Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#gamesmeter

Fenomen

w Gry

20piorunów

154 + 1 = 155

Tytuł: Facility 47

Developer: Inertia Game Studios

Wydawca: Inertia Game Studios

Rok wydania: 2014 (iOS, Android), 2016 (PC), 2020 (Steam)

Gatunek: point and click, przygodówka

Sceneria: zimno, strasznie i ponuro

Użyta platforma: PC

Ocena: 6/10

Czas do ukończenia: 2h

Stwierdziłem, że zagram sobie w jakąś popierdółkę z gier rozdawanych na Amazon Prime Gaming (a przepraszam, teraz Amazon Luna). Padło na Facility 47. Nie będę ukrywał że motywacją do tego były screeny z gry przypominające mi film The Thing.

Jak na point and click, to fabuła jest całkiem nietypowa. Budzimy się w opuszczonej bazie, gdzieś, gdzie jest naprawdę zimno i staramy się rozwiązać zagadkę zniknięcia naszych towarzyszy. Czytamy listy, maile, łazimy w tą i z powrotem starając się znaleźć odpowiednie rzeczy które by pchnęły fabułę do przodu. Gra jest "mroczniejsza" ale na pewno nie jest to horror z gore, czy jumpscare'ami. Mimo że mamy nawet dwa różne zakończenia to gra jest do bólu liniowa.

Grafika jest całkiem spoko, jeżeli przymkniemy oko na rozdzielczość. Niestety, gra była wydana jako gra mobilna, co widać w pewnych rozwiązaniach - kursor się nie zmienia kiedy najedziemy na coś, co możemy użyć, więc czasem trzeba się domyślić co jest interaktywne a co jest częścią otoczenia. Na szczęście mamy system podpowiedzi, który jest całkiem niezły.

Muzyka przygrywa w tle, nawet pasując do całości.

Ogólnie jest to standardowy point and click, z niestandardową fabułą, po którym widać jednak upływ czasu od pierwszego wydania gry.

Czy wrócę jeszcze do Facility 47? Nie, to zdecydowanie jednorazowa przygoda.

Czy polecam tę grę innym? Ehhh, może mamie, gdyby było po polsku 😉

Lider2piorunów

@BiggusDickus masz jakieś polecajki fajnych point & click na tablecik?
Ostatnio grałem w Tiny Room, ale przez to, że trzeba było co chwilę obracać widok, była lekko męcząca w nawigowaniu między lokacjami.

Fenomen1piorunów

@WujekAlien niestety, ale nie gram zbyt często w tego typu gry, więc nie mogę za bardzo nic polecić. Seria The Room mi się podobała, tylko że to jednak bardziej puzzle niż point and click. I też trzeba kamerę obracać, może trochę łatwiej niż w Tiny Room, bo kamera jest skupiona bardziej na obiekcie, który układamy/rozwiązujemy. Wiem że ludzie polecają produkcje od Rusty Lake, ale od nich grałem tylko w The Past Within, a to raczej dla dwóch osób.

Visitor anti-robot validationJoomla!Rustylake
Autorytet1piorunów

@WujekAlien @BiggusDickus No Rusty Lake polecam, gralem w ich gierki jeszcze jak byly flashówkami na Kongregate i widziałem jak się rozwijali w sumie od samego początku.

Odkąd przeskoczyli na steama to chyba tylko jedną pozycję ograłem ale zbyt wiele się nie zmieniło. To są generalnie takie escape roomy bardziej niż point and click ale mają naprawde fajne zagadki i są dość mroczne mimo trochę koślawej grafiki.

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Gry

32piorunów

153 + 1 = 154

Tytuł: Stray

Developer: BlueTwelve Studio Ltd.

Wydawca: Annapurna Games, LLC

Rok wydania: 2022 (PC, PS4, PS5), 2023 (Xbox One, Xbox Series), 2024 (Switch)

Gatunek: gra akcji, platformówka

Sceneria: science-fiction

Użyta platforma: Steam Deck

Ocena: 8/10

Czas do ukończenia: ~10h

Stray to "ta gra z kotem". Biegamy i skaczemy rudym kociakiem szukającym swojego rodzeństwa. Można więc powiedzieć, że to przygodowa gra akcji. Gra jest liniowa, a jej przejście zajęło mi około 10 godzin, ale to albo mój skill issue, albo moje zamiłowanie do szwendania się. A szwendać się jest gdzie, bo nasz kot trafia do cyberpunkowego miasta zamieszkanego przez roboty. Klimat miasta jest świetny - ciasne uliczki oświetlone neonami, ale też i klaustrofobiczne kanały. Możemy też robić typowo kocie rzeczy, jak zrzucać rzeczy ze stołu i spać na poduszkach. Kot jest świetnie animowany, i zastanawiam się, jak udało im się zrobić motion capture na kotach.

Rozgrywka skupia się głównie na naszej zręczności (jak uciekanie/przemykanie przed przeciwnikami) i zagadkach środowiskowych. Natomiast jedna rzecz naprawdę mnie jednak irytowała - w kilku miejscach miałem wrażenie, że twórcy niejako "wymuszają" przynajmniej jedną śmierć kota, żeby nauczyć mnie danego fragmentu poziomu albo zachowania przeciwników. Być może to częściowo mój skill issue, ale momentami wyglądało to tak, jakby projekt lokacji zakładał pierwszą próbę "na pałę" i dopiero potem właściwe podejście. Co prawda widok śmierci kota można wyłączyć w opcjach, no ale kurde no.

Grałem na Steam Decku i pod kątem działania byłem zadowolony – Stray jest oficjalnie "Verified", a po ustawieniu detali na medium i ograniczeniu FPS gra trzymała płynność i rozsądne zużycie baterii.

