Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#bapitankombaczyta

Fenomen

w Hydepark

27piorunów

1260 + 1 = 1261

Tytuł: Wojenne herstorie. Wspomnienia kobiet z lat 1939-1945
Autor: Alicja Balcerzak
Kategoria: książka popularnonaukowa
Wydawnictwo: Kaszubskie Forum Kultury
Format: papierowa
ISBN: 978-83-8365-087-6
Liczba stron: 291
Ocena: 8/10

Prywatny licznik 16/50

W skrócie mogę napisać, że jest to po prostu zbiór relacji kobiet, które przeżyły II wojnę światową. Takie postawienie sprawy byłoby jednak zbyt proste. Autorka zdecydowała się przedstawić historie kobiet, które przeżyły II wojnę światową, z wielu różnych perspektyw. Jak jest część poświęcona powstaniu warszawskiemu, to głos oddano zarówno powstańczyni jak i cywilowi (cywilce?). Wprowadzone było tylko jedno kryterium: bohaterka rozdziału musiała mieć spisane wspomnienia (bez różnicy, czy były to relacje spisywane na bieżąco czy po wojnie), bo właśnie to źródło stanowiło podstawę do przedstawienia danej postaci. Autorka podjęła się analizy pamiętnika wdowy z wykształceniem podstawowym, która spisała swoje wrażenia po upadku powstania, pamiętnik nastolatki, która mieszkając w Warszawie przez długi czas nie rozumiała wojny, wspomnienia Anieli Dębskiej (matki muzyka Krzesimira Dębskiego) z ataku Ukraińców w Kisielinie jak i również perspektywę Niemki z Gdańska po zakończeniu wojny. Bardzo szeroki wybór przedstawiający kobiet różnych narodowości, stanów czy wykształcenia, pokazujący złożoność problemu z jak największej perspektywy.

Przy książkach poświęconych herstorii jestem dość ostrożny, bo trwająca od kilku lat moda na tę dziedzinę historii sprawia, że rynek jest zalewany książkami, które będąc pisane pod tezę lub wyłącznie pod wpływem mody marnują ważny temat (tu patrz np. wszystko, co łączy herstorię z chłopomanią, z "Chłopkami" na czele). "Wojenne herstorie" pozytywnie się wyróżniają. Przede wszystkim doceniam koncepcję, by pokazać historie kobiet z II wojny światowej w tak szerokim zakresie. Książkę czyta się sprawnie, jest napisana dobrym językiem, nie znalazłem w niej żadnych wpadek redakcyjnych.

GURU0piorunów

Ostatnio modne jest wyłuskiwanie historii kobiet. W podobnym duchu jest książka Wypędzone Helene Plüschke, która zawiera kilka historii kobiet ze Śląska. Jedynie opowieść hrabiny jest pisana i redagowana po latach, co powoduje że jest najsłabsza z całego zbioru. Ale pozycja warta uwagi

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fenomen

w Hydepark

28piorunów

1230 + 1 = 1231

Tytuł: Władca much
Autor: William Golding
Kategoria: powieść
Wydawnictwo: Mediasat Poland
Format: papierowa
ISBN: 83-89651-78-5
Liczba stron: 181
Ocena: 9/10

Prywatny licznik 15/50

Na skutek katastrofy lotniczej grupa chłopców trafia na bezludną wyspę. Nie mając nad sobą dorosłych przez pierwsze dni żyje beztrosko. Budowa własnej małej społeczności spełza jednak na niczym. Przez pierwsze dni kontrolę nad grupą sprawuje Ralf, ale z czasem jego konkurent Jack tworzy grupę myśliwych, która wprowadza dziki terror. Dochodzi do upadku mikrospołeczeństwa.

Książkę po raz pierwszy czytałem w wieku trzynastu lat, gdy w gimnazjum po raz pierwszy pojawiło się hasło antyutopia i zainteresowałem się tym gatunkiem literackim. No, jakiś udział w sięgnięciu po tytuł miał również... serial Włatcy móch, który był wówczas produkowany. Po kilkunastu latach pamiętałem tylko konchę jako symbol demokracji, Prosiaczka i Simona. Gdzieś przewijały mi się również kadry z ekranizacji z 1990 roku, którą po raz pierwszy obejrzałem... w momencie pisania tejże recenzji. Książkę po raz drugi przeczytałem w ten weekend, już z zdecydowanie większym zrozumieniem.

Mam świadomość, że ludzi darzę głęboką nieufnością i w każdym obcym widzę wroga. Historia, którą napisał Golding, nie wzbudza we mnie zaskoczenia. Człowiek z natury jest zły i bez kontroli z zewnątrz doprowadzi do krzywdy swojej i innych. Powieść jest uniwersalną historią o upadku człowieka. Tylko pojedyncze elementy (wspomnienia o istnieniu telewizji i wojny nuklearnej na świecie) wskazują, że książka powstała nie wcześniej niż po 1945, a nie np. w XIX wieku. Bohaterowie są bardzo dobrze nakreśleni. O ile Jack od samego początku jest przedstawiany jako ten zły, czytając ma się mieszane odczucia co do Ralfa i Prosiaczka. Dopiero z czasem zaczyna się ich dostrzegać inaczej. Nie jestem zaskoczony, że książka uchodzi za kanon XX-wiecznej literatury.

Ekranizacja z 1990 roku jest luźną adaptacją książki. Jak mi ktoś podpowie, jak tu zrobić spoiler, to wymienię różnice w komentarzu. Jest jeszcze wersja z 1963 roku. Jak znajdę kiedyś wolny czas i pirat... znaczy film to również obejrzę.

Na zakończenie pozostaje mi dodać, że ilekroć pojawiał się w książce Prosiaczek, to wyobrażał go sobie jako... A'Tomka z komiksów Papcio Chmiela. Ot biedak trafił na Sentinel Północny.

GURU7piorunów

Wspaniala ksiazka, nie dosc ze tresc top, to napisana pieknym jezykiem ;
“Przykucnął z twarzą o kilka cali od tropu A potem wpatrzył się w półmrok poszycia Jego ruda czupryna, znacznie dłuższa niż w dniu przybycia na wyspę, była teraz jaśniejsza a nagie plecy pokrywała masa ciemnych piegów i płatki łuszczącej się skóry. W ręku trzymał długi zaostrzony kij. Oprócz wyświechtanych przepasanych paskiem szortów - nie miał na sobie nic Zamknął oczy, zadarł głowę i powoli wciągnął w rozszerzone nozdrza ciepły prąd powietrza pragnac znaleźć w nim jakąś wskazówkę I on, i las... trwali w zupełnym bezruchu.”

Fenomen

w Hydepark

27piorunów

1205 + 1 = 1206

Tytuł: Kronika polska
Autor: Gall Anonim
Kategoria: kronika
Wydawnictwo: Ossolineum / DeAgostini
Format: papierowa
ISBN: 83-7316-258-5
Liczba stron: 267
Ocena: 8/10

Prywatny licznik 14/50

Kronika Galla Anonima jest w zasadzie wszystkim znana jako pierwsza polska kronika, ale zapewne bardzo mało z nas ją czytało. W zeszłym roku udało mi się kupić egzemplarz za złotówkę z tłumaczeniem Romana Grodeckiego i opracowaniem Mariana Plezi, w tym obiecałem, że przeczytał ją z okazji 1000. rocznicy koronacji Bolesława Chrobrego na króla Polski. No troszkę się zasiedziałem, ale zdążyłem w tym roku.

Oceniając tę książkę nie oceniam na tyle samej kroniki, co przekład i opracowanie. To jest bardzo dobrze wykonana praca. Jak zacząłem czytać dzisiaj rano to jeszcze dzisiaj skończyłem. Wstęp w sposób przystępny przedstawia sylwetkę nieznanego nam dobrze Galla Anonima, opisuje wartość historyczną i literacką kroniki oraz jej historię w ciągu wieków. Sama kronika składa się z trzech części. Jako, że ta była spisywana za panowania Bolesława Krzywoustego, nie ma co się dziwić, że najwięcej miejsca poświęcono mecenatu. Jak wiele? A no księgę drugą i trzecią, historia Piastów została ograniczona do księgi pierwszej. Samo tłumaczenie czyta się dobrze, treść - no Bolesław Krzywousty i jego przodkowie Bolesławowie są po prostu najlepsi. Kronika miała przede wszystkim chwalić władcę, który zlecił napisanie księgi, stąd należy mieć na uwadze pominięcie paru wątków, np. o oślepieniu brata, z którym Bolesław był skonfliktowany. Przesadne poświęcenie uwagi na sukcesy Krzywoustego stanowią jedyny poważny minus tej książki. No chciałoby się poczytać więcej o poprzednikach. Gall nie napisał, to potem przyszły Bieszki i nabazgrały swoje uzupełnienia... Przypisy umieszczone pod tekstem (uczcie się wydawcy! Co to za głupia moda z wyrzucaniem przypisów na koniec książki?!) wyjaśniają trudniejsze rzeczy i detale.

Jeśli chodzi o wartość naukową to opracowanie jest cenne, ale muszę zaznaczyć, że w zeszłym roku ukazało się nowe tłumaczenie, wydane przez Wydział Nauk Historycznych i Bibliotekę Uniwersytecką Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Mam to na uwadze, gdyż posiadane przeze mnie opracowanie wydało De Agostini w 2003 roku, ale na podstawie wydania z Zakładu Narodowego im. Ossolińskich z 1996 roku.

Polecam przeczytać "Kronikę" choćby dlatego, że jest to najstarsza polska kronika i stanowi po prostu kanon naszej historii i literatury.

Fenomen

w Hydepark

37piorunów

1202 + 1 = 1203

Tytuł: My
Autor: Jewgienij Zamiatin
Kategoria: dystopia
Wydawnictwo: Alfa
Format: papierowa
ISBN: 83-7001-293-0
Liczba stron: 183
Ocena: 9/10

Prywatny licznik 13/50

Podobno pierwowzór "Nowego wspaniałego świata" Huxleya i "Roku 1984" Orwella. W Państwie Jedynym obywatele są poddani nieustannej inwigilacji. Wszyscy żyją w domach ze szklanymi ścianami (spełniony sen Żeromskiego!), poddani wiecznej kontroli. Największą chorobą jest wyobraźnia. Główny bohater Δ-503 cieszy się, że nie istnieje wolność i indywidualizm, które prowadzą tylko do chaosu i anarchii. Jako narrator powiada o tym, jak zaczął chorować na posiadanie duszy i zacząć odczuwać miłość. Nie ukrywam, że jest to jedna z moich ulubionych powieści, do której wracam raz w roku.

To nie jest wyłącznie klasyczna dystopia, ale o tym nieco później. Powieść Zamiatina jest osadzona w bardzo dalekiej przyszłości, gdzie starożytnością oznacza się epokę, w której ludzie grali na fortepianie i jedli chleb. Nie wiadomo, gdzie Państwo się mieściło, wiemy tylko, że jest to duże uporządkowane miasto otoczone wielkim lasem. To nie jest stalinizm, który Zamiatin poczuł na własnej skórze. To nie jest żaden ze współczesnych modeli totalitaryzmów, choć Chińczycy systematycznie dążą do modelu opisanego przez Zamiatina.

Jest jeszcze jedna rzecz, którą warto przedstawić, opowiadając o książce, a którą pomija się przy rozmowach o niej. Samotność. Wszyscy żyją zgodnie z harmonogramem (Godzinami Osobistymi). Miłość nie istnieje. Główny bohater opowiada, że jego ukochanym utworem z czasów starożytnych jest... "Rozkład jazdy kolei", ponieważ ma wiele liczb. Ogólnie narrator jako matematyk stara się wszystko sprowadzić do równań. Jakiekolwiek odejście od Godzin Osobistych (jak udanie się z I-330, w której się zakochał, do Domu Starożytnych) powoduje ogromny dyskomfort. Główny bohater zostaje przedstawiony jako - stereotypowy mimo wszystko - autysta, który czuje się bardzo bezpiecznie, mając zaplanowane całe życie i mieszkając w mieście zaprojektowanym od linijki. Zupełnie inna postać od Dzikusa z "Nowego wspaniałego świata", który wpojoną miał niezależność czy też od Winstona Smitha z "Roku 1984", który miał swoje emocje, ale tłumił je ze strachu przed ewaporacją.

