MikuuuusLider
59piorunów-1 Kuter BK-16

Taki heheszek 😆
Kategoria: Wiadomości Świat
Miejsce poświęcone szeroko pojętym treściom związanym z wojenną zawieruchą wna Ukrainie.
MikuuuusLider
59piorunów-1 Kuter BK-16

Taki heheszek 😆
alaMAkotaGURU
32piorunówW rosyjskiej niewoli ukraińskim jeńcom wojennym mówi się, że nikt na nich nie czeka i że dawno o nich zapomniano. Dlatego Ukraińcy stoją przy drogach podczas każdego powrotu, z flagami i transparentami.
Na filmie też Polski akcent.
https://streamable.com/556tv7

Ktoś kroi cebulę?
MikuuuusLider
27piorunów
@Mikuuuus Dobre nowiny
Obrońcy Mariupola - Boże, to 4 lata ruskiej niewoli !
@alaMAkota To samo sobie pomyślałem. Że oni tam dożyli do tego momentu to jest cud...
RedCrescentFanatyk
33piorunówI jeszcze smaczek z #pikabu - o tym jak Rosjan boli nierowne traktowanie ich ataku na Ukraine i Izraelskiego ataku na Liban.

Nie broniąc państwa połozonego tam gdzie chce, różnica jest taka, że z terenu Libanu Hezbollach wystrzeliwuje rakiety l, zarówno w Izrael jak i w sojuszników Amerykanów tj w bazy UK na Cyprze.
Dodatkowo ich wojska tam reguralnie wchodzą i wychodzą.
Niektórzy mieszkający przy granicy powinni już jakiś biznes na tym robić, jakieś punkty sprzedaży informacji o przeciwniku, czy mundury przeciwnej strony albo wytwarzanie rur z pcv do tworzenia wyrzutni. Trzeba być kreatywnym 😅
@Feniks_rf górscy żydzi mieli na to metodę, ale Libańczykom może być ciężko pobić mistrzów.
https://time.com/archive/6860433/switzerland-paying-up-sort-of/
RobertCaliforniaGruba ryba
18piorunówWojciech Orliński (ex Gazeta Wyborcza) napisał fajną recenzję książki, która sama w sobie jest dobrą analizą jak można przewidywać rozwój wojny i ich wyniki (spojler: sama przewaga militarna to za mało). Poniżej fragment o tym dlaczego USA mogą przegrać konflikt z Chinami (ale

