Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Wpis użytkownika Szpakucjusz w Dyskusje

Kompan

w Dyskusje

7piorunów

Dobra, mam dziecko w pierwszej klasie. Czytałem ostatnio tutaj trochę przemyśleń rodziców i na podstawie własnych obserwacji dorzucam własne.

Kiedyś było łatwiej rodzicom w szkole, bo "rzucali dziecko do szkoły i nie musieli się interesować". W sensie dziecko od razu wpadało w samodzielność prac domowych, przynoszenia rzeczy do szkoły itp.

Ale

Zmieniło się to, że inni rodzice też tak podchodzili, a teraz:

Rodzice są w pełni zaangażowani i trochę co z tego, że dziecko zaczniemy uczyć samodzielności i rzucimy je na głęboką wodę skoro (statystyka z tyłka) rodzice innych 10 dzieci będą ich pilnować na każdym kroku i robić im pracę domową, dopytywać się nauczyciela o każdą interakcję rówieśniczą itd. w sensie dzisiaj dziecko nie rywalizuje tylko z dziećmi, ale też z ich rodzicami.

Tak, ja wiem, że kiedyś to było, ale teraz jest dużo bardziej?

W sensie szkoła zaczęła być wyzwaniem też dla rodziców i póki co jestem w trakcie ustawiania mojego stosunku do tej sytuacji.

Co sądzicie?

Komentarze (8)

Lider3piorunów

@Szpakucjusz niech inni rodzice robią za swoje dzieci prace domowe, ogarniają za nich wszystko a przede wszystkim realizację własnych oczekiwań.

Mój ma się nie przejmować ocenami. Dostał tróję z tabliczki mnożenia bo on wszystko liczy a miał umieć na pamięć i nie zdążył... Ja mu tego nie kazałem poprawiać. Żona dała mu metody na szybkie liczenie co trudniejszych, on to wie, umie i mi jest niepotrzebne, że tam będzie 5 a nie 3 w dzienniku.

Te punkty nie mają znaczenia, to tylko niepotrzebne zmuszanie dzieciaków do wyścigu szczurów.

Lider2piorunów

Kiedys rodzice mieli kilkoro gowniakow wiec nie bylo czasu na zabawe. Teraz jest jedno wiec wszystko musi byc idealne.

Fenomen2piorunów

@Szpakucjusz coś w tym jest, już kiedyś był problem jak rodzice szykowali rysunki za kolegów, więc jeśli ten proces się nasilił to tym gorzej dla samodzielnych dzieci. Ale, z drugiej strony co nas nie zabiło to nas wzmocniło, o ile dobie człowiek w dorosłym życiu przepracuje to cięższe dzieciństwo

Kompan1piorunów

@jedzczarnekoty

Zgadzam się, że można przepracować cięższe dzieciństwo, ale z definicji nie chcę cięższego dzieciństwa dla dziecka. No i nie zgadzam się ze stwierdzeniem, że co nas nie zabije to nas wzmocni. Zbyt ogólne stwierdzenie.