Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#czytelniczebingo

Lider

w Książki

29piorunów

193 + 1 = 194

Tytuł: Norwegian Wood

Autor: Haruki Murakami

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Muza

Format: e-book

Liczba stron: 472

Ocena: 7/10

Nie wiem, jak to się stało, ale to moje pierwsze podejście do Murakamiego.

Sięgnąłem po tę powieść, bo podobnie jak Toru Watanabe (narrator i główny bohater) w pierwszej scenie, mam 37 lat i coraz częściej wracam do lat młodzieńczych, próbując zrozumieć, co z tych wspomnień zostanie ze mną na zawsze. Murakami proponuje właśnie taką podróż wstecz: do Tokio lat 60., do samobójstwa Kizukiego, cichej Naoko i żywiołowej Midori, do akademika, sanatorium w górach, bibliotek i rozmów, w których zwykle ważniejsze są chwile ciszy niż deklaracje. Narrator stoi jakby obok własnego życia, rzadko unosi głos i ta jego "nieobecna obecność" jest kluczem do odbioru całej książki.

To, co działa, to cierpliwa, realistyczna obserwacja dorastania do żałoby i bliskości. Murakami rezygnuje z metafizycznych fajerwerków i zostawia nas z obrazami: spacer, zapach deszczu, piosenka, która otwiera szuflady pamięci. Dzięki temu książka łatwo uruchamia własne wspomnienia - narrator nie pcha się na pierwszy plan, raczej słucha, a my razem z nim słyszymy pęknięcia w cudzych zdaniach. Atmosfera Tokio pulsuje w tle protestami i zmianą obyczajów, ale w pierwszym planie zostaje intymność: kruchość Naoko, dojrzałość Reiko, nieporadność Toru, który próbuje być uczciwy wobec innych i siebie. Wątki związane ze zdrowiem psychicznym podane są bez patosu, z czułością i bez literackiego heroizmu, co buduje rzadką wiarygodność.

Nie działa za to to samo, co bywa atutem: chłód i dystans Toru potrafią odsunąć czytelnika o krok za daleko. Bywają fragmenty, w których emocjonalna rezerwa narratora przestaje być narzędziem opowieści, a staje się barierą. Chciałoby się poczuć odrobinę głębi, a dostaje się kolejną warstwę ciszy. Kobiece postaci, choć zapadają w pamięć, momentami są ustawione zbyt kontrastowo (kruchość kontra żywioł), przez co tracą półcienie. Rytm rozbijają też powracające sceny erotyczne: zamiast podbijać napięcie, spłaszczają je i na chwilę wytrącają z subtelnego tonu całości. Szczególnie, że większość z nich jest jednak niezręczna i pokazująca, że ten aspekt życia Toru nie był całkiem udany.

Norwegian Wood to spokojna, uczciwa powieść o stracie, pamięci i dorastaniu do milczenia. Nie porwała mnie na poziomie emocjonalnego burzy mózgów, ale trafiła w mój moment życia i za tę cichą zgodność czasu i tematu daję 7/10.

Jeśli szukasz historii, która nie narzuca się z tezą, tylko stwarza przestrzeń i jest kluczem do powrotu do własnych wspomnień, to w tym jest to świetna książka.

Osobisty licznik: 23/128

(23/25) - pole 8 - Książka autora z Dalekiego Wschodu

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (13)

Gruba ryba

w Książki

28piorunów

188 + 1 = 189

Tytuł: Wzlot Persepolis

Autor: James S.A. Corey

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: książka papierowa

Liczba stron: 576

Ocena: 7/10

Siódmy tom cyklu Expanse znienacka przenosi akcję o 30 lat do przodu. Jak łatwo się domyślić nasi bohaterowie są już starzy i część z nich marzy już o emeryturze. Tymczasem role się odwracają i Lakonia, kolonia stworzona przez zbuntowane frakcje marsjańskiej armii na jednym z 1300 nowych światów, wykorzystując nowe technologie bazujące na artefaktach pozostawionych przez twórców protomolekuły, rozpoczyna inwazję na Układ Słoneczny.

Jakby tak tę książkę sprowadzić na ziemię i odrzeć z technologii, to w znacznej mierze przypominałaby jakąś opowieść z czasów II wojny światowej dotyczącą okupacji i działań dywersyjnych podziemia. Natomiast mniej więcej w ⅔ książki akcja zaczyna nabierać tempa jak lokomotywa i pod koniec staje się tak emocjonująca, że chce się już dokończyć za jednym posiedzeniem. Ponadto autorom udało się bardzo fajnie zagrać niektórymi bohaterami, ich słabościami i mocnymi stronami, przez co zyskali na autentyczności. Zakończenie oczywiście pozostaje otwarte, więc bez wahania chwytam za tom 8.

- space opera z prawdziwego zdarzenia - jeszcze jak!

GURU3piorunów

Niestety od zamknięcia rozdziału z wolną flotą seria zaczęła zmierzać w złym kierunku. Akcja nie wciąga już tak, postacie nie są tak ciekawe i największy grzech - stała się bardziej fiction niż science, co tak bardzo lubiłem w pierwszych arcach

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

30piorunów

186 + 1 = 187

Tytuł: Głowa Kasandry

Autor: Marek Baraniecki

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: superNOWA

Format: e-book

Liczba stron: 411

Ocena: 6/10

Tym razem klasyczek, którego nigdy nie czytałem.

"Głowa Kasandry" to dla mnie książka, która ma w sobie świetny rdzeń pomysłów, ale forma raz po raz podcina jej skrzydła. Najmocniej działa tu wizja technologii jako systemu-trybunału: czegoś, co nie tylko pomaga ludziom przetrwać, ale wręcz przejmuje prawo do decyzji o przyszłości świata. Kiedy autor wchodzi w ton moralnego dylematu (kto ma nacisnąć przycisk, kto ma decydować za gatunek), robi się gęsto i naprawdę nieprzyjemnie - w dobrym sensie.

Problem w tym, że całość jest dla mnie nierówna. Widać, że książka składa się z opowiadań, które mają różną energię: "Głowa Kasandry" ciągnie całość w górę, bo ma najbardziej nośną stawkę i klimat postkatastroficzny, ale pozostałe części potrafią brzmieć jak szkice/warianty tej samej tezy: technologia wymyka się z rąk, człowiek zostaje wepchnięty w role, a reguły gry są ustawione przeciwko niemu. Czasem wchodzi też trochę technicznej ekspozycji (wyjaśnianie mechanizmów, procedur, parametrów), która spowalnia i osłabia emocjonalny ciężar scen.