RedCrescentFanatyk
26piorunówPiatek, zatem Komsomolska:
* „Nasza rodzina zawsze pomagała tym, którzy walczą na froncie”: starszy szeregowy Maria Sergeeva wyruszyła na front, kierując się głosem serca i z błogosławieństwem ojca.
Starszy szeregowy Maria Sergeeva: „W ciągu pół dnia ewakuowaliśmy 150 cywilów spod ostrzału”.
* Ajatollah Chamenei mógł zostać pochowany w tajemnicy.
Wschodniolog Suponina opowiedziała o specyfice pogrzebu Chameneiego.
* Tysiące nowych Rosjan zyskało nadzieję na własne mieszkanie: Władimir Putin poparł propozycję korespondenta wojskowego „KP” Aleksandra Kota.
Putin zlecił, z inicjatywy korespondenta wojskowego Kotsa, ocenę szkód w strefie przygranicznej.
* „Śpimy w schronie między syrenami, które wyją co godzinę”: Izraelka ujawniła skutki wojny z Iranem.
W Izraelu z powodu wojny z Iranem zamknięto szkoły i uczelnie.
A skoro wojna rozlewa się coraz bardziej to zerknijmy na tą u naszych wschodnich sasiadow - z perspektywy rosyjskiej propagandy (z delikatnym akcentem na 8 marca) :
Specjalna operacja wojskowa to po prostu skarbnica niesamowitych ludzi. Można spotkać tu wszystkich: agentów turystycznych, aktorów, bankierów. Wszyscy oni ramię w ramię z zawodowymi żołnierzami bronią kraju. Wśród nich jest wiele kobiet, które ratują żołnierzy, nawiązują łączność, ewakuują ludność cywilną.
Często wiąże się to z ryzykiem dla własnego życia. Do studia Radia „Komsomolskaja Prawda” przyszła starszy szeregowy Maria Sergeeva, starszy mechanik stacji radioliniowej plutonu radioliniowego kompanii radioliniowej batalionu łączności 1. Armii Pancernej. Jednak z Maszą nie rozmawialiśmy wcale o łączności. Oto jej historia.
.
Kiedy rozpoczęła się specjalna operacja wojskowa, Maria była w Moskwie i nawet nie myślała o tym, że kiedyś założy mundur z pagonami. Jej bronią były wtedy serce i ręce. Od pierwszych słów naszego wywiadu zaskakuje mnie:
– Jestem patriarchalną wolontariuszką przy Jego Świątobliwości Patriarsze Cyrylu. Organizujemy różnego rodzaju wydarzenia, pomagamy potrzebującym, karmimy bezdomnych – zakres naszych działań jest ogromny... Towarzyszymy Jego Świątobliwości podczas nabożeństw patriarchalnych.
– A jak trafiłaś do operacji specjalnej? – pytam i od razu zdaję sobie sprawę, że to było głupie pytanie.
- Na początku operacji zwrócili się do nas mieszkańcy regionu Belgorod, mówiąc, że potrzebna jest pomoc dla uchodźców z obwodu charkowskiego. Oczywiście natychmiast wyruszyliśmy. Już w pierwszych dniach byliśmy w obwodzie belgorodzkim. Jechaliśmy tam i nawet nie rozumieliśmy, co się dzieje. A tu jadą ogromne kolumny BTR-ów, inna technika, omijamy ją, wpadamy do rowu... ona jedzie i jedzie. To uczucie do dziś pozostaje w moim sercu, kiedy to wszystko zobaczyłam. Pasterz wysłał nas jeszcze do samego obwodu charkowskiego – tam było wiele dzieci i oczywiście była tam ogromna potrzeba zarówno pieluch, jak i wszystkiego innego. A po pewnym czasie zaczęliśmy pomagać również żołnierzom. Tak poznałam Ministerstwo Obrony i podążając za głosem serca, oczywiście na zaproszenie, wstąpiłam do niego...
.
- W którym momencie zrozumiałaś, że musisz założyć mundur wojskowy?
- Kiedy wszystko się zaczęło, powiedziałam: nie założę munduru wojskowego – jestem osobą cywilną. Postanowiłam, że jeśli go założę, to tylko oficjalnie. Tak też się stało – podpisałam kontrakt i po raz pierwszy w życiu założyłam mundur kamuflażowy.
- Jak bliscy zareagowali na tę decyzję?
- Jeśli spojrzeć na historię naszej rodziny, to zawsze pomagaliśmy tym, którzy walczyli na froncie. A mniej więcej w tym samym czasie znaleźliśmy dokumenty dotyczące odznaczenia mojego pradziadka... Mama powiedziała: „No cóż, masz to w genach, więc jedziesz tam”. W ten sposób mnie wsparli. Bardzo ważnym czynnikiem było również to, że mój ojciec dał mi błogosławieństwo. Wszystko więc było w porządku.
- Twoja córka miała wtedy dopiero 14 lat. Co powiedziała?
- „No dalej, to przecież super...” Ma teraz 18 lat i nawet myśli o wyborze kierunku wojskowego na studiach. Chciałabym zwrócić uwagę na nasze nowe pokolenie. My byliśmy pokoleniem Pepsi, a oni są patriotami. Widzę ten przykład na własne oczy. I oczywiście jestem dumna, że może sama daję komuś taki przykład.
.
„WY TEŻ POSZLIŚCIE”
– Na piersi masz Krzyż św. Jerzego. Za co został przyznany?
