Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#prawdziwehistorie

Gruba ryba

w Ciekawostki

371piorunów

BIZNES DILDOSOWY :D

   

W ramach przenoszenia kontentu na hejto, podzielę się Wami swoją historią którą kiedyś opisywałem na wykop, o tym jak chciałem handlować dildosami :smiley:

Był rok 2009, sprzedałem udziały w spółce handlującej samochodami (za duże siedlisko przekrętu jak na mój gust, opiszę jeszcze Wam co tam się działo 😉 ), miałem trochę kasy więc postanowiłem w coś zainwestować. Pomysłu brak, ale akurat oglądaliśmy z żoną w nocy jakieś programy telewizyjne i bum! Bóg dał nam znak! Program o firmie co robi prezentacje artykułów erotycznych w domach, wraz z możliwością zakupu. Temat cipkowy zawsze był mi bliski, ale dotychczas hobbystycznie, możliwość wejścia (hehe) pełną parą jako profesjonalista? Jedyny problem, to jak się później nazwać? Cipkowy król czy Król cipek?

Jeśli jeszcze nie zauważyliście to ciągle się zapalam do nowych rzeczy i w przeciwieństwie do większości, zaczynam je realizować (z różnym skutkiem, zwykle na początku śmiesznym, a potem żenującym, ale to inna sprawa). Tak też było z cipkowym biznesem. Nie leżałem odłogiem tylko stanąłem (hehe) i wziąłem się do roboty. Generalnie wśród znajomych zawsze byłem uważany za seksualnie wyzwolonego (teraz już nie, teraz uważają że jestem starym zbokiem), więc nie miałem żadnych oporów.

Ale wiecie, oprócz tego że jestem debilem, to zawsze chciałem być w jakiś sposób wyjątkowym debilem. Więc i mój biznes musiał być wyjątkowy. Strategia mocno przemyślana: robimy firmę tylko dla kobiet, gadżety też takie wyjątkowe, subtelne, główny kolor fiolet królewski, kwiatki, żadnych wielkich realistycznych murzyńskich pał XXXL. Brakowało mi jeszcze bielizny i tak sobie myślę... Myślę... Wiem! Grubasy! Grube baby! W pierwszej chwili bueeee, bo grubasów nie lubię mimo że śmiesznie biegają, ale biznesowo? Może to jest to! Sexi bielizna dla grubasów! Tego nie ma. Zrobimy firmę przyjazną grubasom, będzie to dobrze wyglądało marketingowo, ruch body positive się budził, nie możesz pokonać wroga, przyłącz się do niego.

Tak więc kwiatki, dildosy i koronkowe namioty - to był mój biznes mix mający sprawić że już niedługo moje logo będzie wisiało na dachu firmowego wieżowca. Oczami wyobraźni widziałem się jako cipkowy Avon. Dziesiątki prezenterek robiących spotkania dla kobiet, towar schodzi jak świeże bułeczki, ja jestem cipkowym Królem (albo królem cipek, ostatecznie nigdy nie podjąłem decyzji, a potem się okazało że nawet dupnym królem nie zostałem...). Wyobraźcie sobie te emocje, ta kasa już na horyzoncie, ten splendor, człowiek czuje się wtedy jak na haju. Zjazd potem też jest dobry, ale do tego jeszcze dojdziemy. Na razie jeszcze żyłem emocjami, kasa była, plany były, endorfiny w c⁎⁎j!

Pierwsze co oczywiście trzeba zrobić to stronę i sklep internetowy. Sklep potrafiłem zrobić sam, doświadczenie w nazistowskich medalach się przydało. Grafikę tym razem zamówiłem profesjonalną, była naprawdę ładna.

Potem towar. Miało być ekskluzywnie i ładnie, więc poszło Lelo, cały ich asortyment ówczesny wszystko po 3-5 sztuk. Wiadomo! Baby się będą zabijały, a jak nie będzie towaru to nic nie sprzedam. Nie sprzedam, nie zarobię. Ergo bierzemy wszystko w dużej ilości, wątpliwości później.

Nawiązałem też kontakt z Shiri Zinn, brytyjską projektantką w tej branży. Bardzo drogie, albo bardzo ładne dildosy z kryształami, w szkle, jakieś futrzane ogony. Czad. Nawet zamówiłem w Playboyu artykuł o niej w ramach promocji. Daliśmy redaktorowi jednego dildosa z kocim ogonem i była krótka wzmianka o niej. O nas oczywiście nie, ale liczyłem że ktoś wpisze w google i trafi do mnie, bo tylko ja w Polsce to miałem. Zdjęcie poniżej, dalej mam parę kartonów tego :smiley:

Przy okazji z nią wyszedł mały zgrzyt bo w ferworze organizacji zarejestrowałem domenę shirizinn.pl bez konsultacji z nią. Byłem przekonany że muszę, bo zaraz mnie wszyscy wyprzedzą a to będzie mój hit sprzedażowy :smiley: Babka jak się dowiedziała to zjebała mnie równo, wtedy byłem w szoku, później dopiero zrozumiałem jakie to było słabe. Ale kupiłem od niej też cały asortyment wszystko po 2-3 sztuki. Poszło na to chyba z 15 tys zł :smiley: Sprzedałem może z dwa :grinning: bo cena była żeby był zarobek to 700-800 zł za sztukę. Rynek nie był na to gotowy, teraz też nie jest chyba 😉