Czy wrócę jeszcze do Stray? Pewnie tak, jak się kupka wstydu zmniejszy 🙂

Czy polecam tę grę innym? Tak, naprawdę fajna gra z kotem w ciekawym świecie. Nawet jak lamicie w zręcznościówki.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Autorytet

w Gry

18piorunów

152 + 1 = 153

Tytuł: Dispatch

Deweloper: AdHoc Studio

Wydawca: AdHoc Studio

Rok wydania: 2025

Gatunek: Visual Novel / Adventure ?

Użyta platforma: PC

Ocena: 8/10

Czas do ukończenia: 8h


Po kilku tryhardowych grach jak Hades 2 stwierdziłem że potrzebuję czegoś lekkiego i jako że słyszałem o Dispatch dobre rzeczy, i ukazały się wszystkie epizody postanowiłem spróbować, mimo że z tzw. Telltale-ówkami się niezbyt lubimy. Od Walking Dead się odbiłem, Wolf Among Us też mi za bardzo nie siadł więc nie miałem zbyt wielkich oczekiwań. W sumie jedyne co mnie skłoniło do tej gry to setting superbohaterów dla dorosłych który od czasów serialu The Boys zaczyna być trochę śmielej eksplorowany.

Gra dzieli się jakby na dwa rodzaje rozgrywki. Jeden to typowa gra paragrafowa gdzie wybieramy nasze odpowiedzi bądź zachowanie z kilku dostępnych opcji co ma wpływ na to jak potoczy się dalsza historia, a drugi to zarządzanie ekipą bohaterów - musimy decydować kogo do jakich wydarzeń wysłać bazując na ich statystykach, opisie sytuacji, synergii między naszymi herosami czy ich dostępności (bohater też człowiek i musi po każdej misji odpocząć), za co zdobywamy XP w przypadku sukcesu albo kary do statystyk w razie porażki.

W tym trybie czasem będziemy też mogli sie pobawić w hakera w prostej ale całkiem zgrabnie pomyślanej grze logicznej. Wszystko oczywiście pod presją czasu i poprzetykane dość rubasznymi żartami. Ten system jest naprawdę fajnie zrobiony i jest on bardziej skomplikowany niż może sie to wydawać na pierwszy rzut oka, ale raczej nie powinien sprawić nikomu problemów.

Pierwsze skrzypce gra oczywiście fabuła która jest dość hmm... personalna - wcielimy się bowiem w tytułowego Dispatchera Roberta i o ile spodziewałem się jakichś epickich akcji jak przystało na serial o superbohaterach to tak naprawdę nie opuścimy nawet LA i mimo poczucia że wykreowany świat jest dość bogaty, tak naprawdę obijamy się pomiędzy kilkoma lokacjami i poznajemy może z 20 postaci przez całą grę. Nie traktuję tego jak wadę bo historię śledziło mi się naprawdę świetnie, jest ona dobrze pomyślana i prowadzona z lekkością, ma kilka twistów, dialogi są całkiem błyskotliwe a postacie są mocno zarysowane (do czego przyczyniają się aktorzy głosowi którzy robią mega robotę).

Jedyne do czego mogę się przyczepić to to że gra jest naprawde krótka, można ją pyknąć tak naprawde w dwa wieczory, no ale nie jest też jakoś droga więc nie wiem czy to wada czy zaleta 😛 Jakoś w połowie myślałem też że dobrze byłoby ją ukończyć drugi raz, ale pod koniec raczej już domyślałem się jak z grubsza potoczyłaby się historia gdbybym podjął inne decyzje więc regrywalności tu za bardzo (przynajmniej dla mnie) nie ma.

Ogólnie polecam, mimo że ja nie bardzo w takie gry to bawiłem się naprawdę dobrze i jak wyjdzie sequel to na pewno łyknę.

Fenomen

w Gry

24piorunów

Ehh, obijałem się z dodawaniem gier na , więc pora to nadrobić :slightly_smiling_face:

151 + 1 = 152

Tytuł: Dredge

Deweloper: Black Salt Games

Wydawca: Team17

Rok wydania: 2023

Gatunek: symulator / horror

Sceneria: lovecraftowskie nie-rzeczy w morzu

Użyta platforma: SteamDeck (PC)

Ocena: 8/10 - podstawa, 5/10 - "The Pale Reach", 8/10 - "The Iron Rig"

Czas do ukończenia: ~17h (z dodatkami)

"Dredge" to z pozoru spokojny symulator wędkarski. Wcielamy się w rybaka, który dociera do odizolowanego archipelagu z zadaniem odbudowania swojego kutra. Początkowo gra sprawia wrażenie relaksującej - łowimy ryby, sprzedajemy je, rozbudowujemy łódkę - ale z czasem uświadamiamy sobie, że morze skrywa coś znacznie bardziej mrocznego.

Styl graficzny przypomina ręcznie malowaną animację i jest w moim guście - a także pasuje do klimatu gry.

Rozgrywka to w głównej mierze eksploracja, zarządzanie czasem i miejscem na kutrze. Nocą rzeczywistość zaczyna odbiegać od tej której znamy za dnia, więc każda nocna wyprawa jest ryzykiem. System ulepszeń statku motywuje do powrotów w wcześniej odwiedzone rejony, a samo łowienie ryb też sprawia radość dzięki kilku fajnym mechanizmom (jak klatki na kraby). Grałem z obydwoma dostępnępnymi dodatkami - "The Pale Reach" i "The Iron Rig". Obydwa wprowadzają nowe regiony i historię, i o ile "The Pale Reach" zapowiadał się ciekawie to był stanowczo za krótki, to "The Iron Rig" zdecydowanie był lepszy. Więc jak na promocji nie ma Dredge od razu z wszystkimi dodatkami, to polecam podstawkę i "The Iron Rig".

Niestety, tempo gry w środkowej części potrafi lekko spaść, gdyż w tej części skupiamy się na ulepszeniu kutra. I mimo że mamy NPCów, z którymi możemy sobie rozmawiać, to bardziej przekazują nam tło historii.

Czy wrócę jeszcze do „Dredge”? Pewnie tak, ale za jakiś dłuższy czas - kupka wstydu się kurzy 😉

Czy ją polecam? Tak, jeśli lubisz klimat Lovecrafta, powolną eksplorację i łowienie ryb.

Pokaż więcej komentarzy (8)

Lider

w Gry

37piorunów

150 + 1 = 151

Tytuł: Starfield

Developer: Bethesda

Rok wydania: 2023

Gatunek: sci-fi RPG

Użyta platforma: Xbox S

Czas gry: ???

Ocena: 3/10

Hejto ostrzegało. Nie posłuchałem i mam. Próbowałem pograć w Starfielda, ale no nie da się…

Niby gra wyszła w 2023, ale graficznie dwie dekady starszy Morrowind prezentuje się ładniej. Może to efekt tego, że twórcy postawili na ilość, a nie na jakość – mamy setki planet klepanych na jedno kopyto, na których w sumie nie bardzo jest co robić.

Niby można budować bazy, tylko po co? Na początku jeszcze losowe spotkania/zadania przerywały monotonię, no ale ile razy można latać z paczką na drugi koniec galaktyki czy pożyczać części zapasowe?

Sama fabuła wcale nie lepsza – zadania sprowadzają się do „przynieś-zanieś-pozamiataj”. Przykładowo (SPOILER!): jakiś korposzczur potrzebował pomocy ze znalezieniem pendrive i odsyła do konkretnej osoby, która zajmuje się zbieractwem. Dziwnym trafem okazuje się, że znalazła ona przedmiot, ale odda go dopiero jak gracz znajdzie jej notatki spisane na serwetkach które porwał wiatr. Bezdomna stawia warunki opancerzonemu funkcjonariuszowi, który mierzy do niej z strzelby. Myślę, że może sobie pozwolić na taką niefrasobliwość, bo wie, ze chroni ją plot armor, bo odstrzelenie jej jest niemożliwe… Czarę goryczy przelał bug, który pomimo przejścia ścieżki dialogowej nie popchnął fabuły questa do przodu i zablokował linię fabularną jednej z organizacji.

Eksploracja zamiast intrygować irytuje wczytywaniem mapek nieciekawych animacji.

W zasadzie jednym plusem była mechanika rozwoju postaci – wbijasz poziom i odblokowujesz perka bez żadnego cudowania z kalkulatorem jak w starych TESach.

Pokaż więcej komentarzy (9)

Fanatyk

w Gry

20piorunów

149 + 1 = 150

Tytuł: Uncharted 4: A Thief's End

Developer: Naughty Dog

Rok wydania: 2016

Gatunek: przygodowa gra akcji

Użyta platforma: PlayStation 4

Czas gry: około 18 godzin (poziom wymagający)

Ocena: 8/10

Czwarta część przygód Nathana Drake'a, która owocuje w pościgi, wybuchy, skradanie się, strzelanie i widowiskowe akcje rodem z kina. No coż, jest dokładnie tym, czego można było się spodziewać po trzech wcześniejszych częściach. Po prostu więcej sprawdzonego schematu + nowe zagadki środowiskowe i dodane mechaniki. Fabuła kręci się głównie wokół martwego brata Nathana, który przychodzi do niego pewnego dnia i prosi o pomoc (bo jednak żyje, a nie umarł xd). W związku z tym, Nathan porzuca wygodne, ustatkowane życie (ma normalną pracę!) i wraca na stare tory. Celem jest skarb legendarnego pirata.

Fabuła w sumie jest ok, nawet zaskakuje w kilku momentach. Wątek piratów jest bardzo ciekawy. Nowa generacja konsol pozwoliła na utworzenie piękniejszych scenerii... I w sumie nie wiem co jeszcze można napisać, bo to jest ta sama gra, co w poprzednich częściach, z nowymi elementami i nową fabułą. Cóż, czy to źle? Ten schemat jest naprawdę spoko i przyjemnie się w to gra, ale w ciągu roku przeszedłem 3,5 z czterech części (bo jakoś rok temu dokończyłem pierwszą i ciągiem zrobiłem 2 i 3) i chyba potrzebuję odpocząć od tego formatu. Jeśli wyjdzie część 5, która może być również prequelem, bo czwórka otwiera kilka wątków młodości Nathana, głównie związanych z bratem, to oczywiście zagram. Póki co czekamy 9 lat i wciąż nie ma zapowiedzi U5 i myślę, że w Naughty Dog doszli do podobnego wniosku, co ja tutaj i się z tym nie spieszą. Na ten moment wątek Nathana Drake'a zostaje zakończony, został mi jeszcze samodzielny dodatek do U4, w którym gramy Chloe znaną z drugiej części, chyba mojej ulubionej (Szambala i wiszący pociąg rulez).

