PiechurGruba ryba
18piorunówŚwiętuj Dzień Miłośników Pluszaków - zaprezentuj i napisz historię swojego ulubionego pluszaka
2/3 jeśli chodzi o #jesiennewyzwania
Z okazji dzisiejszego święta prezentuję część moich pluszaków, które udało mi się odkopać, i które przeżyły do dnia dzisiejszego:
Plecak-pajacyk*: Mój pierwszy plecak, dostałem go chyba jak miałem ok. 4 lata. Pamiętam, że nosiłem w nim kolorowanki i różne skarby znajdowane na wycieczkach.
Miś koala, szara małpka i szary kotek*: To były raczej wspólne pluszaki moje i mojego rodzeństwa. Miś koala miał jeszcze dużo większą mamę, ale niestety już jej z nami nie ma (RIP). Gdy któryś się rozpruł, moja starsza siostra urządzała zabawę w operację: była karetka, lampa świecąca na stolik, nitki i igły, ocieranie czoła chusteczką, a także otwarty atlas zwierząt, żeby wiedzieć, co robić. Siostra ostatecznie została weterynarzem.
Czarna małpka z bananem*: Mam z nią dość wyraźne wspomnienie, ale nie wiem, czy nie zafałszowane. Wydaje mi się, że dostaliśmy takie małpki razem z młodszym bratem od Mikołaja w teatrze Groteska w Krakowie w ramach jakiegoś świątecznego spotkania (mogłem mieć 5 lat). Pytałem rodziców, ale nic nie pamiętają.
Pomarańczowy kotek*: Tu akurat dobrze wiem, skąd go mam, otóż pewnego razu bawiłem się przed blokiem (miałem 4-5 lat), a obok na trzykołowym rowerku jechała jakaś dziewczynka, która darła się i rzucała cały czas tym kotkiem. Podniosłem go i jej podałem, ale nie chciała go wziąć, a jej mama albo babcia, już mocno poirytowana, powiedziała żebym go sobie wziął, skoro mała go nie chce. Więc wziąłem ¯\\(ツ)/¯
Smerf Harmoniusz*: No i w końcu mój ulubiony pluszak z dzieciństwa, którego pamiętam od zawsze. Nie mam pojęcia, kto mi go dał, ale będąc gnojem bardzo lubiłem oglądać Smerfy w ramach dobranocki, a ten pluszak bardzo się wyróżniał wśród innych, bo był powiązany z rozpoznawalną marką, co by tłumaczyło, dlaczego był moim ulubieńcem (widzę jak to działa przy moich dzieciakach).
Przez bardzo długi czas spałem ze wszystkimi pluszakami pod poduszką. Każdej nocy układałem je w odpowiedniej kolejności i bałem się, żeby żaden nie poczuł się wykluczony. Tutaj idea żyjących i czujących zabawek nie przyszła z filmu Toy Story, ale z bajki Sekretne Życie Zabawek. Oczywiście zdawałem sobie sprawę, że zabawki nie ożywają, ale... co jeśli jednak? Trochę jak z listem z Hogwartu 😉

Długo miałem pluszaka Różowej Pantery. Jakoś na początku podstawówki się pojawił, uwielbiałem tę bajkę i postać. W 6 czy 7 klasie mama chciała go wyrzucić, oczywiście nie pozwoliłem, dalej dumnie siedział na półce nad łóżkiem mimo, że główka już kilka razy była przyszywana, bo odpadała. Jak na początku 8 klasy dostałem swój własny pokój to gdzieś mi zniknął ale nie pamiętam czy sam go wyrzuciłem czy mi go ktoś porwał! :stuck_out_tongue_winking_eye:




















