Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#iran

Fanatyk

w Wojna wna Ukrainie

19piorunów

Kto kogo straszy wojną nuklearną? Polityczna tragikomedia, czyli wojna informacyjna wszystkich przeciwko wszystkim*

Podczas gdy politycy w Jerozolimie dzielą między siebie mandaty, na arenę międzynarodową trafił przerażający scenariusz, który wiąże przyszłość stanowiska premiera z globalną...

* Od mitów do placówek: dlaczego Flota Północna wysłała okręty do strefy „Ziemi Sannikowa”

* Tunç Akkoç: „Ambicji jest wiele, pieniędzy mało”

* Trump ożywił ideę złotej floty: w planach są pancerniki i setki małych bezzałogowych jednostek

* Koniec spokojnego golfa: rezydencja Trumpa zamienia się w obiekt wojskowy

* Samolot rozbił się na kamiennej powierzchni na Florydzie, niedaleko twierdzy Trumpa. Gubernator podsycił intrygę

* Iran uznał MI6 za wroga numer jeden. Dlaczego Kreml nadal pozostawia otwarte drzwi do Londynu

* Wybory do Kongresu mogą okazać się ciosem dla Europy: Trump wie, na co należy naciskać w pierwszej kolejności

Do przetlumaczenia wybralem ten pozycjonowany najwyzej - glowny - dlugie, nie czytalem dokladnie analizujac ale jak zwykle czerwony raj kreuje sie na gołompka pokoju:

Kto kogo straszy wojną nuklearną? Polityczna tragikomedia, czyli wojna informacyjna wszystkich przeciwko wszystkim

SŁUŻBY BEZPIECZEŃSTWA » WIADOMOŚCI WOJSKOWE

Jeszcze całkiem niedawno straszono Izraelczyków wojną. Nie jakąkolwiek zwykłą, do której ludność naszego wielce cierpiącego kraju niestety zdążyła już przyzwyczaić się, ale zupełnie wyjątkową – wojną mającą na celu uratowanie Binjamina Netanjahu przed nieuchronną porażką polityczną.



Wszystko zostało zaplanowane niemal co do godziny. Netanjahu lada chwila rozpocznie masowe bombardowania Strefy Gazy. Albo Libanu. Albo Iranu. W skrajnym przypadku – wszystkich naraz. I wtedy, oczywiście, nikt nie będzie miał głowy do wyborów. Lokale wyborcze zostaną zamknięte, demokracja dobiegnie końca, a Netanjahu będzie rządził wiecznie.



Obraz sytuacji wydawał się naprawdę apokaliptyczny. Prawda, pojawił się jeden mały problem prawny. W Izraelu sama wojna nie stanowi podstawy do odwołania wyborów parlamentarnych.

Przypominali o tym prawnicy, specjaliści od prawa wyborczego oraz osoby choćby w niewielkim stopniu zaznajomione z funkcjonowaniem izraelskiego systemu politycznego. Zgodnie z art. 9A Ustawy zasadniczej o Knesecie przesunięcie terminu wyborów wymaga uchwalenia specjalnej ustawy, popartej przez co najmniej 80 spośród 120 posłów. Ponadto muszą zaistnieć nadzwyczajne okoliczności, które rzeczywiście uniemożliwiają przeprowadzenie głosowania, a przesunięcie terminu jest dopuszczalne jedynie na okres niezbędny do przezwyciężenia tych okoliczności.

Innymi słowy, Netanjahu nie wystarczy zadzwonić do szefa Sztabu Generalnego, rozkazać wystrzelenie kilku rakiet i ogłosić: „Panowie, wybory odwołuję, zostaję”. Ale kogo interesują nudne szczegóły prawne, skoro można nakreślić tak piękną polityczną katastrofę?

I oto nadszedł 27 października. Wybory się odbyły. Wyborcy przyszli do lokali wyborczych. Karty do głosowania zostały policzone. Demokracja, ku pewnemu zdziwieniu jej najbardziej zaniepokojonych obrońców, przetrwała kolejny dzień. Wydawałoby się, że teraz można się uspokoić. Ale nie. W wojnie informacyjnej znacznie trudniej jest odwołać alarm niż go ogłosić.



Wybory się zakończyły. Czy to początek zwycięstwa?