No i bielizna... Wybór padł na amerykańską markę Dreamgirl. Jakoś tak przypadkiem trafiłem kolesia co miał tego mnóstwo, likwidował działalność i sprzedawał za pół ceny. Patrzyłem na niego i sobie myślałem "Hehe kolego, Ty upadasz bo nie umiesz tego sprzedawać, ja mam pomysła, zarobię na tym miliony, dawaj jeszcze parę tych przebieranek dla grubasów! namiot policjant? Masz więcej?", a tamten pewnie myślał "debil, no debil. Szybko dawaj kasę! Ekstra zniżka? Pewnie!". Nabrałem tego jak głupi, bo patrz wyżej, towar musi być. Jakoś do mego zakutego łba nie przyszła myśl że może jednak te seksi przebieranki dla grubasów to nie jest dobry pomysł. Sprzedało się wszystko w normalnych rozmiarach a dla grubasów zostało :smiley: Mam np. strój elfa XXL, wyobrażacie sobie takiego wielkiego grubego zielonego elfa z dziurą w kroku? To lepiej sobie nie wyobrażajcie bo ta myśl prześladuje mnie do dziś. Może to i lepiej dla ludzkości że to się nie sprzedawało.

Wiadomo że trochę może słabo wygląda jak facet próbuje coś wcisnąć kobiecie w tym biznesie (hehe), więc zrobiłem rekrutację na kierowniczkę działu sprzedaży. Szybko trafiła się dziewczyna która poczuła klimat, wcześniej pracowała w dziale sprzedaży luksusowych kosmetyków dla kobiet, zapaliła się równie jak ja, zaczęliśmy współpracę.

Jednocześnie robiliśmy rekrutacje na prezenterki, jak i prowadziliśmy działania promocyjne.

Jednym z takich działań była impreza w klubie w centrum Warszawy z okazji dnia kobiet. W klubie powiedzieli że jak kupimy drinki za X zł, to salę mamy gratis, więc zrobiliśmy drink powitalny gratis. Ulotki na mieście, plakaty rozklejone. Frekwencja dopisała. Sala była pełna. Z facetów byłem tylko ja i fotograf. Zaprosiliśmy jeszcze parę innych firm ze stoiskami, nasze dildosy pięknie stały 😉 Ja się wziąłem za przemowę, dziękowałem najważniejszym kobietom w moim życiu czyli mamie, żonie i córce - aż się wtedy wzruszyłem tymi podziękowaniami. Ciekawe jak to wypadło z zewnątrz, pewnie żałośnie jak zwykle.

Ale clou imprezy miał być pokaz seksi bielizny dla grubasów. Wyobraźcie sobie te grube "modelki" które wyglądały jakby wpierdoliły cztery normalne modelki i powiedziały "jestem gotowa na danie główne", ubrane w seksi stroje. Te siateczkowe to wyglądały jak wystawa szynek w mięsnym. Nie pamiętam już szczegółów, zbyt dużo wydałem na alkohol i psychoterapeutę aby do tego wracać. Generalnie brawa, jakie to odważne, jakie to potrzebne (tylko nie było kobiety co krzyczała U! T! S! w basenie z moczem.). Sprzedaż zerowa, koszty się nie zwróciły.

Zrobiliśmy też prezentację w kinie :smiley: Są takie Lejdis Night, film tylko dla pań a przed filmem pokaz. No i poszła jedna z prezetenterek z dildosami, prezentacja na wielkim ekranie (ale by wyglądał taki wielki murzyński dildos XXXL na takim ekranie, jakby miał z 30m! wooooow stracona okazja). Na sali była jedna pani co przyszła z córką 15 lat. Cały czas córce zasłaniała oczy :smiley: Ale nawet nie było z tego afery....

Robiliśmy również pokazy na panieńskich. To będzie historia chyba największego cringu w moim życiu. Aż jak to piszę to musze zablokować krzesło biurowe bo do tej pory mnie skręca z żenady. Generalnie to jakoś szło, bo dziewczyny płaciły za pokaz, w cenie był taki zestaw ślubny (naklejki na sutki, jakieś gadżeciki do zabawy, itp). Ale pewnego razu jak pracownica odbierała zamówienie to coś jej do głowy strzeliło i zapytała: "a ma byc prezenter czy prezenterka?". A one, nie wiem czego się spodziewały, PREZENTER! A jedynym facetem w firmie byłem ja...

Naprawdę nie wiem czego się spodziewały, może jakiegoś czipendejlsa, a dostały... mnie. Trochę ładniejszego od psiej kupy (ale nie tej białej, białe kupy to obecnie ultra rare, chad wśród kup. Z nimi sie nie równam). Nie mogłem odmówić bo jakby to wyglądało... Zgarnąłem pudła z gadżetami i poszedłem. Panieński był dla dziewczyn w wieku 17-19 lat bo panna młoda zaliczyła wpadkę. Na początku było nawet nieźle, później niektóre sobie popiły za mocno i zrobiły się obelżywe to uciekłem. Ale cringe w c⁎⁎j....

Generalnie firma w końcu upadła z powodu braku wystarczającej sprzedaży. Wszyscy mówili że to takie fajne i potrzebne, to mówimy "no to za tydzień u Ciebie? Zaproś znajome!" a oni "Nieee moi znajomi się tym nie interesują, dzięki". Lawina nie ruszyła. W UK firma co to robiła zarabiała miliony funtów miesięcznie, a ja co najwyżej funt kłaków.

