Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#kino

GURU

w Filmy

10piorunów

100 lat temu urodził się Wojciech Jerzy Has - wizjoner kina

1 kwietnia 1925 roku urodził się w Krakowie Wojciech Jerzy Has, twórca takich filmów jak m.in. "Rękopis znaleziony w Saragossie", "Pętla", "Jak być kochaną", "Sanatorium pod klepsydrą" i "Lalka". Uchwałą Senatu RP stał się jednym z patronów 2025 roku. "Has był wizjonerem kina, jego filmy były

Gruba ryba

w Hydepark

13piorunów

Zauważyliście, że już się nie robi nowych franczyz?
Od wielu, wielu lat nie było czegoś nowego w kinie w stylu gwiezdnych wojen.
Odgrzewane kotlety albo remaki i powtórki powtórek. 😆
Wszystko zbyt kręci się wokół kasy i tylko to się w obecnym świecie liczy - chęć zysku blokuje kreatywność.
Tak więc idąc do kina, nigdy nie poznamy tego uczucia, którego doświadczyli ludzie w 1977 😛

https://www.youtube.com/watch?v=iXDnFYu91vY

Mistrz3piorunów

@maly_ludek_lego nowe tytuły nie mają 100% szansy przyciągnięcia widzów, a kontynuacje można zrobić mniejszym kosztem i zawsze część widowni będzie tego ciekawa. Niestety, pieniądze zabijają kreatywność w branży twórczej

Pokaż więcej komentarzy (4)

Gruba ryba

w Filmy

28piorunów

279 + 1 = 280

No i nadszedł czas na ostatnią część trylogii Władcy Pierścieni. Zapraszam na :popcorn:
----------
Tytuł: The Lord of the Rings: The Return of the King
Rok produkcji: 2003
Reżyseria: Peter Jackson
Kategoria:
Czas trwania: 263 min
Moja ocena: 7/10

Po przegranej bitwie w Helmowym Jarze Sauron przegrupowuje siły, by zaatakować Gondor. Aby móc przeciwstawić się jego sile, ludzie starają się odnowić dawne i zapomniane sojusze. W międzyczasie Frodo i Sam, pod przewodnictwem Golluma, zmierzają do Góry Przeznaczenia.

Nadal dobra, ale jednak w mojej opinii najsłabsza część Władcy Pierścieni. Skoki pomiędzy różnymi wątkami, zwłaszcza w drugiej połowie filmu, stają się zbyt częste i wybijają z rytmu. Duża skala również nie pomaga temu, aby wczuć się w wydarzenia oraz znaleźć w nich jakiś emocjonalny punkt zaczepienia. Zresztą cała waga i ciężar bitwy o Minas Tirith ginie w momencie wprowadzenia Deus ex machina (zabieg zastosowany już przy części drugiej i chyba przez to niesmak z powodu jego użycia został tu spotęgowany). Najmocniejsza scena, która zapadła mi w pamięć, to największy kosz trzeciej ery, którego doświadczyła Eowyn. Zabrakło też mocnej, ludzkiej postaci, którą w pierwszej części był Boromir, a w drugiej Theoden. Tutaj starał się być nią Denethor, a raczej jego duet z Faramirem, jednak czegoś tu zabrakło, a może czegoś było za dużo. Ogólnie mam wrażenie, że była to część zbyt przyspieszona, co wydaje się paradoksalne, biorąc pod uwagę rozwleczoną do granic możliwości końcówkę, w pewnych momentach wzbudzającą już we mnie uczucie zażenowania. Ze słabych stron wspomniałbym jeszcze efekty komputerowe, które już całkowicie zawładnęły dziełem Jacksona, i niestety nie wszystkie zestarzały się dobrze, zwłaszcza te, które dotyczyły scen rozgrywających się w świetle dnia. Mimo wszystko to w dalszym ciągu Władca Pierścieni, a więc krajobrazy, zdjęcia, muzyka, aktorstwo, bohaterowie, historia, niepowtarzalny klimat. Polecam fanom serii - jeśli poprzednie części Wam się spodobały, ta również przypadnie Wam do gustu.

