tomwolfGruba ryba
2piorunów#muzykawolfika #muzyka #rock #classicrock #rockprogresywny #progressiverock #pinkfloyd
Nie wiem czy napiszę coś mądrego na temat tego kawałka, więc podzielę się swoim wspomnieniem.
Kojarzycie zapach Lizolu? Tego obrzydliwego płynu, którym myło się szpitalne korytarze i klatki schodowe w latach 90 i wczesnych 00? (Być może jeszcze teraz się tego używa, nie wiem...)?
No więc jak tylko słyszę pierwsze 'kliknięcia' pianina puszczonego przez głośniki Leslie (te takie śmieszne obrotowe), to w nozdrzach mam zapach tego paskudztwa.
Mając jakieś 14/15 lat, kiedy odkryłem muzykę Pink Floyd, bujałem się po osiedlu z kumplami kilka ulic dalej. Czasem wieczorami, późną jesienią, chowaliśmy się po klatkach schodowych, żeby się troszkę ogrzać, wiadomo...
Jasno-zielony kolor lamperii, stare skrzynki na listy i śmierdzące szczyną windy, plus ten potworny zapach Lizolu, a gdzieś tam w tle w mojej głowie właśnie "Echoes", albo coś z "Dark Side Of The Moon". Obrazki zupełnie jak z ekranizacji "Dzieci Z Dworca Zoo", tylko, że tam był Bowie i "Heroes". Brakowało, żeby tylko ktoś z nas, pośród kolegów i koleżanek walił helenę. Trawa już się wtedy pojawiła (w mikro dawkach, ale kopała), pierwsze browary kitrane po kieszeniach... I ten paskudny Lizol.
Ehh... Dzisiaj siedzę sobie wygodnie na kanapie i dosłownie kiedy przymykam oczy, jestem w tamtym miejscu.
Muzyka potrafi czynić cuda z mózgiem. Na szczęście Lizol, to już tylko wpsomnienie...
Pink Floyd - "Echoes (Live At Pompeii)"




















