
Wpis użytkownika manstain w Hydepark
manstainOsobistość
20piorunówZnalezione w sieci:
Znalezione w sieci:
Nie zaczepiaj ludzi po pięćdziesiątce. To nie jest grupa wiekowa. To stan skupienia materii.
To ostatnie pokolenie, które wychowało się bez psychologów dziecięcych, coachów emocji, aplikacji do medytacji i instrukcji obsługi życia.
Mieli pięć lat i już po odgłosie klucza przekręcanego przez matkę w zamku wiedzieli, czy dziś będzie spokój, czy lepiej zniknąć z pola widzenia.
W wieku siedmiu lat dostawali klucz na sznurku, garnek z zupą i krótką instrukcję: Obiad odgrzej. Gaz zakręć. Domu nie spal.
Nikt nie pytał, czy są gotowi na taką odpowiedzialność. Byli. Bo nie mieli wyboru.
Ich placem zabaw było wszystko, czego współczesny sanepid natychmiast by zakazał. Place budowy, rzeki, tory kolejowe, trzepaki i drzewa wyższe niż zdrowy rozsądek.
Przeżyli.
Kolana zszywał czas, a nie prywatna klinika. Na każde skaleczenie obowiązywała jedna procedura medyczna: Nie umarłeś? To biegnij dalej.
Jedli chleb z cukrem, pili wodę z ogrodowego węża lub ulicznego saturatora i lody kupowane od człowieka, którego nikt nigdy nie kontrolował. Ich mikrobiom wygląda dziś jak jednostka specjalna.
Alergie? Pewnie były. Po prostu nikt nie organizował z ich powodu konferencji prasowych.
Potrafią usunąć plamę z trawy, smaru, błota, atramentu i krwi. Nie dlatego, że oglądali poradniki w internecie. Dlatego, że alternatywą było spotkanie z rodzicami, którego wspomnienia zostają na całe życie.
Dorastali z radiem tranzystorowym, czarno białym telewizorem, gramofonem, magnetofonem szpulowym, kasetami przewijanymi ołówkiem i telefonem, którego nie dało się zabrać do łóżka.
Dzisiaj słyszą, że młode pokolenie przeżywa dramat, bo przez dwadzieścia minut nie działało WiFi.
Poważnie.
Prawo jazdy robili po to, żeby jeździć. Wsiadali do Malucha albo Syrenki i jechali przez pół Polski bez klimatyzacji, bez GPS, bez ABS i bez przekonania, że producent samochodu odpowiada za ich bezpieczeństwo.
Mapa papierowa, termos z herbatą, jajka na twardo i wiara, że jeśli droga się skończy, to ktoś wskaże następną.
I zawsze ktoś wskazywał.
W instrukcji obsługi auta były wskazówki jak regulować luz zaworów, a producent nie ostrzegał, aby nie pić elektrolitu z akumulatora.
To ostatnie pokolenie, które zna świat bez internetu, bez mediów społecznościowych i bez konieczności dokumentowania każdego obiadu.
Wybierają numery telefonów z pamięci. Pamiętają urodziny bez aplikacji. Pamiętają ludzi, którzy przychodzili z wizytą bez wcześniejszego wysłania pięciu wiadomości z pytaniem, czy można.
Do dziś potrafią naprawić niemal wszystko taśmą izolacyjną, drutem, kombinerkami i odrobiną zdrowego rozsądku. A gdy coś naprawdę się zepsuje, najpierw próbują to naprawić, a dopiero potem wpisują pytanie do wyszukiwarki.
To pokolenie nie miało dzieciństwa w jakości 4K.
Miało za to prawdziwe.
Nie potrzebowali bezpiecznych stref, trigger warningów ani certyfikowanych specjalistów od budowania poczucia własnej wartości. Wystarczył jeden tekst ojca: Jak skończysz, to wróć.
I wracali.
Dlatego naprawdę nie warto zaczepiać ludzi po pięćdziesiątce.
To ludzie z czasów, gdy bateria była tylko w latarce, chmura wisiała nad głową, a inteligentny był człowiek, nie telefon.
Całość przeżyli bez aktualizacji systemu.
Komentarze (21)
Nie wspomniałeś tylko o Czernobylu i płynie Lugola, ale do rzeczy! O co chodzi w tej epistole?
Miałem zaj€biste dzieciństwo, ale dzieci wychowywane na elektronice pewnie też tak będą mówić.
Aaa, i aktualizację systemu, jak najbardziej, przeżyłem: w 1989/90.
Ale boomerskie pierdolenie XDDD
Przecież to brzmi jak wysryw jakiegoś sfrustrowanego niedowartościowanego dziada, który nie nadąża za rzeczywistością i ma o to pretensje do młodych. Beka z takiego próchna xd
W wieku siedmiu lat dostawali klucz na sznurku, garnek z zupą i krótką instrukcję: Obiad odgrzej. Gaz zakręć. Domu nie spal.
Nikt nie pytał, czy są gotowi na taką odpowiedzialność. Byli. Bo nie mieli wyboru.
Przeżyli
A Bosak za gówniaka jeździł w samochodzie bez fotelika i przeżył. A ci co nie przeżyli to nie mówią że nie żyją. Poza tym ludzie po 50 są z wyżu demograficznego, było ich dużo, to pewnie nie widać nawet ubytku dzieci, które spaliły dom czy zaczadziły się gówno gazem który był wtedy w kuchenkach. Z jakiegoś powodu ten gaz został zmieniony
I teraz piszą do botow na Facebooku xD
@SciBearMonky Ej, ej - mów za siebie!
@manstain My, urodzeni w przeszłości, z nostalgią wspominamy tamten czas. Nikt nie narzekał.
Było nas jedenaścioro, mieszkaliśmy w jeziorze... na śniadanie matka kroiła wiatr, ojca nie znałem, bo umarł na raka wątroby, kiedy zginął w tragicznym wypadku samochodowym, po samospaleniu się na imieninach u wujka Eugeniusza. Wujka Eugeniusza zabrało NKWD w 59. Nikt nie narzekał.
Wszyscy należeliśmy do hord i łupiliśmy okolicę. Konin, Szczecin i Oslo stały w płomieniach. Bawiliśmy się też na budowach. Czasem kogoś przywaliła zbrojona płyta, a czasem nie. Gdy w stopę wbił się gwóźdź, matka odcinała stopę i mówiła z uśmiechem, "masz, kurna, drugą, nie"? Nie drżała ze strachu, że się pozabijamy. Wiedziała, że wszyscy zginiemy. Nikt nie narzekał.
Z chorobami sezonowymi walczyła babcia. Do walki z gruźlicą, szkorbutem, nowotworem i polio służył mocz i mech. Lekarz u nas nie bywał. Chyba że u babci – po mocz i mech. Do lasu szliśmy, gdy mieliśmy na to ochotę. Jedliśmy jagody, na które wcześniej nasikały lisy i sarny. Jedliśmy muchomory sromotnikowe, na które defekowały chore na wściekliznę żubry i kuny. Nie mieliśmy hamburgerów – jedliśmy wilki. Nie mieliśmy czipsów – jedliśmy mrówki. Nie było wtedy coca-coli, była ślina niedźwiedzi. Była miesiączka żab. Nikt nie narzekał.
Gdy sąsiad złapał nas na kradzieży jabłek, sam wymierzał karę. Dół z wapnem, nóż, myśliwska flinta – różnie. Sąsiad nie obrażał się o skradzione jabłka, a ojciec o zastąpienie go w obowiązkach wychowawczych. Ojciec z sąsiadem wypijali wieczorem piwo — jak zwykle. Potem ojciec wracał do domu, a po drodze brał sobie nowe dziecko. Dzieci wtedy leżały wszędzie. Na trawnikach, w rowach melioracyjnych, obok przystanków, pod drzewami. Tak jak dzisiaj leżą papierki po batonach. Nie było wtedy batonów, dzieci leżały za to wszędzie. Nikt nie narzekał.
