Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#filozofiadlajanuszy

Gruba ryba

w Hydepark

8piorunów

Dobry dzień sąsiedzi z tagu.
Dzisiaj trochę lepiej, bo poszło gładko i małp stadko.

Jak to jest z tymi cytrynami? Niby to kwaśne, niby niedobre, niby przeciwności losu a jednak można z nich lemoniadę zrobić.
Z życia lemoniady nie zrobisz, a co najwyżej nachy osrasz i zostanie narciasz.

GURU5piorunów

@Tomoe można też wziąć życie w swoje ręce i kiedy życie daje Ci gacie ty wynajdujesz eksplodujące cytryny i rzucasz je spowrotem w życie żeby się wypchało

Pokaż więcej komentarzy (4)

Inspirator

w Hydepark

9piorunów

cześć, dziś trochę inny wpis ale jakże ważny dla mnie. Wpływ aktywności fizycznej na spokój mojego ducha. Od lat mam tak, że jeżeli jestem we względnej formie łatwiej mi jest radzić sobie z trudnymi codziennego życia. Ostatnie miesiące przed pójściem na L4 minęły mi w momencie, dosłownie. Pracowałem sporo, do tego w miarę intensywnie trenowałem - dla mnie baja. Od 5 czerwca usiadłem w domu i nagle się okazało,że nie mam co ze sobą robić, no bo ile można siedzieć na siłowni codziennie? Nie mogłem już zbytnio jeździć na rowerze, bieganie odpadało, nawet rzucanie do kosza najczęściej nie wchodziło w grę. Psycha sitting, w dodatku na codzien musiałem zastanawiac się czy wyrobie się w 182 dni l4 żeby mnie nie zwolnili a w dodatku do ostatniej chwili nawet nie miałem pewności czy i kiedy mnie zoperują :). Milion myśli jak wykorzystać ten czas na coś pozytywnego, zacząłem się dokształcać z dziedzin które mnie interesują: trening ciała, mechanika motocyklowa/samochodowa ii...filozofia( off top; lekarz jak już leżałem na sali operacyjnej zapytał mnie czy jestem filozofem hobbysta )Teraz żyje w najgorszym dla mnie miejscu, jestem przykuty do domu, z trenowania jedynie czytam książki i oglądam filmy. Ciągle muszę sam że sobą się kłócić że inni to by się nauczyli 5 języków w tym czasie a ja nie zawsze mam ochotę żeby regularnie się uczyć jednego( ostatnio mam parę dni przerwy, coś zebrać się nie mogę). Dobija mnie to strasznie, ja ogólnie mam coś takiego że jestem w jakimś niezdrowym środku między prokrastynacją a rozwijaniem się na każdej płaszczyźnie :face_with_peeking_eye:. Wieczorem rozwinę wątek, miłego dnia wszystkim!

Osobistość

w Hydepark

57piorunów

Wsiadaj Janusz! Jedziem do 1995 zatankować benzy po złoty cztyrdziści za litra i przy okazji kupim pare kartonów sobieszczaków lajtów.

Fenomen7piorunów

@RzecznikHejtomogę się zabrać? mam coś pilnego do załatwienia

Gruba ryba6piorunów

@RzecznikHejto mam nadzieję że to czarne to altusy stodziesiątki i napierdalają voodoo people XD

Pokaż więcej komentarzy (9)

Osobistość

w Hydepark

29piorunów

W jaki sposób rozwiązujecie wasze problemy, jakie one są ? Jaka scieżka i drogą podążacie ? Jaki jest wasz cel ? Jaka myśl filozoficzna/religijna ? Jakie ksiazki w temacie waszych mysli filozoficznych/religijnych polecacie ?

Miałem odpisać pod postem @Krzakowiec odnośnie jego problemów ale jak zwykle wyszedł mi wysryw formatu A4 lub A3, o wszystkim i o niczym referat godny @Fafalala tylko nie ze szpitala a z samotni kogoś kto ma zbyt dużo czasu do namysłu . Więc tworze nowy temat.

Może i na małej próbce, ale nie znam nikogo kto miałby normalne dzieciństwo, albo przemoc albo nadopiekuńczość ze strony przynajmniej jednego z rodziców. Nie mówie tego żeby bagatelizować ten problem, ale skoro jest tak popularny a nie mamy aż tak tyle samobójstw to oznacza ze ludzie z tym żyją.

Nie ma jednej jedynej prawidłowej metody która rozwiązuje dany problem. Jedną i chyba najbardziej popularną jest to aby problem przepracować, sprawić by ten problem jakoś zniknał. Jeżeli sie uda to spoko, ale jeżeli nie to są też inne. Takimi metodami może być odwrócenie uwagi lub akceptacja.

Lubie czytać rózne filozoficzno/psychologiczne ksiażki i w taki sposób oprócz leków radze sobie z zaburzeniami lękowymi (na to są leki), ze spektrum autyzmu i fobią społeczną. Nie chłonie jednego nurtu, wybieram to co mi pasuje z każdego i póki co trafia do mnie to że:

Wszystko przemija (buddyzm) - to że teraz "jesteś w kropce" nie oznacza że będziesz w niej zawsze, to jakiś czas potrwa ale nie będzie stałym stanem, albo nastapi rozwiazanie, albo jakas akceptacja/odwrócenie uwagi a jeżeli nie to ludzki organizm ma bardzo silne zdolności adaptacyjne i człowiek jest w stanie przetrwać wszystko, nawet obozy koncentracyjne jeżeli ma określony cel, wie że coś na niego czeka (Logoterapia, ksiązka Człowiek w poszukiwaniu sensu).

