukać mordercy, skoro za kilka miesięcy zarówno on, ofiara, policjant, jak i cała reszta ludzkości przestaną istnieć?

Problem w tym, że Winters dysponuje kapitalnym punktem wyjścia, a później opowiada na jego podstawie dość "przyziemny" kryminał. Znacznie bardziej od samego śledztwa interesował mnie świat dookoła Hanka. Jak ludzie reagują na nieuchronny koniec? Kto nadal chodzi do pracy i po co? Kto postanawia spędzić resztkę pozostałego czasu na realizację marzeń? A kto po prostu siada i czeka na nieuchronny koniec? Co dzieje się z pieniędzmi, prawem, gospodarką i instytucjami, skoro wszyscy wiedzą, że przyszłości nie będzie?

Książka dotyka tych tematów i właśnie wtedy robi się naprawdę ciekawa. Niestety zdecydowanie zbyt często tylko prześlizguje się po nich, żeby wrócić do kolejnego etapu śledztwa. A mnie interesowało dokładnie to. Zagadka kryminalna mogłaby być jedynie pretekstem do obserwowania rozpadającego się społeczeństwa. W tym aspekcie "Dworzec Perdido" wypadał świetnie.

Sam Hank jest przy tym bohaterem dobrze pasującym do tego świata. Jego niemal absurdalne przywiązanie do procedur i potrzeba rozwiązania sprawy, nabierają zupełnie innego znaczenia, kiedy wszyscy wokół przestają widzieć sens w czymkolwiek. Czy robi to dlatego, że naprawdę wierzy w sprawiedliwość? Czy może praca jest po prostu jego sposobem na poradzenie sobie ze świadomością nadchodzącej śmierci? Ten aspekt chętnie zobaczyłbym rozwinięty jeszcze mocniej. I może został rozwinięty w kolejnych tomach serii.

I dlatego Ostatni policjant zostawia mnie przede wszystkim z poczuciem bardzo zmarnowanego potencjału. Nie dlatego, że jest złą książką. Czyta się ją całkiem sprawnie, pomysł na połączenie kryminału z apokalipsą jest świetny, a Hank ma potencjał na interesującego protagonistę. Problem polega na tym, że cały czas widziałem gdzieś obok znacznie ciekawszą książkę, którą autor mógł napisać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 180/128

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

25piorunów

1206 + 1 = 1207

Tytuł: Dallas '63

Autor: Stephen King

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Prószyński i S-ka

Format: audiobook

Liczba stron: 863

Ocena: 9/10

Stephen King bierze na tapet jeden z najbardziej ogranych motywów science fiction - podróż w czasie i próbę zmiany historii - a następnie robi z nim coś, czego zupełnie się nie spodziewałem. Bo "Dallas ’63" wcale nie jest książką o zamachu na Kennedy’ego i próbie jego udaremnienia. To opowieść o człowieku, który trafia do przeszłości i… zaczyna w niej po prostu żyć. I właśnie ta część podobała mi się najbardziej.

Jake Epping, nauczyciel angielskiego, poznaje sposób na przeniesienie się do 1958 roku. Niezależnie od tego, jak długo pozostaje w przeszłości, w teraźniejszości mijają zaledwie dwie minuty. Jest jeszcze jedna ważna zasada – każde kolejne przejście resetuje wcześniejsze zmiany. Jake otrzymuje zadanie, które brzmi jednocześnie genialnie i absurdalnie: ma spędzić kilka lat w przeszłości, dotrwać do 22 listopada 1963 roku i zapobiec zamachowi na Johna F. Kennedy’ego.

W przeszłości Jake wcila się w swoje alter ego - George’a Ambersona. I wtedy King zapomina (na setki stron), że pisze thriller o podróży w czasie.

I bardzo k⁎⁎wa dobrze.