Wyniki okazały się niezwykle interesujące i praktycznie dla nikogo nieprzewidywalne. Prawicowy blok religijny Netanjahu zdobył 53 mandaty. Żydowskie partie opozycyjne – 48. Partie arabskie – kolejne 19.

Matematyka jest tu naprawdę fascynująca. Jeśli zsumujemy 48 i 19, otrzymamy 67. A 67, jak wiadomo, jest większe od 61. W związku z tym na papierze przeciwnicy Netanjahu dysponują większością.

Pozostała tylko drobnostka: przekonać wszystkie te partie, by doszły do porozumienia między sobą. Przy czym pożądane jest, aby uzgodniły nie tylko kwestię odejścia Netanjahu, ale także to, kto ma go zastąpić, kto zostanie premierem, kto obejmie kluczowe resorty i jaką politykę zamierza prowadzić nowy rząd.

Problem polega na tym, że hasło „Rak lo Bibi” – „Tylko nie Bibi” – rzeczywiście jednoczy bardzo różnych polityków. Jednak gdy tylko przejdzie się od tej wspaniałej formuły do kwestii bezpieczeństwa narodowego, stosunków z Palestyńczykami, relacji między religią a państwem, gospodarki czy struktury przyszłego rządu, ujawniają się dość istotne rozbieżności.

Pisaliśmy już, że programy partii różnią się od siebie na tyle, że utworzenie wspólnego rządu wymagałoby poważnego zrewidowania wielu obietnic wyborczych. Myślę, że jeszcze nie raz nasi wyborcy będą zaskoczeni tym, jak przywódcy partii, aby osiągnąć choćby jakiś kompromis między sobą, będą rezygnować z większości złożonych przez siebie obietnic wyborczych.



Ale to nie jest największy problem – chodzi o to, że praktycznie każdy znaczący przywódca opozycji uważa się za godnego objęcia stanowiska premiera. Na tym polega swego rodzaju paradoks izraelskiej opozycji. Dopóki mowa jest o dymisji Netanjahu – wszyscy są zgodni. Gdy tylko pojawia się kwestia tego, kto zajmie jego miejsce, zaczyna się zupełnie inna historia polityczna.

Gdyby opozycja rzeczywiście dysponowała gotową większością 67 posłów, zjednoczonych nie tylko przez arytmetykę, ale i wspólny program polityczny, kwestia zmiany rządu byłaby znacznie łatwiejsza do rozwiązania. Jednak nawet możliwość współpracy z partiami arabskimi wywołuje poważne sprzeczności wewnątrz samego obozu opozycyjnego.

Niemniej jednak oświadczenia polityczne brzmią uroczyście: lada chwila zostanie zmieniony przewodniczący Knesetu, lada chwila powstanie nowa koalicja, lada chwila władza przejdzie w inne ręce. To wspaniałe izraelskie „już wkrótce” stopniowo przekształca się w samodzielny program polityczny.

Okazuje się jednak, że na drodze do świetlanej przyszłości ponownie stoi przebiegły Bibi. I teraz, jak się wydaje, jest gotów nie tylko rozpocząć wojnę. Teraz, aby utrzymać władzę, potrzebuje koniecznie wojny nuklearnej.



Zwykła wojna już nie przeraża. Przechodzimy do wojny nuklearnej

Rzeczywiście, czym dziś można przestraszyć izraelskiego wyborcę? Ostrzałami rakietowymi? To już za nami. Wojną z Iranem? To też nic nowego. Bombardowaniami Libanu? Tym już dawno trudno wywołać polityczną sensację.

W pewnym sensie Izrael znalazł się w paradoksalnej sytuacji: tak bardzo przyzwyczaił się do życia w warunkach zagrożeń wojskowych, że aby wywołać kolejną polityczną apokalipsę, trzeba nieustannie podnosić poprzeczkę.

I tu na międzynarodowej scenie informacyjnej pojawia się amerykański dziennikarz Tucker Carlson. Carlson – były prezenter stacji Fox News, znany amerykański komentator konserwatywny, sprzeciwiający się zakrojonej na szeroką skalę interwencji wojskowej USA za granicą i krytycznie oceniający amerykańskie poparcie dla działań wojennych Izraela.

2 listopada przedstawił on naprawdę imponujący obraz sytuacji. Według niego Netanjahu desperacko próbuje przekonać Trumpa do przeprowadzenia ataku nuklearnego na irański podziemny obiekt Pickaxe Mountain, ponieważ konwencjonalna broń amerykańska rzekomo nie jest w stanie zniszczyć infrastruktury położonej głęboko w górach. A co najważniejsze – wszystko to jest Netanjahu niezbędne do utrzymania własnej władzy.