Liczy sie tu i teraz (buddyzm) - obecne teraz za chwile będzie dniem wczorajszym, nawet jezeli teraz sie czymś zamartwiasz to za niedługo będzie to czasem przeszłym, wiec nie ma co do tego przykładać dużej wagi.
Nasze podejscie do własnej osoby i własnego stanu nie jest obiektywnym faktem, lecz nacechowaną opinią (stoicyzm), tą opinie trudno jest zmienić, ale warto o tym wiedzieć, probować postawić sie z perspektywy trzeciej osoby dla której te problemy byłyby bardziej błahe.

Zgadzam sie też z nihilizmem odnośnie braku celu i sensu życia, brakiem boga, zgadzam sie też z tym że powinniśmy dążyć do nadczłowieka - człowieka który pokonywać będzie własne ograniczanie i będzie stawać się bogiem sam dla siebie - jeżeli sie stanie to jako bóg nie bedą go obchodzić ludzkie ograniczenia w stylu potrzeba sensu i celu, ale uważam to za nieosiagalne, wiec skłaniam sie ku logoterapii - nadanie zyciu celu jakkolwiek obiektywnie głupi by on nie był. Zgadzam sie już nie pamietam czy z buddyzmem czy stoicyzmem że drogą powinno być unikanie cierpienia i akceptacja stanu neutralnego, ale nie zgadzam sie z jakimikolwiek formami ascezy ani przesąda w drugą stronę - nadmierną konsumpcją, zamiast akceptacji stanu neutralnego mogłbym dać dązenie do szczescia. Według mnie szczescie i nieszczescie jest jak huśtawka, wychylenie w jedną strone powoduje nastepnie wychylenie w drugą, ale całość dąży do stanu neutralnego. Z punktu widzenia biochemii mówi o tym ksiażka "niewolnicy dopaminy", kilka przykładów z życia to zadawanie bólu powodujące przyjemność jak bieganie i morsowanie, a w drugą strone to narkotyki.

Wierze też w wyjątkowo mała, lub nawet brak wolnej woli. Jesteśmy zaprogramowani poprzez geny i społeczeństwo, nasza osobowość kształtuje się do określonego wieku, a pózniej cokolwiek zmienić jest bardzo trudno lub jest to niemożliwe.
Na moim konkretnym przykładzie. Mam zdiagnozowane spektrum autyzmu, fobie społeczną i zaburzenia lękowe. Tkwie w błednym kole że jestem autystyczny więc zachowuje sie dziwnie ludzie reagują skrzywionymi minami, śmiechem a wcześniej dokuczaniem co powoduje izolacje i fobie społeczną która poteguje moje dziwne zachowania. Mogę działać wbrew sobie i wychodzić do ludzi, zdarzaja sie sytuacje że nawet wychodzi dobrze, tylko że ja ze strony układu hormonalnego nie mam żadnej pozytywnej reakcji na takie sukcesy a poza tym nie potrzebuje wiekszej ilosci ludzi niż garstki która wokoł siebie posiadam. Przygode z lekarzami zaczynam teraz, w wieku 27 lat, bardziej ze wzgłedu na potrzebe leków -bo lęki zaczeły się pojawiać bez kontaktu z ludzmi, zupełnie od czapy, potencjalne skorzystanie z benefitów związanych ze stopień niepełnosprawności, a reszte traktuje bardziej eksperymentalnie, za jakis czas (pewnie za 2 lata na NFZ, bo nie będe ładował w to własnych pieniedzy) trafie na terapie poznawczo behawioralną.

Teoretycznie mogę chodzić na terapie, a nawet wychodzić do ludzi wbrew sobie ale szanse że stane sie miłosnikiem ludzi bliskie są zeru, dopóki ludzie nie zaczna sprawiać mi przyjemności to będę siedział w samotni swej, tyle w temacie wolnej woli. Nie oczekuje zatem rozwiazania moich rzeczy, które z punktu widzenia innych osób nazywane są problemami, z mojego punktu widzenia, to standard. Poza tym zbytnie rozmyslanie i analiza swojego stanu powoduje u mnie problemy ze snem a z rzadka też kołatanie.

To wszystko powoduje ze prowadze tryb życia który obiektywnie można ocenić jako wegetacje - praca na pół etatu 3 dni w tygodniu za mniej niz minimalna, na szczescie z ludzmi którzy mnie tolerują a zwłaszcza to że na tematy poza zawodowe w ciagu 9 miesiecy zamieniłem z nimi dwa zdania. Z racji wczesniejszej pracy w IT - mam własna kawalerke wiec starcza mi na zycie, a nawet i cośtam odkładam. Przebywam w samotni z konktaktami ograniczonymi do dwóch osób. Partnerki brak ze wzgłedu na to że z ludzmi fizycznie wytrzymuje max 3h raz na 2 tygodnie, nie wytrzymam codziennego dłuższego pisania już nie mowiąc o spotykaniu sie do tego aseksualizm (albo uzaleznienie od porno, efekt jest jeden - seks z kobietami nie sprawia mi wiekszej przyjemności niż masturbacja). Wszelkie aktywności poza domem ograniczone do biegania (aby narwać królikowi trawe) i robienia zakupów - w godzinach i dniach gdy miasto jest puste. Aktywności w domu to jedzenie od 9 miesiecy tego samego i przewijanie czasu za pomocą tego co sprawia mi drobna przyjemność a są to gry komputerowe, filmy i audiobooki oraz .... króliki, od wczesnego dzieciństwa upodobałęm sobie te zwierzeta, może dlatego że są ciche i dystansują się od ludzi, ale jednak kontakt z ludzmi mają. Ich język, oparty na strachu jest dla mnie bardziej zrozumiały niż język ludzi, a w szczególności kobiet który jest operaty na emocjach.