Czytane przeze mnie wydanie pochodzi z 1989 i jest pierwszym oficjalnym wydaniem w Polsce. Nie wiem czy tytuł ten krążył w Polsce w drugim obiegu. W ZSRR jeszcze w latach 30. książka została wydana jako samizdat, a oficjalnie ukazało się w 1988 roku.

(kolejny wpis dodany ręcznie - nie wiem dlaczego aplikacja Bookmeter u mnie nie działa. Trochę szkoda, bo moje wpisy nie są odnotowywane w statystykach, ale chrzanić to)

Pokaż więcej komentarzy (4)

Fenomen

w Hydepark

39piorunów

1133 + 1 = 1134

Tytuł: Imię róży
Autor: Umbert Eco
Kategoria: powieść kryminalna
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Format: papierowa
ISBN: 83-7392-133-8
Liczba stron: 605
Ocena: 9/10

Prywatny licznik 12/50

Jest rok 1327. Bo opactwa benedyktynów w północnych Włoszech przybywa uczony franciszkanin Wilhelm z Baskerville wraz ze swoim uczniem i sekretarzem Adso z Melku. W klasztorze jest problem - za kilka dni ma tam odbyć się debata teologiczna, a tu nagle w tajemniczych okolicznościach ginie mnich. Z kolejnym dniem giną kolejni zakonnicy. Wilhelm z Baskerville orientuje się, że wyjaśnienie tajemniczych zgonów kryje się w klasztornej bibliotece, gdzie w salach tworzących labirynt zgromadzono tysiące tytułów, w tym te uważane za niebezpieczne.

Raptem trzy lata książka czekała na półce do przeczytania. W sobotę zabrałem się do jej czytania, by mieć co robić w drodze do Krakowa. Poszło pierwsze 250 stron i obiecałem sobie, że szybko dokończę, bo historia bardzo wciągnęła. No i dzisiaj udało się ukończyć.

Nie była to łatwa książka, część pobocznych wątków mi umknęła. Książka jest obfita w różne motywy z historii, sztuki, religii i pełna zwrotów w języku łacińskim, co nieco przytłaczało. No... momentami czułem się jak ignorant.

Na pewno w przyszłości wrócę do tej książki. W weekend zaś biorę się za ekranizację.

Pokaż więcej komentarzy (5)

Fenomen

w Hydepark

18piorunów

1113 + 1 = 1114

Tytuł: Sztuka Syrii
Autor: Michał Gawlikowski
Kategoria: album, książka popularnonaukowa
Wydawnictwo: Wydawnictwa Artystyczne i Filmowe
Liczba stron: 302
Ocena: 7/10

Prywatny licznik 11/50

Tytuł mówi prawie wszystko. Album jest poświęcony sztuce Syrii od czasów najdawniejszych po Syrię chrześcijańską. Książeczkę kupiłem na wyprzedaży taniej książki za 2 zł. Ciekawe się to czytało, ale że nie jestem aż tak dobrze zorientowany to stosunkowo niewiele zapamiętałem. Na pewno będę w przyszłości wracać do jakichś fragmentów, np. o Palmyrze (j⁎⁎ać ISIS za zniszczenie Palmyry). Książka została wydana w 1976 roku, przez co muszę nieco ostrożnie podchodzić do informacji w niej zawartych, bo szczegóły dotyczące dat, władców, zabytków mogły się zmienić wraz z kolejnymi badaniami archeologicznymi.

Fenomen

w Hydepark

24piorunów

1052 + 1 = 1053

Tytuł: Diabelska alternatywa
Autor: Frederick Forsyth
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Amber
ISBN: 83-85779-17-3
Liczba stron: 400
Ocena: 6/10

Prywatny licznik 10/50

Na skutek bardzo słabych plonów ZSRR grozi klęska głodu na niespotykaną skalę. Świat staje w obliczu kryzysu, ZSRR chcąc za wszelką cenę zapobiec katastrofę u siebie jest gotowy na wszystko, łącznie na taktyczne uderzenie bronią nuklearną. W tym samym czasie dochodzi do morderstwa szefa KGB. Po tym jak mordercy zostają ujęci, ich mocodawca Andrew Drake, fanatyczny Ukrainiec nienawidzący ZSRR za wszystkie krzywdy, porywa norweski tankowiec wiozący miliony ton ropy naftowej. Grożąc skażeniem Morza Północnego domaga się uwolnienia swoich towarzyszy. Kryzys może rozwiązać brytyjski agent zainstalowany w Moskwie, Adam Munro.

To jest druga, po "Dniu Szakala" powieść Forsytha, którą przeczytałem. Książkę kupiłem na kiermaszu za 2 złote. Używana i brzydko wydana książka czekała wiele miesięcy, aż w końcu po nią sięgnę. W końcu się zmobilizowałem w połowie czerwca, gdy świat obiegła informacja o śmierci pisarza.

"Diabelską alternatywę" czytało się dobrze, ale muszę przyznać, że w decydującym dla opowieści momencie tempo wyraźnie siadło. Czytając łatwo można było dostrzec podobieństwa do rzeczywistych postaci (premier Joan Carpenter to oczywiście Margaret Thatcher, a Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Stanislaw Poklewski to nikt inny jak Zbigniew Brzezinski. Radzieccy generałowie to stereotypowi radzieccy generałowie. Szpiedzy jak to u Forsytha, wykonują swoją pracę, wdają się w intrygi, ale nie wzbudzają oni takiej niechęci jak błaznujący Bond. Można przeczytać, choć nie jest to powieść dorównująca "Dniu Szakala".

Fenomen

w Hydepark

28piorunów

994 + 1 = 995

Tytuł: UFO, Däniken i zdrowy rozsądek
Autor: Janusz Gil
Kategoria: popularnonaukowa
Wydawnictwo: Wiedza i Życie
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-86805-12-9
Liczba stron: 222
Ocena: 7/10

Prywatny licznik 9/50

Zacznę od dygresji. Wyobrażacie sobie, że w tych nieszczęsnych latach 90., gdy zniesiono cenzurę, a Polskę zalała fala nieznanych wcześniej przeciętnemu Kowalskiemu ruchów religijnych, pseudonauki, kontrowersyjnych ideologii i innych dziwactw ktoś w Ministerstwie Edukacji Narodowej wpadł na pomysł, by do listy zalecanych lektur na poziomie szkoły średniej dać podręcznik profesora nauk fizycznych, który wyjaśnia błędy w książkach Dänikena, będącego ikoną pseudonauki. Co k⁎⁎wa poszło nie tak, że dzisiaj polska edukacja jest gówno warta, skoro ma głęboko w nosie nauczanie fizyki i innych nauk ścisłych i przyrodniczych, ograniczając program do absolutnego minimum?