GURU33piorunów

@Piechur tylko 7? coś źle Ci się wybrało ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Gruba ryba1piorunów

@pingWIN Staram się oglądać i oceniać bez nostalgia goggles, a ta część niestety podczas któregoś z kolei seansu nie broni się tak dobrze 😉

Pokaż więcej komentarzy (7)

Fanatyk

w Hydepark

17piorunów



Jak już rodzina smacznie śpi, to odpalam sobie jakiś film. Postanowiłem po wielu latach wrócić do filmów Kazimierza Kutza. Tak zwana trylogia śląska uznawana jest często za dzieło jego życia. Zacząłem od "Paciorków jednego różańca". Film ten miał w moim rodzinnym domu status kultowy. Mój tata potrafił na pamięć całe dialogi, potrafił opowiedzieć co i gdzie było kręcone itd. Miał też szczęście, że poznał Kazimierza Kutza a nieco przypadkowo zawarta znajomość przerodziła się w powiedzmy małą zażyłość. Tyle mojej prywatnej historii związanej z filmami Kutza.

Film opowiada historię Karlika Habryki, emerytowanego górnika, którego dom podobnie, jak inne w okolicy ma zostać wyburzony, gdyż władze budują nowe osiedle bloków z wielkiej płyty. Habryka, jak inni, dostaje ofertę otrzymania mieszkania w nowym budynku ale nie ma zamiaru z niej korzystać. Postanawia, że wraz z żoną zostaną w domku. Władze na różne sposoby próbują z nim walczyć ale starszy pan jest nieugięty.
Film jest przede wszystkim świetnie zagrany. Główne role odtwarzają aktorzy amatorzy. Dzięki temu film ogląda się chwilami jak dokument lub materiał z ukrytej kamery. Całości dopełniają rewelacyjne sceny, jak np. chwytające za serce momenty palenia starych mebli niemal na środku ulicy, pełna ciepła relacja Habryki z wnukiem. Mimo dość ciężkiego wydźwięku film nei jest pozbawiony humoru a teksty rzucane przez Karlika potrafią rozbawić do łez.
Jest to obraz o świecie który odchodzi, o utracie swojego miejsca na ziemi, wierze we własne wartości, miłości i nieustępliwości. Jest to też film o strachu przed zmianą, przed nowym i nieznanym.
Klasyka polskiego kina.

Osobistość1piorunów

@WatluszPierwszy A weź się nawróć, człowieku. Przecież w tym filmie nic się nie dzieje, brak fabuły i w ogóle. Deadpool lepszy xD
Piorun i podziękowanie. A Kutza warto sobie poczytać. Ładnie pisze.

Pokaż więcej komentarzy (3)

GURU

w Filmy

6piorunów

Niezależne kino polskie w najlepszym wydaniu. Kto zdobędzie 100 tys. zł?

Jakie filmy zobaczymy w konkursie polskim na krakowskim festiwalu Mastercard OFF CAMERA? Organizatorzy ogłosili już tytuły 10 obrazów zakwalifikowanych do tej rywalizacji.    "Innego końca nie będzie", reż. Monika Majorek    "Kulej. Dwie strony medalu", reż. Xawery Żuławski    "Lany poniedziałek"

GURU

w Filmy

6piorunów

Władze PRL uznały go za zdrajcę. Wyjechał za granicę i tam odniósł sukces

Vladek Sheybal to polski aktor, który wyemigrował za granicę i tam kontynuował swoją karierę. Władze PRL uznały go za zdrajcę, a on odniósł niewyobrażalny sukces poza Polską. Wystąpił w kultowym filmowym cyklu o agencie 007 i hitowym serialu "Szogun". Vladek Sheybal urodził się 12 marca 1923 r. w

Fanatyk

w Filmy

101piorunów

Film "Putin" Patryka Vegi kosztował 14 mln dol. (blisko 58 mln zł). W Polsce nie tylko poniósł frekwencyjną klapę, ale też został zmiażdżony przez krytykę, która na portalu Filmweb.pl przyznała mu średnią 1,5 na 10. Film ruszył do międzynarodowych kin. Jednak dystrybucja w 60 krajach wcale nie polepszyła sprawy.
Jak podał portal Moviesroom, w Wielkiej Brytanii obraz w weekend otwarcia zobaczyło... 15 osób. Czy może być gorzej? No może, bo we Francji na film Patryka Vegi poszło... 5 osób.
:grinning:

Osobistość1piorunów

Nie ma nic śmiesznego w cudzych porażkach i nieudanych inicjatywach, pomysłach, marzeniach... Poza rosyjskim państwem, ich porażki to miód na ❤️

Pokaż więcej komentarzy (16)

GURU

w Hydepark

10piorunów

Bylem wczoraj w kinie na Mickey 17

Generalnie polecam, fajną grąa sktorska, nienajgorszy pomysl, momentami mocno przejaskrqwiony co wychodziło imo na plus

