Hejto.pl
Dodaj post

Wpisz coś do wyszukania (minimum 2 znaki)

#czytajzwujkiem

Lider

w Książki

26piorunów

893 + 1 = 894

Tytuł: Amanda Black i niebezpieczne dziedzictwo
Autor: Juan Gomez-Jurado, Barbara Montes
Kategoria: literatura młodzieżowa
Wydawnictwo: SQN
Format: e-book
Liczba stron: 200
Ocena: 8/10

Po thrillero-kryminalnych jazdach bez trzymanki, jakie serwuje Juan Gómez-Jurado w swoich powieściach dla dorosłych, postanowiłem sprawdzić, jak radzi sobie w literaturze dziecięcej. Efekt? Zaskakująco udany eksperyment, który udowadnia, że dobre pióro potrafi odnaleźć się w każdym gatunku — choć nie bez drobnych zgrzytów.

Amanda Black i niebezpieczne dziedzictwo to dynamiczna, lekko napisana i bardzo przystępna historia dla młodszych czytelników, która łączy przygodę, zagadkę i lekki wątek „wybraństwa” w stylu młodzieżowych hitów. Tytułowa bohaterka to postać, którą od razu da się polubić — inteligentna, odważna, z charakterem, ale bez przerysowania. Dobrze zarysowane tło rodzinne i tajemnica związana z dziedzictwem i rezydencją nadają historii głębi i emocjonalnego sensu.

Fabularnie: Amanda jest sierotą, mieszka z ciotką w przemalutkim mieszkaniu, na tyle, że nie ma w nim łazienki, a dziewczynka musi odrabiać lekcje w szybie wentylacyjnym. W przeddzień swoich 13 urodzin otrzymuje tajemniczą kopertę z informacją, że może ją otworzyć dopiero za kilka godzin, w porze swoich urodzin. Okazuje się, że jest to list od jej matki, napisany w imieniu rodziców. List jest zaproszeniem do rodzinnej willi, w której Amanda ma odkryć swoje powołanie i tajemnicę śmierci rodziców. Razem z ciotką przeprowadzają się do rezydencji, która jest labiryntem pomieszczeń, korytarzy i schodów. Będziemy towarzyszyć Amandzie w rozwikłaniu tych zagadek, poznaniu siebie i swojej rodziny.

Autorzy nie infantylizują narracji, co zasługuje na duży plus. Akcja pędzi, a kolejne przeszkody i odkrycia trzymają tempo i uwagę. Czuć tu doświadczenie Jurado w budowaniu napięcia — tylko że tym razem podane w wersji młodzieżowej. Miałem delikatne wrażenie, że autorzy inspirowali się Tomb Raiderem, ale w takim mega pozytywnym sensie.

Największy minus? To nie jest książka, która działa jako zamknięta całość. Przygoda dopiero się rozkręca, a zakończenie ewidentnie zapowiada kolejne tomy. Dla dorosłego czytelnika — nawet takiego, który świadomie sięga po literaturę dziecięcą — może to być frustrujące. Szkoda.

Bardzo dobry pomysł, tempo, lekkość i udane wejście twórcy literatury sensacyjnej w zupełnie inny świat. Jeśli traktować to jako początek dłuższej przygody (a wszystko wskazuje, że tak będzie), to zapowiada się naprawdę solidna seria dla młodszych czytelników — i ciekawostka dla starszych fanów autora. Główna bohaterka ma 13 lat, ale równie dobrze mogłaby mieć 8-9, więc nie skreślałbym jej jako pozycję dla młodszych czytelników.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 79/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

25piorunów

888 + 1 = 889

Tytuł: Todo Muere. Wszystko umiera
Autor: Juan Gomez-Jurado
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: SQN
Format: e-book
Liczba stron: 656
Ocena: 7/10

Todo Muere to domknięcie trylogii, które — choć może nie aż tak porywające jak dwa poprzednie tomy — wciąż stanowi solidną, emocjonującą lekturę z hiszpańskim pazurem. Juan Gómez-Jurado utrzymuje tempo i styl, który zdążył już przyciągnąć rzesze fanów jego twórczości i choć tym razem nieco bardziej kombinuje z fabularnymi ścieżkami, nadal czuć ten charakterystyczny dla niego rytm: intensywny, soczysty i pełen nieoczywistych zwrotów.

To, co wyróżnia uniwersum Reina Roja, to ciekawe refleksje na temat władzy i bogactwa — tej granicy, po której pieniądze nie służą już do życia, ale do kontrolowania innych. Miesięczne zarobki liczone w setkach lat zwykłego śmiertelnika. Możliwość kupienia wszystkiego i każdego nie tylko jako narzędzie narracyjne, ale i jako gorzki komentarz do współczesnego świata, wypada bardzo trafnie. Autor zgrabnie wplata ten wątek w intrygę, nie popadając przy tym w moralizowanie.

W porównaniu do poprzednich części, akcja bywa bardziej zagmatwana, fabuła odrobinę zbyt przekombinowana, przez co momentami trudno się połapać, kto kogo gra, z kim i po co. Niektóre nitki intrygi wydają się na siłę plątane, by utrzymać napięcie, co może nieco frustrować, zwłaszcza w finale, od którego czytelnik oczekuje klarownego zamknięcia. Bardzo fajny wątek z podążaniem po śladach kuponów loterii, jako nawiązanie do motywu z Jasia i Małgosi.

Mimo wszystko, Todo Muere dobrze domyka serię, rozwija świat, pogłębia postaci i utrzymuje wysoki poziom języka oraz narracyjnego zmysłu. Gómez-Jurado potrafi pisać thrillery, które nie tylko wciągają, ale też zostają z czytelnikiem na dłużej — i nawet jeśli ostatni tom nie jest najlepszy z trójki, to i tak nie rozczarowuje.

Najbardziej mi jednak te cipciowanie Sere przeszkadzało, bo jest to dość osobliwy sposób zwracania się do Aury i chyba zbyt często powtarzany.

Zakończenie z rozmachem, ciekawy motyw społeczny i niepodrabialny klimat thrillera rodem z Hiszpanii. Może nie do końca tego się spodziewałem, ale i tak warto było tę podróż dokończyć.

Wspomnę tylko, że tej serii nie da się czytać na wyrywki, bo każdy kolejny tom wymaga znajomości poprzedniego (i to dość dogłębnej). Stąd też nie chciałem spoilerować za bardzo fabuły, gdyby ktoś chciał rozpocząć od 1 tomu - a moim zdaniem warto.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 78/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

21piorunów

872 + 1 = 873

Tytuł: W cieniu AI. Jak sztuczna inteligencja ingeruje w nasze życie?
Autor: Madhumita Murgia
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Port
Format: e-book
Liczba stron: 480
Ocena: 6/10

W cieniu AI to książka, która obiecuje otworzyć nam oczy na to, jak sztuczna inteligencja wnika w nasze codzienne życie — nie jako futurystyczny byt, ale jako realna siła wpływająca na losy konkretnych ludzi, często zupełnie zwyczajnych. I choć temat jest szalenie aktualny i ważny, to książka niestety nie do końca wykorzystuje swój potencjał.

Najmocniejszą stroną publikacji są konkretne historie — mieszkańcy beidnych miasy w Kenii, którzy za niską stawkę uczą algorytmy rozpoznawania obrazów, kierowcy Ubera i Uber Eats, których aplikacje dosłownie oszukują na przejechanych kilometrach i szacowanym czasie dostawy, czy obywatele poddani scoringowi AI, który decyduje o tym, czy dostaną kredyt, jak długo będą czekać na lekarza, a czasem nawet… czy trafią do więzienia.

