Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#natura

Lider

w Hydepark

54piorunów

Właśnie zobaczyłem to wideo i jest niesamowite. Pokazuje stado koziorożców alpejskich, które z lekkością wspinają się po niemal pionowej ścianie tamy Cingino we Włoszech. Na początku myślałem, że to jakieś szaleństwo, ale okazuje się, że mają ku temu bardzo ważny powód.

Robią to, by lizać kamienie!

Okazuje się, że na tych kamieniach krystalizuje się sól i inne minerały, których brakuje w ich wegetariańskiej diecie. To dla nich jak wizyta w sklepie z suplementami, tylko że z widokiem i śmiertelnym ryzykiem.

Wideo wyjaśnia, że mają specjalnie przystosowane kopyta – są rozdwojone i mają miękkie, gumowate podeszwy, które działają jak buty wspinaczkowe, dając im niesamowitą przyczepność.

:slightly_smiling_face:

Gwiazdor6piorunów

@boogie Pamiętam że raz widziałem filmik z jedną sztuką która zjechała z tej lub innej tamy w dół. Także ryzyko czasami się materializuje.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Fanatyk

w Ciekawostki

43piorunów

Rzęsa wodna i Jenny Greenteeth :herb:💀 W folklorze angielskim z południowo-zachodniej części Lancashire i okolic Liverpoolu pojawia się postać wodnej wiedźmy znanej jako Jenny Greenteeth, w innych regionach nazywanej także Wicked Jenny, Ginny Greenteeth lub Grinteeth. Wiedźma ta miała mieć szczególne upodobanie do koloru zielonego i zamieszkiwać okolice małych, zarośniętych zbiorników wodnych, przede wszystkim jezior, stawów, sadzawek i bagien. Według podań, ukrywała się w nadbrzeżnych zaroślach i swoimi długimi, zielonymi palcami wciągała do wody nieostrożnych nieszczęśników, w szczególności dzieci.

Wydaje się, że postać Jenny Greenteeth jest powiązana z innymi wodnymi straszydłami z angielskiego folkloru zwanymi _grindylows_ – małymi, zielonymi, łuskowatymi stworami o ostrych zębach i długich, zakończonych pazurami palcach, które miały czyhać w stawach i na bagnach. Grindylows również bardzo chętnie miały wciągać do wody dzieci.

Co ciekawe, Jenny Greenteeth to także lokalna angielska nazwa pospolitej rośliny wodnej, rzęsy (Lemna) o charakterystycznych, żywozielonych, drobnych listkach unoszących się na powierzchni. Co ma jednak wspólnego rzęsa wodna z wodną wiedźmą?

Tak się ciekawie składa, że rzęsa wodna ma listki przypominające nieco kształtem ludzkie zęby – stąd najprawdopodobniej wziął się przydomek „zielonozębnej” Jenny Greenteeth, która miała wykorzystywać rzęsę wodną, by topić ludzi. Rzęsa ma tendencję do tworzenia na powierzchni wody szczelnego, zielonego kożucha, co może dawać niebezpieczne złudzenie, że w miejscach, gdzie rośnie, wciąż jest suchy grunt. Taki kożuch z rzęsy może też stwarzać wrażenie, że pod nim jest wciąż płytko, podczas gdy w rzeczywistości woda poniżej może być już całkiem głęboka – rzęsa nie rośnie wyłącznie na płyciznach.

Wszystko wskazuje na to, że opowieści o Jenny Greenteeth, grindylows i podobnych wodnych straszydłach miały w przeszłości na celu przestrzegać ludzi, w szczególności dzieci, przed zbliżaniem się do zdradliwych, zarośniętych zbiorników wodnych – których powierzchnie często były porośnięte właśnie rzęsą.


:herb: tag serii:

Lider6piorunów

@Apaturia trudny magiczny teren, dorzuc wiedzme i zaginione dzieci i masz scenariusz do dnd

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Ciekawostki

52piorunów

Z Argentyny do Arktyki :herb::earth_africa: Pochodząca z Ameryki Południowej moczarnica argentyńska (Egeria densa), znana też popularnie jako moczarka argentyńska, to kolejna roślina wodna, która wskutek działalności człowieka rozprzestrzeniła się poza naturalnym obszarem występowania i stała się gatunkiem inwazyjnym. Przy tym może poszczycić się niemałym osiągnięciem – zapędziła się tak daleko na północ, że dotarła aż do granic Arktyki.

