
Wpis użytkownika szkocka w Sztafeta
szkockaInspirator
26piorunów27 909,86 + 3,76 = 27 913,62
Dziś krótkie i obrzydliwie wolne tuptanko w zone 2, czyli u mnie zone 3, a jak sie zapomnę, to i 4. To dla mnie najtrudniejszy rodzaj treningu biegowego... Mam wrażenie że jak próbuję kontrolować wolne tempo, puls i oddech, to popadam w zniecierpliwienie i irytację, co chyba podnosi mi tętno, więc zmieniam taktykę na skupienie się na krokach i otoczeniu, ale wtedy zapominam o kontroli wysiłku i przyspieszam - więc z powrotem skupiam się na utrzymaniu wolnego tempa i krąg się zamyka. W efekcie takie truchtanie pół godziny odczuwalnie wlecze mi się dłużej niż long runy (nowe - nie znaliście, co?). Wiem, że to zmora wielu biegaczy, ale i tak zostawię tu swoje marudzenie oraz chętnie przyjmę rady - tylko takie, które nie wymagają używania słuchawek/telefonu;)
Komentarze (3)
Powiem Ci tak: cały hype na zone2 wynika z tego, że mocni zawodnicy są w stanie w taki sposób klepać ogromną objętość bez szybkiego nawarstwienia się zmęczenia. Jeśli czujesz się ok i nic ale to NIC Cie nie boli, to sobie leć. Mieszaj walk/run z super wolnym tuptaniem, ale nie daj się zniechęcić. Progres będzie przychodził skokami, nagle zamiast 3 minut pociągniesz 5 minut, potem 10 i w końcu ciągiem ile chcesz. Najważniejsze to się nie skontuzjowac.
@szkocka fajnie jest starać się biegać na tętno, ale... wolę na tempo 😛 Mniej się wtedy muszę przejmować, HR jest tak kapryśnym wskaźnikiem, że nie dałem rady dłużej jak parę miesięcy na nim jechać.
@szkocka ja sie poddalem i nawet nie probuje zejsc ponizej zone 3, jest dla mnie zbyt psychicznie meczace i nie odczuwam zadnej przyjemnosci z biegu, a nawet wrecz przeciwnie. Juz wole nie pojsc pobiegac w ogole i zrobic spacer albo hike w zamian :man-shrugging: