Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#brazylia

Lider

w Wiadomości Świat

25piorunów

Ameryka Południowa: sami nie uratujemy Amazonii, świat musi nam zapłacić

W Brazylii spotkało się 8 przywódców krajów Ameryki Południowej po to, by dyskutować na temat ratowania lasów amazońskich. Przywódcy Amazonii wezwali bogate kraje, aby pomogły im opracować plan w stylu Marshalla, aby chronić największy na świecie las deszczowy – ale powstrzymali

Osobistość

w Podróże

172piorunów

Po obejrzeniu wodospadów od strony argentyńskiej przyszła pora na widok z perspektywy brazylijskiej. Popatrzyłem na mapę i stwierdziłem, że może pójdę pieszo do punktu kontroli granicznej, oddalonego ledwie o 40 minut z buta i dalej złapię jakiegoś Ubera. Gość z recepcji hostelu popatrzył na mnie i beznamiętnym głosem powiedział - nie idź pieszo, to niebezpieczne. Doprecyzował potem, że w okolicach mostu, przez który miałem przechodzić, kręcą się niebezpieczni ludzie i to jest po prostu głupi pomysł, żeby ryzykować wędrówkę. Przyznam, że po kilku tygodniach spędzonych w ultra przyjaznej i bezpiecznej Patagonii moja czujność była zanadto uśpiona, więc ten komunikat przypomniał mi o moich pierwotnych obawach związanych z Ameryką Południową. W sumie to już dzień wcześniej, tuż po przyjeździe do hostelu, gdy zacząłem sprawdzać coś na telefonie idąc do sklepu znajdującego się dosłownie naprzeciw hostelu, po drugiej stronie ulicy, mój tajwański kolega spojrzał na mnie z trwogą i bardzo poważnie rzekł:

- Stary, co ty robisz? Nigdy nie wyjmuj telefonu z kieszeni, gdy jesteś na ulicy.
- No przecież idziemy jakieś 10 metrów, co się może stać.
- Zdziwiłbyś się.

Później opowiedział mi jeszcze o wyrobionym nawyku - nawet gdy musiał zerknąć w obcym miejscu na Google Maps czy dobrze idzie, zawsze wchodził najpierw do jakiejś knajpy na kilka sekund. Wydawało mi się to przesadną ostrożnością, choć z drugiej strony jakieś 20 lat temu w Polsce zachowywałem się podobnie wśród występujących gęsto rycerzy ortalionu.

Wracając do wodospadów po brazylijskiej stronie - dowiedziałem się, że można tam dojechać autobusem, który startował niedaleko hostelu, przejeżdżał przez punkt kontroli granicznej i jechał dalej bezpośrednio pod bramy parku narodowego (być może jeszcze zahaczając o lotnisko, które było tuż obok). Do autobusu wsiadałem sam, jako że mój kolega miał coś do załatwienia z rana - miał jednak dojechać niedługo później. Zastanawiałem się jak będzie wyglądać ta kontrola paszportów na granicy - jeśli wszystkich mieliby dokładnie sprawdzać, to przecież ten autobus stałby tam z godzinę. No i co jeśli ktoś jest sprawdzany trochę dłużej? Wszyscy czekają na jedną osobę? Autobus odjeżdża bez niej? Miałem poznać odpowiedzi już po kilku minutach.

Gdy dotarliśmy do punktu kontrolnego okazało się, że osoby planujące powrót tego samego dnia na stronę argentyńską miały po prostu pokazać paszport nie wychodząc z autobusu. Co innego ci, którzy w Brazylii mieli zostać dłużej lub udawali się na samolot. A tak się składało, że zaliczałem się do tej grupy, bo zaraz po obejrzeniu wodospadów chciałem udać się na lotnisko po brazylijskiej stronie i polecieć w siną dal. Musiałem więc wysiąść z autobusu i podejść do okienka w punkcie kontrolnym, a gdy tylko to się stało mój środek transportu odjechał. Zacząłem się lekko stresować, bo nie wiedziałem jak pojadę dalej. Najpierw jednak trzeba było dostać pieczątkę w paszporcie.