– Było miasto. Zostało ewakuowane prawie w ciągu doby. Oczywiście całkowicie pozbawione prądu. Bez wody. Przypadkowo było to w Dzień Obrony Dzieci. Zaczęły do mnie napływać wiadomości: tam zostali cywile, nie mogą opuścić swoich domów, są babcie, są rodziny z dziećmi. Za zgodą naszego kierownictwa pojechaliśmy i odwiedziliśmy te adresy. Ewakuowaliśmy ponad 150 osób. Byli też leżący.
- Ile czasu potrzeba, aby uratować taką liczbę osób?
- Cóż, zaczęliśmy gdzieś w porze obiadowej... Musieliśmy objechać całe miasto... Zanim dojechaliśmy... Do nocy ewakuowano już wszystkich. Mieliśmy całą ekipę - około 10 samochodów jeździło w kółko. Wszystko było odcięte od prądu, nawigacje nie działały, nikt nie wiedział, jak znaleźć adres. Pomagali nam księża – albo wyjaśniali, albo jechali z nami w samochodzie i wskazywali drogę. Jedną z ostatnich rodzin, które ewakuowaliśmy, była rodzina z ośmiorgiem dzieci – małych i dużych... Zapytałam jeszcze mamę: „Jak udało się wam przetrwać cały ten czas?”. A gdzie mogła się podziać z ośmiorgiem dzieci? Następnego dnia przyjechaliśmy do nich do PVR, pogratulowaliśmy im z okazji Dnia Ochrony Dzieci – i było to dla mnie bardzo niezapomniane wrażenie... Ogólnie rzecz biorąc, nie na darmo to zrobiliśmy...
.
- Pamiętasz, jak wyglądało wręczenie nagród?
- Tak, następnego dnia - nagrodzono nas w specjalnym trybie. Ale przecież nie dla nagród to wszystko robiliśmy... Pamiętam, że przyjechał do nas mężczyzna z Moskwy i powiedział: „Mam tam starszą mamę, muszę ją zabrać”. Natychmiast wyruszyliśmy. A co byście zrobili? Też byście pojechali.
Kiedy nas nagrodzono, pomyślałam: „O, to jest św. Jerzy Zwycięski!”. A oni mi mówią: „Masza, co ty? To nagroda państwowa”. W sumie dopiero kiedy otrzymałam certyfikat – trzy miesiące później – zrozumiałam: to od Naczelnego Wodza! To od Władimira Władimirowicza! Dla mnie bardzo cenne jest to, że kraj wie, widzi, rozumie, jaka to ciężka praca... Chociaż robimy to wszystko z głębi serca.
„PRZYLECĘ DO WAS DRONEM”
.
- Maria, nie zamierzałaś wstąpić do wojska. A co będzie po zwycięstwie? Zostaniesz? Czy wrócisz do cywila?
- Wszystko się zmienia, wszystko się rozwija. Chciałabym stać u źródeł tych zmian i być kimś użytecznym. Lubię systematyzację i modernizację. Więc dlaczego nie. Jako uczestniczka programu SVO mam prawo do preferencyjnego przyjęcia na studia, skorzystałam z niego i poszłam do RANHiGS. Dziękuję państwu za wsparcie i stworzenie mi możliwości. To było moje marzenie – ukończyć studia i iść dalej.
- Na jaki kierunek się zdecydowałaś?
- Innowacyjność.
- Czyli będziesz wdrażać innowacyjne metody w armii?
- Myślę, że to dobry pomysł. Wyobraź sobie, że za pięć lat spotkamy się tutaj i porozmawiamy o nowościach w armii, o modernizacjach. Przylecę dronem - śmieje się Maria. - Nazwiemy „Babę Jagę” w jakiś nowy sposób i będę na niej.
.
- A jeśli spojrzeć na dzisiejszą sytuację? W ciągu czterech lat nasza armia nie tylko wkroczyła w następne stulecie, ale poszła jeszcze dalej. Jeśli na początku były kolumny, czołgi, sprzęt, to teraz walczą roboty sterowane przez człowieka. Jak się do tego przyzwyczailiście na froncie?
- Nie przyzwyczailiśmy się. Nawet nie czuliśmy, że wszystko się zmienia. To nasi żołnierze są tym, co się zmienia. To oni wszystko zmieniają, a nie ktoś z zewnątrz. Nie patrzymy wstecz, ale przed siebie: co jeszcze możemy zrobić i jak jeszcze możemy się poprawić.
.
KORZYSTAJĄC Z OKAZJI
Podziękowania od gwardii starszej szeregowej Siergiejowej:
- Chciałabym podziękować całemu naszemu kierownictwu, dowództwu za możliwość służenia ludziom, za wspieranie nas w naszych pomysłach... Życzę im zawsze sukcesów, wtedy my też będziemy je mieli.
Osobno przesyłam pozdrowienia, a dokładniej, chcę wesprzeć „Karbita”. Obecnie pełni on nową funkcję, ale to dopiero początek czegoś interesującego.
Służę Rosji!
Święto na froncie
- Jak 8 marca gratulują wam, chłopaki, z frontu?
- „Z serca i nerek daję wam kwiatek” - śmieje się Maria. - Oczywiście, czekają tam na mnie. Jak pogratulują - nie wiem. To niespodzianka. Ale wiem, że zawsze robią to z całego serca. Dziękuję chłopakom, którzy byli i są przy mnie. Dla mnie, osoby cywilnej, która nigdy nie była w wojsku, bardzo ważne jest, że rozumieją, iż obok nich nie ma mężczyzny, a kobietę. Czasami mogą coś powiedzieć, a ja od razu reaguję po kobiecemu... to ogólnie tragedia, ale oni pomagają mi sobie z tym poradzić, zrozumieć. Jestem im za to bardzo wdzięczna.

