Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Wpis użytkownika Alawar w Dyskusje

Fanatyk

w Dyskusje

36piorunów

@TyGrySSek I jak tu nie pić. Wracasz z roboty a tu kot nie tomny. Sru zapierdalam z siersciuchem na pogotowie weterynaryjne bo sobota. Otwiera i przyjmuje mi jakiś wiking (serio weterynarz tak wygląda broda jakieś warkoczyki) i mi mówi od kiedy się to dzieje ja mówię to drugi raz ale za pierwszym razem się wykaraskał a teraz widzę że to coś poważnego. Bardzo skrupulatnie mi pokazał jego objawy. Powiedział że da mu antybiotyk ale w poniedziałek przyjadę znowu bo się mu pogorszy a w środę zejdzie.

Mówię panie usypiaj pan szkoda mi tego bandziorka niech się nie męczy.

I teraz ryczę jak dziecko a myślałem że nie jestem kociarzem że nie jestem zżyty ze zwierzęciem.

Kocisko chorowało na zakaźną chorobę wątroby a przyprowadziłem mu białą kociczkę ona pierw odeszła a z nią cały miot co mi później powiedział właściciel.

Bandzior miał na imię bo lubił się napierdalać z kumplami zapodaję filmik.
https://streamable.com/18sm6w

Komentarze (12)

Fanatyk5piorunów

A i się mi przypomniało jak narzekałem na niego że mnie wkurwia to kocisko bo mi w pysk strzelił oglądając jakiś film i brudził umywalki i "ze go za⁎⁎⁎ie" i ktoś się zesrał a @bojowonastawionaowca dał mi bana na 2tyg za znęcanie się nad zwierzętami:rolling_on_the_floor_laughing:

Serio nie krzywdziłem wariata nawet nie wiedziałem że go kocham. Dzisiaj się dowiedziałem gdy go straciłem.:slightly_smiling_face:

Osobistość2piorunów

@Alawar
:c przejebane

Fanatyk2piorunów

@HmmJakiWybracNick Kurwa dziwne byłem przy usypianiu. Ale kocura pochował mi kolega przy czereśni nie dałem rady tego zrobić. I będę pamiętał że tam jest. Pojebane to ale wiem że będę pamiętał.

Co do wyjebania kota na obornik nie dziw się, rodzice starej daty.

Osobistość2piorunów

@Alawar To jak nasz kot zdechł, to przez miesiąc chodziłem jak struty i kilka razy płakałem. Nie pamiętam, czy jeszcze byłem na studiach, czy dopiero zaczynałem pracę, ale rano wyjechałem do roboty/na uczelnię i wszystko było okej. Wróciłem popołudniu i dowiaduję się od rodziców, że Rybek (pic rel) zdechł. Nawet nie miałem okazji się pożegnać, bo ojciec wrzucił go do obornika, japierdolekurwamać. Mega szkoda, bo młody, zdrowy kociak, prawdopodobnie zeżarł jakąś trutkę na myszy, albo ktoś może go celowo otruł, albo nie wiem co mogło mu się stać...
Teraz mieszkam osobno, to swoją kotkę w życiu bym nie wypuścił na dwór bez nadzoru, bo ma zero instynktu przetrwania, no i mieszkam blisko ruchliwej drogi, to wiadomo jakby się to skończyło.