Innymi słowy, powstaje tu znakomita konstrukcja polityczna. Aby utrzymać stanowisko premiera w Izraelu, Netanjahu musi przekonać prezydenta USA do użycia broni jądrowej przeciwko Iranowi, narazić na niebezpieczeństwo cały Bliski Wschód, zburzyć istniejące od dziesięcioleci ograniczenia dotyczące stosowania broni jądrowej i postawić świat na krawędzi globalnej katastrofy. A wszystko to dla kilku dodatkowych głosów w Knesecie.

Trzeba przyznać, że ta historia zasługuje nie tyle na analizę polityczną, co na hollywoodzki film katastroficzny. Jest jednak jeden istotny szczegół: Carlson nie przedstawił żadnych publicznych dowodów na przygotowywanie amerykańskiego ataku nuklearnego.

Istnieją doniesienia, że Netanjahu rzeczywiście opowiada się za wznowieniem amerykańskich ataków na Iran. Jednak między dyskusją na temat zwykłej operacji wojskowej a decyzją o użyciu broni jądrowej leży przepaść, której nie da się pokonać jednym dziennikarskim przypuszczeniem. Można ją jednak pokonać w przestrzeni informacyjnej.

I tu zaczyna się najciekawsza część.



A teraz spójrzmy na amerykański zegar

Podczas gdy izraelscy politycy ustalają, kto dokładnie zwyciężył 27 października, w Stanach Zjednoczonych obowiązuje inna data – 3 listopada. Dzisiaj odbywają się wybory uzupełniające do Kongresu USA.



I nagle agenda informacyjna nabiera uderzającej synchronizacji. Amerykańskiemu wyborcy przedstawia się następujący scenariusz: Trump do wyborów powstrzymuje eskalację militarną, a po zamknięciu lokali wyborczych może ponownie rozpocząć bombardowania Iranu. Co więcej, nie chodzi tu już tylko o kolejną operację na odległym Bliskim Wschodzie, ale o możliwe użycie broni jądrowej.

Wychodzi na to, że mamy do czynienia z bardzo wymownym motywem przedwyborczym. Dzisiaj głosowanie. Jutro wojna. Pojutrze – nie wiadomo co.

Trump, który stara się przedstawiać siebie jako polityka zdolnego do zawierania korzystnych porozumień i kończenia wojen, nagle znajduje się w centrum zupełnie przeciwnego wizerunku: prezydenta, za którym rzekomo kryje się zagrożenie nową globalną katastrofą. I tu należy zadać pytanie: komu opłaca się rozpowszechnianie właśnie takiego scenariusza na dobę przed amerykańskimi wyborami?

Oczywiście prymitywne byłoby twierdzenie, że wszyscy krytycy Trumpa działają według jednego planu lub że Carlson realizuje czyjeś przedwyborcze zlecenie. Co więcej, sam Carlson należy do amerykańskiego obozu konserwatywnego, a jego stanowisko odzwierciedla rzeczywiste sprzeczności wewnątrz prawicowych sił w USA w kwestii wojny z Iranem.



Jednak wpływ informacyjny takich ostrzeżeń obiektywnie wykracza daleko poza ramy polityki izraelskiej. Strach przed nową wojną staje się częścią amerykańskiej debaty politycznej. Wpływa on na stosunek wyborców do Trumpa, jego administracji oraz kandydatów związanych z Partią Republikańską.

W ten sposób ten sam wątek informacyjny działa jednocześnie na dwóch scenach politycznych: w Izraelu – wokół przyszłości Netanjahu, w USA – wokół przyszłego wpływu politycznego Trumpa.

I jeśli dla izraelskiej publiczności wystarczy obraz wojny prowadzonej w celu utrzymania władzy, to dla amerykańskiej publiczności stawka wzrasta do groźby katastrofy nuklearnej. Dobrze wymyślone. Tylko kto powiedział, że na tym kończy się wojna informacyjna?

