AgannaloWirtuoz
4piorunów147 + 1 = 148
Tytuł: The Blood of Dawnwalker
Developer: Rebel Wolves
Wydawca: Cenega
Rok wydania: 2026
Gatunek: fantasy, RPG
Użyta platforma: PlayStation 5
Czas do ukończenia: ukończona w około 60 godzin
Ocena: 3/10
Byłem dość nakręcony na tą gierke, wydawało mi się, że może to być naprawdę ciekawy tytuł, głównie ze względu na zabawę z czasem na wykonanie głównego wątku. Samo to, że w prologu jest chyba z 8 misji do zrobienia, a czasu na 2-3 zrobiło na mnie wrażenie, ale na krótko...
To co wydawało mi się, że będzie atutem, było główną zmorą. Presja żeby zdążyć przed czasem powoduje, że naciskałem na wątek główny i tylko te misje które w jasny sposób sugerowały, że dadzą mi dużą przewagę w pojedynkach - bardzo możliwe, ze w ten sposób pominąłem sporo atrakcji.
Na rozwiązanie naszego problemu dostajemy 30 dni, udało mi się ukończyć 12 dni przed końcem - co tak na prawdę pokazuje, że mogłem jeszcze pocisnąć questy poboczne, ale nawet mi się nie chciało.
Postać szybko robi się niepokonana, a walka nużąca. Z tego też powodu olałem wszelkie sojusze i głównego złola zabiłem solo po odblokowaniu możliwości dojścia do niego bocznym wejściem. Bosowie są mało wymagający, a sposobem na każdy pojedynek jest stanie jak słup, czekanie na atak przeciwnika i robienie kontrataku. Największym problemem były potwory ze screena, ponieważ wskaźnik kontry jest czerwony i na postaciach w tym kolorze niemal niewidoczny...
Namierzanie przeciwników to jakiś koszmar, po użyciu umiejętności śledzona jest losowa postać w drugim rzędzie - nie ta w którą użyłeś umiejętność, czy nawet najbliżej ciebie...
Historia raczej też nie wycelowane do mnie, nie lubię takich ckliwych opowiastek o ratowaniu swojej toksycznej rodziny.
Mimo, że gra robi świetne pierwsze wrażenie, to szybko stara się być młodszym, nieco głupkowatym bratem wiedźmina. Jestem dość rozczarowany.




















