Mam głupie pytanie. Jak się amatorsko pisze jakąś powieść to gdzie można ją wrzucić? Są jakieś stronki od tego? Kiedyś z nudy napisałem jeden fragment i tak sobie dopisuję co jakiś czas i teraz okazało się, że nasmarowałem 50+ stron. (ಠ_ಠ) Temat powieści: przeruchane do bólu pustynne post-apo. Do tego czasami w 3 osobie, czasami 1 pierwszej aby zmylić czytelnika. Fragment poniżej-=-=- prolog -=-=-
Nie było wielkiego bum. Nic nie spadło na ziemię. Nie było rewolucji. Po prostu wszystko zaczęło się staczać. Mielonka na wschodzie wciąż się przeciągała, chociaż nikt nie widział sensu w dalszej walce. Jedne wojaki przejmowali Muchosrańsk, potem drony robiły z nich kaszankę, potem drugie wojaki przejmowali tą wiochę, znowu drony, znowu wojaki i tak dalej, i tak dalej.
No, a zachód Europy zaczynał gotować się od problemów z migrantami. Znowu komuś ucięli głowę. Znowu ludzie wyszli na ulicę. Znowu starli się z policją. Znowu użyto gazu i armatek. Znowu zdemolowali pół miasta. I tak co pół roku. Raz Francja, raz Niemcy, raz Brytole. No i władza aby udawać, że robi cokolwiek zaczęła stawiać monitoringi podpięte pod centra AI. Oczywiście to było za mało, wprowadzili cenzurę Internetu, dostęp do niego tylko z dowodem osobistym, dodali godzinę policyjną, dzielenie miast na sektory i przepustki. Kto by bogaty ten uciekł na prowincję. Kto był biedny i głupi ten dalej musiał spierdalać przed maczetami. Elitom z zachodu spodobał się koncept grodzenia bydła tak bardzo, że wkrótce przywrócili pełne kontrole graniczne a Schengen poszło do kosza. A co się tam teraz dzieje? A c⁎⁎j wie, zablokowali swój Internet więc nikt z zagranicy nie wie jak teraz jest u nich. Znajomy tirowiec, który tam woził to mówił, że tam na zachodzie to totalitaryzm jak Korea Północna tylko masz kamery na każdym rogu i nawet nie pierdniesz.
A u nas? No, a u nas po prostu zabrakło wody. Jednego lata spadł normalny deszcz, drugiego wcale, trzeciego cos pokapało, czwartego nic. Zimy też suche, śniegu nie było. A co popadało w górach to szybko ściekło. Meteorolodzy ostrzegali o suszy ale kto by się przejmował. Niby były jakieś projekty poprawy melioracji ale ich głównym celem było dać zarobić rodzinie wójta. Tu wykopać bezsensowny dołek, tam zakopać inny dołek. Nic to nie zmieniło ale kto zarobił ten zarobił. Pod koniec lat 20stych normalnym był widok słupa kurzu ciągnącego się w górę na kilkadziesiąt metrów za traktorem próbującym orać wyschniętą glebę. Z dobrych wiadomości to można było bez problemu budować się na terenach zalewowych. Ze złych to ceny jedzenia poszybowały w górę. Kilogram ziemniaka kosztował 40zł, pierś z kurczaka po 200 za kilo. Rolnicy produkowali mało, a większość i tak wysyłali na zachód bo się tam bardziej opłacało. Ukraina miała robić za spichlerz Europy ale była za bardzo zajęta wojną, umowa UE z Brazylią też się posypała, podobno przez Chińczyków, więc zachód ściągał żywność skąd się dało. No, a ten znajomy co mówiłem to on woził marchew do Niemiaszków. Ale zajebali go jak dojeżdżał do granicy. Podobno staranował tłum protestujących bo nie chciał oddać im naczepy. A oni go jakoś dogonili, wyciągnęli z auta i zatłukli.
Zginąć za marchewkę, hehe. No, dwadzieścia lat temu by to brzmiało śmiesznie. Ale jak się zrobiło pusto w sklepach to ludzi ogarnęła desperacja. Władza udając, że coś robi zaczęła grodzić większe miasta na wzór zachodu. Też pomontowali te kamery z AI, chociaż kolega informatyk mówił, że byle okulary przeciwsłoneczne wystarczą aby nie sczytało ci twarzy. Jakoś mi się w to wierzyć nie chciało dlatego po prostu starałem się nie przechodzić pod nimi... No nieważne, zrobili w Wawie to słynne 15-minutowe miasto. A potem przyszła zima w '28. Górnicy na Śląsku znowu strajkowali o większe racje żywnościowe. Węgiel robił połowę prądu i grzania w Polsce. Drugą połowę robiły panele i wiatraki ale w zimę się zachmurzyło i przestało wiać. Żeby chociaż popadało z tych chmur a tu nic. Tylko wisiały tak dniami. I zaczęło brakować prądu. A ludzie głodni i zmarźnięci zaczęli wariować. A najgorzej w Wawie.