George znajduje pracę, poznaje ludzi, zmienia miejsca zamieszkania, chodzi do restauracji, nawiązuje przyjaźnie, zakochuje się. Po prostu zaczyna budować sobie nowe życie. Misja cały czas pozostaje gdzieś z tyłu głowy, od czasu do czasu wracamy do Lee Harveya Oswalda i jego przygotowań do zamachu, ale King absolutnie się z tym nie spieszy. Pozwala bohaterowi i czytelnikowi zamieszkać w Ameryce przełomu lat 50. i 60.

Normalnie przy takiej objętości i takim tempie miałbym ochotę autora poganiać. Tutaj było zupełnie odwrotnie. Ta niespieszność jest jedną z największych zalet książki. Dzięki niej misja Jake’a przestaje być jedyną rzeczą, która ma znaczenie. Po pewnym czasie znacznie bardziej interesowało mnie jego życie jako George’a niż to, czy uda mu się uratować Kennedy’ego.

Świetnie działa też zasada, że przeszłość nie chce być zmieniana. Im większa ingerencja Jake’a, tym mocniej rzeczywistość próbuje mu przeszkodzić. Przypadki, wypadki i pozornie nieistotne wydarzenia zaczynają układać się w coś znacznie większego. Do tego dochodzi efekt motyla, który jest co raz bardziej widoczny. Nawet drobne decyzje protagonisty mają swoje konsekwencje, a świat pod ich wpływem delikatnie zmienia swoje oblicze. Cały czas czuć, że Jake dotyka mechanizmu, którego do końca nie rozumie.

Dzięki temu nad książką wisi bardzo kingowskie poczucie zagrożenia. Nie potrzebujemy potwora czającego się w kanałach. Potworem może być tutaj sama rzeczywistość, która coraz mocniej daje do zrozumienia: nie powinno cię tutaj być i zdecydowanie nie powinieneś mnie zmieniać.

Imponuje mi też, jak wiele rzeczy King zmieścił w jednej powieści. To science fiction, thriller historyczny, romans, obyczajówka i momentami klasyczna powieść o małej amerykańskiej społeczności. A mimo ponad 800 stron miałem poczucie, że większość tego czasu była potrzebna, żeby naprawdę przywiązać mnie do George’a i świata, który sobie stworzył.

I jak już moje poczucie czytelniczego szczęścia było w pełni zespokojone, przyszło zakończenie.

No i King (moim zdaniem) wybitnie to spierdolił.

Naprawdę trudno mi pogodzić się z kierunkiem, w którym postanowił poprowadzić finał. Po tylu stronach spędzonych z bohaterami, po całym budowaniu życia George’a, jego relacji i konsekwencji kolejnych wyborów, spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Rozumiem logikę tego zakończenia. Rozumiem, co King chciał nim powiedzieć. Ale kompletnie nie tego chciałem dla tej historii i zwyczajnie szkoda mi, że właśnie tak postanowił ją zamknąć.

I właśnie za finał odejmuję 1 gwiazdkę.

Co chyba najlepiej pokazuje, jak wysoko oceniam całą resztę. "Dallas ’63" jest dla mnie najlepszą książką Kinga - kropka.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Mistrz3piorunów

@WujekAlien Bohater jest pisarzem lub filologiem angielskim? Jakież to niebalne u Stefana Króla xD

Lider7piorunów

@bori jest pisarzem, który pisze swoją pierwszą powieść, uczy angielskiego w szkole, rozwija talenty aktorskie dzieci, a do tego odwiedza Derry i inne miejscowości z uniwersum Kinga 😉 klisza za kliszą

Lider1piorunów

@bori nie ma bingo :smiley:

Są:

* BACK FROM THE DEAD (naciągane, ale jednak, bo o tym jest książka)

* PLOT SIMILAR TO ANOTHER KING STORY

* CREEPY OLD MAN

* DEAD KID

* ALCOHOLISM

* AWKWARD SEX

* ROCK N’ ROLL

* BULLIES

* BAD NEW ENGLAND ACCENT, AYUH!

