boogieLider
0piorunówTo chyba fragment jakiegoś dokumentu o handlowaniu dragami. Nie wiem co jest straszniejsze: to że mógł kupić, czy to że koszt to tylko $10...
Kategoria: Hydepark
boogieLider
0piorunówTo chyba fragment jakiegoś dokumentu o handlowaniu dragami. Nie wiem co jest straszniejsze: to że mógł kupić, czy to że koszt to tylko $10...
FerrariwGazieSpecjalista
0piorunówWyrzuc z siebie cały ten jad i bądź czysty #fwg
enderwigginFenomen
7piorunów#heheszki #przemyslenia Pewnie punkowe z wczesnych lat '90

Jak elewacja na budynku
No i spierdoliła...
@Kronos Jak w tym smutnym memie z rana...
Panie profesorze, dlaczego dzień nauki tak się dłuży ? Zapamiętaj młody, dni się dłużą, ale lata skracają...
CinkciarzFenomen
9piorunówPoniedziałek
Noc minęła spokojnie - na tej polanie było chyba nawet cieplej niż wczoraj na kempingu. Powoli namioty się otwierają, kuchenki grzeją wodę na kawę i kto tam co ma. Zginął nam nasz hasiok, czyli reklamówka na śmieci - J. twierdzi, że słyszał w nocy jakiegoś liska. No cóż, dołożymy swoją cegiełkę do lokalnego krajobrazu, bo niestety śmieci wywala się tu bezwstydnie gdzie bądź, taka postkomunistyczna mentalność.
Po śniadaniu niektórzy idą w las za drogę, co jest o tyle zabawne, że po chwili przejeżdża ciężarówką ekipa po drewno - musieli mieć niezły ubaw :grinning: Ja podziwiam swojego palucha, który po wczorajszej wywrotce codziennie zmienia kolory pod paznokciem.
Ruszamy podobnie jak wczoraj. Zjeżdżamy do miasteczka Берковица (Berkovica) i robimy kilka kółek w poszukiwaniu sklepu. Okazuje się, że jest mały ryneczek, z którego podziwiamy nasz dzisiejszy cel - górę Kom, sięgającą delikatnie ponad 2000 m n.p.m.
Po zakupach wpadamy od razu na TET, który prowadzi coraz węższymi uliczkami i od razu robi się gruby podjazd - kamienie, wyrwy i do tego wściekłe psy. A jeszcze nie wyjechaliśmy z miasteczka xD. Po chwili, już ponad ostatnimi dachami robi się trial, wszystko rozjeżdżone, muldy, koleiny, przeskakujemy wąziutkie, ale głęboko wyryte w suchej ziemi, koryta po tymczasowych rzeczkach. Jest ostro. Stajemy po jakimś czasie - K. mówi, że kiepsko się dzisiaj czuje i faktycznie wygląda słabo. Chwila dyskusji i postanawiamy spotkać się na dole. P. wraca z nim do asfaltu, a my, chwilowo we dwóch, powoli wspinamy się w górę.
Okazuje się, że jak tylko wjeżdżamy do lasu, to jest całkiem przyzwoicie - czasem gorzej, czasem lepiej. Stajemy na elektrolity, dogania nas P., następnie bez większych niespodzianek docieramy na połoniny. Tych widoków po prostu nie da się mieć dość. Pogoda znów nas rozpieszcza, widoczność chyba z 100 km dookoła. Droga się wije, niby jest bardziej płasko, ale i tak trzeba się mieć na baczności, bo dookoła pełno luźnych kamoli, z których niektóre są naprawdę spore.
W końcu ostry podjazd pod sam szczyt Kom. P. zaczyna udzielać mi rad, więc wiem, że będzie srogo. Jadę ostatni, staram się nie myśleć za dużo, w głowie tylko jedno: "trzymaj gaz, jak puścisz, to po tobie, trzymaj, choćby to miało być ostatnie, co zrobisz...". Niestety w połowie drogi wybijam się z koleiny i ląduję na boku.
P. wraca do mnie na piechotę, pomaga postawić moto na koła i proponuje, że wprowadzi je za mnie. Ok, trzeba wiedzieć, kiedy ze sceny zejść... On wsiada, ja pcham. Sprzęgło na ostatnich nogach, ale idzie - wściekle gryzie kamienie, nabiera prędkości i udaje się, staje na wypłaszczeniu. Idę do niego na piechotę jakieś 50 metrów i łapię potężną zadyszkę - tu nawet wejść jest ciężko! :grinning:
Zostały jeszcze dwa odcinki ostrego podjazdu. Chłopaki cisną pod górę, ja też wsiadam, czyszczę głowę ze zbędnych myśli, wzrokiem planuję trasę i ruszam. Motocykl na kamieniach tańczy jak narowisty koń, śmierć w oczach, ale trzymam gaz równo. Niestety w połowie tracę panowanie - wyrzuca mnie w bok, poza drogę, tam gdzie zbocze robi się naprawdę strome i skaliste, by po kilku metrach zamienić się w urwisko. Łapię sprzęgło, hamulec i leżę - na szczęście miękko, w jagodach.
Chłopaki zbiegają i na mój widok oddychają z ulgą. Myśleli, że już po mnie...
Co teraz? Pada propozycja, żeby zawrócić sprzęt i spróbować jeszcze raz z poprzedniego checkpointu, ale wiem, że nie jestem jeszcze na poziomie tej ścieżki, margines błędu wydaje mi się zbyt mały, więc oddaję kierownicę. Znów P. zjeżdża (a w zasadzie zsuwa się z małą lawiną kamieni) na dół, gdzie może nabrać prędkości, zawraca i ogień. Jak się stoi z boku, to wygląda na banalne, a nie jak walka o życie :neutral_face:
No cóż, kolejny spacer o kilka metrów w górę i obserwuję, jak P. na swoim Kove znów drapie się na sam szczyt. Ok, kamieni jakby mniej, widziałem przed chwilą, jak to się robi, więc teraz pójdzie łatwo, PRAWDA?
No to jazda, raz matka rodziła!