PS. Nie mam pojęcia kto jest na okładce gry. Jest podobny do nikogo xD trochę Nathan, ale trochę nie pasuje

Autorytet2piorunów

@ZohanTSW Fenomenalna gra i fajne zakończenie historii. A scena, w której Nathan i Elena siedzą na sofie przy kolacji, a Nathan się wyłącza, patrząc się w obraz, zawsze chwyta mnie za serducho. Miewam często tak, że w biegu codziennego życia i obowiązków zdarza mi się zawiesić na zdjęciu z jakiegoś wyjazdu i myślę tylko o tym, jak tam wrócić.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Tytan

w Gry

18piorunów

148 + 1 = 149

Tytuł: Neva

Developer: Nomada Studio

Rok wydania: 2024

Gatunek: platformówka

Użyta platforma: Nintendo Switch

Ocena: 7/10

Zdaje się, że to druga gra twórców Gris. Tym razem nieco ambitniej. Gra jest większa, dłuższa i trudniejsza (no, ale praktycznie wszystko jest trudniejsze niż Gris). Platforming jest równie przyjemny, co w poprzedniej grze. Nie ma tu w sumie niczego, czego nie było wcześniej w innych grach (jest dash, podwójny skok, wspinanie i chyba tyle), ale jest to dość solidnie wykorzystane.

Poza tym są walki. Ku przerażeniu wielu ludzi na Steamie, którzy marudzą, że są za trudne. Oczywiście nie są. I tak jak nie brakuje gier, które zrujnował system walki, zeby był, tak ten tutaj jest dość nieskomplikowany, lecz solidny. Wyzwań tu dużych nie ma, ale potyczki są na tyle strategicznie rozstawione, żeby się nimi nie znudzić.

No i chyba nie trzeba mówić, że gra ładnie wygląda i brzmi.

Fanatyk

w Gry

20piorunów

147 + 1 = 148

Tytuł: Valiant Hearts: Coming Home

Developer: Ubisoft Montpellier, Old Skull Games, Ubisoft Da Nang, Ubisoft

Rok wydania: 2023

Gatunek: przygodowa

Użyta platforma: Nintendo Switch

Ocena: 8/10

Równie dobra co pierwsza część. Bardziej dynamiczna i więcej elementów zręcznościowych.

Z minusów

* masakrycznie duże ekranów ładowania - gra wyglada dokładnie jak 1 - widać że się developer postarał by schrzanić. W żadnej grze w tam krótkim czasie nie widziałem tylu :smiley:

* Znacznie krótsza od pierwowzoru

PS. znowu zaczyna świrować  mi lewa gałka wrrr

Pokaż więcej komentarzy (4)

Tytan

w Hydepark

24piorunów

146 + 1 = 147

Tytuł: Return of the Obra Dinn

Developer: Lucas Pope

Rok wydania: 2018

Gatunek: logiczna, detektywistyczna

Użyta platforma: Nintendo Switch

Czas gry: 17h43min

Ocena: 8/10

W grze obserwujemy statyczne sceny w których umierają członkowie załogi tytułowego statku. Celem jest skompletowanie danych do kogo należą zwłoki (mamy listę załogi i pasażerów, nie wiemy jak wyglądali), w jaki sposób / z czyjej ręki zginął - na potrzeby wypłaty ubezpieczenia (bo jesteśmy inspektorem ubezpieczeniowym Kompanii Wschodnioindyjskiej).

Gra to duże, trudne puzzle detektywistyczne. Postacie w oglądanych scenach smierci bardzo żadko używają swoich imion, więc kto jest kim wnioskujemy po mundurach, kajutach w jakich się znajdują, zadaniach pełnionych na statku, narodowościach i innych drobiazgach. W wielu sytuacjach trzeba też iść drogą elimnacji "kto to na pewno NIE jest". Ja spedziłem długie godziny wielogrotnie oglądając każdą ze scen, szukajac informacji o tożsamości i sposobie śmieci. Mimo tego, po skompletowaniu połowy danych skorzystałem z dwóch podpowiedzi "gdzie szukać wskazówek", i z dwa razy po zawężeniu kręgu możliwych denatów strzelałem ich tożsamość. Troszkę momentami poziom trudności jak dla mnie przesadzony. Jednoczesnie gra daje dużo [odroczonej] satysfakcji, kiedy otrzymujemy potwierdzenie prawidłowo ustalonego losu załoganta (potwierdzenia są po trzech prawidłowych ustalniach co redukuje możliwość brute-forcowania odpowiedzi).

Gra ma fajny klimat przebywania na żaglowcu z przełomu XVIII i XIX wieku, można się nauczyć żeglarskiego słownictwa i mimo że początkowo wydaje się że jedyne co się tam działo, to wypadki i jakieś morderstwa, to ostatecznie wszystko się łączy. Ja zostałem z tym fajnym uczuciem niepewności czy rację w całej sprawie miał kapitan czy buntownicy (że tacy byli się dowiadujemy po 2 minutach gry w pierwszej scenie śmierci, więc żaden spoiler). W sumie nawet się jakoś przywiązałem do tych postaci 😉

Gra bardzo dobra, ale nie dla wszystkich (w szczególności nie dla tych co mają sprany ośrodek nagrody w mózgu). Małe minusy za momentami trochę przesadzoną trudność i nietolerancyjne klasyfikowanie ("rozszarpania" nie uznało tylko "rozdarcie na strzępy").

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fanatyk

w Gry

28piorunów

145+ 1 = 146

Tytuł: Valiant Hearts: The Great War

Developer: Ubisoft Montpellier

Rok wydania: 2014

Gatunek: przygodowa

użyta platforma: Nintendo Switch

Czas gry: 5h

Ocena: 9/10

Jedna z najlepszych gier ubisoftu kilkunastu lat.

Przyjemny styl graficzny, nieskomplikowana rozgrywka. Poważna i smutna historia.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Gry

24piorunów

144 + 1 = 145

Tytuł: Luigi’s Mansion

Developer: Nintendo EAD

Rok wydania: 2018

Gatunek: przygodowa gra akcji

Użyta platforma: New Nintendo 3ds LL

Czas gry: 9,5h

Ocena: 7,5/10

47/50 duchów złapanych.

Sam koncept łapania duchów fajny choć czuć że pierwotnie ten port z Gamecuba ma ponad 20 lat. Na 3ds kuleje jak dla mnie sterownie trochę ale czasami taki urok gier w 3d na tej konsolce. Trochę mało wykorzystany potencjał żywiołów.

Gruba ryba0piorunów

Sprawiłeś sobie sprzęcik?

Fanatyk0piorunów

@kopytakonia dawno kupiony tj z rok albo 2 lata temu - ten model to na rynek japoński, mam tez wersje europejska ale bez opcji 3d - ale i tak korzystam z niej rzadko bo daje po oczach

Fanatyk1piorunów

@kopytakonia czy ja wiem czy fan. Miałem kiedyś Wii U później zwykle Wii, a przed tymi 3ds też miałem pierwszego 3ds i chyba potem wersję zwykła XL . Tyle.ich było że nie pamiętam

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fanatyk

w Gry

15piorunów

143 + 1 = 144

Tytuł: Super Mario Galaxy

Developer: Nintendo EPD

Rok wydania: 2020

Gatunek: Platformówka

Użyta platforma: Nintendo Switch

Ocena: 10/10

Najlepsza platformówka w jaką grałem. Każdy planeta oryginalna. Dużo smaczków z innych gier Nintendo.

Nic się nie zestarzała. Zebrałem 61 gwiazdek z 121. Był plan by wszystkie zaliczyć ale część z planet dostępne po pierwszym finale a poziomy w których steruje się żyroskopem zbyt hardcorowe dla mnie.

Z minusów

* czasem praca kamery powodowała utratę życia.

* brak możliwości natychmiastowego przejścia do zbierania kolejnej gwiazdy po ukończeniu danego poziomu - tzreba było przechodzić procedurę wybierania planety itp

Fanatyk3piorunów

@TyGrySSek - widzę, że tygrysek wie co dobre :smirk:

A na czym grane?

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fanatyk

w Gry

16piorunów

142 + 1 = 143

Tytuł: Anna Quest

Developer: Daedalic Entertainment

Rok wydania: 2015

Gatunek: Point and Click

Użyta platforma: Steam Deck

Czas rozgrywki : 11h nieukończona (około 70% przeszedłem)

Ocena: 7/10

Kolejna gra od studia Daedalic jednak nie dałem rady ukończyć męczące niektóre zagadki choć ogólnie chyba najłatwiejsza z wszystkich innych gier z tego studia. Design gry, animacja słabsza jak dla mnie niż w The Night of the Rabbit.

W bibliotece jeszcze jedna mam od nich The Whispered World Special Edition- ale póki co robie sobie przerwę od ich twórczości.

Pora w końcu ukończyć Walking dead

Fanatyk1piorunów

@TyGrySSek które Walking Dead?

Fanatyk0piorunów

@Zielczan w sensie? bo można uratować lub nie kogoś wiec ma to chyba znaczenie? nie wiem jakie na finał ale obecnie czuć że się ma wpływ na coś tam

Fanatyk2piorunów

@TyGrySSek to jest iluzoryczne takie, koniec końców i tak nie masz większego wpływu na outcome epizodu, ale w obrębie sezonu to się jakoś broni, mi się bardzo dobrze grało w to, aż żal jak się zbliżałem do końca sezonu

Fanatyk0piorunów

@Zielczan mi tam smutno nie było xd jedynie szkoda Lee. Grasz postacią całą grę i takie coś na koniec . Najgorsze takie zakończenia w grach filmach itp

Pokaż więcej komentarzy (12)

Fanatyk

w Gry

20piorunów

141 + 1 = 142

Tytuł: The Night of the Rabbit

Developer: Daedalic Entertainment

Rok wydania: 2013

Gatunek: Point and Click

Użyta platforma: Steam Deck

Czas rozgrywki : 15,5h

Ocena: 7/10

Gra twórców Deponi. Czyli na początku zagadki były ok, za połową gry doszło wiele innych opcji (zaklęcia, cykl dnia i nocy)także skorzystałem z solucji bo pewnie bym gdzieś i tak się zaciął na amen.

Graficznie, fabularnie, humor pierwsza liga.

Raczej tylko dla wyjadaczy przygodówek

Gruba ryba

w Gry

20piorunów

140 + 1 = 141

Tytuł: Heavy Rain

Developer: Quantic Dream

Rok wydania: 2010

Gatunek: Interaktywny film

Użyta platforma: PS 5 Pro

Czas rozgrywki : 9h

Ocena: 6/10

Co jakiś czas docierały do mojej świadomości informacje o tym, że są gry, które tworzą gatunek "interaktywnych filmów". Jak jakiś czas temu na peperku pojawiła się promocja na Heavy Rain i Beyond Two Souls to stwierdziłem, że warto to sprawdzić, a nuż mi się spodoba. Zwłaszcza, że wiele dobrych rzeczy słyszałem o Detroit: Become Human od tego samego studia. No i dzisiaj w ten deszczowy (przynajmniej w Gdańsku) dzień skończyłem Heavy Rain i mam takie mieszane uczucia.