Czy mówiłem ci, że w stolicy to zawsze pojeby mieszkały? Do Warszawy zjeżdżały się te... no jak im było... LEMINGI! Jechali tam wszyscy którzy mieli pierdolca na punkcie kariery I ONI W STOLYCY MIESZKAJO, DUŻE PINIONDZE ZARABIAJO, AŁTO NA LIZING MAJO I KREDYT NA MIESZKANIE. To zawsze byli debile z małych miasteczek co myśleli, że przyjadą tu, popracują w korpo i będą żyli jak w filmach. W rzeczywistości to oni robili w najgorszych kotłowniach i naganiali starych ludzi przez telefon na jakieś zjebane ciśnieniomierze i poduszki terapeutyczne. To były najgorsze hieny, wycięliby własnej matce nerkę byleby mieć prestiżowe mieszkanie. Totalni egoiści, zadufani w sobie, dla nich sąsiad nie był człowiekiem. No i zaczęli się ganiać nawzajem. Pierwszy to chyba na Grochowie był, podobno w piwnicy zaciupał typ jakąś starą babę i miał ją pokroić na zupę. Potem władza zabroniła pisać o takich sytuacjach, zrobili cenzurę Internetu to mogli zabronić. Ale wciąż krążyły plotki, że porywają ludzi. Jakiś gang na Żoliborzu aresztowali bo znaleźli szczątki w Wiśle. K⁎⁎wa ale to byli debile. Woda maksymalnie metr głębokości a oni wywalili ciało do wody. Przecież to by się dziecko nawet nie utopiło.
A no i wtedy jeszcze dron prz⁎⁎⁎⁎⁎⁎olił w wieżowiec. Co? Nie pamiętam jak się nazywał, no ten taki niebieski, najwyższy. Wyglądał jak wieża z HalfLifa. A nie grałaś w HalfLife? No żałuj, za⁎⁎⁎⁎sta gierka. No nieważne, ta wieża to nie była kwadratowa tylko trójkątna jak patrzyłaś z góry. No. No i dron w nią przyjebał. Podobno to był ruski tylko się zagubił i zamiast do Kijowa to poleciał do nas i trafił w ten wieżowiec. Ileś tam ludzi zginęło, część wypadła przez okna. To jeszcze policja musiała pilnować ciał, żeby nikt nie ukradł i nie wsadził do gara. No mówiłem, Warszawiaki to pojeby.
Dlatego ty tam nie jeżdzij do nich. No i co z tego, że murem odgrodzili się. Może mają jakąś wyrwę, kanał podziemny, jeszcze cię wciągną do siebie i ugotują żywcem. Inna ekipa mi opowiadała, że znaleźli dwa porzucone auta niedaleko muru właśnie. Takie w waszym stylu. Tylko zero śladu po kierowcach. Drzwi otwarte, sprzęt w środku zostawiony. Rozumiesz? Nie wzięli paliwa, narzędzi, niczego, tylko ludzi brak. Szukali? A gdzie tam, obsrali się, tylko zajebali kanistry i zapasowe koła i uciekli. Nawet nie spuścili paliwa bo się tak bali, że też ich co dopadnie. Ja ci mówię, nie zbliżajcie się do Wawy.
-=-=-=-
Zośka już wybitnie znudzona wstała od ogniska i poszła do auta. Otworzyła drzwi i padła na fotel pasażera.
-Co tam, zamęczył cię Bartek?
-Ta, stary dziad gadał o kanibalach ze stolicy
-Hehe- zaśmiał się Leon - a mówiłem żebyś nie pytała go o przeszłość.
-Kurde ja tylko chciałam wiedzieć jak działał Internet
-No tak, dziecko pandemii nie pamięta TikToka
-Spadaj - szturchnęła go lekko -Dobra, śpij. Z samego rana ruszamy
-Co tak wcześnie?
-Gadałem z ludźmi i mówili, że Zmotowcy na sześćdziesiątce-dwójce wczoraj złapali transport bimbru więc nad ranem będą zbyt skacowani aby cokolwiek zrobić.
-I co, myślisz że cichaczem przejedziemy koło pijanych psycholi?
-Yhym - przytaknął
-A może ty chcesz jechać o świcie bo chcesz spotkać Siostrzyczki - szturchnęła go znowu, bardziej zaczepnie
-Hehe spadaj
-Złapią cię Siostrzyczki, przywiążą cię do wiatraka i każda cię wyrucha jak nigdy a potem pokroją ci k⁎⁎⁎sa jak sushi! - wskoczyła na niego i zaczęła złośliwie dziubać go palcami pod żebrami. - Co, chcesz tego? Chcesz sushi zamiast parówy? - Dziubała go i łaskotała bezlitośnie. -Sushi! Sushi! Sushi!
Leon próbował się bronić ale tylko nieudolnie wymachiwał kończynami próbując ją odgonić. Aż uderzył kolanem o kierownicę i rozniosło się głośne BEEEEEP klaksonu po osadzie.
-CICHO SK⁎⁎⁎⁎SYNY! - usłyszeli zachrypiony głos z innego auta.
Oboje zbici z tropu osunęli się na swoje fotele. Jeszcze chwilę porechotali ale zegarek pokazywał bezlitośnie północ więc przykryli się kocami i zasnęli.