Poniekąd króliki stanowią mój cel w zyciu i motywacje- dać im azyl w miejscu z dala od ludzi, którzy w wiekszości ich języka nie rozumieją. Dużo też z królików czerpie, one pomimo nienaturalnego i niedogodnego dla nich świata, żyją w nim, w wiekszości przypadków bez zaburzeń psychicznych, bez rozważań na temat sensu i celu istnienia, robią to do czego zostały stworzone, czyli kicanie jedzenie i realizacja innych króliczych potrzeb, myśle że od zwierząt możemy się dużo nauczyć.

Mimo wszystko ten styl zycia nie sprawia mi problemu, objawy fobii społecznej blokują tylko tą aktywność która jest długoterminowa typu zapisanie się do fundacji pomagającej królikom, z krótkoterminową typu jazda autobusem, załatwienie czegoś na mieście (innego niż zakupy) radze sobie albo poprzez odwrócenie uwagi muzyką albo poprzez myślenie "no i co z tego że teraz kołacze ci serce, skoro za 20 minut wysiądziesz i już nie będzie" , "no i co z tego że jesteś zmeczony praca i dojazdami, skoro odpoczniesz i nic ci nie bedzie, a poza tym to tylko 3 dni w tygodniu" problemem są nowe sytuacje i nowe miejsca, tego unikam jeżeli mam taka możliwość . Z innymi rzeczami w tym ze spektrum radze sobie głównie dlatego że nie porównuje się do innych ludzi tylko do siebie, jeżeli mi przyjemność sprawia życie pustelnika to dlaczego miałbym tak nie żyć.

Najwiekszym problemem dzisiejszych 30-40 latków jest to że zbyt bardzo chcą wpisywać się w standardy społeczne - chcą mieć dom/blizniak, suva, dzieci i wakacje kilka razy do roku a to wszystko za polską pensje za prace w korpo. Do tego stawianie sobie innych wygórowanych celów, cheć rozowoju i parcia do przodu bez czasu na nic nie robienie, które jest myśle bardzo ważne, a tak naprawde można żyć obojetnie jak, nawet jak szczur, wystarczy że ten sposób życia wpisuje sie w nasze potrzeby, nasze a nie te które narzuciło nam społeczeństwo, wmawiając że rozwijaj się, kupuj, konsumuj a będziesz szczesliwy - no nie koniecznie, nie ma jednej defincji szczescia, a poza tym dziwnym trafem wpisuje sie to w napędzanie obecnego systemu gospodarczo-społecznego. Brzmi to jak kontrola tłumu jak religia która mówi że bieda i cierpienie uszlachetnia, w czasach gdy biednych i cierpiących nie brakowało. Nadmierna konsumpcja za pensje Polaka nie da wam szczescia długofalowo, tylko krótkofalowo, im mniejszy będzie postęp w realizacji długofalowych potrzeb daną konsumpcją tym i radość będzie krótsza, za to taka konsumpcja tylko uwiezi was w pracy i kredytach. To co dla jednych jest szczesciem dla innych jest cierpieniem, w tym również czytanie tego posta, jedni mogą być szczesliwi że dotarli do końca tego wysrywu, drudzy mogą odczuwać cierpienie za zmarnowane kilka minut na jego czytanie.

Lider1piorunów

@pokeminatour Widzę, że dosyć dobrze masz to wszystko przemyślane. Z wieloma rzeczami się zgadzam, z kilkoma nie.
>Jakie ksiazki w temacie waszych mysli filozoficznych/religijnych polecacie ?
Z wpisu widać, że jakieś podstawy stoicyzmu znasz to może polecę Ci coś bardziej zaawansowanego w tym kierunku:
Pierre Hadot - Twierdza wewnętrzna. Wprowadzenie do "Rozmyślań" Marka Aureliusza

>trafie na terapie poznawczo behawioralną.
Jeśli masz chęć spróbować to możesz sobie zrobić autoterapię przy pomocy stoicyzmu. Nie wiem czy Ci to polecać bo piszesz o różnych schorzeniach, kołataniu serca przy próbie analizowania. Może lepiej jakby Cię prowadził terapeuta. Ale może tu właśnie wchodzi nadmierna analiza i stąd lęki, a w stoicyzmie są metody, żeby temu zaradzić. Terapia w nurcie poznawczo-behawioralnym wywodzi się właśnie ze stoicyzmu i stosuje się w niej też stoickie bądź okołostockie techniki. Możesz sobie sprawdzić bloga prowadzącego przez 2 psycholożki - forma minimalna. Łączą tam właśnie stoicyzm i nurt poznawczo-behawioralny. Jednak nie ma tam zbyt wiele treści.
A gdybyś był zainteresowany taką autoterapią to polecałbym Ci podcast 'Ze stoickim spokojem' i może przy jego pomocy mógłbyś sobie taką autoterapię zrobić. Ja osobiście właśnie dzięki słuchaniu tego podcastu zrobiłem sobie taką autoterapię i zmieniłem się w bardzo dużym stopniu. Przede wszystkim pozbyłem się lęków i niepokoju w moim życiu i dzięki temu żyje jak chcę.