Iran, świat arabski i turystyka radioaktywna

Przyjrzyjmy się teraz trzeciej stronie – Iranowi. W ciągu ostatnich tygodni trwają złożone kontakty dyplomatyczne między Waszyngtonem a Teheranem z udziałem regionalnych pośredników. Omawiane są różne warianty rozwiązania konfliktu, warunki wznowienia negocjacji, kwestie programu jądrowego oraz bezpieczeństwa żeglugi. I właśnie w tym momencie przestrzeń informacyjna wypełnia się ostrzeżeniami o możliwym ataku jądrowym.

Dla Teheranu takie doniesienia mogą służyć jednocześnie jako argument za zaostrzeniem stanowiska obronnego oraz dodatkowa zachęta do poszukiwania gwarancji dyplomatycznych.



Są jednak też inni adresaci — arabskie monarchie Zatoki Perskiej. Dzisiaj proponuje się im w praktyce następującą perspektywę. Załóżmy, że Amerykanie rzeczywiście przeprowadzą atak nuklearny na irański obiekt podziemny. Co dalej?

Skażenie radioaktywne, zakłócenia w międzynarodowej żegludze, panika na rynkach energetycznych, nowe fale uchodźców, zagrożenia dla zaopatrzenia w wodę, transportu i turystyki.

Oczywiście rzeczywista skala takich konsekwencji zależy od wielu czynników technicznych. Jednak wojna informacyjna nie lubi szczegółów.

Zamiast skomplikowanych obliczeń pojawia się prosty i zrozumiały obraz: jeszcze wczoraj zapraszaliście turystów na wypoczynek na pięknych plażach Zatoki Perskiej, a jutro będziecie musieli wyjaśniać, dlaczego w sąsiedztwie waszego pięciogwiazdkowego hotelu pojawiło się zagrożenie skażeniem radioaktywnym.

Ropa naftowa prawdopodobnie nigdzie nie zniknie. Ale spróbujcie sprzedać pakiet turystyczny z widokiem na potencjalny poligon jądrowy. Oto nowa bliskowschodnia reklama turystyczna: słońce, morze, luksusowe hotele i geopolityczna niepewność w prezencie.

Oczywiście to groteska. Jednak za tym kryją się całkiem realne interesy gospodarcze państw regionu, którym nowa wielka wojna, zwłaszcza z elementem jądrowym, jest zupełnie niepotrzebna.

W związku z tym oświadczenia o możliwym ataku jądrowym wywierają presję nie tylko na Izrael, Iran czy Stany Zjednoczone, ale także na regionalnych pośredników zainteresowanych jak najszybszym dyplomatycznym rozwiązaniem konfliktu.



Tymczasem w Moskwie proponuje się rozmowy

I w tym miejscu nie sposób nie wspomnieć o kolejnym graczu w niezwykle skomplikowanej grze politycznej na Bliskim Wschodzie — Rosji. 29 października Moskwa potwierdziła gotowość do pełnienia roli pośrednika między Stanami Zjednoczonymi a Iranem, a także do przejęcia części irańskich zapasów wzbogaconego uranu, o ile strony uzgodnią takie rozwiązanie. Oczywiście na razie jest to jedynie propozycja dyplomatyczna, a nie gotowe porozumienie.

Zwróćmy jednak uwagę na pewien paradoks. Podczas gdy niektórzy komentatorzy polityczni praktycznie wyznaczają datę wybuchu wojny nuklearnej, inni uczestnicy międzynarodowej sceny politycznej nadal omawiają warunki kompromisu.

Z jednej strony – groźby nowych bombardowań. Z drugiej – negocjacje, mediacje, propozycje dotyczące kontroli nad materiałami jądrowymi oraz poszukiwanie rozwiązań akceptowalnych dla obu stron.

Co więcej, żadna z tych ścieżek nie wyklucza drugiej. Przygotowania wojskowe mogą służyć jako narzędzie presji dyplomatycznej, a kontakty dyplomatyczne mogą trwać nawet w sytuacji wysokiego prawdopodobieństwa wznowienia działań wojennych.

Właśnie dlatego tak ważne jest odróżnianie rzeczywistych decyzji przywódców państwowych od scenariuszy informacyjnych rozpowszechnianych w przestrzeni publicznej.

W końcu negocjacje to nudna sprawa. Wymagają kompromisów, dokumentów technicznych, gwarancji, weryfikacji i cierpliwości. A wojna nuklearna to zupełnie inna sprawa. Wystarczy jeden krzykliwy nagłówek, a cały świat już dyskutuje o końcu cywilizacji.



