Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

Bułgarski TET: Piątek - power saving OFF

Fenomen

w Podróże

9piorunów

Budzik dzwoni. Czyli jest 7:00 rano - najchłodniejsza pora dnia, tuż przed świtem. Umawiałem się na poranne termy, żeby wygrzać się przed śniadaniem, ale wyjście ze śpiwora okazuje się ponad moje siły. Siedzę w kokonie i się zastanawiam - może iść teraz, może poczekać... W końcu słyszę głos K., który pyta, czy wstaję. Ech, no dobra...

Drugi najgorszy moment poranka to wciśnięcie buta na stopę. Mój paluch jest spuchnięty, a czubek buta bardzo sztywny i skutecznie go uciska. Ciężko jest żyć lekko.

Śniadanie i pakowanie umilają nam okoliczne psiaki. Każdy dorzuca im coś ze swoich zapasów, więc cały czas bawią się w pobliżu i zaczepiają. Dopiero kiedy spakowani wsiadamy na motocykle i odpalamy piece, zaczynają na nas szczekać. No cóż.

PXL_20261002_044342438.jpg
PXL_20261002_044351653.jpg

Od razu zajeżdżamy na stację benzynową, chociaż wczoraj pod wieczór tankowaliśmy do pełna. Powiedzmy, że po prostu potrzebowałem "napić się kawy" w bardziej cywilizowanych warunkach...

Po kilku minutach możemy ruszać. Mamy trochę kilometrów do nawinięcia krajówką. Bardzo przyjemne, długie łuki bujają nas na lewo i prawo, zachęcając do odkręcania manetki. Tak w ogóle w Bułgarii nie widziałem ani jednego fotoradaru. Za to co chwilę nad drogą wiszą kamery monitorujące tablice rejestracyjne, bo na drogach krajowych obowiązują winiety. Na szczęście motocykli to nie dotyczy :grinning:

Mój paluch nadal daje się we znaki. Czuję, jak pulsuje w bucie, i zastanawiam się, czy dam radę jechać w terenie. Na krótkim postoju K. częstuje mnie ibuprofenem. Zobaczymy.

W końcu docieramy na trasę. Na początek las - lekko błotnisty, ale bardzo przyjemny. Można popracować gazem, nacieszyć się uślizgami, przejazdami przez strumienie i trochę poskakać na muldach. Potem szutry, małe wioski i kulminacja widoków, kiedy wyjeżdżamy na bezimienne wzgórze, kilka metrów od granicy z Macedonią. Dookoła ciągną się pasma górskie, a na południu wyróżnia się jeden majestatyczny szczyt pokryty śniegiem. Wyglądem coś jakby przypomina...

PXL_20261002_091459255.jpg

Siadamy na kamieniach obok resztek jakiejś budki - może strażniczej? Uzupełniamy energię batonami i wodą, a słońce mocno nas dogrzewa. Podczas postojów aura jest wręcz letnia i trzeba wyskakiwać z kurtek, świerszcze cykają jak oszalałe, czuję krople potu na karku i tylko kolory liści przypominają, że jesień już tu jest i niedługo zrobi się zupełnie inaczej. Póki co doceniamy, że przez cały wyjazd pogoda wyjątkowo nam sprzyja.

PXL_20261002_093057734.jpg
PXL_20261002_104501621.jpg

Ruszamy dalej. Dzisiaj ładnie żre. Opony gryzą podjazdy jak trzeba, a ja bardziej pewnie próbuję pomagać sobie tylnym heblem w zakrętach. Jestem zadowolony, że wychodzi coraz lepiej. Przypominam sobie, że jeszcze rano zastanawiałem się, czy przez kontuzjowaną stopę nie odpuścić jazdy. Teraz tylko się cieszę, że jednak nie odpuściłem.

Po 16:00 zajeżdżamy do miasteczka Бобошево (Boboszewo), gdzie przed każdym domem na pergolach wiszą ciężkie kiście winogron. Podjeżdżamy pod restaurację, gdzie jemy obiad - szopska sałata obowiązkowo :slightly_smiling_face: Oprócz nas nie ma żadnych klientów, więc obsługa siada sobie dwa stoły dalej i palą sobie fajki bez skrępowania.
Po posiłku, przed restauracją zaczepia nas szczeniaczek, w podskokach podbiega do każdego i chce się bawić. Dobrze, że fizycznie nie mam możliwości jej zabrać.

Następnie robimy zakupy na wieczór. Przed sklepem, na ryneczku, stoi jakiś pomnik: jeden typ trzyma flagę, a drugi pistolet. Komuchy jak nic.

PXL_20261002_144759239.jpg
PXL_20261002_145034647.jpg

Potem gonimy kilka kilometrów drogą biegnącą wzdłuż rzeki Струма (Struma). Odbijamy w boczną drogę i zaczynamy szukać miejsca na nocleg. Kręcimy się chwilę po okolicy, między polami i sadami, aż w końcu trafiamy na miejsce po drugiej stronie rzeki. Mały placyk pod wielkimi drzewami, a obok sterta drewna, porąbane i przygotowane jakby specjalnie na nas czekało. Dłużej nie trzeba nas przekonywać, że to dobre miejsce.
Rozkładamy się, zabrakło płaskiego miejsca pod mój namiot, chyba będę dzisiaj zjeżdżał z materaca. Obczajam rzekę, jest szeroka i dosyć płytka, kilka kroków od mulistego brzegu nieśpiesznie płynie czyściutka woda. Lekko odświeżony i zmarznięty rozpalam ogień, przy którym niedługo wszyscy siadamy i rozgrzewamy się lokalną miętową nalewką.

Dzisiaj zielona noc 😉

PXL_20261002_162346789.jpg

Komentarze (1)