No ale przynajmniej z jedną pracownicą się trochę bliżej zapoznałem i mam teraz co opowiadać :smiley:

Zwiedziłem też przy okazji imprezy fetyszowe i swingerskie w ramach poznawania rynku :smiley:

Możecie zagłosować nad tym co chcecie przeczytać w kolejnym odcinku, mam jeszcze trochę historii z mojej kariery zawodowej 😉

Kolejny odcinek zrobić o:

  • Przekręty na kredytach18% (168 głosów)
  • Przekręty w komisach samochodowych30% (287 głosów)
  • Nie pierdol, zrób rozdajo dildosa Shiri Zinn!33% (310 głosów)
  • Jak wyjechałem do UK bankrutować13% (126 głosów)
  • Pierwsze kroki w elektryce po powrocie do Polski7% (62 głosy)

953 głosów

Pokaż więcej komentarzy (45)

Gruba ryba

w Ciekawostki

108piorunów

Prosiliście o historyjki z barwnego życia, to proszę, pojadę ze swoim pierwszym biznesem jaki rozpocząłem około 2001 roku :smiley: handel nazistowskimi pamiątkami :smiley: (pozdrawiam wszystkich którzy mnie już po tym kojarzą z innych forum)

 :smiley:

Byłem tuż po liceum, ale nie była to moja pierwsza praca, wcześniej pracowałem w firmie ubezpieczeniowej wieczorami, ale wkurzyli mnie jak wstecz obniżyli nam wynagrodzenie (tzn na koniec miesiąc powiedzieli że zapłacą połowę, bo za dużo zarabiamy).

Tak się złożyło, że trafiłem na bazar staroci gdzie znajomy handlował różnymi gadżetami, między innymi nazistowskimi reprodukcjami militarów: odznaki, naszywki, medale, klamry itp szpej. Słowo do słowa i wpadłem na pomysł: zacznę tym handlować w internecie. Generalnie kto pamięta te czasy, gdy jeszcze słowo allegro kojarzyło się jedynie z muzyką, w telefonach nie było aparatów, cyfrówki kosztowały kupę pieniędzy, a stałe łącze w domu to jeszcze był rarytas...

Szybko przeszedłem od słów do czynów i założyłem swój pierwszy sklep internetowy, postawiłem go sam na oscommerce. Trochę zdjęć, na GOLu zgłosił się chłopak który za 50 zł od paczki wycinał mi tła ze zdjęć żeby ładnie wyglądało (pozdro kolego!), trochę tekstów i ruszyłem. Od razu olałem polski rynek i zrobiłem tylko po angielsku, ceny w euro i dolarach, narzut +100%, grubo albo wcale. Do tego kampania reklamowa na adwords...

Strona nazywała się germanmedals.biz i oprócz niemieckich były też polskie i radzieckie, ale oczywiście najlepiej szły nazistowskie...

Pierwszym problemem były płatności:

Chciałem aby to szło automatycznie, tzn integracja z paypalem. Wszystko było OK, aż ktoś mnie po chyba roku podkablował paypalowi i się wkurzyli, kazali usunąć integracje i wszystkie wzmianki o PayPal ze strony. Pewnie Żydzi jak nic 😉

Chciałem podpisać umowę z PolCardem, wtedy to jeszcze nie było tak jak teraz że pełno operatorów i to chwila żeby przyjmować płatności. PolCard zrobił umowę na kilkadziesiąt stron, kazali sobie zapłacić 2000 zł za uruchomienie, już było dograne i w dniu uruchomienia pisze jakis fircyk dyrektor że wszedł na stronę i się zszokował, że oni wypowiadają umowę. Trochę się pokłóciłem, ale nic nie dało. Na szczęście przynajmniej nikt nie poruszył kwestii tej kasy za uruchomienie a oni się nie upominali...

Kolejnym większym problemem był polski urząd celny.

Mniej więcej w tym czasie dostałem grzywnę za przemyt zabytków. Wkurzony byłem strasznie, bo miałem jakieś takie śmiecie: połamany medal, jakieś zniszczone guziki, pół nieśmiertelnika, wszystko sprzed 1945... Sprzedałem to na Allegro niemcowi za jakies 50 zł, wysłałem od Niemiec, a tu po kilku tygodniach wezwanie na policję: przemyt zabytków, prokurator, sprawa w sądzie. Odpowiedziałem, że to śmiecie a nie zabytki i żeby spadali. Cisza kilka miesięcy i bach, wyrok zaoczny grzywna 400 zł. Pomyślałem olać sprawę, 400 zł to nie pieniądz żeby się szarpać. O tym jak się myliłem dowiedziałem się kilka lat później jak chciałem zaświadczenie o niekaralności...

Podobny problem był z wysyłaniem tych kopii współczesnych. Co zobaczyli na cle swastyke i np. 1939 to od razu "mamy go! przemyt zabytków!". Pierwsze z dwa razy to poszło na policję, jak udowadniałem że to nie zabytek tylko reprodukcja, to oddawali i umarzali. Później na cle już mnie znali to tylko zatrzymywali i wzywali żeby złożyć zaświadczenie od konserwatora zabytków że to nie zabytek.

Byłem u konserwatora zabytków z tymi regaliami, a ten "ale ja jestem konserwatorem zabytków, a to współczesny śmieć, a nie zabytek, bardzo proszę wypierdalać". Wróciłem na cło i mówię że konserwator zajmuje się zabytkami a nie współczesnymi rzeczami i nie wystawi żadnych papierów, a ci dalej, nie puszczą tego za granice jak nie będzie papieru. Kwadratura koła.

