Atarynki nie miałem, tylko u znajomych się grało, a z Commodore pamiętam pełne napięcia minuty czy się wgra i czy będzie działać. Miałem może ze dwie albo trzy "oryginalne" gry zajmujące całą kasetę. Reszta to składanki ze sklepu muzycznego czy kiosku na bazarze. Gierki poobcinane do granic możliwości. Często najciekawsze było samo demo grupy krakerskiej z zajefajną muzyczką i grafiką wywalającą w kosmos. A później gierka która wyglądała jak crap...
Stacja do Commodore to był praktycznie drugi Commodore. Ten sam procesor w środku, RAM i kilka scalaków do obsługi silnika i pozycjonowania głowicy. Koszt horrendalny. Ale doświadczenie zupełnie inne niż wgrywanie z kaset. Nie trzeba było chodzić na palcach i praktycznie nie oddychać "bo się nie wgra".
@bartek_75 było, ale wymagało przerobienia magnetofonu. W komodzie wystarczył kardridż...
@WatluszPierwszy zwłaszcza, że na atari turbo nie było (było ale b. rzadko) i potrafiło się wczytywać 30 minut
@adikb w commodore, to jeszcze nie było tak złe. Gorzej z Atari. Tam na prawdę wystarczyło, że ktoś w pokoju obok kichnął i po sprawie.