Najbardziej zapamiętałem z tej książki nie bohaterów, tylko uczucie osaczenia przez logikę systemu i to jest jej siła. Tyle że jako czytelnik chciałbym, żeby ta siła przekładała się na bardziej satysfakcjonującą narrację: głębsze postacie, mocniejsze domknięcia i mniej wrażenia, że autor czasem bardziej opowiada o idei niż pozwala jej wybrzmieć w fabule.

Mocny koncept "Kasandry" i etyczny ciężar decyzji z gęstym klimatem SF z nutą paranoi i systemowej grozy. Do tego obraz świata po katastrofie, który ma konsekwencje (a nie jest tylko dekoracją). Ale całość obniża nierówność segmentów i wrażenie patchworku, a bohaterowie częściej są nośnikami idei niż pełnoprawnymi postaciami. A na dokładkę miejscami autor zbyt „techniczne” tłumaczy świat kosztem spowalniania i obniżania napięcia.

Osobisty licznik: 22/128

(22/25) - pole 9 - Klasyk fantasy, którego nie przeczytałeś

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (5)

Mistrz

w Książki

44piorunów

185 + 1 = 186

Tytuł: Historia kobiet w 101 przedmiotach

Autor: Annabelle Hirsch

Kategoria: historia

Wydawnictwo: Słowo/obraz terytoria

Format: książka papierowa

Liczba stron: 432

Ocena: 6/10

Link do LubimyCzytać: https://lubimyczytac.pl/ksiazka/5210377/historia-kobiet-w-101-przedmiotach

Zobaczyłam tę książkę w katalogu nowości w bibliotece i zainteresował mnie format. Dałam się trochę zbaitować.

Przedmioty, które dobrała autorka, służą jako ilustracja do opisu historii kobiet i ich miejsca w społeczeństwie na przestrzeni lat. Zaczynamy od prehistorii, kończymy zaś na współczesności. Każdy przedmiot przedstawiony jest na czarno-białym zdjęciu (minus, bo autorka czasem mówi o detalach i barwach, których nie widzimy) i poświęcone są mu około 2,5-3 strony tekstu.

I o ile do doboru opisywanych przedmiotów (których w większości nie znałam) i opisania ich historii — a wraz z nią historii kobiet — nie mogę się przyczepić, to, niestety, ta książka ma tę samą wadę, co wiele innych książek z historią kobiet w tle. Autorka rzuca w niej bardzo "zaczepnymi" i tendencyjnymi zdaniami. Bo hurr durr mężczyźni źli, a kobiety uciskane hurr durr. Zawsze sięgając po tego typu książkę mam nadzieję, że tym razem tak nie będzie, i zawsze się zawodzę. Mimo dobrych zamiarów autorki, ma to zupełnie odwrotne działanie, odbiera to przyjemność z czytania i nie mogę z czystym sercem polecić tej pozycji.

Ciekawostka z książki na osłodę: "Przygody Tomka Sawyera" Marka Twaina były pierwszą książką napisaną w całości na maszynie.

Prywatny licznik (od początku roku): 6/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk16piorunów

@Wrzoo "hurr durr mężczyźni źli, a kobiety uciskane hurr durr" to jest faktycznie bolączka większości książek na ten temat. Zresztą podobnie jest z tematyką rasizmu. Zawsze uciskani czarni i biali jako potwory żądne krwi, gwałtu i gotowi wieszać na szubienicach. Obiektywizm takich pozycji bardzo na tym traci.

Pokaż więcej komentarzy (16)

Lider

w Książki

32piorunów

181 + 1 = 182

Tytuł: Chiński obwarzanek. Od Tajwanu po Tybet, czyli jak Chiny tworzą imperium

Autor: Michał Lubina

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Szczeliny

Format: e-book

Liczba stron: 427

Ocena: 7/10

Świetny przewodnik po peryferiach i to dosłownie. Autor buduje opowieść na trafnej metaforze obwarzanka: ośrodek władzy w kontynentalnych Chinach i pierścień regionów, które Pekin musi stale doglądać, dyscyplinować albo uwodzić - od Tajwanu, przez Hongkong i Makau, po Tybet czy Mongolię Wewnętrzną. Dla mnie to porządny zestaw ciekawych informacji o historii, narzędziach wpływu i zmianach ostatnich dekad, podany w formie krótkich, esejowych rozdziałów.

Co w środku? Zamiast jednej tezy, rozbicie każdego z regionów na przypadki. Tajwan jako "najtrudniejszy orzech do zgryzienia", gdzie mieszają się presja militarna, ekonomiczna i informacyjna. Hongkong i Makau jako laboratoria formuły "jedno państwo, dwa systemy" i lekcja, jak szybko marchewka potrafi ustąpić kijowi. Tybet i Xinjiang - kolonizacja osadnicza, infrastruktura, kontrola religii i języka, techno-nadzór. Do tego peryferia zewnętrzne: Morze Południowochińskie, pas BRI - miejsca, gdzie obwarzanek rozciąga się poza granice. Autor sprawnie łączy historię z polityką tu i teraz, podrzuca smaczki, anegdoty, rysuje tło, a nie tylko aktualności.

Klarowny pomysł na całość (pierścień peryferii) i czytelna mapa pojęć, w której łatwo się odnaleźć. Dużo kontekstu historycznego, który wyjaśnia dzisiejsze decyzje Pekinu. Esejowy, ludzki styl - nie trzeba być sinologiem, żeby skumać mechanikę imperium. Brakuje jednak więcej głosów z peryferii (świadectw, cytatów, mikrohistorii, wywiadów) - momentami dominuje perspektywa politologiczna. Na zdecydowany plus jest to, że autor pofatygował się w każdy z rejonów osobiście i spędził tam trochę czasu, więc jest to po części wiedza od środka.

Osobisty licznik: 21/128

(21/25) - pole 15 - Reportaż o kraju, o którym wiedziałeś niewiele

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

26piorunów

169 + 1 = 170

Tytuł: Sen o bohaterach

Autor: Adolfo Bioy Casares

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie

Format: e-book

Liczba stron: 183

Ocena: 8/10

Miało być coś z Ameryki Południowej, a "Sen o bohaterach" miałem na liście już jakiś czas, więc się dobrze złożyło. Autor nie jest tak znany w Polsce, jak jego bardziej znany przyjaciel - Jorge Luis Borges, z którym wspólnie wydał kilka książek.