Ostatecznie już tak mnie znali, a ja ich, że jak moja przesyłka nie dochodziła przez 14 dni do adresata, to pakowałem kolejna i wysłałem, a ta wcześniejsza wracała do mnie po paru dniach z cła zwrot. Oni wiedzieli że to ja, więc już nawet nie chcieli mnie widziec tylko je zawracali, a ja wiedzialem że mi odeślą więc jej nie szukałem. Dotyczyło to jakiś 10-15% przesyłek więc dało się żyć.

Klientów mialem z całego świata. Nawet z Makau. Babka na poczcie nie wiedziała co to jest, myslała że się wygłupiam.

Wysyłałem to jako listy polecone bo wychodziło dużo taniej niż paczka, takie małe pudełko ale potrafiło ważyć dobre pół kilo. Babki mnie nienawidziły jak musiały na formacie A5 nakleić w rogu znaczki za 50 zł :smiley: A jak nie miały znaczków po 5 zł, to potrafiło wychodzić z 30-40 znaczkow :smiley: Jedna wpadła na pomysł że będzie naklejać je na zakładkę, ale wpadła kierowniczka że znaczek musi być cały widoczny, czy nie jest podarty i moje listy były oklejane z każdej strony pudełka: z przodu, z tyłu, z boków :smiley:

Raz nawiązałem kontakt z jakimś Niemcem który zamówił duża ilość, ale chciał odebrać osobiście w Szczecinie. Na tyle dużo że wsiadłem w pociąg Warszawa-Szczecin i mu zawiozłem. Umówiliśmy się w jakimś centrum handlowym. Już dojeżdzam, dzwoni na komórkę telefon z Polski. Jakaś przestraszona babka mówi że jest tu jakiś łysy pan z Niemiec, nie może się do mnie dodzwonić (nie ogarniał roamingu) i czeka na mnie :smiley: przyszedłem na miejsce a to taki typowy wielki naziol: łysy, szelki, krótkie spodnie, glany, czerwone sznurówki, wielki taki :smiley: ale sympatyczny :smiley:

Zarobiłem na tym wyjeździe 2000 zł w jeden dzień więc byłem mocno zadowolony wracając...

Ostatecznie zrezygnowałem z biznesu bo... nie chciało mi się pakować paczek :smiley: Zarabiałem wtedy jakieś 5000 zł miesięcznie robiąc po 15-20 godzin tygodniowo (ponad 20 lat temu! za wynajem połowy mieszkania w Warszawie płaciłem 700 zł...) i nie chciało mi się pakować paczek :smiley: chciałem zatrudnić do tego przyjaciólkę z która mieszkalem, ale moja dziewczyna mówi "nieee po co jej bedziesz płacił, ja ci będę pakowała". No i tyle z tego pakowania że przesyłki leżały po 2 tygodnie bo nikomu się nie chciało ich ogarnąć...

Pokaż więcej komentarzy (15)

Specjalista

w Ciekawostki

19piorunów

Wiecie że Poczta Polska ma wspaniałą usługę, dzięki której dostajesz smsa/maila, że na poczcie czeka na was list polecony?

Wystarczy udać się do tego skansenu PRL i podpisać umowę. Na rok. Czemu na rok? Bo za rok możesz znów przyjść na pocztę, kupić pierniczki, podpaski i książkę z przepisami siostry Bernadetty.

Nie ważne. Dzięki wspaniałej pocztowej usłudze, gdy na pocztę przyjdzie list na wasze IMIĘ i NAZWISKO otrzymacie wiadomość.

No chyba że list urzędowy przyjdzie na NAZWISKO i IMIĘ. No to wtedy nie... bo dla systemu powiadomień jest to ktoś zupełnie inny, kto tylko zbiegiem okoliczności mieszka pod waszym adresem.

@#$ mać. XXI wiek, środek Europy.

 i

Pokaż więcej komentarzy (5)

Gruba ryba

w Ciekawostki

578piorunów

Druga część wpisu, bedzie mniej smiesznie, a bardziej technicznie...

https://www.hejto.pl/wpis/slyszalem-ze-lubicie-smiesznehistorie-i-prawdziwehistorie-to-mam-dla-was-cos-co-

   

Poprzednia część zakończyła się na dojechaniu do bazy lotniczej w Belgii, był piątek wieczór. Chłopaki mówili "wpadniesz zrobisz pomiary i jutro rano jesteś z powrotem w domu. Szybka robota, łatwa kasa"

Podjechaliśmy do bramy, zrobili mi zdjęcie, wydrukowali przepustkę, jedziemy dalej. Pokażcie mi tą waszą pralnię.

Na płycie lotniska stał rozbity namiot. Wielki jak skurczysyn, z 2 wielkie helikoptery by się zmieściły, a w środku 6 pralek i 6 suszarek. Obok agregat. Zapytałem czy większego namiotu nie mieli, oni w śmiech że tylko taki był na szybko do kupienia a armia USA się nie pi⁎⁎⁎⁎li w tańcu, ma być szybko i w terminie, a pieniądze nie ważne. Agregat też kupili a nie wynajmowali, j⁎⁎ać biedę.