Wojna informacyjna wszystkich przeciwko wszystkim

I tak doszliśmy do sedna sprawy. We współczesnej wojnie informacyjnej istnienie jednolitego sztabu, jednego zleceniodawcy czy jednego centrum dowodzenia nie jest wcale konieczne. Wystarczy, by różni uczestnicy procesu politycznego dostrzegli własną korzyść w rozpowszechnianiu tego samego tematu informacyjnego.

Izraelscy przeciwnicy Netanjahu postrzegają ewentualną wojnę przez pryzmat walki o władzę.

Zwolennicy twardej polityki wobec Iranu mogą wykorzystać groźbę operacji wojskowej jako środek nacisku na Teheran.

Amerykańscy przeciwnicy nowej interwencji na Bliskim Wschodzie zyskują argument do walki przeciwko rozszerzaniu zobowiązań wojskowych USA.

Polityczni przeciwnicy Trumpa zyskują dodatkowy pretekst do podważania skutków jego kursu polityki zagranicznej.

Iran może wykorzystać groźbę ataku do wzmocnienia własnej pozycji negocjacyjnej i mobilizacji opinii publicznej.

Państwa arabskie zyskują nowe podstawy do domagania się przyspieszenia procesu dyplomatycznego.

Rosja wykazuje gotowość do zaproponowania alternatywnych mechanizmów rozwiązania konfliktu.

Każdy z uczestników działa w oparciu o własne interesy. Jednocześnie identyczne komunikaty mogą być rozpowszechniane przez osoby, które w codziennym życiu politycznym nie zgadzają się ze sobą praktycznie w żadnej kwestii.



Na tym polega jeden z najbardziej charakterystycznych mechanizmów współczesnej wojny informacyjnej: zbieżność rozpowszechnianych tez wcale nie oznacza zbieżności celów politycznych.

Jedni chcą osłabić Netanjahu. Inni – ograniczyć wpływ Trumpa. Trzeci – zwiększyć presję na Iran. Czwarty – zmusić Waszyngton i Teheran do szybszego osiągnięcia porozumienia.

Jednak środek informacyjny okazuje się wspólny. Strach. Przy czym strach ten powinien stopniowo narastać. Najpierw społeczeństwo straszyło się kolejnym atakiem rakietowym. Potem – wielką wojną regionalną. Teraz – katastrofą nuklearną. Jaki będzie następny argument informacyjny, jeśli ta prognoza również się nie sprawdzi? Koniec świata zgodnie z ustalonym harmonogramem?

Zamiast podsumowania. Wojna nuklearna zgodnie z harmonogramem

Najbardziej tragikomiczne w obecnej sytuacji jest to, że realne zagrożenie nową wojną rzeczywiście istnieje. Według doniesień amerykańskich mediów Waszyngton rozważa możliwość wznowienia ataków wojskowych na Iran, choć Trump jednocześnie kontynuuje wysiłki dyplomatyczne. Netanjahu jest zainteresowany bardziej zdecydowanymi działaniami, a Teheran ostrzega przed możliwą odpowiedzią.



W związku z tym sytuacja międzynarodowa pozostaje niebezpieczna i nieprzewidywalna. Jednak zagrożenie wojną a twierdzenie o jej nieuchronności to nie to samo.

Tym bardziej, gdy zaczynają pojawiać się konkretne daty, niemal teatralnie powiązane z kalendarzem wyborczym. W Izraelu obiecano nam, że wojna przeszkodzi w przeprowadzeniu wyborów 27 października. Nie przeszkodziła. Teraz dyskutuje się o możliwości wybuchu nowej wojny zaraz po amerykańskich wyborach 3 listopada.

A żeby nikt nie wątpił w powagę ostrzeżenia, zwykła wojna już nie wystarcza. Koniecznie musi to być wojna nuklearna.

I tu pojawia się uzasadnione podejrzenie: nie tyle wyznacza się wojnę na dogodny termin, co wykorzystuje się datę wyborów do wywołania kolejnej informacyjnej apokalipsy.

Ostatecznie nie chodzi tylko o to, czy ktoś zamierza uderzyć na Iran. Chodzi o to, kto, w jakim celu i dla jakiej grupy odbiorców codziennie ogłasza, że ta wojna jest praktycznie nieunikniona.

Ponieważ współczesna wojna informacyjna – to nie zawsze walka dwóch stron. To wojna wszystkich przeciwko wszystkim, w której każdy dąży do własnych celów, wykorzystuje cudze lęki i próbuje czerpać korzyści polityczne z ogólnego chaosu.



A najniebezpieczniejsze jest to, że w tej grze prawdziwa wojna może czasem stać się kontynuacją wojny informacyjnej. Wtedy wszyscy naprawdę przestaną myśleć o wyborach. I już zupełnie nie będzie miało znaczenia, kto najgłośniej krzyczał: „Tylko nie Bibi!” albo „Tylko nie Trump!”. W końcu wojna nuklearna to jedyne polityczne przedstawienie, w którym widzowie ryzykują śmierć razem z aktorami.

Osobistość3piorunów

Sam widzę w tym normalizację straszenia atomem -w tym artykule straszy nim Izrael, straszy Trump. Więc skoro oni mogą, to my też będziemy mogli i jest to absolutnie normalna praktyka.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Kompan

w Wiadomości Polska

0piorunów

### Państwa Zatoki Perskiej nasilają dyplomację, by zapobiec konfliktowi z Iranem

Państwa Zatoki Perskiej prowadzą intensywne działania dyplomatyczne, aby zapobiec ponownemu konfliktowi z Iranem i ograniczyć jego skutki dla regionu. Obawiają się zwłaszcza amerykańskich uderzeń na Iran, które mogłyby zagrozić bezpieczeństwu Zatoki.

Katarscy mediatorzy przybyli do Teheranu, gdzie rozmawiali o wznowieniu bezpośrednich negocjacji między USA a Iranem. Według doniesień celem było doprowadzenie do porozumienia przed wyborami uzupełniającymi w USA.

W regionie wskazuje się, że infrastruktura energetyczna państw Zatoki jest postrzegana jako potencjalny cel w razie ponownego konfliktu. Dlatego państwa Zatoki wykorzystują kontakty z Iranem i zaangażowanie USA, by naciskać na deeskalację.

Regionalni przywódcy zwracają się także ku Europie w poszukiwaniu wsparcia lub alternatywnych kanałów dyplomatycznych.

🔗 Źródło: Państwa Zatoki Perskiej nasilają dyplomację, by zapobiec konfliktowi z Iranem
Więcej wiadomości i pełne archiwum: www.infoskrót.pl

Kompan

w Wiadomości Polska

3piorunów

### Napięta sytuacja militarna między USA a Iranem

Prezydent Donald Trump poinformował o zniszczeniu znacznej części irańskiego potencjału militarnego i nuklearnego. USA planują kolejne uderzenia, w tym na obiekt Pickaxe Mountain, deklarując gotowość do przeprowadzenia ataków w bardzo krótkim czasie.

Władze Iranu stanowczo zaprzeczają, jakoby w wymienionym obiekcie prowadzono prace nad bronią jądrową. Teheran ostrzegł jednocześnie, że jakakolwiek kolejna agresja ze strony USA spotka się z natychmiastowym odwetem militarnym.

Mimo trwających negocjacji, prezydent USA wyraził sceptycyzm wobec wiarygodności strony irańskiej. Obecny konflikt, zainicjowany w lutym przez USA i Izrael, pozostaje w fazie wysokiej eskalacji, stawiając obie strony w obliczu ryzyka dalszych działań zbrojnych.

🔗 Źródło: Napięta sytuacja militarna między USA a Iranem
Więcej wiadomości i pełne archiwum: www.infoskrót.pl

GURU

w Wiadomości Świat

44piorunów

Tajna operacja Iranu wyszła na jaw. W tle Rosja i miliardy dolarów

Iran mimo sankcji i amerykańskiej blokady sprowadza sprzęt wojskowy za miliardy dolarów. Reuters ujawnił tajną sieć ponad 5 tys. podmiotów. Wśród dostawców pojawiają się Rosja i Chiny. Iran wykorzystuje rozbudowaną sieć ponad 5 tys. podmiotów powiązanych z resortem obrony, aby sprowadzać sprzęt i

Osobistość

w Wiadomości Świat

10piorunów

„Bezprecedensowe starcie”: szef IDF miał sprzeciwić się rozkazowi Netanjahu dotyczącym działań wojskowych wobec Iranu

Według Channel 12 między premierem Izraela Benjaminem Netanjahu a szefem sztabu IDF Eyalem Zamirem doszło do bezprecedensowego sporu wokół polecenia dotyczącego nieujawnionej operacji wojskowej, która mogłaby doprowadzić do eskalacji z Iranem tuż przed wyborami. Zamir miał sprzeciwiać się wykonaniu