Jeżeli chodzi o sam gameplay to jest to jedno wielkie QTE (szybko! złap go w Yrden!) - spodziewałem się tego, ale co innego to wciskanie przycisków, co innego przechylanie pada, żeby żyroskop załapał nasz ruch. Zwłaszcza, że gra nie do końca czasem czuje, że wykonuje ten ruch. Dodatkowym problemem jest to, że czasem nie do końca wiadomo czy tutaj QTE będzie czy nie, gra tego nie sygnalizuje, więc zdarzało mi się, że piłem herbatę i nagle musiałem na gwałt pauzować grę, bo zaczęła się sekwencja z d⁎⁎y. I jak to wyskakuje nagle to zdarzało mi się spanikować i nie wiedziałem czy dana sekwencja zakłada wciśnięcie i trzymanie przycisków czy też impulsywne ich wciskanie. A i dodatkowym problemem było dla mnie to, że w wersji na konsole mamy nie tylko wciskanie przycisków, ale też ruch padem i ja nie wiem czy to mój pad ma zepsuty żyroskop, czy ja nie umiem dobrze potrząsnąć padem czy po prostu gra nie zawsze dobrze odczytuje ruch, ale były problemy z tym aspektem.

Grafikę i muzykę pozostawię bez szerszego komentarza. Jestem świadom, że gra ma swoje lata, nie będę się czepiał, że wygląda staro, skoro jest stara. Muzyka jest z kolei ok. Nic mniej, nic więcej.

Na koniec zostawiam sobie fabułę - i tutaj jest chyba moje największe rozczarowanie. Otóż historia zaczyna się z naprawdę wysokiego C. Historia opowiada nam o seryjnym mordercy, który porywa nastoletnich chłopców i topi ich w deszczu. W deszczu, który gromadzi się przez kilka dni. Zostawia przy tym figurkę origami i orchidee i od lat jest nieuchwytny. Główna oś fabularna opowiada o kolejnym zaginięciu, bohaterowie są świadomi że nim Shaun utonie to mają kilka dni nim woda nabierze odpowiedni poziom. Także dla naszych czterech bohaterów zaczyna się gra z czasem... I ogólnie moim zdaniem historia zaczyna się naprawdę mocno. Pierwsza część gry przypomina mi trochę Se7en Finchera - jest mrocznie, morderca bawi się z nami i torturuje nas nim przekaże nam kolejną część układanki. Niestety potem jest gorzej i zjazd klimatu jest dla mnie porównywalny do rollercoasterów.

Uważam, że na podstawie gry można by stworzyć dobry miniserial, ale osadzony w latach współczesnych. W latach 2011, kiedy toczy się gra jest kilka luk fabularnych i logicznych, bo technologia zaprezentowana w grze nie współgra z tym co widzimy na ekranie. Szerzej o tym w sekcji spoilerów.

Dla osób chcących uniknąć spoilerów kończymy tutaj. Moja ocena to 6/10 i znaczek rozczarowanka. Był ogromny potencjał na świetną historię, ale w połowie stwierdzono, że szkoda zachodu, cyk pyk i pora na CSa. Szkoda. Poniżej sekcja dla osób, które ukończyły albo nie boją się spoilerów, ale mam tam kilka dodatkowych uwag.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

.

SPOILERY:

Ogólnie to sam pomysł, że to jest Scott jest dla mnie durny. Z jednej strony sprząta dowody, z drugiej niby szuka swojego naśladowcy, ale nic z nim nie robi. Po co ten wątek wtedy? No i niby cały czas sterujemy bohaterem, a jednocześnie zabijamy Manfreda. Gdzie sens? Gdzie logika?

Druga sprawa, która mnie strasznie ubodła to to, że Ethan dostaje pudełko z origami i tam jest gnat w środku. Po wykonaniu czwartej próby dostajemy info, że karta pamięci jest w kaburze pistoletu, a na tej karcie pamięci filmik, jak Shaun jest już prawie pod wodą xD no jak?! xD przecież ten pistolet był w pudełku kilka dni wcześniej umieszczony, więc czemu akurat jest na nim nagranie z przedostatniej fazy podtapiania? To samo dotyczy karty w aucie - mechanicy mówią, że Ethan jest cierpliwy, bo oni regularnie dbają o to auto i zakładali się czy ktoś je w końcu odbierze, a jednocześnie w skrytce jest karta pamięci z filmem Shauna w zbiorniku xD

Kolejna sprawa to co z blackoutami Ethana? najpierw są, a potem magicznie znikają i nie mają żadnej roli. Scott też porywa Shauna akurat jak Ethan ma blackout. A i po incydentach Ethan się "budzi" z figurkami w dłoni. Jak? xD po co? dlaczego? xD setki pytań, żadnej odpowiedzi.

Chyba ostatnia sprawa to Madison. Ogólnie to ta postać jest niepotrzebna. Poznajemy ją jak walczy w swoim domu z zabójcami-ninja, co jednak okazuje się jakimś koszmarem, który nie ma żadnego wpływu na grę. Później już jako dziennikarka obserwuje Ethana, opatruje go, ale w sumie nie wie po czym, nie wie, że on przechodzi próby, ale i tak jej to imponuje i dba o niego, jednocześnie nie mając nic z tego dla siebie, bo równolegle prowadzi własne śledztwo i go nie obserwuje. I cream de la cream - Ethan przeszedł kolejną próbe, zabił człowieka, za oknem leje, czas ucieka, jest załamany i rozpacza, ale powiedzmy, że to kupuje. No i wtedy wpada Madison, cała przebrana i zdemakijażowana juz po akcji w klubie, i stwierdza, że to świetny moment by zbliżyć się do Ethana. Ten mówi, że teraz najważniejsze jest uratowania syna, jednak gracz ma możliwość wybrać, że teges-szmeges fą fą fą jest ważniejsze od syna xD no k⁎⁎wa xD Zasadniczo historia spokojnie mogłaby się odbyć bez Madison. Ale podoba mi się to, że jedno z zakończeń zakłada, że Ethan, który zabił człowieka nie idzie siedzieć, ale buduje sobie przyszłość z synem i kobietą poznaną w przydrożnym motelu, ma to mnóstwo sensu xD

Im dłużej myślę, tym więcej głupotek znajduję w scenariusz, a szkoda, bo naprawdę zaczynało się dla mnie jak dobry film Finchera w peakowej formie.