Rozbieg, dwója i gazu od.... Poszło! Tym razem, na sam szczyt, wjechałem o własnych (i kozy) siłach! Staję na płaskim, J. dociera zaraz za mną. Widzę bułgarską flagę na czubku przede mną i rozglądam się. Widoki są NIE-SA-MO-WI-TE. Nawet gdybym miał już teraz wracać do domu, to warto było przyjechać choćby dla tej jednej góry.
Oprócz konstrukcji z flagą jest też marmurowy kamień z jakimiś inskrypcjami i podobizną gościa, który wygląda dokładnie jak Stalin...
Jakieś 10 metrów poniżej szczytu stoi stół z ławeczkami. No to w tak pięknych okolicznościach przyrody robimy dłuższy popas: jemy, pijemy, dzwonimy, filmujemy, a J. puszcza drona. Musi uważać, bo gdy tylko słońce przykryją chmury, od razu zaczyna mocno dąć zimny wiatr.
No dobra, czas się zbierać, ale zauważamy flaka w Kovadle. No trudno, przynajmniej trafiło dzisiaj na J. - on ma opony bezdętkowe (tubeless), więc nie trzeba zdejmować koła. Pudełko, sznurki-makarony, klej, pompeczka - 20 minut i ruszamy w dół.
Ale skoro wjechało się grubo, to zjazd też jest srogi. Technicznie łatwiejszy, bo grawitacja pomaga - wystarczy się nie bać 😆 Ustalonym wcześniej szykiem - oni przodem, ja z tyłu, żeby ich nie spowalniać, a co jakiś czas czekają na mnie, żeby upewnić się, że żyję :grinning:
Połoniny przejeżdżamy elegancko, zaczyna się las i w pewnym momencie doganiam J. Pytam:
-Co jest?
-Pana.
Ech, znów stoimy.
Oglądamy gumę - ta sama dziura! Naszych sznurków nie widać, musiał trafić na kamień, który je po prostu wyrwał. Wyciągam zestaw, w międzyczasie wraca P., który nie mógł się nas doczekać z przodu. Kolejne łatanie, klejenie, pompowanie. Moja CFka, z racji gniazda zapalniczki, robi za elektrownię dla pompki :smiley: Nabieramy wprawy - 20 minut i po krzyku.
Zjeżdżamy w końcu na przełęcz Petrochan, która leży na wysokości bitwy pod Grunwaldem (1410 m n.p.m.). Jest tam już cywilizacja i jakiś zbiornik wodny - całkiem jak ten na górze Żar, tylko że betonowa niecka jest pusta, a panowie zamiatają dno :thinking_face:
Podjeżdżamy pod elegancki lokal o szumnej nazwie "Bistro", gdzie czeka na nas K. rozwalony jak panisko. Chyba dobrze mu zrobił odpoczynek. Zamawiamy obiadek, a po nim odkrywam wspaniały porcelanowy cud cywilizacji w eleganckiej komnacie dumania, jakiej wciąż nie doświadczyło dwóch na trzech mieszkańców Federacji Rosyjskiej. Spośród licznych zalet tego miejsca największą jest to, że nie oglądają cię pracownicy jadący po drewno do lasu, więc przez kilka chwil podziwiam sztukę glazurniczą w pełnym spokoju 😉
Pojedli, popili, czas się zbierać.
Jedziemy koło wspomnianego zbiornika, potem w górę. Nie ma ostrych podjazdów, ale ciągle utrzymujemy się powyżej 1500 m n.p.m. Teren miejscami mocno wymagający: głazy, progi, muldy, trochę lasu, aż nagle wypadamy na coś, co wygląda jak preria. Dookoła pagórki pokryte tylko wrzosami, ale w oddali widać, że jesteśmy na płaskowyżu - to wciąż Stara Płanina.
Jedzie się fantastycznie, czasem można nawet usiąść na parę sekund i dać odpocząć kręgosłupowi, ale miejscami zabawa przypomina czyste enduro :smiley: W jednym miejscu wyłania się kapitalny widok na miasteczka poniżej - postanawiamy zrobić foto grupowe.
Czasem gubimy drogę, ale zjeżdżamy w końcu do miasta Лакатник (Lakatnik). Wypadamy na równiutki, szeroki asfalt, ale nasz wzrok natychmiast przyciągają pionowe skały pnące się tuż obok drogi. Wyglądają obłędnie - jakbyśmy jechali w Wielkim Kanionie, tyle że z drzewami.
W miasteczku robimy zakupy na wieczór i poranek, po czym wywiązuje się dyskusja: tankować dzisiaj czy rano? Niestety najbliższa stacja jest 20 km stąd, w miejscowości Своге (Svoge), ale decydujemy się załatwić sprawę od razu.
Jazda asfaltem jest odświeżająca: nic nie skacze, przyczepność 100%, prędkość w zakrętach cieszy - aż przypomniały mi się stare wypady w Alpy.
Niestety dzwoni J. ... hat-trick, trzecia guma tego dnia, jeeeez! Kolejne 20 minut na poboczu - powoli myślę, że oni chyba po prostu nie umieją dobrze łatać xD
W końcu dojeżdżamy do Svoge. To miasto powiatowe, bloki, ruch, młodzież na chodnikach, jest stacja, paliwo zalane, po czym szybko wracamy (na kolanku 😉) w poszukiwaniu spokoju pod Lakatnickie Skały.
Odbijamy gdzieś w pole. Dróżka robi się coraz węższa, pozarastana, z dwóch śladów robi się jeden, drzewa i krzewy zwisają tak, że muszę się garbić za szybką, jakbym przejeżdżał przez zieloną bramę, by za chwilę skończyć się wspaniałą łąką z widokiem na skały. Tu się rozbijamy.
Wsuwamy kolację w resztkach światła, po czym rozpalamy małe ognisko i siedzimy przy nim, popijając kto co lubi i dłubiąc słonecznik.
Dzisiaj ekipa szybko się wykrusza. Przez dwa dni zrobiliśmy "tylko" 250 km, ale terenu nie da się porównać z asfaltem. Wszyscy solidnie dostali w kość, ale cali i zdrowi zbieramy się do spania.
Do jutra! :slightly_smiling_face:

Na górze Kom
Lakatnickie Skały
WujekAlienLider
3piorunówKolejna smutna wiadomość dla czytelniczego świata - nie żyje Jeffrey Archer. Miał 86 lat.
#ksiazki

@WujekAlien starzy ludzie umierają ech
WatluszPierwszyFanatyk
9piorunów
Vintage Szafa umie w #reklama
30ohmGURU
17piorunów
@30ohm dobrą sieć robi?
konto_na_wykop_plGruba ryba
4piorunówCiekaw jestem co sądzicie na temat zakończenia kadencji :clown_face:
Do końca kadencji Trumpa zostało 837 dni. Czy Trump zakończy kadencję przed terminem?
26 głosów
Jeśli nie zejdzie wcześniej, to zostanie do końca i nie będzie chciał oddać władzy.
@konto_na_wykop_pl nie łudzę się
boogieLider
12piorunów@boogie no co on, tusk to samo zło przecież

@Half_NEET_Half_Amazing ta, prochy będą tornado robić
boogieLider
8piorunówJezus Transformers 🤣
Taki jakby zszedł ze krzyża to szybko by wprowadził Królestwo Boże...
@sireplama cała ta akcja z Jezusem taka mało przemyślana. Jakby zaczęli robić Sodomę i Gomorę tak raz w tygodniu to chyba efekt by był lepszy 😛
festiwal_otwartego_parasolaLider
9piorunówwysyłaj marian nikt nie zauważy

xD
@festiwal_otwartego_parasola czy wysłali alert rcb z przeprosinami? 😆

Zboczeńcy!
festiwal_otwartego_parasolaLider
10piorunów
@festiwal_otwartego_parasola a mieści się w d⁎⁎ie? 😛
@radziol jeżeli również radziecki, to nie
festiwal_otwartego_parasolaLider
9piorunów
SeeleLider
7piorunów
@Seele szara myszka dla anonka
RagnarokkGURU
6piorunówPolska gurrom

Zagraliby z jakimś poważnym rywalem to by się passa skończyła.
strzepanGruba ryba
6piorunówGościmy gościa, który czyta czytankę o jedzeniu jedzenia zdrowego dla zdrowia.
W skrócie - typ czyta co zdrowego wpierdalać.
WujekAlienLider
12piorunów
Chyba ty. Ja jutro i pojutrze mam wolne
Za to w piątek sobotę i niedzielę już nie xd
enderwigginFenomen
0piorunówA w zasadzie to Bob pyta.
Mam W7 i nawet nie wiem kiedy wy⁎⁎⁎⁎ła mi się apka DropBox. No to jak biały człowiek ją odinstalowałem. Zasysam nową wersję i nie idzie zainstalować bo błędami sypie.
Błąd 0. Nieznany błąd. Ktoś miał podobny problem ?
@enderwiggin Zainstaluj wersję uproszczona.
https://help.dropbox.com/pl-pl/installs/simplified-desktop-application
@WonszZagladyPsa A dzięki, zaraz sprawdzę. Rejestry już wszystkie wyjebałem, a i tak nie pomogło.