To poruszające, miejscami bardzo osobiste historie, pokazujące, że sztuczna inteligencja nie jest już tylko domeną Doliny Krzemowej, ale globalnym systemem wpływu — niewidzialnym, często niepojętym, a przy tym bezdusznym i pozornie „obiektywnym”.

Niestety, mimo tak dobrego materiału źródłowego, książka jako całość nieco rozczarowuje. Styl Murgii jest momentami suchy, bardziej przypominający ciąg artykułów niż spójną narrację, a całość chwilami wydaje się powierzchowna. Zabrakło mi głębszego komentarza, pogłębienia kontekstu i mocniejszego wyciągnięcia wniosków. Niektóre historie aż proszą się o więcej — więcej danych, więcej analizy, więcej refleksji. Trochę za duży nacisk autorka kładzie też na kolor skóry i zbyt często wspomina, że AI faworyzuje osoby o jasnej karnacji. Zrozumiałem za pierwszym razem, nie trzeba mi co rozdział przypominać, że AI jest rasistowska.

Czuć, że książka sygnalizuje problemy, ale ich nie rozwiązuje. Pokazuje jak nasi bohaterowie radzili sobie w swoich przypadkach, ale nijak mają się do globalnego rozwiązania tychże problemów. Dla czytelnika śledzącego temat AI to będzie raczej wprowadzenie niż przełomowe spojrzenie. I choć temat wciąga, to pozostaje niedosyt — tak jakby autorka otworzyła drzwi do ważnej dyskusji… i zaraz je przymknęła. Forma i głębokość nie dorównują treści. Warta przeczytania jako punkt wyjścia, ale nie jako jedyna lektura o wpływie AI na nasze życie.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 77/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

29piorunów

866 + 1 = 867

Tytuł: Wyrocznia
Autor: Thomas Olde Heuvelt
Kategoria: horror
Wydawnictwo: Albatros
Format: e-book
Liczba stron: 510
Ocena: 6/10

Wyrocznia zaczyna się obiecująco — mroczny klimat, senne miasteczko na brzegu rzeki, dziwne zjawiska i atmosfera narastającego niepokoju. Przez pierwsze rozdziały naprawdę można uwierzyć, że trzymamy w rękach coś z pogranicza Stephena Kinga i Neila Gaimana — z dużym naciskiem na tę bardziej niepokojącą, nadnaturalną stronę. Niestety, im dalej w las (albo raczej: w wodę), tym większe rozczarowanie.

Punktem wyjścia jest pojawienie się tajemniczego statku - Wyroczni - na trawniku jednego z mieszkańców miasteczka. Zjawisko te jest równie niepokojące, co niewytłumaczalne. Jak się pewnie domyślacie mieszkańcy ciekawi co to, wchodzą na pokład i pod pokład, skąd przy dźwięku równie tajemniczego dzwonu - znikają. Autor sprawnie buduje napięcie, wprowadza elementy lokalnych legend i daje czytelnikowi nadzieję na solidny horror z psychologicznym tłem. Ale z czasem historia skręca w rejony, które zamiast pogłębiać intrygę, zaczynają ją rozmywać.

Zamiast prowadzić opowieść ku wyraźnej kulminacji, dostajemy zbyt wiele zwrotów, niedopowiedzeń i wątków, które sprawiają wrażenie pisanych w biegu. Miejscami robi się chaotycznie, nielogicznie i niepotrzebnie efekciarsko. Bohaterowie, którzy na początku wydawali się intrygujący, zaczynają działać w sposób sztuczny i naciągany, jakby autor gonił za klimatem, a nie za spójnością.

Nie jest to książka zła — autor potrafi pisać, jego styl jest lekki, obrazowy, a pomysł na samo zjawisko Wyroczni miał ogromny potencjał. Ale właśnie dlatego końcowe rozczarowanie jest tak wyraźne. Początek zapowiadał więcej, niż historia finalnie dowiozła. Zamiast niepokojącej opowieści z głębią i psychologicznym napięciem, dostaliśmy coś, co ostatecznie bardziej przypomina popowy thriller z horrorowymi kliszami. A do tego głównym bohatererem i to dosłownie bohaterem, jest nastoletni chłopiec, napędzany miłością do zaginionych osób i swojej dziewczyny - pierwszej miłości.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 76/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

23piorunów

865 + 1 = 866

Tytuł: Inspektorium
Autor: Marek Zychla
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Mięta
Format: e-book
Liczba stron: 320
Ocena: 7/10

Inspektorium to książka z jednym z ciekawszych konceptów, jakie ostatnio spotkałem — ponura wizja Polski po apokalipsie, w której dzieci w wieku 16 lat są przymusowo odbierane matkom i kierowane do „resocjalizacji” w systemie, który przypomina skrzyżowanie dystopii Orwella z wojskowym internatem.

W tym świecie dziewczynki trafiają do pracy w mieście, uczone pokory, służalczości i funkcjonowania w społecznej machinie, a chłopcy szkoleni są na żołnierzy. Wszystko pod czujnym okiem tytułowego Inspektorium – instytucji, która przypomina jednocześnie Ministerstwo Miłości i korporacyjny system selekcji. Brzmi złowieszczo? Bo takie właśnie jest.

Muszę przyznać, że pomysł na świat przedstawiony naprawdę robi wrażenie. Jest niepokojąco bliski, momentami bardzo polski – z duszną atmosferą, traumą rodzicielską i strachem przed władzą, która niby wszystko wie lepiej. Marek Zychla sprawnie kreśli ten świat, pokazując, jak ludzka codzienność może być zredukowana do roli trybika w systemie pełnym przemocy, indoktrynacji i chłodnej kalkulacji.

Ale… no właśnie. Wykonanie nie do końca dotrzymuje kroku pomysłowi. Tempo bywa nierówne, styl miejscami zgrzyta, a postaci — choć ciekawe na poziomie konceptualnym — nie zawsze są pogłębione na tyle, by naprawdę wciągnąć emocjonalnie. Czuć, że autor chciał dużo przekazać — o społeczeństwie, matkach, męskości, władzy — ale chwilami zabrakło przestrzeni, by to wszystko wybrzmiało z odpowiednią mocą.

Trochę czuć, że autor miał pomysł na całą serię, więc nie odkrywał wszystkich kart w pierwszym tomie. Tylko czy to wystarczy, żeby przyciągnąc czytelnika na tyle, żeby nie tylko przeczytał 1 tom do końca, ale też sięgnął po kolejny/kolejne tomy.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 75/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

39piorunów

841 + 1 = 842

Tytuł: Emma
Autor: Jean Reno
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: Albatros
Format: e-book
Liczba stron: 320
Ocena: 2/10

Są książki złe. Są książki tak złe, że aż śmieszne. I jest Emma — książka, której peron odjechał tak daleko, że bohaterka zamiast złapać pociąg, zaczęła wysyłać mentalne telegramy z duchowej pustyni w Omanie, przekonana, że jest wcieleniem Kaszpirowskiego z coachingowym certyfikatem.

Jean Reno, legendarny twardziel kina akcji, postanowił zamienić pistolet na pióro i opowiedzieć nam historię kobiety, która wyjeżdża na Wschód, by odnaleźć siebie, duchowość, sens życia i zarobić trochę kasy — a po drodze gubi fabułę, zdrowy rozsądek i połowę synaps.