"Sen o bohaterach" ma w sobie coś z książek, które udają historię o zwykłych ludziach, a potem - bez powiadomienia - wprowadzają w nią mechanizm magiczny, jakby w tle od początku pracowała maszyna przeznaczenia, której główny bohater nie może uniknąć. Już pierwsze strony ustawiają wszystko tak, żeby czytelnik czuł, że coś się wydarzy w karnawale 1927, że nie jest on po prostu epizodem, ale pęknięciem rzeczywistości, przez które życie bohatera i jego tożsamość się rozdzielą bezpowrotnie. Punktem kulminacyjnym życia Emilio, są trzy dni i trzy noce karnawału, które przeżywa razem z przyjaciółmi po wygranym zakładzie bukmacherskim, a to, co zobaczył pod koniec trzeciej nocy, choć nie pamięta, stanie się "przedmiotem porządania" - czymś, co zyskał i utracił jednocześnie.

I to jest dla mnie najlepszy skrót tej powieści: Gauna traci coś, czego nie potrafi nawet nazwać, a potem spędza lata, próbując odzyskać nie rzecz, tylko stan duszy, który osiągnął w tym zapomnianym momencie. Zwykłe życie: praca, znajomi, miłość, przegrywają z jego wewnętrznym przymusem "odtworzenia" utraconej nocy.

To nie jest realizm magiczny w stylu fajerwerków i jawnych cudów. To realizm magiczny na chłodno: magia rodzi się z ambiwalencji i z tego, że świat zewnętrzny pozostaje realistyczny, a to co niepojęte i niedoścignione zaczyna przeczyć prawom fizyki. Ten moment nie przyjdzie też znienacka, bo zostaje zaanonsowany przez narratora, który zatrzymuje akcję i mówi do czytelnika: teraz trzeba iść powoli, bo zaczyna się część magiczna opowieści - po czym od razu podsuwa racjonalne wyjaśnienia magii (zmęczenie, alkohol, warunki karnawału), jakby chciał odebrać nam grunt pod nogami… i natychmiast dodaje, że nawet jeśli wszystko da się opisać psychologicznie, to "pozostają okoliczności niewytłumaczalne albo przynajmniej magiczne".

Jakby tego było mało, to dostaniemu tu jeszcze jeden filar realizmu magicznego (dobra, będą jeszcze dwa, ale drugiego nie zdradzę, żeby nie psuć frajdy z czytania) - przymus powtórzenia. Karnawał zaczynający się w 1930 roku ma odbić karnawał z 1927 jak negatyw i znowu narrator gra dwoma rejestrami: z jednej strony widzimy, że Gauna "przygotowywał się psychicznie" do odzyskania stanu z 1927 (czyli sam sobie to wytwarza), a z drugiej strony pewne elementy wracają zbyt "precyzyjnie" (ten sam blondyn, to samo Armenonville, te same kluby czy kawiarnie, ta sama mechanika drogi i te same zwierzęta spotkane przy drodze).

Podsumowując:

Świetnie gra tu pętla przeznaczenia i próba jej dopełnienia, ucieczka od codzienności na rzecz utraconej cząstki siebie. Pokazanie, że życie bohatera nie jest pełne, dopóki nie odzyska tej cząstki, że zacznie się zapadać w głąb, straci sens, przyjaciół, a nawet najpękniejsza kobieta u boku przestanie mu się podobać. Książka jest hipnotyzująca, trudno się od niej oderwać bez poznania, co było "tym", co Emilio utracił i jak się potoczy jego życie, gdy "to" odzyska. Hipnotyzująca jest też opisywana rzeczywistość bohaterów, to co robią, jak rozmawiają, jakie ich życie jest realne i tuż obok czytelnika, że niemal czujemy zapach klubu, czy dźwięk muzyki.

Osobisty licznik: 20/128

(20/25) - pole 12 - Książka autora z Ameryki Południowej

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Lider

w Książki

43piorunów

162 + 1 = 163

Tytuł: Luna to surowa pani

Autor: Robert A. Heinlein

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: MAG

Format: audiobook

Liczba stron: 400

Ocena: 6/10

Kolonia karna na Księżycu, technik Manny, samoświadomy superkomputer "HOLMES (Mike)", charyzmatyczny Profesor i rewolucja przeciw Ziemskiej hegemonii. Polityczny traktat miesza się tu z planem powstania, podręcznikiem konspiracji i rozwojem AI, a tłem są księżycowe realia: gospodarka niedoboru, "plantacja" pożywienia dla Ziemii, woda i powietrze jako waluta, złożone małżeństwa jako dostosowanie do surowych warunków osadniczych.

Pomysły - jak na rok wydania (1966) - wciąż potrafią szokować, a relacja Manny’ego z Mike’em jest jednym z najmocniejszych punktów książki. Problem w tym, że powieść mocno się zestarzała. Technologia potwornie odstaje: mamy księżycową kolonię, a superkomputer, rządzący jej życiem, działa i komunikuje się jak urządzenie o mocy obliczeniowej dzisiejszej… mikrofalówki, z klimatem kart perforowanych, rozdzielni telefonicznych i analogowych obejść. Komunikacja i możliwości Mike’a są sinusoidą: raz wszechwiedzący i błyskawiczny, raz bezradny wobec podstawowych rzeczy. Do tego Heinlein często zwalnia akcję, żeby wyłożyć ideologię i modele ustrojowe czytelnikowi - co wypada ciekawie jako esej, gorzej jakomotor napędowy fabuły.

Największy zgrzyt to finał: przewidywalny, zbyt gładki dla mieszkańców Księżyca i mało satysfakcjonujący jak na stawkę "wojny o niepodległość" i o prawa do współistnienia i samostanowienia. Postacie kobiece są pomijane jak @bori na tym portalu 😉 choć według założeń odgrywają ogromną rolę i rządzą planetą i jej rozwojem. Plus za liczne nawiązania do Sherlocka Holmesa i jego uniwersum.

Podsumowując:

Niezły rozmach i kilka świetnych idei. Zanurzenie w wiarygodnym postapo i nowoczesnej SF - nie do końca udane. Szanuję, bo to klasyka, ale emocjonalnie i technologicznie ta wizja już nie niesie takiej frajdy z lektury, jak w momencie premiery.

