Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Wpis użytkownika kim_jestesmy_dokad_zmierzamy w Dyskusje

Osobistość

w Dyskusje

16piorunów

Kilka dni temu była dyskusja na hejto odnośnie odwoływania ograniczeń prędkości przez progi zwalniające.

Dziś, dziwnym trafem, wyskoczyło mi coś na fb, i w komentarzach takie coś:


Uczenie kierowców przed laty, że ograniczenie obowiązuje „tylko na progu”, wynikało z tego, jak przez dekady skonstruowane były przepisy techniczne dla zarządców dróg oraz jak powszechnie interpretowano logikę oznakowania na kursach prawa jazdy.

Wyjaśnienie, dlaczego instruktorzy i egzaminatorzy w ten sposób tłumaczyli tę zasadę:

Założenie techniczne w „Czerwonej Księdze”: Zgodnie z wytycznymi dotyczącymi szczegółowych warunków technicznych dla znaków (Rozporządzenie Ministra Infrastruktury), zadaniem znaku B-33 przy progu miało być wyłącznie wskazanie prędkości, z jaką pojazd może bezpiecznie przejechać przez dany próg zwalniający (np. 20 lub 30 km/h).



Obowiązek odwoływania przez zarządcę drogi: Przepisy nakazywały zarządcy drogi, aby zaraz za progiem postawił znak odwołujący zakaz (np. B-34) lub umieścił pod znakiem tabliczkę T-20 podającą długość odcinka (np. 10 m).

Niejednoznaczne oficjalne stanowiska urzędników: Na przełomie lat 90. i 00. sama Komenda Główna Policji oraz Departament Ruchu Drogowego w Ministerstwie Transportu w pismach do szkół jazdy i mediów twierdziły, że jeśli zakaz postawiono wyłącznie ze względu na próg (A-11a), to jego zakres funkcjonalny kończy się wraz z pokonaniem tej przeszkody. Tę logikę wpajano kandydatom na kierowców w szkołach jazdy.



Gdzie leżał problem?



Zarządcy dróg powszechnie lekceważyli obowiązek stawiania znaków odwołujących zakaz za progiem. Tworzyło to patową sytuację:

Logika i teoria kursowa: Wszyscy wiedzieli, że znak postawiono tylko po to, by nie uszkodzić zawieszenia na progu, więc „po progu jedziemy normalnie”.



Litera prawa: W ogólnym Rozporządzeniu o znakach i sygnałach drogowych (które obowiązywało kierowców) nigdy nie napisano, że przejechanie przez próg kasuje znak B-33. Gdy sprawy trafiały do sądów, te orzekały zgodnie z treścią rozporządzenia dla kierowców, a nie wewnętrznymi wytycznymi dla drogowców.

Nauka ta opierała się więc na celowości znaku i dawnej wykładni ministerstwa, jednak zderzenie tej teorii z twardym zapisem prawa i taryfikatorem mandatów ostatecznie wymusiło zmianę narracji na egzaminach i w szkołach jazdy.

Czy jakiś hejto-dziadek mógłby to potwierdzić, że byłą stosowana taka metodologia? Bo ja robiłem prawko już w czasach nowożytnych, i nic takiego miejsca nie miało.

Komentarze (16)

Zawodowiec5piorunów

Ja pamiętam do dziś jak na lekcji jazdy instruktor zapytał mnie co tak wolno jadę (za progiem), a ja mu, że przecież było 30 i żadnego odwołania. Na co mi powiedział że to 30 tylko do progu obowiązuje. Jako że byłem szczylem, to nie wchodziłem w dyskusję i przyjąłem do wiadomości.

Zawsze mi to śmierdziało, ale przywykłem że w tym kraju panuje rozdwojenie jaźni w przepisach.

Gwiazdor2piorunów
Znak postawiono po to, by nie uszkodzić zawieszenia

A w sumie to progi nie są po to by wymusić prędkość ze znaku (30, czasami mniej)?

Osobistość2piorunów

@Felonious_Gru tak, to prawda, tylko czasem te progi są tragiczne, że nawet jeżdżąc 10 km/h to jest nieprzyjemne uczucie.

Np tu

https://maps.app.goo.gl/WQ5MMcYZhvCyZM2F9?g_st=ac

Jak by mi ktoś takie progi pod domem zrobił, to wyrwał bym je w nocy, i zaniósł je do urzędu gminy, żeby je sobie w dupe wsadzili.

GURU8piorunów

Jak robiłem prawko, nie było progów

Osobistość6piorunów

Ja robiłem prawko w 1992, to jeszcze wtedy progów nie widziałem xd. Maluchem nikt i tak się nie rozpędził.