Mocne 8/10

Fanatyk1piorunów
Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Filmy

24piorunów

234 + 1 = 235

W :popcorn: kolejna część trylogii Władcy Pierścieni.
----------
Tytuł: The Lord of the Rings: The Two Towers
Rok produkcji: 2002
Reżyseria: Peter Jackson
Kategoria:
Czas trwania: 235 min
Moja ocena: 8/10

Drużyna pierścienia rozpadła się, a los wyprawy spoczywa w rękach Froda i Sama, którzy z pomocą stwora zwanego Gollumem starają się dotrzeć do mrocznej krainy Mordoru. W międzyczasie pozostała część drużyny stawia czoła złemu czarodziejowi Sarumanowi, który zawładnął umysłem króla Rohanu.

Druga część Władcy Pierścieni jest w dalszym ciągu solidną pozycją, jednak już nie tak bardzo jak część pierwsza. W otwierających ją scenach wracamy do walki z Balrogiem w podziemiach Morii, jednak nie jest to zwyczajne ich przypomnienie - pamiętam, że ten zabieg zrobił na mnie w kinie duże wrażenie. W dalszej części filmu, podobnie jak w Drużynie Pierścienia, możemy rozkoszować się wspaniałymi krajobrazami i niesamowitą muzyką, przy czym główny motyw Rohanu jest tak pięknie melancholijny, że zawsze dostaję gęsiej skórki, gdy tylko zabrzmią jego pierwsze nuty. Poza fantastycznym Viggo Mortensenem (Aragorn) najbardziej przykuwa uwagę Bernard Hill grający Theodena, a więc króla krainy słynącej z konnych jeźdźców. Jak dla mnie kradnie każdą scenę, w której jest. Gra subtelnie i w zaledwie kilka sekund jest w stanie przekazać masę informacji, nawet bez wypowiadania słowa (scena, w której po długim czasie znów chwyta w dłoń swój miecz jest fenomenalna). Poza tym jego postać jest skomplikowana i trudno go jednoznacznie ocenić. Większość filmu spędzamy w Rohanie i to ten wątek uważam za główny, jednak przeskakujemy z niego również do Froda i Sama, którzy zmagają się ze swoimi trudnościami, a także do Merrego i Pippina, którzy spędzają czas wśród entów. Właśnie te przeskoki są słabą stroną drugiej części, bo wybijają trochę z rytmu. Z minusów muszę jeszcze wspomnieć o efektach komputerowych, które zwłaszcza w przypadku scen z entami nie zestarzały się dobrze, a z tego co pamiętam nawet przy premierze trochę mnie raziły (chodzi w głównej mierze o sceny ruchu). Finałowa bitwa robi ogromne wrażenie, deszcz i mrok nadają świetnej atmosfery, widać ogromną pracę włożoną w choreografię i planowanie. Co tu więcej pisać - polecam gorąco wszystkim, którym spodobała się część pierwsza.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Filmy

10piorunów

Przypominam, że już jutro wszystko pierdolnie w kinach za sprawą **Wujka Foliarza**. Kto się wybiera? ( ͡° ͜ʖ ͡°)

Gruba ryba4piorunów

Po zwiastunie wydaje mi się, że to kolejna komedia z wciśniętym na siłę humorem. Poczekam na opinie o filmie. Dla mnie polska komedia skończyła się na "Poranku Kojota" i "Chłopaki nie płaczą".

Lider2piorunów

@konto_na_wykop_pl i jeszcze Pieniądze to nie wszystko. Polską komedie pogrzebały ekranizacje Grocholi i inne romantyczne wynalazki (chociaż Planeta Singli wyszła spoko). Z drugiej strony film bazuje na internetowej paście epatującej absurdalnym humorem wciskanym na silę 😉

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Filmy

39piorunów

212 + 1 = 213

Czas na coroczne oglądanie Trylogii. Zapraszam do :popcorn:
----------
Tytuł: The Lord of the Rings: The Fellowship of the Ring
Rok produkcji: 2001
Reżyseria: Peter Jackson
Kategoria:
Czas trwania: 228 min
Moja ocena: 9/10

Po tysiącach lat tajemniczy pierścień zaczyna manifestować swoją moc, starając się powrócić do swojego twórcy - potężnego władcy ciemności pragnącego władzy nad światem. Wyprawy mającej na celu jego zniszczenie podejmuje się dziewiątka ochotników.