Osobisty licznik: 19/128

(19/25) - pole 2 - SF, w którym technologia jest moralnym problemem

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gruba ryba

w Książki

24piorunów

159 + 1 = 160

Tytuł: Spowiedź. Rozważania o sensie życia

Autor: Lew Tołstoj

Kategoria: memoir, esej

Wydawnictwo: Łukasz Tomys Publishing

Format: audiobook

Ocena: 3/10

Czas trwania: 2h 35m

Czytał: Marcin Popczyński

Memoir / esej filozoficzny składający się z przemyśleń i wspomnień autora dotyczących jego życia, myśli samobójczych i przemiany światopoglądowej. Rozpaczliwy rozrachunek sumienia. Proces sądowy, w którym Tołstoj jest oskarżycielem, oskarżonym i sędzią. Z perspektywy czasu i osobistych rozczarowań autor kwestionuje swoje młodzieńcze poglądy dotyczące wiary, wartości moralnych i opowiada o poszukiwaniach odpowiedzi na pytanie o sens egzystencji. W efekcie wyszedł z tego trochę intelektualny wysryw, który zaczyna się logcznie, ale na końcu się zapętla jak Paolo Coelho i w związku z tym nie polecam.

- biografia / autobiografia / memoir

Lider

w Hydepark

23piorunów

155 + 1 = 156

Tytuł: Czarna kropla

Autor: Leonora Nattrass

Kategoria: powieść historyczna

Wydawnictwo: Nemezis

Format: książka papierowa

Liczba stron: 374

Ocena: 8/10

Kontynuując postanowienie noworoczne, by sięgać po książki, które mam na półce, wybór padł na powieść historyczną "Czarna kropla". Od dłuższego czasu byłem mega ciekaw jak to wyjdzie, bo jest to jeden z moich ulubionych klimatów w książkach, grach i serialach.

Nattrass serwuje kapitalny mariaż faktów i fikcji: Londyn roku 1794, wojna z Francją, procesy o zdradę stanu, pamfleciarze i salony polityczne, a w tym wszystkim nasz protagonista - Laurence Jago, urzędnik Ministerstwa Spraw Zagranicznych, który po uszy pakuje się w spisek i działania, które mogą go skrócić o głowę. "Czarna kropla" to tu nie tylko mroczny eliksir - laudanum, od którego Jago jest uzależniony - ale i metafora atramentu, kłamstw i depesz pisanych piórem w nim maczanym, które mogą przesunąć oś geopolityki europejskiej. Mamy tajemniczą śmierć z pozoru samobójczą, znikające listy, wyścig o poufne papiery związane z negocjacjami obcymi mocartswami i cieniem francuskich agentów w tle. Fabuła świetnie meandruje: im więcej śladów, tym mniej pewny staje się narrator (uzależnienie od czarnej kropli robi swoje), a drobne detale zasłyszane przypadkowo, na spotkaniach i w kuluarach składają się w większą układankę.

Najmocniejsza strona książki to klimat i realia epoki. Czuć uliczny kurz i brud, zimną mgłę nad Tamizą i nerwowość tamtejszej polityki: mowy w parlamencie, ulotki, podsłuchane szepty w prywatnych gabinetach. Świetnie wypada też konstrukcja pół-wyznania: pierwszoosobowy Jago jest niejednoznaczny, przerażony, naćpany i przez to wciągający, a jego błędy i nawyki realnie wpływają na śledztwo.

To wszystko dało mi mocne skojarzenia z grą "The Council" czy serialem "Tabu" – podobne przecięcie dyplomacji, salonowych intryg i tajemnych sojuszy, tylko tu całość jest mniej barokowo zagmatwana i bardziej przyziemna, zakotwiczona w dokumentach, pieczęciach i poczcie dyplomatycznej. Nałóg i psychoza w jaką popada Laurence świetnie gra z czytelnikiem w kotka i myszkę, a do tego sprawia, że nie do końca wiemy, czy serio oni coś na niego mają.

To czemu nie dyszka? Tempo bywa nierówne. Środek potrafi się dłużyć, gdy bohater krąży między kolejnymi biurkami i drukarniami, a kilka dygresji historycznych brzmi jak bardzo rozległy aneks czy DLC - świetny dla budowania klimatu, ale dużo gorszy dla tempa. Końcówka jednak ładnie spina wątki, a twist nie jest z czapy, tylko wynika z ziarenek rozsypanych wcześniej, po których czytelnik mógł trafić do prawdy.

Jest to pierwszy tom trylogii i chętnie sprawdzę jak rozwinie się akcja w kolejnych tomach.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 18/128

(18/25) - pole 22 - Powieść historyczna

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Książki

25piorunów

152 + 1 = 153

Tytuł: Wdowy

Autor: Lynda La Plante

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: W.A.B.

Format: e-book

Liczba stron: 434

Ocena: 7/10

Bardzo udany heist z kobiecą perspektywą, który działa właśnie dlatego, że nikt tu nie jest niezniszczalny i nieomylny.

"Wdowy" to kryminał od drugiej strony barykady. Po nieudanym napadzie, w którym giną ich mężowie, trzy kobiety (i przypadkowa prostytutka) - z Dolly Rawlins na czele - znajdują plany kolejnego skoku i decydują się dokończyć spartaczoną robotę. London noir, w którym zamiast białych rękawiczek dostajemy: dokładnie zaplanowany rekonesans, szyfry, logistykę napadu, zgrzyty w zespole i narastające ryzyko, że ktoś pęknie i wygada się policji lub innemu gangowi, który próbuje przejąć interesy po mężu Dolly.

Najbardziej kupiło mnie ujęcie tych złych bez komiksowości. Bohaterki nie są superwoman - mają chwile słabości, paniki, żałoby czy żalu, codzienne kłopoty i całkiem ludzkie wątpliwości. Dolly jest twarda, ale rozdarta, Linda, Shirley i Bella mają kotwice w postaci własnych demonów i licznych wątpliwości. Ta mieszanina kompetencji i kruchości sprawia, że kibicuje się im mimo moralnych wątpliwości. Świetnie wypada Dolly, która próbuje przejąć przywódczą rolę męża, też jako jedyna była w pełni świadoma, skąd się bierze kasa w domu i ten kontrast między nią, a jej koleżankami robi ogromną robotę w tej historii.

