tosiuAutorytet
0piorunówIdziemy dziś rodzinnie z żoną i córką poprzez promenadę w estońskiej Narvie, która może paść ofiarą ruskiej prowokacji, by przetestować art. 5 NATO.
W pewnym momencie zaczyna coś ostro śmierdzieć (smród szamba).
Ćorka: Fuuu, co tak śmierdzi?
Ja: To rosja
Powiem Wam, że jestem w szoku. W Narvie rzeczywiście usłyszeć język estoński jest trudno, zaś rosyjski jest wszędzie.
Ale najbardziej szokuje mnie, że Podlasie jest pilnie strzeżone i ma wiele militarnej infrastruktury, szpeju, żołnierzy non stop, straż graniczną, zakaz podchodzenia pod granicę na 200 metrów. A to wszystko przed afrykańskimi i azjatyckimi ludźmi w 99% przypadków bez broni.
Tymczasem w Narvie oprócz mostu z foto (przez który można przechodzić w dwie strony po odstaniu w kolejce), nie ma innych zabezpieczeń, wojska... nic. Tylko obsługa granicy. Widziałem też jednego policjanta.
Miasto wygląda prawie jak wymarłe. Poza ludźmi z kolejki na przejściu.
Gdyby zielone ludziki chciały tu zrobić rozróbę, nie mieliby żadnego problemu. Ruska aneksja tym bardziej. Narva jest chroniona na słowo honoru, że art. 5 NATO zadziała. Serio.






















