Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Wpis użytkownika WujekAlien w Hydepark

Lider

w Hydepark

18piorunów

Jednym z moich ulubionych tematów jest opieszałość warszawskich urzędników.

Nie chodzi mi o załatwianie spraw w urzędzie, bo to załatwiam online i ewentualnie zasuwam do urzędu się podpisać albo coś odebrać i jest szybko, sprawnie i nawet miło.

Ale za każdym razem, gdy urzędnicy muszą coś zrobić sami (beze mnie proszącego o to), co w teorii już dawno powinno być zautomatyzowane i załatwiane w max tydzień, a w dodatku jest totalnie w ich zakresie obowiązków, to trwa to miesiącami. Najnowszy przykład - Podatek od nieruchomości - przykry obowiązek, ale co zrobić. W tym roku pierwszy raz dostałem pismo elektronicznie przez e-Doręczenia, ale za to na początku września. A w środku informacja o wysokości kwartalnego zobowiązania i informacja, że termin płatności pierwszej raty/transzy to 31 marca. Pismo dostałem w pierwszej połowie września xD

Dało to też okazję do sprawdzenia, jaka jest różnica między eDoręczeniami, a Pocztą Polską, bo ja miałem już skrzynkę eDoręczeń, a moja żona nie. Pismo dostałem 3 września, a żona awizo 18 września. 15 dni zajęło Poczcie Polskiej "dostarczenie" tego samego pisma wysłanego tego samego dnia (data stempla pocztowego na liście).

Żonie się chciało z nimi użerać, więc zadzwoniła i zapytała, czemu to tyle trwało, zazwyczaj dostawaliśmy ten papier w kwietniu/maju. Dostała informację, że to wszystko przez to, że zmienił nam się adres (rada dzielnicy zmieniła nazwę ulicy) i trudno im go było zlokalizować, bo poprzedni już nie istnieje, a nowy im sie zagubił w papierach. Zmiana nazwy ulicy była - 3 lata temu xD

Komentarze (3)

Fanatyk1piorunów

@WujekAlien Poczta Polska? Nie rozśmieszaj mnie. Jak kiedyś mój były pracodawca nawywijał i miał sprawę w sądzie. Wysłali mi pismo, że mam się stawić jako świadek. Pismo dotarło... dzień po dniu, w którym miałem się zjawić w sądzie.

Kolejny absurd to tzw. priorytet, który potrafi podróżować w obrębie jednego województwa przez tydzień.

Osobny temat to zmiany nazw ulic, bo wtedy, tak jak piszesz, dzieją się istne cuda.

Specjalista2piorunów

Sprawa jest prosta: Urzędnik to ktoś, kto z definicji NIC nie potrafi. Bo gdyby potrafił np. spawać, kłaść kafelki, programować, pracować koparką, albo szybko biegać, to odpowiednio byłby: spawaczem, kafelkarzem, programistą, operatorem koparki albo sportowcem.
No ale właśnie na tym polega problem, że taki ktoś żadnej z tych rzeczy nie potrafi. Nic pożytecznego. Zero. Ziobro.
No i takie T-Rexy (duża morda do żarcia, małe rączki do pracy) lądują w urzędach.
Pół biedy, jakby nic nie robili - społeczna szkoda byłaby niewielkia. Ale oni jeszcze "wydają decyzje"...
K⁎⁎wa, nie zatrudniłbym nikogo takiego nawet do macania kur!