Mocne strony: mechanika skoku (planowanie, próby, improwizacja), szorstki klimat Londynu i napięcie wynikające z psychologii, nie tylko z pościgów. La Plante utrzymuje napięcie scenami, w których coś może się sypnąć jednym złym gestem czy słowem.

Słabsze strony: środek potrafi się rozciągnąć, a kilku antagonistom brakuje głębi przestępczego półświadka. Czuć momentami telewizyjny rodowód opowieści (zbiegi okoliczności tu, pójście na skróty tam). Finał domyka historię solidnie, choć bez nokautu.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 17/128

(17/25) - pole 20 - Kryminał bez klasycznego detektywa

Gruba ryba

w Książki

39piorunów

151 + 1 = 152

Tytuł: Nowy wspaniały świat

Autor: Aldous Huxley

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Muza

Format: książka papierowa

Liczba stron: 256

Ocena: 7/10

Ciąg dalszy nadrabiania klasycznych dzieł literatury sci-fi.

Antyutopia totalna, przedstawia świat w którym wszystko zostało zaprojektowane, a społeczeństwo jest wynikiem genetycznej architektury i warunkowania do predeterminowanej roli społecznej. Realizacja maksymy “Wspólność, identyczność, stabilność” dotyczy wszelkich warstw życia, zarówno zawodowego jak i prywatnego. Wszyscy są użyteczni i szczęśliwi, są perfekcyjnymi konsumentami o przewidywalnych i stabilnych potrzebach. Indywidualizm nie istnieje, a uczucia są korygowane farmakologicznie.

Co ciekawe, mimo, że książka została napisana w 1931 roku, to zestarzała się bardzo wdzięcznie. Ba, obserwując dzisiejszą inżynierię społeczną, śmiem twierdzić, że jej treść stała się nawet bardziej aktualna, że miała być ostrzeżeniem, a stała się podręcznikiem.

Dzieło wybitne, któremu jednak nie dam najwyższej oceny, bo choć doceniam fakt, że wizja świata przedstawiona została perfekcyjnie i ponadczasowo, to strona fabularna jakoś mnie nie porwała i momentami robi się z tego rozprawa o religii i moralności.

I nawet pasuje do - SF, w którym technologia jest moralnym problemem

Sum2piorunów

Przeczytałem po raz pierwszy stosunkowo niedawno. Bardzo mi się podobała.
Zresztą podobnie jak „Limes Inferior” Zajdla.

Widzę, że masz ciekawe bingo.
Polecam dorzucić do którejś kategorii „Trylogię Husycką” Sapkowskiego (wszystkie 3 tomy), jeśli jeszcze nie znasz. Możesz użyć jako polecajka z Hejto ;)

Najlepsza rzecz jaką przeczytałem w ostatniej dekadzie

Sum1piorunów

@saradonin_redux „Limes” to akurat lektura na jedno popołudnie, książka jest dosyć krótka, przeczytałem na wczasach leżąc na plaży.
Także możesz śmiało wrzucić jakoś „zapchajdziurę” :)

Gorzej z Sapkowski, bo to już setki stron na tom (ale warto, oj warto!)

Gruba ryba0piorunów

@tegie to Limes może wcisnę w audio, bo widzę, że jest. Na papierze nie ma szans póki co, gdyż mam już zaczętą serię Expanse no i nie godzi się tak zostawić nieskończonej, mały skok w bok tylko zrobiłem jako odpoczynek po słabym 6 tomie. Po niej zaś czeka kilka pozycji z serii Artefakty upolowanych na promocji

Gruba ryba8piorunów

@saradonin_redux Ta ksiązka po prostu dobrze opisuje współczesny zachodni świat. Dlatego tak słabo się zestarzała.

Gruba ryba1piorunów

@LeniwaPanda to też, ale jakimś sposobem autorowi udało się uniknąć miejsc, rzeczy i zachowań typowych dla jego epoki, które obecnie, z uwagi na upływ czasu, wydałyby się archaiczne i raziły w oczy np. nikt nie telefonuje, albo nie przejawia typowych dla lat 60' zachowań grubiańskich/seksistowskich , co mnie raziło w którejś książce Dicka. Tak jak z filmami: oglądając Aliens Camerona od razu czuć lata 80', ale już oryginalny Alien wcale nie krzyczy 70'.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Hydepark

29piorunów

145 + 1 = 146

Tytuł: Dżuma

Autor: Albert Camus

Kategoria: literatura piękna

Wydawnictwo: PIW

Format: e-book

Liczba stron: 294

Ocena: 8/10

Wracam do Oranu (od którego zaczynałem ten rok w Hurysce) i do lektury sprzed ponad 20 lat, żeby sprawdzić jak wypadnie tym razem, już w przypadku dorosłego (podobno) czytelnika, które miał szansę obserwować jedną pełnoskalową pandemię na własne oczy 5-6 lat temu.

To jest kronika miasta i jednocześnie kronika jednostek, które nagle zostają wrzucone w "nowy porządek" (a może chaos) - taki, w którym nie da się już żyć na autopilocie. Narrator od początku uprzedza, że nie będzie tu legendy o herosach, tylko zapis tego, jak na prawdę wygląda życie ludzi, gdy świat przestaje udawać przewidywalny. Narrator zbiera dla nas świadectwa, notatki, zwierzenia - bo sam jest "wmieszany" w to, co nam opisuje, choć na początku jeszcze o tym nie wiemy.

Oran jest banalny, wygodny w swojej rutynie i prostocie. To miasto nawyków, które uspokajają swoim rytmem. I właśnie dlatego pierwszy znak przychodzi jak dysonans: szczury. Martwe, wyłażące z kubłów, żerujące na śmieciach - coś, co miało „nie istnieć”, a jednak zalega na schodach i ulicach. Z początku jest w tym więcej irytacji niż strachu. Bo jeśli uznasz, że to tylko delikatny odbieg od rutyny - to przecież nic się nie stanie, prawda?

Kiedy choroba zostaje nazwana w końcu po imieniu, miasto zaczyna się zamykać: bramy, ograniczenia, kolejki, braki w sklepach. Ale sedno Camusa jest gdzie indziej: dżuma w tej książce jest abstrakcją, która miażdży rutynę jednostki, jeśli chce żyć tak, jakby nic się nie stało. Każdy z głównych bohaterów reprezentuje zgoła odmienne podejście, które uznaje za jedyne słuszne, a argumenty innych traktuje bardziej jako ciekawostkę, niż realną alternatywę.