Przy okienku nie spędziłem zbyt wiele czasu, ale widziałem, że tuż obok jeden ze współpasażerow autobusu coś gorączkowo tłumaczył urzędnikom i łapał się za głowę. Zwróciłem uwagę na tego gościa jeszcze już wcześniej - około trzydziestoletni, dobrze zbudowany lokals z tatuażem na szyi, rozglądający się na wszystkie strony - z jakiegoś powodu nie budził mojego zaufania od samego początku. Będąc szczerym od razu typowałem go na potencjalnego złodzieja.

Gdy odprawa paszportowa zakończyła się i wyszedłem już po stronie brazylijskiej, pomyślałem sobie - no dobra, ale co teraz? Autobusu już nie było, a kolejny miał przyjechać chyba za godzinę. Nie chciałem tyle czekać. Żaden Uber jednak nie chciał zaakceptować mojego krótkiego w sumie kursu i tak stałem, nie mając pojęcia co dalej. Pomny słów gościa z recepcji hostelu, że pójście pieszo jest niebezpieczne, czułem że jestem w kropce. Przyznam, że było to delikatnie stresujące, zwłaszcza, że obok kręcił się ten podejrzany gość, którego straż graniczna mimo wszystko puściła dalej.

Przyuważyłem, że tuż obok punktu kontrolnego jacyś reporterzy właśnie skończyli nagrywać materiał i kierowali się w stronę zaparkowanego samochodu. Pospieszyłem do nich i spytałem, czy wiedzą jak mogę się stąd wydostać - liczyłem, że może mnie podwiozą na lotnisko albo gdziekolwiek indziej, skąd łatwiej byłoby łapać Ubera. Niestety rozłożyli bezradnie ręce. Widziałem jednak, że chcieli mi pomóc i może by nawet coś wykombinowali, ale nagle mój telefon zawibrował oznajmiając, że jeden z taksówkarzy zaakceptował mój kurs w stronę lotniska. Ufff, udało się.

Uber właściwie stał kawałek dalej na parkingu, więc poszedłem tam z moim bagażem. Gdy pakowałem mój duży plecak do bagażnika zauważyłem, że ten pieprzony podejrzany typ zaczął podbiegać do samochodu i wdał się w rozmowę z taksówkarzem, najwyraźniej pytając czy też może się zabrać ze mną na lotnisko. K⁎⁎wa - pomyślałem - po moim trupie! Na szczęście taksówkarz sam natychmiastowo mu pokiwał głową, coś tam odpowiedział, że nie jedziemy na lotnisko, więc tamten odszedł niepyszny.

Gdy już w końcu ruszyliśmy, zeszło ze mnie trochę ciśnienie. Taksówkarz coś tam mówił po angielsku, więc powiedziałem mu, że w sumie to jadę najpierw pod wodospady, ale jeśli dobrze zrozumiałem, to taksówki chyba nie mogą tam podjeżdżać, bo poprzedni kierowcy odrzucali ten kurs. Okazało się, że nie ma problemu i że może mnie podwieźć pod samą bramę parku - idealnie. Zwłaszcza, że cały ten kurs kosztował śmieszne 10 złotych.

Ośrodek wejściowy parku narodowego okazał się być bardzo dobrze zorganizowany i nowoczesny. Sporo uprzejmych i dobrze mówiących po angielsku ludzi z obsługi, którzy sami podchodzili, podpowiadali gdzie kupić bilety, informowali o której rusza parkowy autobus w stronę punktów widokowych itd. itp. Płatność kartą? Bez problemu. Przechowalnia bagażu? Oczywiście - w samoobsługowych szafkach będących pod nadzorem. Męczy głód? Jest bar/restauracja na miejscu. Zrobiło to na mnie bardzo pozytywne wrażenie i było miłą odmianą w stosunku do elementów chaosu zaznanych w ciągu ostatnich 2 dni.

My tu gadu gadu, a nawet nie poruszyłem tematu samych wodospadów. No więc tak jak po stronie argentyńskiej było dużo długich ścieżek prowadzących w różne miejsca, tak tutaj, po pokonaniu autobusem kilku kilometrów wysiadało się przy jednym z bodaj 3 punktów widokowych, oddalonych od siebie o może 15 minut marszu. I to wszystko.

Widoki wciąż były fajne, ale chyba jednak większe wrażenie zrobiła na mnie strona argentyńska. Po stronie brazylijskiej dochodziły jeszcze negatywne doznania związane z tłumem ludzi, którzy nie za bardzo mieli się gdzie rozproszyć na tym małym terenie.