Fanatyk3piorunów

Te ruchy padem były wtedy modne, wiele wczesnych gier na PS3 musiało mieć wciśnięte do sterowania jakieś ruszenie padem no bo innowacja, wrzuciliśmy żyroskop do kontrolera i jeszcze jest bezprzewodowy, blabla XXI wiek, nowy wymiar grania xd
No ale trzeba przyznać że wtedy robiło to wrażenie, jednak na dłuższą metę było nieciekawe i wręcz irytujące.

Gruba ryba1piorunów

@ZohanTSW zgadzam się - te 15 lat temu mogło być fajną nowinką i nawet dzisiaj mogłoby być niezłym przerywnikiem, ale to nie działa najlepiej i w dużej ilości to denerwuje, a nie urozmaica

Pokaż więcej komentarzy (3)

Tytan

w Gry

17piorunów

139 + 1 = 140

Tytuł: Before Your Eyes

Developer: GoodbyeWorld Games

Rok wydania: 2021

Gatunek: Interaktywny film

Użyta platforma: PC

Czas rozgrywki : 109 minut

Ocena: 6/10

Taki tam wyciskacz łez. Gramy sobie gościem, który umarł i znalazł się na tamtym świecie. Standardowo, trzeba obejrzeć sobie jego życie, żeby zdecydować, na co zasłużył. Jak to zwykle w takim formacie bywa, robi się trochę smutno.

Grałem trochę w niewłaściwy sposób, bo na touchpadzie (na wyjeździe byłem, więc przegryzałem się przez gry, które pójdą na lapku), a grę się powinno grać... oczami. Ale mimo, że skalibrowałem kamerkę i niby wykrywało mruganie to jak tylko zacząłem grać wykrywało prawidłowo może 1 na 5 mrugnięć, więc szybko przerzuciłem się na dłonie. Poza tym gra ma też wersję VR i wtedy pewnie by było jeszcze lepiej, ale i tak jest spoko, żeby sobie czymś zająć 2 godziny.

Gruba ryba

w Gry

19piorunów

Tytuł: Mafia: The Old Country

Developer: Hangar13

Rok wydania: 2025

Gatunek: Przygodowa gra akcji

Użyta platforma: PS5

Czas rozgrywki : 12h

Ocena: 7/10 naciągane (1 punkt dodałem za grafikę)

Po niewypale jakim była Mafia 3, twórcy kolejnej części postanowili wrócić nieco do korzeni i pół zamkniętego świata, oraz liniowej rozgrywki.

Wyszło to na dobre, ale jeszcze kilku szlifów brakuje. Rozgrywka dzieje się na Sycylii w 1900 którymś tam roku i jest to mega klimatyczne, pięknię pokazane miejsce, ale minus jest taki, że jest puste, jeżdzi się po pustych drogach (do wyboru auto lub koń) co jest nudne bo jedyne co możemy robić to zbierać znajdzki po drodze. Dodany do rozgrywki został również system walki z przeciwnikami na noże (tacy mini bossowie) możemy jedynie atakować, parować, lub unikać wg mnie te walki są na siłe dodane i zbędne. Możemy też kupowac noże z innymi perkami, a także dodawać perki sobie (jak zbieranie większej ilości pieniędzy z przeciwników) do paciorka. To już jest nieco lepiej zrobione, przynajmniej jest po co zbierać te pieniądze.

Podsumowując gameplay jest nieco nudny. Okazuje się, że ta gra stoi fabułą, bo jest świetnie zrobiona, ogląda się to jak super gangsterski film, postaci są świetnie napisane każda z osobna zapisuje się w pamięci gracza. Do tego dochodzą te super piękne sycylijskie widoki i mamy meega klimatyczną grę.

Ogólnie bawiłem się dobrze, ale wolę chyba jednak miasto jak w jedynce, czy dwójce, tam nie czuć tej pustki, jeżdżą auta, chodzą ludzie itp a tu zadupie. Co nie jest zle, ale wolę uczucie tętniącego życiem miasta. Jeśli twórcy dodaliby kilka aut czy ludzi jadących konno po tych wsiach byłoby o wiele lepiej. W ogóle gameplayowo powinno być coś więcej tutaj. A tak to grę trochę się ogląda od czasu do czasu strzela, skrada, jedzie do celu i tyle. Mało tego.

Idzie Mafia z powrotem w dobrą stronę po gównianej trójce, ale czegoś tu jeszcze brakuje. Aby w kolejnej części te braki uzupełniono.

Fanatyk4piorunów

Dla mnie Mafia 3 to były dwie gry - grind dzielnic i fabuła.

Dzielnice jedno i to samo, narobić szkód w biznesach i je przejąć, zabić oficerów. Monotonne i nudne.

Za to fabuła czyli pierwsze kilka godzin i misje bossów dzielnic - świetne. Gdyby wywalić grrind, wcielić do gry dodatki (ten z miasteczkiem to było półtorej godziny, biznes z trawą jako misje poboczne i to śledztwo horrorowe jako misje poboczne) to byłaby gra na 15h z naprawdę fajną fabułą i misjami. Bo te zabójstwa bossów dzielnic były świetne, tylko dojście do tego momentu było monotonne - każda dzielnica nuda i nuda, jedno i to samo.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Gry

16piorunów

138+1=139

Tutuł: Slay the Spire
Developer: Mega Crit
Rok wydania: 2019
Platforma: grałem na Androidzie
Czas: telefon pokazuje mi 140h - tyle zajęło mi pokonanie bossa, którym jest serce.