Na wstępie chciałbym zaznaczyć, że uczciwa ocena wynosiłaby teraz 8.5, ale zawyżam do pełnej. Kiedyś byłbym w stanie dać 10, skąd więc ten spadek? Oglądając Drużynę Pierścienia tyle razy nie sposób mi nie zwrócić uwagi na pewne mankamenty, które z czasem zaczęły psuć mi nieco odbiór i wyrywać z doświadczenia filmowego, a są to: Gimli sprowadzony wyłącznie do roli komediowej i będący ciągłym obiektem żartów, pozostawiające trochę do życzenia aktorstwo niektórych głównych postaci (Legolas, Merry, Pippin), starzejące się efekty komputerowe, które coraz bardziej kłują w oczy, nieco za dużo scen z płaczącym Frodem, a także TEN kadr. Mimo wszystko nie jest to w stanie przyćmić ogólnego wrażenia, jakie ten film robi. Jest to nie tylko świetne fantasy, co również wspaniała bajka. Wiele scen w dalszym ciągu sprawia, że dostaję gęstej skórki, choćby i na samą myśl o nich: początkowe wprowadzenie z narracją Galadrieli, spotkanie Gandalfa z Sarumanem, Balrog, walka z Uruk-Hai. Muzyka jest po prostu fenomenalna, motyw Mordoru do tej pory nucę sobie przy różnych okazjach. Zresztą to chyba jeden z ostatnich filmów, z których w ogóle pamiętam jakieś motywy muzyczne. Zdjęcia są olśniewające, w czym pomaga naturalne piękno Nowej Zelandii. Uwielbiam, ile czasu spędzamy w Shire, ciesząc się sielanką, poznając świat i bohaterów, nie spiesząc się zanadto i czerpiąc przyjemność z prostego życia, które jednak podszyte jest narastającym niepokojem i niewiadomą. Bardzo podoba mi się też mała skala finałowej bitwy, która pozwala w pełni wczuć się w sytuację i poczuć jej impakt. Klimat filmu jest nie do podrobienia, ale z pewnością nie byłby taki, gdyby nie idealne wręcz dobranie do roli Iana McKellena jako Gandalfa, Christophera Lee jako Sarumana, Cate Blanchett jako Galadrieli, oraz po prostu jedynego, niepowtarzalnego Viggo Mortensena jako Aragorna - niech mi ktoś tylko powie, że nie poszedłby za nim w najcięższa bitwę. Czy o kimś zapomniałem? Oczywiście, że nie. Sean Bean proszę państwa. Sean Bean i jego postać Boromira jest tym, co dodaje serca i duszy filmowi. Jako jedyny jest w pełni trójwymiarowy, ludzki i można się z nim utożsamić. To chyba najbardziej skomplikowana postać ze wszystkich filmów tworzących trylogię i przy każdym kolejnym odtworzeniu odczuwam do niego rosnącą sympatię i współczucie. Podsumowując, Drużyna Pierścienia jest filmem, który jest mocny w tak wielu miejscach, że drobne niedoskonałości nie są w stanie zepsuć jego ogólnego odbioru. Jest to film piękny, wzbudzający emocje, intrygujący, ale też zabawny. Zdecydowanie najlepsza część z całej trylogii i obraz, który już więcej nie ma szansy powstać, jedyny w swoim rodzaju. Polecam absolutnie wszystkim - tak @bojowonastawionaowca , Tobie również.

Mistrz6piorunów

@Piechur próbowałem pierwszą część, ale po prostu odpadłem, sorry :p

Pokaż więcej komentarzy (9)

Autorytet

w Hydepark

12piorunów

Próbuję przypomnieć sobie nazwę filmu. SF z lat bodajże 80 - 90. Akcja dzieje się na odległej planecie albo księżycu odległej planety. Kiedyś była to chyba kopalnia albo coś w tym stylu. W każdym razie był tam jakiś konflikt gdzie jedna ze stron używała takich małych robotów co wyglądały jak piła tarczowa śmigająca pod ziemią. Później się okazało, że (UWAGA SPOILER) nowszy model tych pił tarczowych to mały chłopiec z misiem który miał infiltrować bazę wroga i wszystkich zabijać. Tytuł filmu to było coś w stylu Jupiter 8 czy Syriusz 7 :grinning:
Pomoże ktoś?