Gruba ryba2piorunów

@pokeminatour przeczytałam i nie żałuję. Ani chwili. Myślisz po części nad takimi tematami jakie i mi się kołaczą w głowie. Czytam o stoicyzmie i o szczęściu według specjalistów. Natknęłam się na wiele hipotez i zdań jakie warto zapamiętać. Chyba najważniejsza rzecz jaką mi teraz przychodzi to sformułowanie że szczęście nie jest stanem stałym, lecz ulotnym momentem. Resztę uzupełniamy szarą codziennością.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Fenomen

w Filozofia dla januszy

17piorunów

Przeczytałem dzisiaj jeden z najbardziej obrzydliwych ale i smutnych wpisów w internecie w ostatnim czasie.

Na początku uznałem, że jest po prostu głupi, później doczytałem koniec i uznałem, że jest dużo gorzej.

Zacznijmy od tego, dlaczego jest głupi.
Po pierwsze – każde państwo ma swoich sojuszników, ma swoich wrogów i ma swoje interesy. Wcale nie wynika z tego, że interesy nasze nigdy nie są sprzeczne z interesami sojuszników. Są to zresztą nierzadko dużo poważniejsze spory jak np. między Hiszpanią a Wielką Brytanią. I co? I nic. 
Po drugie – polityka historyczna nie jest jakimś zaściankowym wymysłem z Podlasia tylko normalnym elementem prowadzenia swoich interesów, częścią tak zwanej soft power. Do ekstremum rozdmuchał to oczywiście Izrael, ale nawet taki banał jak spór Grecji z Macedonią o nazwę kraju o tym świadczy.

Ergo: Rezygnacja w imię własnych kompleksów z polityki historycznej jest równie kretyńskim pomysłem co rozmontowanie wywiadu albo cięcia na siłach zbrojnych. Swoją drogą ciekawe wobec kogo są to kompleksy. Ale tu przejdźmy dalej, żeby wyjaśnić dlaczego ów wpis jest obrzydliwy.

Mieszkam na tzw ziemiach odzyskanych w poniemieckiej szkole. Różni Niemcy przyjeżdżali tutaj z wizytami od zawsze. W niedzielę przyjechał nawet chłopak w moim wieku z matką. Był praprawnukiem kobiety która mieszkała w sąsiedniej wsi. To nie byli żadni konkretni ludzie związani z tym miejscem – po prostu charakterystyczny budynek z czerwonej cegły i tablicą z nieco zamazanym napisem „Erbaut 1896” był dla nich swoistym znakiem „nasi tu byli”.

Ale była też wizyta człowieka który miał konkretne powiązanie, bo się w tej szkole urodził. To syn ostatniego przedwojennego nauczyciela, który zginął pod Stalinradem. Ojca nie znał, był pogrobowcem. Przyjechał kilkanaście lat temu, kiedy byłem w liceum. Na moje szczęście znał angielski.

Pokazywał przedwojenne zdjęcia na których było widać pokoje w których obecnie siedzę ja. Kiedy pokazywał zdjęcie pianina na którym grał jego ojciec nie mógł powstrzymać łez. Nie chciał nic od nas, od Państwa Polskiego, Aliantów czy Historii. Po prostu chciał zobaczyć przed śmiercią tak ważne dla niego miejsce.

I w Polsce też żyją tacy ludzie. Ludzie których spod banderowskich wideł wynosili w środku nocy, którzy nie znali swoich rodziców czy krewnych i którzy od 80 lat nie byli w miejscu gdzie siedziały od nastu pokoleń ich rody. Mogliby jechać teraz, ale dokąd? Zobaczyć kołchozowe stodoły? Ślady polskości zostały wymiecione z dymem. A miejsc pamięci władza ukraińska dotykać nie pozwala.

I teraz ci ludzie zostają przez jakąś zakompleksioną kanalię wrzuceni do jednego wora z farmami ruskich botów, Putinem i wszystkim co najgorsze. Nie nowe to, tak samo robili Ruscy po odkryciu Katynia czy zajęciu Polski. Tak samo robiła władza ludowa i tak samo robi reżym putina, gdzie za wzmiankę o Buczy jest 15 lat Kołymy.

Już samo to, że odmawia się ludziom prawa do pamięci jest obrzydliwe. Ale spójrzmy na ostatnie zdanie i zastanówmy się czym był właściwie totalitaryzm. Różne reżymy miały różne cechy, ale jedna jest wspólna: wszystkie były ruchami masowymi. Ruchami w których człowiek zatracał się w patologicznej potrzebie przynależności, przestawał być osobą a stawał jednostką. I wspomniane wyżej kompleksy wobec jakichś wyimaginowanych innych, potrzeba uznania z ich strony i poklepania po pleckach sprawiały, że wyrzekał się własnego rozumu starając dopasować do odgórnie przyjętych norm. A poklepanie po pleckach nie przychodziło.

Dlaczego? Bo społeczeństwo masowe działa na zasadzie słynnego Panoptykonu – więzienia w którym osadzeni myślą, że są obserwowani przez niewidzialnego strażnika w środku, a którego wcale być nie musi. Miejsce stróża może być puste i tylko czeka na jakiegoś Hitlera który nada kierunek stadu samotresujących się małp.

Ale jest jeszcze aspekt ostatni – dlaczego ten wpis jest smutny. Co można powiedzieć o człowieku który zwariował i wyzbył się własnego rozumu tylko dlatego, żeby nie być uznanym za geja, Konfederatę, katolika, rosyjskiego trolla, ukraińskiego trolla, lewicowca czy kogo tam w danej grupie (niekoniecznie musi obejmować cały kraj) się nie lubi? Co sądzić o kimś kto swoje życie toczy pod dyktando wyimaginowanych osób które albo nie istnieją, albo mają go w d⁎⁎ie? Czy można powiedzieć o kimś takim, źe jest szczęśliwy? No chyba nie.