Po spędzeniu przy wodospadach około 2 godzin uznałem, że czas ruszać na lotnisko. Podobny plan miał mój tajwański kolega, który w międzyczasie dołączył do mnie przy punktach widokowych. Nasze drogi jednak miały się rozejść - ja leciałem z Foz do Iguaçu, po stronie brazylijskiej, a on wracał do Argentyny do Puerto Iguzau, skąd miał łapać swój kolejny samolot. Jeszcze mnie trochę namawiał, żebym leciał z nim do Salty, niedaleko granicy z Oliwią, ja jednak czułem, że mój czas w Argentynie dobiegł końca i trzeba poeksplorować nowe rewiry.

No to ok, kończymy wpis, bo nic więcej już się nie miało prawa wydarzyć? Wystarczyło zamówić Ubera i podjechać te 3 kilometry na lotnisko za śmieszne pieniądze? Okazało się jednak, że wyjazd z parku okazał się nie lada wyzwaniem. Żaden z Uberów nie chciał zaakceptować mojego kursu. 20 minut próbowałem i nic - każdy odrzucał. Gdy jakieś Ubery podjeżdżały, wysadzając swoich pasażerów, każdy z kierowców rzucał mi kwotę rzędu 100 zł za podwózkę. A przypominam, że za dwukrotnie dłuższą trasę w te stronę płaciłem ok. 10 zł.

Jeździł też ten autobus publiczny, ale żeby do niego wsiąść trzeba było mieć gotówkę - reale brazylijskie, których nie miałem. Co prawda był bankomat na miejscu, ale pobierał horrendalną opłatę za wyciągnięcie gotówki. Buntowałem się przeciwko przeplacaniu, więc szukałem innej alternatywy.

Okazało się, że mojemu tajwańskiemu koledze któryś z Uberów zaakceptował trasę do punktu granicznego. Lotnisko było po drodze, więc umówiliśmy się, że po prostu poprosimy kierowcę o delikatny, kilometrowy objazd i sobie wysiądę. Podjechał samochód, zapakowaliśmy bagaże, przedstawiliśmy kierowcy naszą prośbę, a ten ku naszemu zdziwieniu nie chciał o tym słyszeć. Nie podjedzie na lotnisko, bo ma kurs do granicy. Próbujemy wytłumaczyć, że i tak aplikacja policzy za dłuższy przejazd, więc żeby się nie przejmował, ale ten twardo obstaje przy swoim. No chyba, że zapłacę mu 100 reali (około 100 złotych), to wtedy ok. Wkurzony mówię, że nic z tego, i żeby po prostu zatrzymał się po drodze na rondzie, z którego już sobie pieszo dojdę na lotnisko, ale ten gnojek tak samo nie chciał się zgodzić. Zamierzał mnie skasować tylko dlatego, że byłem gringo potrzebującym nie spóźnić się na samolot (na który, nota bene, jeszcze nie miałem biletu, ale to w tym momencie szczegół).

Skrajnie już wkurwiony wysiadłem z samochodu, wyjąłem mój duży plecak i powiedziałem koledze, że pieprzę to i pójdę pieszo na to lotnisko, a on ma już jechać, bo się spóźni na swój lot. Niechętnie, ale się zgodził. Nie chciał mnie zostawiać w takiej sytuacji, ale faktycznie się bardzo spieszył. Zdecydowanie odradzał mi pójście pieszo, ale czułem się tak wkurzony, że byłem gotów zmierzyć się z całą bandą zbójów w drodze na to lotnisko. Pożegnaliśmy się i życzyliśmy sobie powodzenia. Mieliśmy się już więcej nie zobaczyć, choć dwukrotnie byliśmy bliscy spotkania, a w jednym przypadku, w Cusco, rozminęliśmy się ledwie o 3 godziny.

Gdy ruszyłem energicznym krokiem spod parkingu drogą prowadzącą w kierunku lotniska, zaczęło trochę padać. To mnie w żaden sposób nie zmartwiło, bo byłem przygotowany na deszcz. Zaczęła mnie jednak opuszczać pewność, że nic mi nie grozi. Po paruset metrach zdałem sobie sprawę, że idę poboczem drogi pośrodku niczego i de facto jestem ultra łatwym celem dla kogokolwiek, kto chciałby się połasić na moje rzeczy lub życie. Z niepokojem obserwowałem każdy mijający mnie samochód. Było ich niewiele, ale to tylko wzmagało uczucie niepewności - wystarczyłoby, że któryś by się zatrzymał i mógłbym zostać skrojony bez żadnych świadków.