Świat może być absurdalny i okrutny, ale człowiek nie jest zwolniony, z tego powodu, z decyzji. U Camusa godność nie polega na tym, że wygrywasz z dżumą. Polega na tym, że nie klękasz przed nią - stajesz do walki, wybierasz działanie, solidarność i uczciwość nawet wtedy, gdy nie masz gwarancji sensu swoich poczynań ani tym bardziej nagrody za taką postawę.

Świetna wizja apokalipsy w małej skali i to apokalipsy, która nie przychodzi nagle, przeradza się w nią z czasem. Zaczyna się jako obrzydzenie, zdziwienie, trochę śmiechu, trochę wstrętu. Szczury wyskakują z piwnic, wiją się na chodnikach, leżą martwe pod drzwiami. Ktoś zaczyna zamiatać. Ktoś przeklina. Ktoś żartuje, że "natura robi porządki". I w tej zwyczajności jest pierwsza wielka myśl książki: katastrofa długo wygląda jak usterka w codziennym planie. Dopóki nie nazwiesz jej po imieniu, możesz udawać, że nic nie wymaga zmiany i nic specjalnego się nie dzieje.

Dla mnie główna różnica w czytaniu tej książki po 20 latach, jest taka, że wtedy czytałem o ideach i zbiorowości. Teraz czytałem o mechanice psychiki i roli jednostki. "Dżuma" nie daje happy endu w stylu: a po apokalipsie wróciliśmy do normy. Bo ta książka jest o tym, że norma jest krucha i nie trzeba wiele, by ją zburzyć.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 16/128

Postanowiłem powalczyć z i spróbować je ukończyć w styczniu, zobaczymy czy się uda :smiley: Trzymajcie kciuki
Tym razem pole 14 - Książka starsza od ciebie (16/25)

Pokaż więcej komentarzy (12)

Mistrz

w Książki

48piorunów

143 + 1 = 144

Tytuł: Kwiaty dla Algernona

Autor: Daniel Keyes

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Rebis

Format: e-book

Liczba stron: 298

Ocena: 9/10

Link do LubimyCzytać:

https://lubimyczytac.pl/ksiazka/4875015/kwiaty-dla-algernona

Inteligencja i wykształcenie niewzbogacone ludzkimi uczuciami nie mają żadnego znaczenia.

To jedna z tych niepozornych książek, które widzi się, że inni czytają, a zdecydowanie za mało się o nich słyszy. A przy okazji jest to klasyka science fiction — pierwsze wydanie pochodzi z 1966 roku.

Charlie Gordon jest upośledzonym umysłowo mężczyzną po trzydziestce. Został porzucony przez rodzinę. Jego codzienność to praca w piekarni, gdzie zamiata podłogi i dostarcza zamówienia. Uczęszcza do szkoły — bardzo zależy mu na tym, by nauczyć się pisać i czytać. Jego nauczycielka zachęca go do wzięcia udziału w eksperymencie doktorów Straussa i Nemura, którzy chcą wykonać na nim operację mającą zwiększyć jego IQ.

Operacja się udaje, i Charlie staje się inteligentniejszy. Odkrywa przy tym jednak niewygodną prawdę o sobie i świecie, o swojej przeszłości i tym, jak naprawdę do tej pory postrzegali go ludzie.

Powieść ta ma formę pamiętnika, dzięki czemu znajdujemy się w centrum wydarzeń i jeszcze silniej empatyzujemy z Charliem. Śledzimy jego rozwój z każdą przewróconą stroną. Czujemy jego dylematy moralne, wątpliwości, frustracje. Jest to naprawdę fenomenalna książka, napisana lekko i przemyślanie.

Prywatny licznik (od początku roku): 5/52

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobistość1piorunów

@Wrzoo jako, że to wpisy pamiętnika to początki były dla mnie trudne, a zanim zrozumiałem że błędy to celowy zabieg to myślałem że mam jakieś upośledzone wydanie xd

Pokaż więcej komentarzy (12)

Gruba ryba

w Książki

34piorunów

141 + 1 = 142

Tytuł: Daliśmy radę, chłopaku. Wspomnienia

Autor: Anthony Hopkins

Kategoria: memoir

Wydawnictwo: Marginesy

Format: książka papierowa

Liczba stron: 336

Ocena: 5/10

Prywatny licznik: 7/48

Anthony Hopkins mógłby napisać dobrą autobiografię, bo pamięć ma bardzo dobrą, a życie miał pełne wielu dobrych i złych momentów. Zamiast tego dostaliśmy przeciętną książkę ze wspomnieniami.

Hopkins pisze o swoim życiu oszczędnie, tylko tyle aby nakreślić kontekst i nie wchodzi w zbytnie szczegóły. Skupia się przede wszystkim na początkach kariery i alkoholizmie. Hopkins napomina jedynie o swoim pierwszym małżeństwie. O swojej córce, którą zostawił, pisze odrobinę więcej. Drugiemu małżeństwu nie poświęca wiele uwagi. O tym, że swoją drugą żonę zdradzał wielokrotnie, wspomina w jednym zdaniu i przechodzi nad tym do porządku dziennego. O Stelli (aktualnej żonie) pisze już więcej, wspomina o tym jak się spotkali... a to już coś xD

Więcej jest tutaj o grze w teatrze, niż o filmach. Z wspomnień wychodzi, że Hopkins miał relację "trochę cię kocham, a trochę nienawidzę" z teatrem. Wiele ról filmowych nawet nie jest wspomniana. Jedynie kreacje oskarowe zostały bardziej opisane, szczególnie wcielenie się w Hannibala Lectera.

W książce widać bardzo wielką miłość aktora do poezji i Szekspira. Na końcu książki jest wybór ulubionych wierszy autora.

Jak ktoś jest fanem aktora, to polecam. Reszta może sobie podarować.

6/25 - Biografia / Autobiografia / Memoir

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Książki

44piorunów

139 + 1 = 140

Tytuł: Blade Runner. Czy androidy marzą o elektrycznych owcach?