* PSYCHIC (NON-KID)

* WRITER CHARACTER

* CASTLE ROCK

* MISFIT TEENS

Pokaż więcej komentarzy (11)

Lider

w Książki

21piorunów

Czytelnicze Podsumowanie - Sierpień 2026

Dzień dobry, Mamy już wrzesień, więc czas na podsumowanie sierpnia, zapraszam :smiley: Zacznijmy od cyferek - 16 książek i 6852 stron I był to najsłabszy miesiąc w tym roku :white_frowning_face: Najlepsze książki: John Grisham - Klient - to dla mnie przykład najlepszego kryminału/thrillera.

Lider

w Książki

26piorunów

1178 + 1 = 1179

Tytuł: Klient

Autor: John Grisham

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: ebook

Liczba stron: 576

Ocena: 9/10

Miałem już nic nie wrzucać, ale dawno nie zarwałem nocki z książka, więc się podzielę, bo moim zdaniem warto.

Ostatnio przekonał mnie do siebie Grisham, chyba po za Myśliwskim nie czytałem 3 książek jednego autora pod rząd, które nie były częścią jednej serii.

Punktem wyjścia jest historia jedenastoletniego Marka Swaya, który wraz z młodszym bratem przypadkowo staje się świadkiem samobójstwa prawnika powiązanego z mafią. Tuż przed śmiercią mężczyzna zdradza Markowi informację, której bardzo wiele osób chciałoby nigdy nie ujawnić - chłopak dowiaduje się, gdzie gangster (reprezentowany przez prawnika samobójcę) ukrył ciało zamordowanego senatora.

I w jednej chwili jedenastolatek zostaje postawiony pomiędzy dwiema potężnymi siłami. Z jednej strony prokuratura i FBI chcą wydobyć z niego informacje. Z drugiej - mafia chce mieć pewność, że nigdy ich nie ujawni.

Mark szybko orientuje się, że potrzebuje prawnika. Tak trafia do Reggie Love, która za symbolicznego 1 dolara zostaje jego adwokatką. I właśnie relacja tej dwójki jest dla mnie jednym z najmocniejszych elementów całej książki. Reggie nie tylko próbuje chronić swojego klienta przed wymiarem sprawiedliwości i gangsterami, ale też stopniowo staje się jedną z niewielu dorosłych osób, którym chłopak może naprawdę zaufać.

Bardzo podobało mi się również odwrócenie typowego schematu thrillera prawniczego. Tym razem w centrum wydarzeń nie stoi genialny adwokat prowadzący wielką sprawę, ale dziecko, które zupełnym przypadkiem dowiedziało się czegoś, czego wiedzieć nie powinno. Mark jest przy tym świetnym bohaterem - inteligentnym, bezczelnym, momentami irytującym, ale przede wszystkim małym dzieciakiem zmuszonym do podejmowania zdecydowanie zbyt dorosłych decyzji.

Grisham świetnie buduje też poczucie osaczenia. Każda ze stron przekonuje Marka, że powinna mu zaufać, jednocześnie wywierając na niego coraz większą presję. Prawo, które teoretycznie powinno go chronić, staje się kolejnym źródłem zagrożenia. A gdzieś w tle pozostają ludzie, dla których zabicie jedenastoletniego świadka jest po prostu sposobem rozwiązania problemu.

To wszystko sprawia, że "Klient" jest jednocześnie thrillerem prawniczym, kryminałem i bardzo dobrą historią o relacji między dwojgiem ludzi, których dzieli niemal ćwierć wieku, a którzy spotykają się właściwie przez przypadek.

Po "Raporcie Pelikana", przy którym miałem poczucie niewykorzystania części świetnych pomysłów, tutaj praktycznie wszystko zagrało tak, jak powinno. Historia jest odpowiednio rozbudowana, bohaterowie zapadają w pamięć, napięcie utrzymuje się przez większość książki, a kolejne problemy Marka rzeczywiście chciałem śledzić.