Książka Janusza Gila to popularnonaukowa rozprawka wyjaśniająca błędy i przeinaczenia w publikacjach Dänikena. "UFO, Däniken i zdrowy rozsądek" składają się z sześciu rozdziałów, przy czym trzeba wyraźnie zaznaczyć, że tylko jeden z nich (stanowiący co prawda jedną trzecią książki, ale jednak nie większość) dotyczy stricte Dänikena. Pozostałe rozdziały poświęcone są odpowiednio: fenomenowi UFO, teorii względności i paradoksowi bliźniąt, "czym jest teoria" (o roli zdrowego rozsądku i prawidłowym stawianiu pytań w badaniach naukowych), historii Wszechświata i poszukiwaniu cywilizacji pozaziemskich. Rozdziały są tak napisane, że można je czytać w dowolnej kolejności.

Janusz Gil pisze przystępnie. Nie ukrywa, że niektóre rzeczy wymagają dokładniejszej lektury. Gdyby ktoś liczył na ostrzejsze pióro, np. w stylu Dawkinsa walczącego z kreacjonizmem religijnym, to już studzę nadzieję: Gil podchodzi do tematu na spokojnie, gdzie trzeba gani Dänikena, ale w jakiś sposób tłumaczy jego zachowanie i jest taktowny.

Książka ma trochę fajnych ciekawostek, które można byłoby wrzucić na hejto w krótkiej serii wpisów wyjaśniających błędy wokół Dänikena i jemu podobnych zwolenników paleoastronautyki. Moją ulubioną jest opis rzekomego odnalezienia UFO w górach Kaukazu, który miał wzbudzić zainteresowanie czytelników jednego ze światowych bestsellerów poświęconych pojazdom pozaziemskim. UFO okazało się być makietą zbudowaną na potrzeby filmu "Na srebrnym globie" Andrzeja Żuławskiego. Cieszy mnie polski wkład w obalanie fałszywek.

Recenzowaną książkę należy dzisiaj czytać ostrożnie. Przyczyna jest prozaiczna: książkę wydano trzydzieści lat temu i część informacji (zwłaszcza te o historii Wszechświata) są nieaktualne. Według dzisiejszej nauki wiek Wszechświata to 13,7 lub 13,8 mld lat, a nie 15 mld. Nadmienione odkrycia planet pozasłonecznych przez Wolszczana są traktowane jako coś, co znacznie wzmacnia hipotezę o istnieniu planet wokół innych "słońc". W 2022 roku znano ok. 5 tys. planet pozasłonecznych. Na pewno przez ostatnie trzy lata liczba ta wzrosła. No i Plutona zdegradowano do planety karłowatej 😒 Główne mięsko, jakim jest analiza poglądów Dänikena broni się nadal.

Lider5piorunów

@BapitanKomba o panie, ja "odziedziczyłem" chyba z 15 książek tego mitomana. I tak, byłem już w tamtym momencie świadom tego, że Daniken tworzy sobie te wszystkie opowieści dziwnych treści i próbuje to cisnąć jako literaturę faktu (xD) i miałem to po prostu wy⁎⁎⁎ać z miejsca do śmieci, ale jakoś tak ciekawość mnie wzięła i stwierdziłem "c⁎⁎j, muszę to sprawdzić, najwyżej będzie zabawnie".

... to może tak. Gdyby poprawić warsztat pisarski, trochę zmienić styl i rozszerzyć kontekst, to spokojnie możnaby z tego zrobić jakiś nie wiem... spinoff Pana Lodowego Ogrodu, albo coś w tym stylu. Ale jeśli chcesz to czytać na poważnie to ja naprawdę nie byłem przygotowany na to. Bardzo nie byłem. Scrollowanie przez materiały na sadolu przez godzinę było mniej drenujące, niż czytanie tego... czegoś. I im dłużej to czytałem tym bardziej miałem takie uczucie, że jestem szambonurkiem w jednym z tych magicznych kostiumów, w które się ubierają jak wchodzą do pełnego szamba... tylko że będąc w środku okazuje się, że w tym kostiumie jest malutka dziurka, przez którą sączy się gówno.

Fenomen

w Hydepark

23piorunów

977 + 1 = 978

Tytuł: Wojna polsko-ruska pod flagą biało-czerwoną
Autor: Dorota Masłowska
Kategoria: pastisz
Wydawnictwo: Lampa i Iskra Boża
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-89603-63-0
Liczba stron: 207
Ocena: 6/10

Prywatny licznik 8/50

(wpis dodany ręcznie, Bookmeter coś nie działa)

Miałem zacząć jakimś przemówieniem, że każdy słysz... dobra, dobra, Lewy, oddaję Ci głos:

CO K⁎⁎WA, LEJ TĄ WODĘ I STRESZCZAJ SIĘ Z [#codziennepiciu](/tag/codziennepiciu) PRZEZ TAGI, BO [@Wrzoo](/uzytkownik/Wrzoo) CHCE SIĘ PIĆ, K⁎⁎WA, A JA NIE, TO JA TAM WEJDĘ I CI NALEJĘ, LECZ TEGO BYŚ NIE CHCIAŁ(A).

Dziękuję Lewemu za komentarz, który idealnie oddaje to, co mamy w książkę. Każdy słyszał, ale zapewne niewielu czytało, jak to z każdym przebojem bestsellerem literackim w Polsce. Książka ukazała się w 2002 roku, gdy miałem sześć lat. Przez lata słyszałem o tej książce, ale zawsze w kontekście "Co ta Masłowska pisze, to upadek języka polskiego, tania prowokacja". Pierwszy raz czytałem "Wojnę" pięć lat temu, lecz niewiele z niej rozumiałem. Eksperyment językowy mi się nawet spodobał, ale brak fabuły sprawił, że gdzieś od połowy książkę zacząłem kartkować książkę bez większego zrozumienia, byle ją "zaliczyć". Po raz drugi podszedłem do tej książki w tym tygodniu za sprawą nowego odcinka Podcastexu o Dorocie Masłowskiej.