Kobiety też gwałcą w ruskiej armii czy może preferują tylko facetów?
@sireplama spokojnie. Nawet nie wiadomo czy to w ogóle jest prawda.
@sireplama "zawsze się trochę gwałci "
@kodyak najprawdziwsza! Radziecką prawda.
Przecież znacie historię o rozdawaniu aut na placu czerwonym. 😅
MikuuuusLider
55piorunówDzień dobry :sunny::sunny::sunny:

MikuuuusLider
64piorunów
Przyjszedła koza do woza...heh
Ciekawe czy podziękowali
MikuuuusLider
158piorunów
@Mikuuuus Gdyby 70 lat temu jego rodacy, ginący w powstaniu walcząc z sowietami o wolne Węgry, wiedzieli jakiego imbecyla i zdrajcę wiedzieli jego rodacy, to by to pie*dolneli i wyjechali w Bieszczady.
jak tam Zakarpacie viktorku? wróciło już do "macierzy"? faszystowski ruski śmieć.
MikuuuusLider
32piorunów
@Mikuuuus Różnica jest taka, że Ukraińcy trafią do szpitali, a kacapy z powrotem na front...
MikuuuusLider
65piorunów-1 Ka-27 🎉

Dobra seria z kacapskimi śmigłowcami, liczę na kontynuację.
@Mikuuuus wyjątkowo nieurodziwy
MikuuuusLider
25piorunówOd Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Ukrainy

@Mikuuuus good job
MikuuuusLider
54piorunów
Iran twierdzi że rakieta która zabiła 150 uczniów była wystrzelona z Bahrajnu. Tak tylko tu wrzucam do przemyślenia o tej "ochronie życia".
Zaatakował izrael z poparciem redneckow z Alabamy, więv w rezultacie szyici bombarduje sunnitów. Proste
MikuuuusLider
32piorunów-1 Mi-8 xD
#ukraina #wojna #rosja #smiglowce #lotnictwo #obwodrostowski

zuchy, 3 medale wyjete z worka do wydania
@l33tv33n Biedna stodola.
alaMAkotaGURU
108piorunówW obwodzie rostowskim ruscy chcieli zestrzelić ukraińskiego drona, a strącili w swój helikopter.
Na razie strona ruska potwierdza katastrofę śmigłowca. Czekamy na dalsze info.

@alaMAkota mam nadzieję że dronowi nic się nie stało
alaMAkotaGURU
60piorunówJeden z najpopularniejszych rosyjskich propagandystów i blogerów wojskowych Michaił Onufrienko twierdzi, że rządowe zablokowanie Telegramu to przygotowanie do masowej mobilizacji, rozszerzenia działań wojennych na froncie i w krajach bałtyckich, a także masowego zajmowania kont bankowych.
Pojawiają się doniesienia o ograniczaniu przepustowości Telegrama w Rosji, co uderza w blogerów traktujących tę platformę jako swoją główną bazę. Część z nich została „wchłonięta” przez oficjalne struktury medialne, tracąc swoją dawną "drapieżną" niezależność. Kanał MOnufrienko ogląda conajmniej milion osób.

@alaMAkota uff, dobrze ze wyszliśmy z traktatu ottawskiego. Zapraszamy.
https://pl.wikipedia.org/wiki/Traktat_ottawski
@alaMAkota Ostatnio patrzyłem na Google Street view na Narwę i to jest nie do obrony. Ponadto 96% mieszkańców mówi po rosyjsku, więc pretekst do wjazdu jest.
Więc moim zdaniem nie przesmyk suwalski, ale właśnie Narwa będzie pierwszym celem. :slightly_frowning_face:
alaMAkotaGURU
74piorunówExilenova sugeruje, że tajemniczy trafiony okręt w tabelce start ruskich to jeden z dwóch:
Admirał Makarow lub Admirał Essen (który, nawiasem mówiąc, dzień wcześniej ładował pociski Kalibr).