Może trafiłem na tę książkę w idealnym momencie. Ostatnio właśnie takich historii szukam - klasycznych, dobrze napisanych thrillerów, z ciekawą zagadką, prawnikami, przestępcami i bohaterami, którym chce się kibicować. Historii, które pozwalają mi wrócić do czasów dzieciństwa.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

GURU1piorunów

@WujekAlien Kusisz tym Grishamem. Jego książki zawsze były na wysokim poziomie. Wiele lat temu obiecałem sobie, że przeczytam wszystkie jego autorstwa.

Ehhh! Za dużo książek jest do czytania na świecie. 😊

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

20piorunów

1168 + 1 = 1169

Tytuł: Raport Pelikan

Autor: John Grisham

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Format: ebook

Liczba stron: 448

Ocena: 7/10

Po "Wdowie" zostałem z poczuciem, że John Grisham potrafi mnie naprawdę mocno wciągnąć w prawniczą historię, nawet jeśli później nie do końca dowozi jej zakończenie. W przypadku "Raportu Pelikana" moje odczucia są trochę inne. To nadal bardzo dobry thriller, który momentami czyta się znakomicie, ale tym razem po zakończeniu zostałem przede wszystkim z niedosytem.

Punktem wyjścia jest niemal jednoczesne zamordowanie dwóch sędziów Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych. Policja, FBI i inne służby próbują znaleźć związek między ofiarami oraz odpowiedzieć na najważniejsze pytanie: kto mógł skorzystać na ich śmierci?

Do sprawy zupełnie przypadkowo włącza się Darby Shaw, studentka prawa, która zaczyna analizować możliwe powiązania pomiędzy zamordowanymi. Na podstawie własnych poszukiwań tworzy teorię wyjaśniającą motyw zabójstw – tytułowy Raport Pelikana. Początkowo jest to właściwie intelektualne ćwiczenie. Jedna z wielu potencjalnych hipotez.

Problem zaczyna się wtedy, gdy dokument trafia w ręce ludzi, którzy są w stanie zweryfikować, jak wiele jest w nim prawdy i przyznają, że więcej niż sporo.

I nagle zaczynają ginąć kolejni ludzie.

To bardzo dobry punkt wyjścia dla thrillera spiskowego i Grisham przez sporą część książki wykorzystuje go naprawdę dobrze. Darby z osoby stojącej całkowicie z boku wydarzeń staje się kimś, kto musi uciekać i jednocześnie zrozumieć, dlaczego jej teoria okazała się tak niebezpieczna. Do tego dochodzi dziennikarz Gray Grantham, który dostrzega w całej historii materiał mogący wywołać polityczne trzęsienie ziemi.

Podobała mi się skala tej historii. Są prawnicy, FBI, Biały Dom, wielkie pieniądze, polityka, media i ludzie posiadający wystarczająco duże wpływy, żeby próbować zamiatać problemy pod dywan. Jednocześnie Grisham nie robi z Darby superbohaterki, a z historii wydarzenia z ogromnym rozmachem. Zamiast tego, jej największą bronią pozostają inteligencja, wiedza i umiejętność łączenia faktów.

Problem w tym, że przy tak dużej liczbie interesujących elementów część z nich została potraktowana trochę po łebkach. Autor otwiera kilka naprawdę ciekawych tematów dotyczących wpływu wielkiego biznesu na politykę, niezależności Sądu Najwyższego, działalności służb czy relacji pomiędzy mediami a władzą. Chciałbym, żeby część z nich została rozwinięta znacznie bardziej. Momentami miałem wrażenie, że Grisham pokazuje mi kolejne interesujące drzwi, uchyla je na chwilę, a następnie mówi: dobra, idziemy dalej.

Podobnie jest z niektórymi postaciami i relacjami. Przy takiej objętości książki spokojnie znalazłoby się miejsce, żeby nadać im trochę więcej głębi. Tym bardziej że sama intryga naprawdę na to zasługuje.