Szedłem tak przypominając sobie wszystkie obejrzane filmiki z napadów w Brazylii i przeklinałem sam siebie za głupią decyzję pójścia samotnie taką drogą. A dlaczego? Bo żal mi było stu złotych. Bo czułem, że to skrajnie niesprawiedliwa stawka. Dureń!

Starałem się iść tak energicznie i pewnie jak to było możliwe. Chciałem by moja sylwetka komunikowała jasno - oto idzie niebezpieczny skurwol - to on jest zagrożeniem, a nie wy, mierne rzezimieszki. Trochę mnie to podnosiło na duchu, ale to była tylko rozpaczliwie postawiona fasada, za którą skrywał się lekko panikujący turysta, który dałby wiele, żeby cofnąć czas i jednak dać się oskubać temu taksówkarzowi.

Ciężko opisać uczucie ulgi, którego doznałem, wchodząc w końcu do budynku lotniska. Ostatecznie jednoznacznie stwierdzam, że to była głupia decyzja, mimo przyfarcenia. Z drugiej strony mój tajwański kolega zdradził później, że po dotarciu do granicy i przejściu kontroli musiał zmieniać taksówkę jeszcze dwa razy i że zdarli z niego cholernie dużo kasy. No ale zakładam, że poza wkurwieniem nie odczuwał aż takiego strachu jak ja przez te 40 minut.

A więc byłem na lotnisku i mogłem lecieć dalej. Śmieszne, bo docierając do Puerto Iguazu zaledwie dwa dni wcześniej wciąż nie miałem pojęcia dokąd się udać. Jedyne co wiedziałem, to że w końcu chcę dostać się do Peru i zobaczyć Machu Picchu. Z tym, że można jeszcze było w sumie wpaść gdzieś po drodze. Podszedłem do kas biletowych i powiedziałem:

- Poproszę o bilet do Rio de Janeiro.

Osobistość15piorunów

No i w końcu czarno na białym coś, co wiedziałem od dawna

Gruba ryba1piorunów

widoczki piykne 😉

Pokaż więcej komentarzy (4)

Sum

w Ciekawostki

170piorunów

Jedno z miejsc, które wywołało we mnie największy szok i zachwyt w całym dotychczasowym życiu. Prawdziwy cud natury. Niagara przy tym to pryszcz.

Jak zahipnotyzowany patrzyłem na tę przerażającą ilość wody bez końca spadającej za próg skalny i zamieniającej się w jedną wielką mgłę.

I ten nieustanny huk. To nie był szum, to był huk.

Kiedy na jednym krańcu Argentyny wciąż czuć kończącą się zimę (Ziemia Ognista doświadczała wtedy temperatur poniżej 5*C, a na szczytach zalegał śnieg), na drugim końcu kraju temperatury upalne.

I właśnie tam, na pograniczu brazylijsko-argentyńskim, gdzieś w niekończącej się dżungli, czai się on - wodospad. A właściwie jeden przeogromny (Garganta del Diablo - Gardło Diabła) oraz cała seria mniejszych - zarówno tych bezpośrednio obok, jak i pochowanych w lesie.

My odwiedziliśmy stronę argentyńską (Iguazu), ale dostępna dla turystów jest również część brazylijska (Iguaçu), gdzie przy okazji warto odwiedzić Park Ptaków (Parque das Aves).

Na wodospad - atrakcja wydawałoby się na 10 minut - może więc spokojnie przeznaczyć nawet dwa pełne dni. Spotkacie tam sporo tras pieszych przez dżunglę, ciuchcię, tarasy oraz mnogość tutejszych dziko żyjących gatunków zwierząt.

---
34/x
Tag do obserwowania/czarnolistowania:
Znajdziesz mnie też na YT/IG/FB pod hasłem "bzdecior".