PS: od jakiegoś czasu ograniczyłem zaglądanie tutaj. Od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, że portal zmierza w bardzo złą stronę. Ten wpis, a raczej liczba plusujących utwierdza mnie w tym przekonaniu. Po komentarzach zobaczę ilu tu jeszcze ogarniętych zostało, bo w lurkerze a’rebours uczestniczyć nie zamierzam.

Link do tego syfu, bo ktoś wspomniał, że mu banderowcy rodzinę zabili:
https://www.hejto.pl/wpis/czasami-az-zal-mi-patrzec-na-te-wszystkie-komentarze-pod-tematami-zwiazanymi-z-r?commentId=ed2a1e6a-6f79-47cc-94ef-1ca938743387

Fenomen36piorunów

Jak daleko należy sięgać do historii przy ustalaniu listy aktualnych wrogów? Ale uwaga - jak sięgniesz za daleko, to się okaże że wszędzie mamy tylko wrogów.

Gruba ryba23piorunów

@loginnahejto.pl chłop napisał w oryginalnym poście

Nasi najwięksi myśliciele, gdy tylko jest wspomniana Ukraina lub jej obywatele, to dostają piany z ust i zaczynają obrzucanie epitetami - upadlińcy, banderowcy, kraj bez historii etc. podobnie w przypadku Rosji, z zawziętością próbują przekonać że miała ona powód i walczy w słusznej sprawie.

A Ty mu rzekomo odpisujesz twierdząc

Zacznijmy od tego, dlaczego jest głupi.
Po pierwsze – każde państwo ma swoich sojuszników, ma swoich wrogów i ma swoje interesy.

To powiedz mi, oświecony myślicielu, jakie to interesy mają Polacy przy pisaniu "upadlina" albo "banderowcy" w kontekście dostarczania Ukraińcom broni żeby strzelali do kacapów?

Pokaż więcej komentarzy (74)

Fenomen

w Filozofia dla januszy

4piorunów

Przeglądam ostatnio sporo tych nowych krótkich form medialnych typu IG Reels czy Tik-tok i utwierdzam się w przekonaniu, że obecnie filozofia jest w kondycji podobnej do XV/XVI wieku. 90% treści poświęconych tam humanistyce to jakieś coraz większe udziwnienia wokeistyczne, absolutnie zero twórczej myśli. Zresztą wystarczy porównać nazwiska czynnych zawodowo filozofów sto lat temu a obecnie i będzie widać jaka jest różnica w poziomie. Prawaki twierdzą, że to co widzimy to różne nurty neomarksizmu związanego z teorią krytyczną. Tyle tylko, że o ile np Marcuse rzeczywiście propsował mniejszości seksualne czy rasowe to robił to w latach 60-tych kiedy mieliśmy prawne prześladowania nierzadko oparte na stanie ówczesnej nauki. Owe mniejszości były przez frankfurtczyków propasowane, bo stały poza kapitalistyczną rzeczywistością i dzięki temu mieli rzekomo mieć możliwość ją obalić. Obecnie woke ma wsparcie wielkich korporacji a argumentacja jest w duchu mocno scjentystyczna. Gdybyśmy konsekwentnie stosowali logikę teorii krytycznej, to w dzisiejszych czasach należałoby raczej wspierać różnej maści foliarzy, przegrywów itp, bo to oni stoją na marginesie współczesnej kultury. W późnym średniowieczu podobnie było, kiedy mechanicznie eksploatowano scholastyczne wzorce i naprawdę przypominało to już liczenie diabłów na główce od szpilki.

  

Fenomen1piorunów

@loginnahejto.pl Jeśli chodzi o  to ja tam już dawno tak prywatnie uważałem tych całych marksistów,liberałów i faszystów za relikt siedemnastowiecznego "późnego średniowiecza" ot co. Mamy XXI wiek do k⁎⁎wy nędzy, mamy nowoczesną naukę a ludzie brendzlują się Marksem,Smithem czy w sferze takiej psychologii idiotą Freudem.

I tak,możesz to co piszę otagować  - ale to prawda,te nurty to jakieś średniowiecze jest.

Z takiego zrobiono antyhumanizm i wymieszano z tym niestrawnym sosem,ale on to przynajmniej był bardziej współczesny. Tak że jakie to  gdy właściwie nie ma żadnej rewolucji i stary świat walczy ze starym światem w imię częściowo przejrzałych idei.

Pokaż więcej komentarzy (2)

Fenomen

w Filozofia dla januszy

17piorunów

Czy social media powstrzymałyby Holocaust?

W komentarzu do niedawnej wizyty Elona Muska w Auschwitz i jego uwagom, że gdyby istniały wówczas social media, to do Holocaustu by nie doszło musimy przenieść się do ostatniego miejsca jakie się z nim kojarzy.

Właściwie rzecz ujmując, to nie kojarzy się kompletnie z niczym. Wełes, bo o nim mowa to miasto wielkości Ełku położone w Macedonii Północnej. Są zapewne gorsze miejsca do życia, jednak nie ukrywajmy, można też wylosować lepiej. Możliwości zdobycia pieniędzy i sławy są raczej ograniczone, zwłaszcza jak jest się przy tym nastolatkiem. No chyba, że ma się łeb na karku i dobry pomysł na biznes, jakim jest na ten przykład zmiana wyniku wyborów prezydenckich w Stanach Zjednoczonych.