GURU12piorunów

@Bigos Screamers (1995 film) nędzna adaptacja świetnego opowiadania "Druga odmiana" opublikowanego swego czasu w Nowej Fantastyce z ilustracjami świetnego polskiego artysty, Grzechnika, o ile pamiętam.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Druga_odmiana

Druga odmianaDruga odmiana (ang. Second Variety) – to opowiadanie Philipa K. Dicka opublikowane w magazynie Space Science Fiction w maju 1953 roku. Jak w wielu utworach autora, tłem jest wojna nuklearna na spowitej popiołem Ziemi, opanowanej przez zabójcze maszyny. Owa wizja świata została zmodyfikowana w opowiadaniu Jon's World z 1954 roku. Opis fabuły Akcja opowiadania dzieje się w następstwie rozległej wojny nuklearnej między Związkiem Sowieckim (czasem wspominanym w kontekście Rosji) oraz Narodami Zjednoczonymi. Wczesne zwycięstwo Sowietów zmusza rząd Ameryki Północnej do ucieczki na bazę na Księżycu. By zapobiec niemal pewnej wygranej przeciwnika, technicy sojuszu rozwijają roboty, zwane szponami, których podstawowe modele są „niszczącymi kulami ostrzy i metalu”, atakującymi niczego nieświadome ofiary z ukrycia. Narody Zjednoczone chronią się przed nimi dzięki specjalnym bransoletkom…Wikipedia
Fenomen2piorunów

@Opornik absolutnie jedno z najlepszych jego opowiadań. Adaptacja filmowa jak na tamte czasy całkiem znośna, trudno oczekiwać po hollywoodzie arcydzieł.
Natomiast to jest największy żal jaki mam do filmowej branży, że mając znakomity materiał w ręku, np. świetne opowiadania Dicka, kręcą jakieś gówno starwarsy i baki o mutnatach. Zmieniły się realia CGI w filmach, można by kręcić wspaniałe rzeczy SF praktycznie bez ograniczeń. Diuna pokazała że można.

GURU1piorunów

@pigoku Nie mam na myśli CGI, klimat psuje to że to "w kosmosie" nie na ziemi, w oryginalnej wersji było dużo więcej dramaturgii, no i np. to że "sowietami" byli ludzie z europy zachodniej, podbitej przez ruskich.

Fenomen1piorunów

@Opornik to że zrobili z tej historii trochę pastisz to inna sprawa, w oryginale była faktycznie świetna dramaturgia, klimat i znakomite zakończenie, film wyszedł jak typowy gówno produkt klasy c czy jak się tam kalsyfikuje takie produkcje. Matoły wszystko potrafią spieprzyć.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Autorytet

w Hydepark

20piorunów

W zeszłym tygodniu pojawiła się informacja, że zmarł Gene Hackamana ,jego żona i pies. Znaleziono ich martwych w ich domu. Wstępnie wykluczono udział osób trzecich. Pamiętacie, prawda? No to teraz okazało się, że Gene (nie wiadomo w sumie czy żona i pies też) leżał taki martwy 10 dni. Dodatkowo wykluczona została najbardziej zakładana przyczyna śmierci, czyli zatrucie tlenkiem węgla.
https://naekranie.pl/aktualnosci/gene-hackman-zmarl-duzo-wczesniej-nowe-informacje-od-sluzb-1740822022

Pokaż więcej komentarzy (4)

Wirtuoz

w Filmy

34piorunów

202 + 1 = 203

Tytuł: Czy leci z nami pilot
Rok produkcji: 1980
Kategoria: Komedia
Reżyseria: Jim Abrahams, David Zucker
Ocena: 7/10

W poważnym niebezpieczeństwie znajduje się się samolot pasażerski. Jedyną nadzieją na ocalenie podróżnych jest były pilot wojskowy Ted Striker (Robert Hays), który przeżywa kryzys. Mężczyzna rozstał się z ukochaną Elaine Dickinson (Julie Hagerty), z którą spędził wiele szczęśliwych lat. Z sytuacji jest jednak wyjście... Elaine pracuje jako stewardesa na pokładzie samolotu, któremu grozi wypadek. Mimo że Ted ma uraz do latania, chęć odzyskania ukochanej i wielka miłość nakazują mu ponownie zasiąść za sterami.

Wygenerowano za pomocą https://filmmeter.vercel.app

Osobistość2piorunów

@Alezatoniedziela Napisałbyś chociaż kilka słów dlaczego w swojej kategorii (a właściwie we wszystkich kategoriach) jest to film wybitny. I dlaczego dziś już nikt takiego filmu nie nakręci.