W styczniu 2004 roku na południu Islandii, w jednym ze stawów wypełnionych ciepłą wodą ze źródeł geotermalnych, nieoczekiwanie odkryto skupisko moczarnicy argentyńskiej. Sądząc po tym, jak bujnie była rozrośnięta, musiała tam rosnąć już od jakiegoś czasu. W tym samym stawie kilka lat wcześniej odnotowano obecność popularnego ślimaka akwariowego – jest więc wysoce prawdopodobne, że moczarnica trafiła do zbiornika razem ze ślimakiem. Wydaje się, że ktoś po prostu wylał do stawu zawartość akwarium.

W ciepłych wodach termalnych islandzkich stawów moczarnica poczuła się zapewne jak w domu i zaczęła się rozrastać. Z czasem skolonizowała także inne lokalne zbiorniki wodne, w kolejnych latach rozprzestrzeniając się dalej i docierając aż na północ Islandii. W ten sposób stała się pierwszym obcym gatunkiem rośliny słodkowodnej, który dotarł w region Arktyki.


:herb: tag serii:

Fanatyk

w Ciekawostki

37piorunów

Wodna zaraza :herb::pouring_liquid: Do popularnych roślin akwariowych, które z czasem rozprzestrzeniły się poza terenami, na których występują naturalnie i stały się gatunkami inwazyjnymi, należy między innymi moczarka kanadyjska (Elodea canadensis). Pochodzi z Ameryki Północnej, jednak bardzo szybko zadomowiła się także na innych kontynentach.

Podbój Europy zajął moczarce kanadyjskiej nieco ponad sto lat. Po raz pierwszy została odnotowana w 1836 roku w stawie w Irlandii, a w ciągu kolejnej dekady zaobserwowano ją także w Szkocji i w środkowej Anglii. Była również uprawiana w ogrodach botanicznych na kontynencie – a ponieważ w takich uprawach rozrastała się bardzo szybko, często ją przycinano, a następnie wyrzucano fragmenty przyciętych pędów do miejscowych rzek. Był to poważny błąd, ponieważ z takich fragmentów wyrastały później nowe rośliny.

W XX wieku moczarka kanadyjska rozprzestrzeniła się także w Europie Środkowej, stając się tam jedną z najpowszechniej spotykanych roślin wodnych. Ponieważ często zachwaszczała zbiorniki wodne, określano ją nawet jako „wodną zarazę”. Pomimo inwazyjności, na naszych terenach jest zwykle trzymana w ryzach przez inne gatunki roślin wodnych – dzięki czemu nie rozwija się na tyle masowo, żeby stwarzać poważne problemy.


tag serii:

Fanatyk

w Ciekawostki

50piorunów

Rogatek w kosmosie :herb::rocket: Niektóre rośliny wodne miały już swoje pięć minut w przestrzeni kosmicznej, stanowiąc część przeprowadzanych tam eksperymentów. Należą do nich między innymi rogatki (Ceratophyllum) – pospolite wodne byliny o sztywnych, rosnących w okółkach liściach, spotykane w zbiornikach wodnych niemal wszystkich kontynentów.

Wydawałoby się, że niepozorny rogatek nie ma do zaoferowania człowiekowi zbyt wiele, bo chociaż świetnie sprawdza się jako roślina do akwariów i oczek wodnych, to poza tym nie ma specjalnie istotnych zastosowań.

Mimo wszystko to właśnie rogatki świetnie nadają się do badań nad roślinami wodnymi w warunkach misji kosmicznych – są wytrzymałe, szybko adaptują się do nowych warunków, łatwo się rozmnażają i nie potrzebują podłoża, a do tego sprawnie natleniają wodę i jednocześnie usuwają z niej zanieczyszczenia, działając jak naturalne filtry.

Jak dotąd, rogatki były wyprawiane w kosmos już kilka razy: najpierw w zaprojektowanym w latach 90. systemie C.E.B.A.S. (Closed Equilibrated Biological Aquatic System) przeznaczonym do długoterminowych eksperymentów z wykorzystaniem roślin i zwierząt wodnych, a później także w systemie Omegahab, który w 2013 roku został wysłany na orbitę w ramach misji satelity Bion-M1.