Język, którymi posługują się bohaterowie, nadal mnie ciekawi. Nie zgodzę się jednak z opinią, że była to pierwsza powieść dresiarska, ponieważ po stereotypowych dresach nie spodziewałbym się takiego słownictwa. Niby bogatego, a faktycznie będącego literaturoznawczym odpowiednikiem zimbabwejskiej hiperinflacji. Trzeba jednak mieć głowę, by wymyślić np. takie coś: "Iż Zachód śmierdzi, ma zniszczone środowisko, które zaśmieca różnymi związkami nienaturalnymi, PCV, CHVDP. Iż panują tam żydobójcy, robotnikobójcy, mordercy, którzy utrzymują się i swe nieślubne dzieci z ucisku, z tego, że sprzedają ludziom firmowe gówna w firmowym papierku sprzedawane przez firmę Mc Donald's". Po stereotypowym dresie spodziewałbym się zdecydowanie uboższych zdań i brak jakiekolwiek własnego zdania.

Fabułę zrozumiałem, ale jest ona niezwykłe uboga. Ot Silny ma problemy z kobietami, zdycha jego pies, idzie z Lewym do baru, bije się z Lewym i trafia na komisariat. W końcu z grubsza wiem, o co chodzi w tej książce, ale sama historia kompletnie mnie nie interesuje, jest po prostu nudna. Powiedzmy jednak, że fabuła stanowi dodatek do dresiarskiego pidżynu.

Wydanie, które mam teraz na biurku, pochodzi z 2009 roku i trafiło do księgarń za sprawą zbliżającej się wówczas ekranizacji powieści. Książkę zdobią kadry lub zdjęcia promocyjne filmu (nie wiem dokładnie, nie oglądałem ekranizacji). Na stronach 110-111 jest zdjęcie grilla. Na ruszcie kiełbaski, inne mięso i ludzka głowa. Na drugim planie, za grillem, załamane małżeństwo, na około 60-latków. Ta obcięta głowa to mój stan wyjściowy po przeczytaniu książki.

Oj polska kultura pop wiele by zyskała, gdyby Walaszek nakręciłby crossover Blok Ekipy z Silnym i jego znajomymi.

Kosmonauta0piorunów

Nie znam się to się wypowiem. Na temat książki to się nie wypowiem nie czytałem, ekranizacja za to zrobiła na mnie bardzo duże wrażenie, jest to jeden z niewielu filmów które mogę oglądać co jakiś czas i zawsze będzie ciekawy. Kolejna ciekawostka to rola Soni Bohosiewicz bardzo mi się spodobała i dobrze to zagrała. To co później że sobą zrobiła to jakaś pomyłka, nie rozumiem dlaczego kobiety dąrzą do jakiegoś swojego wyimaginowanego ideału. Nie rozumieją że to właśnie jakieś niedociągnięcia są ich mocną stroną. Ale odjechałem 😁
Pozdrawiam Serdecznie

Osobistość0piorunów

Jeżeli chodzi o film to jest jedyny którego nie trawię mając jednocześnie odruchy wymiotne. Aktorzy perfekcyjnie zagrali postacie których się nie nienawidzi ale którymi się brzydzi bo tu wszystko jest obrzydliwe.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Fenomen

w Książki

41piorunów

968 + 1 = 969

Tytuł: Bohaterowie upodleni
Autor: Dariusz Rozwadowski
Wydawnictwo: Fortium Verb
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-953663-0-7
Liczba stron: 206
Ocena: 1/10

(sorry, ale Bookmeter nie przewiduje oceny 0/10, więc podniosłem do jedynki)

Prywatny licznik 7/50

Początkowo obiecywałem sobie, że będę wrzucać tutaj recenzje książek czytanych na bieżąco. Poniższy tytuł przeczytałem miesiąc przed dołączeniem do akcji. Obiecywałem sobie również, że nie będę uwzględniać książek, które czytam z racji pełnienia swojego zawodu. Ale kurczę, ta książka jest tak zła i dzisiaj znowu przewinęła mi się przez ręce, że uznałem dla dobra sprawy, by jednak coś o niej napisać.

Będą spoilery.

"Bohaterowie upodleni" Dariusza Rozwadowskiego to zbiór czterech opowiadań, których akcja toczy się z grubsza w I połowie XX wieku. Pierwsze opowiadanie ma miejsce podczas powstania warszawskiego i później. Młody chłopak bierze udział w powstaniu, widzi jak oddział Dirlewangera gwałci jego ukochaną (tak, powieść zaczynami od takich wątków). Jednocześnie próbuje uporządkować sobie życie po utracie ojca, którego zamordowano w Katyniu. Po wojnie chłopak dołącza do partyzantki. Ginie, jest chowany w bezimiennym grobie, jedyny ślad po nim to teczka (domyślnie w IPN), w której jest list od ojca.

Druga historia skupia się na losach trzech pilotów, którzy walczą na Zachodzie. Oczywiście piloci są niezłomni, ale Zachód ich zdradza. Tu strzelanie, tam romans, tam źli Anglicy, ogólnie chaos na papierze, który ciężko streścić. Wszyscy piloci umierają w przykrych okolicznościach, ostatni z nich w zapomnieniu jak Skalski, podczas gdy "komunistyczni oprawcy cieszyli się jesienią swojego życia w dostatku" (cytat z książki). Taka dygresja: Skalski miał przykre ostatnie lata życia, został okradziony i dożywał w domu pomocy społecznej, ale totalnie zapomniany nie został, skoro na jego pogrzebie stawili się Ryszard Kaczorowski i Andrzej Lepper. Inna sprawa, że Skalski na stare lata okazał się być nacjonalistą z krwi i kości, czym mógł zrazić wielu.