@alaMAkota 3-dniowa operacja specjalna kontynuuje zaskakiwanie.
Uuuuu..... Byłoby miło bo to chyba jak na Ruska flotę grube ryby
@et0 jasne. Są to obecnie najbardziej wartościowe jednostki Floty Czarnomorskiej, pełniące rolę okrętów flagowych.
Admirał Makarow” został okrętem flagowym Floty Czarnomorskiej, po zatopionym krążowniku Moskwa, a essen bombarduje kalibrami cały czas. Żeby go troszkę ukryć, ruscy go przemalowali optycznie zmniejszając :)
MikuuuusLider
82piorunów
tu sie cieszymy 1 statkiem, a usa w 1 dzien kladzie 9 czy 11 Iranskich statkow. Pewnie cala flota.
Gdyby USA chcialo to RU rozlozyliby w 2-3dni calkowicie. NIe zrobiliby tego w ciagu 1 dnia tylko ze wzgledu na rozlozystosc RU
@666 weźmy pod uwagę że Ukraina położyła 31 nie mając floty xD
@KonioNT Ani na początku lotnictwa.
@666 9 czy 11
I see what you did there ( ͡° ͜ʖ ͡°)
@Lemon_ jak nie mieli lotnictwa? mieli Migi i sukhoje, ok 80-100 sztuk
RedCrescentFanatyk
39piorunówNo i obiecany artykul z dzisiejszej Prawdy. (polecam od "jak cierpiala armia", czasem pogrubialem ciekawsze fragmenty, mam wrazenie, jakby pojawial sie gdzieniegdzie delikatny glos niezadowolenia czy rozczarowania pewnymi szczegolami zwiazanymi z wojna)
W autorskiej audycji specjalnej korespondentki Pravda Ru Darii Aslamowej „Gorące punkty” – szczera rozmowa z pisarzem, ochotnikiem i wolontariuszem Siergiejem Bereżnym. Biełgorod pod syrenami, codzienność na froncie, prawda o okopach i trudne pytania o negocjacje, ideologię i przyszłość. Wyznanie człowieka, który nie obserwował wydarzeń z boku, ale był ich częścią.
Wyznanie człowieka, który wybrał obecność
Belgorod. Siedzimy w holu hotelu i słyszymy, jak bombardują miasto. Metaliczny głos uporczywie powtarza: „Alarm powietrzny. Schowajcie się w schronie”. Przez okno widzę, jak mieszkańcy spokojnie idą za swoimi sprawami, uważnie patrząc pod nogi. Właśnie przeszła lodowa ulewa, więc trzeba uważać na nogi i patrzeć na obie strony. A po co patrzeć w niebo? Od nieba nie oczekują już niczego dobrego.
Za stołem siedzi człowiek, o którym trudno powiedzieć w kilku słowach. Siergiej Bereżnoy. Sędzia federalny pierwszej klasy. Prawnik. Pisarz. Laureat Wielkiej Nagrody Literackiej Rosji. Wolontariusz, został ciężko ranny w Syrii, potem w Donbasie. W wieku 70 lat regularnie jeździ na linię frontu jako wolontariusz. Sam śmieje się ze swojej biografii:
— Posłuchajcie, tak mnie scharakteryzowaliście, że można pomyśleć, że jestem terrorystą. Byłem tam, tam i tam...
Nie. Wolontariusz. Świadek. Nalega właśnie na to słowo — był obecny. Nie walczył, nie dowodził — był w środku. Widział i zapamiętywał. Jako prawnik rozumiał, jak ważne jest bycie świadkiem. Rozumiał to, czego nie da się zrozumieć z daleka.
Kwestia ukraińska – najtrudniejsza kwestia historyczna
Rozmowa zaczyna się od historii. Bez niej obecna wojna nie ma sensu, rozpadając się na niespójne wiadomości.
– To, że należało rozwiązać kwestię ukraińskiego nazizmu, jest oczywiste – mówi Bereżny. – Ale denazyfikacji nie przeprowadza się oczywiście za pomocą rakiet.
Sprzeciwiam się: „A co z II wojną światową? Najpierw zwycięstwo siłą, a potem wychowanie – tak powstała NRD”.
Berezhny kręci głową.
– Z Ukrainą jest trochę inaczej. Cały czas nam powtarzano: „To są nasi bracia”. A kwestia ukraińska jest bardzo złożona historycznie. Kiedy w XIX wieku austriacki sztab generalny zebrał się i zaczął wymyślać język ukraiński, kulturę ukraińską, naród ukraiński, literaturę ukraińską, narodowość – był to projekt polityczny. A potem bolszewicy wnieśli swój wkład.
Wspomina rozmowę pod Iziumem – w jakiejś wiosce, z miejscowym dziadkiem. Prosty staruszek, bez wykształcenia, bez internetu – a powiedział coś, co zapadło mu w pamięć na zawsze.
— Mówi: „Synku, to przecież kontynuacja wojny domowej”. Wielką Ojczyznę również uznał za kontynuację wojny domowej — w szczególności na Ukrainie. W Rosji wojna się skończyła, ale na Ukrainie trwała dalej. I ma rację. Ziarna, które zostały zasiane przez narodową świadomość w nieistniejącym jeszcze narodzie, wykiełkowały. Niedoskonałość jest zawsze obecna u części dużego narodu, u tych, którzy czują się czymś odrębnym, ale nie potrafią tego uzasadnić.