To mariaż 365 dni, Paulo Coelho i programu "Natura i zdrowie" z kablówki. Emma nie tyle przeżywa, co unosi się przez książkę jak welon w reklamie proszku do prania — otoczona zapachem kardamonu, metaforami o świetle i oczywiście "głębokimi" refleksjami, których nie powstydziłaby się cytatowa tapeta z Pinteresta.

Styl? Jakby Google Translate próbował przetłumaczyć myśli joginki po trzecim winie. Dialogi mają głębię zen-memów, a narracja co chwilę zawraca, jakby nawet autor nie był pewien, o co mu właściwie chodziło. W pewnym momencie zastanawiałem się, czy Emma czasem nie wyobraziła sobie całej książki — łącznie z jej napisaniem.

2/10 – bo muszę zostawić miejsce dla gorszych książek, które może kiedyś napisze np. Steven Seagal.
7 lat wstecz, to przy tej książce arcydzieło ( https://hejto.pl/wpis/749-1-750-tytul-siedem-lat-wstecz-autor-ashley-poston-kategoria-literatura-obycz ).

Reno oddawaj moje 3h. Jeśli kiedyś jeszcze myśleliście, że recenzje na Lubimy czytać, nie są kupowane, to zapraszam na portal zobaczyć, jak cudowne jest to dzieło.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 74/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

27piorunów

827 + 1 = 828

Tytuł: Po drodze donikąd
Autor: Mateusz Jańta
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Vectra
Format: e-book
Liczba stron: 368
Ocena: 8/10

Po drodze donikąd to książka, która zgrabnie łączy klimat klasycznej amerykańskiej literatury drogi z bardzo osobistą narracją. Choć formalnie opowiada o podróży przez Stany Zjednoczone, to w rzeczywistości jest to ucieczka przed czymś znacznie bardziej bolesnym i złożonym — przed samym sobą, przeszłością i przede wszystkim… rozpadającym się małżeństwem.

Główny bohater wyrusza w trasę, by zostawić za sobą toksyczną relację i emocjonalny chaos. Nie ma konkretnego celu ani planu, a "donikąd" z tytułu staje się metaforą stanu zawieszenia, w jakim się znajduje. Przemierza amerykańskie przestrzenie, spotyka ludzi, prowadzi rozmowy — ale każda z tych chwil to raczej impuls do introspekcji niż zapis fascynujących przygód.

Mateusz Jańta pisze lekko, ale szczerze. Nie próbuje dorabiać do podróży wielkich ideologii, a mimo to czytelnik dostaje wgląd w rozpad, próbę zrozumienia, pogodzenia się lub choćby uchwycenia sensu tego, co było. I właśnie ta szczerość, ta intymność przeżycia, sprawia, że książka zostaje w głowie.

To także opowieść o Ameryce z perspektywy outsidera – nie tej z folderów turystycznych, ale prawdziwej, momentami brzydkiej, rozciągniętej, prowincjonalnej. Autor wykorzystuje ją jako tło, a może raczej jako lustro – odbijające zagubienie bohatera.

Książka może dostałaby wyższą ocenę, gdyby nie zbrodnie po drodze totalnie bez sensu. To jest jedyna część książki, która dla mnie jest niejasna, bo tylko 1 z tych zbrodni prowadziła nas do wątku, który trwa kolejne kilka stron, a później już nie powraca. Nie ma też wpływu na bohatera, a już na pewno nie taki, jakiego moglibyśmy się spodziewać.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 73/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Fanatyk4piorunów

Komentarz usunięty przez moderatora

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

24piorunów

823 + 1 = 824

Tytuł: Moonraker
Autor: Ian Fleming
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Skarpa Warszawska
Liczba stron: 384
Ocena: 6/10

Moonraker to trzeci tom przygód Jamesa Bonda. To powieść zdecydowanie inna od tego, czego można się spodziewać po ekranowej wersji z Rogerem Moore’em. Tu nie ma kosmicznych pościgów ani laserów — jest za to kamienna Anglia, tajemnice zimnej wojny i spisek, który ma wysadzić Londyn w powietrze.

Fabuła jest dość zwięzła: Sir Hugo Drax, milioner, bohater narodowy i twórca tytułowej rakiety Moonraker, zostaje otoczony aurą podejrzeń, gdy jego zachowanie zaczyna budzić wątpliwości w kręgach rządowych. M wrzuca w temat swojego najlepszego agenta — Jamesa Bonda, który ma sprawdzić, czy co z Draxem jest nie tak. Bond, wspierany przez agentkę Galę Brand, odkrywa, prawdziwą motywację Draxa i jego cel.

Całość — jak na standardy Fleminga — jest dość kameralna. I… może nawet za bardzo. Bo o ile w Wybrankach Jean-Christophe Grange’a narzekałem, że książka była przegadana i za długa, tak tu miałem poczucie niedosytu. Moonraker jest po prostu za krótki. Tempo akcji jest szybkie, klimat odpowiednio gęsty, a napięcie budowane solidnie, ale gdy już człowiek się rozsiądzie w tym szpiegowskim fotelu — książka się kończy. Może to też powód, dla którego ekranizacja zyskała kilka dodatkowych wątków, których próżno szukać w książkowym pierwowzorze.

Bond jak zwykle jest chłodny, pewny siebie i niepokonany, a Gala to jedna z ciekawszych bohaterek kobiecych w serii - profesjonalna, twarda i… nieczuła na urok agenta 007, co jest ciekawą odmianą. Ale i tu czuć, że wątek mógłby być nieco bardziej rozwinięty.

Fleming jak zwykle dobrze radzi sobie z opisem detali, od kart przy stole klubu Blades po metaliczne wnętrze tajnego bunkra. Ale też czasem balansuje na granicy suchych raportów, przez co niektóre sceny tracą emocjonalną głębię.

Swoją ocenę motywuję głównie długością, bo nie można książce odmówić tego, że czyta się ją błyskawicznie (poniżej 3h) i jest wciągająca. Nie mogę się doczekać 4 tomu, bo po ranach, które odniósł Bond w tej części, raczej trudno mu będzie wrócić szybko do pełnej sprawności bojowej.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 72/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

21piorunów

815 + 1 = 816

Tytuł: Wybranki
Autor: Jean-Christophe Grange
Kategoria: kryminał, sensacja, thriller
Wydawnictwo: Sonia Draga
Format: e-book
Liczba stron: 648
Ocena: 5/10

Wybranki to książka, po której spodziewałem się solidnego thrillera – w końcu mówimy o Jean-Christophe Grange, autorze takich tytułów jak Purpurowe rzeki czy Lontano. Niestety, tym razem zawiodłem się niemal na całej linii.

Zamiast dynamicznej, wciągającej fabuły z charakterystycznym dla Grange'a mrokiem, dostajemy powieść rozwleczoną, przegadaną i przeciążoną zbędnymi informacjami. Nie chodzi o to, że autor sięgnął po tło historyczne – samo w sobie mogło to być interesujące. Problem w tym, że chwilami odnosiłem wrażenie, że czytam nie thriller, a próbę napisania powieści historyczno-kryminalnej z ambicjami encyklopedycznymi. A przecież to nie miała być książka historyczna.