Mistrz

w Wiadomości Świat

77piorunów

USA rozważają atak na Iran. Jeden sygnał Trumpa i wojsko gotowe w 96 godzin, jednak raczej nie przed wyborami w USA

USA są gotowe do przeprowadzenia ataków w Iranie, znacznie przewyższających te, które miały miejsce w ciągu ostatnich miesięcy - informuje CNN, powołując się na słowa amerykańskich urzędników. Operacja mogłaby odbyć się w ciągu kilku dni, jednak wszystko wskazuje na to, że nie przed zbliżającymi się

GURU

w Wojna na Bliskim Wschodzie '26

41piorunów

https://en.mehrnews.com/news/248725/Russian-PM-says-expanding-economic-ties-with-Iran-a-priority

TEHERAN, 19 października (MNA) – Premier Rosji Michaił Miszustin stwierdził, że rozszerzenie współpracy handlowej i gospodarczej z Iranem stanowi priorytet dla Moskwy.

Tymczasem pomarańczowy pedo nie może się nachwalić rosji i putina i chętnie robi z nimi interesy. Jako że rosja sama cierpi na niedobór paliw to bardzo możliwe że w ramach tego "dealu" którym tak chełpi się trumpek USA kupią paliwo z... Iranu. A nawet jeśli nie to i tak amerykański prezydent pośrednio finansuje wojnę z własnym krajem. Przyjaciel mojego wroga jest moim przyjacielem? Coś tu się dziadkowi chyba pomyliło.

Pokaż więcej komentarzy (4)

GURU

w Wojna na Bliskim Wschodzie '26

27piorunów

https://x.com/HormuzLetter/status/2110380717385318482

Iran poinformował, że duży kontenerowiec należący do Zjednoczonych Emiratów Arabskich, przewożący ponad 2 500 kontenerów, natrafił dziś rano na minę morską, eksplodował i zatonął w południowym korytarzu Cieśniny Ormuz w Omanie, wspieranym przez Stany Zjednoczone.

Jest to pierwszy statek zatopiony przez minę w trakcie tej wojny.

Wstępne doniesienia wskazują, że statek towarowy przewoził luksusowe perfumy i iPhone’y z Dubaju.

Autorytet14piorunów
przewoził luksusowe perfumy i iPhone’y z Dubaju.

To pewnie te, które można kupić m.in. pod wieżą Eiffla, czy Koloseum. XD

Pokaż więcej komentarzy (4)

Mistrz

w Wiadomości Świat

52piorunów

Stany Zjednoczone rozważają użycie największej bomby nieatomowej w przypadku wznowienia ataków na Iran

Stany Zjednoczone rozważają użycie MOAB, nazywanej "matką wszystkich bomb", w przypadku wznowienia ataków na Iran - donosi CNN. Według rozmówców stacji, Donald Trump liczy na efekt psychologiczny, który wywołać ma użycie największej bomby w arsenale USA. Potężny atak miałby pozwolić mu na wyjście z

Gruba ryba

w Lotnictwo

18piorunów

Kilka dni temu, na rotującym do USA z obszaru 'wiadomo jakiego' F18 Super Hornet wypatrzono oznaczenie sugerujące że zatopił okręt podwodny. Nie lada wyczyn biorąc pod uwagę jak niewiele krajów operuje tego typu jednostkami, oraz jak trudno je wykryć i zniszczyć nawet podczas otwartych konfliktów. Jest to jednocześnie pierwszy znany przypadek gdy F18 zniszczył tego typu jednostkę.

...dwa dni później przyleciał jednak on - 'syn koleżanki twojej mamy', F-35C na którym było widać 3 zatopione kręty podwodne ;))

Pokaż więcej komentarzy (4)

Mistrz

w Wiadomości Świat

25piorunów

Pentagon nakazał amerykańskiemu wojsku przejście w stan gotowości do ataku na Iran. Celem mogą być m.in. instalacje nuklearne

Pentagon nakazał amerykańskiemu wojsku przejście w stan gotowości do ataku na Iran - podał portal Axios. Wznowione operacje miałyby obejmować m.in. zmasowane bombardowania irańskich instalacji nuklearnych. Prezydent USA Donald Trump może wydać rozkaz na krótko przed ważnymi wyborami. Polecenie