Ja patrzę, a tam wszystkie urządzenia na przedłużaczach wpiętych jeden w drugi i na jednej esce 16A. "Ej, a to może być tak że jak zaczną prać i suszyć to będą wywalały bezpieczniki?" pytam. Chłopaki pobledli "Karwa nie może tak być, ma wszystko działać albo nas ujebią koncertowo". "No to panowie mam zła wiadomość, wszystko jest zjebane, trzeba robić od nowa. Macie kable 3x2,5, bezpieczniki i gniazda?" "Nic nie mamy, jest piątek 22:00 wszystko zamknięte, jutro hurtownie również pozamykane, a to ma być gotowe maks do 12:00 w sobote... (smutny kot face)". No to mamy problem.

Pojechaliśmy do hotelu, pobudka przed 6 rano. Jedziemy do Francji do marketu, bo tam otwierają godzinę wcześniej market budowlany (we Francji o 7:00, w Belgii o 8). Kabel 3x2,5 i gniazda kupiłem, ale te eski jakieś takie dziwne. Okazało się że w jednym module ale L+N i C16, B16 nie używają. Ale to mi akurat nie przeszkadzało. Później się okazało że oczywiście ledwo da się to wszystko spiąć w małej rozdzielnicy agregatu gdzie zasilanie było 6mm2 a te dziurki w esce jak musieli z każdej strony zmieścić dwie, to ledwo dały radę. Co się nakląłem to moje.

No ale kupiliśmy wracamy, wsadzam eski, dzielę je na fazy, rozkładam kable, gniazda, wszystko idzie za⁎⁎⁎⁎ście, pogoda dopisuje. Jak już skończyłem klnąć że te 6mm2 nie chcą mi wejść w otwory w eskach... Odpalam agregat, podnoszę zabezpieczenia, a tu buch! Strzela, zwarcie, eski spadają. Co robi debil? Podnosi je jeszcze raz! Przecież to na pewno przypadek, nie? I znów buch zwarcie. Zrobiłem się bielszy niż ten namiot był.

Co się okazało? W agregacie przewody były następujace: niebieski, czarny normalny, czarny cieńszy, brązowy, żółto zielony. Ostatni wiadomo PE, a który N? N jak Niebieski, wiadomo, podstawowa zasada elektryki. Przez myśl przeszło mi czemu ten jeden czarny jest cieńszy, ale co chwila wpadają żołnierze z brudami, czy już czy już, czemu jeszcze nie, gacie czystych nie mam a pralnia niegotowa. No i podłączyłem ten niebieski jako neutralny.

Poszło międzyfazowe 400V na urządzenia, bo neutralny to był ten cienki czarny. Moje szczęście że chłopaki jak te przedłużacze brali to nie oszczędzali i wzieli takie droższe z warystorami. Przedłużacze wszystkie szlag trafił i niestety jedna pralkę też...

Ale to nie koniec przygody. Jeszcze w samochodzie chłopaki mowia że wymogiem jest uziemienie 20 omów. OK, zrobiliście? No pewnie że tak, co kilkadziesiąt metrów w płycie lotniska jest otwór żeby wbić szpilkę. Wbiliście? No pewnie ze dwa metry weszło! Matko boska energetyczna miej mnie w opiece, 2m to na pewno za mało, ani tego wyjąć ani dobić skąd ja szpilki w piątek w nocy wezmę...

W sobotę dojechał do nas wojskowy elektryk, amerykanin z bazy w Polsce. Bliżej nie mieli? Nie wiem. Ale zorientowali się że mamy przejebane jak w ruskim czołgu i wysłali go na pomoc. On generalnie nie mógł nic robić bo zlecenie było realizowane przez podwykonawcę a nie przez wojsko, ale doradczo i nadzorczo jak najbardziej. Przyjechał z Sonelem, mówi że najlepszy miernik. Ja w tym czasie wstyd Uni-T UT595 bez certyfikatu, bez mierzenia uziomów, całe szczęscie że on przyjechał.

No i co przyjechał, wypłakałem się że spaliłem pralkę, on mówi nie martw się, ja w USA pół domu spaliłem jak puściłem międzyfazowe na urządzenia 110V, ale miałem ubezpieczenie i wszystko pokryło (no świetnie, szkoda że ja nie miałem wtedy ubezpieczenia, ale w sumie jedna pralka to jeszcze nie aż taki koszt). Stwierdził że zacznie mierzyć to uziemienie. Rozłożył sondy na trawniku po drugiej stronie drogi, mierzy. 28. Przesuwa sondy. 30. Przesuwa 27,5. Jesteśmy udupieni, chłopaki już myślą gdzie wysłać CV...

Poleciał po wodę z solą, leje wokól tej szpilki, mierzy, leje, mierzy, leje, aż się zrywa i krzyczy "Wojski Wojski chodz szybko, rób zdjęcie". Patrzę... 19,9 oma. Wyciągnął jakims cudem z tych 2m szpilki :smiley:

No to ja ide mierzyć impendancje petli zwarcia. Nie wychodzi, nie wychodzi. Co jest, wiem UniT to szajs ale żeby aż tak. A tu zerowe napięcie miedzy L-PE. Agregat w układzie IT... No to nie dziwne że nie wychodzi. I teraz co zrobić? Uziemić punkt centralny agregatu i zrobić TN czy nie uziemiać i nie będą działały te eski na zwarcie doziemne... Dobrze że on był to podjął decyzję, uziemiamy! Zrobiliśmy, zaczęło działać pomiary wyszły.