Nie zmienia to faktu, że "Raport Pelikana" jest bardzo sprawnie napisanym thrillerem. Szczególnie dobrze działa pierwsza połowa, kiedy razem z Darby próbujemy zrozumieć, dlaczego jej raport wywołał tak ogromne poruszenie. Jest tutaj poczucie zaszczucia, niepewności i przekonanie, że bohaterka weszła w konflikt z ludźmi dysponującymi praktycznie nieograniczonymi możliwościami.

Ostatecznie dostałem dobrą książkę, ale jednocześnie taką, która miała potencjał na coś jeszcze lepszego. Paradoksalnie mój niedosyt wynika więc przede wszystkim z tego, jak dobry jest jej główny pomysł. Chciałbym, żeby Grisham wycisnął z niego trochę więcej.

Książka doczekała się ekranizacji w 1994 z Julią Roberts i Denzelem Washingtonem.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

10piorunów

Nadchodzi premiera nowej książki China Mieville - „The Rouse”

Objętość typowa raczej dla Sandersona - 1260 stron

Data premiery angielskiego wydania to 15 września.

Na ten moment brak informacji o polskim wydaniu.

Książka dostępna na polskim Amazonie w twardej oprawie za 105,87zł oraz na amerykańskim jako ebook na Kindle za 55,80zł

Krótko o fabule od wydawcy:

„Ewan is a preternaturally quiet child, a fact that his single mother, Maur Towns—Maur being short for Maureen—has remarked on from the moment he could speak. But then, after a childhood spent drawing pictures of guns and tanks and planes, Ewan rebels against Maur’s hippie-ish lifestyle, enlisting in the army and becoming an elite soldier. It doesn’t end well. As Miéville writes, “There was a person and she had a baby and she grew up and the baby grew up and he died.” But did he? In a novel that expertly blends horror and mystery, Miéville introduces a parallel story that tracks the military career of one Trooper Allardyce, who fights his way around the world, an expert at killing—and at reviving the dead. As he explains to Maur, once their storylines meet, “Mostly…the dead are memories. No good to anyone. But if you’re the right sort of person and you die just right? Then get up at once, the bugle’s sounding.” It’s a military necromancer’s dream: an army of corpses. Maur is horrified, naturally enough, as she tells Allardyce, who now sports the name Stallo: “Those were people.…Soldiers or something. That void army you talked about? Whoever they were, it wasn’t revenants, that was people.” One of those ex-people, of course, is Ewan, of whom the principal villain of the piece explains, “Your son was a soldier…He took an oath, and I do him the courtesy of taking that seriously.” Miéville’s inventive story has its share of violence, but the psychological dimension is the main attraction, in the end morphing into a ghost story—and, as Stallo says by way of valediction, “Ghost stories don’t work that fucking way…They’re not about justice.”

Lider

w Książki

15piorunów

1165 + 1 = 1166

Tytuł: Wdowa

Autor: John Grisham

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: ebook

Liczba stron: 464

Ocena: 8/10


Najnowsza książka Grishama, no dobra ma już blisko rok, ale w polskim wydaniu wyszła w tym tygodniu ;)
W niej autor po raz kolejny przypomniał mi, dlaczego tak dobrze odnajduje się w historiach, w których prawo jest tylko punktem wyjścia do znacznie większych problemów. "Wdowa" bardzo szybko mnie wciągnęła i przez zdecydowaną większość książki byłem przekonany, że może to być jedna z tych pozycji autora, którym dam nawet więcej niż 8/10. Niestety na drodze stanęło zakończenie.