Autor: Philip K. Dick

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: REBIS

Format: audiobook

Ocena: 9/10

Czas trwania: 6h 43m

Czytali: Robert Więckiewicz, Andrzej Chyra, Anna Dereszowska, Łukasz Simlat, Katarzyna Warnke, Magda Popławska i inni

Czytałem kiedyś książkę, oglądałem film, a do zapoznania się z wersją audio zachęcił mnie wpis @adsozmelku

https://www.hejto.pl/wpis/24-1-25-tytul-blade-runner-czy-androidy-marza-o-elektrycznych-owcach-autor-phili

Dystopijna wizja przyszłości. Korporacja Rosen wypuszcza nowy model androidów, które są tak doskonałe, że według najnowszych testów od ludzi odróżnia je już tylko brak empatii. Zawodowy łowca androidów - Rick Deckard dostaje zadanie wyeliminowania grupy zbuntowanych replikantów.

“Czy Androidy marzą o elektrycznych owcach?” nie jest przeciętnym sci-fi, tylko wybitnym thrillerem psychologicznym, w którym autor buduje mroczną i paranoiczną atmosferę, a poczucie rzeczywistości systematycznie się rozpada. Jeden z największych klasyków Philipa K. Dicka, ikona popkultury i źródło inspiracji dla całych pokoleń twórców - w tym dla Williama Gibsona do napisania “Neuromancera”, w pewnym sensie to więc duchowy dziadek cyberpunka.

Audycja przygotowana została rewelacyjnie: monotonna narracja Więckiewicza, świetna gra aktorska w dialogach i jazzowa oprawa muzyczna Pink Freud znakomicie uzupełniają mroczną atmosferę noir.

- książka, która została zekranizowana

Pokaż więcej komentarzy (10)

Lider

w Książki

27piorunów

138 + 1 = 139

Tytuł: Wampir

Autor: Wojciech Chmielarz

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: Marginesy

Format: audiobook

Liczba stron: 316

Ocena: 5/10

Chciałem przeczytać "Zombie", które ostatnio wróciło na półki w księgarniach, ale okazało się, że to 2 tom serii, więc trzeba zacząć od 1.

Razem z prywatnym detektywem Dawidem Wolskim trafiamy do Gliwic, gdzie spróbujemy rozwiązać zagadkę samobójczej śmierci Mateusza i kilka innych pomniejszych spraw, które trafiły na biurko Dawida. Niestety nasz bohater, prowadząc śledztwa, wpląta się w kilka spraw, które nabiją mu na głowie niejednego guza. Okaże się, że miasto kryje drobne tajemnice, a kolejne poznane osoby rzucą odrobinę światła lub mroku na całą sprawę.

Trochę jest to typowy Chmielarz, książka bez fajerwerków, ale bardzo płynna, która właściwie czyta/słucha się sama. Nie ma tu przesadnych dłużyzn, a autor wie, kiedy podkręcić tempo i jak je dawkować, żeby utrzymać uwagę czytelnika.

Ale to tyle z plusów właściwie, bo cała reszta jest już mniej angażująca - główny bohater, to taka trochę ciapa, która w kilku momentach służy za worek bokserski, a raz nawet stoi nad grobem i to dosłownie. Historia jego przeszłości i tego, czemu jest detektywem nie porywa, choć z lekkim twistem dało się to fajnie wyprostować, ale autor chyba nie chciał, no trudno. Wyjaśnienie zagadki i to jak tropy się łączą, wiemy/domyślamy się dość szybko.

Natomiast to jest dobra książka do wciągnięcia na spacerze, w trakcie jazdy autem, czy komunikacją, bo nie ma tu wątków, których trzeba słuchać ze 100% zaangażowaniem i tropów, które łatwo przegapić. Bawiłem się przy niej nieźle i polecam, jeśli nie masz ogromnych wymagań co do kryminału.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 15/128
18 - Pierwszy tom serii

Gruba ryba5piorunów

@WujekAlien

Huh, jest duża szansa, że skończysz jeszcze w styczniu.

Lider2piorunów

@Vampiress ja to traktuję jak achievementy na Goodreads, niby nie trzeba, ale czasem można dzięki nim przeczytać coś, czego się nie zamierzało czytać, ale jest akurat na liście do trofki :smiley:

Pokaż więcej komentarzy (15)

Lider

w Hydepark

30piorunów

133 + 1 = 134

Tytuł: Kat Gaudiego

Autor: Aro Sainz de la Maza

Kategoria: kryminał, sensacja, thriller

Wydawnictwo: SQN

Format: e-book

Liczba stron: 656

Ocena: 7/10

"Kat Gaudiego" to pierwszy tom serii kryminalnej _Morderstwa w Barcelonie_ z powracającycm do służby policjantem - Milo Malartem, jako głównym bohaterem.

Seria morderstw (płonących ciał) inscenizowanych przy ikonach Gaudíego, od secesyjnych fasad po kręte parki, uruchamia śledztwo, w którym inspektor Milo Malart i zespół śledczy muszą czytać architekturę jak zaszyfrowany list. Sprawca zostawia tropy w ornamentach, symbolach i liniach miasta. Z ogólnodostępnych zabytków tworzy przerażające miejsca zbrodni. To właśnie ten pomysł - zagadka oparta na estetyce i geometrii Gaudíego - niesie nas przez książkę najmocniej.

Do pewnego stopnia stajemy się Robertem Langdonem z "Aniołów i Demonów" Dana Brawna i razem z Milo spróbujemy rozwikłać zagadkę. A podobieństw do tej serii, jest tu dużo więcej, bo nasze ofiary również są przetrzymywane przed staniem się płonącym symbolem. Barcelona, podobnie jak Watykan/Rzym, odgrywa rolę kolejnego bohatera i świetnie buduje klimat.

Na plus były: klimat Barcelony, nocne zaułki, architektura, śledztwo jako łamigłówka - z symbolami i fałszywymi tropami, a także protagonista - człowiek z przeszłością, który jest genialnym śledczym, ale nie umie pracować w zespole i nie ma daru przekonywania szefostwa, co do swoich podejrzeń i tropów, którymi chce podążać.

Małymi, ale jednak minusami są: tempo, które momentami siada, zakończenie, które nie jest tak satysfakcjonujące, jak bym się mógł spodziewać i wątki poboczne, które nie są w pełni wykorzystane. Jest też sporo powtórzeń, jak to, że Milo zostaje dołączony do śledztwa na prośbę sędziny i od tego momentu każdy nazywa ją jego sędziną. Podkreślenie tego 2-3 razy miało sens, ale po raz 30 już zrobiło się nudne i zbędne.

Natomiast dla kontrastu świetnie wypada podkreślanie, że Milo był w przeszłości rewelacyjnym śledczym, ale po sprawie, w której zginęła matka 2 dzieci, a której śmierci jego zdaniem mógł uniknąć, zamknął się w sobie, obarczył winą i odsunął od pracy w policji.