Gatunek: karcianka
Ocena: 8/10

Po wyzerowaniu na 100% Balatro, potrzebowałem dalszej rozrywki karciankowej, AI podpowiedziało, ze podobne jest Slay the Spire. Czy podobne to nie byłbym tego taki pewien, ale gra sie bardzo przyjemnie. Na początku grafika trochę dobija, bo nie jest to urocze pixel art, a wyglądające trochę jak robione w paincie grafiki, rodem ze wczesnych flash-ówek. To moze być blokada dla wielu, lecz po rozegraniu kilku partii, łapie się bakcyla i dalej już leci bez względu na te koślawe postacie.

Gra oferuje 4 postacie, każda ma zupełnie inną mechanikę, więc jest duże pole do powtarzania rozgrywek. Do tego trzeba odblokować sobie karty i relikty, więc po parę razy trzeba powtarzać kampanię zanim się osiągnie pełną moc talii.

Dla mnie fajne klikanie, pomimo ubicia bossa, wrócę do niej napewno, bo fajnie się robi combosy kart, jak sie dobrze talię ułoży.

Osobistość1piorunów

u mnie kolejność odwrotna, tzn najpierw utopiłem ponad 100h w Sts, a potem trochę pograłem w balatro. I balatro wydawo mi się dość płytkie.

Polecam w StS próbować dojść do Ascention 20.

Inspirator1piorunów

@Spleen mam rozegrane 618 godzin, ale chyba nie wciągnęło jeszcze ( ͡~ ͜ʖ ͡°)

Moje 10/10, dalej walczę, żeby tym zjebanym defektem ubić serce xd Kupiłem ps portal żeby w przestojach w robocie grać :grinning:

Balatro mnie odrzuciło - w porównaniu do Slay The Spire wydaje mi się super łatwe.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Tytan

w Gry

19piorunów

137 + 1 = 138

Tytuł: Luto

Developer: Broken Bird Games

Rok wydania: 2025

Gatunek: Horror psychologiczny

Użyta platforma: PC

Czas rozgrywki : ~5h

Ocena: 7/10

Gra o kolesiu, który próbuje wyjść z domu. Jak można się domyślić niezbyt mu się to udaje. Naszym zadaniem jest mu w tym pomóc, jakoś. Nietypowym elementem gry jest to, że mamy w niej narratora. Coś jak w Stanley Parable, ale nieco mniej śmieszkowy, bo to jednak horror. Gra jest, można powiedzieć, bez przemocy. To znaczy nic nam nie zrobi krzywdy, aczkolwiek sami sobie możemy wywołać zgon np. spadając do jakiejś dziury. Co nie znaczy, że nic nie będzie próbowało nas nastrzaszyć, bo jest jednak gęsto i gra trzyma w napięciu.

Jednak oprócz tego gra zawiera szereg mocno irytujących elementów. Sporo zagadek jest typu "domyśl się" (poradnikiem się nie splamiłem, ale momentami było ciężko), do tego niektóre nie działają za dobrze. No i cholera wie, jak działają sejwy, bo czasami po powrocie do gry cofało mój progres o kilkanaście minut, a czasami pojawiałem się, zdaje się, w kolejnej planszy. No i gierka bardzo mocno idzie w "me so random", regularnie trafiamy na jakąś pustynię, aby po chwili przenieść się gdzieś indziej. Albo do jaskini. I jakoś kilkadziesiąt razy w ciągu gry musimy przejść się od łazienki do drzwi wyjściowych, gdzie zwykle dopiero po kilku powtórkach dzieje się coś ciekawego. No i oczywiście sypią losowe elementy mapy (aczkolwiek zauważyłem, że przestrzeń jest spójna, na szczęście). Na początku da się przeżyć, ale w końcowych rozdziałach jest tego tyle, że robi się męczące.

O fabułę nie pytajcie. Znowu jakiś dramat rodzinny, które z jakiegoś powodu projektuje się do horroru. Jak to zwykle w takich grach.

Tytan

w Gry

13piorunów

136 + 1 = 137

Tytuł: The Town of Light

Developer: LKA

Rok wydania: 2016

Gatunek: Horror psychologiczny

Użyta platforma: PC

Czas rozgrywki : ~2h

Ocena: 6/10

Zacznijmy od pozytywów. Fabuła jest fajna. A jeśli ktoś jest ciekaw, jak przebiega zabieg lobotomii to jest w tej grze scena, która bynajmniej nie jest zbyt subtelna.

No to teraz możemy przejść do całej reszty. W grze chodzimy sobie babeczką po opuszczonym szpitalu psychiatrycznym we Włoszech i badamy wydarzenia wokół jednej pacjentki przed wieloma laty. Sprowadza się to do chodzenia z jednego miejsca do drugiego. To wymaga od nas jedynie sprawdzania od czasu do czasu map. W całej grze są może z dwie zagadki. Z klimatem też nie najlepiej. Niby jest tam jakieś zawodzenie i od czasu do czasu otworzą się same jakieś drzwi, ale nie za bardzo to działa. Już nawet w pierwszej Amnesii była gęściejsza atmosfera. Na szczęście gra nie zbyt wielu upierdliwości, więc można ją przejść w miarę gładko. Tym bardziej, że jest krótka. I tania.