A tymczasem jak my walczyliśmy z prądem to chłopaki walczyli z wodą. Wiadomo na środku lotniska wody i kanalizacji nie ma. To kupili dwa mausery (takie zbiorniki 1000L na palecie). Jeden na czystą wodę, drugi na ścieki. No i o ile czystą wodę ogarneli, jakaś pompa robiła ciśnienie i do pralek woda leciała, tak z brudna był problem: pralka chce wode grawitacyjnie wylewac, a do mausera trzeba przecież poziom wody podnieść żeby się gorą wlało... W markecie zaczeli szukac pompy do brudnej wody, ale były same zanurzeniowe. Wszystkie sklepy specjalistyczne zamkniete, po angielsku nikt nie chcial gadac, po polsku tylko k⁎⁎wa rozumieli (albo sie nauczyli wtedy).

Chlopaki byli juz zrezygnowaniu, w koncu jakims cudem udało się cos wlasciwego kupić i około godziny 21:00 w sobote, z tylko 9 godzinowym opoznieniem udalo sie to uruchomic. Ulga że weź! W niedzielę rano byłem z powrotem w domu. Pralkę powiedziałem żeby wzięli w rozliczeniu za dodatkowe prace, a zaplacili tylko za pomiary. Umawiałem się na coś koło 2,5 tys więc nie było źle.

A teraz pytanie którego nikt nie zadał, ale na pewno wątpliwość się pojawiła: czemu wzieli mnie, a nie kogoś lokalnego? Otóż nikt z lokalsów nie chciał albo nie umiał gadać po angielsku, a jak już gadał to mówił że termin za tydzień. W końcu stwierdzili że szybciej będzie ściągnąć kogoś z Polski, a jak mówiłem budżet był ogromny, ale czasu mało...

Pokaż więcej komentarzy (48)

Gruba ryba

w Ciekawostki

846piorunów

Słyszałem że lubicie i  to mam dla Was coś co mam nadzieję trochę rozerwie.

Kiedyś dawno temu wrzucałem ją na żywo na wykop. Co się działo, emocje, wszyscy mnie dopingowali i sprawdzali czy jeszcze żyję. Jak ktoś to pamięta, to tak, to ja :smiley: Historia w 100% prawdziwa, ale nie obrażę się jak ktoś nie uwierzy, bo sam bym nie chciał wierzyć...

Początek przygody to piątek godzina około 15:00. Pojechałem po żonę do jej pracy, czekam w samochodzie, dzwoni telefon. Dodam gwoli wyjaśnienia że jestem elektrykiem a wtedy szła reklama na AdWordsach moich usług.

* halo dzień dobry, czy wykonuje pan pomiary? potrzebujemy zrobić pomiary w pralni w namiocie, zasilanej z agregatu
* tak, nie ma problemu, a dla kogo to pomiary?
* niech się pan trzyma, dla armii stanów zjednoczonych
* (ja skisłem, "ktoś mnie do wkrętarki radia eska podał, hehe pewnie żona, zabiję ją, ale dobra będę udawał że się nie zorientowałem) taaak, a gdzie ta pralnia jest?
* teraz niech pan usiadzie, pod Bruksela w Belgii, czy za godzinę może wsiąść pan w samolot?
* (no teraz to juz bylem pewien ze wkretarka, get in da chopa nie ma czasu na wyjasnienia) za godzine nie, ale za dwie moge, musze sie spakowac
* ok, to niech poda pan imie nazwisko i maila, wyslemy bilety
* (szybko mysle, wyczyszcza mi konto po takich danych? no raczej nie) podałem dane, rozlaczyli sie

Żona przyszła, opowiadam jej tą rozmowę, ledwo powstrzymując śmiech, ona się patrzy jak na idiotę, ja się czuje jak idiota, ale w sumie przyzwyczajony więc nie ma problemu. Jedziemy do sklepu jak bylo w planach, przyjdzie bilet to pomyślimy, a jak nie to jakiś głupi żart.

Sprawdzam pocztę, nic, jeszcze raz nic, no i dalej nic. Czyli żart. Ale sprawdzam kolejny raz. Bing! BIlet z Wizzair w jedną stronę do Brukseli. O karwa jest akcja! Lecę po miernik, czyste gacie, na wszelki wypadek dwie pary jakbym się posrał przypadkiem, wiadomo standard na szybki wyjazd w niewiadomą.

Jadę na lotnisko, chce oddać bagaż, kładę walizkę daję pani bilet, rozglądam się dookoła, ale pani mnie woła.

* czego chcesz kobieto nie widzisz że jadę na misję, czyli w skrócie "tak słucham?"
* czy na pewno chce pan dzisiaj lecieć? (i patrzy się na mnie jak na idiotę)
* no tak dzisiaj, kolega mi wysłał bilet
* to proszę chwilę poczekać, musze zadzwonić (o karwa zaraz mnie zgarną, gleba nogi szeroko, co zrobileś z tą dziewczynka skarwysynie! albo telewizja z kamera i Mamy CIE!)
* (ale nikt nie biegnie, nawet marny radiowiec z mikrofonem, a pani gada do słuchawki) tak, tak, tak wlasnie myslalam, dziekuje. Proszę pana ten bilet jest na za miesiąc a nie na dziś.
* coooo? niech pani pokaże. No faktycznie za miesiąc przepraszam pomyłka (jestem debilem proszę mi wybaczyć, zawsze korzystam z toalet dla niepełnosprawnych)

No to chwytam za telefon i dzwonie. "Halo halo tu Warszawa, bilet jest na za miesiac, o co chodzi" "Karwa musiało się przestawic jak klikałem wstecz, proszę dopłacić różnicę, zwrócimy".