 

Twórca8piorunów

@bzdecior jeziora plitwickie mnie podobnie urzekły. To dopiero miejsce jak z raju

Gruba ryba1piorunów

@SuperMarian Piękne miejsce ale niestety w sezonie oblegane przez wycieczki- byłem w 2019 to w którą stronę bym nie szedł, z naprzeciwka szła kilkudziesięciuosobowa wycieczka Azjatów z aparatami 😛

Sum0piorunów

@Oczk @SuperMarian Myślałem o Plitwicach, bo miałem do nich ze 2h drogi, ale właśnie odstraszyły mnie tłumy. I co tu ukrywać - cena za wstęp do parku narodowego, która w porównaniu chociażby do Risnjaka jest niebotyczna 😅 Zjawię się tam kiedyś, ale zdecydowanie po sezonie.

Autorytet2piorunów

@SuperMarian @Oczk @bzdecior zajebiste miejsce, zdecydowanie do zapisania na listę, tylko przydałoby się hiszpański podszkolić.

A co do Jezior Plitwickich - podjechałem, zobaczyłem tłumy i ceny, więc zawinąłem w dalszego tripa do BiHu, Czarnogóry i Albani i zupełnie tego nie żałuję.

Osobistość2piorunów

@bzdecior no i przypomniałeś, że wciąż nie zrobiłem kolejnego wpisu. A ma być z Iguazu właśnie.

Ogólnie potwierdzam, robi wrażenie 😉

Pokaż więcej komentarzy (19)

Gruba ryba

w Hydepark

192piorunów

Fotograf Leonardo Sens po obliczeniach astrologicznych czekał 3 lata na właściwy moment, by zrobić "to" zdjęcie.

   

Kompan17piorunów

Komentarz usunięty

Zawodowiec8piorunów

@Choojwie
>W dobie MidJourney i Photoshopa to nie wiem po chuj tyle czekal xD

Bo mógł ( ͡° ͜ʖ ͡°) Jaką radość daje ustrzelenie tego po przygotowaniach irl a jaką fałszywka?

Kosmonauta2piorunów

Czemu 3 lata?

Pokaż więcej komentarzy (14)

Lider

w Wiadomości Świat

5piorunów

Zgrzyt na linii Brazylia - Ukraina.

Prezydent Brazylii Ignacio Lula da Silva ma pretensje do Zełenskiego, że ten nie spotkał się z nim w czasie szczytu G7:

Mieliśmy zaplanowane dwustronne spotkanie z Ukrainą. Czekaliśmy i otrzymaliśmy informacje, że się spóźnią. W międzyczasie przyjąłem na spotkanie prezydenta Wietnamu. Kiedy to spotkanie się skończyło, Ukraina się nie pojawiła. Nie byłem rozczarowany, byłem zmartwiony, ponieważ chciałem się z nim spotkać. Zełenski jest dorosły i wie, co robi

Odniósł się do tego prezydent Ukrainy:.

Spotkałem się z prawie wszystkimi przywódcami, ale każdy z nas ma swój grafik, dlatego nie mogliśmy spotkać się z prezydentem Brazylii

https://wydarzenia.interia.pl/zagranica/news-prezydent-brazylii-gorzko-o-zelenskim-jest-dorosly-i-wie-co-,nId,6793135

Fanatyk3piorunów
Zełenski jest dorosły i wie, co robi

@smierdakow Możliwe, że nawet czytał gazety, gdzie zacytowano prezydenta Brazylii, który nawołuje do wstrzymania dostaw broni na Ukrainę i jest chwalony przez Ławrowa.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Osobistość

w Muzyka

3piorunów

😉

Przesłuchałem wczoraj ich płyty z 2021 (jedynej w sumie ich płyty do tej pory). Nie jest do do końca moja muzyka, ale ani mnie nie znudziła, ani nie odrzuciła. Fajne czasem gitary jak z Morbid Angel - których fanem zdecydowanie nie jestem, ale Trey ma swój styl i jest ciekawy.

(słychać też Death, więc oldschoolwe inspiracje)

Nie ma w słowie Brazylijka żadnego "o", więc nie mogę wstawić żadnego zera. Mam nadzieję, że niektórzy tutaj mi to wybaczą... 😉

Fajnie grają :smiley:

Nie jest to raczej najlepszy kawałek z płyty, ale cóż - nie przesłuchałem na tyle jeszcze, żeby je w ogóle odróżniać (poza pierwszym - intrem 😉 )

https://www.youtube.com/watch?v=tRK5MH8SP4I

Gruba ryba0piorunów

@KLH uwielbiam takie balladki, masz więcej?