Trzecie opowiadanie jest poświęcone młodemu małżeństwu. Ona została wywieziona do robót przemysłowych, on trafił do Auschwitz. W Polsce stalinowskiej ona nie rozumie, dlaczego on podjął pracę w więzieniu mokotowskim jako strażnik. Tłem do opowieści jest historia rotmistrza Pileckiego (w powieści tylko rotmistrzem), który został zakatowany przez komunistę (też bezimienna postać, o kim nowa, akapit niżej), który handlując walutą i złotem zrabowanym przez Niemców więźniom miał bać się, że Pilecki ujawni prawdę o jego występkach. Małżeństwo popełnia samobójstwo - ona odbiera sobie życie nie mogąc pogodzić się z pracą jej męża, który biernie przyglądał się egzekucji rotmistrza. On zaś wiesza się z rozpaczy po utracie żony.

Zatrzymajmy się tutaj, bo od razu wychodzi największy problem z tą książką. Tak, wszystko jest pisane pod tezę, byle pokazać Polaków jako świętych, którzy są ofiarami Niemców, Sowietów/Rosjan, Zachodu, Ukraińców. Wszyscy patrioci kończą marnie. Ale nie, to nie jest główny problem z tą powieścią. Autor wykazał się wyjątkowym skurwysyństwem, oszukując czytelników fałszywym obrazem historii. Wróćmy do wątku rotmistrz-komunista. Na stronie 129 można przeczytać o więźniu nr 62933, który handlował złotem i miał podejrzane kontakty z gestapo. Nie wzbudzał zaufania, ale zdołał wkręcić się w ruch oporu organizowany przez rotmistrza. Po wojnie więzień nr 62933 został premierem. Bojąc się ujawnienia haniebnej przeszłości obozowej zdecydował się wydać wyrok śmierci na Pileckim. Po wpisaniu w Google "więzień + 62933 + Auschwitz" od razu dowiemy się, że autor pił do Cyrankiewicza. Skąd ta historia o jego haniebnej roli w Auschwitz? Plotkę stworzyli w 2007 roku Wprost i parę innych mediów prawicowych. Źródłem miały być jakieś nieznane wcześniej relacje więźniów oraz krewnych Pileckiego. Muzeum Auschwitz-Birkenau badając sprawę orzekło, że z zachowanych dokumentów wynika jednak, że Cyrankiewicz i Pilecki nie mieli okazji spotkać się w obozie, zaś gdyby Cyrankiewicz faktycznie należał do kolaborantów to Pilecki napisałby o tym w raporcie lub w którymś z meldunków. Sam Cyrankiewicz być może nawet nie wiedział, że Pilecki to nikt inny jak Tomasz Serafiński, pod którym to nazwiskiem rotmistrz był zarejestrowany w obozie. Cyrankiewicz to oczywiście menda zasługująca na potępienie chociażby za 1956, ale nie trzeba zmyślać dodatkowych historii, które mają go pokazać w jeszcze gorszym świetle. Zwłaszcza, że w Auschwitz faktycznie pomagał więźniom. Na tylnej okładce książki wydawca zapewnia, że cztery opowiadania sprawnie łączą fikcję literacką z prawdą historyczną. Nie chce pytać, co tutaj jest fikcją, a co prawdą. Fałszowanie historii pod płaszczem powieści, ohyda.

Czwarte opowiadanie czytałem po łebkach, oburzony tym, co przeczytałem wcześniej. Mamy historię dowódców Wojska Polskiego II RP z perspektywy orląt lwowskich. W skrócie: dzieci wykazują się odwagą, najwyżsi wojskowi tchórzą. Bzdurne i szkodliwe.

Autor tej książki jest... nauczycielem historii. Po przeczytaniu tejże książki poszukałem dodatkowych informacji o autorze. Przed "Bohaterami upodlonymi" Rozwadowski napisał książkę "Marksizm kulturowy. 50 lat walki z cywilizacją Zachodu". Jako historyk facet jest wyjątkowym szkodnikiem pokazującym czarno-biały i miejscami sfałszowany obraz historii Polski. Nie wiem do kogo adresowana jest ta książka, ale mając na uwadze wykonywany zawód podejrzewam, że dla młodzieży. Pod względem literackim czyta to się jak harlequin. Kiepskie pióro, postacie kartonowe i jednowymiarowe, dla przeciętnego czytelnika niezbyt wciągające. Historyk może się zainteresuje, ale w ramach ćwiczenia intelektualnego, by wynotować jak najwięcej absurdów i kłamstw historycznych.

Nie napiszę, że książka nadaje się do pieca, bo jeszcze autor zacznie porównywać się z niemieckimi intelektualistami, którzy po narażeniu się Hitlerowi musieli oglądać, jak ich książki są publicznie palone. Ale odradzić mogę z całego serca. Glejak intelektualny.

Fenomen3piorunów

Najbardziej lubię recenzje książek których czytać nie warto. Dzięki. Teraz jeszcze bardziej jej nie kupię 👍

Fenomen

w Książki

35piorunów

961 + 1 = 962

Tytuł: Kosmos Einsteina
Autor: Michio Kaku
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-8352-112-1
Liczba stron: 207
Ocena: 7/10

Prywatny licznik 6/50

Zgrabnie napisana biografia Alberta Einsteina i opis jego odkryć na polu fizyki. Odkrycia Einsteina zostały opisane przystępnym językiem, na tyle, by osoby niezwiązane z fizyką (np. ja) wiedziały, o co w tym wszystkim chodzi. Choć autor jest zafascynowany Einsteinem, jest na tyle uczciwy, by wskazywać gdzie konieczne, gdzie ów geniusz popełniał błędy zarówno w świecie naukowym jak i prywatnym. Książka składa się z kilku rozdziałów, każdy z nich jest poświęcony innemu zagadnieniu z życia Einsteina. Ostatni rozdział opisuje rolę odkryć Einsteina w badaniach prowadzonych po jego śmierci przez kolejne pokolenia fizyków.

Muszę docenić, że pisząc książkę Kaku przeprowadził głęboką kwerendę i korzystał z licznych materiałów archiwalnych, tu głównie kopii dokumentów o Einsteinie zgromadzonych w Uniwersytecie Princeton i Uniwersytecie Bostońskim. Możecie być pewni, że nie przeczytacie bredni o słabo uczącym się Einsteinie czy też wyssanych z palca późniejszych anegdot.