Narracja grzęźnie w szczegółach, które nie posuwają akcji do przodu, tylko ją spowalniają. Bohaterowie – zazwyczaj u autora pełnokrwiści i niejednoznaczni – tym razem wydają się nijacy albo przerysowani. Zabrakło emocji, napięcia, które zwykle trzymają czytelnika w garści do ostatnich stron. Zamiast tego mamy nadmiar ekspozycji i dygresji, które można byłoby spokojnie wyciąć bez szkody dla fabuły.

Fabularnie skupiamy się wokół tajemniczych morderstw kobiet w Berlinie, w przededniu wybuchu II WŚ. Zostają zamordowane i brutalnie okaleczone już po śmierci, każda z nich była również w ciąży. Każda z nich należała do stoworzyszenia Dam Adlonu, żon wysoko postawionych nazistowskich dygnitarzy. Tropem zbrodni rusza gestapowiec Franz i dwójka cywili - psychologów Kraus i Monna. Poza odkryciem zbrodni i sprawcy, odkryją wiele okrutnych procederów SS, od brutalnych zbrodni i czystek rasowych po eugenikę.

Doceniam chęć budowania tła historycznego, wplecenie zwyczajów nazistów w fabułę, ale autor mógł spokojnie skrócić ją o połowę i czytelnik nic by na tym nie stracił, może nawet by zyskał. Książce jest daleko do Lontano czy Rzeki tajemnic, nie czytałem co prawda tym bardziej niszowych, mniej znanych książek autora, ale zakładam, że Wybranki stawiają poprzeczkę na tyle nisko, że raczej żadna książka autora jej szybko nie przeskoczy w tym rankingu.

Nie polecam nikomu. Jeśli ktoś ma zacząć przygodę z autorem, to na pewno nie od tej książki, dwa tytuły wspomiane wcześniej są rewelacyjne i zacząłbym od nich. Jeśli ktoś jest fanem autora (tak jak ja), to Wybranki tylko zmarnują mu czas i zniechęcą do sięgania po kolejne książki.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 71/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

24piorunów

794 + 1 = 795

Tytuł: Przedświt
Autor: Tomek Michniewicz
Kategoria: Wspomnienia
Wydawnictwo: Otwarte
Format: książka papierowa
Liczba stron: 223
Ocena: 5/10

Dlaczego sięgnąłem po Przedświt?
Bo Chrobot tego samego autora jest dla mnie jednym z trzech najlepszych reportaży, jakie kiedykolwiek czytałem. Byłem ciekaw, jak Michniewicz poradzi sobie z czymś bardziej osobistym, intymnym, psychologicznym.

I jak sobie poradził?
Niestety — dla mnie znacznie słabiej. Przedświt to książka zupełnie inna niż jego poprzednie publikacje. Mniej reporterska, bardziej introspektywna. Może zbyt bardzo.

Czy uzewnętrznianie się autora było potrzebne?
Nie wiem, może autorowi, ale nie mi. Jako czytelnikowi, chwilami trudno było znaleźć miejsce dla siebie. Kiedy autor zanurza się w swoim bólu, samotności i chaosie myśli, brakuje mi wyraźniejszego mostu między nim a odbiorcą. Czytelnik nie jest terapeutą, a książka – choć uczciwa i emocjonalna – nie zawsze daje coś w zamian.

Czy podejście do zdrowia psychicznego w Polsce nadal jest marginalizowane?
Tak. I być może właśnie dlatego Przedświt powstał. Michniewicz mówi o rzeczach, o których wielu wciąż boi się mówić. Samotność, depresja, kryzys tożsamości – wszystko to wybrzmiewa, ale... często bardziej jako nieuporządkowany strumień świadomości niż dobrze zbudowana opowieść. To ważne tematy, ale sposób ich podania nie każdemu trafi w serce.

Czy zostawiła więcej pytań niż odpowiedzi?
Zdecydowanie. I może nawet o to chodziło – ale sposób, w jaki została zamknięta, pozostawił mnie z uczuciem niedosytu, a może i lekkiego zawodu. Ostatnie zdanie, które miało być klamrą, raczej wywołało u mnie pytanie: czy naprawdę to miało być to? Czy to było potrzebne?

Czy warto było ją przeczytać?
Moim zdaniem nie

Tym razem trochę inaczej, bo też i książka jest inna, trudna, osobista i intymna. Tylko intymna w złym sensie, bardziej jak latanie bez spodni i bielizny po mieście i opowiadanie ludziom, że nie lubię chodzić w spodniach. Zostawia czytelnika z pytaniami, ale nie daje odpowiedzi. Mimo wszystko, jest to spory zawód, a w porównaniu z Chrobotem, książka jest totalnie o niczym. Niestety obserwują tendencję spadkową u autora:
"Chrobot" >> "Choroby współistniejące" >>> "Przedświt"

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 70/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

38piorunów

783 + 1 = 784

Tytuł: Doskonałe państwo policyjne. Wyprawa w głąb chińskiej inwigilacyjnej dystopii
Autor: Geoffrey Cain
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 424
Ocena: 8/10

Geoffrey Cain w "Doskonałym państwie policyjnym" kreśli obraz współczesnych Chin, który niepokojąco przypomina urzeczywistnienie koszmarów z Roku 1984 Orwella i Procesu Kafki. To nie fikcja literacka, ale analiza rzeczywistości, która dzieje się tu i teraz — w kraju będącym pionierem w budowie społeczeństwa totalnej kontroli opartej na technologii i wszechobecnym nadzorze.

Cain nie ucieka od konkretów — z reporterską precyzją opisuje działanie systemu punktacji obywatelskiej, wszechobecnych kamer, algorytmów analizujących zachowanie obywateli i współpracy korporacji z państwem w celu pełnego nadzoru nad jednostką. Również w jego własnym domu. Szczególnie poruszające są fragmenty dotyczące prześladowania mniejszości ujgurskiej — pokazujące, jak łatwo „niewygodny” obywatel może zostać odczłowieczony, zastraszony, zamknięty, a nawet "zniknięty".

Dla mnie najsmutniejszym elementem tej książki był obraz jednostki, która liznęła wolności i Zachodu, ale została brutalnie sprowadzona z powrotem „na ziemię” — do systemu, który nie znosi różnorodności, swobodnej myśli ani cienia krytyki. Nie chodzi tylko o inwigilację, ale o ideologiczną tresurę – wychowanie obywatela, który nie tylko się boi, ale wręcz nie wyobraża sobie życia poza systemem.

Cain nie moralizuje — daje głos tym, którzy z Chin uciekli, oraz tym, którzy w nich zostali. Książka nie tylko dokumentuje, ale ostrzega: że technologia sama w sobie nie jest zła, ale w rękach reżimu staje się narzędziem doskonałej opresji. Staje się też kwestią zaufania dla innych krajów, czy warto zaufać firmie technologicznej (Huawei), która wybiła się na inwigilacji własnego społeczeństwa i została potentaten technologicznym - 2 firmą na świecie jeśli chodzi o sprzedaż smartfonów.

Rzetelny, poruszający obraz współczesnego zniewolenia. Po tej książce trudno już patrzeć na kamerę monitoringu w ten sam sposób. Jeśli ktoś uważa, że Orwellowi się "trochę wymsknęło" z tym pesymizmem, powinien przeczytać i zobaczyć, jak bardzo miał rację, przynajmniej w Chinach.

Dzięki @kiri za polecenie książki.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 69/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Osobistość1piorunów

@WujekAlien a co do samej książki, to poruszyła mnie ta część, kiedy Maysem udaje się uciec i okazuje się, że ma problem z powrotem do swojej dawnej swobody myśli. Ciekawe, że tak mocno zadziałało na nią uwięzienie, mimo że wcale nie była tam długo...

Pokaż więcej komentarzy (3)

Lider

w Książki

27piorunów

770 + 1 = 771

Tytuł: Harry Potter and the Order of the Phoenix
Autor: J. K. Rowling
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Pottermore
Format: e-book
Liczba stron: 815
Ocena: 10/10

Harry Potter and the Order of the Phoenix to punkt zwrotny całej serii -tom, w którym świat magii staje się nagle dużo mroczniejszy, bardziej skomplikowany i zdecydowanie bardziej dorosły. Dla mnie, obok szóstego tomu, to najlepsza część całego cyklu. To tu kończy się dzieciństwo, a zaczyna prawdziwa walka o przetrwanie — nie tylko z czarną magią, ale też z systemem, władzą i samotnością.

Już pierwsze sceny z dementorami na Privet Drive dają do zrozumienia, że nie wrócimy do beztroskiego klimatu z poprzednich tomów. Przez niemal całą książkę Harry jest otoczony przez siły, które wysysają z niego radość i nadzieję — nie tylko w sensie metaforycznym. Choć Voldemort nadal czai się w cieniu, prawdziwym czarnym charakterem tej części jest Dolores Umbridge — postać, która budzi autentyczną frustrację, złość i niekiedy wręcz odrazę. Jej metody opresji są subtelne, bezkrwawe (no prawie), ale przez to znacznie bardziej przerażające.

To również tom o izolacji i utracie zaufania. Harry staje się celem hejtu ze strony społeczeństwa czarodziejów i uczniów Hogwartu. Nikt nie chce uwierzyć w jego słowa o powrocie Voldemorta, media go oczerniają, a nawet najbliżsi przyjaciele znikają na długie tygodnie wakacji bez słowa. Gdy wraca do szkoły, Hagrid nadal nie wrócił z tajnej misji, a Ron i Hermiona, choć wciąż przy nim, są teraz prefektami, co symbolicznie dystansuje ich od Harrego, który czuje się coraz bardziej osamotniony.

To też książka o stracie - niekoniecznie poprzez śmierć, ale poprzez oddzielenie. Brak listów od przyjaciół latem, odebranie Harremu quidditcha, kolejne szlabany, stopniowe odcinanie go od tego, co lubił i co go trzymało przy zdrowych zmysłach. To wszystko buduje napięcie, które eksploduje w dramatycznym finale. Bo choć przez cały rok towarzyszy nam echo śmierci Cedrika, to prawdziwy cios przychodzi dopiero na końcu - kiedy Harry traci Syriusza, ojca chrzestnego, ostatni realny kontakt z czymś, co można było nazwać rodziną.

Order of the Phoenix to nie tylko książka o magii. To powieść o dojrzewaniu w bólu, o nieufności wobec władzy, o samotności w świecie pełnym ludzi. To też niezwykle dojrzały komentarz na temat tego, jak łatwo odebrać komuś głos, zniszczyć reputację i odciąć od wsparcia.

J.K. Rowling zbudowała tom, który dojrzewa razem z czytelnikiem i właśnie od tego momentu seria staje się czymś znacznie więcej niż dziecięcą sagą o czarodziejach. Do przeczytania po angielsku zainspirował mnie @AdelbertVonBimberstein , który czyta serię od początku. Ja jestem leniwą parówą, więc zaczynam od ulubionego tomu i przechodząc przez 6 tom, zakończę "dorosłą" trylogię.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 68/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

26piorunów

767 + 1 = 768

Tytuł: James
Autor: Percival Everett
Kategoria: literatura piękna
Wydawnictwo: Marginesy
Format: e-book
Liczba stron: 336
Ocena: 8/10

James to bez wątpienia jeden z ciekawszych i bardziej świadomych retellingów klasyki literatury, z jakimi miałem do czynienia (i chyba drugi najlepszy po Demonie Copperheadzie). Percival Everett bierze na warsztat Przygody Hucka Finna i przepisuje je z perspektywy Jamesa (czyli Jima), czyniąc go nie tylko bohaterem, ale też narratorem swojej własnej historii — nie podrzędnym towarzyszem, ale pełnoprawnym, myślącym i niezwykle złożonym człowiekiem.

Z jednej strony to książka o godności, przetrwaniu i walce o człowieczeństwo w świecie opartym na uprzedzeniach. Z drugiej — intelektualna zabawa z klasyką, która świetnie obnaża rasistowskie fundamenty nie tylko epoki, ale i samej literackiej tradycji. Everett opowiada historię Jamesa jako człowieka zmuszonego do nieustannej gry – udawania głupszego, mniej świadomego, by przetrwać wśród białych. I robi to z ogromnym literackim wyczuciem.

Ale mam też zastrzeżenia, a konkretnie 2. Język jest prosty — czasem aż za bardzo. Rozumiem, że to celowy zabieg stylistyczny, ale chwilami miałem wrażenie, że forma aż za bardzo ogranicza treść. Miałem wrażenie, że tak jak James udaje głupszego niż jest, tak i autor ukrywa swój warsztat. Do tego zarzut białego rasizmu pojawia się tak często i tak bezpośrednio, że można się poczuć jak na ławie oskarżonych, zamiast w fotelu czytelnika. Rozumiem intencję, ale momentami brakowało mi subtelności.

Warto też wspomnieć o wątku humorystycznym, który Everett próbuje wpleść — to jednak humor ciężki, sarkastyczny, często wręcz brutalny w swojej bezpośredniości. Zdecydowanie nie dla każdego. Momentami można się uśmiechnąć, ale równie często śmiech więźnie w gardle. I nie mam tu na myśli „czarnego humoru” związanego z kolorem skóry bohatera, tylko z jego goryczą i brutalnością. Trudno jednak za to odejmować książce punkty. James to mocny literacko głos, który pokazuje klasykę w krzywym, bolesnym, ale potrzebnym zwierciadle. Niepozbawiony wad — szczególnie w warstwie językowej i balansie przekazu, ale zdecydowanie warty przeczytania.

Książka zalicza trofkę GoodReads: Seasonal Challenge (01.05 - 30.06) - Centennial Picks

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 67/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

28piorunów

756 + 1 = 757

Tytuł: Mroczne drogi
Autor: Adam Przechrzta
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Fabryka Słów
Format: e-book
Liczba stron: 451
Ocena: 6/10

Mroczne drogi to książka, która sprawia wrażenie, jakby Adam Przechrzta usiadł do pisania i postanowił: „Zróbmy jeszcze raz to samo, co działało wcześniej, tylko trochę inaczej”. I niestety – to właśnie czuć niemal od pierwszych stron. Nasz bohater Janusz mocno przypomina Olafa Rudnickiego z Materia Prima, może nie jest to 1:1, ale jest bardzo blisko.

Jasne, fani jego stylu odnajdą tu wszystko, co dobrze znają i lubią: alternatywna historia, militarno-magiczne realia, bohaterowie z kręgosłupem moralnym (ale niekoniecznie prostym), oraz charakterystyczne tempo i gęsta narracja. Problem w tym, że Mroczne drogi przypominają bardziej składankę greatest hits z wcześniejszych tomów Materii Primy i Materii Secundy niż nową, świeżą historię.