Głównym bohaterem jest Simon Latch, prawnik z niewielkiej kancelarii, którego kariera zdecydowanie nie wygląda tak, jak kiedyś sobie wymażył. Problemy finansowe i niezbyt imponująca praktyka sprawiają, że pojawienie się starszej (85 letniej), zamożnej klientki, potrzebującej pranwika, wydaje się dla niego szansą, która może odmienić jego sytuację. Eleanor Barnett potrzebuje pomocy przy sporządzeniu testamentu, a informacje o jej podobno ogoromnym majątku (dużej ilości akcji Coca Coli i Wallmartu) bardzo szybko zaczynają komplikować pozornie rutynową sprawę.

Grisham robi tutaj to, co potrafi najlepiej - bierze zwyczajnego prawnika i stopniowo dokręca mu śrubę. Początkowo problemy wydają się możliwe do opanowania, później pojawiają się kolejne komplikacje, pytania i wątpliwości, aż w końcu Simon znajduje się w sytuacji, w której jego zawodowe i prywatne życie zaczyna się rozpadać i już nie bardzo da się je pozbierać.

Bardzo podobało mi się, że główny bohater nie jest kryształowy. Podejmuje dyskusyjne decyzje, popełnia błędy i momentami sam dokłada cegiełkę do problemów, w których później tonie. Dzięki temu nie dostajemy prostego podziału na dobrego prawnika i złych ludzi próbujących go zniszczyć. Grisham pozwala nam zastanawiać się, jak wiele z tego, co spotyka Simona, jest wynikiem pecha, a ile konsekwencją jego własnych kiepskich wyborów.

Im dalej w historię, tym mocniej książka zmienia się z dramatu prawniczego w thriller. Pojawiają się oskarżenia, śledztwo i pytanie, komu właściwie można wierzyć. I właśnie ta część podobała mi się najbardziej. Grisham świetnie wykorzystuje znajomość systemu prawnego, pokazując jednocześnie, jak przerażająca może być sytuacja człowieka, przeciwko któremu zaczynają układać się kolejne poszlaki.

Przez większość lektury naprawdę trudno było mi tę książkę odłożyć. Nie potrzebuje szalonego tempa ani zwrotu akcji co trzydzieści stron. Wystarczy świadomość, że pętla wokół szyi bohatera coraz bardziej się zaciska.

I dlatego tym większy mam problem z zakończeniem.

Po tak dobrze poprowadzonej historii oczekiwałem finału, który pozostawi mnie z podobnymi emocjami. Tymczasem rozwiązanie całej sprawy nie dało mi satysfakcji proporcjonalnej do tego, jak bardzo zaangażowałem się we wcześniejsze wydarzenia. Jest zrobione po łebkach i na szybko, jakby autor się zorientował, że podpisał kontrakt na książke, która ma 450 stron, a on jest na 449.

Mimo wszystko "Wdowa" to Grisham w bardzo dobrej formie. Jest prawo, pieniądze, moralnie niejednoznaczny bohater, sala sądowa i sytuacja, która z niewinnej sprawy w kancelarii przeradza się w walkę o własną przyszłość i życie. Szkoda tylko, że po świetnej drodze do celu sam cel okazał się dla mnie najmniej satysfakcjonującą częścią podróży.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

20piorunów

1157 + 1 = 1158

Tytuł: Sto milionów dolarów

Autor: Lee Child

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Albatros

Format: audiobook

Liczba stron: 416

Ocena: 6/10

Książki z Reacherem dzielę na 3 kategorie (na ten moment):

1. Reacher sam pośrodku niczego - zawyczaj wysiada na przystanku, a lokalsi od razu go nie lubią, bo mają coś za uszami, a on jest wścibski

2. Reacher z zespołem - więcej akcji, więcej strategii, konflikt z organizacjami rządowymi/przestępczymi i trochę historii innych bohaterów ze 110 pulku lub innych

3. Reacher na pełnej k⁎⁎⁎ie - helikoptery, samoloty, narkotyki, przemytnicy, międzynarodowy konfilkt/zagrożenie, miliony na stole

21 tom przygód Jacka Reachera to zdecydowanie 3 kategoria. Child ponownie zabiera nas w trochę bardziej międzynarodowe rejony. Amerykański wywiad przechwytuje informację o tajemniczej transakcji wartej 100 milionów dolarów. Problem w tym, że nie wiadomo, co właściwie jest przedmiotem sprzedaży ani kto chce to kupić. Wiedzą tylko kto sprzedaje. Cena sugeruje jednak, że sprawa może być naprawdę poważna i wagi państwowej, bo sprzedawcą jest były wojskowy. Do akcji wkracza więc Reacher oraz reprezentanci 3 literowych służb, a śledztwo prowadzi między innymi do Niemiec.