Latem wchodziliśmy na dachy wieżowców, nie pilnowali nas dorośli. Skakaliśmy. Nikt jednak nie rozbił się o chodnik. Każdy potrafił latać i nikt nie potrzebował specjalnych lekcji, aby się tej sztuki nauczyć. Nikt też nie narzekał.
Zimą któryś ojciec urządzał nam kulig starym fiatem, zawsze przyspieszał na zakrętach. Czasami sanki zahaczyły o drzewo lub płot. Wtedy spadaliśmy. Czasem akurat wtedy nadjeżdżał jelcz lub star. Wtedy zdychaliśmy. Nikt nie narzekał.
Siniaki i zadrapania były normalnym zjawiskiem. Podobnie jak wybite zęby, rozprute brzuchy, nagły brak oka czy amatorskie amputacje. Szkolny pedagog nie wysyłał nas z tego powodu do psychologa rodzinnego. Nikt nas nie poinformował jak wybrać numer na policję (wtedy MO), żeby zakablować rodziców. Pasek był wtedy pomocą dydaktyczną, a od pomocy, to jeszcze nikt nie umarł. Ciocia Janinka powtarzała, "lepiej lanie niż śniadanie". Nikt nie narzekał.
Gotowaliśmy sobie zupy z mazutu, azbestu i Ludwika. Jedliśmy też koks, paznokcie obcych osób, truchła zwierząt, papier ścierny, nawozy sztuczne, oset, mszyce, płody krów, odchody ryb, kogel-mogel. Jak kogoś użarła pszczoła, to pił 2 szklanki mleka i przykładał sobie zimną patelnię. Jak ktoś się zadławił, to pił 3 szklanki mleka i przykładał sobie rozgrzaną patelnię. Nikt nie narzekał.
Nikt nie latał co miesiąc do dentysty. Próchnica jest smaczna. Kiedy ktoś spuchł od bolącego zęba, graliśmy jego głową w piłkę. Mieliśmy jedną plombę na jedenaścioro. Każdy ją nosił po 2-3 dni w miesiącu. Nikt nie narzekał.
Byliśmy młodzi i twardzi. Odmawialiśmy jazdy autem. Po prostu za nim biegliśmy. Nasz pies, MURZYN, był przywiązany linką stalową do haka i biegł obok nas. I nikomu to nie przeszkadzało. Nikt nie narzekał.
Wychowywali nas gajowi, stare wiedźmy, zbiegli więźniowie, koledzy z poprawczaka, woźne i księża. Nasze matki rodziły nasze rodzeństwo normalnie – w pracy, szuwarach albo na balkonie. Prawie wszyscy przeżyliśmy, niektórzy tylko nie trafili do więzienia. Nikt nie skończył studiów, ale każdy zaznał zawodu. Niektórzy pozakładali rodziny i wychowują swoje dzieci według zaleceń psychologów. To przykre. Obecnie jest więcej batonów niż dzieci.
My, dzieci z naszego jeziora, kochamy rodziców za to, że wtedy jeszcze nie wiedzieli jak nas należy „dobrze" wychować. To dzięki nim spędziliśmy dzieciństwo bez słodyczy, szacunku, ciepłego obiadu, sensu, a niektórzy – kończyn.
Nikt nie narzekał.
@manstain A że część z nich się powiesiła, a jakaś 1/3 uciekło w alkoholizm, to c⁎⁎j.