Historia o której piszę, zdarzyła się naprawdę. W 2016 roku grupka nastolatków z macedońskiej pipidówy postawiła ponad sto stron „z newsami” - oczywiście wszystkie były fałszywe i wszystkie w bardzo dobrym świetle stawiały Donalda Trumpa. Wszystkie też zawierały możliwość wsparcia finansowego i lądowały na prawicowych kanałach w social media, gdzie stały się istną fabryką virali. Dalsza historia jest powszechnie znana: dzieciaki zgarnęły łącznie kilkadziesiąt tysięcy dolarów (co jak na warunki o których mowa jest kwotą niebotyczną), Hillary Clinton musiała tłumaczyć, że nie sprzedawała broni ISIS a Donald Trump został Prezydentem.

Dzisiaj wątpię, że tego typu praktyki pozwoliły Trumpowi wygrać - choć na pewno mu nie przeszkodziły. Nie mam jednak wątpliwości, że gdyby nie social media pies z kulawą nogą by na strony łebskich Macedończyków nie zajrzał.

Wróćmy do Elona Muska i jego komentarza.

W pewnym sensie multimiliarder ma rację. Historia do której jak mniemam się odnosi brzmi następująco: totalitaryzmy XX wieku polegały w dużej mierze na przejęciu mediów i skrajnej cenzurze. Obywatel III Rzeszy miał w latach 30-tych jedyny przekaz - ówczesne media, radio, gazety i kino przedstawiały mu wizję świata, która była co prawda całkowicie fałszywa, ale za to pozbawiona alternatyw. To oczywiście też jedynie element całej układanki, bo tysiące członków Einsatzkommando nie strzelały do matek z dziećmi na ręku tylko dlatego, że im w kinie „Żyda Sussa” pokazano. Ale znowu: choć nie był to czynnik decydujący, to z pewnością nie przeszkadzał.

W kontrze do tych starych, scentralizowanych mediów mają, jak mniemam istnieć social media, gdzie każdy jest pełnoprawnym twórcą i może mówić co chce. Gdybyśmy cofnęli się o kilkanaście lat, tę piękną historię można by okrasić obrazkami bliskowschodnich tłumów, które poprzez social media się zwoływały celem organizacji protestów przeciwko reżymom.

Problem polega na tym, że ta wizja niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Dlaczego?

Zacznijmy od podstaw. Weźmy dwie gazety: „Fakt” i „Puls Biznesu”. Różnią się treścią, ale też… formą. Zdjęcia, język, nagłówki, długość tekstu. Swego czasu powstawała masa parodii dzienników tabloidowych. Były to jednak właśnie parodie, trudno by było prowadzić dziennik poświęcony gospodarce w szacie graficznej tabloidu. Z drugiej strony nigdy nie widziałem przeróbki tekstu o trzymaniu szafy lub rozwodach celebrytów przerobionych na suchy, techniczny język prasy biznesowej.

Powód takiej sytuacji jest prozaiczny: nie ma czegoś takiego jak medium całkowicie obojętne dla przekazu. Pytaniem jest na ile ten wpływ jest istotny. Nawet jednak przyjmując bardzo zachowawcze stanowisko nie sposób nie przyjąć, że pewne media sprzyjają pewnym treściom, zaś inne to przebicie się utrudniają.

Pytanie więc: czemu sprzyjają social media?

Wróćmy do wspomnianych wydarzeń sprzed ponad dekady, w historii znanych jako „Arabska wiosna”. Tak, uczestnicy protestów skrzykiwali się przy pomocy mediów społecznościowych, tam też pojawiały się antyrządowe treści (np nagrania z brutalnymi atakami policji). Tyle tylko, że… na tym koniec. Facebook i inne media społecznościowe spełniały dwie funkcje. Po pierwsze, dawały swoisty społeczny dowód słuszności sprawiający, że każdy opozycjonista wiedział, że inni myślą podobnie ii sam szedł na protesty. Przez to mieliśmy do czynienia z pewnego rodzaju samoistnie spełniającą się przepowiednią.

Po drugie: pozwalał wyrazić swój gniew. Oba słowa są ważne. „Wyrazić”, bo jak zauważyła jedna z badaczek social media nie sprzyjają debacie, lecz jednostronnym deklaracjom. „Gniew” - bo to emocje napędzają tę machinę. Generalnie można powiedzieć, że social media są świetną sprawą, jeżeli chcesz wzbudzić w ludziach motywację, wzburzenie, współczucie. Są taką cyfrową wersją narkotyków. I podobnie jak narkotyki działają jedynie na krótką metę. Większość portali społecznościowych jest fatalna do dłuższych dyskusji. Na Facebooku i Instagramie brak jest podstawowych narzędzi do formatowania komentarzy. Na Twitterze wprowadzono je niedawno i… trzeba za nie zapłacić.

Krótko mówiąc, wizja światowej, cyfrowej agory umożliwiającej każdemu dostęp do platformy wymiany myśli jest wizją bardzo naiwną. Jeżeli to miałby być powód dla którego social media zatrzymałyby Holocaust, to jest on nietrafiony. Choć spokojnie panie Musk - mam argument inny. Co wcale nie oznacza, że wesoły.

Jak już wspomniałem, jednym z aspektów sukcesu nazistów było scentralizowanie i podporządkowanie sobie „debaty” publicznej. W konsekwencji powstał system totalitarny bardzo podobny do tego, o którym pisał Orwell w powieści „Rok 1984”. Tamten system rościł sobie bezwzględny monopol na światopogląd, a wszelkie przejawy sprzeciwu bezwzględnie łamał.

Czy można sobie jednak wyobrazić reżym totalitarny w którym policja w ogóle nie jest potrzebna? Taki w którym nie trzeba cenzurować niewygodnej wiedzy, bo po prostu nikt jej nie szuka? Można, zrobił to Aldous Huxley w powieści „Nowy, wspaniały świat”. Napisanej zresztą jeszcze przed dojściem Hitlera do władzy.