I tu Was mam! Wiedzialem że w końcu pojawi się moment że musze coś płacić. Godziny zmarnowane na oglądanie przekrętów na Discovery właśnie się zwracają! Nie ze mną te numery! Ale dobra, sprawdzę o jaką kwotę chodzi.

Poszedłem do okienka przebukowania biletów, pani mówi że 250 zł (dokładnych kwot już nie pamiętam, jak ktoś znajdzie stary wątek to tam na bieżąco było dokładnie). Nie no, za 250 zł to ja się przelecę do tej Brukseli. Zjem bajgla czy co oni tam jedzą ci chorzy zboczeni Belgowie i najwyzej wroce. Easy peasy lemon squeezy.

Dopłaciłem, przeszedlem odprawę, siedzę czekam na samolot, założyłem wątek na wykopie, wyzwali mnie od fantastów, debili (szybko mnie rozgryźli) i że dobra zarzutka taka na 30% (tak serio wtedy jeszcze tego tekstu nie było, Mistrz dopiero go wymyślał).

Wylądowałem, dzwonie do kolesi, są. Dwóch Polaków. Prowadzą do czarnego Passata na niemieckich rejestracjach, pożegnałem się z niezbędnymi narządami wewnętrznymi, myśląc że jesteśmy razem ostatnie chwile, a żonie wysłalem numery rejestracyjne i model samochodu, żeby wiedziała że męża porwali w czyms przyzwoitym a nie jakąś Corsą. Ale jedziemy i tak sobie myślę, kurde tyle Polaków na miejscu, po co ściągać kolejnego. Młody nie jestem, do domu publicznego to mogliby mnie wziąć najwyżej do mycia podłóg, może będzie dobrze...

Jedziemy, siedzę z tyłu (sam, to pierwszy dobry znak, było ich tylko dwóch więc jakby wsiedli ze mną do tyłu to nie miałby kto prowadzić), niby sobie gadamy o  ale google maps odpalone, kontroluje gdzie mnie wiozą. Wyjechaliśmy z Brukseli, jakieś krzaczory wiocha, myślę "nie będzie gwałtu jeśli nie będę oponował" ale jakieś takie duże szary obszar na mapie.

Było lotnisko, Chièvres Air Base była baza, było wojsko, nawet namiot i pralnia były. Agregat też był. Gwałtu nie było. Nerki obie zostały. I jak dojechałem to się dopiero zaczęło... Ale to już w drugiej części jutro.

 

Pokaż więcej komentarzy (46)

Kompan

w NSFW

6piorunów

DISCLAIMER.

Wpis nie należy do mnie, aczkolwiek zachowałem go gdy lurkowałem portal smakosza rogali. Wpis ten spadał z rowerka na wycuck.pl, ponieważ tamtejsze community łykało propagandę pewnego wilanowskiego przygłupa. Treści tej historii mogą okazać się zbyt hardkorowe, czytasz na własną odpowiedzialność.

Oskar Deweloperski budzi się dziś w godzinach popołudniowych w łóżku apartamentowca strzeżonego osiedla, bez kobiety przy swoim boku. Wszystkie te fantazje o "magicznej różdżce" rozmiaru dwadzieścia trzy okazały się kłamliwymi plotkami rozpuszczanymi przez niego samego.

Mimo tego że porządnie wypoczął, męczył go kac. Młodzieniec wstaje, przeciąga się, eksponując swoje wyrzeźbione męskie ciało. Jednak zmysłowa rzeźba kontrastowała z jego malutkim peniskiem. Deweloperski sprawdził swojego iPhone'a i w moment przypomniał sobie co zrobił tamtej nocy. Sporo wychodzących połączeń do jego dziewczyny - Julii Warszawskiej, która znalazła kolejną wymówkę by nie spędzić z nim zakrapianego wieczoru. Obalał jakże drogi Bourbon Van Winkle w samotności i wydzwaniał do niej, a nawet nagrywał się na pocztę głosową, prosząc ją o spotkanie.

- Odkąd poszła na studia, cały czas siedzi na tym kampusie - pomyślał sobie dynamiczny impotent z twarzą nadczłowieka.

Dziś nasz nowobogacki Oski postanowi zdradzić Julię z wcześniej poznaną golddiggerką, chociaż i ona nie będzie miała satysfakcji z tego stosunku. Posiadacz mikrusa dwunastki spotka się dziś z udawanymi emocjami kobiety która poleciała na jego status i pieniądze. Deweloperski nie miał nawet pojęcia że poprzedniej nocy jego dziewczyna brała udział w hardkorowych figlach na afrykańskim megapytonie studenta, lidera lokalnej drużyny w street basketballu. Traktowana jak rasowa lalka do "używania", nadziewała się na jego wielką męskość w pozycji cowgirl, a komplementom na temat jego potężnych rozmiarów nie było końca. Nie brakowało także słodkich jęków Julii i popiskiwań z rozkoszy, które budziły całą okolicę.

Nie sposób zliczyć orgazmy studentki o pełnych piersiach i ładnie zaokrąglonych pośladkach. Jednak gdy ona zbierała siły po szczytowaniu, siedząc swoją mokrą muszelką na wielkim bambo fallusie, do pokoju wszedł kolejny umięśniony czarny przystojniak. Spojrzał on z pełnym szacunkiem na swojego kolegę, rozumieli się bez słów. Jego gruba i nabrzmiała mamba w moment wylądowała w ciasnym otworku analnym polskiej studentki. Dwaj wysportowani afroamerykanie robili Polkę bez godności w "kanapkę".