Pokaż więcej komentarzy (2)

GURU

w Hydepark

13piorunów

Bezpański pies wbiega na boisko i w dzikim szale zagryza siatkarkę. (TYLKO DLA WIDZOW DOROSLYCH!)

https://streamable.com/00ns8a

     

Fenomen2piorunów

Wiedziałem, że to będzie jakiś poczciwy człapak :)

Kompan0piorunów

Ale gówno. Jesteś moim pierwszym na czarnolista paziu! 😐

GURU0piorunów

Wreszcie jakas dobra wiadomość.

Pokaż więcej komentarzy (6)

GURU

w Marshaltown

5piorunów

Kibice piłki nożnej w północnej Brazylii ścięli głowę sędziemu po tym, jak śmiertelnie dźgnął zawodnika za odmowę zejścia z boiska – poinformowały władze.

...Przyjaciele i krewni zawodnika wbiegli na boisko, ukamienowali sędziego i poćwiartowali jego ciało - poinformował departament w oświadczeniu...

https://www.bbc.co.uk/news/world-latin-america-23215676

   

Wirtuoz0piorunów

a był spalony?

GURU0piorunów
a był spalony?

@Piotr_Chlopas chyba nie.. myślę ze to był tradycyjny pochowek.

Zawodowiec0piorunów

@Marshalist Ameryka Południowa i tyle w temacie. Tam chyba tylko Argentyna jest w miarę ogarnięta.

Osobistość0piorunów

Ale byłeś gdziekolwiek czy z chłopskiego rozumu to wyciągnąłeś? Dużo krajów w Ameryce Pd jest bezpieczne. A patologia wszędzie się znajdzie

Pokaż więcej komentarzy (6)

Gruba ryba

w Wiadomości Świat

2piorunów

Liczba ofiar powodzi w Brazylii to już 48 osób. Ratowanie ofiar jest utrudnione przez przestępców, którzy wykorzystują zaistniały chaos i dokonują napadów na ciężarówki z darami.

https://www.theguardian.com/world/2023/feb/23/brazil-floods-death-toll-flooding-landslides-looters-sao-paulo-state

  

Gruba ryba

w Wiadomości Świat

3piorunów

https://wiadomosci.wp.pl/brazylia-chce-zatopic-swoj-lotniskowiec-na-atlantyku-to-przestepstwo-6862544180099680a

Ekologiczna bomba - brazylijska MW chce zatopić swój lotniskowiec: Ex - Sao Paulo, ex - Foch.

Jednostka ma zostać zatopiona na wodach podlegających jurysdykcji rządu w Brasilii. Wcześniej jednostka miała być zezlomowana w Turcji, nie wyraził na to zgody, że względu na zagrożenie ekologiczne (sic!).

Wygląda na to, że na dnie osiądzie znaczna część tablicy Mendelejewa.
U nic raban. Ciekaw jestem kiedy taki hałas zacznie się u nas, na cały regulator, jak ruskim agentom wpływu i innym pożytecznym idiotom przypomni się o zalegających na dnie Bałtyku beczkach pełnych broni biol - chem.

Gruba ryba1piorunów

@Afrobiker jako obiekt do nurkowania pewnie tak. Co do dobrych praktyk... Skoro nawet Turcy uznali to za pszypau, a jednostka nie jest w stanie być zaholowana w bezpieczny sposób do portu/stoczni w Brazylii gdzie by się nią zajęli, to śmiem wątpić, że ogolocona będzie do gołego kadłuba z materiałów niebezpiecznych przed zatopieniem jej.

Tytan1piorunów

@jarezz odholują jednostkę tak daleko jak zdołają i pójdzie na dno z całym syfem na pokładzie. Nie pierwszy, nie ostatni raz. Dno oceanów to wdzięczne wysypisko śmieci bo go nie widać z powierzchni. Smutne ale prawdziwe 😔

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Wiadomości Świat

2piorunów

Brazylia: Wypadek podczas występu. Armatka z konfetti strzeliła prosto w twarz DJ-ki. Nie zwróciła uwagi na to, że odwrotnie trzyma armatkę

https://twitter.com/reacao_acao/status/1617956562332692481 Flavia Ribeiro, znana jako DJ Flavinha doznała groźnie wyglądającego wypadku. Podczas koncertu artystka strzeliła sobie w twarz z armatki służącej do wystrzeliwania konfetti. Kobieta próbowała dokończyć swój występ, jednak ból