Berezhnyj podaje liczby, które kiedyś pojawiały się w dokumentach – około 400 tysięcy kolaborantów na Ukrainie w momencie jej wyzwolenia. Pomnóżmy to przez trzy – członków rodziny. Prawie milion osób służyło Niemcom.
— A potem nadszedł rok 1957, kiedy wszyscy zostali amnestowani. I to nie tylko amnestowani — zostali wprowadzeni na ważne stanowiska, do organów partyjnych i radzieckich. Ten sam Krawczuk chwalił się: nosił produkty banderowcom do kryjówek. A potem został sekretarzem ds. ideologii. A jego następnym stanowiskiem było pierwsze prezydent Ukrainy.
Jeszcze w 1990 roku przygotowywaliśmy raport na temat kwestii narodowościowej — na ile żywy jest ukraiński nacjonalizm. Okazał się bardzo żywotny. Bardzo. Ale wydaje mi się, że wynika to z poczucia niedoskonałości – zwłaszcza na zachodzie Ukrainy. Tam panują specyficzne warunki społeczne. Chociaż żyło się tam całkiem nieźle – lepiej niż w pozostałej części Ukrainy. Ale był problem z pracą. Dlatego wielu mieszkańców zachodniej Ukrainy przyjeżdżało do nas do pracy w kołchozach.
Jak wieś opanowała miasto
— Wiecie, już na samym początku, na Majdanie, mówiono mi: „W Kijowie z przerażeniem obserwują, jak wieś opanowuje miasto” — mówię.
Berezhny kiwa głową.
— I tak się stało. Wieś opanowała miejską Ukrainę. W 2014 roku w Ukrainie praktycznie nie było armii. Była rozłożona. Nie było tego oporu, który widzimy teraz. Była szansa — ogromna szansa.
Nie wykorzystaliśmy jej — i teraz za to płacimy. Wiedziałem już mniej więcej od grudnia, że coś się zacznie – nie byłem oczywiście wtajemniczony we wszystko, ale czułem to.
Jak cierpiała armia
Kiedy rozmowa schodzi na temat armii – obecnej, armii czwartego roku wojny – Bereżny długo milczy. Szuka słowa precyzyjnego jak skalpel.
— Armia, jak każdy żywy organizm, chorowała. Ciężko chorowała przez dziesięć lat. A potem zaczęło się leczenie — ale nie terapeutyczne, rozumiesz? Nie tabletki, nie kroplówki. Chirurgiczne. Przez najstraszliwszy ból. Przez krew.
Pamięta fizycznie 22 lutego — tak jak pamięta się zimno lub głód. Bandaże kupowali za własne pieniądze. Leki — za swoje. Mundury rozchodziły się już po pierwszym deszczu, rozrywały się o druty kolczaste, a żołnierz, który właśnie wydostał się z okopu, wyglądał, jak to sam ujął, jak bezdomny. Ruch wolontariacki dopiero się rodził — ludzie przynosili, co mogli, niektórzy prosili, aby nie podawać ich nazwisk: na Ukrainie zostali krewni, mieszkają tam przyjaciele.
— Teraz jest inaczej. Jest wyżywienie, jest normalna odzież, są leki. W końcu jest wiara – żywa, prawdziwa, wypracowana cierpieniem. Kiedy przyszedł nowy minister obrony, armia najpierw zamarła, tak jak zamiera człowiek, któremu tyle razy obiecano i tyle razy nie dotrzymano obietnic, że boi się już mieć nadzieję. A potem ożywiła się. Uwierzyła.
Oficerowie widzieli opóźnienia – nie można było od razu wszystkich wymienić, oczyścić, znaleźć nowych, przygotować. Niemniej jednak wiara pozostała. Widzieli, z jakim trudem, z jakim zgrzytem wprowadza się porządek. Powoli. Bolesnie. Ale – wprowadza się. Układa się w jakiś uporządkowany system.
A jednak pozostało to, co hamuje najbardziej. Co przeszkadza bardziej niż jakikolwiek wróg. Kłamstwo. Kłamstwo poszczególnych dowódców. Nowy minister słusznie powiedział: można popełniać błędy, ale nie można kłamać. Jeśli nie zdobyliście punktu oparcia, nie mówcie, że go zdobyliście. Czym jest punkt oparcia? Może to być okop o długości dziesięciu metrów. Albo ziemianka. Albo ufortyfikowana osada. Albo całe miasto. Jeśli nie zdobyliście tego punktu, po prostu powiedzcie: trwają walki w okolicy takiej a takiej miejscowości. To wszystko. To wystarczy. Ludzie zrozumieją.
Pułkownik i jego tysiąc kilometrów
Wśród nazwisk, które Bereżnoy wymienia ze szczególnym ciepłem, znajduje się pułkownik Wiktor Wasiljewicz Fedotow. Brygada „Wilki”. Szturmowa brygada rozpoznawczo-dywersyjna. Ochotnicy-kontraktowcy – ludzie zazwyczaj w średnim wieku i starsi, z ukształtowaną świadomością, ze swoim rozumieniem tego, po co tu są. Jeden z bojowników brygady ma ponad osiemdziesiąt lat.
Sam Fedotow nie jest zawodowym żołnierzem. Służył kiedyś, przeszedł do cywila, żył zwykłym życiem. A potem na front poszedł jego syn. I ojciec nie mógł pozostać.