Huxley opisuje zupełnie inny rodzaj totalitaryzmu, w którym to nie tyle ciało jest zniewolone, co umysł. Ewentualny niepokój i refleksja łamane były podawaniem narkotyku - somy - który dostarczał ludziom czystej i płytkiej przyjemności. Podobnie działają portale społecznościowe, gdzie debata publiczna zostaje coraz bardziej spłycona merytorycznie i naładowana coraz większymi emocjami. To zaś sprawia, zgodnie ze znanym w uzależnieniach mechanizmem coraz większą tolerancję. Czy widząc po raz 30-ty w danym dniu czerwoną planszę z napisem „Pilne!” można się autentycznie poruszyć? Powstaje zblazowane społeczeństwo jak kania dżdżu pragnące jakichkolwiek poruszeń.

Co to ma wspólnego z Holocaustem? Mówiąc o jego potworności zapominamy o bardzo technicznym aspekcie jakim jest jego doskonałość organizacyjna. Świadczy ona zresztą o jeszcze większym wynaturzeniu nazistów, bo gdy niemieckie dywizje na froncie wschodnim cierpiały na permanentne braki w aprowizacji Eichman dysponował swobodną ilością pociągów do zwożenia węgierskich Żydów do komór gazowych. W każdym jednak razie była to perfekcyjna fabryka zbrodni, w której nowoczesna machina biurokratyczna zwróciła się przeciw nowoczesnym ideałom.

W biurokracji i organizacji zaś emocje przeszkadzają, a liczy się czyste wyrachowanie. Tu wbrew pozorom potrzebne było sto procent rozumu i zimnego opanowania, co zauważyli po wojnie Horkheimer i Adorno wskazując, że czysto instrumentalne potraktowanie racjonalności może doprowadzić do jeszcze większych okrucieństw niż jej brak.

Takie coś w social mediach jest niemożliwe. Z pewnością możliwy byłby kilkudniowy, krwawy zryw czy pogrom. Ale zorganizowana, wielomiesięczna machina śmierci? Nie, panie Musk - ma pan rację, to niemożliwe. Ale nie dlatego, że to okrutne, a dlatego, że to nudne. Współczesny nazista po trzech dniach wybijania szyb w żydowskich sklepach by się znudził i przeszedł do nowego challenge’a który wyskoczy mu na wallu. Czy taka wizja satysfakcjonuje Muska? Nie wiem. Mnie nie satysfakcjonuje w ogóle.

Polecana lektura:
S. Vaidhyanathan - Antisocial media
M. Gladwell - Small Change
N. Postman - Zabawić się na śmierć

Co prawda nie planuję ustawiać wyników wyborów w USA, ale swój kubek na dotacje też mam i zapraszam do wsparcia ;)
**https://buycoffee.to/filozofiadlajanuszy**

Gruba ryba1piorunów

Teoretycznie niby wiem o co mu chodzi. Gorzej że teraz mamy ludobójstwo w Gazie i social media, kontrolowane odgórnie, można sobie wsadzić.

Fenomen2piorunów

@loginnahejto.pl pytanie czy social media mogłyby powstrzymać holocaust jest moim zdaniem bezzasadne, bo były już przypadki nawoływania i organizowania pogromów na fejsbuku, więc jak już, to dziś byśmy oznaczali Żydów na Fejsie żeby SS mogło ich sprawniej wyłapywać

Gruba ryba1piorunów

@pszemek jak zwiedzam kościoły zdejmuję czapkę, jak byłem w synagodze to założyłem jarmułkę i se nawet zdjęcie z nią zrobiłem. I cyk Żydem zostałem.

Pokaż więcej komentarzy (12)

Fenomen

w Hydepark

17piorunów

Sądem Najwyższym jest zawsze sekretarka

Chaos prawny jaki panuje obecnie w Polsce nie tyle kompromituje nasze państwo, co pewnego rodzaju styl myślenia o nim.

Nie mam tu najmniejszego zamiaru tego wszystkiego streszczać.

O obecnym prezesie TVP, panach Mariuszu K. i Macieju W., Sądzie Najwyższym, Trybunale Konstytucyjnym, Krajowej Radzie Sądowniczej i jeszcze wielu różnych sprawach które narosły przez ostatnie (ponad) 8 lat można przeczytać w wielu różnych miejscach, które łączy jedynie to, że wszystkie przyznają istnienie ogromnego chaosu.

Skupmy się więc na jednej sprawie jaką było przejęcie władzy nad TVP Info.

Był 20 grudnia godzina 11.18 kiedy z anteny zniknął sygnał owianej złą sławą stacji i pojawił się serial „Korona Królów”. Jak do tego doszło? Jedna strona twierdzi, że na mocy legalnej decyzji Ministra Kultury który odwołał poprzedni zarząd. Druga strona, że na mocy nielegalnego przejęcia. A co ja sądzę? A ja sądzę, że na mocy przełączenia odpowiedniej wtyczki przez firmowego informatyka.

Kilka dni temu świat obiegły zdjęcia kolesia, który przyszedł na koncert noworoczny w filharmonii wiedeńskiej w białym t-shircie

Uznano oczywiście, że to całkowity nietakt itd. Ale co by było, gdyby z roku na rok coraz więcej osób olewało dress code, tak, że w końcu w smoking wbije się jedna osoba albo wręcz nikt? Cóż, można powiedzieć, i zapewne znajdą się tacy, że po prostu właściwie ubrana jest tylko jedna lub żadna osoba. Z drugiej strony, jeżeli prześledzimy kanony mody męskiej, to swego czasu i panowie w smokingach byliby uznani za niewychowanych nuworyszy.