Motywy, które wcześniej potrafiły zaskoczyć lub poruszyć, tutaj wydają się odtwórcze – jakby autor szedł już utartym szlakiem i nie próbował wyjść poza dobrze znaną formułę. Postacie są znajome w typologii, konflikty podobne, a świat – mimo że nadal ciekawy – nie daje poczucia odkrywania czegoś nowego. Nowe postaci, nowe potwory, ale (znowu) jeden z nich zatruwa naszego bohatera. Jedna z postaci gra na dwa fronty (znowu). Janusz zakłada własną gildię, w celu rozwiązania konfliktu między innymi gildiami i zmiany rozkładu sił (znowu). Nasz protagonista wykształca sobie swojego ucznia (znowu) i ma też nawet wysoko postawioną i bogatą ciotkę (znowu). Dla mnie za dużo tego (znowu), żebym nie czuł się trochę naciągnięty na zakup kolejnej książki w nowym uniwersum, które jest lekko przekolorowanym mariażem 2 uniwersów z poprzednich serii autora.

Nie znaczy to, że książka jest zła – bo Przechrzta to rzemieślnik solidny. Potrafi budować napięcie, zna się na militariach i alternatywnej historii jak mało kto, a jego literaturze nie można odmówić wlasnej tożsamości. Tylko że tym razem brakuje tu ryzyka i świeżości. Jakby autor poszedł w tak bezpieczne motywy, jak to tylko było możliwe. Przez co, wszystko jest nijakie i miałkie. Jako osobna książka się broni nieźle, jako kontynuuacja przygód z Antykwariatu też. Jako kolejna książka autora, dla jego fanów, nie bardzo. Jestem tym bardzo zawiedziony, bo dzięki Przechrzcie poznałem nowy gatunek - książek z dwoma światami - rzeczywistym i magicznym, naszpikowany enklawami, potworami, magicznymi słowami, runami i przedmiotami. Dostałem więcej tego samego, ale niczego nowego.

Podsumowując: Mroczne drogi czyta się dobrze, ale bez większych emocji. To książka, która nie zaskakuje, bo jej DNA to w dużej mierze powtórka z rozrywki. Dla wiernych fanów Przechrzty – będzie to może przyjemny powrót do znajomych klimatów, tylko czy tego własnie oczekiwali i nie będą zawiedzeni? Na to pytanie będą musieli już sobie odpowiedzieć sami.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 66/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Pokaż więcej komentarzy (2)

Lider

w Książki

22piorunów

749 + 1 = 750

Tytuł: Siedem lat wstecz
Autor: Ashley Poston
Kategoria: literatura obyczajowa, romans
Wydawnictwo: Gorzka Czekolada
Format: e-book
Liczba stron: 392
Ocena: 4/10

Książka przeczytana na potrzeby kwietniowego achievementu Goodreads i nie traktowałem jej jakoś średnio poważnie, a już na pewno nie jako książkę, która przekona mnie do tego gatunku - romantasy.

Jeśli zawsze marzyłeś o książce, która przez pół rozdziału analizuje emocjonalne znaczenie poduszki leżącej na łóżku, to Siedem lat wstecz jest spełnieniem Twoich snów.

Ashley Poston stworzyła historię o wielkiej stracie, magii czasu i... no cóż, o tańczeniu w kuchni i rozczulaniu się nad monsterrą cioci w kącie. W najlepszych momentach książka łapie za serce i naprawdę próbuje coś powiedzieć o miłości, tęsknocie i żalu. W najgorszych – brzmi jak zapis wewnętrznego monologu nastolatki, która właśnie przeczytała za dużo romantycznych fanfików.

Dialogi? Jak wyjęte z serialu na Netfliksie. Rozterki bohaterki? Na poziomie „on zrobił grilla i tańczył w kuchni, więc chyba muszę wyjść za mąż”. Fabuła? Trochę jak śnienie w gorączce – coś się dzieje, coś się nie dzieje, czas się cofa, emocje skaczą jak szalone, a Ty zastanawiasz się, czy nie powinieneś po prostu iść obejrzeć jeszcze raz „Powrót do przyszłości”.

Czytałem, kiwałem głową przy lepszych fragmentach, po czym trafiałem na tekst o poduszce i miałem ochotę zapytać książkę: czy na pewno dobrze się czujesz? Książka, która ma kilka momentów z potencjałem, ale większość czasu przypomina emocjonalny rollercoaster bez trzymanki. Dla fanów intensywnego przeżywania życia przez analizowanie każdego drobnego gestu – będzie idealna. Dla reszty? Raczej ciekawostka niż wielka literacka przygoda.

Fabularnie, zapowiadała się ciekawie, ale wykonanie zostawiło wiele do życzenia. Główna bohaterka, ma mieszkanie po zmarłej cioci, która przed śmiercią powiedziała jej, że jest wehikułem czas, przenoszącym mieszkańców o 7 lat wstecz (stąd tytuł). Gdy wchodzi do mieszkania okazuje się, że ma ono już lokatora - Iwana, kucharza z ambicjami, który marzy (jak każdy kucharz) o otwarciu własnej restauracji, któremu jej ciocia wynajęła mieszkanie. Lemon, bo tak Iwan nazywa naszą bohaterkę, szybko się zakochuje w swoim współlokatorze. Ale za każdym razem gdy wychodzi z mieszkania, wraca do świata 7 lat później, w którym już Iwan nie istnieje, a przynajmniej nie udaje mu się go znaleźć. Chwilę później redakcja (poradników turystycznych i książek kucharskich), w której pracuje Lemon, traci najważniejszego autora i czas ruszyć na poszukiwania nowej gwiazdy, która zapewni jej stały dochód i tysiące sprzedanych książek. Jak się pewnie domyślacie, tym autorem jest Iwan, nazywa się inaczej, bo przedstawia się swoim drugim imieniem, ale jest to 7 lat starsza miłość Lemon. To co obserwujemy dalej, to dziwna relacja Lemon z 2 wersjami tego samego mężczyzny.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 65/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider3piorunów

Cytat z poduszką:
>Przez za­słony w sy­pial­ni są­czyło się po­ranne świa­tło. W gło­wie mia­łam pust­kę, koł­drę sko­pa­łam w nocy. Oto­czy­łam ra­mie­niem le­żącą na środ­ku łóżka po­dusz­kę i wtu­li­łam w nią twarz. Była cie­pła, a w miesz­ka­niu pa­no­wała ci­sza. Mia­łam taki fan­ta­stycz­ny sen ‒ że choć raz zja­dłam ko­la­cję z męż­czy­zną, który po­trafi go­to­wać. Ni­gdy nie spo­ty­ka­łam się z kimś, kto w kuch­ni po­trafi przy­rzą­dzić coś wię­cej niż gril­lo­wany ser. Miał także miły uśmiech i pięk­ne oczy i chcia­ło mi się śmiać z sa­mej sie­bie, po­nie­waż w praw­dzi­wym ży­ciu nie zro­bi­ła­bym na­wet po­łowy tego, co w tym śnie. Nie po­zwo­li­ła­bym mu zo­stać w miesz­ka­niu cioci. Nie tań­czy­ła­bym z nim w kuch­ni. Nie spa­li­by­śmy w jed­nym łóżku, z po­dusz­ką mię­dzy nami.
>...Po­dusz­ką, którą w tej chwi­li obej­mo­wa­łam.
>I na­gle wszyst­ko do mnie wró­ciło. Szyb­ko usia­dłam i chwy­ci­łam sto­jący na noc­nej szaf­ce bu­dzik: 10:04. Ro­zej­rza­łam się. To była sy­pial­nia cioci. Jej usy­cha­jąca w ką­cie mon­stera, na ścia­nie jej go­be­lin z Li­banu.
>Wczo­raj­szy dzień wy­da­rzył się na­praw­dę.