— Uciekają do niego — mówi Bereżny. — Rozumiesz? Samowolnie opuszczają swoje jednostki i przychodzą do niego. Wiedząc, że automatycznie trafiają do kategorii osób, które samowolnie opuściły jednostkę. Przychodzą i mówią: „Towarzyszu Fedotow, weź nas do siebie. Powiedz, że nie jestem dezerterem – po prostu chcę walczyć z wami”.
Dlaczego? Ponieważ w jego brygadzie panuje prawo. Nie rozkaz, nie instrukcja — właśnie prawo, moralne, żywe: każdy ranny musi zostać wyniesiony. Każdy poległy — zwrócony. Żołnierz, który poszedł bronić Ojczyzny, musi wrócić do domu — żywy lub martwy, ale wrócić. Otrzymać honory. Położyć się w ojczystej ziemi.
Żołnierze o tym wiedzą. I idą do niego.
Berezhny zawiózł go do szpitala — prawie tysiąc kilometrów wojskowymi drogami. Fedotow ledwo siedział, blady, poddany, oficjalnie już nie dowódca. Telefon nie milkł ani na chwilę przez całą drogę.
— On ledwo żyje. Nowy dowódca już przejął brygadę. A oni i tak dzwonią do niego. Nie do nowego — do niego. „Towarzyszu Fedotow, tak właśnie się stało…” Bo on jest jedyny taki. Bo kibicuje każdemu. A takich dowódców jest wielu. Tych, którzy dbają o swoich. Którzy nie wysyłają ludzi na śmierć bezmyślnie, z góry, dla ładnego zdania w raporcie. Po prostu nie mówi się o nich głośno. Jeden starszy oficer, pułkownik, absolwent akademii Sztabu Generalnego, powiedział mi: „Kiedy oficer będzie naprawdę odpowiedzialny za każdego żołnierza: dlaczego zginął, dlaczego został ranny — wtedy wszystko będzie inaczej.
Żołnierz o kulach
Pod koniec roku jeździli po oddziałach z prezentami: cukierkami, mandarynkami, skarpetami, swetrami. Wydawałoby się, że to drobiazgi. Ale na wojnie nie ma drobiazgów – są tylko znaki, że ktoś o tobie pamięta.
Zajechali do kompanii sanitarnej. Las. ziemianki. Śnieg. Takie zimno, że oddech zamienia się w parę. A na posterunku – żołnierz. Jeden z tych, którzy już podnieśli się po ranach, już chodzą, ale nadal o kulach. Stoi, pełni służbę.
Spojrzał na Bereżnego i zapytał cicho, niemal nieśmiało:
— Proszę mi powiedzieć... czy na Nowy Rok wojna się skończy?
— Patrzę na niego, całkowicie zaskoczony jego pytaniem. A on wyjaśnia: „No przecież mówili — negocjacje, że już zaraz...”
— Nie — odpowiedziałem mu. — Nie, mój drogi. Wojna się nie skończy.
Żyją tą nadzieją — i jednocześnie są gotowi iść do końca. Przez te wszystkie lata nikt ani razu nie powiedział: „Mam dość, wystarczy, do domu”. Nie. Chcą czegoś innego — po prostu zrozumieć, co się dzieje. Poznać prawdę. A to jednocześnie tak mało — i tak wiele.
Najtrudniejsze pytanie – negocjacje
– Jak żołnierz w okopie ma reagować na niekończące się negocjacje polityczne? – pytam. – Jest zmęczony, a tu kolejna runda. O czym? O kim?
Berezhny odpowiada ostrożnie – nie jest osobą, która udaje, że wie wszystko.
– Nie wiemy przecież, co skłania naszych polityków do podejmowania takich czy innych decyzji. Oni znają stan gospodarki. A wojna – w gruncie rzeczy to tylko niewielka część polityki, środek realizacji. Ja na przykład nie znam stanu gospodarki. Dlatego mówienie „wszystko jest źle” lub „wszystko jest dobrze” jest równie nieodpowiedzialne.
Jedno wiem na pewno. O walce na poważnie. Jeśli zamachnąłem się, żeby uderzyć, po co mi przerywasz? Nie trzeba mnie powstrzymywać. To samo Charków w 2022 roku, kiedy wyszliśmy na obwodnicę. To samo Kijów w lutym-marcu 22 roku. A potem nagle wszystko się zatrzymuje. Zaczyna się polityka.
A co do otwartości negocjacji dla armii — waha się:
— To trudne. To powoduje dezorganizację. Żołnierz siedzi w okopie i myśli: „Jeśli jutro podpiszą pokój, a mnie zabiją dzisiaj — jaki to ma sens?”. To utrata motywacji. To chaos w głowach.
Kiedy kończą się bracia
Psychologia ludzi na froncie się zmieniła – nie ucieka od tego, nie łagodzi.
– W 22 roku pod Charkowem wzięliśmy dwóch jeńców. Młodzi, ostrzyżeni, przestraszeni – prawie chłopcy. Myśleliśmy, że zostaną rozstrzelani, co najmniej. A ich nakarmiono, napojono, dano papierosy. Posadziliśmy ich przy „dyżurce” bez straży — tak po prostu. Przechodziliśmy obok, zatrzymywaliśmy się: „Nie jest ci zimno? Może herbatę?”.
Takie było nasze podejście — mówi Bereżny. — A teraz jest trochę inaczej. Chociaż nadal — jeśli sam się poddałeś, podniosłeś ręce, nikt ci nic nie zrobi. Ale tego serdecznego podejścia, że to jakby zagubieni bracia, już nie ma.
Opowiada o znajomym z zachodniej Ukrainy, który od dawna mieszka w Rosji. Dla jego rodziny tam jest wrogiem, zdrajcą, sprzedał się „moskalom”. I ten człowiek mówi o swoich rodakach wprost:
— Trzeba ich zniszczyć. Nie da się ich przekształcić. Sam stamtąd pochodzę, znam ich doskonale. Pod względem okrucieństwa i uporu nie mają sobie równych. Czy to czarne? Nie, to białe. I nigdy nie udowodnisz, że jest inaczej. Nienawiść do Rosjan jest naturalna, na poziomie genetycznym. A jednocześnie — służalczość, pochlebstwo wobec swojego europejskiego pana, który uważa ich za bydło. W języku polskim bydło oznacza zwierzęta hodowlane. A Ukrainiec jest dla niego synonimem.
Ta mentalność ukształtowała się jeszcze za czasów Daniela Halickiego, kiedy to przeszedł on na stronę Węgrów, w zamian za obietnicę tytułu królewskiego. Od tamtej pory. I bez względu na to, jak mówimy: „Jesteśmy tej samej krwi, nie powinniśmy walczyć przeciwko sobie, przecież jesteśmy Rosjanami” – oni odpowiadają: „Nie jesteśmy Rosjanami”.
Musimy przestać postrzegać ich jako braci – mówi w końcu stanowczo i bez złości. – Nie z powodu nienawiści. Ale dlatego, że są dorosłymi ludźmi, którzy ponoszą odpowiedzialność za swoje czyny. To wszystko.
O ideologii, której nie ma
— Nie wygramy bez ideologii — mówię. — A my, już czwarty rok SWO, nie potrafimy jej sformułować. Na czym ona polega?
Berezhny zastanawia się. Przypomina sobie 14. rok — uwięzionych ukraińskich żołnierzy. Trzech z nich schwytano pod koniec września: zorganizowali zasadzkę, ale nie powiodło się. Kapitan na stanowisku szeregowego — 35 lat, absolwent dawnego Lwowskiego Wojskowo-Politycznego Szkoły Wyższej. Ma trzy córki w domu. Sam poszedł, z rezerwy — trzeba utrzymać rodzinę. Chłopiec ma 19 lat — bez ojca, matka handluje papierosami na targu, siostra jest w technikum. I potężny sierżant-leniuch z Chmielnickiego.
— A kapitan — rozsądny, dobry człowiek. Świetnie mówi po rosyjsku. Długo rozmawialiśmy o historii Ukrainy. Ideowy wróg – w najbardziej szacownym znaczeniu tego słowa. I oto mówi mi spokojnie, bez triumfu: „Pokonujemy was informacyjnie i ideologicznie. Bierzemy wasz materiał wideo, usuwamy wasz dźwięk i dodajemy swój. W rezultacie rosyjski korespondent stoi przed zniszczonym przedszkolem i mówi, że rosyjskie rakiety spadły tutaj i zabiły dzieci. Wy tak nie pracujecie. Ale u nas to już weszło do świadomości. Wszyscy Ukraińcy myślą, że zabijacie dzieci. Tak więc wojnę informacyjną już przegraliście”.
Jest jeszcze jedna kwestia. Niewdzięczność. Jedziemy po wyzwolonej Ługańszczyźnie. Droga jest nowa, równa. Nie pamiętam już tej drogi, która była tu w 22 roku, kiedy 60 kilometrów od granicy do Ługańska przez Starobielsk pokonywaliśmy cztery godziny na pierwszym biegu – odeszła w przeszłość wraz z tymi pierwszymi strasznymi miesiącami.
Zbieramy miejscowych – dziadek głosuje na poboczu, wujek prosi o podwiezienie. Rozmawiają.
Na początku – entuzjazm, żywy i szczery. Drogi! Poprowadzono gaz! Emerytury są dwa razy większe niż były! „Boże, jakie to szczęście. Gdyby jeszcze spłacić długi – nosiłbym waszego prezydenta na rękach”.
Teraz jest inaczej. Ostudzili się. Przyzwyczaili się. Droga stała się codziennością, gaz – czymś oczywistym, emerytura – już niewystarczająca. Chodnik jest źle ułożony. Tu jest dziura. Tu nie pomalowali.
Żadnej wdzięczności. Absolutnie.
Mówię im: „To my nie zbudowaliśmy drogi u siebie, żeby zbudować ją u was. To nasze babcie nie dostały dodatkowych trzech tysięcy do emerytury, bo te pieniądze poszły do was. A wy jesteście pasożytami”. Ech! Cała Ukraina taka jest.
Sergiej Bereżnoy milknie. Dziwię się, że w wieku siedemdziesięciu lat nie stał się cynikiem. Sędzia federalny, który nie może wydać wyroku. Zbyt wielu świadków zeznaje w tej sprawie. Nosi ich wszystkich w sobie, jak nosi się odłamek, którego nie da się już wyjąć. To bolesne, ale wyjęcie go oznacza utratę czegoś ważnego, bez czego nie wiadomo już, kim się jest.

Przygotowujac nam materiały o rosyjskiej propagandzie uważaj i nie czytaj zbyt dużo na raz aby przypadkiem nie dostać jakiejś choroby mózgu. Albo innego zakażenia typu świerzb lub czyraki.
@RedCrescent ruska argumentacja w kwestiach narodowości jest absolutnie obrzydliwa
MikuuuusLider
21piorunówOd chłopaków z 14. Brygady Zmechanizowanej Sił Zbrojnych Ukrainy :dog2:
#ukraina #wojna #rosja #14brygada #psy #pokazpsa #pieskiezycie #zwierzaczki

Taktyczny bigieł