Takie wioskowe chłopskorozumowe pierdolenie, jakich pełno w internecie. Oparte jedynie o to, że wszystkie przypadki jakie znasz, to przypadki, jakim się udało, a nie przypadki, którym poszło tak sobie - w stylu mojej babki, która co prawda unikała psychologów, ale za to się powiesiła w wieku 55 lat. Czy mojego wujka (zresztą chrzestnego), który był całkiem ogarniętym chłopakiem, ale wzięli go do woja, i tak zniszczyli, że po wyjściu nie rozstawał się z flaszką. Był górnikiem (co nie pomogło), po paru latach od wyjścia z woja sprzedał wszystko co miał, sprzedał swoją część ziemi, i został w 100% żulem, potem kontakt się urwał.
Prawdą jest, że sporo ludzi jest przeczulonych, i trigger warningi "uwaga krew" przed horrorem są śmieszne, ale mieszasz w tej wypowiedzi różne tematy. Pomoc psychologiczna i psychiatryczna jest niezbędna, bo ludzki mózg jest po prostu nieprzystosowany do tempa, w jakim działa obecny świat, i żadna ilość kiedyśtobyłoizmu tego nie zmieni.
@manstain mieszkali w jeziorze.... choroby leczyli moczem i mchem... nikt nie narzekał.... eh.........
Ich placem zabaw było wszystko.
Prawda, plac budowy spoko, ale nic nie wygrywało z wyspą skarbów, czyli wysypiskiem śmieci w tygodniu to nie, pracownicy przeganiali ale sobota czy niedziela, miejsce kompletnie nie ogrodzone morze gdzieś był stróż ale nie spotkałem. Czego tam nie było wszyscy tam wyrzucali śmieci, wojsko szpital cokolwiek.
Pozdrawiam Serdecznie
Ponad połowę tekstu mógłbym spokojnie powiedzieć to samo o mnie i moich kolegach z lat 90, a po szkole kontakt z wieloma się urwał właśnie ze względu na ograniczone użycie social mediów, bo jednocześnie porozjeżdżaliśmy się we wszystkie strony. Jak coś naprawić to np. nie było komu mi to pokazać. Sam muszę takich rzeczy uczyć się i chwała że te poradniki w internecie istnieją. Za to na co dzień mam do czynienia z rocznikami z tego łańcuszka i przeraża mnie to co chłoną z tik toka także jeśli to działa w drugą stronę polaryzacji.
Kiedyś to byli ludzie, teraz nie ma ludzi.
Do dziś potrafią naprawić niemal wszystko taśmą izolacyjną, drutem, kombinerkami i odrobiną zdrowego rozsądku.
Bo to w większości partacze.
@manstain ludzie po 50 to najbardziej roszczeniowe pokolenie
@AdelbertVonBimberstein Ty waż słowa młodzieńcze! Bo jak nie, to na gołe klaty! 😛
@AdelbertVonBimberstein a weź się ode mnie co?.... 😉
Kombi ostatnie pokolenie
:face_vomiting:
I do tego gównianą muzykę mieli: jakieś perfekty, lady panki ja pierdole kakofonia.
(Tylko budka suflera szacunek)
@AdelbertVonBimberstein ja nie mam żadnych roszczeń aczkolwiek kiedyś starszym mówiłem, że za komuny to zapisali się na książeczki mieszkaniowe czy coś i kiedyś swoje dostali, teraz młodzi mają trudniej.
I ich jebane "druciarstwo" oraz dziadowanie, które jeszcze uważają za swój atut. Zrobione na ślinę i gówno ale się cieszą bo zrobione i nikomu nie musiał zapłacić.
Ludzie po pięćdziesiątce to są płatki śniegu w porównaniu z ich dziadkami. Ci zaś w porównaniu ze swoimi dziadkami. I tak dalej, i tak dalej XD
@WysokiTrzmiel Niby tak ale jak widzę, (dowód anegdotyczny) dzieci mojej siostry 18/19 lat, które właśnie płączą jak nie ma wifi cokolwiek załatwićw u rzedzie to masakra. itd. to się zgadzam z tym tekstem i w sumie dokładnie jak opisane z jedzeniem, kluczem itd. na krach się pływało, karbid uzywało ...