Książka jest stosunkowo krótka i stanowi wprawkę do kolejnych lektur o Einsteinie. Fizycy na pewno dostrzegą, że książka w zbyt małym stopniu stanowi analizę Einsteinowskich teorii. Jest tak, ale książka jest adresowana do szerokiego grona odbiorców, chcących po prostu przeczytać zwięzłą biografię i książkę popularnonaukową w jednym.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Książki

24piorunów

909 + 1 = 910

Tytuł: Portret Izaaka Newtona
Autor: Frank E. Manuel
Kategoria: historia
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Format: książka papierowa
ISBN: 83-7180-045-2
Liczba stron: 489
Ocena: 3/10

Prywatny licznik 5/50

Nie potrafię znaleźć porównania, ale jeśli ktoś gustuje w złych filmach i miał okazję obejrzeć klasyczny polski paździerz, jakim były "Kobiety bez wstydu" to będzie czuć tę samą "przyjemność" czytając tę książkę. Niby Newton, a jednak Freud.

Książka stanowi tłumaczenie książki Franka E. Manuela wydanej w 1968 roku. Polskie wydanie ukazało się 30 lat później, w ramach serii "Na ścieżkach nauki". Nie mogę za bardzo narzekać, bo na okładce znalazła się informacja, że książka odbiega od typowej biografii stanowiącej hołd lub analizę badań naukowych danego uczonego. Zgodnie z ostrzeżeniem na okładce dostałem psychoanalizę, tylko napisaną wyjątkowo topornie. Nie czytałem oryginału, więc nie ocenię, czy wina leży po stronie autora czy tłumacza (Stefana Amsterdamskiego). Jak już przy tłumaczu jesteśmy to niestety, ale ani on, a ni redakcja nie popisały się, co kilka stron pojawia się natrętnie "a mianowicie", raz też przeczytałem "przekonywująco" (sic!). Ostatnie 90 stron książki to przypisy. Pewnie wywalono je na koniec, by nie zniechęcały czytelnika...

Zakładając jednak, że psychoanaliza jest jednak nauką, ciężko mi powiedzieć, czy to jest książka naukowa czy popularnonaukowa. Pisana z aparatem naukowym, własnymi badaniami, więc niby naukowa. Ale sprzedawana jako popularnonaukowa.

Mając na uwadze datę wydania oryginalnej wersji książki, nie polecę jej osobom interesującym się historią nauki, którzy chcą poczytać cokolwiek o Newtonie. No książka jest przestarzała. Mogę ją polecić tylko tym, którzy już znają Newtona i orientują się z grubsza nad obecnym stanem wiedzy. Kto interesuje się fizyką bardzo się rozczaruje, bo tej prawie nie ma... Chciałem rzucić tę książkę po kilkudziesięciu stronach, ale przecierpiałem, byście wy nie musieli.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Pokaż więcej komentarzy (3)

Fenomen

w Książki

27piorunów

719 + 1 = 720

Tytuł: Polak w kosmosie
Autor: Andrzej Marks
Wydawnictwo: Książka i Wiedza
Format: książka papierowa
Liczba stron: 287
Ocena: 5/10

Prywatny licznik 3/50

Kilka tygodni temu kupiłem na kiermaszu taniej książki tytuł pt. "Polak w kosmosie" z 1978 roku zakładając, że książka w całości jest poświęcona misji Mirosława Hermaszewskiego. Ot interesuję się astronomią, a że teraz w komos leci Sławosz Uznański to uznałem, że warto poczytać o tym pierwszym, który poleci. Mając jednocześnie świadomość, że książka powstała prawie 50 lat temu, przez co będzie w pewnej mierze zdezaktualizowana.

Wbrew pozorom nie jest to książka wyłącznie o misji Hermaszewskiego, a o misjach kosmicznych od Sputnika po misje w ramach programu Interkosmos. Jest to całkiem dobry leksykon poświęcony historii astronautyki, chociaż książka w niektórych miejscach jest już przestarzała. Oczywiście książka przedstawia stan techniki na koniec lat 70. XX wieku, przez te prawie 50 lat ludzkość doszła do wielu nowych rozwiązań. No i kolejny mankament to oczywiście okoliczności, w jakich powstała ta książka. Trochę tej propagandy ku chwalę ZSRR i Polski Ludowej jednak jest. Jak przy Amerykanach wspomina się, że przed wysłaniem ludzi w kosmos wysłali statki ze zwierzętami, podczas których padły muszki i jeden z pająków, tak przy Łajce nie ma ani słowa o jej śmierci podczas lotu. Jak dumnie pokazano radzieckiego Sputnika, tak misja Amerykanów na Księżycu została opisana bardzo sucho. Faktograficznie wszystko się zgadza, ale autor nie podzielił się swoją ekscytacją. Ale później już pochwalił Amerykanów, którzy z Sowietami zrealizowali program Apollo-Sojuz. Wreszcie na samym początku są sylwetki biograficzne Hermaszewskiego i Jankowskiego. Przy Hermaszewskim wspomniano, że jego ojciec został zamordowany przez "hitlerowców" . Cudzysłów, bo w książce są "hitlerowcy", ale k⁎⁎wa Polaków mordowali Niemcy. I Rosjanie. I Ukraińcy. I tu zaskoczenie, bo Wikipedia podaje, że ojciec Hermaszewskiego (i inni krewni przyszłego kosmonauty) zostali zamordowani przez UPA. Podejrzewam, że to było jawne łgarstwo ze strony autora, który na wszelki wypadek nie chciał pisać o obywatelach, bądź co bądź, bratniego narodu. Urocze jest również pisanie, że cała Polska żyła lotem Hermaszewskiego. No, żyła raczej brakami w sklepie i długami, w jakie wpakował nam Gierek. A w październiku show skradł Wojtyła. O, znowu nawiązanie do 2025 roku, tym razem do konklawe.

O wielkim przegranym Zenonie Jankowskim ciężko mi coś napisać. Niedoszłego kosmonautę kojarzę wyłącznie z serialu komediowego "Bulionerzy", gdzie scenarzyści uznali, że teściem głównego bohatera musi być właśnie kosmonauta Zenek Jankowski. Nie wiem kto wpadł na ten pomysł, ale nieprzyznanie tej osobie Złotej Kamery za najbardziej popierzony pozytywnie pomysł uważam za jeden z większych skandali polskiej telewizji.