I jeszcze z serkiem 😉
>Skoro lu­bił ched­dar, czy w ta­kim ra­zie lu­bił także to, co bez­piecz­ne i nudne? Mnie? Nie, da­wa­łam się po­nieść. Oczy­wi­ście, że nie to miał na my­śli, ale na­dal znaj­do­wał się tak bli­sko, a skóra mnie szczy­pała od go­rąca emi­to­wa­nego przez jego ciało. Jego spoj­rze­nie po­now­nie ze­śli­zgnę­ło się na moje usta, jakby się za­sta­na­wiał, czy wy­ko­rzy­stać oka­zję.
>Uśmiech­nę­łam się do jego ust i szep­nę­łam:
>‒ A ja my­śla­łam, że ro­man­tyzm znaj­duje się w ka­wałku cze­ko­lady.
>Za­śmiał się.
>‒ Dziew­czyna, którą kie­dyś po­zna­łem, za­rze­kała się, że ona znaj­duje go w ched­da­rze.

Lider2piorunów

@moll muszę jej oddać, że ma dobre momenty, serio 😉 Jest całkiem wciągająca, ale ten poziom głupotki i takiej szczeniackiej miłości już ponad 30-letniej bohaterki, się strasznie gryzie (a była już w kilku związkach). Rozwaliło mnie jej zdziwienie, gdy zobaczyła, że facet, w którym się zakochała, ale w wersji sprzed 7 lat, to nie jest ten sam facet teraz, zmieniły się jego ambicje i plany, a do tego jest styrany życiem i musi czasem usiąśc sobie na lodówce za foodtruckiem i posiedzieć w samotności.

Pokaż więcej komentarzy (4)

Lider

w Książki

30piorunów

741 + 1 = 742

Tytuł: The Tainted Cup
Autor: Robert Jackson Bennett
Kategoria: fantasy, science fiction
Wydawnictwo: Del Rey
Format: e-book
Liczba stron: 410
Ocena: 7/10

Najdziwniejsza książka, jaką przeczytałem w tym roku i myślę, że długo nic jej nie zrzuci z tronu, może po za 2 tomem tej serii 😉

The Tainted Cup to nietypowe weird fiction - połączenie kryminału i oryginalnego fantasy, w którym zamiast klasycznego steampunku dostajemy świat oparty na biotechnologii i modyfikacjach ciała. Przez długi czas kojarzyła mi się myśl, że to przeniknięcie uniwersum Sherlocka Holmesa i Johna Watsona do bio-steampunkowej krainy grzybów z morskimi odpowiednikami diunowych czerwii.

Narratorem historii jest Din (Dinios Kol), specjalnie zmodyfikowany asystent śledczej Ana Dolabrene, któy zyskuje perfekcyjną pamięć fotograficzną. Gdy w świecie zdominowanym przez organiczne technologie i wojny drzewne wybucha sprawa tajemniczego morderstwa – ciało wysokiego urzędnika dosłownie eksploduje, gdy wyrasta z niego drzewo – bohaterowie muszą rozwikłać zagadkę sięgającą głębiej niż pojedynczy incydent. Wpadamy w sam środek intrygi, w której członkowie tajemniczego bractwa inżynierów giną w dziwnych okolicznościach, a łączy ich jedynie sposób śmierci (zadrzewienie) i moneta/medalion bractwa.

Największą siłą książki jest budowa świata: zamiast klasycznych technologii mamy żywe, biologiczne rozwiązania i zmutowane ekosystemy. Śledztwo toczy się w atmosferze kontrolowanego chaosu, pełnego groteski i złożonych zależności politycznych. Relacja między Dinem i Aną przywodzi na myśl układ Watson - Holmes, ale z bardziej partnerską dynamiką i większym rozwojem postaci w trakcie fabuły. Narracja Dina nadaje opowieści rytm analizy i refleksji, co świetnie pasuje do gęstej atmosfery książki.

The Tainted Cup to pomysłowa, znakomicie napisana mieszanka kryminału i dziwnego fantasy. Dla fanów nietypowych światów i inteligentnych zagadek – absolutnie warto. Znajdziecie tu wiele nawiązań do innych dzieł popkultury, od Sherlocka Holmesa, przez Lovecrafta i morskie lewiatany, aż po Diunę.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 64/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Autorytet8piorunów

Takie przemyślenie z pupci trochę. Po twojej recenzji doszedłem do wniosku, że biopunk od body horroru dzieli tylko bardzo cienka granica.

Pokaż więcej komentarzy (7)

Lider

w Książki

23piorunów

738 + 1 = 739

Tytuł: Being Mortal: Medicine and What Matters in the End
Autor: Atul Gawande
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Macmillan USA
Format: e-book
Liczba stron: 304
Ocena: 6/10

"Being Mortal: Medicine and What Matters in the End" Atula Gawande to książka, która podejmuje temat starzenia się, śmiertelności i podejścia współczesnej medycyny do życia na jego ostatnim etapie. Trafiłem na nią dzięki poleceniu w "Poradniku umierania dla początkujących" i choć temat okazał się niesamowicie ważny, to sama książka zrobiła na mnie nieco mieszane wrażenie.

Gawande, jako lekarz praktykujący, podchodzi do tematu z dozą empatii, ale też z profesjonalnym chłodem. W książce opowiada o tym, jak systemy medyczne – zamiast towarzyszyć ludziom w godnym starzeniu się i umieraniu – często skupiają się na niekończącej się walce z biologią za wszelką cenę. Dzieje się to kosztem komfortu, autonomii i ludzkiej godności. Autor pokazuje, jak łatwo w pogoni za przedłużeniem życia możemy stracić to, co w nim najważniejsze.

Szczególnie wartościowe są fragmenty, w których Gawande opowiada o realnych historiach – swoich pacjentach, rodzinie, a nawet o własnym ojcu. Te momenty są najbardziej autentyczne i najbardziej poruszające. Kiedy jednak książka przechodzi na poziom bardziej systemowych rozważań o domach opieki, hospicjach czy politykach zdrowotnych, narracja czasami traci na emocjonalnym zaangażowaniu i staje się trochę sucha/oziębła.

Czułem, że Being Mortal bardziej mnie edukuje niż porusza, co nie jest wadą samą w sobie – ale w porównaniu do "Poradnika umierania dla początkujących", który był bardzo osobisty, Gawande wydaje się bardziej analityczny i zdystansowany.

Mimo tego, książka niesie ważne przesłanie: umieranie nie jest porażką medycyny i powinniśmy mieć odwagę rozmawiać o tym, jak naprawdę chcemy spędzić nasze ostatnie miesiące i dni – z większym naciskiem na jakość i spełnienie w życiu, a nie tylko jego długość.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 63/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

Lider

w Książki

49piorunów

737 + 1 = 738

Tytuł: Poradnik umierania dla początkujących
Autor: Simon Boas
Kategoria: Wspomnienia
Wydawnictwo: Agora
Format: e-book
Liczba stron: 192
Ocena: 9/10

Autor ma raka, wielonarządowego, po kilku przerzutach. W momencie, gdy czytamy książkę już nie żyje, ale zanim się to stanie postanawia podzielić się z czytelnikami swoim podejściem do nieuniknionej śmierci i jej konsekwencji, nie wiedząc ile dokładnie życia mu jeszcze pozostało.