Książka, porównując ją do "Aniołów i Demonów", czy do "Lontano", wypada słabiej, a szkoda, bo ma sporo potencjał, ciekawego bohatera i mam nadzieję, że autor wykorzysta go w kolejnych tomach.

Solidny, mroczny i gęsty kryminał z bardzo fajnym rdzeniem zagadki i wyrazistym miejscem akcji, któremu chwilami szkodzi rozwlekłość. Ksiązka niemal obowiązkowa dla fanów miejskich thrillerów, a tym bardziej Barcelony jako bohatera. Czekam na kolejne tomy i mam nadzieję, że seria nabierze tempa i rozmachu.

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 14/128
23 - książka, która została zekranizowana ("Miasto cieni" dostępne na Netflix)

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Książki

30piorunów

118 + 1 = 119

Tytuł: Bastion

Autor: Stephen King

Kategoria: postapo, horror

Wydawnictwo: Albatros

Format: e-book

Liczba stron: 1088

Ocena: 5/10

Panie King, proszę mi oddać kilka ostatnich dni.

Miał być mój ulubiony klimat postapo: lepka, przyziemna codzienność w trakcie i po końcu świata, opowieści o zwykłych ludziach próbujących przetrwać, ciężar epidemii, który czuć w każdym oddechu. A tymczasem dostałem opowieść, która - mimo rozmachu - rzadko pozwala poczuć klimat świata, o którym tak dużo mówi.

Bohaterowie są jak figury na wielkiej szachownicy dobra i zła, trudno się do nich naprawdę przywiązać, a sama zaraza szybko ustępuje miejsca alegorii i "wielkim ideom". W efekcie, jak na powieść o końcu cywilizacji, zaskakująco mało tu postapokaliptycznej samotności i jednocześnie dusznośći, które lubię najbardziej.

Wielka mapa Ameryki po epidemicznym ciosie, kilka naprawdę mocnych scen. Ale kiedy liczyłem na obezwładniający, namacalny koniec świata, Bastion coraz częściej uciekał mi w przypowieść. Jeśli szukasz esencji postapo (gnuśnego chłodu, logistyki przetrwania, brudu codzienności) - to nie tutaj. Jeśli natomiast kręci Cię monumentalna, symboliczna walka dobra ze złem, to jest szansa, że ta książka przypadnie Ci do gustu.

Bardzo duży zawód, bo książka mianuje się jednym z kilku Opus Magnum autora, a w wielu elementach ustępuje innym pozycjom, które nie przytłaczają tak rozmachem i na siłę nie starając się być epickim dziełem. Respekt dla skali, ale niedosyt emocji, postaci i świata, którego nie czuć pod palcami. A dodam, że książka w ebooku na legimi dobija do 2000 stron :grinning:

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Osobisty licznik: 13/128
i Bingo! (pierwsza kolumna z lewej 1+6+11+16+21) ;)
Oznaczam jako: 1 - książka, która sprzedała się w milionach

Pokaż więcej komentarzy (15)

Gruba ryba

w Książki

20piorunów

114 + 1 = 115

Tytuł: Polowanie na małego szczupaka

Autor: Juhani Karila

Kategoria: fantasy, science fiction

Wydawnictwo: Marpress

Format: e-book

ISBN: 9788375282405

Liczba stron: 340

Ocena: 7/10

Prywatny licznik: 1/18

Goodreads

Lubimy czytać

Elina musi co roku wrócić w swoje rodzinne strony, do Laponii, aby złowić szczupaka żyjącego w jeziorku Oś. Zależy od tego jej życie. Do tego ściga ją policjantka w sprawie o morderstwo. Jak to się wszystko ze sobą wiąże? O tym dowiadujemy się już w trakcie tej magicznej podróży w te tajemnicze regiony.

Książka jest pełna lokalnego folkloru wymieszanego z magią, mitologią i gwarą w której porozumiewają się mieszkańcy tych ziem. Wszystko to daje specyficzną, ale bardzo smaczną mieszankę. Mamy tu niepowtarzalny klimat - zastanawiałem się jak to opisać i powiedziałbym, że to mieszanka świata Wiedźmina, lekko doprawiona przaśnością Jakuba Wędrowycza, osadzona na dalekiej północy Finlandii.

Czytało się to bardzo przyjemnie, jedynie wspomniana gwara którą pisane są wszystkie dialogi na początku ciekawiła, po chwili zaczęła trochę irytować, ale szybko się do niej przyzwyczaiłem i później wydawała się już naturalna. Z resztą bez niej była by to kompletnie inna książka, co fajnie opisuje w posłowiu polski tłumacz.

Dołączam też do czytelniczego bingo. Książka pasowałaby mi do kilku kategorii, ale niech będzie "nowy autor" :smiley:

Wygenerowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fanatyk4piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Gruba ryba3piorunów
Pokaż więcej komentarzy (3)

Gruba ryba

w Książki

14piorunów

108 + 1 = 109

Tytuł: Tybet. Zawsze jest o co walczyć

Autor: Dagmara Babiarz

Kategoria: reportaż

Wydawnictwo: Saga Egmont

Format: audiobook

Ocena: 6/10

Czas trwania: 4h 44min

Czytała: Anna Ryźlak

Zachęcony postanowiłem przełamać nieco ciąg sci-fi/fantasy i dla odpoczynku spróbować czegoś zupełnie innego. To nie jest gatunek, którego regularnie słucham, czy czytam, więc dla mnie była to miła odskocznia.

Reportaż podany w lekkostrawnej, przyjaznej formie, bardzo na luzie. Autorka zaczyna od pełnych kontrastów Chin, następnie przechodzi do Tybetu, by w końcu dotrzeć do Nepalu, a na koniec nawet do Indii. Poszczególne rozdziały opatrzone zostały krótkimi encyklopedycznymi wtrąceniami, rozwinięte w formie osobistych wspomnień z wyprawy. Bardzo podobały mi się spotkania ze zwykłymi ludźmi i przelotny wgląd w codzienność tak bardzo odmienną od tej, którą znam. W efekcie wyszło jednak średnio, gdyż oczekiwałem bardziej szczegółowej relacji z pobytu w samym Tybecie, natomiast spore fragmenty dotyczące Chin i Nepalu rozmyły obraz i pozostawiły niedosyt.

Pokaż więcej komentarzy (2)