- Ah khurwa, this bitch is so tight out there!- rzucił nieskromnie czarnoskóry półbóg, rozpychając analnie Julię Warszawską.

I tak minęła dziewczynie tamta noc, pełna seksualnego maratonu orgazmów z dwójką czarnoskórych sportowców, którzy jako puentę zostawili swoje męskie nektary w jej przełyku. Gdy Oskar wydzwaniał do niej, ona zapomniała że ten nowobogacki pędzlak istnieje, tracąc resztki godności na wielkich afrykańskich buzdyganach, dając upust swoim pragnieniom.

Poznajcie także Oliwię, matkę Oskara, lat 40. Zadziwiające jakie cuda potrafi zdziałać makijaż oraz chirurgia estetyczna. Pani Deweloperska zdecydowała się na: powiększenie ust, wszelkiej maści zabiegi odmładniające, powiększenie biustu - wszystko to w jednej z najlepszych europejskich klinik, by utrzymać atrakcyjność w oczach drugiej połówki, Fabiana, oczywiście za jego pieniądze, dla Deweloperskich taki wydatek to prawie tyle co nic.

Jak wiadomo nie od dziś, ojciec Oskara jest właścicielem firmy deweloperskiej, sprzedającej luksusowe apartamenty na strzeżonym warszawskim osiedlu. Cztery przestronne kąty dla elit i śmietanki towarzyskiej z najwyższych szczebli społecznych. Żona Pana Deweloperskiego pomagała w jego firmie, często jako żywa kusząca "wizytówka", przyciągała męskie spojrzenia. Jako sekretarka i konsultantka miała swoje własne biuro, to tam uzgadniała kolejne umowy z potencjalnymi klientami oraz sprawy związane z marketingiem.

Dzisiejszej soboty pozwoliła sobie na indywidualne spotkanie z klientem, Fabian wyjechał w "sprawach biznesowych" za granicę, prawdopodobnie znowu zdradzając żonę z jakąś młodszą partnerką. W swoim biurze Oliwia gościła dziś czarnoskórego przybysza z Wielkiej Brytanii. Pochodzący z londyńskiego Brixton, trener personalny Tyrone Black siedział przed polską MILFetką w jej luksusowym biurze i negocjował warunki wynajmu lokalu pod salon fitness. Dziś ubrany jedynie na sportowo: dynamiczne buty od Nike z linii Paul George 13, czarne dresowe spodnie i czerwony ciasny tanktop od Air Jordan. Ze wzrostem bliskim dwóch metrów, ostrzyżony na przysłowiowy globus. Starannie wyrzeźbione ciało budziło zachwyt w oczach Polki, wyglądało na to że Tyrone emanował testosteronem z oddali.

- Cóż, bo widzi Pan, Panie Black - Deweloperska bawiła się swoimi blond włosami, nawiązując wzrokowy flirt z mężczyzną - To porządna okolica, chcę być pewna że nie będzie Pan sprawiał kłopotów mieszkańcom naszego osiedla.

Od słowa do słowa, nawet gdyby ojciec Oskara był w pobliżu, Oliwia nie mogłaby oprzeć się urokowi czarnoskórego nadczłowieka. Wystarczyło kilka chwil z Tyrone sam na sam i już klęczała przed nim, ssąc mu dzidę. Nawet porównała jego rozmiar ze swoim przedramieniem, nie mogąc się nadziwić przeogromną pytą.

- Fabian nie ma nawet w jednej trzeciej takiego! - rzuciła podniecona między pędzlowaniem fiuta tymi samymi soczystymi ustami którymi niegdyś całowała swego syna pędzlaka w policzek.

- C⁎⁎j mne twój Fabian - odpowiedział jej łamanym polskim czarnoskóry trener personalny i zapchał puszczalskiej blondynce gardło swoją wielką kiełbachą. Oliwia chciała opowiedzieć o swoim nieudolnym mężu, ale nie mogła, bo teraz właśnie dławiła się gigantycznym węgorzem, wypuszczając na swoje napompowane okrągłe bimbały strużki śliny.

Po straceniu szacunku dla samej siebie, czyli intensywnym pucowaniu czarnej lachy w swoim lokalu, Oliwia pozwoliła sobie na wyzbycie się resztek zahamowań. Oddała się czarnoskóremu trenerowi na swoim biurku, rozkładając nogi przed wiele młodszym i ociekającym libido czarnym kochankiem. Pan Black rżnął ją tak jak Fabian Deweloperski nie potrafił, jego przepotężne bydle docierało tam, gdzie mikrus nowobogackiego przedsiębiorcy nie mógł. Symfonia jęków współgrała z licznymi orgazmami blondwłosej cycatej bizneswoman. Matka Oskara czuła się spełniona jak nigdy przedtem, przeżywając ze świeżo poznanym młodzieńcem ostry seks w przeróżnych pozycjach. Na koniec tego jakże owocnego spotkania żywy czarnoskóry testosteron zostawił po sobie pamiątkę, w formie gęstego "lukru" na dużych kształtnych piersiach blondynki.

Panie i Panowie: oto na osiedlu deweloperskim pojawił się nowy, egzotyczny zawodnik!