@Ciuplowski i teraz tak pomijając ironię i animozje- to jest w chuj smutne jak sobie to przemyślisz. Masz jakąś rozpadającą się wiochę w jakimś Siewieropiździecku w dupie na słupie Syberii, gdzie nawet niedźwiedzie zawracają, gdzie cywilizacja i kontakt z nią kolokwialnie mówiąc wysiadły gdzieś po pieriestrojce, albo jeszcze przed nią, jak jedyny okoliczny zakład zamknęli. Jedyny kontakt ze światem to jakiś traktor jadący do pobliskiej mieściny przez kilkanaście kilometrów błota w lesie po zakupy 2 razy w tygodniu, albo inna wąskotorówka- pozostałość po niegdysiejszym tartaku, albo innej lokalnej kopalni, które trzymają się już tylko na modlitwy i desperackie próby łatania tego zalegającym wszędzie złomem. Wszędzie syf i śmieci. Jak ktoś zachoruje, to MOŻE doktor zdąży przyjechać. Może. Szkoła to taka sama historia transportu. Wiocha to w 90% same przygięte do ziemi dziadki, gdzie każdy tylko ze smutkiem w głosie powtarza, to samo- "kiedyś był przemysł, była praca, miasteczko żyło" albo "żebym to ja nie był ostatni, bo nie będzie nawet komu mnie pochować". Wypizdowo takie, że nawet słynne wcale-nie-ustawione wybory Putina tam nie docierają, bo nikomu się nie chce drzeć przez taką głuszę, żeby wymusić te kilka podpisów, które i tak można sfałszować zza biurka. A pośrodku tego wszystkiego jest rozpadająca się drewniana chałupa, którą z jednej strony już zaczęło pochłaniać zasypane niegdyś cudem gospodarki centralnie planowanej bagno, a z drugiej dach już dawno przegnił i się rozsypał, przez co woda leje się do środka. I masz tam jakąś babuszkę, która pisze listy do Putina, żeby jej przyjechał naprawić chałupę, a potem zaraz dodaje, że tyle już listów napisała, a on dalej nie przyjeżdża i nie przyjeżdża. "Ale ja rozumiem, on zarobiony człowiek jest, nie ma czasu". I tak pisze listy myśląc, że w ogóle one dojdą do Moskwy i że Putin osobiście jej przyjedzie tą ruinę remontować. W mieście obok jest taka sama sytuacja, ale z blokiem, który zaczął się rozpadać tak, że całe mieszkania są wyjęte z użytku, bo tam przez szpary to można by było wyskoczyć. I tak ci ludzie żyją. Tego już nawet nie można nazwać apatią, to już jest ostatnia faza rozkładu, gdzie po prostu pogodziłeś się ze wszystkim i czekasz na śmierć.