W tym drugim przypadku rogatek niestety nie przetrwał trwającej trzydzieści dni misji, ponieważ doszło do awarii urządzeń pokładowych – niemniej wszystko wskazuje na to, że przed awarią roślina radziła sobie dobrze.

Drugie zdjęcie: dwukomorowe akwarium systemu Omegahab, bioregeneracyjnego systemu podtrzymywania życia w warunkach mikrograwitacji, zaprojektowane przez badaczy z uniwersytetów w Erlangen i Hohenheim. Po lewej stronie widać rogatka. Źródło: DLR (Niemieckie Centrum Lotnictwa i Kosmonautyki)


tag serii:

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Ciekawostki

42piorunów

Z kontynentu na kontynent :herb::earth_africa: Niektóre rośliny, dopóki pozostają na swoich naturalnych terenach występowania, rosną sobie spokojnie i nie wadzą nikomu – ale kiedy już wyruszą na podbój nowych terytoriów, nie biorą jeńców. Do takich roślin należy wywłócznik (Myriophyllum L.), roślina wodna o charakterystycznych, pierzastych liściach. Na pewno znają ją miłośnicy akwarystyki, bo rozmaite gatunki wywłóczników to jedne z najstarszych i najpopularniejszych roślin akwariowych.

Wywłócznik rośnie szybko, obficie, łatwo się rozmnaża z oderwanych kawałków pędów i potrafi zadomowić się w większości wód stojących lub wolno płynących. Jego gałązki tworzą schronienie dla ryb, małych płazów i wodnych bezkręgowców, dodatkowo jest też ważnym pożywieniem dla ptactwa wodnego i natlenia wodę. Jednak jako roślina inwazyjna działa w zasadzie na odwrót: tworzy w pobliżu powierzchni zbitą gęstwinę, która nie przepuszcza światła głębiej i dławi inne rośliny wodne, a w skrajnych przypadkach blokuje przepływ wód w ciekach i kanałach. W takiej postaci staje się problemem także dla ludzi korzystających ze zbiorników wodnych.

Jest kilka gatunków wywłóczników, które poza obszarem naturalnego występowania mają status gatunków inwazyjnych. Wywłócznik kłosowy (Myriophyllum spicatum) naturalnie występuje w Eurazji i północnej Afryce, jest jednak gatunkiem inwazyjnym w obu Amerykach i południowej Afryce. Wywłócznik brazylijski (Myriophyllum aquaticum) pochodzi z Ameryki Południowej i Środkowej, ale został zawleczony także do Ameryki Północnej i na inne kontynenty. Podobnie inwazyjny jest wywłócznik różnolistny (Myriophyllum heterophyllum) z Ameryki Północnej, który rozprzestrzenił się w Ameryce Środkowej, Europie i Azji.

Można by więc rzec, że kontynenty wymieniły się swoimi lokalnymi wywłócznikami i teraz wszyscy mają problem. Nie wiadomo dokładnie, w jakich okolicznościach doszło do tej wymiany – ale przypuszcza się, przyczynili się do tego akwaryści oraz miłośnicy ogrodów wodnych, którym egzotyczne wywłóczniki „uciekły” z upraw.


tag serii:

GURU2piorunów

@Apaturia ciekawe co sprawia, że raptem jakaś inna odmiana może być tak inwazyjna na krzyż. Spodziewałbym się, że na każdym kontynencie coś sobie z nimi radzi, więc i z tymi nowymi da radę

Fanatyk1piorunów

@radziol Niestety, to nie jest takie proste. Takie inwazyjne gatunki często nie muszą sobie radzić w nowych ekosystemach z tymi samymi zagrożeniami, z którymi musiałyby sobie radzić w swoich rodzinnych stronach (drapieżniki, patogeny itp.). Nie mając naturalnych wrogów, mogą rozwijać się i rosnąć szybciej niż ich lokalni krewniacy, a to już często wystarczy do zdobycia przewagi. Do tego rośliny takie jak wywłócznik są z natury wytrzymałe i dobrze adaptują się do nowych warunków, więc już na starcie dostają duży bonus.

Są też jednak gatunki, które "wprosiły się" do naszych ekosystemów, ale mimo wszystko nasza lokalna flora i fauna trzyma je w ryzach na tyle, że nie stanowią dużego problemu.