Sam pomysł z pytaniem „co może być warte 100 milionów dolarów?” jest całkiem dobry i przez sporą część książki skutecznie napędza fabułę. Niestety ponownie dostajemy Reachera bardziej jako agenta wykonującego międzynarodową misję niż samotnego włóczęgę, który przypadkiem trafia do małego miasteczka i odkrywa jego mroczne tajemnice.

A ja zdecydowanie wolę tę wersję Reachera z 1 kategorii. 2 wersja też spisuje się nieźle, ale wersja 3 to już nie moja bajka i tego typu fabuły szukam u boku innego Jacka - Ryana.

Oczywiście nadal mamy wszystkie charakterystyczne elementy serii: analizowanie przeciwników, bójki, wojskową przeszłość Reachera i jego niezwykłą zdolność do znalezienia się dokładnie tam, gdzie za chwilę wydarzy się coś złego. Tyle że po 21 tomach sam schemat już nie wystarcza, jeśli historia nie wyróżnia się czymś więcej.

"100 milionów dolarów" nie jest złym Reacherem, ale jest jednym z tych gorszych tomów, które prawdopodobnie szybko znikną mi z pamięci. Czytało się sprawnie, dostałem swoją kolejną porcję przygód ulubionego włóczęgi, ale zabrakło mi lokalnego klimatu i bardziej osobistej historii.

Reacher nadal pozostaje dla mnie literacką gwarancją dobrej rozrywki, ale z 21 tomem bawiłem się mniej udanie.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 157/128

Gruba ryba2piorunów

Dodałem pierwszy tom na obszerną listę do sprawdzenia, bo widzę że siedzi seria

Lider2piorunów

@saradonin_redux "Poziom śmierci" był średni (6/10), ale jest świetnym reprezentantem tego czym seria o Reacherze jest. Książka z tej 1 kategorii - Reacher sam pośrodku niczego. Plusem jest też to, że ma ekranizację, więc będziesz mógł porównać po przeczytaniu :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Książki

21piorunów

1156 + 1 = 1157

Tytuł: Korespondentka

Autor: Virginia Evans

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Filia

Format: ebook

Liczba stron: 344

Ocena: 8/10

Mam pewnoą słabość do książek, które próbują opowiedzieć historię w trochę inny sposób. "Korespondentka" Virginii Evans robi to właściwie od pierwszej do ostatniej strony, bo zamiast klasycznej narracji dostajemy zbiór listów, wiadomości i korespondencji, które czasami są ze sobą mocno powiązane, czasami tylko delikatnie się zazębiają, a innym razem wydają się zupełnie osobnymi historiami. I ku mojemu zaskoczeniu - bardzo mi się to spodobało.

W centrum tej korespondencyjnej układanki znajduje się Sybil Van Antwerp, kobieta po siedemdziesiątce, której życie poznajemy nie poprzez klasyczną opowieść, ale właśnie dzięki temu, co pisze do innych i co inni piszą do niej. Koresponduje z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi, ale również z ludźmi, których właściwie nie zna osobiście. Są wśród nich pisarze, których książki wywarły na niej wystarczająco duże wrażenie, żeby postanowiła do nich napisać. Są to również pracownicy instytucji, z którymi załatwia sprawy, czy portali, na których Sybil posiada konta.