Oczywiście takie dywagacje nad sensem dress codu mogą się wydać liczeniem diabłów na szpilce.

I w pewnym sensie takie są. Całe średniowiecze to epoka zaciekłych metafizycznych sporów, znacznie zresztą poważniejszych niż liczenie diabłów. I rzeczywiście, jeżeli przyjmiemy na przykład za podstawę wnioskowania Biblię i pracę jakiegoś tam teologa X to możemy wywieść logiczne wnioski na temat np. natury Boga. Problem polega na tym, że nie bardzo wiadomo na podstawie czego uznać taką, a nie inną podstawę wnioskowania bez popadania w dogmatyzm pdt „a no bo tak”.

W znacznej mierze podobnie ma się sprawa z normami prawnymi.

Mamy, na ten przykład, dwie władze (czy co najmniej dwie?) w TVP. Jedna powołuje się na werdykt Rady Mediów Narodowych, druga na decyzję Ministra. Kto ma rację? Osobiście uważam, że ta nowa, ale część osób uważa inaczej. Wydawałoby się więc, ze ktoś z nas się myli.

Na poziomie czysto spekulatywnym jak najbardziej tak.

W praktyce jednak fakty są takie, że obie grupy zachowują się zupełnie inaczej, jakby właściwy porządek był zupełnie inny. W normalnej sytuacji należałoby się odwołać do jakiejś wyższej instancji (np. sądu) który orzeknie kto ma rację. Ale wtedy przenosimy się po prostu o piętro wyżej i pytamy dlaczego aby właściwie uznawać ten wyrok za wyrok, a nie inny? Co przecież ma miejsce w przypadku byłych posłów K. i W.

Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka

Po pierwsze, że wszelkie szeroko rozumiane źródła prawa niewiele się w swej istocie różnią od metafizyki o której pisałem wyżej. Pozytywiści prawniczy uważali, że problem ten dotyczy tylko zwolenników tzw prawa naturalnego. Prawem, zdaniem pozytywistów jest tylko to co jest zapisane w aktach prawnych.

Abstrahując już jednak od tego, na jakiej podstawie powinniśmy zgodzić się na dany akt prawny pozostaje jeszcze jedna kwestia.

Bo pozytywizm idzie w nieodłącznej parze z innym wynalazkiem oświecenia – konstytucjonalizmem. Takim więc punktem archimedejskim który pozwala wszystko w prawie rozstrzygnąć miałaby być konstytucja. No dobrze, ale jeden czyta konstytucję i jego zdaniem sprawy się mają tak – a drugi czyta, i uważa, że inaczej. Jak to rozstrzygnąć?

To pytanie jest w swej istocie beznadziejne.

Odpowiedź na nie byłaby bowiem kolejną teorią, którą znów różne osoby mogłyby również w różny sposób odnosić do praktyki. Pomiędzy teorią a praktyką z zasady nie może więc stać kolejna teoria tylko władza umysłowa jakiegoś trzeciego rodzaju – w tym wypadku władza sądzenia, która sprawia że uznajemy takie a takie reguły za właściwe w danej sytuacji.

Zbierzmy więc to wszystko do kupy i odnieśmy do tytułu dzisiejszego wpisu

Widzieliśmy w ostatnich dniach wyciąganie wtyczki, składanie akt z pominięciem sekretariatu czy wyłączanie kart do głosowania przez pracowników kancelarii. Wszystko to są czynności czysto faktyczne, wykonywane przez szeregowych ludzi. Oczywiście, można powiedzieć, że nad sekretarką i informatykiem stoją ludzie mogący ich odwołać. Ale to odwołanie również trzeba wykonać przy pomocy jakichś sekretarek, strażników czy informatyków.

Krótko mówiąc: prawem jest to, co za prawo uznają ludzie

A władzą są te instytucje i osoby którym ludzie dają posłuch. Gdybym ja próbował wejść do Sejmu i zagłosować to by zadzwonili po policję albo pogotowie. Ale nie dlatego, że nie mam żadnych papierów na swoje racje, tylko dlatego, że nikt poza mną by mnie za posła nie uważał.

Klucz do zrozumienia obecnego chaosu nie leży w prawnym galimatiasie (choć on oczywiście jest) tylko w podziale społecznym, który sprawia, że ogromna mniejszość (jakieś 30-40%) absolutnie nie uznaje stanowiska większości (i vice versa). I to jest tak naprawdę źródło wszelkich problemów, bo prawo w całości jest wyrobem społeczeństwa, więc jeżeli jakaś grupa ludzi się za społeczeństwo nie uznaje to o żadnym prawie nie może być mowy.

PS: Podobał się wpis? Rozważ proszę małe wsparcie (od niedawna można przy użyciu karty) 😊

**https://buycoffee.to/filozofiadlajanuszy**

   

Fenomen0piorunów

@GordonLameman będzie utrzymywał,że to podejście nie jest słuszne bo jest jeszcze orzecznictwo itd itp, a samo orzecznictwo i nie tylko jest tylko prawniczą "warstwą stabilizującą". Fakt jest jednak taki,że ja też to tak trochę widzę clue praktyki stosowania prawa...

Gruba ryba2piorunów

Kiedys czytałem o modzie meskiej, Któryś o obecnych ubrań uznawany za elegancki był strojem do jazdy konnej i w swoim czasie noszenie go w innych sytuacjach to było nietaktowne. Ttakie dresiarstwo.

Pokaż więcej komentarzy (3)