GURU2piorunów

@Apaturia nie jest dla mnie niczym niezwykłym kiedy to idzie w jedną stronę, bo twardszy gatunek ma eldorado w nowym środowisku. Ale tu to idzie na krzyż.
Jak to się dzieje, że ani patogeny, ani roślinożerny nie potrafią sobie poradzić ani tu ani tam

Fanatyk1piorunów

@radziol To są czasem bardzo delikatne i bardzo regionalne zależności. Zbadano kiedyś na przykład, dlaczego w części jezior na północy Ameryki inwazyjny wywłócznik radzi sobie lepiej niż miejscowe gatunki i wyszło na to, że w zbiornikach jest po prostu za mało roślinożernych gatunków jak na jego tempo wzrostu i rozprzestrzeniania.

Te konkretne jeziora miały dodatkowo sporą populację ryb drapieżnych (jakiś gatunek bassa), które utrzymywały populację ryb roślinożernych na niskim poziomie. Dopóki ekosystem był w równowadze, to działało, ale inwazyjny wywłócznik zaburzył tę równowagę. Więc wychodziłoby na to, że żeby utrzymać go w ryzach, trzeba by podbić w tych zbiornikach populację roślinożerców i / lub zmniejszyć populację drapieżnych bassów - taki system naczyń połączonych. Tylko że długoterminowe skutki takich ingerencji są często trudne do przewidzenia.

Wprowadzanie do zbiorników zwierząt, które żywią się inwazyjnym zielskiem wodnym, np. ryb lub chrząszczy wodnych, to jedna z metod zwalczania wywłócznika - ale przy jego tempie wzrostu i rozprzestrzeniania trudno go "zrównoważyć" owadami i rybami, które skutecznie go eliminują.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Sum

w Wiadomości Polska

4piorunów

Niesamowite zjawisko w Warszawie. Po raz kolejny rozkwita „kwiat trupiej woni”

W warszawskim ogrodzie botanicznym ponownie zakwitło jedno z najbardziej niezwykłych zjawisk przyrodniczych – dziwidło olbrzymie, uznawane za najbardziej śmierdzący kwiat świata. To już drugi raz, gdy ta egzotyczna roślina rozwinęła swój kwiatostan w stolicy. Tym razem, jako starszy

Gruba ryba

w Ciekawostki

35piorunów

Natura lubi się powtarzać w niepowiązanych ze sobą obiektach - roślinach, zwierzętach, kamieniach, owadach, ptakach, etc. podobieństwa kształtów i form potrafią być tak duże, że aż ciśnie się pytanie, czy to na pewno przypadek ewolucji?

1. Bratek niebieski vs Chwostka wspaniała
2. Czerwony motyl Acraea vs Tyranka Królewska
3. Brudnica Mniszka vs Irys Katarzyny
4. Nadobniczka drzewna vs minerał Labradoryt
5. Motyl Siseme Militaris vs Irys Hollandica

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Przyroda

62piorunów

Ostatnio na spacerze z córką spotkaliśmy sporo motyli, a ja poza najbardziej charakterystycznymi wielu nie pamiętam.. Znalazłem spoko tablice z motylami polski, więc się z wami podzielę 😉

Pokaż więcej komentarzy (16)

Lider

w Hydepark

11piorunów

Dolina Wangxian znajduje się w prowincji Yunnan w południowo-zachodnich Chinach. Miejsce to znane jest z malowniczych krajobrazów, skalistych gór i zielonych pól herbacianych. Dolina Wangxian to miejsce, gdzie produkuje się jedną z najlepszych chińskich herbat – pu erh – uprawianą na wysokości ponad 1000 metrów.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fanatyk

w Hydepark

33piorunów

Róża z niespodzianką :rose::lizard: Anolisy zielone (Anolis carolinensis) to niewielkie jaszczurki naturalnie występujące w południowej i południowo-wschodniej części Stanów Zjednoczonych. Lubią przebywać wśród krzewów i niskich drzew, stąd są całkiem często spotykane w ogrodach.

Jak się okazuje, większe kwiaty mogą czasem służyć małym anolisom jako schronienia i sypialnie. Jeden anolis został tak sfotografowany w 2015 roku - znaleziono go rano wewnątrz zerwanej w ogrodzie róży. Trzeba przyznać, że nieźle się tam wpasował.