Początkowo można mieć wrażenie, że podglądamy po prostu cudzą skrzynkę pocztową. Jeden list, drugi, odpowiedź, później nagle przeskakujemy do zupełnie innego adresata. Powoli jednak z tych pojedynczych elementów zaczyna wyłaniać się człowiek. I chyba właśnie to najbardziej podobało mi się w tej książce.

Nie dostajemy biografii Sybil. Sami musimy ją sobie zbudować.

Z kolejnych listów wyciągamy informacje o jej przeszłości, rodzinie, małżeństwie, dzieciach, relacjach z innymi ludźmi, ale również o jej charakterze. Czasami więcej mówi sposób, w jaki do kogoś pisze, niż sama treść wiadomości. Innym razem znaczenie ma to, czego w liście zabrakło. Z czasem zaczynamy również dostrzegać wydarzenia z przeszłości, które wywarły na Sybil ogromny wpływ i których konsekwencje nadal są obecne w jej życiu.

Bardzo lubię takie literackie układanki. Autorka nie mówi: „Sybil jest taka i taka”. Zamiast tego daje mi kilkadziesiąt czy kilkaset elementów i pozwala samemu dojść do tego, kim właściwie ta kobieta jest. A ponieważ różni ludzie znają różne jej wersje, z różnych okresów czasu i z róznym stanem zdrowia (choć bardziej powinienem powiedzieć - pogłębiającej się niepełnosprawności), obraz nigdy nie jest całkowicie jednoznaczny.

Świetnie działa też pozorna przypadkowość korespondencji. Nie każdy list musi prowadzić fabułę do przodu. Nie każda osoba musi okazać się kluczowa dla wielkiego finału. Niektóre wiadomości są zabawne, inne smutne, jeszcze inne właściwie zupełnie zwyczajne. Jedne Sybil pisze na chłodno, inne pod wpływem dużych emocji. Tyle że dokładnie tak wygląda jej życie. Nie każda rozmowa, którą prowadzi, okazuje się po latach istotna.

A mimo tego gdzieś pod powierzchnią tych wszystkich listów znajduje się większa historia. Stopniowo zaczynamy rozumieć, dlaczego Sybil jest właśnie taka, dlaczego niektóre relacje wyglądają tak, a nie inaczej i dlaczego pewne tematy wracają w jej korespondencji jak bumerang. Forma, która początkowo wydaje się tylko ciekawym eksperymentem, okazuje się bardzo dobrze dopasowana do opowiadanej historii.

Jest w tym również coś trochę nostalgicznego. List wymaga czasu. Trzeba usiąść, zastanowić się, co właściwie chcemy powiedzieć, napisać to, może przekreślić akapit czy dwa, zaczać list od nowa na nowej kartce, przepisać na czysto, wysłać, a później czekać na odpowiedź. W świecie komunikatorów i odpowiedzi wysyłanych po kilku sekundach takie podejście do rozmowy wydaje się niemal czymś z innej epoki. A Sybil prowadzi tę formę konwersacji od dekad, sama przyznaje, że zaczęła już jako dziecko, a przypomnę, że gdy ją poznajemy, ma ponad 70 lat.

"Korespondentka" nie jest książką pełną wielkich wydarzeń czy dramatycznych zwrotów akcji. Jej największą siłą jest powolne odkrywanie człowieka poprzez jego relacje z innymi ludźmi. Z luźnych, czasami powiązanych, a czasami zupełnie niezależnych listów, Virginia Evans składa pełny obraz życia jednej kobiety.

I chyba właśnie za tę formę polubiłem tę książkę najbardziej. Zaczynałem od czytania cudzej korespondencji, a kończyłem z poczuciem, że naprawdę poznałem osobę, która ją wymieniała.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 156/128

GURU1piorunów

To polecam Dom z lisci, ale tam
Juz nie jest « troche » inaczej tylko jak to masial wojek Karol « w c⁎⁎j » inaczej

Pokaż więcej komentarzy (4)