Osobistość1piorunów

@Opornik Serio. Musiałbyś obejrzeć ze dwanaście razy, być z pnia z kultury amerykańskiej wraz ze znajomością języka, żeby zarejestrować większość smaczków i dowcipów. Nie wiem, czy ktoś dał radę wychwycić wszystkie nitki i wszystkie konteksty wymyślone przez Zuckerów.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Gruba ryba

w Filmy

20piorunów

198 + 1 = 199

Nareszcie udało mi się wyjść do kina - zapraszam na wrażenia w miarę na gorąco w :popcorn:
----------
Tytuł: The Brutalist
Rok produkcji: 2024
Reżyseria: Brady Corbet
Kategoria:
Czas trwania: 215 min
Moja ocena: 9/10

Żydowski architekt, uciekając przed prześladowaniami z powojennej Europy, trafia do USA, gdzie próbuje znaleźć dla siebie miejsce oraz sprowadzić żonę i siostrzenicę. W końcu jego talent zostaje dostrzeżony, a on rozpoczyna pracę nad nowym projektem.

Ostatnio dość głośno o tym filmie i uważam, że to bardzo dobrze. W natłoku obrazów o wątpliwej jakości, filmów bojących się wyzwań, odgrzewanych kotletów i zbytniego pośpiechu jest on ciekawym ewenementem. Jedną z rzeczy, która zapewniła mu z pewnością rozgłos, jest czas trwania oraz uwzględniona w nim przerwa. Był to ciekawy zabieg, ale czy konieczny? Zastanawiając się nad tym stwierdziłem, że jednak dobrze, że się tam znalazła. Film w żadnym momencie mnie nie nudził i nie czułem w ogóle upływającego czasu, jednak nie wiem, czy podobne odczucia miałbym bez tej przerwy. Dodatkowo, jako że oglądałem Brutalistę z kolegami, mogliśmy wykorzystać ten czas do podzielenia się wrażeniami i spostrzeżeniami, i było to całkiem fajne. A było się czym dzielić. Aktorstwo było na najwyższym poziomie i każdy, łącznie z postaciami drugo, a nawet trzecioplanowymi, robił świetną robotę. Adrien Brody niestety, albo stety, nadaje się do ról umęczonych, lekko zniszczonych. Bałem się trochę, że jego bohater będzie aż zbyt poturbowany, na szczęście okazało się, że miał swój charakter, dumę i siłę. Guy Pearce był absolutnie fantastyczny, wszedł w rolę odklejonego biznesmena jak w masło. To, co podobało mi się jednak najbardziej, to zdjęcia i dźwięk, czyli wykorzystanie medium filmowego tak, jak powinno się to robić. Ilość pięknych, robiących wrażenie kadrów, często i gęsto wypełnionych symboliką, pieściła moje zmysły. Muzyka i dźwięk potęgowały wrażenia, naprowadzały na mające nastąpić wydarzenia. Grało to ze sobą wspaniale. Fabuła jako taka nie była zagmatwana ani skomplikowana, co akurat uważam za duży plus, bo pozwalała skupić się bardziej na aspekcie emocjonalnym, niż na próbie zorientowania się kto jest kim i z kim. Zresztą równolegle do głównej historii, czy też może pod nią, płynęła inna opowieść - o wykluczeniu, strachu, cierpieniu, traumie. Co zatem mi się nie podobało? Pomimo tego wszystkiego nie wczułem się aż tak bardzo, nie poczułem większych emocji, jak np. przy [Jutro będzie nasze](https://www.hejto.pl/wpis/siema-piechuroglada-popcorn-na-swiezo-po-seansie-w-kinie-zapraszam-tytul-ce-anco). Ciężko mi powiedzieć, dlaczego tak było. Głównie z tego powodu chciałem ocenić Brutalistę na 8 punktów, jednak po głębszym rozważeniu uznałem, że byłoby to zwyczajnie niesprawiedliwe, ponieważ po kilku dniach dalej o nim myślę. Cały czas odtwarzam w głowie różne sceny, słyszę główny motyw muzyczny, szukam znaczenia ukrytego za poszczególnymi gestami czy obrazami, mam uczucie, że oglądałem coś ważnego, i wiem, że jeśli tylko znajdę czas, to pójdę obejrzeć ten film ponownie. Polecam osobom cierpliwym i wrażliwym na piękno.

Koneser1piorunów

Zdecydowanie film roku! Tam nie ma słabych miejsc ani momentów, każdy kadr czemuś służy i coś pokazuje, tylko trzeba uważnie patrzeć i wyciągać wnioski bo jedna z najważniejszych rzeczy jest to że większość nie jest podana kawę na ławę i trzeba łączyć kropki