Poradnik umierania dla początkujących to książka, która zaskoczyła mnie swoją szczerością, intymnością i niezwykłym podejściem do tematu, o którym zwykle mówi się szeptem albo nie mówi wcale. Simon Boas nie serwuje tu akademickiej rozprawy o śmierci ani poradnika w tradycyjnym rozumieniu – zamiast tego daje nam subiektywną, bardzo osobistą relację z granicy życia i śmierci, pełną emocji, refleksji i chwilowej nawet lekkości.

Książka opowiada o doświadczeniu umierania w sposób, który nie jest ani patetyczny, ani przesadnie dramatyczny. Boas z niezwykłą wrażliwością oddaje uczucia i myśli, które towarzyszą ostatnim chwilom życia – zagubienie, lęk, ale też pewnego rodzaju pogodzenie, ciekawość i czasem absurdalny humor. To właśnie ten balans między powagą tematu a ludzką codziennością, jaka pozostaje nawet na skraju życia, robi największe wrażenie.

Autor nie próbuje generalizować ani tworzyć uniwersalnych prawd. Przeciwnie – pokazuje, jak różne mogą być doświadczenia śmierci, jak bardzo są one zależne od indywidualnych emocji, historii życia, relacji z bliskimi. Ta perspektywa czyni książkę nie tylko prawdziwą, ale i niezwykle przejmującą.

Wielką siłą Poradnika jest też język – prosty, czasem surowy, ale przez to autentyczny. Boas nie próbuje "upiększać" śmierci – nie ucieka od brzydoty, fizycznego cierpienia, czy emocjonalnego chaosu. Ale też pokazuje, że w tym wszystkim można znaleźć okruchy piękna, sensu, a nawet ulgi. Nie jest to książka, którą chce się czytać w jedno popołudnie – wymaga zatrzymania się, refleksji, momentami pewnej odwagi. Ale to jedna z tych pozycji, które zostają w głowie na długo po zakończeniu.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 62/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

GURU9piorunów

@WujekAlien Dodane „do przeczytania”, dzięki :)

Pokaż więcej komentarzy (5)

Lider

w Książki

31piorunów

Wszystkiego najlepszego z okazji Dnia Książki,
Zarwanych nocek, świetnych lektur, wciągających serii, zmniejszającego się TBRu i mnóstwa nowych ulubionych książek.

Lider5piorunów

@WujekAlien i nawzajemnie! :smiley:

Wleciało symboliczne zamówienie, co by dzień świąteczny święcić

Lider2piorunów

@WujekAlien właśnie nie bardzo, tym razem nawet Wydawnictwo Literackie zawiodło, ale dokupiłam brakujący tom filarów ziemi, okazało się że są trzy, a nie dwa. No i żeby nie była taka samotna to kolejny Orwell do towarzystwa, bo chciałabym sobie zebrać wszystkie w tej szacie graficznej z Bellony

Lider1piorunów

@moll ja polowałem na promki, ale chyba tylko świat książki podszedł do tego w miarę spoko, bo daje -22% na drugą książkę (od obecnej ceny).

Pokaż więcej komentarzy (6)

Lider

w Książki

38piorunów

721 + 1 = 722

Tytuł: The Radium Girls. Mroczna historia promiennych kobiet Ameryki
Autor: Kate Moore
Kategoria: reportaż
Wydawnictwo: Poradnia K
Format: książka papierowa
Liczba stron: 469
Ocena: 6/10

The Radium Girls to książka, która opowiada o jednym z najważniejszych – i jednocześnie najbardziej przerażających – epizodów przemysłowej historii USA. Kate Moore przedstawia dramatyczną historię kobiet pracujących w fabrykach malujących produkty radioaktywną farbą z radem, które z biegiem lat zaczęły dosłownie rozpadać się od środka.

Choć sam temat jest fascynujący i bez dwóch zdań wart opowiedzenia. To książka ma sporo wad - przede wszystkim – styl. Moore pisze z pasją i dużym zaangażowaniem emocjonalnym, co jest zrozumiałe, ale chwilami balansuje na granicy patosu. W niektórych momentach ta narracja zaczyna przypominać beletryzowaną wersję faktów – z silnie podkreślanymi emocjami, dialogami i rozbudowaną narracją wewnętrzną bohaterek, która bywa trudna do obrony w literaturze faktu.

Po drugie, konstrukcja książki jest trochę chaotyczna. Wątki się powtarzają, nazwiska bohaterek – których jest sporo – mieszają się, a wiele scen zdaje się być opowiedzianych po kilka razy, tylko z innym ujęciem. Przy tak poruszającym temacie, oczekiwałbym większej dyscypliny redakcyjnej i precyzji – tutaj miejscami miałem wrażenie, że autorka chciała opowiedzieć wszystko naraz, bez zdecydowania się, czy pisze reportaż, powieść, czy biografię zbiorową.

Nie zmienia to faktu, że przekaz książki jest ważny i wciąż aktualny. Moore pokazuje, jak długo ignorowano sygnały o szkodliwości radu, jak bezkarne były firmy, jak długo kobiety walczyły o uznanie swoich racji. To opowieść o lekceważeniu ludzkiego życia w imię zysku – a to niestety nie przeszłość, ale temat wciąż obecny. To dobra książka o ważnej sprawie, ale nie wybitna i na pewno nie pozbawiona wad. Styl miejscami zbyt przesadzony, narracja rozproszona, a konstrukcja chwilami męcząca. Warta przeczytania dla samego tematu, ale warto podejść do niej z dystansem.

Opublikowano za pomocą https://bookmeter.xyz
Osobisty licznik 61/128 (brak 2 recenzji na bookmeter)

GURU18piorunów

@WujekAlien mam na kupce wstydu, ale już widzę po twojej recenzji, że mogę się lekko frustrować stylem. W zasadzie wymieniłeś wszystko to, co mnie często wkurza w literaturze faktu. Ważny temat sprowadzony do chaosu i patosu narracyjnego.

Lider7piorunów

@Dziwen Dostałem w prezencie i muszę przyznać, że to jedyny powód, dla którego ją skończyłem. To chyba kwestia autorki, bo od jej poprzedniej ksiązki (The Woman They Could Not Silence) się odbiłem.

GURU12piorunów

@Felonious_Gru nie czytałem jeszcze, ale na spokojnie można tu wrzucić sporo rozmów z samymi kobietami i jakiś lepszy kontekst historyczny. Z drugiej strony Duch Króla Leopolda opisuje pewnie ponad 30 lat wyzysku i niewolnictwa w Kongo licząc tylko tę główną oś opowieści, a tam autor wyczerpał temat w trochę ponad 400 stron, więc coś w tym rozwleczeniu może być, bo nie wydaje mi się, by RG zasługiwało na coś dłuższego, niż wspomniane niewolnictwo w Kongo.

Lider1piorunów

@Felonious_Gru jest sporo rozmów i biegania między bohaterkami, które nabiją ilość stron. Czcionka też jest raczej spora, nie czuję się czytając, że to 500 stron.

Pokaż więcej komentarzy (6)