GURU

w Wiadomości Świat

8piorunów

Parlament Iranu za karaniem wywiadów z wrogimi zagranicznymi mediami

Projekt przyjęto stosunkiem głosów 174 do sześciu mimo sprzeciwu rządu. Przewiduje do dwóch lat więzienia, grzywny i chłostę za kontakty z mediami uznanymi przez resort wywiadu za wrogie. Ustawa czeka jeszcze na ocenę Rady Strażników. We wtorek irański parlament stosunkiem głosów 174 do sześciu

Mistrz

w Wiadomości Świat

42piorunów

Amerykanie wysyłają trzeci lotniskowiec na Bliski Wschód - USS Theodore Roosevelt

Pentagon planuje wysłanie na Bliski Wschód trzeciej amerykańskiej grupy uderzeniowej z lotniskowcem USS Theodore Roosevelt na czele - informują media. W regionie może wkrótce znaleźć się łącznie nawet 10 tys. dodatkowych żołnierzy USA. Najnowsze ruchy wojsk podsycają doniesienia o możliwej eskalacji

Osobistość

w Finanse i biznes

23piorunów

JPMorgan i Goldman: przepływy ropy z Bliskiego Wschodu wracają niemal do poziomów sprzed wojny — 17,5 mln baryłek dziennie, czyli 98%

Przepływy ropy z Bliskiego Wschodu wracają niemal do poziomów sprzed wojny, mimo że ryzyko dla żeglugi nadal pozostaje wysokie. Według JPMorgan eksport ropy z regionu wzrósł do około 17,5 mln baryłek dziennie, czyli 98% poziomu sprzed wojny. Eksport produktów naftowych, takich jak diesel i benzyna

Osobistość

w Wiadomości Świat

12piorunów

Podejrzani w sprawie RAF Fairford zwolnieni za kaucją; policja potwierdza, że są obywatelami Wielkiej Brytanii

Brytyjskie władze poinformowały, że pięciu mężczyzn zatrzymanych pod zarzutem przygotowywania zamachu w pobliżu bazy RAF Fairford to obywatele Wielkiej Brytanii w wieku około 20–29 lat, mieszkający w Londynie. Policja nie podała na razie ich motywów ani ewentualnych powiązań. Mężczyźni zostali

GURU

w Wojna na Bliskim Wschodzie '26

16piorunów

https://www.twz.com/air/british-police-arrest-men-driving-toward-u-s-bomber-base-in-the-u-k-with-suspected-explosives

Tymczasem w GB udaremniono zamach bombowy na bazę lotniczą USAF gdzie stacjąnują między innymi bombowce strategiczne.

Irańczycy? rosjanie? Właściwie na jedno wychodzi bo to bliscy sojusznicy obecnie (co trump bardzo się stara ignorować, walcząc z jednymi a pomagając drugim) więc pradopodobne że wspólna operacja.

Lider4piorunów

@Kronos To jest rzeczywiście ciekawa akcja - zorganizowana, na sporą skalę (trzy furgonetki wypakowane jakimiś beczkami, goście w kominarkach). Najpewniej to akcja jakiegoś środowiska skrajnego (ruscy, Chińczycy i cała ferajna wokół lubią finansować tych co stoją pod ścianą). Zobaczymy, co z tego wycieknie.

Pokaż więcej komentarzy (6)

Osobistość

w Wiadomości Świat

52piorunów

Trump odrzuca siedmiodniowy plan Iranu dotyczący zakończenia wojny i ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz.

Donald Trump odrzucił przedstawioną przez Iran siedmiodniową mapę drogową, która miała doprowadzić do zakończenia wojny i ponownego otwarcia Cieśniny Ormuz. Powiedział, że Iran chce porozumienia, ponieważ „przegrywa bardzo mocno”, ale zaproponowane warunki są dla USA nie do przyjęcia. Iran twierdzi

Tytan

w Muzyka

3piorunów

Wykonawca: Soroush Kamalian
Album: Displaced Hands
Utwór: Displaced Hands

Irański multiinstrumentalista mieszkający we Francji, grający m.in. na tradycyjnym instrumencie kamanche oraz pianinie, łącząc w swojej twórczości muzykę elektroniczną z brzmieniami orientalnymi.

https://youtu.be/hoMOsj3t2FU?is=HjEqKtd9W8ttX6uu