Wróćmy do książki. Można ją poczytać wyłącznie jako ciekawostkę. Polecam, ale raczej tym, którzy mają jakieś pojęcie o lotach w kosmos i będą w stanie odsiać ziarno od plew. Ja aż takiej dużej wiedzy nie mam, więc tę książkę odłożę na bok i długo do niej nie będę wracać. Pozostałych zachęcam do poszukania nowszych tytułów.

Aby jednak coś pozytywnego wynieść z tej książki zostawiam. Kosmoplan - tak miały nazywać się wahadłowce. Na stronie 93. wspomniano jako ciekawostkę koncept statku kosmicznego wielokrotnego użytku.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz

Fenomen

w Książki

24piorunów

711 + 1 = 712

Tytuł: Koncern autokracja
Autor: Anne Applebaum
Kategoria: historia
Wydawnictwo: Agora
Format: książka papierowa
ISBN: 978-83-8380-083-7
Liczba stron: 226
Ocena: 8/10

Prywatny licznik 2/50

Esej poświęcony państwom autokratycznym, które pomimo różnic ideologicznych i narzędzi do sprawowania kontroli nad obywateli zawiązują sojusze, które mają umocnić ich władze.

Książka ta to XXI-wieczny odpowiednik "Księgi" Goldsteina - jest to synteza najważniejszych informacji poświęconych współczesnym dyktaturom, powstałym w ciągu ostatnich dwudziestu bądź trzydziestu lat. O ile w XX wieku stawiono na propagandę, która miała pokazać idealny obraz dyktatury, tak dzisiaj dyktatura nie ukrywa, że żyje się źle, ale i tak jest dobrze, bo u innych jest gorzej. Dyktatury mają się dobrze, bo wszystkim ważnym graczom pasują istniejące układy. Ruchy prodemokratyczne upadają, bo dyktatorzy uczą się na błędach. Jako punkt odniesienia Applebaum podaje ruchy demokratyczne w Hongkongu, które uczyły się walczyć z książeczką "Od dyktatury do demokracji" Gene'a Sharpa, ale zwraca również uwagę, że chińscy komuniści również czytali ten tytuł, co pozwoliło stłumić bunt w tej dawnej kolonii brytyjskiej.

Perspektywy są dalekie od optymizmu, odkąd w Białym Domu przebywa rednecki głupek i jego klakierzy, którym odpowiadają takie mendy jak Putin. Nie mniej zachęcam do zapoznania się z tą książką, jeśli ktoś chce mieć lepszy obraz polityki międzynarodowej.

Fenomen

w Książki

38piorunów

710 + 1 = 711

Tytuł: Rok 1989. Geremek odpowiada Żakowski pyta
Autor: Bronisław Geremek, Jacek Żakowski
Kategoria: historia
Wydawnictwo: Plejada
Format: książka papierowa
Liczba stron: 380
Ocena: 7/10

Prywatny licznik 1/50

Wypadałoby w końcu dołączyć do tagu, zwłaszcza, że sporo czytam. Nie będę jednak zasypywać Hejto wpisami, więc licznik zaczynamy wyjątkowo od zera, dodając po prostu to, co teraz wpadło mi w ręce.

Tytuł książki w zasadzie mówi wszystko. Jest to wywiad, w którym Geremek opowiada o przemianach w Polsce w 1989 roku. Bardzo dziwnie (i smutno) czyta się tę książkę, bo widać ogromną przepaść intelektualną pomiędzy ówczesnymi politykami a dzisiejszymi. Politycy niesamowicie schamieli. Przez lata Geremek uchodził za bardzo zarozumiałego typa, który uważał się za lepszego z racji swojego obycia. Po lekturze wywiadu kompletnie go tak nie odbieram. Ot po prostu trzeźwo myślący polityk, który potrafił wziąć na siebie odpowiedzialność za podjęte decyzje w 1989.

Z drobnych szczegółów wartych uwagi. Już w 89 roku widziano w Adamie Michniku i Jarosławie Kaczyńskim mącicieli i cwaniaczków. Pierwszy tym słynnym artykułem "Wasz prezydent - nasz premier" napsuł krwi obu stronom, drugi po prostu miał za duże ambicje i apetyt na władzę. Pod koniec książki Geremek opowiada o polityce zagranicznej. Doceniam, że Polska starała się uzyskać kontakty z opozycją na Litwie i Ukrainie, ale szkoda, że nie wspomniano nic o Białorusi. Nic tam się nie działo? Przerażające było czytać, że w 89 stawiano, że jeśli wybuchnie wojna w Europie to zacznie się w Sarajewie. Książka została wydrukowana w 1990 roku, wojna wybuchła dwa lata poźniej. ZSRR/Rosja klasycznie - o ile odpuściła sobie Litwę tak Geremek z ekipą mieli w głowie słowie Gorbaczowa, żeby nie wpierdalać się do Ukrainy, bo to ich strefa wpływów. Moskwa nic się nie zmieniła.

Książka ma dwa pytania, ja korzystałem z pierwszej z 1990 roku. Fundacja Geremek udostępniła wywiad online w drugiej wersji, opatrzonej przypisami redaktorskimi.

Autorytet6piorunów

@BapitanKomba Dzięki. Znalazłem już tę ksiażkę online:
https://geremek.pl/publikacja/rok-1989-geremek-opowiada-zakowski-pyta/
Zanim ją przeczytam, dla mnie Geremek to był jeden z wielkich polityków, dzięki któremu udały się obrady Okrągłego Stołu i wszystkie te ważne przemiany gospodarcze. Mieliśmy naprawdę wielkie szczęście, że kilka osób umiało się dogadać, nie wiem czy przy dzisiejszej klasie politycznej to by się udało.

Rok 1989. Geremek opowiada, Żakowski pyta - Fundacja GeremkaNajważniejszym celem Fundacji jest wspieranie rozwoju edukacji, myśli i kultury politycznej. Promujemy idee życia publicznego, bliskie profesorowi Geremkowi. Ten cel realizujemy poprzez działalność na rzecz rozwoju instytucji społeczeństwa obywatelskiego i kształtowania postaw społecznych, wspierania interesów Polski w zjednoczonej Europie, w sposób który umożliwi dialog pomiędzy różnymi środowiskami i narodami. Ponadto do celów fundacji należy dokumentacja, utrwalanie i promowanie pamięci o dorobku, życiu i działalności prof. Bronisława Geremka.Fundacja Geremka
Pokaż więcej komentarzy (2)