Osobistość

w Dyskusje

37piorunów

"TO NIE LAS TO PLANTACJA"

Już od jakiegoś czasu na platformie Netflix dostępny jest film opowiadający o Simonie Kossak – niezwykłej, charyzmatycznej naukowczyni, która badała zwyczaje zwierząt w Puszczy Białowieskiej. Sama postać jest bardzo ciekawa i zdecydowanie warta poznania, ale to, co szczególnie mnie poruszyło, to ważne tematy, które film porusza, tematy, nad którymi wcześniej się nie zastanawiałam.

Jednym z nich jest kwestia lasów, a właściwie „nielasów”. Partner Simony powiedział zdanie, które zapadło mi w pamięć: że dzisiejsze lasy nijak mają się do tego, co stworzyła natura – to po prostu plantacje drewna. Muszę przyznać, że zawsze lubiłam obserwować mijane z pociągu czy samochodu lasy, ale nigdy nie patrzyłam na nie jako na coś, co jest po prostu uprawą.

Innym ważnym wątkiem była kwestia badań naukowych, że ich wyniki często zależą od tego, kto je zleca. Nawet tak podstawowe sprawy, jak to, czym żywią się sarny, mogą być przedstawiane różnie w zależności od intencji zleceniodawcy. To daje do myślenia i uczy, żeby podchodzić z ostrożnością do wyników badań, zwłaszcza tych szokujących lub kontrowersyjnych, i nie przyjmować wszystkiego bezrefleksyjnie, niezależnie od tego, w co sami chcemy wierzyć.

W filmie poruszono też wątek rodzinny. Podobno do dziś nie wiadomo, dlaczego matka Simony nie zostawiła jej nic z rodzinnego majątku, a wszystko przekazała niepokornej pasierbicy. Odpowiedź zdaje się kryć między wierszami. Matka Simony, podobnie jak wielu innych, wierzyła w „siłę krwi”. W to, jak ważne jest przetrwanie określonych genów, które według niej były przez pokolenia starannie „pielęgnowane”, bo przecież każdy Kossak był utalentowany. Simona przecież nie miała talentu do malowania. Miała go za to jej przyrodnia siostra, która również miała potomstwo. A Simonie, raczej nie było jej to po drodze lub prawdopodobnie nie mogła mieć dzieci.

Ech, jak ja lubię wielowątkowość w filmach. 😊

Gruba ryba5piorunów

Film moim zdaniem się za bardzo ślizga po tematach - za dużo chcieli pokazać i wydarli tak sobie. Niemniej polecam biografię Simona napisana przez A.Kaminska oraz książkę samej Simony pt. „saga puszczy Białowieskiej”. Picrel leśniczówka Dziedzinka gdzie Simona mieszkała - stan na jesień 2024.

Pokaż więcej komentarzy (10)

Lider

w Hydepark

35piorunów

Co widać na tym spektakularnym wideo?

To, co widzicie na tym hipnotyzującym nagraniu, to nic innego jak zorza polarna (aurora borealis) uchwycona w technice timelapse. Jednak to, co czyni ten film wyjątkowym, to perspektywa, z której został nagrany: z wnętrza samolotu, lecącego na dużej wysokości!

Co to jest zorza polarna?

Zorza polarna to naturalne zjawisko świetlne, które powstaje, gdy naładowane cząstki ze Słońca (tzw. wiatr słoneczny) zderzają się z gazami w górnych warstwach atmosfery Ziemi. W zależności od tego, z jakimi gazami cząstki wchodzą w reakcję, zorza może mieć różne kolory:

Zielony:* Najczęściej spotykany kolor, powstaje w wyniku zderzenia z tlenem na niższych wysokościach.
Czerwony:* Rzadszy, powstaje w wyniku zderzenia z tlenem na wyższych wysokościach.
Niebieski/Fioletowy:* Powstaje w wyniku zderzenia z azotem.
Dlaczego widok z samolotu jest tak wyjątkowy?

Brak zanieczyszczenia świetlnego:* Lot na dużej wysokości pozwala na ucieczkę od świateł miast, co sprawia, że kolory zorzy są znacznie bardziej intensywne i wyraźne.
Wgląd w całą "kurtynę":* Z ziemi często widać tylko część zorzy, podczas gdy z samolotu można podziwiać jej ogromną skalę i rozciągłość, która przypomina falującą kurtynę światła na niebie.
Takie nagrania to przypomnienie, jak piękny i fascynujący jest świat, gdy patrzymy na niego z innej perspektywy!

ps. to jest reupload bo wcześniej coś nie banglało.